27.07.16

Na Ukrainie żądają od Polski zwrotu ziem! Ambasador oskarża Polaków o… ludobójstwo!

 Dział: Historia Polityka Społeczeństwo | 27 lipca 2016

Ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczyca publicznie oskarżył Polaków o dokonanie ludobójstwa na Ukraińcach. Z kolei ukraiński doradca rządowy Ołeksij Kurennyj związany z nacjonalistyczną Partią Swoboda zapowiedział rozpoczęcie w Radzie Najwyższej prac nad ustawą o roszczeniach terytorialnych wobec Polski.

Reagując na Facebooku na uchwałę polskiego parlamentu w sprawie oddania hołdu ofiarom ludobójstwa na Wołyniu ambasador Deszczyca napisał, że w odpowiedzi „ukraińscy politycy i parlamentarzyści słusznie będą udowadniać, że miało miejsce i ludobójstwo na Ukraińcach ze strony Polaków”.

Oskarżenie nas o ludobójstwo jest zawarte w tym jednym, ale jakże znamiennym słowie pana ambasadora: „słusznie”. Przy okazji zwracamy uwagę na jeszcze jedno malutkie słowo, które chyba wymknęło się panu ambasadorowi niechcący: „i”. Tym samym wbrew swoim intencjom przyznał faktycznie, że miało miejsce „i” ludobójstwo na Polakach.

Deszczyca_Facebook

Warto zauważyć, że kiedy o ludobójstwo czy „polskie obozy zagłady” oskarżają nas jacyś niedouczeni zachodni pismacy lub środowiska celowo starające się zrzucić na Polaków winę za niemieckie zbrodnie MSZ RP reaguje natychmiast. Tym razem milczy. Dlaczego? Czy ukraińskiemu ambasadorowi wolno obrażać Naród Polski? Czy na przemilczaniu kłamstw i oszczerstw mamy budować nasze „dobre relacje” z Ukrainą?

Tymczasem znany kijowski adwokat, działacz społeczny i ekspert rządowy Ołeksij Kurennyj związany z nacjonalistyczną Partią Swoboda zapowiedział, że rozpocznie pracę nad ustawą zawierającą roszczenia terytorialne wobec Polski.

Jeśli dokument ten zyska poparcie w Radzie Najwyższej to władze w Kijowie będą zobligowane wystąpić do Polski o „zwrot” terytorium dawnego „ukraińskiego” Księstwa Halicko – Wołyńskiego z XIII w. w postaci tzw. Zakerzonia, czyli Chełmszczyzny, Przemyśla, Jasła, Rzeszowa, Białej Podlaskiej, a być może nawet Lublina, jako „ukraińskich ziem etnicznych”.

Co ciekawe, Kurennyj pochwalił się tym nie tylko na Facebooku. Jego wypowiedzi obszernie i z nieukrywaną złośliwością cytują portale rosyjskie, m.in. Politnavigator, Swobodnaja Pressa, Politobzor i inne.

„Nie ma problemu, żeby zarejestrować projekt ustawy o Chełmszczyźnie i wysiedleniu Ukraińców jako przestępstwie (Polski – red.) przeciwko ludzkości. Wystarczy mi 2 dni, żeby to napisać do 5 sierpnia, a następnie wnieść pod obrady parlamentu” – mówi ukraiński ekspert.

Kurennoj_Facebook

„Odpowiednie materiały mam” – zapewnia i powołuje się na dawne „mapy polskie i niemieckie”, które mają jakoby potwierdzać, że na tych ziemiach Polaków nie było, a jedynie „przymusowo spolonizowani i zasymilowani Ukraińcy”.

„Nadszedł czas, żeby to zacząć! Od 2010 r. się do tego szykowałem! Chodzi o Ukraińców Zakerzonia i ich prawo na samookreślenie od Polski!” – napisał Kurennyj na swoim profilu na Facebooku, gdzie zresztą górną grafikę stanowi mapa z zaznaczoną granicą Ukrainy aż do linii Wisły.

Dodajmy, że oprócz działalności nacjonalistycznej i obsługi prawnej Partii Swoboda Kurennyj jest też oficjalnym ekspertem ukraińskich władz, m.in. Narodowej Agencji Służby Państwowej, Państwowej Agencji Kinematografii oraz przygotowuje projekty ustaw mających reformować kraj.

Z kolei na oficjalnej stronie Swobody pojawiła się petycja do parlamentu Ukrainy o „okupacji Zachodniej Ukrainy przez Polskę” autorstwa działacza tej partii Jurija Czerkaszyna walczącego w Donbasie w batalionie „Sicz Zaporoska”.

Żąda się w niej m.in. „potępienia represji i terroru stosowanego przez hitlerowskich okupantów i ich sojuszników z polskiej policji przeciwko ukraińskiemu ruchowi narodowo – wyzwoleńczemu i cywilnej ludności Ukrainy na Wołyniu w latach 1943-44”. „W tych represjach przeciwko ludności ukraińskiej brali też udział polscy cywile” – pisze działacz Swobody.

Partia ta żąda również „oficjalnego uznania faktu przestępstw dokonanych przez sowieckie NKWD i jego sojuszników z Armii Krajowej przeciwko ukraińskiemu podziemiu i ludności cywilnej na Wołyniu w latach 1943-45”. Autor petycji oskarża też przedwojenne władze Polski o „państwowy terror” oraz „masowe tortury i zabójstwa” ukraińskich chłopów.

Partia Swoboda oburza się, że w Radzie Najwyższej odmówiono na razie zarejestrowania tej petycji, w związku z czym sama ją publikuje.

Podsumowując te wszystkie wydarzenia pozostaje stwierdzić, że ambasador Ukrainy, który oskarża Polaków o ludobójstwo jest kłamcą i oszczercą i nie powinien ani dnia dłużej być tolerowany na naszym terytorium przez polskie władze. Tymczasem od jego skandalicznej wypowiedzi mija już prawie tydzień i nie widać żadnej reakcji MSZ RP na te haniebne słowa.

Z kolei fakt, że ukraiński ekspert rządowy, który przygotowuje ustawę o roszczeniach terytorialnych wobec Polski i chce przesunąć granicę aż do linii Wisły, jest obszernie cytowany przez rosyjską propagandę, powinien wzbudzić przede wszystkim czujność Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.

 

Nie jest to bowiem jakiś zwykły nawiedzony nacjonalistyczny świr ukraiński, tylko człowiek wykształcony, prawnik, który doskonale rozumie, co robi i jakie skutki może wywołać jego działanie. Jeśli mimo wszystko ustawa ta pojawi się w ukraińskim parlamencie musi zostać przez nas potraktowana jako akt jednoznacznie wrogi wobec naszego kraju.

Przy okazji warto też może zastanowić się nad tym jak dotrzeć do umysłów milionów Ukraińców, szczególnie młodego pokolenia, którzy nie mając żadnej wiedzy historycznej masowo padają ofiarami neobanderowskiego kłamstwa i propagandy, dodatkowo wspieranej zresztą na poziomie oficjalnym przez ukraińskie władze.

Seminariami i dyskusjami historyków tego nie załatwimy. Nie udało się to przez 25 lat i nie uda się przez 25 kolejnych, gdyż ukraińskie władze po prostu prawdy nie chcą. Polityczna decyzja o budowie tożsamości na ludobójczym „etosie” OUN-UPA już dawno w Kijowie zapadła i nie jesteśmy w stanie tego „odkręcić”.

Może więc w tej sytuacji warto wykorzystać fakt, że co roku 1-1,5 mln Ukraińców występuje o pozwolenie na pracę w naszym kraju. Zwykłym rozporządzeniem Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej należałoby więc do składanego przez nich wniosku dołączyć standardowe oświadczenie, które każdy chcący u nas zarabiać obywatel Ukrainy powinien podpisać, jeśli chce takie pozwolenie otrzymać:

„Ja, niżej podpisany (…) jestem świadom, że w Rzeczypospolitej Polskiej organizacje OUN i UPA są uznawane za ludobójcze z powodu masowych zbrodni, których dopuściły się na cywilnej ludności polskiej w czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu.

W związku z tym deklaruję, że w czasie mojego przebywania na terytorium RP – w celu zachowania porządku publicznego – powstrzymam się od jakichkolwiek form propagowania tych organizacji oraz głoszonej przez nie nazistowskiej ideologii pod sankcją wydalenia mnie z RP”.

Proste? Proste. Dzięki temu nie wymagającemu żadnych długich procedur rozwiązaniu nie tylko zapobiegniemy krzewieniu u nas naobanderowskiej propagandy, ale przede wszystkim do milionów Ukraińców dotrze w końcu – do zdecydowanej większości po raz pierwszy w życiu – że OUN i UPA to ludobójcy i że my – Polacy nie życzymy sobie tej zarazy w naszym kraju.

A już refleksje z tego nasi wschodni sąsiedzi wyciągną sobie potem sami.

Reporters.pl


27.07.16

http://www.dziennikwschodni.pl/hrubieszow/mordowac-kobiety-i-dzieci-dokumenty-upa-znalezione-w-chocholowie-zdradzaja-tajemnice,n,1000184258.html

"Mordować kobiety i dzieci". Dokumenty UPA znalezione w Chochołowie zdradzają tajemnice

Instrukcje mówiące o potrzebie chronienia ludności ukraińskiej przed polskimi bandytami, apele by, jeśli zachodzi taka potrzeba, mordować kobiety i dzieci oraz fragmenty rozkazu, aby ukraińscy małżonkowie zabijali swoje polskie żony i mężów – między innymi takie dokumenty znajdowały się w znalezionej w Chochołowie (powiat hrubieszowski) tubie UPA

Wczoraj dokumenty pokazał lubelski oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Tubę z dokumentami odkopano w marcu podczas robót ziemnych związanych z karczowaniem działki. Materiały zakopane były pod starym orzechem. Osoba, która je znalazła, przekazała je policji, a ta IPN. Zanim papiery trafiły w ręce prokuratora pionu śledczego IPN, wysłano je do Warszawy, gdzie przeszły zabiegi związane z osuszaniem i odgrzybianiem.

– Wszystko wskazuje na to, że dokumenty należały do Ukraińskiej Powstańczej Armii – potwierdza Dariusz Antoniak, prokurator z Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w lubelskim IPN.

Co znajdowało się w archiwum? – Powszechne apele, które można było np. przybić na drzwiach budynku, czy skierować do oddziałów zbrojnych. Niektóre mówią m.in. o tym, jak należy poruszać się w lesie, na czym powinna polegać aktywność żołnierzy, czy też, że należy chronić miejscową ludność ukraińską przed polskimi bandytami – wylicza prokurator.

Część odnalezionych instrukcji tłumaczy, na czym powinna polegać bezwzględność wobec Polaków i że, jeśli zachodzi taka potrzeba, należy mordować kobiety i dzieci. Wśród dokumentów znajduje się także znany już przez historyków fragment rozkazu nr 1 wzywający do tego, by ukraińscy małżonkowie zabijali swoje polskie żony i mężów.

– Przeanalizowaliśmy także dokument będący meldunkiem o nastrojach panujących na Chełmszczyźnie. Opisane są w nim m.in. ruchy wojsk niemieckich i ukraińskiego legionu samoobrony.

Wśród ukraińskich dokumentów znajdują się listy prywatne, odezwy, instrukcje i apele. W jednym z nich pada nazwa „Krapka”, co może świadczyć o tym, że notatka została sporządzona w przez samodzielną sotnię Krapka, działającą m.in. na terenie powiatów włodawskiego, hrubieszowskiego, tomaszowskiego i bialskiego. – Dlatego wiele z tych dokumentów zostanie przedstawionych historykom, dla których stanowić będą na pewno ciekawy materiał umożliwiający pogłębienie posiadanej przez nich wiedzy – dodaje Antoniak.

Prokuratura zapowiada także przesłuchanie osób, których dokumenty (np. kenkarta, czy indeks ukończenia szkoły pielęgniarskiej we Lwowie) zostały znalezione w zasobniku. Śledczy będą chcieli zapytać, w jaki sposób papiery trafiły do tuby zakopanej pod Chochłowem. Jeśli osoby, na które zostały wystawione dokumenty nie żyją, przesłuchani zostaną ich krewni lub znajomi.


24.07.16 

https://rishonim.info/zvernennya-evreyskih-gromad-ukraini/

 

Apel żydowskich społeczności i organizacji Ukrainy

W tym liście my, przedstawiciele żydowskich
organizacji i społeczności Ukrainy, chcemy wyrazić naszą wspólną opinię w kwestiach ważnych dla utrzymania międzynarodowego pokoju i harmonii na Ukrainie. Szanujemy i uznajemy prawo każdego narodu i każdej nacji do pisania własnej historii. Szanujemy prawo Ukrainy do upamiętniania swojej historii, wolnej od mitów i kłamstw. Historycznie tak się złożyło, że Ukraina jest wspólnym domem nie tylko dla Ukraińców, ale także dla dziesiątków narodów i narodowości, w tym Żydów. Ukraina jest naszym domem już od tysiąca lat. Dlatego zupełnie naturalne jest, że jesteśmy głęboko zaniepokojeni tym, co dzieje się w naszym wspólnym domu.

 W związku z tym chcielibyśmy wyrazić naszą nieufność i poważne zaniepokojenie uporczywymi próbami zniekształcania naszej wspólnej historii, podejmowanymi ostatnio przez aktywistów pod egidą Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej (UINP). Odnosi się to w szczególności do nieodpowiedzialnych działań UINP i jego kierownictwa, które wraz z innymi instytucjami i organizacjami, niektórymi mediami, instytucjami akademickimi stara się wymazać z naszej wspólnej historii tragiczne stronice związane z antysemicką działalnością Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) i jej przywódców.

Antysemickie ukierunkowanie tej działalności przyczyniło się do śmierci tysięcy ukraińskich Żydów i jest sprawdzonym faktem historycznym, potwierdzonym przez tysiące zeznań, dokumentów, badań naukowych. Także my, Żydzi ukraińscy, jako ludzie skrzywdzeni, w tym również na skutek działalności OUN i UPA, dobrze znamy te fakty.

Uważamy, że próby przepisywania historii, przemilczanie i negowanie antysemickiej ideologii i praktyki tych organizacji są niczym innym jak znieważaniem pamięci ponad miliona Żydów zamordowanych na Ukrainie przez nazistów i miejscowych kolaborantów, a co więcej, negowaniem Holokaustu.Odnosi się to również do zmiany nazw ulic na nazwiska ludzi, wywołujące dreszcz zgrozy i odrazy nie tylko u Żydów, ale także u wielu innych narodów świata. Uważamy za niestosowne zrealizowaną decyzję Rady Miasta Kijowa o zmianie nazwy jednej z ulic na Stepana Bandery i istniejący plan zmiany nazwy jednej z ulic na Romana Szuchewycza.

  Wywołuje zaniepokojenie również ten fakt, że Ukraina, pomimo licznych zaproszeń od państw członkowskich i petycji społeczeństwa, jak dotąd odmawia przystąpienia do Międzynarodowego Sojuszu na rzecz Pamięci o Holokauście i pozostaje jednym z ostatnich krajów w Europie, które nie są członkami Sojuszu. Kochamy i cenimy naszą Ukrainę, niepodległą i niepodzielną! Zwracamy się do Rady Najwyższej, Rady Miasta Kijowa, do rządowych, narodowych i międzynarodowych instytucji  z prośbą o wspieranie międzyetnicznego pokoju na Ukrainie. Apelujemy również do wszystkich Ukraińców, aby wysłuchali naszej opinii. Przed nami wszystkimi stoją wielkie wyzwania na szlaku budowy nowego, europejskiego państwa. Realizacja takich planów wymaga wspólnych przemyślanych wysiłków. Dlatego my wszyscy i każdy z nas musimy mieć pewność, że jesteśmy szanowanymi i pełnoprawnymi obywatelami swego kraju.

 

Żydowska Konfederacja Ukrainy Borys Fouksman
Żydowskie Forum Ukrainy Arkady Monastyrski

Żydowska Gmina Wyznaniowa w Kijowie Ołeksandr Lewin
Ukraiński Komitet Żydowski Ołeksandr Feldman

Związek Żydowskich Organizacji Religijnych Ukrainy Jewhen Ziskynd
Wszech-Ukraińskie Stowarzyszenie Żydów-Byłych Więźniów Gett i Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych Borys Zabarko

Holocaust Muzeum Holokaustu m. Odessa Paweł Kozłenko
Stowarzyszenie Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata Ukrainy Sofia Jarowa

Tarnopolska Obwodowa Gmina Żydowska Igor Banzeruk
Żydowska Organizacja Praw Człowieka Faina Joffe

Gmina Żydowska Białej Cerkwi Ołeksandr Podolski
Czerkaska Gmina Postępowego Judaizmu "Hawer" Hałyna Polska

Czerkaska Obwodowa Fundacja Charytatywna "Hesed Dorot" Dmitrij Spiwakowski
UWK "Mycwa-613" w. Biała Cerkiew Natełła Andrjuszczenko

Czerkaska Zjednoczona Gmina Żydowską Dawid Letyczewski.
Dnieprzańska Obwodowa Gmina Żydowska Borys Pesin

Wołyńska Religijna Gmina Judaizmu Postępowego Ilja Myrecki
Mikołajowska Obwodowa Gmina Żydowska Mychajło Goldenberg

Instytut Żydowskiej Pamięci Narodowej Nadia Lipes
Chmielnicka Judejska Gmina Wyznaniowa Ihor Ratuszny

Gmina Żydowska Obwodu Iwano-Frankowskiego Izaak Fefer
Czerniowicka Miejska Charytatywna Gmina Żydowska Ilja Hocz

Mirgorodska Miejska Gmina Żydowska Mychajło Ruthajzer
Równieńska Gmina Żydowska Giennadij Faejerman

Mydrasza Cyonyt Elisza Henkin


23.07.16 

"Dekomunizacja" i kult nacjonalistycznego bohatera

Per Rudling, Tarik Amar i Jared McBride

Głównym problemem w tej grze jest historia nacjonalizmu ukraińskiego w czasie II wojnie światowej i jej poczesne miejsce w ukraińskiej polityce pamięci.

Ukraińskie władze rozpoczęły celebrowanie wojennych przywódców nacjonalistycznych na długo przed obecnym kryzysem. Ale porewolucyjny rząd Ukrainy podniósł tego rodzaju politykę na poziom legislacji, która nie tylko zakazuje symboli komunistycznych, ale, wbrew międzynarodowym protestom z Zachodu, nakłada również sankcje karne za "brak szacunku" dla bojowników o niepodległość, w tym wymienionych wprost skrajnie prawicowych nacjonalistów z II wojny światowej. Teraz ulice w stolicy Ukrainy Kijowie mają zostać przemianowane na cześć ich wodzów.

Teraz mamy klarowny obraz skrajnie prawicowego i ambitnego autorytarnego nacjonalistycznego ruchu z okresu wojny, dążącego do powstania etnicznie oczyszczonej Ukrainy.

Ta
sponsorowana przez państwo polityka gloryfikacji pozostaje w sprzeczności ze znanymi faktami. Po upadku komunizmu radzieckiego badania naukowe poczyniły znaczne postępy. Teraz mamy klarowny obraz skrajnie prawicowego i ambitnego autorytarnego nacjonalistycznego ruchu z okresu wojny, dążącego do powstania etnicznie oczyszczonej Ukrainy, pokładającego wszystkie nadzieje na sukces w zwycięstwie nazistów.

Wielu nacjonalistów zdobyło doświadczenie służąc nazistowskim Niemcom w różnych policyjnych formacjach pomocniczych. Nacjonalistyczni liderzy nawet wtedy, gdy Niemcy odrzuciły ich oferty kolaboracji, z premedytacją minimalizowali zakres konfrontacji z nazistami, ponieważ za głównych swoich wrogów uważali Polaków i Sowietów.

W 1941 roku działacze nacjonalistyczni wzięli udział w pogromach, które pochłonęły życie tysięcy, a może nawet dziesiątków tysięcy Żydów. W latach 1943 i 1944 bojówkarze nacjonalistyczni przeprowadzili kampanię systematycznych czystek etnicznych, zabijając co najmniej 70 000 polskich cywilów. Zabijali również ocalałych Żydów.

Proklamacje mniej radykalnego kursu zostały wydane z opóźnieniem, gdy wojna wyraźnie zwróciła się przeciwko Niemcom. Te propagandowe gesty nie miały żadnego znaczenia dla ofiar kontynuowanej [wbrew deklaracjom] masowej przemocy.

Niektórzy obserwatorzy błędnie wywnioskowali, że wojenny nacjonalizm nie mógł popełnić realnych zbrodni

Po wojnie, nacjonaliści walczyli w kampanii partyzanckiej przeciwko brutalnej sowieckiej opresji. Radziecka propaganda oczerniała ich; Rosyjskie media powielają teraz dawną propagandę. Z tego powodu niektórzy obserwatorzy błędnie wywnioskowali, że wojenny nacjonalizm nie mógł popełnić realnych zbrodni. Ale on je popełnił, i to na ogromną skalę.

 Pamiętanie, pomijanie, upiększanie 

W centrum tej debaty i polityki ukraińskiej produkującej bohaterów, co do których Ukraina potrzebuje śledztwa i refleksji, jest dyrektor ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, Wołodymyr Wjatrowycz.

W przeszłości
Wjatrowycz kierował Centrum Badań Ukraińskiego Ruchu Wyzwoleńczego, instytutem nastawionym bardziej na celebrowanie nacjonalizmu niż na jego badanie. Był także szefem byłych ukraińskich archiwów KGB, prawdopodobnie jednym z najbardziej wrażliwych zbiorów dokumentów w kraju. W tym okresie wspomniane archiwa ujawniły wysoce selektywną listę sprawców sowieckiego sztucznego głodu z początku lat 1930. Metoda dobierania nazwisk umieszczonych na tej liście pozostała niedookreślona. Ale było jasne, że liczne nazwiska "przypadkowo" zostały zidentyfikowane jako żydowskie.

Po niedawnej nominacji na dyrektora ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej w Kijowie Wjatrowycz realizował ten sam program, ale z mocniejszą pozycją, pozwalającą mu wspierać kryminalizację "braku szacunku" dla nacjonalistów z czasów II wojny światowej i sprawców czystek etnicznych. Zapewnił sobie także - poprzez legalne zmiany przepisów prawnych - stałą kontrolę nad byłymi archiwami KGB.

Podobnie jak Węgry lub Polska, pod nowym nacjonalistycznym rządem Ukraina ma szczególne znaczenie

Wjatrowycz wyprodukował publikacje zaprzeczające faktom antysemityzmu prawicowych ukraińskich organizacji nacjonalistycznych i bagatelizujące przeprowadzone z premedytacją czystki etniczne Polaków. Tak więc przedstawił polskie ofiary nacjonalistów jako godne pożałowania przypadkowe ofiary wojny, wywołanej zresztą przez drugą stronę - w efekcie ofiary okazały się same sobie winne. Wjatrowycz zanegował nacjonalistyczną współpracę z nazistowskimi Niemcami i wprowadził do obiegu naukowego dokumenty rozpoznane przez innych historyków za fałszywki, w tym fikcyjną relację Żydówki, rzekomo uratowanej przez nacjonalistów, i sfabrykowane po wojnie dokumenty mające na celu wykazanie, że nacjonaliści odrzucili ofertę kolaboracji z Niemcami. Wielu ekspertów zdecydowanie zakwestionowało wartość naukową jego publikacji. Ale media, na Ukrainie i na zachodzie, zbyt późno zaczynają dostrzegać polityczną stronniczość jego działalności.

Po zakwestionowaniu [swojej pseudo-naukowej działalności] przez Josha Cohena w artykule w Foreign Policy,
Wjatrowycz zareagował w sposób kompromitujący go jeszcze bardziej. Zanegował autentyczność specyficznego nacjonalistycznego rozkazu zabijania polskich cywilów. Zaprzeczył również, że celem morderczych ataków nacjonalistów byli Żydzi. Krytyka Cohena wywołała kolejną głęboko niepokojącą odpowiedź: niczym upiorne echo stereotypów nacjonalizmu z okresu II wojny światowej Askold Lozynskyj, były prezes Światowego Kongresu Ukraińskiego, stwierdził, że "Żydzi stanowili większość" sowieckich służb specjalnych realizujących Hołodomor, morderczy sowiecki głód na początku lat 1930.

Obecna polityka pamięci Ukrainy - pomijająca przemoc nacjonalistyczną, skoncentrowana na kulcie bohatera - pozostaje w sprzeczności z deklarowanymi przez swoich przywódców wartościami demokratycznymi, których oczekuje naród ukraiński.

Ukraina nie jest wyjątkiem. Na przykład, Rosja mobilizuje historię jeszcze bardziej agresywnie. Ale Ukraina dąży do stania się częścią Zachodu właśnie teraz. Tak więc, podobnie jak
Węgry lub Polska, pod nowym nacjonalistycznym rządem Ukraina ma szczególne znaczenie. Niektórzy obserwatorzy starają się racjonalizować pro-nacjonalistyczną politykę pamięci jako środek niezbędny do uwolnienia społeczeństwa od sowieckich zaszłości i jako czynnik jednoczący [naród].

Jednak próba kształtowania pamięci o nacjonalistycznym nastawienia jest ryzykowna, odtwarza bowiem szczególnego rodzaju duszny konformizm i dzielącą manipulację wzorowana na autorytaryzmie komunistycznym. Ukraina ma historyków i intelektualistów oferujących alternatywę dla przywiązanego do przeszłości nacjonalistycznego programu. Powinniśmy wspierać ich poprzez kwestionowanie tych nowych twórców fałszywych mitów.



18.05.16

UWAŻNA I CHŁONNA MŁODZIEŻ Z KĄKOLEWA  ORAZ CIEKAWI HISTORII DOROŚLI 

Nie wiecie, gdzie jest Kąkolewo? Ja też nie wiedziałem. Ale taraz już wiem. To zadbana, gospodarna wieś pod Lesznem, w Wielkopolsce. Właśnie z tej wsi otrzymałem zaproszenie na dwa spotkania. Jedno z młodzieżą gimnazjalną, drugie z dorosłymi.

Personalnie, zaprosiła mnie nauczycielka gimnazjum, p. Kasia Teodorczyk. Co znaczy znajomość fejsbukowa?! Uzgodniła, co trzeba z dyrekcją szkoły. Dyrekcja się zgodziła. I przez dwie godziny lekcyjne rozmawiałem z gimnazjalistami o Historii, Polsce i Kresach.

W Wielkopolsce nie ma na ogół Kresowian. Z tego powodu wiedza o Kresach jest tam dość nikła. Tym ważniejsze spotkania. Trzeba zaczynać od początku. Od wyjaśnienia samego pojęcia Kresy. A potem Wielka Rzeczpospolita z XVI w. Młodzież z ogromną uwagą słuchała wykładu

.Widać było, że to dla niej ważne. Nowe zjawisko i istotne. Potem w rozmowie prywatnej uczniowie powiedzieli mi, że ich oczy spojrzały na historię po nowemu. W polskich szkołach ruguje sie lekcje historii. Skąd młodzież ma czerpać wiedzę? Dlatego należy pogratulować dyrekcji, nauczycielom, którzy także byli na spotkaniu, że uzupełniają wiedzę poprzez takie spotkania.

Na mapie Polski Kąkolewo od tej pory ma swój własny blask. Dziękuję oragnizatorom za wzrowe przygotwanie wykładu.


 
 
Zwykle skupiamy uwagę na mieście. Wieś wciąż jest traktowana po macoszemu. Spotkania, debaty, literatura i sztuka, film, teatr, to tylko miasto. A przecież na wsi żyją tacy sami ludzie jak w mieście, często bardziej autentyczni, prawdzwi, niezmanierowni. A młodzież potrzebuje pomocy, bo ma znacznie gorszy start życiowy, niż młodzież z miasta.Dlatego nieustannie apeluję, by nie omijać wsi, by wspierać jej działania na rzecz nauki, oświaty i kultury.

Chętnie jadę na wieś. Tym razem do Kąkolewa w Wielkopolsce. Nigdy się nie spodziewam, że pojawią się tłumy. Ale jak przyjdzie dziesięć osób, to już dużo. W Kąkolewie zjawiła się niemal cała sala dorosłych. O młodzieży już pisałem. Rozmawialiśmy o polskiej historii, o Polsce, Ukrainie, Europie.

Dawno nie brałem udziału w tak chłonnej, żywej i rozdyskutowanej grupie. Spotkanie odbyło się w gimnazjum. Byli więc i nauczyciele.

Dyskusja trwała niemal dwie godziny. Pożyteczne, ważne rozmowy. Przybyli na nie nawet gości z Leszna. Dziękuję dyrekcji szkoły, a przede wszystkim polonistce i katechetce, p. Kasi Teodorczyk, za cenną inicjatywę i dobrą organizac

17.05.16

Antybanderowskie tablice na ukraińskim cmentarzu w Pikulicach pod Przemyślem


Na ukraińskim cmentarzu wojennym w Pikulicach, na dwóch nagrobkach zamontowano tablice z napisem nawołującym się do pamięci o zbrodniach popełnionych na Polakach przez oddziały UPA. Trwa ustalanie faktów związanych z tą sprawą.


W ostatnich dniach, na ukraińskim cmentarzu wojennym w Pikulicach, na dwóch nagrobkach, w których leżą między innymi szczątki 28 bojowców Ukraińskiej Armii Powstańczej poległych zamontowano tablice z napisem „W tym miejscu zostały pogrzebane szczątki banderowskich bandytów, bestialskich katów, oprawców niewinnych polskich kobiet i dzieci.Pamiętamy”.



Zarządcą cmentarza jest przemyski Urząd Miejski. Do zdarzenia odniósł się prezydent Przemyśla Robert Choma – Dowiedziałem się o tym dzisiaj. Sprawdziłem ten fakt, rzeczywiście miał miejsce. Każda tablica, obojętnie jakiej treści, nielegalnie zamontowana musi spotkać się z reakcją właściwego urzędu, do tego jestem wręcz zobowiązany. W chwili obecnej ustalamy fakty i gdy będę je miał wszystkie zdiagnozowane i propozycje podjęcia dalszych działań, to przystąpię do egzekwowania prawa – do zdarzenia odniósł się prezydent Przemyśla Robert Choma. Jak poinformował włodarz jeśli zajdzie potrzeba o fakcie tym zostanie powiadomiona policja, w innym przypadku zostaną podjęte metody administracyjne.


Cmentarz wojenny w Pikulicach powstał w 1920 roku. Spoczywa na nim 2 tysiące żołnierzy ukraińskich walczących w wojnie polsko – ukraińskiej. W czasach PRL nekropolia została zapomniana. Odnowiono go dopiero w 1990 roku. Dziesięć lat później pochowano na nim szczątki 47 osób zabitych w 1946 roku pod Birczą. Wśród nich znajduje się 28 upowców. Ich pogrzeb wzbudził wiele kontrowersji wśród mieszkańców Przemyśla i środowisk patriotycznych w Polsce.


20.04.16 

Patriotyczny Związek Organizacji                            Kresowych i Kombatanckich

00-013 Warszawa, ul. Jasna 1 pok.216

 

KRS 00005400                      NIP 5252607922            REGON 36070406700000

tel. 501141623                e-mail: pzokik2014@wp.pl            tel. 692752947

 

 

                                                                                                Warszawa, 20 kwietnia 2016 r.

 

 

 

           Szanowni Panowie

 

Jarosław Kaczyński

Prezes Prawa i Sprawiedliwości

 

Paweł Kukiz

Prezes Kukiz’15

 

 

 

Zarząd Patriotycznego Związku Organizacji Kresowych i Kombatanckich pragnie wyrazić serdeczne podziękowania członkom kierowanych przez Panów ugrupowań parlamentarnych oraz wszystkim innym osobom zaangażowanym w działalność na rzecz upamiętnienia ofiar zbrodni dokonanych w czasie II wojny światowej na obywatelach polskich, zamieszkujących Kresy Wschodnie II Rzeczpospolitej.

Rezultatem prowadzonych w Sejmie prac są dwa projekty ustaw:

 

1. Przygotowany przez Posłów PiS projekt dotyczący ustanowienia Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian, zmierzający do upamiętnienia wszystkich mieszkańców ziem kresowych, którzy w latach 1939-1947 padli ofiarą eksterminacji prowadzonej przez Związek Sowiecki, Niemcy nazistowskie, a także przez kolaborujące z hitlerowcami szowinistyczne organizacje ukraińskie i litewskie.

2. Opracowany przez Posłów Kukiz’15 projekt dotyczący ustanowienia Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa Polaków dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i tzw. Ukraińską Powstańczą Armię.

 

Doceniamy walory obu projektów i uważamy, że obydwa powinny być wdrożone do dalszego postępowania legislacyjnego. Uznajemy, że projekty opracowane przez Posłów PiS             i Posłów Kukiz’15 powinny być traktowane nie jako konkurencyjne, lecz raczej jako komplementarne. Stoimy przy tym na stanowisku, że:

 

1. Data obchodów Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian powinna być wyznaczona na 17 września (ku upamiętnieniu dnia wkroczenia na tereny Polski armii sowieckiej, zapoczątkowującego Zagładę polskich Kresów) lub na 11 lutego (ku upamiętnieniu dnia zakończenia w 1945 roku konferencji jałtańskiej, w czasie której uzgodniono zagarnięcie wschodnich ziem Rzeczypospolitej Polskiej przez Związek Sowiecki). Opowiadamy się zwłaszcza za drugą ze wskazanych dat, gdyż jej przyjęcie miałoby:

 

A/ Walor historyczny. Przypomniałoby społeczności międzynarodowej, że po zakończeniu II wojny światowej kraj nasz został kolejny raz (wcześniej – we wrześniu 1939 roku) haniebnie zdradzony przez mocarstwa zachodnie, które w trakcie konferencji jałtańskiej z pogwałceniem prawa międzynarodowego przypieczętowały de facto IV rozbiór Polski, doprowadzając do ekspatriacji ludności kresowej i jej przymusowego exodusu, prowadzonego na skalę niespotykaną w dziejach nowożytnej Europy. Uświadamiałoby ponadto, że dokonane przez państwa będące sygnatariuszami układu jałtańskiego przesunięcie granic być może uspokajało sumienie społeczności zachodnich, ale w istocie było aktem wielkiej niesprawiedliwości, jakiej dopuszczono się wobec wyniszczonego wojną Narodu Polskiego. Ulegając honorowanemu do dziś dyktatowi Józefa Stalina, państwa zachodnie wytworzyły pielęgnowany do chwili obecnej mit ekwiwalentu, głoszący, że Polska utraciła ziemie kresowe, a otrzymała w zamian Ziemie Zachodnie i Północne. Rzecznicy tego mitu wiedzą doskonale, że Niemcy utraciły Ziemie Zachodnie tytułem reparacji wojennych (które i tak w nikłej tylko mierze rekompensowały straty materialne, jakie poniosło Państwo Polskie w wyniku II wojny światowej), mają zatem świadomość, że Niemcy zostały w ten sposób ukarane, do dziś jednak nie potrafią odpowiedzieć, za co została ukarana Polska.

 

B/ Walor aktualny. Uświadamiałoby politykom polskim, że nadmierne zawierzanie polskiej suwerenności państwom zachodnim jest krótkowzroczną i bardzo karkołomną polityką, i że bezpieczeństwo naszemu Państwu zapewnić może jedynie rozbudowa Narodowych Sił Zbrojnych.

 

2. Data Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa Polaków na Kresach Wschodnich dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i tzw. Ukraińską Powstańczą Armię powinna być wyznaczona na 11 lipca – ku upamiętnieniu Krwawej Niedzieli, a więc dnia, w którym ukraińscy nacjonaliści dokonali bestialskiej rzezi Polaków w około 100 miejscowościach kresowych.    

 

Stanowczo sprzeciwiamy się idei, aby – łącząc niejako dwie różne intencje i dwa różne w swoim charakterze projekty – ustanowić dzień 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian. Zdecydowanie odcinamy się od zmierzającego w tym kierunku stanowiska wyrażanego w trakcie konsultacji społecznych przez Panów Andrzeja Łukawskiego                         i Aleksandra Szychta, uznając, iż jest to ich prywatne stanowisko oraz stanowisko niewielkiej grupy osób z nimi współpracujących. Żadna z organizacji stowarzyszonych w naszym Związku ani też żadne z licznych współpracujących z nami stowarzyszeń i organizacji kresowych tego stanowiska nie podziela. Przeciwnie, wszystkie one uznają, że istnieje potrzeba ustanowienia odrębnego dnia upamiętniającego ofiary zbrodni dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów. Przemawiają za tym:

 

A/ Względy historyczne. Ludobójstwo dokonane przez szowinistyczne organizacje ukraińskie, którego ofiarami padło ok. 200 tysięcy obywateli II RP narodowości polskiej, żydowskiej, czeskiej, węgierskiej, romskiej i ukraińskiej, nawet na tle licznych okropieństw, jakich dopuszczono się w czasie II wojny światowej, wyróżniało się wyjątkowym bestialstwem. Z uwagi na rozmiar i niespotykaną skalę okrucieństwa zbrodni dokonanych przez Ukraińców, ofiary tych zbrodni w pełni zasługują na to, aby zostały godnie upamiętnione przez ustanowienia odrębnego święta narodowego, funkcjonującego obok innych świąt, takich jak Dzień Sybiraka czy Dzień Pamięci Ofiar Katyńskich.

 

B/ Względy aktualne. O ile Niemcy potępiły zbrodnie nazistowskie, a Rosja – zbrodnie komunistyczne, o tyle Ukraina jako jedyny kraj w Europie heroizuje zarówno członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów /OUN/ i tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii /UPA/, jak też żołnierzy nacjonalistycznych batalionów „Nachtigall” i „Roland” oraz – powołanej 28 kwietnia 1943 roku – 14 ochotniczej dywizji SS „Galizien”. Ponadto jako jedyny kraj na świecie jawnie pielęgnuje symbolikę nazistowską. Zarówno funkcjonujące w tym państwie ugrupowania polityczne, jak też jego siły zbrojne występują pod czerwono-czarnymi flagami oraz posługują się emblematami, takimi jak Wolfsangel („wilczy hak” – będący symbolem Werwolfu) czy stylizowane Czarne Słońce (będące propagowanym przez Heinricha Himmlera pierwowzorem swastyki). Ustanowienie 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa, którego sprawcami byli ukraińscy szowiniści, stanowić będzie ważny wyraz sprzeciwu polskiego społeczeństwa wobec pielęgnowania na Ukrainie tradycji nazistowskich.      

 

W obliczu trwającego od roku 1945 fałszowania historii polskich Kresów oraz wciąż ponawianych prób umniejszania, a nawet usprawiedliwiania zbrodni ukraińskich nacjonalistów, forsowane przez środowiska mające niezbyt wielki związek z organizacjami kresowymi dążenie do wyznaczenia Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian na dzień 11 lipca, kresowianie i ich potomkowie odbierają jako jeszcze jeden akt w długim ciągu matactw                 i manipulacji sprzedajnych elit politycznych III RP, które m.in. w uchwale z 15 lipca 2013 r. zamiast nazwania zbrodni ukraińskich nacjonalistów – zgodnie z klasyfikacją prawną – „ludobójstwem”, skonstruowały łamaniec prawny „czystki etniczne o znamionach ludobójstwa”. Byłby to – dodajmy – niezmiernie przykry w swej wymowie akt zmierzający do tego, aby pod wpływem doraźnych i fałszywie pojmowanych interesów politycznych za pośrednictwem eksponowania dokonanych na Kresach zbrodni nazistowskich                                     i komunistycznych zrelatywizować i zagłuszyć pamięć ofiar najbardziej bestialskiej spośród tych zbrodni, tj. ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów.

Pomysł wyznaczenia – bardzo potrzebnego skądinąd Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian – na dzień 11 lipca (w celu uhonorowania w tym dniu wszystkich Pomordowanych na Kresach): 

 

1. Uznajemy za niefortunny z tego względu, że w nazwie święta wyraziste określenie sprawców zbrodni, jak też jednoznaczna kwalifikacja prawna ich czynów (jako – nieulegającego przedawnieniu – ludobójstwa) zastąpiona zostałaby pojęciem o charakterze literacko-publicystycznym.

 

2. Postrzegamy jako niestosowny i manipulancki. Sądzimy, że członkowie rodzin                              i potomkowie Kresowian pomordowanych przez zwyrodnialców z OUN-UPA mają szczególne prawo oczekiwać od Posłów Prawa i Sprawiedliwości daleko idącej empatii. Posłowie PiS sami bowiem doświadczają tego, jak przykre są pomysły nadawania rocznicom 10 kwietnia takich nazw, które zafałszowują i zamaskowują istotę tych rocznic.

 

Projekty ustaw dotyczących Zagłady polskich Kresów powinny łączyć Polaków, a nie ich dzielić. Apelujemy więc do Panów Prezesów i do członków kierowanych przez Panów ugrupowań, aby zaakceptować obydwa rozważane tu projekty poselskie. Polski Parlament powinien wykorzystać niepowtarzalną okazję zarówno do upamiętnienia gehenny całych polskich Kresów i zwrócenia uwagi społeczności międzynarodowej na usankcjonowane             w Jałcie upokorzenie i zniewolenie Polski, jak też do godnego – po długim okresie fałszowania historii – uczczenia pamięci Ofiar ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów; Ofiar, które polska klasa polityczna wciąż jeszcze traktuje jak „dzieci gorszego Boga”.              

 

 

 

 

 

 Z poważaniem

 

W imieniu Patriotycznego Związku Organizacji Kresowych i Kombatanckich

 

 

 

Wiceprezes                                                                                       Prezes

 

 

Leszek Jazownik                                                                          Witold Listowski

 

 

 

 

 

 

 

 

Do wiadomości:

1. Organizacje kresowe i kombatanckie

2. Media



08.02.16 

 Odpowiedzi Ministerstwa Spraw Zagranicznych

zredagowane przez Katarzynę Kacperczyk

źródło - http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/InterpelacjaTresc.xsp?key=60B91004

Odpowiedź na interpelację nr 384

w sprawie stanowiska MSZ wobec rozwoju kultu OUN-UPA na Ukrainie

Odpowiadający: podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Katarzyna Kacperczyk

Warszawa, 03-02-2016

Szanowny Panie Marszałku,

W związku z interpelacją Pana Posła Roberta Winnickiego (nr 384 z dnia 15 stycznia br.) w sprawie stanowiska MSZ wobec rozwoju kultu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) na Ukrainie, uprzejmie informuję, że:

Ministerstwo Spraw Zagranicznych i podległe mu placówki na Ukrainie z największą uwagą śledzą - i gdy jest to konieczne - reagują na wszelkie przejawy antypolskich stereotypów i tendencji nacjonalistycznych, interweniując u stosownych władz ukraińskich.

Przedmiotem naszego zainteresowania są także pojawiające się w przestrzeni publicznej wypowiedzi ukraińskich polityków odwołujące się do poszukiwania wzorców w przeszłości, w szczególności w tradycji OUN i UPA. Ze względu na udział wspomnianych formacji w zorganizowanie i przeprowadzenie Zbrodni Wołyńskiej, wszelkie tego typu głosy spotykają się z naszą negatywną oceną, co podnosimy w relacjach ze stroną ukraińską. Informujemy naszych ukraińskich partnerów o nieprzychylnym odbiorze tego typu działań także przez społeczeństwo polskie, dla którego rozdział polsko-ukraińskiej przeszłości z lat II wojny światowej wymaga dokonania ostatecznych ocen.

Po uchwaleniu przez Radę Najwyższą ustawy O statusie prawnym i uczczeniu pamięci uczestników walk o niezależność Ukrainy w XX wieku interweniowaliśmy u władz ukraińskich, wyrażając zaniepokojenie przyjętą ustawą i apelując o zmianę tych zapisów ustawy, zgodnie z którymi statusem bojowników o niepodległość objęte są także osoby popełniające przestępstwa przeciwko ludności cywilnej. Postulujemy usunięcie zapisu wprowadzającego zasadę odpowiedzialności karnej za oceny odchodzące od oficjalnej narracji. Powyższe sprawy podnoszone są na wszelkich możliwych szczeblach spotkań z partnerami ukraińskimi, jak i w ramach mechanizmów dialogu i współpracy polsko-ukraińskiej. Zagadnienie to zostało ostatnio poruszone w rozmowie Ministra Spraw Zagranicznych Witolda Waszczykowskiego z wiceprzewodnicząca Rady Najwyższej Ukrainy Oksaną Syroid w dn. 24 stycznia br. w Łodzi.

Należy podkreślić, że w świadomości historycznej Ukraińców, szczególnie z centralnej i wschodniej części kraju, odwoływanie się do tradycji UPA jest związane z upowszechnianiem wiedzy o działaniach UPA, jako jedynej antysowieckiej partyzantki w ZSRR po II wojnie światowej. Przy czym jednak, wiedza o udziale UPA w eksterminacji cywilnej ludności polskiej na Wołyniu, Lwowszczyźnie i Podolu zachodnim jest faktycznie niewielka, a jej upowszechnienie zależy w dużej mierze od powodzenia prac prowadzonych w ramach dialogu historycznego przez Instytuty Pamięci Narodowej obu krajów.

Obecna propaganda rosyjska, przedstawiająca ukraińskich patriotów jako banderowców i faszystów, sprzyja utrwaleniu pozytywnego wizerunku UPA. Nie bez znaczenia jest także fakt, że przyjęcie przez parlament Ukrainy pakietu ustaw historycznych wpisuje się w szerszy proces desowietyzacji i dekomunizacji oraz próby poszukiwania nowej obywatelskiej tożsamości narodowej przez naszego wschodniego sąsiada.

Odnosząc się do pytania dot. przygotowanej w połowie ub.r. przez Ministerstwo Oświaty i Nauki Ukrainy Koncepcji narodowo-patriotycznego wychowania dzieci i młodzieży, należy wskazać, że we wspomnianym dokumencie, w kontekście znajomości historii i heroicznej walki narodu ukraińskiego o niepodległość, przywołane zostały obok pomarańczowej rewolucji i rewolucji godności także formacje OUN i UPA. W poszukiwaniu wzorów patriotyzmu Ministerstwo Oświaty i Nauki odwołuje się do istniejących - w niespełna 25-letniej historii niepodległej Ukrainy - przykładów patriotycznych postaw zdeterminowanych do obrony ukraińskiej niezależności. Koncepcja została przygotowana w czasie agresji Rosji na terytorium Ukrainy, zagrożenia niepodległości państwa i toczonych działań zbrojnych. W takich okolicznościach nie można odmawiać Ukrainie prawa do odwoływania się do przykładów patriotycznych postaw ze stosunkowo krótkiej historii tego kraju. Niemniej jednak, MSZ będzie monitorować praktyczne wykorzystanie założeń rzeczonej Koncepcji w kontekście funkcjonowania polskich szkół i placówek oświatowych na Ukrainie. Będziemy także uważnie śledzić sposób praktycznego wprowadzenia w życie założeń Koncepcji, przede wszystkim pod kątem jej ewentualnych konsekwencji dla mniejszości polskiej i relacji polsko-ukraińskich.

Odnosząc się do pytania wskazanego w punkcie 7, pragnę poinformować, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie dokonywało kwalifikacji prawnej zbrodni popełnionych przez Ukraińską Powstańczą Armię w latach 1942-1947 wobec obywateli Rzeczypospolitej Polskiej. Wiąże się to przede wszystkim z faktem, że problematyka ta, ściśle powiązana z koniecznością przeprowadzenia obszernych badań historycznych, pozostawała w pierwszej kolejności w kompetencji Instytutu Pamięci Narodowej, który poprzez Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu prowadzi śledztwo w przedmiotowej sprawie.

Jednocześnie pragnę poinformować, że w 2013 r., przy okazji 70. rocznicy Zbrodni Wołyńskiej, Ministerstwo Spraw Zagranicznych dużo miejsca poświęciło koordynacji obchodów w kraju i na Ukrainie. Za pewnego rodzaju podsumowanie prowadzonych wówczas dyskusji można uznać przyjętą w dniu 12 lipca 2013 r. przez Sejm RP uchwałę, uznającą zbrodnie na Wołyniu za czystkę etniczną o znamionach ludobójstwa. Poprawka uznająca masowe zbrodnie na dokonane przez nacjonalistów ukraińskich wobec ludności polskiej za ludobójstwo została wcześniej przez Sejm RP odrzucona.

Niezależnie od powyższego, należy zauważyć, że na przestrzeni ostatnich lat, postrzeganie Zbrodni Wołyńskiej na Ukrainie uległo znaczącej ewolucji. Wcześniej posługiwano się na Ukrainie terminami wydarzenia i tragedia. Obecnie historycy ukraińscy mówią o zbrodni przeciwko ludności. Wydaje się, że w sytuacji trwającego w Donbasie konfliktu zbrojnego radykalne zaostrzenie retoryki wobec Zbrodni Wołyńskiej i udziału formacji OUN-UPA nie przyniesie zamierzonych efektów, a wręcz może doprowadzić do zahamowania prowadzonego dialogu z Ukrainą. Obecne działania na rzecz obrony terytorium przed agresją zewnętrzną są w ukraińskiej narracji przedstawiane jako bezpośrednia kontynuacja wysiłku walki niepodległościowej UPA. Podważanie heroizmu UPA jest odbierane jako działanie antyukraińskie, zgodne z duchem rosyjskiej propagandy.

Z poważaniem

Z upoważnienia Ministra Spraw Zagranicznych

Katarzyna Kacperczyk

Podsekretarz stanu

06.02.16 
WRÓG KRESOWIAN I PRAWDY, SZKODZI RZĄDOWI PIS

Postuluje zdradę emigrantów pracujących w Wielkiej Brytanii, jak i Polaków na Litwie, publicznie ubliża patriotom, naraża skarb państwa, denuncjuje własnego ministra, chciał przyjmować muzułmańskich imigrantów, etc. Niestety ma wpływ na rządzących.



Jałtańskie oddanie części praw polskich emigrantów w Zjednoczonym Królestwie za bazy NATO, zezwolenie na szykany wileńskich Polaków dla współpracy wojskowej z Litwą, narażanie Rzeczypospolitej Polskiej na stratę 4 miliardów złotych, zadenuncjowanie do mediów własnego ministra któremu doradza, publiczne ubliżanie polskim potomkom ekspatriantów ze wschodu (przy okazji wdzięczenia się do człowieka, który chciałby od polskich podatników odszkodowań zapłaconych potomkom 100 tys. Ukraińców wysiedlonych w operacji „Wisła”), postulowanie przyjęcia muzułmańskich emigrantów przez Polskę, oficjalne okłamywanie i usypianie opinii publicznej w kraju, w kwestii rozwoju antypolskiego nacjonalizmu na Ukrainie. A w efekcie tego wszystkiego, wystawianie na wewnętrzne ataki własnego rządu, który jest już przecież atakowany z zewnątrz.



Przemysław Żurawski vel Grajewski, bo o nim mowa, to człowiek, który do tego stopnia „nieopatrznie” podaje piłkę do strzału drużynie przeciwnej, że w nawet przeciętnym zespole zostałby dawno ściągnięty z boiska i wymieniony na innego gracza. Co więcej, niemal każdy z jego pojedynczych wybryków, jest tak dyskwalifikujący, że nadaje się przeważnie nie na żółtą, lecz czerwoną kartkę. W normalnie działającym kraju dostałby ją bezzwłocznie, jednak w Polsce dostanie raczej… awans.



Pierwotnie wszedł w skład kilkudziesięcioosobowej, prezydenckiej Narodowej Rady Rozwoju, następnie zaś został oficjalnym doradcą ministra Witolda Waszczykowskiego.



Nikogo zatem nie powinno zdziwić, jeśli zostanie np. szefem Ośrodka Studiów Wschodnich. Ten ostatni, dla niewtajemniczonych, to rządowy „think tank”, a Żurawski vel Grajewski jest osobą, mogącą spowodować kontynuację polityki miękkości i uległości, wobec nacjonalizmów na wschodzie, którą wyborcy PiS kojarzą raczej z Platformą Obywatelską.



Polacy na Wyspach a'la Żurawski vel Grajewski w sosie jałtańskim



Działanie, wpisy, czy wypowiedzi Żurawskiego vel Grajewskiego, mogłyby najwyżej rozśmieszać, gdyby nie fakt, że są w skutkach tragiczne, nie tylko dla obozu rządzącego, ale i w konsekwencji dla Polski. Prosty przykład. Dotyczy, budzącej oburzenie, słynnej publikacji Daily Telegraph, zawierającej informację o zdementowanej później wypowiedzi ministra Witolda Waszczykowskiego. Chodziło o oddanie części praw Polaków w Wielkiej Brytanii, w zamian za jej poparcie dla budowy baz NATO w naszym kraju. W skutek tego rozpętała się burza. W konsekwencji przez 24 godziny, zarówno MSZ, jak i sam minister, Niezależna oraz skupione wokół media, portal wpolityce.pl i inni dementowali tę wypowiedź jako przekręconą. Te gigantyczne wysiłki, które powodowane były zagrożeniem utraty części żelaznego elektoratu o charakterze antyplatformerskim, zaprzepaścił post factum jedną publiczną wypowiedzią (!) ten sam doradca ministra.



Pozwolimy sobie zacytować fragment artykułu, opublikowany przez portal wpolityce.pl, a odnoszący się do wypowiedzi ministra i następnie słów jego doradcy: „MSZ w międzyczasie złagodził nieco wymowę tej wypowiedzi. Zdaniem Żurawskiego vel Grajewskiego niepotrzebnie. „Czy ta cena byłaby wygórowana? Moim zdaniem nie, gdyż nie chodziło o pozbawienie Polaków na Wyspach przywilejów, jak to jest przedstawiane. Chodziło o pozbawienie możliwości wysyłania świadczeń na dzieci przebywające w Polsce”. I wszystko stało się jasne. Pomijając oczywistą moralną obrzydliwość tej wypowiedzi, wyjaśnijmy na czym polega problem Brytyjczyków w odniesieniu do Polaków, którzy zostawili dzieci w Polsce, a tymi, którzy je ze sobą wzięli. Nie wiadomo, na ile profesor z łódzkiej uczelni zdaje sobie z tego sprawę. Otóż nasi potencjalni sojusznicy w UE (bo Zjednoczone Królestwo faktycznie może spełnić tę rolę), wiedzą doskonale, iż Polacy to dobry materiał, żeby się rozpuścić i podreperować skład etniczny kraju, wobec nawały, kulturowo, krańcowo odmiennych i agresywnych imigrantów z byłych kolonii. Mają doświadczenie z rozpuszczaniem się Armii Andersa i wiedzą że to czysty interes. Za darmo.



Przecież Polacy zarobkujący w Wielkiej Brytanii, którzy nie sprowadzili tam swoich rodzin i dzieci, tak samo jak ci, którzy to zrobili - uczciwie pracują, a ich pociechy nawet nie „zajmują” miejsc w brytyjskich szkołach i przedszkolach. Powiem przekornie: W teorii powinni się bardziej bać, tak jak my, rozwydrzonych imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu, że ci sprowadzą jeszcze swoje rodziny i będzie ich jeszcze więcej. Tymczasem jedyny problem to fakt, że dzieci, które pozostają w Polsce, nie ulegną asymilacji, przynajmniej w tak błyskawicznym tempie, jak te w Anglii, co więcej - ci Polacy, którzy pozostawili rodziny w Polsce, mogą tam po dorobieniu się wrócić.



A prawdopodobieństwo ich powrotu jest kilkukrotnie większe niż w wypadku tych, którzy się przez lata przyzwyczają, a ich dzieci depolonizują i będą miały angielskich kolegów. „Chcę wracać do domu”, mówił po polsku znajomy kilkuletni berbeć, który przyjechał w odwiedziny do Polski, a po angielsku mówi co najmniej tak samo dobrze. Na pytanie, skądinąd godnego szacunku Nigela Farage'a do Tuska, czy uczciwym jest, by Polacy, którzy pracują w Anglii pobierali świadczenia na dzieci w Polsce, ten drugi nie miał interesu, by mu wytrącić argument z ręki, tak samo w warunkach UE abstrakcyjnym pytaniem. Bo czy uczciwym jest korzystanie z wykształconych na koszt państwa polskiego i polskich podatników, specjalistów którzy pracują dla rozwoju Wielkiej Brytanii? Przemysław Żurawski vel Grajewski, zachował się jednak dużo gorzej.



Anglicy mają oczywiście prawo decydować, czy chcą dać obcokrajowcom pracującym na Wyspach świadczenia. Jednak wyodrębnienie jakiejś grupy z przyjaznego kraju, która tego socjalu by nie otrzymała jest świństwem i może spowodować ochłodzenie relacji z tym konkretnym państwem. Tego się obawiają i tu potrzebni są ludzie tacy jak PŻG, by Polacy już do nas nie wrócili, a naszym kosztem, właśnie tam, stali się ożywczym zastrzykiem. Sęk w tym, że apropos Wielkiej Brytanii, reprezentant łódzkiej uczelni zapomniał, iż „takimi” względami, rzekomej wyższej konieczności i bezpieczeństwa, Winston Churchill uzasadniał nie tylko Jałtę, ale i każdy krok do niej zmierzający. Z punktu widzenia angielskich polityków, tak właśnie to wyglądało, obiektywnie, nie sentymentalnie. Ktoś może powiedzieć, że nie można tych spraw porównywać, bo to dwie różne rzeczy. Można i trzeba, bo to to samo, iście diabelskie, amoralne, polityczne równanie matematyczne, oparte o strach człowieka, pseudorozsądek i niby tzw. wybór mniejszego zła.



Dwa zdania na Facebooku i ryzyko miliardowych strat



Gdyby Przemysław Żurawski vel Grajewski nadal pełnił rolę dziennikarza Gazety Polskiej pobiłby rekord Guinnesa. Napisał nieopatrznie (?) dwa zdania, które mogą budżet państwa, a więc podatników, kosztować 4 miliardy złotych, które pożyczyliśmy chwiejącej się Ukrainie. Już sama pożyczka, zwłaszcza w tej ilości, jakby jej mechanizmów działania nie definiować, jest sprawą kontrowersyjną społecznie. I oto w emocjach dyskusji na portalu Facebook, gdy jeden z dyskutantów w dość logiczny sposób podejrzewał, że Ukraina może nam tych pieniędzy nie oddać, Żurwski vel Grajewski odpalił publicznie, iż nie ważne czy nam sąsiad te pieniądze odda. Oficjalny doradca ministra musi zdawać sobie sprawę, że jest obserwowany przez służby sąsiednich państw i nie tylko. Jest to normalna praktyka, każdego funkcjonującego państwa, które dla swoich korzyści, często gospodarczych oraz innych interesów, pragnie poznać przyszłe ruchy na szachownicy.



Aby nie być gołosłownym pozwólmy sobie zacytować: Powstrzymywanie Rosji musi kosztować. Odda nie odda – warto zainwestować. W tej sytuacji są dwie możliwości. Pierwsza: Naraził skarb państwa na straty, zakładając iż nasz rząd zamierzał te pieniądze odzyskać. Druga: Rządzący brali pod uwagę stratę, a nie chcąc narażać się bardziej opinii publicznej, nazwali to pożyczką. O tym Żurawski vel Grajewski wiedział, znowu nie mogąc się, w przypływie energii, powstrzymać od podania tego do wiadomości publicznej. A można zastanawiać się, czy nie pełnił roli jednej z osób, która lobbowała wyjęcie tych czterech miliardów z naszej kieszeni.



„Platforma prowadziła rozsądną politykę na wschodzie.”



W 2013 roku, będący w opozycji PiS, stoczył ostrą walkę o uchwałę w sprawie Ludobójstwa Wołyńsko-Małopolskiego, skupiając przy sobie wszystkie partie polityczne za wyjątkiem Platformy i Ruchu Palikota. W tym samym czasie Przemysław Żurawski vel Grajewski porównał banderowskie, ideologicznie i na zimno przeprowadzone ludobójstwo do Rabacji Galicjskiej, które to porównanie, zostało na polsko-ukraińskich spotkaniach historyków oprotestowane przez polskich profesorów jako wyjątkowo prymitywna manipulacja. Niezależnie od potoku jego ówczesnych słów i przyznania że działania UPA cechowało ludobójstwo, w kwestii uchwały PŻG stanął dokładnie na tym samym stanowisku, co Radosław Sikorski, Rafał Grupiński, Adam Michnik czy Janusz Palikot. W efekcie działań wymienionych ludzi, PiSowi i jego sojusznikom, których wokół siebie zebrał, zabrakło podówczas 10, a później, po powtórzeniu głosowania 8 głosów do przeforsowaniu mówiącej prawdę uchwały.



„Przyjęcie ostro zredagowanej uchwały będzie moralnym hołdem wobec prawdy historycznej i pamięci ofiar. Politycznym rezultatem tego kroku w wymiarze wewnętrznym będzie zdobycie sobie uznania ze strony środowisk kresowych przez tę partię, która poprze najradykalniejsze sformułowanie tekstu uchwały. Oddziaływanie deklaracji sejmowej na stan świadomości historycznej i politycznej Polaków będzie zależało od poziomu jej nagłośnienia w mediach. Przy założeniu, że będzie on duży, cała akcja obniży skalę sympatii proukraińskich w Polsce i zredukuje zdolność polskiej opinii publicznej do popierania tej linii polityki zagranicznej RP, która oparta jest na przeświadczeniu o konieczności wspierania niepodległości Ukrainy i politycznego przesuwania tego kraju na Zachód, czyli odsuwania go od Rosji. W wymiarze zagranicznym ostra uchwała doprowadzi do komplikacji w stosunkach z Ukrainą.”



Retoryka PŻG w szeregu wszystkich wyżej wymienionych ludzi, w kontekście przyjęcia, późniejszej tzw. ukraińskiej ustawy dekomunizacyjnej, dopuszczającej karanie obywateli polskich na Ukrainie za mówienie prawdy o UPA, pokazuje wyjątkową polityczną ślepotę. Jednak jego poglądowa wolta z szeregu PiSu, tylko na pozór może się wydać zadziwiająca. Świadczy o tym inna historia. Pod koniec kadencji poprzedniego sejmu i swojej, prezydent Bronisław Komorowski odznaczył niejakiego Piotra Tymę.



Ten ostatni jako prezes Związku Ukraińców w Polsce budzi z wielu powodów spore kontrowersje. Znany jest jako negacjonista Ludobójstwa Wołyńsko-Małopolskiego oraz piewca UPA. To człowiek który wraz ze swoim związkiem, liczy na to, że polscy podatnicy (a więc także potomkowie ofiar UPA) zapłacą potomkom 100 tysięcy Ukraińców, wywiezionych w operacji „Wisła” gigantyczne odszkodowania. Chodzi o pozostawioną przez nich ziemię i majątek, oczywiście pomimo uzyskania za PRLu ekwiwalentów i faktu, że UPA opierała o tych ludzi swoją zbrodniczą działalność.



Publiczne poniżanie działaczy społecznych i przyjaźń z negacjonistą



Tymczasem Tyma otrzymał od prezydenta Komorowskiego odznaczenie, za zasługi dla państwa polskiego. W sposób oczywisty wzbudziło to protesty polskich środowisk kresowych. Po objęciu urzędu przez nowego prezydenta, wystosowali oni apel o odebranie Tymie odznaczenia. W kontekście wcześniej wymienionych postaw doradcy ministra, jego reakcja na tę inicjatywę nie powinna dziwić, bo platformerską politykę określił on w pokrewnych sprawach na łamach Dziennika Łódzkiego jako rozsądną: Nasze państwo prowadzi w tej dziedzinie [okrutnego zamordowania 135 tys. Polaków] rozsądną politykę, czyli uznawania tego za kwestię delikatną, która nie powinna ważyć na stosunkach polsko-ukraińskich. Dziwi jednak wyjątkowo skandaliczna forma. Głupich w każdej nacji pod dostatkiem, niestety. Na szczęście ludzie określający się mianem "środowisk kresowych" nie rządzą Rzecząpospolitą. Przyjmij Piotrze proszę wyrazy mojej solidarności w tej sprawie.



Publicznie ubliżył bardzo dużej grupie wyborców, choć sam zwykł ją liczbowo marginalizować, w ramach zaklinania rzeczywistości, o czym za chwilę. Nawet gdyby jego zdaniem miał ubliżyć setkom głównych działaczy, ani go to moralnie nie usprawiedliwia z braku kultury, ani z kompletnego braku politycznej wyobraźni. To, że obraził np. Ewę Siemaszko i jej ojca, Krzesimira Dębskiego z rodzicami, Andrzeja Żupańskiego, ostatniego uczestnika akcji „Góral” w okupowanej Warszawie, autora niniejszego tekstu, który z niniejszą inicjatywą nie wychodził (ale ją popiera), mogłoby by zostać potraktowane z pobłażaniem. Jednak obrażanie ich najbliższych, którzy mieli wpływ na wychowanie, określali się jako środowiska kresowe, choć nigdy nie działali na dużą skalę, jest moralnie odrażające. Co więcej Przemysław Żurawski vel Grajewski, w poczuciu miłości własnej ujawnił, że jest z Tymą w stosunkowo nieokreślonych, lecz bliskich relacjach. Czytaj: Tyma ma pośredni wpływ na działania nowego rządu. A to już wobec najdelikatniej mówiąc wobec środowisk, nie tylko kresowo-patriotycznych, ale i większości patriotycznych jawi się jako fatalne. Ujawni się to z całą mocą, choć nie od razu. Na razie rząd będzie miał osłonę czadu, który pozostawiła po sobie PO.



Dyplomatyczny sygnał, że władze Litwy mogą bez większych przeszkód szykanować polskość



Jedną z najmniej roztropnych wypowiedzi doradcy ministra stanowiła nie ta w beztroskich dyskusjach na Facebooku. Udzielił jej jeszcze wcześniej, w ramach wywiadu dla portalu, mającego wśród wielu Polaków na Litwie opinię „kolabornackiego”. Jednak nie to jest problemem, bo PŻG wcale nie musiał o tym wiedzieć i za to go akurat winić nie można. Ważne jest co powiedział, a dopiero to, w połączeniu z pechem wypowiadania się dla portalu zw.lt (Znad Wilii) daje wyjątkowo niesmaczną mieszankę PR-ową. Równie dobrze mógłby się wypowiadać ogólnikowo w latach 1943-44, dla Nowego Kuriera Warszawskiego o potrzebnym rozsądku Polaków. Niby byłoby to nic takiego, a i tak każdy w okupowanej Warszawie wiedziałby, o co chodzi i bynajmniej do profesora łódzkiej uczelni miłością by nie zapałał. I tak właśnie widzieli to Polacy na Litwie. Niestety na całe nieszczęście nie tylko oni, ale i nazwijmy to po imieniu, ich oprawcy. Aby nie być gołosłownym:



„Każdy nowy rząd Polski, decydując się na strategiczną współpracę z Litwinami, będzie musiał rozliczyć się z kwestii Polaków na Wileńszczyźnie. Będzie to znacząco utrudniało współpracę z państwem litewskim, o ile litewskie elity rządzące nie pójdą na ustępstwa. A te, ze swojej strony, najprawdopodobniej, nie ustąpią, licząc, że Polska i tak będzie współpracowała z nimi w zakresie polityki strategicznej wobec Rosji – bo musi. I to jest prawda. Niezależnie od tego, jaką politykę Litwini uprawiają w stosunku do mniejszości polskiej na Litwie, Polska musi, w zakresie bezpieczeństwa współpracować z Litwą. W przeciwnym wypadku Rzeczpospolita działałaby na korzyść Rosji, a to oznacza, że przeciw sobie. Litwy zaś inna współpraca z Polską, niż ta na niwie bezpieczeństwa, najwyraźniej nie interesuje.”


Niestety po swoim doradcy, powtórzył to minister Witold Waszczykowski, tak jak i powtarza po nim inne, wyjątkowo nietrafione wypowiedzi. Owszem zrobił to w sposób bardziej elegancki, ale odsłonił Litwie, że Polska w sprawie tamtejszych Polaków, nie planuje żadnych ultymatywnych ruchów, lecz dalej „dyplomacja, dyplomacja i raz jeszcze dyplomacja”. W wolnym tłumaczeniu, z języka właśnie dyplomacji oznacza to, „Możecie Polaków na Litwie okładać pałką, zamykać im szkoły, np. w ramach akredytacji, jak coś to pogrozimy wam najwyżej palcem”.



Abstrahując po raz kolejny od moralnej karygodności wystąpień Żurawskiego vel Grajewskiego, zawiera ona dość kuriozalną logikę. Polska owszem jest zagrożona ze strony Rosji, Polska winna mieć system sojuszy wsparcia itp., to nie ulega wątpliwości, co pokazują choćby czarne skrzynki i wrak Tupolewa w rękach Rosjan. Jednak, dlaczego to większa Polska wobec Litwy, kraju mniejszego, jeszcze bardziej wybitego na wschód, nieporównywalnie bardziej zagrożonego, ma być petentem? Jeśli my sami nie możemy się doprosić NATO o pewne sprawy, to doprosi się mała Litwa? Wolne żarty. Jest więc zdana tylko na nas. W konsekwencji obserwujemy u Grajewskiego brak elementarnej zupełnie wyobraźni, albo intencjonalne działania na rzecz osłabienia żywiołu polskiego.



Oddajmy swoją broń Ukraińcom i wpuśćmy imigrantów



Choć wyda się to może zadziwiające, ale profesor łódzkiej uczelni wypowiadał się publicznie w sprawie przyjęcia uchodźców z konkluzją do jakiej dochodzili lobbyści UE i międzynarodowe lewactwo oraz członkowie rządu PO: „Państwa członkowskie UE mają w sumie około 500 milionów mieszkańców. Wchłonięcie i dystrybucja w Unii nawet około 150 tysięcy uchodźców nie stanowi zagrożenia dla tożsamości etnicznej, religijnej czy kulturowej […] mamy pewną grę wyobraźni w tej sprawie. Ona jest oczywiście ważna, ponieważ nastawienie opinii publicznej w tej sprawie może tworzyć fakty polityczne […] Jednak w sensie faktycznym przyjęcie przez Polskę 2 czy 3 tys. uchodźców, czy nawet 10 tysięcy dla stabilności Polski, dla polskiej tożsamości nie jest problemem. Polska nie zostanie zalana wielką masą ludzi, jeśli przyjmie 10 tys. migrantów.” Jego wypowiedzi w tej sprawie wydają się wprawdzie chwiejne, zdaje się z racji grania w teorii dla konkretnej politycznej strony. To jednak nie ma znaczenia, skoro faktycznie coś takiego wyszło z jego ust.



Ten sam człowiek, który reprezentował wymienione wcześniej postawy, jeśli chodzi o oddanie Ukraińcom naszej własnej broni, mającej przecież służyć do obrony w razie niebezpieczeństwa - nam samym powołuje się na … „imperatyw moralny”. Co więcej jak wspomniał: „Dozbrojenie Ukrainy jest politycznym nakazem chwili i Polska powinna przeznaczyć na ten cel wszystkie dostępne środki, nie pytając nikogo o zdanie”. Jednak „nakaz chwili” to u niego coś więcej, niż tak jakby to zapewne chciał wyrazić, reakcja, „gdy u sąsiada pali się dom” (ulubione porównanie politycznie poprawnych, by z kolejnego powodu nie mówić o wymordowaniu dziesiątek tysięcy kobiet i dzieci). U tego człowieka, system myślenia oparty jest, jak można sądzić, wbrew pozorom, o emocje którymi się posługuje, a przed którymi przestrzega w kwestii Ludobójstwa Wołyńsko-Małopolskiego.



To mniej więcej tak, jak jego powoływanie się na „imperatyw moralny” w sprawie walczących Ukraińców, ale już nie walczących z dyskryminacją Polaków na Litwie, uznanie Polaków w Wielkiej Brytanii, rodzin ofiar wymordowanych przez UPA. Ktoś powie, że walczenie w okopach o życie, a np. o godność (ale i w sądach żeby komornik nie zabrał za polskość mieszkania polskiej rodzinie i dzieciom) - to nie to samo. A kto powiedział, że moralność ma istnieć tylko na jednym poziomie ludzkich dramatów? Jej wybiórcze stosowanie nie licuje szczerością, a rozróżnienie większej lub mniejszej ciężkości sytuacji służyłoby za usprawiedliwienie. Nie wspomnę jak bardzo karygodnym jest wypowiadanie przez „speca od czterech miliardów” myśli o konieczności przeznaczenia na cel pomocy zewnętrznej „wszelkich dostępnych [Polakom] środków”.



PŻG bronić zapewne mógłby się, że chciał, by Polska oddała broń każdą, którą tylko może, a nie całą posiadaną. Tyle, że kieruje nim właśnie ów „nakaz chwili”. Nie rozważa, że może nadejdzie dzień, kiedy Polakom - tę broń, która nie jest używana przez nasze szczątkowe wojsko – trzeba będzie rozdać. „W interesie Polski leży, aby armia ukraińska była jak najtwardszym przeciwnikiem wojsk rosyjskich i jak najmocniej wyczerpała ich siły i zasoby. Każdy rosyjski żołnierz, czołg, samolot, śmigłowiec, wóz bojowy, zestaw artyleryjski wyeliminowany na trwałe z walki przez Ukraińców nigdy nie pojawi się na polskiej ziemi ani nad polskim niebem.”



Wspomniany nakaz emocjonowania się chwilą, absolutnie nie bierze pod uwagę, że na Ukrainie rozwija się ideologia tkwiąca głęboko korzeniami w skrajnej wrogości wszystkiemu co polskie. I może zaskakująco obrócić się przeciw nam, wbrew ciepłym zapewnieniom ukraińskich nacjonalistów. Jednak Przemysław Żurawski vel Grajewski, tyleż stanowczo, co panicznie również temu zaprzecza, bojąc się faktów niczym święconej wody, która rozprawi się z jego oryginalnym widzeniem świata.



Publiczne okłamywanie i usypianie społeczeństwa polskiego w sprawie zagrożeń



„Nie istnieje nic takiego jak banderowska Ukraina. Jest to wytwór propagandy rosyjskiej. Zważywszy na skalę wpływów wyborczych partii i polityków odwołujących sie do tradycji Bandery i UPA: Jarosz, Tiahnybok, Swoboda, Prawy Sektor ( w wyborach prezydenckich poniżej 2 % w parlamantarnych najwyższy wynik w obwodach konsularnych - a zatem za granicą - 8 %), jesli Ukraina jest banderowska, to Polska jest palikociarska, albo młodzieżowo-wszechpolska, względnie Korwinowska. To wszystko absurd” - poucza rozmówców w jednym ze swoich wpisów łódzki profesor.



Powielił tym samym, zresztą nie po raz pierwszy, neobanderowski zabieg propagandowy, mający udowodnić że oni sami neobanderowcy/banderowcy nie istnieją. Nota bene wmawianie o nieistnieniu czegoś lub kogoś co rzeczywiście istnieje, na podstawie pseudodowodów to podstawowa reakcja obronna zła. „Bóg nie istnieje”, „szatan nie istnieje”, „granica między dobrem a złem nie istnieje”, a „wszystko zależy od „interpretacji””, itp... To też zresztą typowo lewacka logika, która uwielbia negować fakty. A jak się one mają w stosunku do twierdzeń Żurawskiego vel Grajewskiego?



Otóż, aby narracja nacjonalistom ukraińskim, czyli np. koledze Żurawskiego vel Grajewskiego - Piotrowi Tymie oraz jemu samemu, nie zdołała się rozlecieć, potrzeba utrzymywać, iż banderowcy to jakaś jedna konkretna partia czy organizacja. To mniej więcej tak, jakbyśmy utrzymywali (to nie porównanie ukraińskiego nacjonalizmu z polskim patriotyzmem, a wyłącznie punkt odniesienia), że patriotami są wyłącznie ci, którzy krzyczą najgłośniej, a często dokonują pokazowych i spektakularnych akcji, zaś patriotyzm kończy się wtedy, gdy dostają marginalny procent w wyborach.



Tymczasem wymieńmy tylko kilka, z przemilczanych, lub oddzielanych od siebie przez ludzi takich jak PŻG ścianą - faktów: Parlament uznał UPA za bohaterów, uczcił też zarówno dowódcę tej organizacji Romana Szuchewycza, jak i kata Powstania Warszawskiego Petra Diaczenkę, prezydent Poroszenko spotyka się z podstarzałymi członkami zbrodniczej UPA i publicznie cytuje autora ukraińskiego „Mein Kampf” czyli „Nacjonalizmu” Dmytro Doncowa.



Premier Jaceniuk zachwyca się UPA, tak jak Ołeksandr Turczynow były marszałek Werchownej Rady, p.o. prezydenta przez wyborem Poroszenki. Zmuszono do takiej wypowiedzi nawet Witalija Kliczkę, a przeciętny polityk który chce być pierwszoligowym, musi wypowiedzieć podobną formułkę. Dzień powstania UPA staje się świętem pod pozorem święta Matki Bożej (ale bez złudzeń, to nie ze względu na Matkę Bożą). Członkowie radykalnego Prawego Sektora piastują wysokie stanowiska. Ukraińskie wojska frontowe posługują się nazistowską symboliką, w tym nawiązują do kolejnego kata powstanie Oskara Dierlewangera.



Szefem IPN zostaje znany ideolog, manipulator i fan UPA w jednym Wołodymyr Wiatrowycz. Wiece i marsze chwały UPA rozszerzyły się ,nie tylko na centralną, ale i wschodnią Ukrainę. Nauka o tzw. „bohaterstwie UPA” wprowadzana jest oficjalnie do wszystkich szkół (na zachodniej Ukrainie istniała już dawno.). Parlament przyjmuje tzw. ustawy dekomunizacyjne, gdzie ukryto zapis o karaniu za mówienie prawdy o UPA, nie tylko Ukraińców, ale i obywateli polskich, którzy na Ukrainę przyjadą (Sic!). Warto wspomnieć o dość zabawnej rzeczy. Mianowicie ukraińscy nacjonaliści zapewniają, iż ustawa nie będzie krępować dyskusji naukowych oraz, iż te zapisy nie zostały jeszcze przecież użyte.



Należy o tym wzmiankować, bo kolega Tymy, Żurawski vel Grajewski często retorykę neobanderowców powiela, toteż nikogo nie powinno dziwić, jeśli tak powie. Tak czy inaczej, przykładów wydarzeń w ukraińskim życiu politycznym, można by mnożyć, ale to nic, dla łódzkiego profesora „banderowska Ukraina” nie istnieje, bo to wytwór rosyjskiej propagandy. Zbrodniczość niemiecka, wykorzystywana przez sowiecką propagandę, naprawdę istniała. Samo tylko użycie czegoś przez Rosjan, jakkolwiek winno w nas budzić, podejrzenia, możliwość powątpiewania, chęć zweryfikowania, nie upoważnia nas do automatycznej negacji, w tym nawet tego, czego sami doświadczamy i co widzimy na własne oczy, bo to już absolutna utrata kontaktu z rzeczywistością.



Podsumowanie oceny



Zabawne, że ten sam uczony, który ignoruje wszystkie fakty związane z wpływem neobanderyzmu na ukraińskie społeczeństwo, wyciąga wniosek i podejrzenia w stosunku do własnych rodaków z Wileńszczyzny, na podstawie li tylko jednej rzeczy: Georgijewskiej wstążeczki wpiętej zaskoczonemu Waldemarowi Tomaszewskiemu przez rosyjskich wyborców, o których, co ciekawe - Tomaszewski musi walczyć, z powodu działań ludzi, którym Żurawski vel Grajewski ze względu na sojusz militarny każe się kłaniać. Wszystko na podstawie polityki uległości wobec krajów słabszych, bądź będących w gorszej sytuacji (bo przecież ostra polityka z nimi jest nie fair), ale i mocarstw takich jak Wielka Brytania czy USA (bo przecież są więksi i mocniejsi). Szczęście, że rząd PiS z listy stałych ukłonów, wyeliminował Niemcy i Rosję. Szkoda jednak, że Żurawski vel Grajewski ma na nich wpływ, bo można by pomyśleć, że za każdym razem, gdy nam na czymś od innych zależy, jedyną techniką jest przyjmowanie postawy proszącej, z obawą, by nie urazić, gotowością, co mamy poświęcić, a nawet co sobie odciąć.



Nie chodzi o to, że trzeba każdego i zawsze traktować szantażem, lub dyplomatyczną pałką, ale trzeba ją mieć w zanadrzu, zagrozić czasem użyciem, a kiedy nie ma wyjścia, należy zrobić to bez wahania. Nie musimy, zawsze, wszędzie i wszystkiego poświęcać, zaciskać zębów, bo ktoś nie da nam ciasteczka, tak jak i nie musimy zawsze każdemu wygrażać. Przykłady ciągów zadziwiającego rozumowania łódzkiego profesora są liczne, jak choćby, że państwo ukraińskie nigdy nam żadnego majątku nie zagarnęło, a czyniło to zawsze imperium rosyjskie. Prócz przyswojenia pojęcia „paserstwo” można wskazać sprawę nieoddania kościoła Marii Magdaleny we Lwowie i innych budynków sakralnych i nie tylko, właśnie przez państwo ukraińskie, a i to konkretnie przez te kręgi adorowane. Naciągana retoryka jest ogólnie u ludzi Żurawskiemu vel Grajewskimu pokrewnych rażąco widoczna. To tak, jak utrzymywanie, że nacjonalizm ukraiński ma charakter antyrosyjski, a nie antypolski (czasami dla uwiarygodnienia dodaje się słowo „przede wszystkim”).



Oczywiście zabronione jest dostrzeganie, że kierujący tym ruchem, oficjalni idole, opomnikowani jak nikt inny na Ukrainie, większość życia spędzili na walce z państwem polskim i Polakami, a Rosja stanowiła dla nich zabójczy, lecz nadal zaledwie epizod tej walki. Przez głowę im nie przechodzi, że to rozumowanie jest za bardzo skażone „nakazem chwili”, czyli dniem dzisiejszym, gdy na Ukrainie trwa wojna z prorosyjskimi separatystami. Pomyślenie o jutrze, o różnorodności wypadków i nagłych zmian sytuacji w grę tutaj nie wchodzi, po co ma psuć wrażenie, iż dzisiejsza rzeczywistość realizuje choć trochę myślenie życzeniowe. Jeśli jest wojna na granicy z Rosją, to jak neobanderowcy mają się Polakom z całą mocą, w swych poglądach i zamiarach ujawniać? Przecież i tak, nawet teraz, widać ich na scenie politycznej aż za dużo. Po co otwierać walkę na więcej niż jeden front, kiedy można bezpieczniej, tak z osobna? Czy tak trudno spojrzeć na banderyzowaną Ukrainę jako na element potrzasku, którym zaciskają nas zarówno Niemcy, jak i wbrew pozorom, w sposób bardzo sprytny - Rosja?



Można by powiedzieć, że PŻG zachowuje się jak „słoń w składzie porcelany”, ale jednak słoń ma pewne prawo do swojej własnej, dzikiej świadomości i nie jest profesorem łódzkiej uczelni. Toteż chyba winna doradcę ministra obowiązywać choćby minimalna odpowiedzialność za czyny i słowa. Chyba że traktuje się go jako swoistego członka klanu. Niechaj postawę tego człowieka zilustrują na koniec dwie rzeczy. Pierwszą jest cytat zachęcający do przekazania broni Ukrainie: „Przemysław Żaurawski vel Grajewski twierdzi, że należy przekazać Ukrainie tyle broni, ile tylko możemy jej dać. Na pierwszym jej egzemplarzu, wręczonym uroczyście, winna zaś widnieć stara polska sentencja, wypisywana na szablach, które dawano w prezencie młodym szlachcicom: „W Twoją młodą silną dłoń wdzięczni bracia dają broń. Bij jak dotąd mężnie wroga, za Ojczyznę, w imię Boga”.”



Trudno nie dostrzec, że ten człowiek jedną nogą stoi w mało realnym świecie. Jeden ze wspólnych znajomych, poglądowo mi bliskich, bronił go mówiąc, iż vel Grajewski jest pasjonatem, nie tylko uwielbia epokę napoleońską, ale i kolekcjonuje żołnierzyki etc. Nie wiem, czy to prawda, a nie mam szans tego sprawdzić, jeśli tak, to nie ma w tym nic złego i mógłbym tylko pozazdrościć oraz pogratulować. Zresztą, jeśli nawet rozumieć to w ten sposób, że w każdym mężczyźnie tkwi w mniejszym, lub większym stopniu mały chłopiec, to jest to niejednokrotnie bardziej pozytywne, niż negatywne. Jednak, gdy grymaśne ignorowanie faktów powoduje tupanie nogą, wyzwiska, a także przymuszanie innych do własnych, oderwanych od rzeczywistości wizji, które mogą siać spustoszenie, byłoby lekką przesadą, aby opiekunowie na to pozwalali, zwłaszcza jeśli pociechę kochają.



Aleksander Szycht



WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
31.01.15 
NA UKRAINIE 

Z poniższego tekstu (link) i przetłumaczonych wyimków wystąpienia ambasadora USA na Ukrainie można uzyskać następujące informacje:

 
a) na Ukrainie funkcjonuje powołana przez państwo fabryka trolli internetowych, których zadaniem jest szerzenie, mówiąc bez ogródek, propagandy

 
b) na Ukrainie powołane zostało i funkcjonuje "Ministerstwo Prawdy", czyli ministerstwo propagandy, fabrykujące fałszywe, nie obiektywne informacje

 
c) na Ukrainie szaleje korupcja

 
d) na Ukrainie została uruchomiona i pracuje machina propagandowa, która w rzeczywistości działa na szkodę narodu ukraińskiego

 
f) na Ukrainie brakuje obiektywnej informacji

 
g) w większości media są zawłaszczone i kontrolowane przez oligarchów

 

 

 
Wielkim błędem ukraińskiego rządu, narodu ukraińskiego, jest stworzenie fabryki trolli [internetowych] takiej jak w Petersburgu, wprowadzanie kontrpropagandy w mediach społecznościowych. Wielkim błędem było stworzenie "Ministerstwa Prawdy", które stara się wygenerować alternatywne historie.

 
.....

 
... priorytetem numer jeden dla Ukrainy i społeczeństwa ukraińskiego w 2016 roku musi być zwycięstwo w wojnie z korupcją. 

 
....

 
Nie sądzę, że Ukraina potrzebuje więcej machinę propagandowej. Tym, czego potrzebuje Ukraina, jest bardziej obiektywna informacja ( Rel. W. Tokarczuk). 


09.01.15
Przemysław Żurawski vel Grajewski strzelił w stopę prezydentowi i rządowi

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista

Pan prezydent Andrzej Duda i pan minister Witold Waszczykowski powinno zając jasne stanowisko. Tego wymaga szacunek dla prawie 200 tys. polskich obywateli, okrutnie pomordowanych przy UPA tylko dlatego, że byli wierni Rzeczypospolitej. Także szacunek dla tych, którzy od 70 lat, pomimo wielu szykan, upominają się o prawdę.

Pan Przemysław Żurawski vel Grajewski, członek Rady Programowej Prawa i Sprawiedliwościorg oraz Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP, od pewnego czasu robi co może, aby skłócić swoje środowisko polityczne z Polakami wywodzącymi się z Kresów Wschodnich. W 2013 roku występował przeciwko uchwale sejmowej, która zgodnie z prawdą historyczną miała nazwać po imieniu i potępić ludobójstwo dokonane w latach 1939 - 1947 na Polakach i obywatelach polskich innej narodowości (w tym też na Żydach, Ormianach i Czechach) przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię oraz SS Galizien i inne ukraińskie organizacje kolaboranckie. Na łamach "Gazety Polskie Codziennie" pisał on, że jest przeciwny, bo uchwała zawierająca prawdę o ludobójstwie "obniży skalę sympatii proukraińskich w Polsce". Nazwał też ludobójstwo "rabacją", porównując je do rabacji w 1846 r., co jest nie tylko sprzeczne z faktami historycznymi, ale i obraźliwe dla rodzin pomordowanych W ten sposób ustawił się w tym samym szeregu co inni przeciwnicy owej uchwały, do których należał Adam Michnik, Janusz Palikot i prezydent Bronisław Komorowski.

Nawiasem mówiąc, posłowie PiS nie posłuchali swego doradcy i 12 lipca 2013 r. wraz z posłami z Solidarnej Polski, grupy Jarosława Gowina, PSL i SLD głosowali za prawdą. Przeciwko byli posłowie PO i Ruchu Palikota, którzy większością zaledwie 10 głosów słowo "ludobójstwo" zastąpili zakłamanym potworkiem językowym "czystki etniczne o znamionach ludobójstwa". Trzeba też dodać, że wspomniana "Gazeta Polska Codziennie" (jej redaktora była wówczas obecna posłanka PiS, Joanna Lichocka) ocenzurowała w całości zamówioną przez siebie polemikę pt. „Trzeba mówić o Wołyniu”, pióra dr. hab. Bogusława Pazia, profesora Uniwersytetu Wrocławskiego. Link do tekstu. prawy

Pomimo tej ewidentnej wpadki Przemysław Żurawski vel Grajewski został najpierw namaszczony na ministra spraw zagranicznych w "wirtualnym rządzie" prof. Piotra Glińskiego, a następnie otrzymał od prezydenta RP nominację na koordynatora jednej z sekcji w Narodowej Radzie Rozwojuprezydent. Z kolei minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski powołał go na doradcę w swoim ministerstwiedzienniklodzki.

Wczoraj Przemysław Żurawski vel Grajewski wywołał kolejny skandal. Tym razem był to żenujący wpis na profilu na FB Piotra Tymy, który jako przewodniczący Związku Ukraińców w Polsce w czasie dyskusji w TVP Historia wypowiadał się przeciwko uznaniu mordów UPA na Wołyniu za ludobójstw. Wpis ten nawiązywał wprost do artykułu w "Naszym Dzienniku" pt. "Haniebny błąd Komorowskiego zostanie naprawiony?naszdziennik, a dotyczył wniosku wielu organizacji i rodzin pomordowanych Kresowian w sprawie odebrania Piotrowi Tymie orderu za negowanie ludobójstwa. Nawiasem mówiąc, w wielu krajach europejskich negowanie np. Holokaustu Żydów czy ludobójstwa Ormian podlega sankcjom prawnym.

Wpis doradcy PiS, będący ewidentnym strzałem w stopę prezydenta i rządu, brzmi następująco:

Ten wpis to przykład politycznej arogancji. Co na to prezydent RP Andrzej Duda, który przecież w czasie kampanii wyborczej obiecywał obywatelom (w tym też Kresowianom i ich potomkom) uczciwą politykę historyczną? Co na to minister Witold Waszczykowski? Czyżby partii rządzącej mało było sporów społecznych i chciała ona poprzez tolerowanie wybryków swego doradcy wywołać kolejny konflikt, tym razem nie z przeciwnikami politycznymi, ale ze swymi wyborcami? Ja na PiS nie glosowałem (na prezydenta Andrzeja Dudę dopiero w II turze), ale wielu krewnych pomordowanych przez UPA głosowało, licząc, że w tej kwestii PiS będzie inny niż PO i Ruch Palikota. Tym bardziej więc pan prezydent i pan minister powinno zając jasne stanowisko. Tego wymaga szacunek dla prawie 200 tys. polskich obywateli, okrutnie pomordowanych tylko dlatego, że byli wierni Rzeczypospolitej. Także szacunek dla tych, którzy od 70 lat, pomimo wielu szykan, upominają się o prawdę.

Źródło: Autorzy Onet 


Czy w Polsce działa ukraińska V kolumna?


„Osobną rolę i bardzo negatywną w budowaniu „piątej kolumny” ukraińskiej w Polsce odgrywa osoba ambasadora ukraińskiego w Polsce. Czynny banderowiec Andrij Deszczyca, człowiek, który aktywnie był zaangażowany w krwawe dla narodu ukraińskiego wydarzenia na Majdanie, jest teraz przedstawicielem władz kijowskich w Warszawie” – mówi Konrad Rękas, wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych

Panie prezesie. Dziś o Ukraińcach w Polsce. Za pretekst do podjęcia tego tematu posłużył incydent, kiedy ukraińscy studenci uczynili burdę podczas konferencji OBWE z udziałem rosyjskiej delegacji, w skład której wchodził wicepremier władz Krymu Dmitrij Połonski. I ta prowokacja uszła im płazem. Jak to można wytłumaczyć?

— Potwierdzają się tylko te ostrzeżenia, które środowiska monitorujące aktywność grup neobanderowskich w Polsce, zgłaszały już od dłuższego czasu. A więc, że nie mamy do czynienia tylko z niewinną wymianą młodzieży, czy też przybywaniem do Polski z Ukrainy imigrantów, poszukujących wykształcenia czy pracy. Jest to też infiltracja o charakterze politycznym.

Zresztą, wcześniejsze zachowania, aktywność stricte polityczna, propagandowa, agresywne wystąpienia z materiałami banderowskimi — z flagami, symbolami batalionów neonazistowskich-, która cechowała właśnie studentów ukraińskich w Polsce na przykład Przemyślu, w Rzeszowie, Lublinie. Wszystko to łączy się w logiczną całość.

Mamy do czynienia nie z przyjazną wymianą młodzieży, lecz z trafianiem do Polski forpoczty agresywnego banderyzmu tyle tylko, że korzystającego z możliwości finansowania pod płaszczykiem oświaty i kształcenia.

W tym kontekście osobną rolę i bardzo negatywną w budowaniu „piątej kolumny” ukraińskiej w Polsce odgrywa osoba ambasadora ukraińskiego w Polsce. Czynny banderowiec Andrij Deszczyca, człowiek, który aktywnie był zaangażowany w krwawe dla narodu ukraińskiego wydarzenia na Majdanie, jest teraz przedstawicielem władz kijowskich w Warszawie i jak dowodzą tego zajścia na konferencji OBWE ręcznie steruje tego typu prowokacjami.

To świadczy o tym, że państwo polskie całkowicie skapitulowało wobec aktywności neobanderowskiej w Polsce i ich komórki te działają zupełnie jawnie. Prowokacja, a ja nazwałbym to atakiem, podczas konferencji OBWE poświęconej prawom człowieka jest kompromitacją dla polskich władz. Dopuszczenie do czegoś takiego i niewyciągnięcie konsekwencji, czy to wobec ambasadora Deszczycy, czy wobec bezpośrednio zaangażowanych młodych Ukraińców, to jest nie do pomyślenia z punktu widzenia suwerenności i bezpieczeństwa państwa polskiego.

Studiujących w Polsce studentów z Ukrainy ponoć specjalnie szkolono dla propagandowych akcji. Ich działalność jest obecna na polskich forach społecznościowych. Ich probanderowskie wybryki już trudno ukryć prze opinią publiczną. Czy oznaki ukraińskiej V kolumny nie są lekceważone przez służby specjalne?

— Dotychczasowe działania Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a raczej ich bierność, wręcz ochronna działalność policji wobec tego typu wyskoków ukraińskich wskazuje, że mamy do czynienia z jakimś politycznym przyzwoleniem, a nawet nakazem, aby do takich działań dopuszczać.

To tylko dowodzi, że po raz kolejny władze Rzeczpospolitej udowodniają swoją nieznajomość historii. Taki przypadek już miał miejsce. Przed II wojną światową władze sanacyjne bardzo życzliwie podchodziły do szkoleń paramilitarnych młodzieży ukraińskiej, wręcz finansowały, dawały instruktorów wojskowych dla „Płasta”,”Sokiła” i innych organizacji, które działały pod dużym wpływem nacjonalizmu ukraińskiego, licząc, że wyszkoleni i finansowani przez polskich instruktorów młodzi Ukraińcy obrócą swoją agresję przeciwko Rosji w ewentualnym konflikcie ze Związkiem Radzieckim. Okazało się jednak, że właśnie te szkolone przez polskich instruktorów kadry mordowały Polaków, inne mniejszości na Wołyniu i stanowiły trzon SS-Galizien i UPA.

Nie wyciągamy wniosków z historii, nie uczymy się na błędach naszych poprzedników. Wtedy też przymykano oczy na ukraiński nacjonalizm, wtedy też pomagano szkolić młodych Ukraińców nie tylko paramilitarnie, ale szkolono w duchu nacjonalistycznej nienawiści, bo liczono, że będzie to miało ostrze antyrosyjskie. I zakończyło się to krwawą jatką. Jeśli teraz nie wyciągniemy z tego wniosków i nadal będziemy wspierać banderyzm, może się skończyć tak samo z ogromną szkodą dla narodu polskiego i także narodów ościennych.

Ale przypomnijmy zabójstwo ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego.

— Nie tylko. Warto wspomnieć, że jedną z pierwszych ofiar nacjonalistów ukraińskich był inny prominentny polityk sanacyjny Tadeusz Hołówko. Ten polityk, który, nota bene, opowiadał się za współdziałaniem polsko-ukraińskim przeciwko Rosji sowieckiej i jako pierwszy został wyeliminowany przez nacjonalistów, przez banderowców. I to jest memento dla wszystkich tych po stronie polskiej, którzy sądzą, że mogą się nacjonalizmem ukraińskim posłużyć. To tak jakby łapać za ostrze kosy, a nie za drewnianą część. Nie wolno posługiwać się tak niebezpiecznymi narzędziami, bo one zawsze obruszą się przeciwko używającemu.

Za: sputniknews.com
http://mysl-polska.pl

01.01.16
Radosław Sikorski wykopał rowy pomiędzy Polską a Ukrainą


Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista

Brak potępienia ludobójstwa i reakcji na gloryfikację zbrodniarzy oraz brak godnego pochówku i upamiętnienia pomordowanych, nie tylko skłóca dwa narody, ale i jest wykopywaniem kolejnych rowów. A kto na tym korzysta? Rosja, USA i Niemcy, które to państwa w sprawie Ukrainy dbają wyłącznie o własne interesy i którym lęk przed prawdą w Polsce jest bardzo na rękę.

Wczoraj wieczorem na moim prywatnym profilu na Twiterze zagościł pan Radosław Sikorski, wpisując się aż kilka razy. Byłem tym zaskoczony, bo to polityk wielkiego formatu, wręcz transatlantyckiego, znany ze skromności i pokory. No i oczywiście z prawdomówności. Czyżby Platforma Obywatelska rzeczywiście chciałaby być "obywatelska" i w ten sposób szukała kontaktu ze zwykłymi obywatelami?

Były minister i były marszałek, piastujący przeróżne zaszczytne funkcje w kilku rządach (tak prawicowych, jak i liberalnych) był łaskaw w kolejnych wpisach zadać mi kilka pytań. Cytuję fragmenty trzech:

."Ciekawe, czy ks. Isakowicz-Zaleskiemu uda się skłócić Polskę z Ukrainą."

"Jak już się księdzu uda skłócić Polskę z Ukrainą to ciekawi mnie który kraj na tym skorzysta?"

"Jestem ciekaw czy ws. pojednania z Ukrainą w PiS wygra linia księdza, czy dziedzictwo prezydenta Lecha Kaczyńskiego."

Postaram się odpowiedzieć. Po pierwsze, w sprawach polsko-ukraińskich wypowiadam się wyłącznie we własnym imieniu. Mam do tego prawo jako obywatel Trzeciej RP oraz jako krewny Polaków i Ormian pomordowanych w bestialski sposób przez zbrodniarzy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii i SS Galizien.

Po drugie, jak były szef MSZ może uważać, że zwykły obywatel, taki jak ja, może mieć wpływ na losy dwóch państw mających łącznie ponad 80 milionów mieszkańców? Tym bardziej, że każdą jednostkę, nieprzestrzegającą tzw. poprawności politycznej, można uciszyć np. przez personalne ataki w mediach lub, w ostateczności, przez "seryjnego samobójcę", który ostatnich latach grasuje w Polsce.

Po trzecie, co jest sprawą kluczową, kto faktycznie skłóca dwa słowiańskie narody? Moim zdaniem czynią to gloryfikatorzy zbrodniczej ideologii banderowskiej, w tym ukraiński prezydent-oligarcha Petro Poroszenko, oraz wszyscy ci członkowie establishmentu politycznego Trzeci RP, którzy od 26 lat nie chcą dopuścić do wyartykułowania przez Sejm prawdy o ludobójstwie na Kresach Wschodnich oraz Lubelszczyźnie i Podkarpaciu. Do tych ludzi należy także Radosław Sikorski, który w sprawie uchwały sejmowej w 2013 r., potępiającej ludobójstwo dokonane na Polakach i obywatelach polskich innej narodowości (także Żydach), zachował się w haniebny sposób. Czyżby zapomniał on, co wtedy wygadywał, czym straszył i jak głosował?

Przypomnę, że 12 lipca 2013 r. za kłamliwym i cynicznym sformułowaniem "czystki etniczne o znamionach ludobójstwa" - pod wpływem nacisków m.in. prezydenta RP Bronisława Komorowskiego i Adama Michnika - opowiedzieli się posłowie PO i Ruchu Palikota. Za prawdą o ludobójstwie byli natomiast parlamentarzyści PSL, PiS, SLD, Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry i grupy Jarosława Gowina, ale niestety zabrakło 10 dodatkowych sprawiedliwych. Tak jak w Sodomie i Gomorze. Brak potępienia ludobójstwa oraz brak reakcji na gloryfikację zbrodniarzy nad Dnieprem i Dniestrem, a także brak godnego pochówku i upamiętnienia pomordowanych, nie tylko skłóca dwa narody, ale i jest wykopywaniem kolejnych rowów. A kto na tym korzysta? Rosja, USA i Niemcy, które to państwa w sprawie Ukrainy dbają wyłącznie o własne interesy i którym lęk przed prawdą w Polsce jest bardzo na rękę. W owym wykopywaniu rowów szef ówczesnego MSZ, Radosław Sikorski wziął czynny udział. Niech się więc bije we własne piesi, a nie w cudze. Ma cywilną odwagę za swoje postępowanie przeprosić rodziny ofiar?

Co do ostatniego pytania, to nie wiem jak w 2016 r. zachowa się PiS. Nie należę do tej partii i w czasie ostatnich wyborów na nią nie głosowałem. Poza tym, jestem zaskoczony tym, że prezydent RP Andrzej Duda, na którego - zwłaszcza w drugiej turze - głosowało wielu Kresowian i ich potomków, goszcząc ostatnio w Kijowie nie powiedział ani słowa o ludobójstwie i nie oddał czci ofiarom, choć składał wieńce i zapalał znicze w wielu innych miejscach. Co do prezesa Jarosława Kaczyńskiego, to jego postawa w tej kwestii jest bardzo chwiejna i niespójna, raz jest za, raz jest przeciw. Znam jednak wielu posłów i senatorów tak w PiS, jak i w PSL i Ruchu Pawła Kukiza, którzy tej sprawy nie będą zamiatać pod dywan. Mają oni już dość dalszego umizgiwania się do banderowców i ukraińskich oligarchów, którzy chętnie biorą od Polski pieniądze i sprzęt wojskowy, ale zamian za to nic nam nie dają. Na pewno rodziny pomordowanych i środowiska patriotyczne będą w czasie kolejnej rocznicy "Krwawej Niedzieli", która wypada w lipcu, będą domagały się, aby Sejm i Senat nazwał wreszcie po imieniu i potępił ludobójstwo dokonane przez UPA. Poza tym, za parę miesięcy na ekrany kin wchodzi film Wojciecha Smarzowskiego "Wołyń", który strząśnie opinią publicznąwpolityce, obnażając straszliwe zakłamanie polskiego i ukraińskiego establishmentu w tej kwestii.

Jakiekolwiek pojednanie z Ukrainą, może być zbudowane tylko na prawdzie, a nie na cynicznych zachowaniach takich osób jak Radosław Sikorski. Na szczęście jest to już były polityk, którego w tych wyborach nie chciała nawet jego własna partia. Nie chcą go nawet Amerykanie, którym przez tyle lat i z taką gorliwością "robił łaskę". Do politycznego lamusa odeszli także Janusz Palikot, Bronisław Komorowski, Paweł Zalewski, Miron Sycz i Paweł Kowal. Niech to będzie memento dla wszystkich tych, którzy dla wątpliwych interesów politycznych nie chcą stanąć po stronie prawdy o ludobójstwie.

17.12.15 
Dariusz Madejski 

Wyznania poszukiwacza ofiar rzezi wołyńskiej. Tego, co znalazł, nie chciała pokazać żadna telewizja




Robert Kmieć zajmuje się poszukiwaniem skarbów od kilkunastu lat. Wyciąga z jezior czołgi, samoloty i wozy opancerzone. Nie robi tego dla fantów, nie szuka łatwego zarobku. Dla niego ta praca jest odkrywaniem historii, często makabrycznej, brutalnej i niewygodnej politycznie. Tak jest w przypadku rzezi wołyńskiej, podczas której tysiące naszych rodaków straciło życie. Czy to było ludobójstwo? Poszukiwacz, który był na miejscu zbrodni i miał w ręku roztrzaskane siekierą czaszki małych dzieci nie ma żadnych wątpliwości. W rozmowie z Menstream.pl opowiada, jak trudno dotrzeć z prawdą do społeczeństwa.

Menstream.pl: Jak to możliwe, że Ukraina pozwoliła zbliżyć się polskim badaczom do miejsca zbrodni? To przecież niewygodne fakty.

Robert Kmieć: Dostaliśmy od władz Ukrainy zezwolenie na kilka dni pobytu w okręgu wołyńskim. Pojechał z nami również Adam Sikorski, znany z telewizyjnego programu Było, nie minęło. To on dokumentował całą ekspedycję. Były dwa wyjazdy, w ubiegłym roku i wcześniej, dwa lata temu. Można powiedzieć, że nasze poszukiwania były trochę półlegalne.

Co to znaczy?

Po pierwsze trzeba było przetransportować na miejsce georadary i inny sprzęt, który miał nam posłużyć do zlokalizowania i zmierzenia ewentualnych mogił, które mieliśmy zamiar znaleźć. No i nie mogliśmy przecież powiedzieć wprost Ukraińcom, po co tak naprawdę jedziemy na Wołyń.

Więc jaką wersję usłyszeli?

Akurat zdarzyło się, że prezydent Bronisław Komorowski miał spotkać się z prezydentem Ukrainy na otwarciu polskiego, powojennego cmentarza. To było niedaleko miejsca, które chcieliśmy sprawdzić. Tłumaczyliśmy więc, że jesteśmy na miejscu w związku z tym wydarzeniem. To była nasza przykrywka.
ADVERTISEMENT

I nikt nie obserwował, co tam robicie? Trochę trudno w to uwierzyć.

Oczywiście byliśmy sprawdzani. Funkcjonariusze KGB co rusz przyjeżdżali, przyglądali się, wypytywali i patrzyli na ręce. Zdarzało się, że chcieli utrudnić nam poszukiwania podrzucając gdzieś niewybuch.

Żeby przepłoszyć badaczy?

Tak. Mówili, że mają zgłoszenie od pobliskich mieszkańców, że w okolicy jest jakiś niewypał i muszą to sprawdzić. Oczywiście dla naszego bezpieczeństwa. W rzeczywistości obawiali się tego, co możemy znaleźć.

Domyślam się, że ekspedycja na ziemię wołyńską przyniosła rezultat.

To, co zobaczyłem na Ukrainie, ma się nijak do tego, co oglądałem wcześniej, w kilkunastoletniej karierze poszukiwacza. Nie raz miałem do czynienia z grobami żołnierskimi, z których wyciągaliśmy czaszki i kości. Widziałem już po pięćdziesiąt osób pochowanych zbiorowo. Stojąc jednak nad mogiłami w Wołyniu, coś ścisnęło mi serce. Jeszcze po powrocie do kraju, przez trzy tygodnie nie mogłem dojść do siebie. Do dzisiaj trudno dobierać słowa, gdy o tym opowiadam.Rzeź wołyńska
Masowa zbrodnia dokonana przez nacjonalistów ukraińskich na mniejszości polskiej, podczas okupacji terenów II Rzeczypospolitej przez III Rzeszę, w okresie od lutego 1943 do lutego 1944. Ofiarami mordów byli Polacy, w dużo mniejszej skali Rosjanie, Ukraińcy, Żydzi, Ormianie, Czesi i przedstawiciele innych narodowości zamieszkujących Wołyń. Dokładna liczba ofiar nie jest znana.


Co tak Panem wstrząsnęło?

To może zrozumieć tylko osoba, która stoi nad grobem, w którym spoczywa nie jedna osoba, lecz dziesiątki dzieci powrzucanych jedno na drugie. Bo większość zwłok w odnalezionych przez nas mogiłach, to były właśnie dzieci, w różnym wieku. Znajdowaliśmy szczątki dwulatków, czterolatków, dziesięciolatków.

Żołnierze Ukraińskiej Powstańczej Armii nie oszczędzali przecież nikogo. Mordowano całe rodziny, bez wyjątku.

Tylko w jaki sposób. W niektórych czaszkach małych dzieci były dziury wielkości pięści, zapewne od uderzenia młotkiem lub siekierą. Przecież to jest niewyobrażalne, żeby tak postępować z drugim człowiekiem. Pytaliśmy też Ukraińców, którzy zainteresowani podchodzili do nas, czy pamiętają tamte lata. Niektórzy zgodzili się mówić.

Czasem ktoś ich opluje, czasem zwyzywa. To nie zraża polskich esesmanów, bo zależy im na pielęgnowaniu historii

Co wyłania się z ich opowieści?

Dantejskie sceny. Akurat prowadziliśmy prace przy ukraińskiej wsi Ostrówki. Lasy i pola obok tej miejscowości do dzisiaj noszą miano trupiego pola, pobliscy mieszkańcy bez problemu potrafią je wskazać. To tam Ukraińcy wymordowali setki Polaków, pozostawiając ciała bez pochówku. W lasach walały się trupy, które stały się później pożywką dla kruków. Dopiero po dwóch tygodniach armia Rosyjska, która zajęła tamte ziemie, nakazała pobliskim mieszkańcom wykopać mogiły i zrzucić do nich zwłoki. Odór rozkładających się ciał było ponoć czuć w promieniu kilku kilometrów, a zwłoki kobiet, dzieci i mężczyzn były już tak rozłożone, że trzeba było ściągać je do mogił bosakami i widłami, bo już się rozczłonkowywały, odpadały ręce, nogi i głowy. I my te mogiły właśnie odkryliśmy.

Władze Ukrainy zdają sobie sprawę z powagi tego odkrycia? Przyznał Pan, że byliście obserwowani.

Chyba nie zdają sobie sprawy ze skali naszych odkryć, ponieważ byliśmy bardzo czujni. Najgorzej było z Ukraińcem, to był chyba jakiś konserwator zabytków z okręgu lwowskiego, który został oddelegowany, by nadzorować nasze prace. No i byli jeszcze wspomniani funkcjonariusze z KGB, którzy nas nachodzili.


Robert Kmieć na planie filmowym Skarby III Rzeszy Bogusława Wołoszańskiego. Tym razem odkrywają tajemnice Zamku Czocha. Fot. archiwum prywatne.

Na czym to nękanie polegało?

Pamiętam, jak mundurowi przyjechali i rzucili wszystkich na maskę samochodu. Rewizja, pytania, oglądanie sprzętu. Było ich kilku. Dowódca przez dłuższy czas wydzwaniał do swoich zwierzchników z pytaniem, co z nami zrobić. W końcu odpuścili, bo nie znaleźli podstaw do zatrzymania. Mieliśmy szczęście. Innym razem prawie się zdemaskowaliśmy. Mundurowi byli o krok, by zobaczyć ogrom naszych odkryć.

Jak udało się uniknąć kłopotów?

Gdy już zorientowaliśmy się, z czym mamy do czynienia, trzeba było wszystkie szczątki opisać, skatalogować i policzyć. Pomagali w tym archeolog oraz antropolog, których mieliśmy w naszej ekipie. Wszystko układali skrzętnie na workach, rozłożonych na ziemi obok grobowca. Robiliśmy dokumentację, fotografie, by nikt nie zarzucił nam bezczeszczenia ciał. Nagle usłyszeliśmy dźwięk silnika. To były dwa samochody KGB. Na szczęście droga przez pola była trudna, więc trochę zajęło im dotarcie na nasze stanowisko badawcze. Mieliśmy więc czas, by zareagować. Cztery osoby szybko wykopały nowy dół, do którego poskładaliśmy wydobyte już z mogiły szczątki i ponownie przysypaliśmy je ziemią. Na to poszła beczka, na niej porozkładaliśmy jedzenie, dla niepoznaki. Jak Ukraińcy dotarli na miejsce i zajrzeli do mogiły, było w niej chyba sześć ciał. Tylko tyle znaleźliście? zapytali. Pokręcili się trochę po obozowisku i odjech.

Co się później stało z tymi wszystkimi szczątkami? Nadal są zakopane na trupim polu?

Nie mogliśmy tak tego zostawić. Wszystkie odnalezione przez nas zwłoki zostały przeniesione na polski cmentarz, gdzie została odprawiona msza przez polskiego księdza.

Na tym samym cmentarzu, na którym mieli spotkać się prezydenci?

Tak. Z jakiś powodów, których nie znam, do spotkania głów obu państw jednak nie doszło. Były jednak osoby z Polski, rodziny pochowanych tutaj w czasie wojny rodaków. Przyjechali również przedstawiciele duchowieństwa ukraińskiego. Pamiętam, że jak zaczęła się część mszy, podczas której chowano wszystkie znalezione przez nas szczątki, opuścili oni cmentarz i stali za płotem. Wszyscy byli w szoku, nie rozumieli takiego zachowania.

Jak Pan je interpretuje?

Jestem prostym człowiekiem, nie wiem, co o tym sądzić. Najważniejsze było dla mnie wtedy upamiętnienie pamięci zamordowanych.

Na trupim polu też stanął jakiś znak, przypominający o tej zbrodni?

Ukraińcy pozwolili nam wyciąć dwa drzewa. Zbiliśmy z nich krzyż, który tam stanął. Tylko w ten sposób, oraz krótka modlitwą, mogliśmy oddać hołd wymordowanym rodzinom.

Co stanie się z zebranym przez badaczy materiałem? Przecież robiliście zdjęcia, kręciliście materiał filmowy.

To nie zginie. Adam Sikorski robi na jego podstawie film dokumentalno-fabularyzowany. Mogę już zdradzić, że obraz będzie miał premierę we wrześniu tego roku, będą pokazy w Warszawie. Po premierze można spodziewać się niemałego zamieszania.

Dlaczego? Przecież temat Wołynia nie jest nowy. Polacy już się z nim obyli.

Tylko ten film przedstawi prawdę historyczną, pokażemy doły śmierci, które zastaliśmy w Ukrainie. Będą inscenizacje mordu, żadnego przekłamania. Moim zdaniem to bardzo wstrząsający materiał. Proszę sobie wyobrazić, że żadna stacja telewizyjna nie jest zainteresowana wyemitowaniem dokumentu, ponieważ jest zbyt drastyczny, zbyt bije w interesy ukraińsko-polskie. Na szczęście znalazł się człowiek, który wyłożył pieniądze na realizację projektu. Tyle mogę powiedzieć.

Z tego co Pan mówi, ten film może jednak uderzyć w interesy ukraińsko-polskie.

Jeżeli były mordy, to trzeba pokazać, w jaki sposób ich dokonywano. Nie mówię, byśmy rozpętywali trzecią wojnę światową i szli na Ukraińców. Jednak dopóki władze tego narodu nie przyznają, że takie zbrodnie miały miejsce i nie potępią tego, co się wydarzyło, nie ma mowy o jakimkolwiek pojednaniu. Stepan Bandera, który ponosi odpowiedzialność za zorganizowane ludobójstwo polskiej ludności cywilnej na Wołyniu, nadal jest przecież traktowany u nich, jak bohater narodowy.

Trzy lata temu zostało mu nadane największe odznaczenie państwowe na Ukrainie. Później je cofnięto.

Co z tego, jeśli w zamian postawili mu kolejny pomnik? Ponad osiem szkół na terenie Ukrainy nosi też imię Bandery, podobnie jak około dwieście ulic, nie mówiąc o innych instytucjach. Oni naprawdę uważają go za wielką postać. Jeszcze sporo czasu może minąć, nim zmienimy karty historii.

Robert Kmieć
Zajmuje się poszukiwaniem skarbów od około trzydziestu lat. Profesjonalnie robi to od lat dwunastu. Pracował m.in. z red. Adamem Sikorskim przy programie Było, nie minęło, teraz działa w szeregach Narodowej Agencji Poszukiwawczej, organizacji współpracującej z instytucjami państwowymi, takimi jak: Muzeum Wojska Polskiego, Muzeum Armii Krajowej, IPN, Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Robert Kmieć pracuje również z Bogusławem Wołoszańskim przy nowym cyklu dokumentalnym pt: Skarby III Rzeszy.

12.12.15 

Jubileusz Ormian Polskich


Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista


Ormianie w państwie polskim mieszkają od 700 lat. Ich głównymi siedzibami były miasta na Kresach południowo-wschodnich. Uciekając przed prześladowaniami ze strony muzułmanów, znajdowali w Rzeczypospolitej dogodne warunki. Po 1945 r. wraz z Polakami zmuszeni byli do opuszczenia swoich domów. Odrodzili się jednak na nowo.

Uczestnicy Zjazdu Ormiańskiego - Kraków, 5 grudnia 2015 r., fot. Jakub Osiecki

W październiku 1980 r. na fali zmian społecznych odbył się w Krakowie pierwszy od czasów II wojny światowej zjazd Ormian polskich, wypędzonych z Kresów Wschodnich II RP i rozproszonych po całym świecie. Inspiratorami jego zwołania byli Stanisław Donigiewicz, wywodzący się ze znanej rodziny ormiańskiej, i dr Janusz Kamocki z krakowskiego Muzeum Etnograficznego. Zjazd ten był dla całej społeczności wielkim wydarzeniem. Odnowił bowiem poprzerywane więzi i zachęcił do nowych działań. Wprawdzie wprowadzenie stanu wojennego uniemożliwiło reaktywowanie Związku Ormian Polskich, który do 1939 r. miał swoją siedzibę we Lwowie, ale udało się powołać Koła Zainteresowań Kulturą Ormian, działające przy Polskim Towarzystwie Ludoznawczym. Z kolei w 1990 r. na fali kolejnych zmian społecznych powstało Ormiańskie Towarzystwo Kulturalne w Krakowieorg.
REKLAMA


35. rocznica wspomnianego zjazdu i 25.rocznica powstania OTK stały się okazją do zwołania kolejnego Zjazdu Ormiańskiego, który w miniony weekend odbył się Krakowie. W pierwszym dniu, czyli 5 grudnia br., w Filharmonii Krakowskiej odbył się uroczysty koncert z udziałem artystów ormiańskich i polskich. Wystąpił m.in. Teatr Performer, prowadzony przez ormiańską rodzinę Kasprowiczów.W części oficjalnej honorowe członkostwo Ormiańskiego Towarzystwa Kulturalnego otrzymali m.in: Edgar Ghazaryan, ambasador Armenii w Polsce, wspomniany dr Janusz Kamocki, prof. dr hab. Andrzej Pisowicz z UJ, Teresa Passakas-Szymczak i niżej podpisany. Po koncercie w Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego wykład pt. "Współczesny katolicyzm ormiański" wygłosił ksiądz biskup Krzysztof Nitkiewicz, który przez wiele lat pracował w watykańskiej Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich. W drugim dniu odprawiona została uroczysta msza św. ormiańskokatolicka, wzbogacona o śpiewy w wykonaniu młodych osób ze służby liturgicznej.

Ormianie w państwie polskim mieszkają od 700 lat. Ich głównymi siedzibami były miasta na Kresach południowo-wschodnich, w tym Lwów, Kamieniec Podolski, Stanisławów, Kuty nad Czeremoszem, Brzeżany, Horodenka i Łysiec, a także Zamość i Lublin. Uciekając przed prześladowaniami ze strony muzułmanów znajdowali w Rzeczypospolitej dogodne warunki do tworzenia własnych gmin i parafii. Zajmowali się przede wszystkim handlem, sprowadzając ze Wschodu liczne wyroby orientalne. Trudnili się także bankierstwem oraz rzemieślnictwem, np. złotnictwem i wyrobem tzw. pasów perskich. Z kolei królom polskim oddawali nieocenione usługi jako tłumacze i posłowie w misjach dyplomatycznych do Turcji i Persji. Byli zawsze lojalni wobec państwa polskiego, także z czasie zaborów i okupacji. Przyjmując język polski za swój ojczysty zaczęli określać się jako "Ormianie polscy", co działo się w myśl zasady: „gente Armenii, natione Polonii”. Zachowali jednak swoje zwyczaje i odrębność wyznaniową. Jako chrześcijanie należeli najpierw do Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego, a po przyjęciu unii z Rzymem w XVII stali się wiernymi obrządku ormiańskokatolickiego, tworząc archidiecezję ormiańską we Lwowie. Najwybitniejszym ordynariuszem tej struktury kościelnej był arcybiskup Józef Teodorowicz, senator i poseł Drugiej RP.

Po 1945 r. Ormianie wraz z Polakami zmuszeni byli do opuszczenia Kresów Wschodnich. Osiedlili się głównie w Gliwicach, Wrocławiu, Krakowie, Gdańsku i Oławie. Tutaj odrodzili się na nowo. Pod koniec XX wieku społeczność ta poszerzona została o emigrantów ormiańskich z Armenii, Gruzji i innych republik dawnego ZSRR. Ostatnio pojawili się także Ormianie, którzy do Polski musieli uciekać z Syrii i innych krajów Bliskiego Wschodu. Ormianie polscy posiadają obecnie trzy parafie (Gliwice, Gdańsk, Warszawa) oraz kilkanaście organizacji, z których najbardziej aktywnymi są wspomniane Ormiańskie Towarzystwo Kulturalne w Krakowie oraz Fundacja Kultury i Dziedzictwa Ormian Polskich w Warszawie.
 
01.12.15 

http://zaxid.net/news/showNews.do?istoriya_nevdah_i_rizuniv&objectId=1374661

Historia nieudaczników i rezunów

Bardzo łatwo oddajemy swoją szlachtę i arystokrację Polakom i Rosjanom

Wasyl Rasevycz, 29 listopada 1034257

Tak można by nazwać ukraińską historię, napisaną z pozycji klasowych. Nie ma sensu grzechu kryć - jeśli usunąć z opisu wydarzeń XVI-XVIII wieku patriotyczno-romantyczną retorykę, to otrzymamy w rezultacie historię niższych klas, które jedyne to robiły, że cierpiały, buntowały się, wzniecały powstania i zabijały. Nie mając przy tym ani wytyczonego konkretnego celu, ani programu dalszej organizacji życia, nie mając najmniejszego pojęcia, na jakich zasadach moralno-etycznych opiera się społeczność. Na ten temat należałoby napisać całe tomy. W szczególności trzeba by uczciwie przyznać, że nasza współczesna ukraińska narracja historyczna niewiele różni się od sowieckiej. Przyznać do tego, że nasi historycy-intelektualiści, uwolnieni od podejścia klasowego, mimo wszystko nie byli w stanie zaproponować społeczeństwu nowego historycznego kanonu. Jednym, być może, przeszkodziło lenistwo intelektualne, podczas gdy innym zabrakło odwagi, by otwarcie wystąpić z wezwaniem do dekonstrukcji klasowego kanonu historycznego.

  Do pewnego momentu stosowanie sowieckiego podejścia klasowego do ukraińskiej historii niezbyt wiele jej szkodziło, ponieważ państwo, w rzeczywistości, pozostawało państwem sowieckim. Ale wyzwania postawione przez Pomarańczową Rewolucję i Rewolucję Godności wymownie sygnalizują, że trzeba coś wreszcie zrobiź z historią, w której jest miejsce tylko dla niższych klas społecznych, kozaków, hajdamaków i powstańców. Tym bardziej, że „buntownicza” historia kładziona jest w fundament nowoczesnej polityki historycznej państwa. Aby zrozumieć problematyczność takiego podejścia, przyjdzie nam napisać krótkie wprowadzenie do historii problemu.

  Wprowadzenie do historii prawosławnych chłopów nieudaczników

Moim zdaniem problem tkwi w samym konstruowaniu ukraińskiej historii. Nie wiem, czy współczesne społeczeństwo ukraińskie jest gotowe przyjąć, a przynajmniej bez emocji pomyśleć o tym, czy potrzebujemy aż tak wyraźnie klasowo nakreślonej historii? Bo jeśli spojrzeć na ten jej wariant, który jest nauczany w szkole, a następnie powielany na uniwersytecie, to okazuje się, że ukraińska historia - to historia morderców, bandytów, uczestników pogromów i kolaborantów.

Jest to tym bardziej dziwne, że na poziomie akademickim istnieją doskonałe badania z historii ukraińskiej szlachty, na temat form współżycia w warunkach różnorodności religijnej i etnicznej, mechanizmów funkcjonowania społecznych i państwowych organów w Średniowieczu i wczesnej epoce nowożytnej. Ale jakoś to wszystko blednie w programach szkolnych i uniwersyteckich, gdzie wyraźnie dominuje model klasowy. Nadal uczymy swoje dzieci historii klasowej, degradując Ukraińców do jednej grupy społecznej - chłopów. Szlachtę i arystokratów obarczamy piętnem „zdrady”, ponieważ zmienili wyznanie, a zatem przeszli do obozu wroga. Pozostaje zadać pytanie: kto w warunkach władzy szlachecko-monarchicznej wówczas był „nasz”? Kto był nosicielem tej prawdziwej, nieskażonej, ukraińskiej tożsamości? Niestety, „prawidłowa” odpowiedź ukraińska - ponownie jednak chłopi.

W zbiorowej pamięci Ukraińców chłopi wciąż pozostają, wybaczcie tę tautologię, najbardziej ukraińskimi Ukraińcami. Zgodnie z kanonizowaną jeszcze przez  Michajła Hruszewśkiego koncepcją ukraińskiej historii, chłopi zawsze byli nosicielami i obrońcami prawdziwej wiary prawosławnej, nie godzili się z uciskiem społecznym i religijnym, a więc i narodowym. Uwaga, to tutaj ukryte jest pierwsze zastąpienie pojęć. Takim wnioskiem programujemy nasze młode pokolenia, że Ukraińcy - to najniższe warstwy społeczne, bezlitośnie eksploatowane przez wrogów, którzy z reguły byli innej (nie-prawosławnej) wiary i innego pochodzenia etnicznego. Z wielką łatwością, skoro władza nie była ukraińska, oddajemy swoją szlachtę i arystokracę Polakom i Rosjanom. Podobnie postępujemy z notablami, urzędnikami i wojskowymi.

Redukując „Ukraińców” do chłopów i kleru prawosławnego, który sam często gorączkowo zastanawiał się, po czyjej stronie stanąć, rezygnujemy ze szlachty, która przeszła na katolicyzm, i razem z ortodoksyjnymi fanatykami tej epoki piętnujemy unitów, co najmniej stajemy po stronie ich morderców i krzywdzicieli. A unici tego czasu - to nie tylko międzyreligijny kompromis i bardzo interesujące perspektywy na przyszłość, to również szansa na wyrwanie się poza granice „rosyjskiego świata”. Ówcześni unici - to nowe szkoły, publikowanie książek i nauka. Unici - to czynnik modernizujacy skostniałe społeczeństwo ukraińskie, to, jeśli wolicie, szansa na uratowanie się przed bezpośrednią polonizacją.

Skupianie się historii ukraińskiej wyłącznie na chłopstwie może mieć bez liku negatywnych następstw dla tych, którzy z takim historycznym bagażem chcą wyruszyć w przyszłość. Tak się złożyło, że chłopi w Średniowieczu i wczesnej epoce nowożytnej byli stale eksploatowani i wyzyskiwani. Byli prawie całkowicie pozbawieni praw w relacjach ze swoimi panami feudalnymi. Kto im nie robił krzywdy! I to nie jest wyłącznie ukraińskie zjawisko. Tak było wszędzie: we Francji, w Hiszpanii, w Niemczech, w Polsce. W Niemczech wybuchła nawet prawdziwa wojna chłopska (1524-1525), która pochłonęła prawie 100 tysięcy ofiar śmiertelnych. Ale z jakiegoś powodu nikt w Niemczech nie podnosi tego wydarzenia do rangi podstawy narodowej narracji historycznej, choć Niemcy mają ku temu znacznie więcej powodów ideologicznych niż Ukraińcy.

Historiograficzny fenomen ukraiński polega na tym, że twórcy wielkiej narracji historycznej „wyczyścili” ją do sterylnego poziomu chłopskiego. Sprowadzając wszystko do tej jednej grupy społecznej, tym samym zmuszają następne generacje Ukraińców studiujące historię w szkole do solidaryzowania się z wiecznie eksploatowanymi chłopami-nieudacznikami. Równocześnie zaszczepiamy młodym Ukraińcom przekonanie, że prawdziwi patriotoci nie potrzebują przestrzegać żadnych zasad moralno-etycznych. W imię idei sprawiedliwości społecznej (jednej klasy) mają prawo zabijać starców, dzieci i kobiety, torturować wrogów, wycinać w pień całe wsie i miasteczka. A to wszystko dla realizacji mitycznej sprawiedliwości, której zasad powstańcy, nawet dla własny użytek, nigdy nie sformułowali. Nie wiemy, jak miała wyglądać sprawiedliwość naczelników Hajdamaczyzny, Gonty i Żeleźniaka. Wiemy tylko, że po dokonaniu rzezi humańskiej nadali sobie tytuły książęt i atamanów.

Jest oczywiste, że dzieci powinny być nauczane również współczucia. W tym konkretnym przypadku możemy wspólczuć ciężkiej doli chłopów, ale nie mamy prawa na niej się zapętlić, a tym bardziej - starać się z mocą wsteczną przywrócić sprawiedliwość społeczną.

Utożsamianie w ukraińskich podręcznikach ucisku społecznego z narodowym fatalnie wpłynęło i nadal wpływa na ukraińskich patriotów. Dorastali ze społecznie ekskluzywnym przekonaniem o konieczności pomszczenia krzywd wyrządzonych narodowi ukraińskiemu, czyli chłopom. A teraz wyobraźmy sobie, że całe pokolenia Polaków i Hiszpanów wychowywane są w przekonaniu o potrzebie dokonania zemsty na historycznych magnatach za ich znęcanie się nad chłopami, ekstrapolując całą swą nienawiść na odległych potomków tych magnatów. Absurd? Tak, ale ten absurd nadal króluje w naszych podręcznikach szkolnych. On zasiada nawet w gabinetach akademickich i katedrach uniwersyteckich. Zamiast przemyśleć historię Ukrainy, aby uwolnić ją od dominacji outsiderów społecznych, większość naszych specjalistów ściśle przestrzega - być może nawet sobie tego nie uświadamiając - marksistowsko-leninowskiego podejścia klasowego. Nowa jakość historii polegałaby na tym, aby nie wtłaczać wszystkich Ukraińców do zmarginalizowanej grupy prawosławnych chłopów.

Sławnych przodków złych?

Wiemy, że nauka historyczna wkracza w przestrzeń publiczną na kilka sposobów. Pierwszy, najbardziej efektywny i powszechny, to jest nauczanie historii w szkołach. Jakie sformułowania i podejścia zostaną zaszczepione w głowach dzieci, takie też będą przenikać z pokolenia na pokolenie. Istnieją jednak przypadki, kiedy razem z oficjalną wersją wiedzy funkcjonują wersje alternatywne, które są kształtowane pod wpływem rodziny, rodzinnej i lokalnej historii. Jest jeszcze jeden ważny czynnik wpływu na zbiorową świadomość historyczną społeczeństwa - jest to polityka historyczna państwa. Są to właśnie podręczniki do nauki historii, praktyki upamiętniające i finansowanie różnorodnych programów, projektów, a także uroczystości.

Współczesną politykę historyczną państwa ukraińskiego inaczej niż nie udaną nazwać nie można. W czasach Janukowycza, gdy na tym polu działał niesławny minister Tabacznyk, ona po prostu była szkodliwa. Teraz została oddana na łaskę i niełaskę wszelkiego rodzaju ignorantom i aferzystom. Można odnieść wrażenie, że władzom w Kijowie jest obojętne, co się dzieje, na przykład, z upamiętnianiem na prowincji. Czyżby wysocy urzędnicy, którzy biegle opanowali stare kryminalne schematy i kontynuują bogacenie się, nie są zainteresowani, jakie nieszczęścia dla państwa może spowodować postawienie w Humaniu pomnika „bohaterów” rzezi humańskiej – Gonty i Żeleźniaka?

Oczywiste jest, że Hajdamaczyzna idealnie pasowała do sowieckiego kanonu historycznego. Ukraińscy chłopi powstali i wyrżnęli do nogi swoich wyzyskiwaczy. Co prawda nie sprecyzowano, jak konkretnie eksploatowali Ukraińców rzymskokatolickie i żydowskie niemowlęta, które „bohaterowie” uwielbiali nabijać na swoje piki i lance. Tym bardziej nie zawracano sobie głowy tym, w jaki sposób, wyrzynając do nogi Żydów w synagodze, gwałcąc kobiety i rozcinając brzuchy kobietom w ciąży, a także masakrując rzymskich katolików i unitów, powstańcy bronili wiary prawosławnej.

A niech diabli wezmą tę sowiecką interpretację! Spojrzmy na problem, jak tego żądają od nas ultra-patrioci, „ukraińskimi oczami”. Na czym polegał akt heroizmu Gonty, który złamał przysięgę i, będąc setnikiem nadwornej milicji, mającej bronić miasta, przeszedł na stronę bandytów? Dlaczego nie zastanawia nas fakt, że, będąc zwykłym chłopem, Iwan Gonta awansował na setnika i że takich Gontów było mnóstwo. Dlaczego powinniśmy pielęgnować u współczesnych Ukraińców sympatię do zdrajcy, a nie do tych, którzy wiernie dotrzymali przysięgi?

Takich „dlaczego” może być bez liku. Ale odpowiedź jest jedna - dlatego, że w ukraińskiej świadomości historycznej dominuje sowiecko-rosyjsko-prawosławna interpretacja historii. Bardziej szczegółowe wyjaśnienie tego zjawiska możemy otrzymać zapoznając się z krótkim opisem upamietniających praktyk w ciągu ostatnich kilku dekad. Nie jest tajemnicą dla nikogo, że Hajdamaczyzna była ruchem zainspirowanym przez Imperium Rosyjskie. Miała ona na celu osłabienie konfederacji barskiej. Prawosławny fanatyk i jednocześnie agent rosyjski Melchisedek Znaczko-Jaworśkyj do tego stopnia dał się ponieść anty-unickiej propagandzie, że nawet zgodził się być łącznikiem między Katarzyną II i królem Polski Stanisławem Poniatowskim. On nie tylko przedstawił polskiemu królowi „Skrócony wykaz pewnej części krzywd”, ale także uciekł na Zaporoże, oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji i Zaporoża. I tam zaczął zachęcać Kozaków do wystąpienia w obronie prawdziwej wiary prawosławnej.

 

Zaczęli rozprzestrzeniać fałszywe pogłoski o „złotym piśmie” carycy, wzywającym do wyrżnięcia wszystkich Polaków i Żydów, a także unitów. I to przyniosło skutek. Były mnich klasztoru Motronynśkiego Maksym Żeleźniak zebrał wokół siebie watahę złożoną z tysięcy szaleńców i ruszył ratować wiarę prawosławną od Polaków, Żydów i unitów. Dalszy ciąg zbawiania wszedł do wszystkich historycznych annałów pod nazwą rzezi humańskiej. W imię wiary prawosławnej, oraz w dalszych interpretacjach - sprawiedliwości społecznej i narodowej, Iwan Gonta i Maksym Żeleźniak wymordowali prawie dwudziestotysięczną ludność Humania. Rżnęli, wieszali i palili wszystkich szlachciców i ich rodziny, zabijali Żydów, nie okazując miłosierdzia ani starcom, ani niemowlętom, ani kobietom. Wyrżnęli prawie trzy tysiące Żydów, którzy szukali schronienia w synagodze. Również zorganizowali prawdziwe polowanie na unitów, szczególnie na uczniów zakonu bazylianów. I zabijali nie tylko ich, ale także tych, którzy ich przechowywali. Po sobie „bohaterowie” pozostawili, nie przesadzając, dosłownie góry trupów i rzeki przelanej krwi.

I co? Narodowy poeta-prorok Taras Szewczenko napisał bardzo genialny poemat „Hajdamaki”. Jestem przekonany, że Szewczenko nawet nie pomyślał, że ktoś w przyszłości umieści na swojej tarczy jego talent i przekształci to haniebne zdarzenie z historii Ukrainy we wzór do naśladowania. Potem, w czasach sowieckich, rozpoczęło się tworzenie prawdziwego kultu hajdamaków. Ulice Gonty pojawiły się we Lwowie, Kijowie, Żytomierzu, Dubnie, Winnicy, a nawet w Humaniu. We Lwowie „serce” dawnej dzielnicy żydowskiej - Plac Wekslarski - nazwano placem Kolijiwszczyny.

Kontynuując sowiecko-rosyjską tradycję, 24 października 2009 roku w Chrystyniwce położonej w regionie Czerkasy, za pieniądze sponsorów wzniesiono 12-metrowy pomnik Iwana Gonty. Podczas uroczystości odsłonięcia pomnika wystąpili szef administracji obwodowej, abp Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi Patriarchatu Kijowskiego i rzecznik prasowy tej samej cerkwi biskup Jewstratij. Cóż takiego powiedzieli przedstawiciele władzy świeckiej i duchownej? Mówili, że „pomnik przypomina, jak w czasach duchowego i fizycznego upadku jednoczył się naród ukraiński”. Opowiadali, jak szlachta upokarzała nasz lud i przekazywała cerkwie w ręce żydowskich arendarzy, a Gonta ratował naszych ludzi. Biskup Jewstratij poszedł jeszcze dalej - postawił w jednym szeregu bojowników o wolność Ukrainy Żeleźniaka, Gontę, Mazepę, Petlurę, Banderę. Podsumowując uzupełnił, że oni wszyscy walczyli o wolność i niepodległość swego narodu. Finita la komedia.

Po klęsce wspieranej przez Związek Sowiecki arabskiej koalicji w wojnie z Izraelem w 1967 roku, w chorych głowach sowieckich propagandystów pojawił się podstępny plan - postawienia w Humaniu, na miejscu masakry, pomnika Gonty i Żeleźniaka. Projekt zaczęli opracowywać w 1968 roku, ale później zaniechali. I oto na niepodległej Ukrainie, będącej w stanie wojny i niezwykle potrzebującej międzynarodowego wsparcia, w Humaniu z powodzeniem zrealizowano sowiecki projekt – wznieśli pomnik Gonty i Żeleźniaka. I zrobili to w listopadzie 2015 r. Jeśli Polacy już nawet „przyzwyczaili się” do tego, że Ukraińcy natychmiast po wystąpieniu polskiego prezydenta w Radzie Werchownej przyjmują ustawy mające na celu gloryfikację OUN, dla chasydów, którzy co roku dziesiątkami tysięcy przyjeżdżają do grobu rabina Nachmana, będzie to dzika „niespodzianka”. Jednym słowem, tworzymy pro-ukraińską koalicję na poziomie międzynarodowym...

Najwyższy czas, aby nasi rządzący zrozumieli, że polityka historyczna – to także polityka państwa. I z niej przyjdzie im się rozliczyć.

Jeśli komuś wydaje się, że my u siebie w domu mamy prawo stawiać pomniki każdemu, komu tylko zechcemy, lub jeśli ktoś mówi, że mamy pełne prawo uczcić swoich bohaterów narodowych, to ja proponuję tym „samostijnikom” potem nawet nie próbować apelować do społeczności międzynarodowej o pomoc. Jeśli uważacie za bohaterów tych, którzy masakrowali tysiącami ludność cywilną, to powinniscie zwrócić się w innym kierunku. „Russkij Mir” – to jest wasze środowisko naturalne. Jest on wystarczająco anty-zachodni, anty-katolicki, antysemicki i anty-ukraiński. Panują w nim ich własne zasady moralno-etyczne i jedynie słuszna wiara. Ale miejsce Ukrainy, mam nadzieję, jest po drugiej stronie.

 

 



27.11.15 
Parlamentarny Zespół ds. Kresów, Kresowian i Dziedzictwa Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej
Aktualny skład - 15 posłów

 L

Ast Marek /PiS/ Arent Iwona Ewa /PiS/
Bernacki Włodzimierz /PiS/, Borowska Elżbieta /Kukiz15/ 
Czabański Krzysztof /PiS/, Czarnecki Przemysław /PiS/ 
Dobrzyński Leszek /PiS/, Dworczyk Michał /PiS/ 
Jaros Michał /PO, / Kubów Krzysztof /PiS/ 
Lipiński Adam /PiS/,  Pyzik Piotr /PiS/ 
Stachowiak-Różecka Mirosława /PiS/, Szczypińska Jolanta /PiS/ 
Zubowski Wojciech /PiS/

27.11.15
Jak PO zamieniła polskie MSZ w „Agencję Wspierania Ukrainy

PO zamiast realizować polskie interesy w odniesieniu do Ukrainy, stała się jej wielkim adwokatem na arenie międzynarodowej - „obrońcą z urzędu”, który zdecydował się poświęcić swojemu klientowi praktycznie za darmo. Postawa polityków PO doprowadziła do tragifarsy na wschodnim odcinku polskiej dyplomacji. I najwyraźniej jej architekci nie tylko nie mają sobie nic do zarzucenia, ale wręcz są z siebie dumni.

Co pozostawiła po sobie Platforma Obywatelska na „wschodnim odcinku” polskiej dyplomacji? Można powiedzieć, że weszła w nową rolę. Zamiast realizowania polskich interesów, szczególnie w odniesieniu do Ukrainy, stała się wielkim adwokatem Kijowa na arenie międzynarodowej. Prawdziwym „obrońcą z urzędu”, który jednak w tym przypadku zdecydował się poświęcić swojemu klientowi praktycznie za darmo. Do tego znosząc jego złośliwości, a czasem wręcz działania na jawną szkodę swojego reprezentanta – któremu nie tylko to nie przeszkadza, ale jeszcze wywołuje uśmiech na twarzy.

Tylko na przestrzeni ostatnich miesięcy miał miejsce szereg tego rodzaju wydarzeń. Niedawno głośnym echem odbiła się sprawa dotycząca sprowadzenia do Polski grupy kilkudziesięciu Polaków z Mariupola. Czując, że ich życie jest zagrożone, zadeklarowali oni chęć wyjazdu do Polski. Liczyli przy tym na pomoc rządu w Warszawie. Jednak polskie MSZ najwyraźniej postanowiło grać w tej sprawie na zwłokę – trudno powiedzieć, czy licząc na to, że osoby te zdecydują się na wyjazd na własną rękę lub w ogóle z niego zrezygnują. Doszło wręcz do sytuacji, w której Polacy oficjalnie zwrócili się do państwa polskiego na piśmie. Nie tylko byli rozczarowani tym, że zamiast nich, polskie władze akcentowały konieczność przyjmowania do kraju tzw. uchodźców z Afryki i Bliskiego, ale w desperacji wyrażali gotowość do tego, żeby sprzątać w Polsce ulice, byleby tylko znaleźć się w bezpiecznym dla nich kraju przodków.

Postawa, jaką przyjęło ministerstwo, mogła niejednego wprawić w zdumienie. W każdym razie, z punktu widzenia interesu Polski – powinna. Otóż wiceszef resortu Rafał Trzaskowski stwierdził, że sytuacja w Mariupolu jest stabilna i tamtejszym Polakom nic nie zagraża. Powiedział, że owszem – do tego tematu można wrócić, ale dopiero wówczas, gdy „sytuacja ulegnie zmianie”. Tym samym dał do zrozumienia, że bez hipotetycznej ofensywy ze strony separatystów lub eskalacji konfliktu przez stacjonujące tam oddziały ukraińskie (z niesławnym pułkiem Azow na czele), sprowadzenie Polaków z Mariupola nie ma sensu. Sugerował również, że takie działanie mogłoby nie zostać dobrze odebrane przez Kijów.

Te ostatnie dywagacje wyłożył, tym razem już wprost, zaledwie parę tygodni później. W wywiadzie radiowym stwierdził jasno i wyraźnie, że sprowadzanie Polaków z Ukrainy podważa jej status jako państwa silnego i demokratycznego i stąd Polsce trudno sobie na to pozwolić. Dlaczego? Ponieważ „chcemy wzmacniać państwowość ukraińską”, a ściąganie Polaków byłoby przyznaniem, że Ukraina sobie nie radzi. „Jeżeli powiemy, że wszyscy Polacy z terytorium suwerennej Ukrainy, tam gdzie Ukraina kontroluje dane terytorium, mogą przyjechać do Polski, to w pewnym sensie będziemy podważać to, czy Ukraina jest silnym, demokratycznym państwem” – stwierdził Trzaskowski. Po czym jeszcze „podwyższył poprzeczkę”: „Co będzie, jeżeli z innych terytoriów Ukrainy zgłosi się mnóstwo Polaków, którzy powiedzą: "nie żyje nam się dobrze, chcemy być natychmiast ewakuowani do Polski"? I tutaj jeżeli chcemy wzmacniać państwowość ukraińską, mówić, że to jest silne państwo, że ono sobie poradzi, to byłoby wysyłanie takich trochę dwuznacznych sygnałów”.

Do podobnych groteskowych incydentów dochodziło również wcześniej. Warto przypomnieć sytuację związana z byłym prezydentem Bronisławem Komorowskim. W swoją ostatnią podróż zagraniczną udał się on m.in. na Ukrainę. We Lwowie, przy okazji nadania mu tytułu doctora honoris causa tamtejszego uniwersytetu, wygłosił prawdziwy pean na cześć ukraińskiej narracji historycznej, nazywając „Miasto zawsze wierne Polsce”… „Piemontem ukraińskiego ruchu narodowego”, a także „Piemontem marzenia o Ukrainie integrującej się ze światem zachodnim”.

W takim kontekście trudno się dziwić, że polska dyplomacja dosłownie „stawała na głowie”, byle tylko okazać maksimum wsparcia państwu ukraińskiemu i jego interesom na arenie międzynarodowej. Dobrym przykładem są wydarzenia związane z tegorocznymi obchodami wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, gdy minister Grzegorz Schetyna stwierdził w Polskim Radiu, że to Ukraińcy otworzyli bramy obozu w Auschwitz i wyzwalali więźniów (na marginesie tego, że „wyzwalali” Polskę ramię w ramię z krasnoarmiejcami).

„A może lepiej powiedzieć, (…) że to pierwszy front ukraiński i Ukraińcy wyzwalali, bo tam żołnierze ukraińscy byli wtedy w ten dzień styczniowy i oni otwierali bramy obozu i oni wyzwalali obóz” – stwierdził Schetyna.

Wtórował mu ówczesny prezydent Bronisław Komorowski, który stwierdził, że – o ile pamięta, to „obóz w Auschwitz zajęła jednostka 100 dywizji piechoty formowanej we Lwowie” dodając, że w związku z tym „na pewno było [tam] bardzo wielu Ukraińców.” Warto przy tym dodać, że idealnie wpisuje się to w nową politykę historyczną Ukrainy, której jednym z elementów jest doszukiwanie się obecności Ukraińców w różnych momentach historycznych. Jednym z nich było twierdzenie, że jeden z żołnierzy amerykańskich Marines, zatykający flagę USA nad Iwo Jimą, był Ukraińcem (choć najpewniej był on Łemkiem). Głośno było o ukraińskich twierdzeniach, jakby to Ukraińcy, a nie Polacy, byli faktycznymi zdobywcami Monte Cassino.

Co do sprawy wyzwolenia obozu w Oświęcimiu, to sam Schetyna później potwierdził swoje słowa. Sprecyzował, że czołg, który rozbił bramę Auschwitz, był prowadzony przez Ihora Hawryłowicza Pobirczenkę, późniejszego profesora prawa arbitrażowego. Co więcej, polskie MSZ opublikowało na stronie głównej resortu nagranie jednej z ukraińskich stacji telewizyjnych, która parę lat wcześniej wyemitowała program poświęcony „bohaterowi Armii Czerwonej” – Ihorowi Pobirczence. „Poznaj historię Ihora Pobirczenki - jednego z żołnierzy wyzwalających obóz Auschwitz” – głosił tytuł postu na oficjalnej stronie ministerstwa spraw zagranicznych, w którym zachęcano do obejrzenia materiału o surrealistycznie obwieszonym medalami „bohaterskim” żołnierzu Armii Czerwonej, odpowiedzialnej za liczne zbrodnie na polskiej ludności. Tym samym polskie MSZ nie tylko mogło oficjalnie wesprzeć Ukrainę i skontrować „rosyjską propagandę”, ale również – pytanie, czy w tym przypadku nie przede wszystkim – ratowała swojego szefa, który z postanowił stać się rzecznikiem „ukraińskiej prawdy historycznej” na arenie międzynarodowej.

Zwieńczeniem działań polskiego MSZ na kierunku ukraińskim jest nominacja Marcina Wojciechowskiego, byłego redaktora „Gazety Wyborczej” i autora antykresowych paszkwili, a do niedawna rzecznika tego resortu. Nieomal „rzutem na taśmę” Grzegorz Schetyna wręczył mu nominacją na Ambasadora RP w Kijowie, zwracając się do niego słowami: „stosunki polsko-ukraińskie są dziś lepsze niż kiedykolwiek, ale to nie znaczy, że nie należy nad nimi pracować”. Bez wątpienia Wojciechowski, znany m.in. z relatywizacji Ludobójstwa na Kresach Wschodnich, gorliwie przyczyniłby się do realizacji bezkrytycznie proukraińskiej agendy w Kijowie.

Jak mówi powiedzenie, „ryba psuje się od głowy”. W przypadku polskiej dyplomacji najwyraźniej pro kraińskie zacięcie sięga o wiele głębiej. Dotyczy także polskich placówek dyplomatycznych na Ukrainie, które konsekwentnie unikają wypowiedzi w kwestiach mogących okazać się szkodliwe nie tylko dla Ukraińców lub samej Ukrainy, lecz również dla przyjętej linii w relacjach z tym państwem po Majdanie.

Dobrym przykładem było zignorowanie przez Konsulat Generalny RP w Winnicy z konsulem Krzysztofem Świderkiem na czele sprawy związanej z Ukraińcami, którzy najpierw otrzymali tam Karty Polaka – udowadniając swoje polskie pochodzenie – a następnie, już podczas nauki w Przemyślu, dumnie eksponowali symbole banderowskie i faszystowskie. Konsul Świderek nie znalazł czasu, by odnieść się do tej kwestii, a sam konsulat odesłał pytania w tej sprawie do rzecznika MSZ. Ten z kolei przez szereg tygodni zwlekał z odpowiedzią, by w końcu opublikować tekst, który trudno nazwać odpowiedzią. Nie miał bowiem nic wspólnego z zadanymi pytaniami.

Praktyka „zamiatania pod dywan” wszelkich przypadków, które nie przystają do pieczołowicie budowanego przez polski MSZ wizerunku Ukrainy, jest powszechna. Dobitnie pokazało to wydarzenie sprzed paru tygodni. Otóż mer Lwowa Andrij Sadowy, któremu nie spodobała się grafika promująca tegoroczny Bieg Niepodległości w Warszawie (przedstawiająca kontury II RP nałożone na III RP), postanowił doprowadzić do jej usunięcia. Nie tylko wpłynął na decyzję polskich urzędników – czym publicznie się chwalił. Dodatkowo oświadczył, że wezwał „na dywanik” polskiego konsula we Lwowie, Jarosława Drozda. Ten miał go zapewnić, że „ta sprawa nie ma nic wspólnego z oficjalnym stanowiskiem RP” (przy czym nasze MSZ utrzymuje, że konsul jedynie poinformował Sadowego, że ministerstwo nie jest organizatorem).

Na pytania dotyczące całej sprawy Rzecznik Ministerstwa miał nam do powiedzenia tylko tyle, że „MSZ nie jest organizatorem 27. Biegu Niepodległości” i „nie komentuje działań osób prywatnych”. Przy czym nie sprecyzowano, czy ma na myśli Witolda Jurasza, który również miał swój udział w całej sprawie, czy mera Lwowa i lidera dużej ukraińskiej partii politycznej. Biuro Prasowe, dopytywane o relację Sadowego z jego rozmowy z konsulem Jarosławem Drozdem, którą obaj relacjonowali w inny sposób, a także deklarację mera Lwowa o skierowaniu sprawy do ukraińskiego MSZ (w dodatku za pośrednictwem… prezydenta Poroszenki) wydało osobliwą deklarację: „Chcielibyśmy podkreślić, że Polska uznaje i szanuje suwerenność terytorialną swoich sąsiadów, a w odniesieniu do tych, których niepodległość jest zagrożona – demonstruje solidarność i wsparcie”.

To ostatnie stwierdzenie jest w zasadzie idealnym podsumowaniem linii, jaką od dłuższego czasu prezentuje polska dyplomacja. Zarówno na samym szczycie, jak i na poziomie poszczególnych placówek. Trudno powiedzieć, czy sytuacja ta, w nowych okolicznościach politycznych, będzie kontynuowana, czy raczej należałoby spodziewać się zmiany. Są co prawda pewne sygnały, które mogą na to wskazywać, jak np. zapowiedź cofnięcia nominacji Wojciechowskiego na ambasadora, ale „jedna jaskółka wiosny nie czyni”. Nie można jednak zapominać, że to właśnie postawa polityków Platformy Obywatelskiej doprowadziła do daleko posuniętej tragifarsy na wschodnim odcinku polskiej dyplomacji. I najwyraźniej jej architekci nie tylko nie mają sobie nic do zarzucenia, ale wręcz traktują to jako swój wkład w budowanie obrazu polskiej dyplomacji względem Ukrainy. Ta zaś „dziękuje” i „odwdzięcza się” – z nawiązką.

Marek Trojan 
Kredsy.pl

Kresy.pl
26.11.15 
Prof. Legutko: Chrześcijanie muszą się bronić!
 
Aleksander Szycht

O śmiertelnym zagrożeniu muzułmańskim w Europie, przemilczeniach gigantycznego w skali ludobójstwa na chrześcijanach i zapomnianych polskich doświadczeniach w tej materii z lat 30. i 40., z profesorem Ryszardem Legutką, posłem do PE, rozmawia Aleksander Szycht.

Panie Profesorze około półtora roku temu w internecie można było oglądać zdjęcia i filmy robione przez dżihadystów, przy okazji zabijania ludności cywilnej. Spora część z nich to prawdopodobnie chrześcijanie, bo są oni mordowani w pierwszej kolejności, jako niewierni. To były bardzo okrutne świadectwa ludobójstwa, które oprawcy mogą uwiecznić, ponieważ ludzie są w obecnych czasach wyposażeni w komórki, czy nawet ręczne kamery. Pośród tych obrazów ścinanie 13-latka nie było najbardziej okrutnym obrazem. Politycy, z którymi rozmawiałem nie czuli się wystarczająco zmotywowani, by przejawić inicjatywę w tym kierunku. Europejski Kongres Chrześcijan wydaje się więc pierwszą taką polską inicjatywą.

- Jako pojedyncze wydarzenie kongres nie może mieć decydującego wpływu. Od czegoś trzeba jednak zacząć, bo opinia publiczna nie zna skali zbrodni na chrześcijanach. Działania które podejmują państwa i instytucje europejskie są niewystarczające. Pani wysoki przedstawiciel Mogherini przekonuje, że nie należy pomagać chrześcijanom jako chrześcijanom (!), ponieważ to tylko pogorszy ich sytuację, że trzeba tu działać w oparciu o zasadę wolności religijnej, a nie konkretnie w obronie chrześcijan.

Przepraszam, a to nie jest próba przemilczenia medialnego, bo to wygląda trochę tak, jakby ten komunikat miał nie zawierać w sobie publicznej informacji o fakcie masowego mordowaniu chrześcijan? Tak troszeczkę wycieniować, zrelatywizować...

- Ma pan absolutną rację. Prawda jest taka, że chrześcijaństwo nie jest szczególnie ciepło postrzegane przez elity polityczne Europy, więc też nie przykładają się one do obrony chrześcijan, zadowalając się właśnie takim ogólnikowym stwierdzeniem o potrzebie zachowania wolności religijnej. Pora by zacząć mówić o chrześcijanach jako o chrześcijanach. Stosując pewną analogię, państwo Izrael nie broni Żydów opierając się o abstrakcyjną zasadę „niedyskryminacji”, tylko krzyczy głośno, że prześladowani są sami Żydzi, że jest to jest antysemityzm czyli atak na cały naród żydowski.

My powinniśmy krzyczeć głośno, że prześladowani są chrześcijanie i że to jest atak na Europę. Pragnę zwrócić uwagę, że ludzie giną mordowani masowo nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale np. także w Afryce, Indiach czy Pakistanie. A obecność chrześcijan w tamtych krajach to przecież także obecność cywilizacji zachodniej. Wymordowanie ich w tych miejscach jest osłabieniem jej wartości, a byli oni tam obecni od samego początku, to dzięki nim istnieje bogata stara kultura chrześcijańska. Pozbycie się ich z tych terenów spowoduje dodatkową destabilizację, nie wspominając o tak praktycznej kwestii jak ta, że tracimy tam nasze wpływy. Dystansowanie się od tego jest chwytem samobójczym. Chcielibyśmy przedefiniować pod tym względem działania tych organizacji, które mają wpływ na politykę europejską i działają w różnych miejscach świata. Być może uda się zaangażować w to Polski rząd i polskie państwo, bo jeśli nie państwo polskie to które? My jesteśmy dużo bardziej związani z chrześcijaństwem, niż w tej chwili inne kraje europejskie. Pomogłoby to tym samym wzmocnić naszą pozycję w wymiarze międzynarodowym.

Panie Profesorze, to że chrześcijanie są wrogiem dla wojujących muzułmanów stanowi oczywistość, ale zadam pytanie troszkę retoryczne, dlaczego chrześcijaństwo jest wrogiem dla liberalnej lewicy, która ma bardzo duże wpływy, jeśli wręcz nie - rządzi Unią Europejską? Dlaczego chrześcijaństwo jest ich taką solą w oku?

- Najprościej rzecz ujmując historycznie: my Europa, my zachód jesteśmy od pewnego czasu bardzo silnie związani z tradycją oświeceniową, do której ci politycy się często odwołują, a jest to tradycja silnie antyklerykalna. Walka o wolność i równość to pośrednio w tej retoryce walka z Kościołem i chrześcijaństwem, katolicyzmem, bo mają być to rzekomo kierunki czy instytucje autorytarne. Te przesądy antyklerykalne pozostawały zawsze silne na lewicy. Religia była tradycyjnie wrogiem liberałów, socjalistów, komunistów, ponieważ zajmowała tak dużą część duszy człowieka, że uniemożliwiała realizację planów ideologicznych przekształcenia ludzi w stuprocentowych komunistów, socjalistów czy liberałów. Niechęć do katolicyzmu jest szczególnego rodzaju. Kiedy doszło do rozłamu w kościele zachodnim i reformacji, w jej efekcie państwo w wielu wypadkach przejęło kontrolę nad religią. Władcy zostali głowami kościołów, a w kościele katolickim tak się nie stało. Istniał on zawsze w sytuacji napięcia z władzą polityczną i był od niej w znacznym stopniu niezależny. Dlatego liberałowie, socjaliści i komuniści patrzą na kościół katolicki jako na instytucję wrogą, autorytarną, nie poddającą się politycznej modernizacji. Dla większości Polaków jednak Kościół katolicki kojarzył się nie z autorytaryzmem, lecz z wolnością, a w każdym razie z miejscem chroniącym przez autorytaryzmem władzy politycznej. Mamy jako Polacy specjalną rolę i powinniśmy działać przeciw antychrześcijańskim uprzedzeniom w Europie.

Jednak milcząca zgoda elit UE na mordowanie to jest chyba coś gorszego, niż pozycja antyklerykalna. Co więcej, nie wszystkie religie są traktowane w ten sposób, bo chociażby o muzułmanów, których niemała część ima się mordowania - bardzo często się dba. Europejskie elity są, zdaje się nawet przewrażliwione na punkcie ich wrażliwości.

- To wszystko prawda. Tu się nakładają dwie rzeczy, a pierwsza z nich to strach. Z muzułmanami nie ma żartów. Żaden chrześcijanin, katolik nie będzie z powodów religijnych strzelał, mordował i wysadzał w powietrze. Druga sprawa to fakt, że lewica bardzo silnie przyjęła tę ideologię multi kulti i muzułmanie są w niej potrzebni jako element różnorodności. Tak naprawdę to chodzi tutaj mniej o różnorodność, lecz o używanie islamu jako broni przeciw klasycznej i tradycyjnej Europie. Stąd owa walka z tzw. islamofobią, która to walka przybiera często formy groteskowe. Mordowani są ludzie, ale nie wolno mówić, że za tymi mordami stoi religia islamu. Walczy się nie z islamem lecz z tymi, którzy potępiają islam. Chrześcijaństwo można krytykować doktrynalnie, natomiast islamu – nie.

Z tego co Pan Profesor powiedział wynika wyraźnie, że chrześcijaństwo, a już szczególnie katolicyzm jest ostatnią linią oporu przed zniewoleniem przez możnych tego świata, cokolwiek byśmy nie rozumieli pod tym pojęciem.

- Chrześcijaństwo to także jedyny istniejący wielki nurt kultury zachodniej, który zachowuje ciągłość historii i tradycji Europy. Wartością fundamentalną chrześcijaństwa jest to, że daje alternatywę wobec monolitycznej ideologii, jaka nami dziś rządzi: pokazuje ono, że można inaczej patrzeć na człowieka i na jego miejsce w świecie. Dzięki chrześcijaństwu używamy klasycznego języka opisującego człowieka, posługując się takimi pojęciami jak cnota, grzech, miłosierdzie, dobro i zło, zbawienie, dusza. Takiego języka ideologia liberalno-demokratyczna już nie używa, a przecież on utrzymuje naszą łączność z wielkim nurtem zachodniej kultury. I nie chodzi tu nawet o wewnętrzny chrześcijański punkt widzenia. Ci, którzy nie są chrześcijanami często bronią chrześcijaństwa właśnie z tego powodu, że lepiej i szerzej opisuje ono ludzką naturę i człowieka i że chroni nas ono przez dzisiejszą agresywną ideologizacją.

Chrześcijaństwo ma jeszcze jedną wadę dla jego wrogów, przeszkadza robić interesy za wszelką cenę, bez względu na koszty, ponad wartościami moralnymi.

- Oczywiście, chrześcijaństwo zawsze narzucało potrzebę formacji moralnej, która zresztą nawiązywała do etyki klasycznej. Gdy chrześcijaństwo słabnie, słabnie też potrzeba takiej formacji. Ujawnia się natomiast coraz silniej utylitaryzm, który narzuca nam swój język. Jednym z jego głównych pojęć jest pojęcie kontraktu, za pomocą którego opisuje się relacje między ludźmi. Rodzina, małżeństwo, firma, szkoła, wszystko jest kontraktem, co prowadzi do wniosku, że to, czego kontrakt nie zakazuje jest dozwolone. To jest bardzo szkodliwy sposób myślenia. Wiele rzeczy nie jest zakazanych, a jednak ich nie robimy, ponieważ są niegodne, niestosowne czy nieprzyzwoite. I kiedy kształcimy człowieka w kulcie kontraktu dochodzi do takich deformacji, o jakich pan tutaj mówił.

Czy zatem Europejski Kongres w Obronie Chrześcijan może wytworzyć mediany taran, by przebić żelazną bramę tej moralnej obrzydliwości, może zdjąć zasłonę hipokryzji, która tak wszystko mgliście przesłania, a tym samym pokazać co i dlaczego chrześcijan spotyka? Te bowiem strzępy wiadomości, które dochodzą do człowieka, a już lata temu słyszałem o incydentach, to jest dla niego jakaś bajka i człowiek sam stosując mechanizm wyparcia ma nadzieję, że ktoś przesadza... ktoś jakieś bzdury opowiada, zaś w efekcie jest bierny.

- Pełna informacja o prześladowaniu chrześcijan nie dociera do wielu, i to chcielibyśmy zmienić, to po pierwsze. Po drugie przedstawiciele polskiego państwa będą na tym kongresie obecni, co może sprawi, że i państwo polskie bardziej zaangażuje się w pomoc chrześcijanom. Po trzecie, w kongresie będą brali udział przedstawiciele organizacji pomagających chrześcijanom, i takie spotkanie może stać się okazją zmodyfikowania lub uzupełnienia dotychczasowej strategii.

Przed chwilą mówiłem o mankamentach ludzkiej psychiki samooszukiwania siebie samego dla lepszego humoru i czystego sumienia. Chciałem przy tej okazji wrócić do sprawy, o której mówiłem na samym początku. Rozmawiając z politykami półtora roku temu zadawałem im pytania, czy jeśli niewinna ludność cywilna, w tym chrześcijanie mordowana jest w akcie ludobójstwa, chociażby na terenie Iraku i Syrii, to czy nie uznaliby za stosowne, by doprowadzić do tego, że Polska wyszłaby z inicjatywą zbrojną w obronie tych ludzi? Gdyby zadeklarować, że kraj nasz, o ile inne kraje postąpią analogicznie - przeznaczy jakąś ilość żołnierzy, która nie zmieni za wiele w naszym systemie bezpieczeństwa np. około tysiąca – zebrałaby się armia. Chichot historii jest taki, iż rozmowy te miały miejsce, jeszcze zanim szturm tłumu imigrantów śnił się komukolwiek, a do uratowania było znacznie więcej żyjących cywilów. Wysłać wojska, bo bombardowania nie wystarczą i to samo słyszę po półtora roku teraz. Nawet jeśliby nie rozwiązałoby to tej sytuacji, to każdy oddział… posłużę się przykładem z Wołynia, każdy oddział wielkości plutonu, jak mówili weterani AK, to życie uratowane mieszkańcom kilku wsi. Spotkałem się jednak u polityków z takim myśleniem z serii: „niemożliwe”, jak Stany Zjednoczone, Niemcy, Rosja, Francja czegoś nie zarządzą, to kimże my maluczcy jesteśmy... jakże my Polacy możemy wychodzić z inicjatywą?

- Obecność wojska, to jest bardzo skomplikowana rzecz proceduralnie i politycznie, różne są konsekwencje, o czym się przekonali w Iraku Amerykanie. Zmiany na Bliskim Wschodzie, które zostały spowodowane przyniosły destabilizację. Natomiast oczywiście, bez żadnej wątpliwości jakieś zaangażowanie praktyczne, jakaś obecność w tej chwili jest potrzebna.

Wcześniej jednak wysyłano wojsko i (nie tylko Amerykanie się angażowali ale m.in. także my) montowano koalicję z bardziej błahych powodów. Bo nie ma co ukrywać, iż tzw. zaprowadzanie demokracji w Iraku czy interwencja w Afganistanie jest czym innym, niż: hekatomba kobiet i dzieci, dziewcząt sprzedawanych do domów publicznych, gwałconych i okrutnie zabijanych, co się dzieje tam cały czas w sposób masowy. To są zdarzenia, gdzie każdy dzień wahania przynosi żniwo śmierci, zła okrucieństwa i ludzkiego nieszczęścia, które może posłużyć za statystyki. Czy to nie jest większa przesłanka? Istnieje też taka opinia, że jak się tamtejszą rzeczywistość rozgrzebało, tj. Amerykanie z sojusznikami, m.in. z naszym udziałem to wypada po sobie posprzątać. Co więcej, nawet z moralnego punktu widzenia, bez względu na swój udział, interweniować powinien cały cywilizowany świat. Czy ludobójstwo zwiększające codziennie swoje żniwo nie jest przesłanką cięższej wagi, by interweniować?

- Te interwencje rzeczywiście przyniosły destabilizację, a przy destabilizacji chrześcijanie stają się tam wrogiem numer jeden. Natomiast, tak jak powiedziałem pozostaje kwestią otwartą, jak wzmocnić tam obecność europejską i sprawić, by ci ludzie nie byli bezbronni.

Czy nasza reakcja nie powinna być proporcjonalna do skuteczności zatrzymania ludobójstwa bezbronnych ludzi? Teraz potrafię rozmawiać o tym spokojnie, jednak gdy się widzi fotografie z wyjątkowo bestialskiego mordowania młodej kobiety (nie będę opisywał w jaki sposób), rozebranej do naga - sprawa woła, nie tylko o pomstę do nieba, ale o interwencję wymuszając inny priorytet.

- Uważam, że trzeba grać na wielu fortepianach, czyli koordynować działania na różnych poziomach – od dyplomacji po jakieś akcje bezpośrednie.

Przejdźmy jednak do tematu, który najżywiej interesuje teraz Czytelników, a więc do tłumu imigrantów, którzy Europę szturmują. Mówiąc bowiem o podjęciu działań na zewnątrz Europy, nawet w obronie ludności cywilnej, mówimy o podjęciu jakichś działań ofensywnych, niezależnie w jakim stopniu się zaangażujemy. A tutaj omawiamy problem naszego własnego bezpieczeństwa, już w naszym europejskim mateczniku.

- Z imigrantami to sprawa w tej chwili jest rzeczywiście beznadziejna. Oni zaczęli się pojawiać na skutek wojny, ale niekontrolowana fala przybrała inne rozmiary na skutek działań Angeli Merkel, która złamała wszystkie możliwe układy, NATO, Schengen, otworzyła granicę, zupełnie arbitralnie, a po jakimś czasie je zamknęła. W Niemczech ok. 40% imigrantów jest niezidentyfikowanych i niezarejestrowanych – nie wiadomo, kim są. A rządy i instytucje europejskie idą w zaparte, mówiąc że nie ma związku między terroryzmem, a imigrantami. Wystarczy, że nawet jeden terrorysta przywędrował wśród tych imigrantów, a już mamy gigantyczny problem. Zadajmy sobie pytanie, czy wraz ze zwiększającą się błyskawicznie ilością imigrantów poziom bezpieczeństwa w Europie rośnie, czy maleje. Odpowiedź jest oczywista, bo gdyby nie malał, to nie trzeba było aktywować tych wszystkich wzmożonych działań służb specjalnych itd.


Poddawanie w wątpliwość związku muzułmańskich imigrantów ze wzrostem terroryzmu przypomina mi poddawanie w wątpliwość świadomości Hitlera na temat holocaustu, przez słynnego negacjonistę Davida Irvinga. Ten ostatni oświadczył, że nie ma bezpośredniego dowodu w postaci dokumentu tj. rozkazu fuhrera itd.

- Wśród tej ogromnej liczby przybyszów znajdują się także rodziny z dziećmi uchodzący przed wojną i zniszczeniem. Ale większość to ludzie, o których nic nie wiemy. Żeby ich sprawdzić potrzebna jest wielka maszyna biurokratyczna. Natomiast rządy europejskie, instytucje europejskie wprowadziły język moralistyczny, że to wszystko są uchodźcy, że solidarność, tolerancja, bo nieszczęsnym ludziom musimy pomóc. Konsekwencja tego jest taka, że tylnymi drzwiami wprowadza się różne ograniczenia i to bardzo, bardzo bolesne, a jednocześnie rozszerza się ta społeczność muzułmańska w Europie. Natomiast skutki rozszerzenia tej społeczności muzułmańskiej też są trudne do przewidzenia i niekoniecznie pozytywne, bo ci ludzie jednak się słabo integrują, a także wśród niemałej liczby rośnie niechęć, a nawet nienawiść do świata zachodniego. Terroryści to są często ludzie urodzeni we Francji i Anglii, czyli drugie a nawet trzecie pokolenie. Wbrew publicznej narracji, to nie jest tak, że drugie czy trzecie pokolenie Polaków w Anglii jest tym samym co odpowiednie pokolenia muzułmanów. Oni będą Anglikami pochodzenia polskiego, będą się czuli bardzo dobrze w Anglii, w Polsce i innych krajach Europy. W drugim i trzecim pokoleniu muzułmanów niekoniecznie tak jest.

Czy nie chodzi Panu o tworzenie zaplecza dla terroryzmu, niezależnie czy ta ludność będzie brała w nim udział? Tak zresztą to właśnie widzą ludzie. Sięgnę do przykładu z Bieszczad, kiedy nie można było, nawet wielokrotnie większymi siłami UPA wyplenić, bo opierało się ono o zaplecze ludności ukraińskiej. Tu w wielu wypadkach mówimy wprawdzie o autochtonach, wieśniakach, ale część fanatycznych sił UPA była uzupełniana z zewnątrz. Udało się ją pokonać, dopiero po wysiedleniu ludności, rozsiedleniu na ziemiach zachodnich i północnych oraz zerwaniu tym samym sieci konspiracyjnej, a także zmniejszeniu natężenia etnicznego tej ludności.

- Powtórzę raz jeszcze: wystarczy jeden na 10 tys. spokojnych ludzi, żeby zrobić apokalipsę. Zwiększająca się ilość imigrantów muzułmańskich, niezbyt dobrze asymilujących się sprawia, że to zagrożenie rośnie. Trudno powiedzieć, czy jest to zaplecze, już samo poruszanie tego problemu jest tematem politycznie niepoprawnym. Islam, z tego co wiemy, to nie jest religia, z której można łatwo wyciągnąć wnioski o pokojowym współistnieniu z innowiercami, czy z niewiernymi. To nie jest religia, która mieści się dobrze w nurcie cywilizacji zachodniej. To nie znaczy oczywiście, że każdy muzułmanin nie może stać się takim modelowym obywatelem świata zachodniego. Oczywiście, że może. Przewodniczącym mojej grupy jest muzułmanin, który jest jednocześnie angielskim gentlemanem i brytyjskim patriotą, ale jednak mimo wszystko ten problem realnie istnieje. To nie jest problem który się narodził dzisiaj, to jest problem stary, bardzo stary. I politycy europejscy nie mogą tego problemu zbywać mówiąc: „Proszę zapraszamy, świat zachodni jest pojemny”. Są jakieś granice tej pojemności.

Do przykładu UPA, którą można porównywać z mordercami z ISIS sięgnąłem nie bez powodu i to bynajmniej nie ze względu na stopień okrucieństwa. Gdy się sięgnie do ich ideologii Doncowa i innych tekstów, widać jak na dłoni, że zakładała ona wieczny podbój, stały rozrost posiadania, fanatyzm, nienawiść do innych. Potencjalnie, w teorii te założenia ideologiczne mówiły o ich asymilacji, lub wymordowaniu, lecz w praktyce była to tylko ta druga opcja. Wyrzeczenie się podboju i przyswojenie chrześcijańskiej moralności stanowiło w tych zasadach objaw choroby. Sytuacja podobna, a z ich terroryzmem zetknęła się nasza II RP, ale chodzi mi jeszcze o co innego. Nie było bowiem tak, że cała ludność ukraińska na tamtym terenie, tę ludobójczą organizację popierała i chciała mordowania Polaków. To z pewnością osąd krzywdzący, natomiast gdy taki oddział wchodził do Ukraińca, mieszkającego z rodziną, który ich w głębi duszy nie popierał i proszono o mleka i sera, po prostu absolutnie bał się odmówić i stawiać opór. Pytanie czy nie będzie tak samo z gettami muzułmańskimi oraz tymi „świętymi wojownikami” za sprawę. Bo o tych co wspierają świadomie i z wolnego wyboru - byli są i mogą być zapleczem złoczyńców, nie wspominam. Nawet bowiem, jeśli ludzie chcą żyć spokojnie i być porządni, jak w przypadku, o którym pan profesor powiedział, to czy w ogóle będzie to możliwe? Bo te getta mogą być zastraszone i podporządkowane, nie wspominając, że częściowo mogą współdziałać.

- Terroryści oczywiście skądś się biorą, a jak dalece wspólnoty muzułmańskie w Europie są zdolne do minimalizowania wpływów radykalnej ideologii islamskiej – nie wiem. Na razie nie wygląda to dobrze.

Powiedział Pan, że nie można porównywać emigracji z krajów Europy do muzułmańskich imigrantów. Ludzie, którzy chcą byśmy tych imigrantów przyjęli często porównują ich np. do naszej polskiej emigracji na Wyspach Brytyjskich. Pan Profesor sam zaznaczył, iż są to porównania niesłuszne. A ja się chciałem zapytać o wypowiedź ministra Waszczykowskiego, który porównywał możliwość rekrutacji imigrantów do armii, tak jak Polaków w legionach w XIX wieku?

- Ministrowi Waszczykowskiemu chodziło o to, że liczne grupy muzułmańskich imigrantów można uzbroić i wyszkolić, aby oni działali tam później w swoich krajach pochodzenia wyzwalając je spod władzy terrorystów. Myślę, iż to jest ciekawy pomysł, ale zaznaczam, że nie wiem na ile realny. Nie wiem, ilu z tych muzułmanów chciałoby naprawdę walczyć o wyzwolenie swoich krajów spod władzy kalifatu i terrorystów.

Zapytam przewrotnie, czy porównanie między polskimi chrześcijańskimi emigrantami z przełomów XVII i XIX wieku, których pierwszą myślą była walka o niepodległość, z grupami rozwydrzonych młodych, roszczeniowych muzułmanów z XXI wieku nie wydaje się Panu Profesorowi, najdelikatniej mówiąc pochopne? Czy mamy gwarancje, że kiedy wyszkolimy tych ludzi i damy im broń do ręki, to nim zdążą nawet wyjechać nie obrócą jej przeciwko nam, wysadzając w powietrze np. Bramę Brandenburską, czy wieżę Eiffla i nie będą się przebijać na niewierną Polskę i Rzym? Mnie się ten pomysł wydaje dość pochopny. W najlepszym wypadku jeśli zrobi się to „bezpieczniej” i zdoła się ich tam wysłać bez zabawy w Europie, nie ma gwarancji, że wszyscy nie stracimy wspólnych pieniędzy i nie uzbroimy kolejnych niepewnych ludzi. Wystarczy popatrzeć na zachowania tych ludzi w czasie wędrówki.

- Oczywiście, że nie ma żadnych gwarancji i dużo rzeczy może się zdarzyć, a minister Waszczykowski posłużył się analogią. Czy ci ludzie, którzy uciekli stamtąd, bądź opuścili tamte tereny będą chcieli tam wrócić i walczyć o wyzwolenie swego kraju - jest w ogóle osobną sprawą. Raz jeszcze zaznaczam, pomysł jest ciekawy, ale nie mam żadnego rozeznania, czy to jest realistyczne.

W Kościele jest pewna różnica zdań, w kwestii tych tematów, imigrantów, zamachów terrorystycznych, zarówno między świeckimi katolikami, jak i duchownymi. Dyskutują oni między sobą, odnosząc się do Ewangelii. Co by Pan powiedział katolikom, którzy sądzą że nie bronienie się i pójście razem z kobietami i dziećmi na rzeź jest chrystusowe? Mowa o chrześcijanach europejskich. Są katolicy, którzy sądzą, że trzeba się przygotować dla bezpieczeństwa i podjąć ruchy, które umożliwią obronę, podjąć kroki zaradcze, lecz są i tacy, którzy twierdzą, że nie ma się co przejmować, a nawet pojawiają się głosy, iż w razie czego trzeba jak baranki iść na rzeź, bo to jest właśnie naśladowanie Chrystusa.

- Problem przyjmowania takich osób niebezpiecznych i reagowania na to niebezpieczeństwo jest to kwestia obywatelsko-polityczna, a nie teologiczna. Z chrześcijaństwa wynika tylko tyle, że różnym ludziom należy pomagać, natomiast jak pomagać, to już nie religia, nie teologia i nie Pismo Święte, tylko doświadczenie i rozwaga są decydujące. Są organizacje charytatywne, które starają się pomagać na różne sposoby, m.in. sprowadzając chrześcijan i inne osoby prześladowane. Z całą pewnością, ani z Ewangelii, ani z żadnych innych dokumentów Kościoła nie wynika, żeby przyjmować dowolną ilość imigrantów z Bliskiego Wschodu, i to bez względu na konsekwencje.

Czyli chrześcijanin, katolik, przepraszam za pytanie retoryczne - ma prawo do obrony i ma prawo do zapobiegania nieszczęściu?

- Chrześcijanin powinien się bronić tak jak każdy, który jest zagrożony. Z Ewangelii w żadnym razie nie wynika wniosek, że chrześcijanie powinni przyjmować wszystkich i godzić się na wszystko. Wtedy najbardziej ewangeliczną osobą byłaby Angela Merkel, która otworzyła granicę, powiedziała „Herzlich willkommen!”.


Niektórzy ludzie i to zarówno ze strony lewicy, jak i nawet niektórzy katolicy traktują obronę konieczną jako złamanie zasady „Nadstaw drugi policzek”.

- To jest oczywiście absurdalne.

Skoro poruszyłem już temat zarówno katolicyzmu, męczeństwa, jak i UPA to chciałem się na koniec zapytać, czy zetknął się pan z problemem beatyfikacji ok. 150 heroicznych duchownych męczenników rzymsko-katolickich oraz kilkudziesięciu duchownych innych obrządków lub wyznań chrześcijańskich, którzy zamordowani zostali przez OUN-UPA? Od dziesiątek lat jest problem z ich beatyfikacją, tak samo jak z przemilczeniami, związanymi z ludobójstwem dokonanym przez tą organizację na Polakach. Zamordowali ich bowiem „nie ci co trzeba”.

- Mogę powiedzieć bardzo ogólnie, że byli to ludzie, którzy złożyli najwyższą ofiarę, w sytuacjach strasznych zachowywali się tak, jak nakazywały im wiara i godność. Całym moim sercem popieram wszystkie działania, które mają docenić ten heroizm, ale także upamiętnić wszystkich cywilów którzy zostali w sposób okrutny zamordowani przez OUN-UPA. Ludobójstwo wołyńsko-małopolskie musi się zostać elementem polskiej pamięci historycznej, a to powinno się stać przedmiotem troski państwa polskiego i polskich obywateli. Ze szczególnym uwzględnieniem tych, którzy oddali życie za wiarę i za Polskę.

Dziękuję za rozmowę.
prawy.pl 

26.11.15 

Ukraiński politolog wykładający w Kanadzie

dr Iwan Kaczanowski, zajmujący się naukowo sprawą masakry na kijowskim Majdanie w lutym 2014 roku, opublikował dokładne omówienie ujawnionych niedawno wyników analiz balistycznych. Przekonuje, że różne badania specjalistyczne dowodzą, że co najmniej 10 demonstrantów nie zostało zabitych przez funkcjonariuszy Berkutu, ale przez strzały oddane z budynków kontrolowanych przez majdanowców.

12 listopada br. podczas procesu funkcjonariuszy Berkutu po raz pierwszy upubliczniono wyniki specjalistycznych analiz balistycznych, dotyczących wydarzeń na Majdanie. Przeprowadzono je w marcu ubiegłego roku. Wykazały one, że 11 protestujących zginęło z tej samej broni kal. 7,62x39. Mógł to być zarówno karabin Kałasznikowa, jak i broń myśliwska oparta na karabinku AKMS. W swojej wcześniejszej analizie dr Kaczanowski wykazywał, że dokładnie te same osoby zginęły od kul wystrzelonych nie z pozycji zajmowanych przez oddziały Berkutu, ale z Hotelu Ukraina, który był całkowicie kontrolowany przez demonstrantów.

W raporcie organizacji pozarządowych zajmujących się sprawą Majdanu oraz prawników reprezentujących rodziny ofiar stwierdzono, że jedna z nich – Ołeksander Chrapaczenko, zginął od strzału oddanego z Hotelu Ukraina. Potwierdzają to zeznania świadka, Wołodymyra Pastuszoka, który razem z zabitym był członkiem Sotni Wołyńskiej Samoobrony Majdanu. W tym samym rejonie i czasie ranny został inny członek tego oddziału – strzał również padł z budynku hotelu.

Według relacji Pastuszoka, śledczy przekazali mu, że zgubili jego pierwsze zeznania na ten temat i próbowali przekonać go, by zeznawał jeszcze raz. Chcieli jednak, by tym razem powiedział, że strzał nie padł z hotelu. Pastuszok odmówił. Jaka była reakcja prokuratury? Otóż zwyczajnie pominęła ona w akcie oskarżenia sprawę śmierci Chrapaczenki i oskarżyła funkcjonariuszy Berkutu o zabicie nie 11, a 10 protestujących. Stwierdzając jednocześnie, że strzały padły z różnych miejsc. Mimo tego, że jak wcześniej stwierdzili biegli, Chrapaczenko i pozostali zostali zabici z tego samego egzemplarza broni.

Podczas wcześniejszych zeznań przed sądem, brat innego z demonstrantów, Andrija Sajenki, zeznał, że zginął on nie w wyniku strzału oddanego z pozycji Berkutu, ale z najwyższego piętra Hotelu Ukraina. Do takiego wniosku doszedł na podstawie pozycji brata na nagraniu, które zarejestrowało jego śmierć, lokalizacji rany wlotowej i jej stromo biegnącego kanału. Razem ze swoim prawnikiem w październiku 2014 roku przekazał prokuraturze nagranie jako dowód, jednak prokuratura oskarżyła o śmierć jego brata członków Berkutu. Ujawnione podczas procesu nagrania i lokalizacje ran wlotowych wskazują, że dwaj inni demonstranci (Serhij Bajdowski i Serhij Kemski) także zostali zastrzeleni z Hotelu Ukraina. Dr Kaczanowski już wcześniej publicznie omawiał szereg dostępnych dowodów, w tym nagrania wideo, wyniki analiz medyków sądowych czy zeznania świadków. Wskazywały one, że wszystkich jedenastu demonstrantów zastrzelono z Hotelu Ukraina. Snajper bądź grupa snajperów operujących w tym budynku, używając tej samej broni, była w stanie zabijać protestujących znajdujących się z różnych stron hotelu niemal od początku masakry po sam jej koniec.

Podczas przesłuchania i rozprawy 12 listopada br. po raz pierwszy ujawniono, że według analiz balistycznych pociski wydobyte z ciał protestujących nie pasują do tych, którymi strzelały oddziały Berkutu i które przechowywano w centralnej bazie pocisków MSW.

Oficjalne raporty balistyczne przedstawione w sądzie tego dnia wykazały, że Mykoła-Ołeh Pankiw został zastrzelony z innej broni kal. 7.62x39. Mógł to być zarówno karabinek szturmowy AKM, broń myśliwska na bazie karabinu AKMS bądź inny rodzaj broni tego kalibru. Jednocześnie wykazano, że strzał padł z góry – co zgadza się z wnioskami dr Kaczanowskiego, który stwierdził, że mężczyznę zastrzelono z dachu Banku Arkada lub z okna na dachu budynku przy ulicy Horodeckiego. Eksperci z zakresu balistyki nie byli w stanie ustalić czy pocisk wydobyty z ciała Pankiwa wystrzelono z tej samej broni co te, które zabiły Bohdana Solczanuka i Iwana Tarasiuka. Nowa kompilacja nagrań wideo pokazuje Berkutowca strzelającego w ogólnym kierunku tej dwójki mniej więcej w momencie w którym zginął Solaczanuk oraz w ciągu kolejnej minuty, gdy zginął Tarasiuk.

Chociaż nie można wykluczyć, że obaj mężczyźni zostali zastrzeleni przez funkcjonariusza Berkutu, to rana wlotowa w szyi Tarasiuka i wylotowa w rejonie klatki piersiowej, a także zeznania świadków wskazują, że strzał oddano pod stromym kątem z góry, co pasowałoby do pozycji strzelca w Hotelu Ukraina. Na to, że z tego budynku i z tej samej broni zastrzelono również Solczanuka wskazują: jego pozycja w momencie postrzału, krew z prawej strony szyi, a także inne odgłosy wystrzału w porównaniu z karabinkami AKMS, z których w tym samym czasie strzelał Berkut. Jednak dokładne informacje na temat śmierci obu mężczyzn nie zostały jak dotąd upublicznione ani w sądzie, ani w mediach.

Eksperci z zakresu balistyki stwierdzili również, że amunicja znaleziona w ciele Walerija Opanasiuka nie pochodziła z regularnej produkcji. Oznacza to, że zabito go przy użyciu amunicji myśliwskiej. Wcześniej, w trakcie procesu ujawniono, że zginał on na miejscu od strzału w okolice serca. W tym momencie nie był jednak zwrócony w stronę pozycji Berkutu, ale Hotelu Ukraina.

Podczas rozprawy w dniu 9 listopada ujawniono ponadto nowe informacje potwierdzające badania dr Kaczanowskiego i wniosek, że Nazar Wojtowycz również został zastrzelony z Hotelu Ukraina – w tym samym miejscu i w ciągu dwóch minut od śmierci Opanasiuka. W oficjalnym śledztwie nie wskazano dokładnie czasu i miejsca jego śmierci, ale zwrócono uwagę, że prawdopodobnie strzał oddano z hotelu. Pomimo tego, o śmierć obu protestujących oskarżono Berkut.

Pozycja Wojtowycza w momencie strzału, zidentyfikowana przez jego ojca podczas zeznań przed sądem, wskazuje, że był on zwrócony w stronę Hotelu Ukraina. Rana wlotowa w jego policzku oraz raport medyków sądowych wskazują, że strzelec znajdował się w tym budynku, a nie na pozycjach Berkutu. Na Wojtowyczu leżał Ołeksander Hucz, którego dane z badań medycznych, jak również wpisy na portalu społecznościowym pokazują, że został ranny w nogę w wyniku strzału oddanego z góry pod stromym kątem. Jego pozycja wskazuje, że mógł zostać trafiony rykoszetem, być może tym samym pociskiem, który zabił Wojtowycza. Nagranie belgijskiej stacji telewizyjnej pokazuje natomiast, że zanim obaj zostali trafieni padł pojedynczy strzał. Podczas procesu nie uwzględniono jednak tego nagrania, podobnie jak zeznań Hucza oraz Trapezuna, który wyniósł tego ostatniego, gdy został ranny.

Sam Trapezun w swoich relacjach wspominał o snajperach w Hotelu Ukraina oraz na budynkach na ulicy Horodeckiego, którzy postrzelili jego i innych protestujących. Inny demonstrant, Roman Toczyn, zginął w tym czasie, gdy Trapezun informował, że z tych pozycji on i inni protestujący są ostrzeliwani przez snajperów. O tym, że jacyś strzelcy prawdopodobnie znajdowali się na dachu jednego z budynków na ulicy Horodeckiego jest mowa również w przechwyconych rozmowach członków oddziału SBU Alfa.

Pozycja Toczyna zarejestrowana na jednym z nagrań oraz ukierunkowanie rany wlotowej i wylotowej, które ujawniono podczas procesu, sugerują, że mógł on zostać zastrzelony z budynku Klubu Rady Ministrów, podczas wymiany ognia pomiędzy Berkutem a snajperami, strzelającymi zarówno do demonstrantów jak i milicjantów, z rejonów kontrolowanych przez majdanowców. Jednak w raporcie biegli stwierdzili, że w porównaniu z raną wylotowa, rana wlotowa była znacznie większa i miała nieregularny kształt. Typowe rozmiary i kształty ran wlotowych i wylotowych prezentują się – w świetle specjalistycznych studiów – odwrotnie. Jest zatem możliwe, że faktycznie Toczyn został trafiony z przeciwnej strony, co odpowiadałoby doniesieniom o obecności snajperów w Hotelu Ukraina i w przyległym budynku przy ulicy Horodeckiego.

Dr Kaczanowski zwrócił uwagę, że obrońcy znaleźli i zgłosili jako nowe dowody w sprawie dwa nagrania na które powoływał się on w swoim artykule naukowym. Twierdzi, że trwający proces dostarcza coraz więcej dowodów na poparcie jego tezy o tym, że demonstranci zostali zmasakrowani z miejsc kontrolowanych przez Majdan podczas „operacji pod fałszywą flagą”. Zaznacza jednak, że nie można wykluczyć, iż cześć z nich zginęło z rąk Berkutu.

„Same wyniki badań balistycznych, z których ujawnieniem długo zwlekano sugerują, że absolutna większość protestujących została zastrzelona z budynków kontrolowanych przez Majdan, głównie z Hotelu Ukraina. Wskazują one, że niemal 16 demonstrantów zastrzelonych zidentyfikowanymi pociskami kal. 7,62 ostrzelano z tego hotelu i z budynków przy pobliskiej ulicy Horodeckiego oraz z Banku Arkada. Tego rodzaju pociski wydobyto z ciał 16 spośród 39 ofiar, o których zabicie oskarżono członków Berkutu. Dwa demonstranci zginęli od śrutu, a jeden od niesprecyzowanej amunicji myśliwskiej. Jest zatem prawdopodobne, że absolutna większość demonstrantów, którzy zginęli od nieodnalezionych pocisków, została zastrzelona z tych samych rodzajów broni. Dodatkowo, w trakcie oficjalnego śledztwa członków specjalnego oddziału Berkutu nie oskarżono o zabicie 10 demonstrantów, ponieważ zastrzelono ich z innych pozycji, m.in. z Hotelu Ukraina. Mainstreamowe media na Ukrainie i na Zachodzie ponownie nie poinformowały o tych istotnych rewelacjach z procesu ws. masakry na Majdanie” – napisał dr Kaczanowski.

31.10.15 

ŚWIATŁA PAMIĘCI DLA ORLĄT LWOWSKICH 
ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Dzień 1 listopada kojarzy się przede wszystkim z rzymskokatolicką uroczystością Wszystkich Świętych. Niewielu jednak pamięta, że jest to także data wybuchu jednego z największych zrywów niepodległościowych. 1 listopada 1918 r. rozpoczęło się bowiem polskie powstanie we Lwowie. Była to spontaniczna reakcja mieszkańców miasta – noszącego dumne miano „Semper Fidelis” – na zajęcie koszar i innych ważnych obiektów przez oddziały składające się z żołnierzy austro-węgierskich narodowości ukraińskiej. Odziały te dodatkowo wsparte zostały przez Legion Strzelców Siczowych, którym dowodził jeden z arcyksiążąt austriackich, Wilhelm Habsburg, zwany „Wasylem Wyszywanym”. Arystokrata ów, wywodzący się z rodziny cesarskiej, w planach wielu środowisk miał być głową przyszłego państwa ukraińskiego, ściśle powiązanego z Wiedniem, a obejmującego swym zasięgiem nie tylko Galicję Wschodnią, ale i Łemkowszczyznę, Bukowinę i ziemię przemyską.


Walki rozpoczęły się od szkoły im. Henryka Sienkiewicza i Domu Akademickiego, w których to budynkach zabarykadowali się członkowie konspiracyjnej Polskiej Organizacji Wojskowej. Pierwszą z placówek dowodził kpt. Zdzisław Tatar-Trześniowski, a całością obrony miasta kierował kpt. Czesław Mączyński. Z kolei na czele Polskiego Komitetu Narodowego stanął hr. Tadeusz Cieński.

Do stawiającej opór garstki obrońców szybko dołączyli inni. Liczba walczących po stronie polskiej zwiększyła się w ciągu następnych dni do kilku tysięcy osób. Broń zdobywano na wrogu lub z rozbijanych magazynów austriackich.

W owym czasie mężczyźni byli wciąż w armii austriackiej – i to na różnych frontach, bo wojna wciąż trwała. Do walki stanęli więc młodzi ludzie – uczniowie, studenci, harcerze, też dziewczęta i kobiety. Najmłodszy z powstańców miał zaledwie dziewięć lat. A najmłodszy, który za męstwo otrzymał order Virtuti Militarni, uczeń gimnazjalny Antoś Petrykiewicz, walczący na „Reducie Śmierci” (Górze Straceń), miał zaledwie 14 lat. Innym znanym powstańcem był jego rówieśnik, Jurek Bitchan. Poległ on na Łyczakowie. Jego matka, Aleksandra Zagórska, komendantka Ochotniczej Legii Kobiet, także brała udział w walkach. Ze względu na wiek, jak i waleczność, historia nadała powstańcom miano „Orląt Lwowskich”.

Boje były nadzwyczaj zacięte, o każdą ulicę, o każdy dom, a nawet o poszczególne kondygnacje. Wznoszono barykady, a do odciętych dzielnic przedostawano się kanałami. W końcu 20 listopada nadeszła odsiecz wojskowa z Krakowa i Przemyśla. Przybyła ona koleją, bo Ukraińcy zlekceważyli przeciwnika i nie wysadzili ani torów, ani mostów. Odsieczą dowodził płk Michał Karaszewicz-Tokarzewski.

Następnego dnia o świcie rozpoczęła się decydująca batalia. Ciężkie walki toczyły się w dzielnicy Zamarstynów i wokół Cytadeli, a także na Podzamczu i Wysokim Zamku oraz w wielu innych punktach. Sukcesem było okrążenie pozycje ukraińskie od południa i wschodu. Z tego powodu oddziały wroga, mimo swej wyraźnej przewagi w sprzęcie i ludziach, aby nie znaleźć się w kotle, musiały się wycofać z miasta. Drugie dnia, 22 listopada 1918 r. o godz. 5:40 rano, na wieży lwowskiego ratusza załopotała biało-czerwona flaga. Zatknęli ją żołnierze rotmistrza Romana Abrahama, dowódcy obrony Góry Straceń. Cały Lwów był w polskich rękach, ale walki wokół miasta, jak i ostrzał ukraiński ze wzgórz, trwały jeszcze do maja 1919 r.

Wielu spośród „Orląt” wzięło udział w wojnie polsko-bolszewickiej, a zwłaszcza w bitwie pod Zadwórze, o czym pisze w następnym rozdziale. Wielu także uczestniczyło w obronie grodu przed Niemcami w 1939 r., a także w wyzwalaniu go w 1944 r., w ramach akcji „Burza”.

Co się stało z głównymi bohaterami powstania? Antoś Pietrykiewicz, w dwa miesiące po wyzwolenia miasta, zmarł w szpitalu z odniesionych ran. Jego dowódca, Roman Abraham, został generałem; bił się dzielnie w 1939 r. jako dowódca Wielkopolskiej Brygady Kawalerii. Generałem został też Karaszewicz-Tokarzewski, po klęsce wrześniowej objął funkcję komendanta pierwszej podziemnej organizacji, jaką była Służba Zwycięstwu Polsce; aresztowany przez NKWD, trafił przez Syberię do armii gen. Andersa. Zmarł aż w Casablance w Maroko. Z kolei Czesław Mączyński został pułkownikiem i posłem na Sejm RP. Karierę polityka wybrał także Tadeusz Cieński, zapalony społecznik. Nawiasem mówiąc, jego wnuk, Stanisław Pruszyński był współzałożycielem Fundacji im. Brata Alberta w Radwanowicach.

Tragicznie potoczyły się losy Tatar-Trześniowskiego. W wyniku konfliktu personalnego zastrzelił w 1921 r. swego dowódcę, a następnie siebie samego. Smutny los spotkał także arcyksięcia Wilhelma. Po powrocie do Wiednia nadal snuł utopijne plany polityczne, wiążąc się z niemieckimi nazistami i ukraińskimi nacjonalistami. W 1947 r. został aresztowany przez NKWD. Zmarł w radzieckim więzieniu w Kijowie, w tym samym mieście, w którym chciał być koronowany na królu.

Pamięć o poległych uczczono poprzez wzniesienie wspaniałego Cmentarza Obrońców Lwowa na Łyczakowie i złożenie ciała jednego z „Orląt” w Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie w 1925 r. Dziś pamięć o bohaterach przypominają tak pomniki na przykład cmentarzu na Sępolnie we Wrocławiu oraz w Częstochowie i Żarach, jak i nazwy (co najbardziej cieszy) szkól w Gliwicach, Opolu, Kędzierzynie-Koźlu i innych miastach. Niestety establishment Trzeciej RP nie chce pamiętać o bohaterach. Nadskakując ukraińskim prezydentom, najpierw Wiktorowi Juszczence, a obecnie Petro Poroszence, nawet nie wymienia ich imion w czasie uroczystości państwowych. Protestował przeciwko temu w 2008 r. Światowy Kongres Kresowian z Bytomia. Występując w jego imieniu Danuta Skalska napisała w liście otwartym do ówczesnego ministra obrony narodowej Bogdana Klicha:

"Z ubolewaniem stwierdzamy, że od pewnego czasu, podczas uroczystości państwowych (m.in. ubiegłorocznego Święta Niepodległości i tegorocznego dnia Wojska Polskiego) w czasie apelu poległych przy grobie Nieznanego Żołnierza – nie są wzywani do apelu Obrońcy Lwowa i żołnierze walczący o Polskę na Kresach Wschodnich Rzeczpospolitej. Nie przypuszczamy, aby czynniki odpowiedzialne za przygotowanie listy pól bitewnych nie posiadały stosownej wiedzy historycznej. Tej wiedzy dostarczają umieszczone wokół Grobu Nieznanego Żołnierza tablice, na których wyszczególnione są miejsca chwały polskiego oręża; – również te, za naszą obecną wschodnią granicą. Widnieje na nich także Krzyż Virtuti Militari przyznany za najwyższe zasługi w obronie Ojczyzny zbiorowemu bohaterowi: miastu Lwów. Czy zasługi te w czymkolwiek umniejszać może fakt, ze Lwów znajduje się obecnie poza granicami Polski? Pozostaje nam domniemywać, że przyczyną obecnego stanu rzeczy i wybiórczego potraktowania poległych podczas uroczystych apeli, są niczym niewytłumaczalne dla nas zabiegi o poprawność polityczną za wszelką cenę, nawet jeśli tą ceną miałyby być: prawda historyczna i szacunek dla ofiary życia naszych przodków walczących o Polskę."

Pamiętajmy o tym, idąc na cmentarze 1 listopada i zapalmy znicz – najlepiej wraz z dziećmi – i pomódlmy się za lwowskich powstańców, którzy oddali swe młode życie za naszą wolność.
Onet Wiadomości

12.10.15 
UKRAIŃCY  NA MAJDANIE KŁAMALI W DZIEŃ I W NOCY  
Przez parę lat próbowano nas okłamywać, chociaż prawda prawie natychmiast zaczęła wychodzić na jaw. Na Majdanie do demonstrantów strzelali neo-banderowcy ze Swobody i Prawego Sektora, zaczyna twierdzić tak nawet ukraiński sąd. Polski MSZ zaakceptował działacza neo-banderowskiej Swobody na stanowisku konsula Ukrainy w Lublinie... zaakceptowała aktywistę organizacji, która w celu zdobycia władzy zorganizowała rzeź na Majdanie. 

 
Skoro neo-banderowcy poświęcili dla zdobycia władzy i wpływów życie setki obywateli ukraińskich, przypadkowych ofiar zastrzelonych przez swoich własnych snajperów na Majdanie, to dlaczego mieliby nie poświęcić życia prawie 300 holenderskiej i innych narodowości pasażerów Boeinga malezyjskiego?


http://dziennik-polityczny.com/index.php/swiat/3170-ukrainski-sad-podejrzewa-na-majdanie-do-demonstrantow-i-sluzb-mundurowych-strzelali-uzbrojeni-banderowcy

 

Uzupełnione i skorygowane badanie naukowe  tego tematu zostało zaprezentowana przez Iwana Katchanovskiego  na konferencji naukowej Annual Meeting of the American Political Science Association miesiąc temu - zostało tam zawarte stwierdzenie, że kierownictwo Swobody było zaangażowane w masakrę na Majdanie, oraz różnorodne dowody takiego zaangażowania, tekst w języku angielskim:
https://www.academia.edu/8776021/The_Snipers_Massacre_on_the_Maidan_in_Ukraine

Poniższy plik zawiera pewne kluczowe fotografie i linki to video wskazujące na zaangażowanie Swobody w masakrę na Majdanie


https://www.researchgate.net/publication/281642188_Photos_and_Map_Snipers_Massacre_on_the_Maidan_in_Ukraine_APSA_2015_conference_presentation




28.09.15 

Hipokryzja premier Ewy Kopacz ws. repatriantów

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista

Jednym z nielicznych repatriowanych za rządów premier Ewy Kopacz jest jej zięć, rodowity Ukrainiec, któremu prezydent Bronisław Komorowski w arcy-ekspresowym tempie nadał polskie obywatelstwo. Polacy z Kazachstanu, którzy nie mają wpływowych teściowych i "wujaszków", muszą na to czekać długie lata.
Berdyczów - jedno z wielu miast na Kresach Wschodnich, z którego wysiedlano Polaków do Kazachstanu, fot. Autora

We wczorajszym wywiadzie telewizyjnym (czytaj: darmowej reklamówce wyborczej Platformy Obywatelskim), nadawanym równocześnie w TVP 1 i TVP Info, premier Ewa Kopacz poinformowała, że w przyszłym roku z budżetu państwa zostanie przekazanych 30 mln złotych na repatriację Polaków ze Wschodu. Ta wypowiedź jest wyjątkową hipokryzją. Po pierwsze dlatego, że przez osiem lat swoich rządów koalicja PO - PSL nie zrobiła praktycznie nic, aby sprowadzić do ojczyzny naszych rodaków, którzy w latach 30. ubiegłego wieku z dawnych Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej (chodzi o te tereny, które po 1921 r. zajął Związek Radziecki) zostali deportowani w wyniku tzw. akcji antypolskiej wysiedleni do Kazachstanu i innych części azjatyckich imperium. Wielu z tych naszych rodaków zamordowano, co było pierwszym ludobójstwem wykonanym na Kresowianach. Co ci przeżyli, do dziś znajdują się w obcym dla siebie środowisku.

Po drugie, premier Ewa Kopacz w ostatnim czasie lekką ręką przerzuciła z budżetu polskiego do ukraińskiego 100 milionów, ale nie złotych, tylko euro. Nazwano to "pożyczką", ale w rzeczywistości jest to darowizna dokonana z kieszeni polskiego podatnika, bo Ukraina, którą rządzi prezydent-oligarcha Petro Poroszenko oraz jego koledzy-oligarchowie, nie jest już wypłacalna. Dla takich ukraińskich krezusów finansowych jak Rinat Achmetow czy Ihor Kołomojski (szef wspólnot żydowskich na Ukrainie), którzy posiadają dziesiątki miliardów dolarów, owe 100 milionów to pieniądze na ich drobne wydatki. Jednak dla polskich spraw repatriacyjnych byłby to znaczny zastrzyk.

Po trzecie, w sprawie imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki szefowa polskiego rządu najpierw miotała się od ściany do ściany, a następnie potulnie uległa dyktatowi silnej i zdecydowanej kanclerz Niemiec Angeli Merkel , zgadzając się na podwyższenie tzw. kwoty migracyjnej z 2 do 7 tysięcy osób. Po sprowadzeniu swoich rodzin liczba migrantów z pewnością sięgnie co najmniej 20 lub 30 tysięcy. A to będzie kosztować nas wszystkich o wiele więcej niż umożliwienie powrotu do Polski dziesiątkom tysięcy naszych rodaków, którzy w przeciwieństwie do egzotycznych muzułmańskich imigrantów nie wymagają aż tak ogromnych nakładów finansowych na asymilację.

Na koniec przypomnę, że jednym z nielicznych repatriowanych za rządów premier Ewy Kopacz jest jej zięć, rodowity Ukrainiec, któremu w ostatnim dniu swego urzędowania prezydent Bronisław Komorowski w arcy-ekspresowym tempie, bo zaledwie w dwa dni po złożeniu wniosku, nadał polskie obywatelstwo. Polacy z Kazachstanu, którzy nie mają wpływowych teściowych i "wujaszków", muszą na to czekać długie lata.


26.09.15 

Oddalenie prośby Rodaków z Mariupola

 traktujemy jako przejaw bezczelności i arogancji władzy. (...) Prowadzona przez rząd Donalda Tuska oraz rząd kierowany przez Panią polityka imigracyjna ma charakter wyraźnie antypolski, de facto bowiem realizowana jest pod hasłem: „Wszyscy, byleby tylko nie Polacy”

Przeszło czterdzieści stowarzyszeń skupionych w Patriotycznym Związku Organizacji Kresowych i Kombatanckich, mającym swoją siedzibę w Warszawie, zwróciło się do premier Ewy Kopacz z listem otwartym. List ten zawiera petycję dotyczącą sprowadzenia do Polski tych naszych rodaków i ich rodzin, którzy w latach 30. i 40. ubiegłego wieku zostali deportowani przez władze komunistyczne do części azjatyckiej ówczesnego Związku Radzieckiego. Dziś jest to terytorium Rosji (Syberii) oraz Kazachstanu, Uzbekistanu i Kirgizji.
List ten, który dotyczy także Polaków ze wschodniej Ukrainy, podpisał w imieniu wszystkich organizacji Witold Listowski, prezes Związku i prezes Stowarzyszenie Kresowian w Kędzierzynie-Koźlu, oraz dr hab. Leszek Jazownik, profesor Uniwersytetu Zielonogórskiego. Ze względu na wagę sprawy warto list ten przeczytać w całości i rozpowszechnić na stronach internetowych i portalach społecznościowych. Tym bardziej, że media podporządkowane tzw. poprawności politycznej o takich sprawach milczą jak zaklęte.

Szanowna Pani

Ewa Kopacz

Prezes Rady Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej

W imieniu stowarzyszeń skupionych w Patriotycznym Związku Organizacji Kresowych i Kombatanckich stanowczo domagamy się natychmiastowego umożliwienia przyjazdu do Polski Rodaków zamieszkałych na wschodniej Ukrainie, a także podjęcia działań umożliwiających w szybkim czasie sprowadzenie do naszego kraju polskich rodzin deportowanych w głąb Związku Sowieckiego oraz ich potomków. Z oburzeniem przyjęliśmy odrzucenie przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych prośby skierowanej przez Polaków zamieszkałych w Mariupolu o umożliwienie im przyjazdu do Polski. MSZ uznało, że osoby polskiego pochodzenia, które chcą ewakuacji, mieszkają blisko frontu, ale jednak jest to teren w pełni kontrolowany przez Ukraińców. Zorganizowanie wyjazdu Polakom byłoby „podważeniem” zdolności do sprawowania przez Ukrainę kontroli nad jej terenami. Oddalenie prośby Rodaków z Mariupola nie tylko uznajemy za wyraz dyktowanej serwilizmem nadmiernej troski o wrażliwość Ukraińców, ale przede wszystkim traktujemy jako przejaw bezczelności i arogancji władzy.

Polacy mają dość pokrętnej i szkodliwej dla Polski polityki uprawianej przez kolejne PO-wskie rządy. Węgry sprowadziły ze Wschodu ponad 700 tys. swych obywateli. Polska zaś wciąż nie znajduje pieniędzy i możliwości, by umożliwić powrót do Ojczyzny naszym Rodakom zza wschodnich granic. Tymczasem nie brakuje ani środków, ani woli politycznej, aby realizować przedsięwzięcia wysoce dyskusyjne z punktu widzenia polskiej racji stanu:

1. Pod niemiecką presją, ale „bez przymusu” (jak tryumfalistycznie głoszą przedstawiciele władzy) przyjmujemy rzesze uchodźców z krajów muzułmańskich. Czynimy to w imię solidarności z państwami Unii Europejskiej; solidarności, której nie wykazano za wiele, gdy Polska przyjmowała ok. 90 tys. uchodźców czeczeńskich oraz gdy dyskutowano o budowie Nord Stream I i II.

Nawiasem mówiąc, charakterystyczne jest to, że Donald Tusk, występujący w Parlamencie Europejskim nie jako Polak, ale jako „kaszubski Słowianin”, po raz kolejny nie potrafił zidentyfikować się z Polską i Polakami. Nawet nie zareagował na niemieckie i austriackie pogróżki kierowane pod adresem rzekomo suwerennego państwa polskiego.

2. Masowo przyznaje się obywatelstwo polskie obywatelom Izraela, i to bez nakładanego na Polaków ze Wschodu obowiązku znajomości języka polskiego oraz polskiej historii i kultury. O skali tego procederu nie informuje się polskiego społeczeństwa. Znamienne, iż rozdaje się Żydom polskie obywatelstwo, mimo że nie istnieją podstawy, żeby przypuszczać, iż rząd Izraela utracił zdolność do zachowania kontroli nad administrowanymi przezeń terenami. Nie informuje się także o polskim stanowisku wobec żydowskiego ruchu roszczeniowego.

3. W ostatnich trzech latach wpuszczono do Polski ok. 700 tys. obywateli Ukrainy, mimo że w kraju tym – nienależącym do Unii Europejskiej – nie ogłoszono nawet stanu wojennego i mimo że tylko niewielka część tego państwa objęta jest konfliktem zbrojnym, co oznacza, że ma ono możliwość rozlokowania swych obywateli na własnym terenie.

Polska hojną ręką rozdaje też pieniądze. Ostatnio, nie zważając na astronomicznej wielkości dług publiczny (przekraczający – według założonej przez Leszka Balcerowicza Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju – 4 biliony złotych), udzieliła Pani ukraińskim oligarchom na 10 lat w praktyce bezprocentowej pożyczki w wysokości 100 tys. euro.

Prowadzona przez rząd Donalda Tuska oraz rząd kierowany przez Panią polityka imigracyjna ma charakter wyraźnie antypolski, de facto bowiem realizowana jest pod hasłem: „Wszyscy, byleby tylko nie Polacy”. Tego rodzaju polityka imigracyjna, idąc w parze z urzeczywistnianym w Polsce programem depopulacji za pośrednictwem wymuszania emigracji zarobkowej, będzie miała długofalowe negatywne konsekwencje. Stanowczo domagamy się zmiany tej polityki

Polacy mają prawo oczekiwać od władz państwowych realizacji działań sprzyjających powrotowi do kraju naszych Rodaków, którzy znaleźli się poza Ojczyzną w wyniku dziejowej zawieruchy, a skądinąd także tych, którzy opuścili nasz kraj w kolejnych falach emigracji zarobkowej.

Z poważaniem

W imieniu Patriotycznego Związku Organizacji Kresowych i Kombatanckich

Witold Listowski - prezes

dr hab. Leszek Jazownik - wiceprezes


16.09.15 

Program z Grossem. Istny cyrk

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista

Za kreowanie Jana T. Grossa, który obraża naród polski, na tzw. "autorytet moralny" odpowiedzialne są konkretne osoby, w tym zwłaszcza Adam Michnik i Henryk Woźniakowski. A także niektórzy dziennikarze Telewizji Polskiej.

W ostatnim czasie Jan T. Gross znów obraził Polskę i Polaków. Dlatego też warto przypomnieć pewne sprawy. Metody jakimi ów człowiek jest kreowany na tzw. "autorytet moralny" najlepiej opisuje wydarzenie, którego uczestnikiem byłem cztery lata temu. Było to tuż po wydaniu przez krakowskie Wydawnictwo Znak skandalizującej książki małżeństwa Grossów pt. "Złote żniwa", którą bardzo mocno lansowało "Gazeta Wyborcza" i "Tygodnik Powszechny" oraz o środowisko nieboszczki Unii Demokratycznej vel Unii Wolności.

Jako osoba, która w kwestii nieprawd zawartych w owej książce publicznie polemizowała z redakcją "Gazety Wyborczej" i Henrykiem Woźniakowskim, szefem Znaku, zostałem zaproszony przez Telewizję Polską do udziału w programie pt. "Mam inne zdanie" w TVP 1. Program miał się emitowany "na żywo" z holu nowego gmachu przy ul. Woronicza 17 w Warszawie. Przyjechałem z Krakowa godzinę wcześniej, ale zamiast być posadzonym wraz z innymi na widowni, zostałem natychmiast odprowadzony długim korytarzem na pierwsze piętro do innego budynku. Następnie pozostawiono mnie samego w tamtejszej kawiarni przy malinowej herbatce. Tam siedziałem przez trzy kwadranse.

Później jedna z osób z obsługi zadzwoniła do mnie na komórkę, prosząc, abym nie wychodził z kawiarni, gdyż Grossowie nie wiedzą, że zostałem zaproszony do programu. Następnie przyszła do mnie inna osoba. Wyjaśniła, że jeżeli małżeństwo Grossów zobaczy mnie za wcześnie, to nie wejdzie do studia. Istny cyrk! Na dodatek za pieniądze tych, którzy płacą abonament. Gdy program już się zaczął, sprowadzono mnie do holu, ale schodami awaryjnymi. Szliśmy małymi korytarzykami pełnymi sprzętu gospodarczego. Następnie przez kolejny kwadrans czekałem w ciemnym pomieszczeniu. Z daleka widziałem hol, ale nie słyszałem rozpoczętej już dyskusji.

Po chwili wprowadzono mnie bocznym wejściem przed kamery i posadzono przy byłym ambasadorze Szewachu Weissie. Dopuszczony w końcu do głosu powiedziałem, jak postąpili realizatorzy programu. Prowadzący program Marek Zając w ogóle na to nie zareagował. Widocznie jako były dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" takie traktowanie oponentów Grossa uważał za normę. Co do książki, to w swojej wypowiedzi na wizji określiłem ją jako gniot intelektualny. Nazwałem też kłamstwami oskarżenia pod adresem kardynała Adama Sapiehy z Krakowa. Moja wypowiedzieć, którą jeden z dziennikarzy przerywał aż czterokrotnie, trwała łącznie niecałe dwie minuty. Szybko też odebrano mi głos, ale dobre i tyle, gdyż niektórzy płaszczący się służalczo przed Grossami dyskutanci bali się w ogóle cokolwiek powiedzieć. Chlubny wyjątek stanowili dziennikarze "Rzeczpospolitej", którzy udowodnili, że w sprawie słynnego już zdjęcia na okładce książki jej autorzy napisali nieprawdę.

Z Janem Grossem spotkałem się jeszcze w charakteryzatorni. Zapytałem go, czemu się mnie boi. Zamiast odpowiedzi usłyszałem przykre słowa, a następnie krzyczał on za mną na korytarzu, że za krytykę jego książki - uwaga! - pójdę do piekła. Powtórzył to chyba trzy razy. No cóż, biedny mały człowieczek, który chyba naprawdę uwierzył swoim kolegom Adamowi Michnikowi i Sewerynowi Blumsztajnowi, że jest jakoby "autorytetem moralnym".

Co do polemik z państwem Grossami, to polecam wszystkim publikację pt. "Złote serca czy złote żniwa. Studia nad wojennymi losami Polaków i Żydów", przygotowaną pod redakcją historyków dr. Wojciecha Muszyńskiego z warszawskiego IPN i prof. Marka Chodakiewicza, członka amerykańskiej Rady Pamięci Holokaustu i laureata Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza. Autorzy poszczególnych artykułów nie zostawiają suchej nitki na uważającym się za historyka Janie Grossie. Doskonale punktują jego dyletanctwo i manipulacje.

12.09.15

            CZY METROPOLITA LWOWA ZALECAŁ GRZEBANIE POLSKI

 

            Witam i pozdrawiam serdecznie. W artykule Stanisława Woczeja: „Sutanna umaczana we krwi”, opublikowanym w ostatnich latach na stronie Kresowian z Kędzierzyna Koźle, natknąłem się na wstrząsające zdanie: „Metropolita greckokatolicki we Lwowie ks. abp. Andrzej Szeptycki zajmował stanowisko inspirujące w zakamuflowanej formie antylechicką nienawiść. Po tragedii wrześniowej w 1939 r. zalecał stawianie kurhanów (mogił) w każdej wsi wraz z przemówieniami i teatralnymi uroczystościami pogrzebowymi zmarłej Polski.”. Polecam całość tego cennego i b. potrzebnego opracowania, można je znaleźć pod adresem: http://www.kresykedzierzynkozle.home.pl/page43.php

            Czy może być to prawdą? W każdym razie gorąco proszę każdego, kto posiada informację na ten szczególny temat ewentualnego, publicznego grzebania Polski w latach 1939 - 1941, o przesłanie konkretnych treści, bądź wskazówek, gdzie mógłbym takie dane odszukać. Nie trzeba chyba dodawać, jak niezmiernie ważne jest to wobec procesu beatyfikacyjnego Abp Andrzeja Szeptyckiego, który toczy się obecnie w Watykanie, a szczególnie po decyzji Watykanu i samego Papieża Franciszka z 16 lipca 2015 r., o uznaniu heroicznych cnót Abp Andrzeja Szeptyckiego,

            Muszę przyznć, że gdy przeczytałem o tym „grzebaniu zmarłej Polski” po raz pierwszy (10 września), jako katolik i Polak, nadto mężczyzna, gorący patriota (czego się nie wstydzę), odnoszący się z szacunkiem do naszego narodu, (co uważam za rzecz absolutnie naturalną), do armii polskiej, do polskiego żołnierza, gotowego każdorazowo przelewać krew za ojczyznę (wielki szacunek) oraz historyk z wykształcenia (moja autentyczna pasja), czułem się zdradzony, zgorszony, czułem nie tylko niesmak, ale czułem się strasznie. Można spokojnie powiedzieć, że to są rzeczy straszne! I to negatywne poczucie siedziało we mnie przez następną, całą dobę. I gdy następnego dnia, po nabożeństwie (w kościele św. Krzyża w Watford, w każdy czwartek jest polska msza święta o godz. 19.00), udałem się do zakrystii i dziękowałem proboszczowi za odprawioną mszę świętą, zwierzyłem mu się, że dzień wcześniej, przeczytałem na portalu Kresowian opracowanie, w którym Abp Lwowa Andrzej Szeptycki, zalecał swoim wiernym m.in organizowanie spotkań publicznych, podczas których dokonywano publicznie grzebania Polski (dla przykładu pisano na trumnie Polska). Działo się to już w roku 1939, po przegranej przez polską armię Kampanii Wrześniowej. Ks Roman był zszokowany.

Na moje pytanie jak taki człowiek może być przedstawiany do beatyfikacji w Watykanie, ks Roman odparł zdecydowanie, że ktoś kto zionie nienawiścią do narodu polskiego nie może być przecież kandydatem na Ołtarze i zachęcał mnie, bym pisał w tej sprawie do samego Watykanu. Ks Roman zaznaczył, że jeśli jest to prawdą proces beatyfikacyjny Abp Andrzeja Szeptyckiego należałoby wstrzymać. Ja z kolei zdziwiłem się, że ks Roman o takich rzeczach nie ma nawet zielonego pojęcia, a on tymczasem dodał, że przecież gdyby to była prawda to Episkopat Polski, taki proces natychmiast by zablokował. Wtedy ja przypomniałem odważną postawę Prymasa Tysiąclecia Sługi Bożego Kard Stefana Wyszyńskiego, który dwukrotnie blokował w przeszłości rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego, tego moralnego zbrodniarza wojennego. Następnie gorąco dziękowałem proboszczowi za cenną radę i pocieszony opuściłem świątynię.

            Zatem dziś (13 września) od rana, gorączkowo zabrałem się do roboty i jak na razie znalazłem niewiele: otóż w opracowaniu: „Nieukarany Holocaust cz. I i II”, czytamy:  „Ks. greckokatolicki proboszcz Bury Jan ściśle współpracował z OUN i UPA. Pod koniec 1939 r. i w lipcu 1941 r. dwukrotnie celebrował „pogrzeb Polski”. Wykorzystywał uczucia religijne do szerzenia nienawiści do Polaków.”. Można to znaleźć na stronie: http://www.fronda.pl/blogi/prawda-o-nobliscie/nieukarany-holocaust-polakow-cz-i-i-ii,39217.html

Zajrzałem do swojego opracowania: „Prowadź Mario Prowadź nas Męczenników Wołynia” z roku 2005, a tam znalazłem podroździał:

 

PODŻEGANIE DO ZBRODNI

I WSPÓŁUDZIAŁ W MORDACH KSIĘŻY UNICKICH

W bardzo cennym opracowaniu Aleksandra Kormana: „Piąte przykazanie Boskie: nie zabijaj!”, czytamy: „Niestety, istotną siłę napędową eskalacji ludobójstwa ludności polskiej na południowych Kresach Wschodnich, stanowiło - w większości przypadków - wielu księży unickich, ukraińskiej cerkwi grecko – katolickiej. Cerkiew ta stała się instrumentem politycznym ukraińskich szowinistów, podejmując działalność pozaeklezjalną. [...] Na początku okupacji niemieckiej, powszechnym zjawiskiem było organizowanie symbolicznych konduktów pogrzebowych, w czasie których niesiono i grzebano trumnę ‘na zawsze zmarłej Polski’ lub ‘polskich kajdanów’. Urządzali oni demonstracje, niosąc flagi błękitno-żółte i hitlerowskie ze swastyką, wygłaszali homilie polakożercze. Na przykład, w lipcu roku 1941 w miasteczku Wojniłów, pow. Kałusz, zorganizowano zbiorczą procesję, na czele której kroczył ksiądz unicki dziekan Wołodymyr Zareckyj, a polakożerczą homilię wygłosił ksiądz unicki Ołeksiuk, między innymi głosząc: ‘Musimy tutaj przysiąc, że nie spoczniemy, aż wszystkie korzenie wrogie, łącznie z małym dzieciątkiem zniszczymy z powierzchni naszej rodzimej ukraińskiej ziemi. Nie trzeba zważać na nic i nie kierować się sumieniem, bo dzisiaj wybiła dla nas godzina walki z wrogiem. Do walki tej wzywa nas matka Ukraina! Kto tego nie posłucha, niechaj będzie przeklęty, niechaj będzie zniszczony i zapadnie się pod naszą ziemią’. Ksiądz Ołeksiuk ubrany był w szaty liturgiczne i w ręku – jak na ironię trzymał Chrystusa Ukrzyżowanego.”. [(1) autor przytacza tutaj relację Emilii Prajzner z Zagaje, przytoczoną przez J. Moskal, Szalejące barbarzyństwo, Wrocław 1960 r., maszynopis, s. 97 – 98]. Wszelki komentarz takiego postępowania duchownego, wydaje się być zbytecznym.

Dalej w tym opracowaniu czytamy, że w podobnym duchu, wygłaszali homilie również inni księża uniccy. Parafrazując słowa ewangelii, nawoływali oni z ambon cerkiewnych do „wyrywania kąkolu z pszenicy”, przy czym w odczuciu powszechnym wierni rozumieli umownie pod terminem kąkol – Polaków, a pszenicy – Ukraińców. Głosili też inaczej, dla przykładu: „Należy wyrzucić warszawskie śmieci z ukraińskich podwórek” itp., lub też wprost: „Rizaty Lachiw”. Czynili tak na przykład księża uniccy: W Rohatynie ks. Teleszczuk, pochodzący ze wsi Potok [(2) relacja J. Opackiego z Gliwic], ks. Pałahickyj w Monasterzyskach, pow. Buczacz, który na kazaniu głosił wprost, że „zabić Polaka, to nie grzech, bo to samo zrobiła święta Olha”. [(3) relacja J. Opackiego z Gliwic], a w Złoczowie ks. Mykietyn w czasie modłów na cmentarzu. Wiadomo, że ten ostatni schronił się do Kanady [(4) E. Kisielewski, Wspomnienia z lat okupacji hitlerowskiej i walki z okupantem, Wrocław, maszynopis, s. 39].

 Podobnie, nawoływali – podżegali do zbrodni księża uniccy we wsi Jasionów pow. Brody [(5) E. Kisielewski, jak wyżej], czy też we wsi Dobrotwór, pow. Kamionka Strumiłowa [(6) relacja inż. W. Solnickiej z Wrocławia]. Udzielali również błogosławieństwa członkom terrorystycznych bojówek OUN-UPA, udającym się na rzeź ludności polskiej oraz odprawiali dziękczynne nabożeństwa po dokonanej zbrodni ludobójstwa np. ks. Mychajło Rokickyj we wsi Laskowce pow. Trembowla, który po wojnie przeszedł na obrządek prawosławny [(7) J. Szozda, Ocalić od zapomnienia, Wierzbowiec 1944, maszynopis, s. 25-28, relacja T. Gomułkiewicza z Wrocławia], czy też ukraiński ksiądz grecko-katolicki we wsi Zady, pow. Drohobycz [(8) Słowo Polskie, Lwów, z 1944, nr 17]. Poświęcali w cerkwiach różne narzędzia mordu np. noże, siekiery, widły, bagnety, orczyki, broń palną – inspirując w ten sposób mordy i rozgrzeszając zabójców. Dla przykładu podam, że poświęceń takich dokonywali księża uniccy: Mochnackyj w Trembowli [(9) relacja naocznego świadka A. Samborskiej z Wrocławia], Mychajło Rokickyj we wsi Laskowce, pow. Trembowla [(10) jak pod przypisem 10], czy Kunickyj w Czerniszówce, pow. Skałat [(11) relacja naocznego świadka A. Firuty z Lubina], a także ksiądz Baluta we wsi Jasionów, pow. Brody [(12) relacja M. Mendelskiego z Głubczyc].

W powyższym opracowaniu dr Aleksandra Kormana, podobnych faktów jest znacznie więcej. Przejrzałem trochę innych źródeł i opracowań, ale póki co nie natknąłem się na inne fakty, poza jedną krótką wzmianką w opracowaniu, opublikowanym w internecie: „Metropolita Andrzej Szeptycki /wybrane teksty krytyczne/”, które można znaleźć pod adresem: http://wirtualnapolonia.com/2015/07/22/metropolita-andrzej-szeptycki-wybrane-teksty-krytyczne/

Prawosławni zdarzało się nie byli gorsi. Ogólnie wiadomo, że na Kresach już w roku 1939, było miejscami b. niebezpiecznie. Cenny dokument opublikowała dr Lucyna Kulińska z Krakowa w swoim opracowaniu: „Preludium zbrodni. Nacjonalizm ukraiński na Brzeżańszczyźnie w latach 1922 – 1941”. Autorka cytuje opracowanie polskiego podziemia pt. „Ukraińcy na Brzeżańszczyźnie”. Dokument został autorce udostępniony przez jednego z ostatnich żyjących członków lwowskiej organizacji AK Jana Surę. Czytamy w nim: „[...] Przeciwko Polakom występują ukraińscy i niemieccy koloniści. Ukraińcy prowadzili działalność szpiegowską i dywersję, a w późniejszym okresie zasilili niemiecką administrację. [...] We wrześniu 1939 r. Ukraińcy dokonali pogromu ludności polskiej w Żukach i Połoskach. Wymordowano tam 30 osób, a ich ciała topiono w bagnach, grzebano w obejściach, zakopywano na polach. Popi i zakonnicy z manastyru św. Onufrego w Jabłecznej odprawili w październiku 1939 r. nabożeństwo, w trakcie którego urządzono ‘pogrzeb Polski’. Ubraną w biało – czerwone szmaty, słomianą kukłę, podpalono i ciśnięto do Bugu ‘na wiecznu zahubu’. [...]”.

 

OGÓLNOPOLSKA LISTA OSÓB

PROSZĄCYCH O COFNIĘCIE DECYZJI WATYKANU

Gorąco proszę także Kresowian i wszystkie środowiska kresowe we własnym imieniu oraz w imieniu niżej podpisanych osób, o rozważenie stworzenia ogólnopolskiej Listy osób, proszących o cofnięcie jeśli to zgodne z wolą Bożą i wciąż możliwe, decyzji Watykanu i samego Papieża Franciszka z 16 lipca 2015 r., o uznaniu heroicznych cnót Abp Andrzeja Szeptyckiego, takiej Listy pod którą każdy uczciwy człowiek w internecie, mógłby się swobodnie i publicznie podpisać, składając tym samym swoje osobiste świadectwo, w tej niezwykle ważnej sprawie, w której ani bać się, ani milczeć nam nie wolno. Zanadto płochliwym polecam dogłębnej lekturze, wiele mówiące opracowanie dr hab. Andrzeja A. Zięby z UJ w Krakowie pt. „Szeptycki w Europie Hitlera”, dostępne na stronie: http://www.nawolyniu.pl/artykuly/szeptycki.pdf

Poniżej zacytowane maile są to odpowiedzi, nadesłane w reakcji na treść Listu Pani Janiny Kalinowskiej, wysłanego za pośrednictwem Abp Celestino Migliore, nuncjusza apostolskiego w Polsce do papieża Franciszka w imieniu swoim oraz innych ofiar rzezi wołyńskiej, odnośnie wspomnianego powyżej procesu beatyfikacyjnego Abp Andrzeja Szeptyckiego.

Romuald Drohomirecki: „Witam serdecznie. Panie Sławomirze. Mam osiemdziesiąt trzy lata, pochdzę z Wołynia jestem ocalałym świadkiem ludobójstwa, dokonanego przez UPA na Polakach, chętnie bym się podpisał pod tym listem. Ale albo nie potrafię znaleźć sposobu, albo nie ma takiej możliwości. Może ktoś (nie tylko mi) w tym pomoże? Pozdrawiam Romuald Drohomirecki.”.

Maria Pyż: „Dzień dobry, Z wielką chęcią podpiszę list, tylko jak i kiedy? Jak mogę dołączyć do tej inicjatywy? Pozdrawiam serdecznie, Maria Pyż.”.

Czesław Buczkowski: „Cześć. Nie wiedziałem, że do Papieża trzeba pisać przez Nuncjusza, ale to tym bardziej skłania mnie do przesłania Panu propozycji. Uważam, że Nuncjusz (a i Papież) potraktuje bardziej poważnie wniosek w sprawie skreślenia Szeptyckiego z listy kandydatów na świętego, jeśli wniosek ten poprze większa liczba Kresowian. Proponuję aby Pan (lub - jesli Pan tak zdecyduje - to poprzez Wiesława Tokarczuka) roześle na adresy Kresowian i przedstawicieli ich pokoleń prośbę o popieranie e-mailami wniosku skierowanego do Papieża. Myślę, że adresatem tych e-maili może być Nuncjusz Apostolski w Polsce (nie wiem tylko jak z adresem e-mail). Jeśli Pan przyjmie moją propozycję do realizacji, to ja, np. wyślę taki popierający e-mail i jeszcze namówię kilka osób, aby to zrobiły.  Z poważaniem Czesław Buczkowski. P.S. Gdyby był problem z ustaleniem adresu e-mail Nuncjusza, to można podać adres pocztowy i będziemy wysyłać poparcie listowne Pocztą.”.

Wojciech Orawiec z Zakopane: „Witam, popieram te inicjatywę (ogólnopolska Lista osób proszących o cofnięcie decyzji Waatykanu). Wojciech Orawiec – Przewodniczący POB”.

Piotr Szelągowski z Poznania: „Wiele osób z poza środowisk kresowych nie zgadza się z tą kandydaturą. Oto materiał na blogosferze bezprzesady.com o Szeptyckim. Dostaję sygnały od Poznaniaków i innych osób zupełnie z Kresami nie związanych, które chcą protestować. http://bezprzesady.com/aktualnosci/na-kanwie-projektu-beatyfikacji-abp-andrzeja-szeptyckiego-slow-kilka Pozdrawiam Piotr Szelągowski”.

Ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski: „Popieram ten projekt (ogólnopolska Lista osób proszących o cofnięcie decyzji Waatykanu). Na przełomie sierpnia i września kilka osób zajmujących się działalnością Szeptyckiego przygotuje projekt wspólnego listu. Projekt roześlę do wszystkich zainteresowanych”.

Andrzej Łukawski: „Jak już będzie gotowy, to ten projekt (ogólnopolska Lista osób proszących o cofnięcie decyzji Waatykanu) koniecznie trzeba zamieścić w petycjach ..... adresat do ustalenia...., gdzie każdy Polak – patriota, będzie mógł się dopisać. Pozdrawiam Andrzej Łukawski”.

 

Z poważaniem

Sławomir Tomasz Roch 

PS.

 Mogę poświadczyć, iż w mojej okolicyy Ukraincy kopali groby, sypali kopce  grzebali w asyście popów symbolicznie Polskę. Scenę z pochówku RP zobaczymy w filmie Smarzowskiego, opartym na zbiorze moich opowiadań "Nienawiść". 

24.08.15 

Kresowe Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze                       Żary, 18.08.2015

im. Orląt Lwowskich w Żarach

Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Płd.-Wsch.

Oddział w Żarach

 

 

Apel o jedność Kresowian

 

 

 

 

Minęła 72 rocznica rozpoczęcia akcji ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA a ofiary tej straszliwej zbrodni nie mogą doczekać się uchwały polskiego parlamentu mówiącej całą prawdę o tym mordzie. Na Ukrainie nasila się proces gloryfikacji banderowców, jego szczytem było przyznanie praw kombatanckich ludobójcom ukraińskim i wprowadzenie penalizacji osób głoszących prawdę o zbrodniarzach z OUN-UPA, także będących obywatelami innego niż Ukraina państwa. Fakt ten miał miejsce podczas pobytu prezydenta B.Komorowskiego w Kijowie, niestety nie doczekaliśmy się ze strony polskich władz stosownych reakcji na antypolskie zachowania ukraińskiego parlamentu. Nie było ani jednego oficjalnego protestu przeciwko budowaniu pomników zbrodniarzom z UPA, nazywaniu ich imionami ulic i placów, zgłaszaniu żądań terytorialnych w stosunku do Polski. Nie było także reakcji polskich władz na niestosowne zachowania członków Związku Ukraińców w Polsce negujących ludobójstwo dokonane przez banderowców. Różnorodne sankcje i utrudnienia wprowadzane przez rząd Litwy, a dotyczące naszych rodaków zamieszkujących obszar Kresów Północno-Wschodnich II Rzeczpospolitej, także nie zyskały uwagi naszych włodarzy. Kresowianie nie mają poczucia, iż polskie władze właściwie reprezentują ogromne rzesze Polaków, wywodzących się z wschodnich województw II RP. Ignorowanie naszych problemów i postulatów jest możliwe dzięki dużemu rozbiciu środowisk kresowych, co powoduje, że absolutnie żadna ważna kwestia nie została w należyty sposób rozwiązana. Nie mogąc dłużej tolerować takiego stanu rzeczy wystosowujemy apel do wszystkich organizacji Kresowian, zawierający naszym zdaniem najistotniejsze punkty programowe, których realizacji powinniśmy się domagać. Chcielibyśmy osiągnąć konsensus w tej kwestii wszystkich ugrupowań i organizacji reprezentujących środowiska kresowe w Polsce, którego efektem powinno być domaganie się od kandydatów ubiegających się o wejście do parlamentu zajęcia jednoznacznego stanowiska wobec zgłaszanych postulatów. Tylko w przypadku ich pełnej aprobaty, możliwość poparcia takich osób. Może okazać się, iż wśród osób startujących w wyborach nie znajdziemy sojuszników naszej sprawy, wówczas możemy zastanowić się nad stworzeniem wspólnego ugrupowania reprezentującego środowiska kresowe, które mogłoby zgłosić kandydatów do sejmu reprezentujących prawdziwie kresowy program.

Oto tematy, które proponujemy wszystkim środowiskom kresowym do rozważenia i akceptacji:

 

1. Ludobójstwo dokonane przez OUN-UPA

a.       absolutna konieczność uchwalenia przez polski parlament uchwały oddającej cześć ofiarom ludobójstwa i potępiającej zbrodniarzy

b.      oficjalne ustanowienie dnia 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar banderowskiego ludobójstwa oraz celebry w postaci wywieszania flag narodowych z kirem i włączenia syren alarmowych

c.       budowa pomnika ofiar ludobójstwa OUN-UPA w centrum stolicy ( projekt profesora M.Koniecznego)

d.      prawny zakaz negowania ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA

e.       ekshumacje ofiar i budowa pomników lub cmentarzy w miejscach kaźni

f.       likwidacja wszystkich pomników wystawionych zbrodniarzom z OUN-UPA

g.      wystąpienie do władz Ukrainy z żądaniem zaprzestania gloryfikacji ludobójców

h.      wsparcie finansowe badań i publikacji dotyczących ludobójstwa OUN-UPA ( z tłumaczeniem na języki obce)

i.        upamiętnianie Sprawiedliwych Ukraińców czyli osób zamordowanych przez banderowców za pomoc udzielaną ofiarom OUN-UPA: księga pamiątkowa, publikacje, tablice i pomniki

 

2.      Wsparcie inicjatyw promujących kulturę kresową: czasopisma, publikacje, festiwale, muzea i domy kultury kresowej, audycje radiowe i telewizyjne

 

3.      Poparcie inicjatywy powstania Muzeum i Instytutu Kresowego

 

 

4.      Umożliwienia wszystkim Polakom wyrażającym chęć powrotu do Ojczyzny spełnienie tego marzenia (wsparcie finansowe, zapewnienie pracy i mieszkania)

 

5.      Weryfikacja Karty Polaka, aby mieć pewność, że pomagamy naszym rodakom a nie emigrantom ekonomicznym nie utożsamiającym się z naszą ojczyzną (bywa wrogo do niej nastawionym)

 

 

6.      Penalizacja organizacji i osób negujących ludobójstwo dokonane przez OUN-UPA i gloryfikujących  zbrodniarzy wojennych

 

7.      Dążenie do całkowitej i zgodnej z prawdą historyczną  restauracji Cmentarza Obrońców Lwowa

 

8.      Wspieranie prac dotyczących restauracji wszystkich polskich kresowych nekropolii

 

9.      Czynne wspieranie wszystkich polskich organizacji działających na dawnych Kresach II RP: finansowanie stypendiów, przyjazdów do Polski, udziału w festiwalach, koncertach, zjazdach naukowych

 

 

10.  Możliwość pracy nad szkolnymi programami edukacji historycznej, które winny zawierać tematykę kresową: obrona Lwowa, ludobójstwo OUN-UPA, kalendarium wydarzeń historycznych związanych z kresami, stolice kresowej kultury i nauki etc.

 

11.  Dążenie do upamiętniania w każdej formie wielkich postaci związanych z kresami poprzez budowanie pomników, odsłanianie tablic, nazywanie ich imionami ulic czy placów

 

 

 

Zaproponowana tematyka jest oczywiście otwarta i mamy nadzieje, że będzie płaszczyzną porozumienia, na bazie którego możliwe będzie stworzenie lobby reprezentującego środowisko. Może się to dokonać poprzez udzielenie poparcia przez organizacje kresowe poszczególnym kandydatom na posłów czy senatorów (niezależnie od partii, które reprezentują), którzy jednoznacznie poprą nasze postulaty a wcześniejsze ich działania budzą nadzieję na wywiązanie się z obietnic. Alternatywnym rozwiązaniem mogłoby być zaproponowanie przez organizacje kresowe własnych  kandydatów, którzy będą realizować ww. program.

Prosimy o jak najszerszy udział w dyskusji, co pozwoli stworzyć forum umożliwiające podjęcie zasadnych decyzji. Trwająca właśnie kampania wyborcza jest doskonałą okazją do zaprezentowania i aktywnej promocji problemów niezmiernie ważnych dla wszystkich Kresowian  oraz próby wywarcia skutecznego nacisku na polityków, by wreszcie zajęli się ich rozwiązywaniem. Po wyborach, gdy czas kampanijnej gorączki minie, przez kolejnych kilka lat nikt zapewne nie będzie chciał poruszać spraw, o które walczymy przez tak długi okres, toteż w chwili obecnej musimy uzyskać stosowne deklaracje od kandydatów na parlamentarzystów. Nie bez znaczenia jest również stała obecność tematyki kresowej wśród postulatów zgłaszanych przez wyborców, to także znakomity sposób na przypominanie całemu społeczeństwu o polskich Kresach Wschodnich.

 Prosimy o opinie dotyczące przedstawionej problematyki i kontakt celem wypracowania wspólnych działań.

 

       
 

Kresowe Towarzystwo Turystyczno – Krajoznawcze im. Orląt Lwowskich

w Żarach

 

                    Prezes Józef Tarniowy

 
 

Towarzystwo Miłośników Lwowa i

Kresów Płd-Wsch.

Oddział w Żarach

 

                  Prezes dr Krzysztof Kopociński

 
 



12.08.15 

Ofiary ludobójstwa piszą list do papieża Franciszka ws. arcybiskupa Szeptyckiego

Decyzja Watykanu o uznaniu "heroiczności cnót", jak i sam proces beatyfikacyjny, greckokatolickiego arcybiskupa lwowskiego Andrzeja Szeptyckiego budzi wiele kontrowersji, zwłaszcza w środowisku rodzin ofiar ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich zbrodniarzy na Polakach i Żydach oraz obywatelach innych narodowości Drugiej Rzeczypospolitej.

Jest to sprawa, na którą powinny zareagować także polskie władze kościelne. Poniżej publikuję w całości jeden z listów otwartych, skierowanych poprzez nuncjusza apostolskiego w Warszawie do papieża Franciszka. Sygnatariuszami tego listy są zarząd i członkowie Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu z siedzibą w Zamościu. Stowarzyszenie to, zrzeszające tak ocalałych z ludobójstwa, jak i rodziny pomordowanych, za swoją wieloletnią działalność społeczną zostało w 2013 laureatem prestiżowej nagrody Kustosza Pamięci Narodowej. govPrezesem jest Janina Kalinowska, która jako małe dziecko ocalała z zagłady, a która od wielu lat upomina się o prawdę i upamiętnienie ofiar.


Zamość, 7 sierpnia 2015 r.

Nuncjusz Apostolski w Polsce

ul. Szucha 12

00-582 Warszawa

Dotyczy beatyfikacji abp. Andrzeja Szeptyckiego

Z prośbą o doręczenie Papieżowi Franciszkowi

Zarząd i członkowie Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu z siedzibą w Zamościu zwracamy się z gorącą prośbą o cofnięcie dekretu heroiczności cnót metropolicie lwowskiemu Andrzejowi Szeptyckiemu, który wkrótce może zostać zaliczony w poczet błogosławionych.

Członkowie Stowarzyszenia to ludzie cudem ocaleni spod pił, siekier, wideł ukraińskich nacjonalistów UPA i SS Galizien, którzy bestialsko mordowali od dziecka w kołysce do starca nad grobem. Mimo upływu czasu ponad 72 lat pamiętamy tamte krwawe dni i czerwone noce rozświetlane pożogą palonych chat, domów, kaplic i kościołów. Zapach palonych ciał ludzkich żywych czy martwych towarzyszą nam przez całe nasze życie. Polacy na ziemiach Małopolski Wschodniej II Rzeczypospolitej stali się celem zorganizowanej planowej akcji ludobójstwa. W każdy dzień i każdą noc wkraczała do naszych domostw śmierć. A była ona okrutna. Na przykład małe dzieci nabijano na sztachety, rzucano żywe do studni, obcinano im rączki i nóżki, przybijano za języczki do stołu, wydłubywano oczka itp. Ile zginęło niewinnych dzieci w sposób bezsprzecznie nieludzki nie jesteśmy w stanie ustalić. Dysponujemy częściową dokumentacją. I tak w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej zamordowano 470 osób w tym 250 dzieci, we wsi Leśniaki i Kędy zamordowano 141 osób w tym 64 dzieci, we wsi Jankowice zamordowano 80 osób w tym 18 dzieci. Na Wołyniu było ponad 2000 większych, bądź mniejszych osad zamieszkałych przez Polaków, z których mało kto się uratował. Czyż abp. Andrzej Szeptycki nie znał ewangelickiej wypowiedzi Chrystusowej,że "lepiej by było kamień młyński uwiązać do szyi niż miałby zgorszyć dziecko niewinne" ? A tu nie tylko zgorszyć ale i zabić.

Nie ma gorszej zbrodni jak dzieciobójstwo. Kobiety ciężarne miały rozcinane brzuchy, płód był wyciągany i rozbijany o futryny domów, mężczyznom obcinano głowy siekierą lub kosą. Wyjątkowo ciężkie tortury stosowano wobec księży katolickich. Byli zabijani przy ołtarzach podczas odprawiania mszy świętej. Ginęli w męczarniach razem z wiernymi.

My, żyjący świadkowie rzezi wołyńskiej doskonale pamiętamy 11 lipca 1943r. Niedziela, w kościołach odprawiane były nabożeństwa, wierni przybyli licznie by uczestniczyć w nabożeństwie. Nikt się nie spodziewał, że dzicz banderowska targnie się na miejsce święte. Niestety dla nich nie było świętości. Wpadali do kościołów, zaczynali rzucać granaty, strzelać z karabinów a siekiernicy brocząc we krwi dobijali siekierami rannych. Nacjonaliści ukraińscy zamordowali 160 księży nie licząc osób zakonnych. Mordy były dokonywane zgodnie z zestawieniem 362 metod stosowanych przez UPA na Polakach.

Sporo niedobitych dzieci uratowało się cudem. Były one świadkami mordów własnych rodziców i rodzeństwa. Nie dane im było szczęśliwe dzieciństwo, nie wymawiały słow "mama", "tata". Nie zaznały miłości rodzicielskiej. Zaznały tylko głód , chłód, żal , ból i smak gorzkich łez.

Naziści ukraińscy od 1939-1947roku wymordowali około 200 tyś Polaków, w tym na Wołyniu około 70 tysięcy. Morzem krwi zapłacono bycie Polakiem. Nie mieli katolickich pogrzebów, nie mają grobów. Dlatego nie zapalimy im tam zniczy, nie położymy wiązanek kwiatów na grobach, gdzie rodzinne były domy. Cisza krzyczy a historia wciąż milczy o nich. Nie oddano Im należytego szacunku i sprawiedliwości.

Ojcze Święty! za rzeż wołyńską obwiniamy nie tylko Banderę, Suchewycza i innych przywódców UPA, Dywizję SS Galizien, ale również duchownych greckokatolickich, którzy sprzeniewierzyli się V przekazaniu Bożemu "Nie zabijaj". W świątyniach podczas nabożeństw wzywali wiernych do mordowania Polaków, święcili narzędzia zbrodni ( siekiery, piły, widły, itp.). Po nabożeństwach brali udział w okrutnych mordach. Zwierzchnik Kościoła greckokatolickiego metropolita lwowski Andrzej Szeptycki nie reagował w ogóle na ludobójstwo dokonywane przez ukraińskich nacjonalistów wyznania greckokatolickiego na ludności polskiej. Był to akt zdrady wobec nauki kościoła, był to pakt poparcia czynów szatańskich. Zbrodni ludobójstwa nie przeciwstawił się , nie potępił, nie informował o niej Stolicy Apostolskiej. Jako duchowny wysoko postawiony, nie posiadał wrażliwości na cierpienie ludzkie, zachowywał zupełną obojętność na okrucieństwa jakie człowiek mógł zgotować drugiemu człowiekowi.

Po wkroczeniu wojsk niemieckich na tereny II Rzeczypospolitej abp. Andrzej Szeptycki napisał entuzjastyczny list witając wojska niemieckie we Lwowie. Był to pierwszy publiczny akt kolaboracji z Hitlerem. Po klęsce wojsk niemieckich witał następnego okupanta - sowieckiego.

W świetle faktów zawartych w naszym piśmie uważamy, że abp Andrzej Szeptycki jest nie godny wyniesienia na ołtarze. Uważamy, że ten człowiek mimo wszystkiego ponosi współodpowiedzialność za śmierć naszych najbliższych.

Proces metropolity Szeptyckiego został dwukrotnie zablokowany przez wybitnego Prymasa 1000-lecia Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Dowody zablokowania znajdują się w Watykanie.

Ojcze Święty! nie wyobrażamy sobie jak można się modlić do "takiego świętego".

Z wołyńskim Szczęść Boże

Zarząd i członkowie Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu z siedzibą w Zamościu

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/ofiary-ludobojstwa-pisza-list-do-papieza-franciszka-ws-arcybiskupa-szeptyckiego/pxqm3v 

10.08.15 

Marysia Pyż ze Lwowa: Czy jesteśmy gotowi do najcięższej w życiu rzeczy?

W świetle tego co nas otacza, w świetle bałaganu światowego i braku zwykłej miłości ludzkiej, w świetle kłamstwa i miernoty tych, co nami rządzą, próbujemy żyć.

Próbujemy iść do przodu i przebić się przez tłum bezdusznych. Próbujemy głosić prawdę przykrą, jak sam świat. Próbujemy przemówić do ogółu co pędzi za wodzem walczącym jedynie o kasę. Jakież to wszystko okropne i obrzydliwe.

Jakże człowiek będący istotą myślącą potrafi dać się ogłupić. I jakże łatwo jest manipulować większością. Jakże łatwo rzucić kilka tez, które ludzie chcą słyszeć i dalej robić co się chce. Jakże łatwo mając kasę i media przekształcić ludzi w wyizolowane samolubne istoty. Żyjemy w czasie gdzie liczy się kasa i stanowisko. Nic poza kasą i gonitwą za nią nas nie ciekawi.

A czy powinno tak być?

Jakże łatwo dajemy się zmanipulować poprzez osoby wcale nie będące naszym ideałem. Nie potrafimy powiedzieć „NIE”, kiedy tego wymaga sytuacja. Nie potrafimy walczyć o swoje, kiedy to jest nam najbardziej potrzebne. Nie potrafimy obronić swojej pamięci i honoru. Chociaż co tam honor. Honor dawno się nie liczy. To pojęcie wymazano z umysłów. Została pustka zapełniona wizją lepszego jutra.

Cóż będzie nam dane zamiast honoru? Zamiast pamięci? Zamiast tego co najświętsze? Czyli nasze, polskie.

Dokładnie nic.

Polskość na naszej ziemi będzie nam zabrana, a zamiast niej będą postawione pomniki największych katów i nikt nie powie, że ma być inaczej. Nikt się nawet nie oburzy, bo żyjemy w świecie demokracji. Żyjemy w świecie dozwolonej obelgi i fałszywego pojednania w imię katów rządzących światem. I nikomu z nas nie przychodzi do głowy, że powinno być inaczej.

A tym bardziej Polakom. Czy też tym, w których chociaż namiastka polskości być powinna.

Tym co zamieszkują swoją ziemię, tym co mieszkają w Polsce, tym, co stąpają codziennie po Ojcowiźnie do głowy nie przychodzi, że trzeba bronić tego co polskie. A tym bardziej nie przychodzi im do głowy, że katów trzeba usuwać z własnej ziemi. Nie pozwalać im na wszelkiego rodzaju czyny, a tym bardziej na codzienne opluwanie pamięci polskiej.

Dopóki to nie zostanie zrozumiane przez większość, dopóty będą stały w niepodległym państwie polskim pomniki honorujące najgorszych zbrodniarzy z czasów II Rzeczpospolitej. Dopóki nie ockniemy się z letargu będą powstawać coraz to nowe, a ci co nielegalnie je postawili, będą obarczać winą całe państwo polskie o brak kompromisu. Jakiego cholera kompromisu? Gdzie ten kompromis ma sięgać? I czy ma jakieś granice? Na jakiej zapchlonej skórze ma polegać???

Z pewnością nie na pamięci naszych przodków. Z pewnością nie na ich mogiłach. Z pewnością nie wolno dopuścić honorowania bandy UPA w Polsce! Trzeba mieć wolę nazwać rzeczy po imieniu. Od kiedy bandyci stają się bohaterami? I kto podniósł tych zbrodniarzy do rangi bohaterów, o których źle nie wolno nam mówić?
Wystarczy trochę prawdy, a człowiek będzie wolny. Wystarczy odrobina dobrej woli, a lód zostanie przełamany. Wystarczy okruszyna wiary, a świat stanie się inny.
Wzywam Was ludzie – obudźcie się! Wystarczy bezczeszczenia naszej pamięci. Wystarczy zabijać ponownie naszą pamięć. I już z pewnością wystarczy wmawiać nam, że tak ma być, i że Polacy nie są nic warci!

Polacy mają wartości.

Prawdziwi Polacy mają honor.

A cały naród polski ma jedno hasło – Bóg, Honor, Ojczyzna!

I tego trzymamy się przez wieki. Dlatego jesteśmy Polakami. Dlatego trwamy. I dlatego nadal walczymy o prawdę.

Aby żaden nie wiadomo skąd wzięty prezes nie mógł narzekać na rząd polski, aby ten sam prezes miał zakaz oburzania się, że Polska nie chce widzieć morderców swoich obywateli w roli bohaterów, aby nikt nie stawiał nielegalnych pomników, a później mówił o braku porozumienia, ażeby nie zostały one zaakceptowane przez wszystkich i co najważniejsze czczone na polskiej ziemi. Powinniśmy się obudzić! Powiedzieć dość! Powiedzieć wystarczy! I nazwać rzeczy po imieniu.

Jest to prostsze niż wielu z Was myśli. Nie musimy żyć historią. Wystarczy powiedzieć i zamknąć bolesną kartę. Jak mówiłam, trochę dobrej woli! Wystarczy do tego 1 punkt. Uznanie przez rząd polski zbrodniarzy za zbrodniarzy. Czyli znów nazwanie rzeczy po imieniu. Po co?

Skutkiem tego będzie zniknięcie pomników katów Polaków z polskich ziem, całkowity zakaz gloryfikacji ich „bohaterów”, eksponowania czerwono – czarnej flagi i przede wszystkim szacunek dla poległych. Czy rząd będzie coś z tego miał? Oczywiście! Z rządu „o znamionach polskości” przekształci się w prawdziwie rząd Polski.

W wypadku wyżej opisanym ludobójstwo stanie się ludobójstwem, ROPWiM (Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa) zajmie się Polakami i pamięcią narodu polskiego zamiast bezużytecznej dyskusji z gloryfikatorami zbrodniarzy, powstaną pomniki pomordowanym na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej zamiast monumentów postawionych „żołnierzom” UPA, studenci przestaną machać czerwono – czarnymi szmatami, a racja stanu stanie się wreszcie polską. Pamięć o historii nie zaginie i będziemy chodzić z dumnie podniesioną głową zamiast skulonej obok banderowskich działaczy.

Pytanie polega w innym. Czy stać na to rząd, który rządzi Polską?

I czy sami jesteśmy gotowi do tego?

Do tej najcięższej w życiu rzeczy zwanej prawdą!?

Maria Pyż, Lwów

06.08.15 


Prezydent Duda upomniał się o Polaków poza granicami kraju. No i dobrze

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

Taka postawa nowego prezydenta idzie w poprzek dotychczasowych działań (czy raczej braku działań) państwa polskiego, które bezkrytycznie oparło się o ideologie np. Jerzego Giedroycia, Bronisława Geremka czy Adama Michnika. Będzie więc zmiana. No i dobrze.

Komentując "na gorąco" przemówienie w Sejmie RP nowo zaprzysiężonego prezydenta Andrzeja Dudy pragnę zwrócić uwagę, że bardzo wyraźnie podkreślił on problemy milionów Polaków, którzy w ostatnich latach musieli wyemigrować "za chlebem" z Polski. Powiedział też o tych Polakach, którzy w wyniku powojennych zmian granic (chodzi o zdradę aliantów w Jałcie i Poczdamie w 1945 r.) pozostali poza Macierzą. Zapowiedział także powołanie specjalnego urzędu do tych spraw. To ważne, bo tej pory nasi rodacy mieszkający poza ojczyzną przez władze Trzeciej RP, zwłaszcza za rządów premiera Tuska i prezydenta Komorowskiego, byli traktowani po macoszemu. Nie stawano też w ich obronie, czego przykładem była obojętność polskich władz na presje wobec Polaków na Litwie czy niezrealizowana do dziś obietnica sprowadzenia polskich zesłańców z Kazachstanu. Taka postawa nowego prezydenta idzie w poprzek dotychczasowych działań (czy raczej braku działań) państwa polskiego, które w polityce zagranicznej bezkrytycznie oparło się o ideologie Jerzego Giedroycia, Bronisława Geremka czy Adama Michnika. Będzie więc zmiana. No i dobrze.

W tej kwestii prezydent może mieć dobrych i skutecznych sojuszników, którymi z pewnością będą liczne organizacji pozarządowe, także polonijne, oraz środowisko Kresowian i ich potomków. Czy Andrzej Duda będzie umiał z takiej możliwości skorzystać? Najbliższy czas to pokaże.


06.08.15 

Ks. Isakowicz-Zaleski: Za kłamstwa o Wołyniu Poroszenko nie powinien być wpuszczany do Polski



Ks. Isakowicz-Zaleski kultywujący pamięć o Polakach pomordowanych przez banderowców, na antenie TVP Info zaapelował, by nie wpuszczać do Polski prezydenta Ukrainy Petro Poroszenki.

Petro Poroszenko powinien być traktowany w Polsce nie jak sojusznik, ale jako persona non grata – stwierdził ks. Isakowicz-Zaleski, a uzasadnił to kłamstwami, jakie ukraiński prezydent szerzy w temacie ludobójstwa na Wołyniu.

Nie powinien być wpuszczany do Polski i za ewidentne kłamstwa w tej kwestii i za to, że w dniu wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego parlament w Kijowie przyjął tę uchwałę, a potem Petro Poroszenko podpisał – dodawał duchowny.

Zdaniem księdza Zaleskiego za przemilczanie prawdy o Wołyniu, poza ukraińskim prezydentem odpowiadają również polscy politycy.

Polska chce wspierać Ukrainę, polscy politycy chcą wysyłać broń, pieniądze, dać się wciągnąć w konflikt na wschodniej Ukrainie. A od 25 lat kiedy jest wolna Polska i zaistniała na mapie Ukraina, od 25 lat obie strony – myślę o politykach – nie potrafią powiedzieć prawdy – stwierdził.

Duchowny w TVP Info powiedział również, że szansą na porozumienie między Polską a Ukrainą jest prawda.

Myślę, że tutaj obie strony mogą znaleźć drogę do porozumienia, jeżeli powiedzą prawdę – że było to ludobójstwo, żadne czystki etniczne czy jakieś inne fałszywe określenia – stwierdził ksiądz Isakowicz-Zaleski, po czym kontynuował:

Na Wołyniu, w Małopolsce wschodniej, w wielu innych miejscach Kresów do dzisiaj nie pochowano od 150 do 200 tysięcy ofiar, które nie mają swoich grobów. Nie ma tam pomnika, nie ma krzyża. Myślę, że tutaj doszliśmy do ściany.

Na koniec mogliśmy usłyszeć bardzo ważne słowa odnośnie „zaklętego kręgu”, w jakim za sprawą mediów i poprawności politycznej się znaleźliśmy:

Z jednej strony komuniści, postkomuniści i agresja Rosji, a z drugiej – ideologia banderowska, antypolska, antysemicka, a przy tym proniemiecka. Jedna i druga ideologia jest zła i trzeba się odciąć od jednej i drugiej.


 16.07.15
 

Stronnicza opinia za 60 złotych warta więcej niż zawodowe ekspertyzy?

http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/stronnicza-opinia-za-60-zlotych-warta-wiecej-niz-zawodowe-ekspertyzy

Profesjonalna ekspertyza sporządzona na prośbę policji, kilka innych autorstwa uznanych autorytetów dostarczonych przez stronę społeczną. Jak się okazuje, to wszystko jest mniej warte, niż krótka opinia osoby bezpośrednio zaangażowanej w sprawę. Do tego zawierająca błędy i osobliwe uzasadnienie.

Jak informowaliśmy już wcześniej, jednym z głównych powodów umorzenia dochodzenia w sprawie zdjęcia ukraińskich studentów z Przemyśla z flagą OUN-UPA była opinia Bogdana Huka – dziennikarza pochodzenia ukraińskiego i znanego z antypolskich wypowiedzi obrońcy symboliki ukraińskiego nacjonalizmu. Z niejasnych względów, w końcowym etapie dochodzenia policja zdecydowała się faktycznie odrzucić część zbieranego miesiącami materiału dowodowego i zwrócić się o opinię do osoby nie posiadającej żadnego autorytetu eksperckiego. Czyli właśnie do Bogdana Huka.

Ekspert znikąd

„Pierwsze i podstawowe pytanie, które należy zadać, to kto skierował do Pana Huka policjanta, który go przesłuchiwał. Nie wyobrażam sobie, żeby zwykły funkcjonariusz policji wpadł na pomysł, żeby zwrócić się akurat do Huka” – powiedział w rozmowie z Kresami.pl były europoseł, dr Andrzej Zapałowski - historyk, wykładowca akademicki i ekspert ds. bezpieczeństwa.

Chodzi o aspiranta sztabowego Marcina Palmowskiego z Komendy Miejskiej w Przemyslu, który twierdzi, że nie zna Huka i nikt mu jego kandydatury nie sugerował - po prostu sam się do niego zwrócił. W jego słowa powątpiewa dr Zapałowski, zwracając uwagę, że było szereg instytucji, takich jak Uniwersytet Rzeszowski czy PWSW w Przemyślu, do których można było się zgłosić i poprosić o fachową opinię. Zaznacza również, że Bogdan Huk był osobą powszechnie znaną w Przemyślu i nie wierzy w to, że żadna z osób zajmujących się dochodzeniem nie miała żadnej wiedzy na jego temat. „Jest postacią na tyle kontrowersyjną, że w Przemyślu wszystkie służby go znają. Każda osoba pracująca tam na wyższym stanowisku kojarzy tego człowieka” – powiedział Zapałowski.

Według nieoficjalnych informacji funkcjonariusz, który jako pierwszy prowadził sprawę, aspirant Marcin Wodzyński, został wysłany do szkoły oficerskiej. Po nim śledztwo miał przejąć właśnie asp. Marcin Polmowski. Aspirant Wodzyński prowadził wcześniej inne dochodzenie, dotyczące eksponowania flagi OUN-UPA w samochodzie. Zostało ono umorzone na początku lutego.

Odrzucone ekspertyzy

W aktach sprawy znajdują się ekspertyzy prof. Bogumiła Grotta , prof. Ryszarda Szawłowskiego, prof. Czesława Partacza, a także mgr Ewy Siemaszko. Dostarczała je strona społeczna na przełomie 2014/2015 roku. Według dostępnych informacji w żadnym stopniu nie zostały one wykorzystane w trakcie dochodzenia. Nie uwzględniono ich również w uzasadnieniu o umorzeniu postępowania – nie ma o nich ani słowa.

Podobna sytuacja dotyczy ekspertyzy sporządzonej na początku marca bieżącego roku przez pracowników rzeszowskiego oddziału IPN – na zamówienie Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu. Dotyczyła ona flagi, na tle której sfotografowali się Ukraińcy. Ekspertyza ta wpłynęła jako notatka służbowa. Jej autorzy, dr Tomasz Bereza i dr Artur Brożyniak wykazali w niej dokładnie, że eksponowana przez młodych Ukraińców flaga jest elementem symboliki OUN-UPA, organizacji odpowiedzialnej za ludobójstwo na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej, zaś nacjonalizm ukraiński (banderyzm) jest uważany za odmianę faszyzmu – czyli „ustrój totalitarny” w rozumieniu polskiego Kodeksu Karnego . Dokument ten nie został w żadnym stopniu uwzględniony w uzasadnieniu. Jego autorzy o umorzeniu dochodzenia dowiedzieli się z mediów.

Notatka ta wskazuje, że przynajmniej na pewnym etapie dochodzenia próbowano zająć się kwestią eksponowania czerwono-czarnej flagi. Później jednak najwyraźniej  tego kierunku zaniechano i ograniczono się wyłącznie do gestów wykonywanych przez młodych Ukraińców. W tej kwestii jeden z historyków IPN zaproponował zwrócenie się do badaczy zajmujących się nazizmem i faszyzmem. Policja postanowiła jednak zwrócić się do Bogdana Huka, którego zapytano jedynie o gesty. Żadnych pytań o flagę OUN-UPA mu nie zadawano - co potwierdził sam Huk.

Opinia "na szybko"?

Treść opinii Bogdana Huka, złożonej na Komendzie Miejskiej w Przemyślu, przedstawia się następująco:

„Po zapoznaniu się ze zdjęciem z dnia 14 X 1914 (sic!) na którym uwidoczniona jest grupa osób, z których trzy osoby trzymają flagę czerwono-czarną z Tryzubem, a cztery osoby otrzymają prawą rękę opuszczoną dół, z dłonią z wyprostowanymi palcami na poziomie biodra oraz jedna osoba przykucnięta, która trzyma rękę w łokciu i opartą o udo nogi prawej z dłonią z wyprostowanymi palcami, uważam w oparciu o posiadaną wiedzę nie można dostrzec w określonymi wcześniej geście publicznego propagowania ustroju totalitarnego lub nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych”.

„Podpisano, Bogdan Huk”

Uwagę zwraca błąd w dacie, popełniony w notatce. Zdaniem dr Zapałowskiego taka sytuacja świadczy o tym, że była ona pisana na bieżąco i w pośpiechu na komendzie. „Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś w domu w pięciu zdaniach popełnił taką pomyłkę” – powiedział Zapałowski. Jego zdaniem, żaden historyk nie sporządziłby „tak głupiej i bezsensownej opinii”. „Kuriozalne jest to, że taką opinię formułuje się „w oparciu o posiadaną wiedzę”. Ekspertyza ma pewne wymogi, nie można jej napisać na 1/3 strony, pisząc do tego same bzdury” – twierdzi Zapałowski. Dodaje, że pozostałe opinie to dokumenty liczące po kilka stron, z podaniem źródeł naukowych i materiałem ilustracyjnym.

Opinia mgra Huka została sporządzona 11 czerwca tego roku. Odbiór gratyfikacji finansowej, w wysokości 60 zł, miał miejsce tydzień później. Z kolei 29 czerwca postępowanie w sprawie zostało oficjalnie umorzone. Tak więc wszystko zamknęło się w przeciągu niespełna trzech tygodni.

Według dostępnych informacji, w aktach sprawy nie ma dokumentu świadczącego o tym, że fakt powołania Bogdana Huka na biegłego został zatwierdzony przez nadzorującego postępowanie prokuratora Jacka Sowę. Zdaniem przemyskiej prokuratury okręgowej, policja nie wystąpiła z żadnym wnioskiem w tej sprawie.

Bezstronny biegły?

Jeszcze w listopadzie Bogdan Huk otwarcie stawał w obronie ukraińskich studentów, atakując zarazem środowiska, które zaczęły zajmować się tą sprawą i ją nagłaśniać – nazywając ich m.in. „agentami Putina”. Odnośnie flagi OUN-UPA twierdził, że jest symbolem „nowoczesnego patriotyzmu ukraińskiego”. Te i inne tezy - w tym jawnie antypolskie - powtarzał zarówno na łamach „Naszego Słowa”, jak również „Gazety Wyborczej”. Stał się tym samym stroną w sprawie, w której pół roku później został nagle powołany w charakterze biegłego. „Na eksperta powołano osobę niekompetentną, będącą stroną. To jest istotne naruszenie prawa i zawarłem to w moim piśmie do prokuratury” – powiedział dr Zapałowski.

Pomimo tego, że przez kilka miesięcy zbierano dowody w sprawie, w czerwcu 2015 roku prowadzący sprawę policjant wyznacza w charakterze biegłego mgra Bogdana Huka i prosi go o opinię w sprawie. W niespełna trzy tygodnie później postępowanie zostało umorzone, co czego w znacznej mierze przyczyniła się wspomniana opinia.

W trakcie dochodzenia powołano dwóch biegłych tłumaczy z zakresu języka ukraińskiego: Artura Mielnika i Urszuli Bodnar, córkę znanego przemyskiego działacza ukraińskiego. Co najmniej jedna z tych osób jest członkiem Związku Ukraińców w Polsce.

Stowarzyszenie Obrońców Pamięci Orląt Przemyskich złożyło skargę do Prokuratury Apelacyjnej w Przemyślu, do wiadomości Prokuratury Okręgowej. Złożył je 8 lipca Stanisław Żółkiewicz, właśnie w imieniu Stowarzyszenia. Jednak na początku tygodnia o takim dokumencie w Prokuraturze Okręgowej nie wiedziano. Dr Zapałowski był zdumiony taką informacją. On sam 13 lipca wystąpił do Prokuratury Rejonowej w Przemyślu z wnioskiem o zgodę na zrobienie fotokopii wybranych dokumentów z umorzonego dochodzenia. W tym zakresie mają być prowadzone dalsze działania prawne.

(Kresy.pl)

Przeczytaj również: Ukraiński szowinista został biegłym ws. propagowania banderyzmu. Sprawę umorzono

Zobacz: Policja i prokuratura wzajemnie obwiniają się ws. zdjęcia ukraińskich studentów na tle flagi OUN-UPA

 Szanowni Państwo, 

na tej stronie będą zamieszczane materiały dotyczące Kresów i tego wszystkiego, co się z tymi ziemiami wiąże.  Prosimy o przesyłanie informacji, dokumentów, wszelkich śladów związanych z tym tematem. 
 ...................................................................................................
16.07.15 
Decyzja Watykanu nie uspokoi kontrowersji wokół abp. Szeptyckiego

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista

Przeciwko wszczęciu procesu beatyfikacyjnego metropolity ze Lwowa dwukrotnie protestował kardynał Stefan Wyszyński, prymas Polski. Protestowały też rodziny pomordowanych przez OUN-UPA i SS Galizien.

Dziś Watykan ogłosił, że greckokatolicki metropolita lwowski Andrzej Szeptycki znalazł się wśród ośmiorga sług Bożychgosc, których dekrety o heroiczności cnót zatwierdził 16 lipca br. papież Franciszek.Jest to zaskakująca decyzja, bo działalność owego hierarchy do dziś wywołuje wiele kontrowersji. I to nie tylko wśród Polaków. Dla przykładu, Żydzi wiąż odmawiają pośmiertnego przyznania Szeptyckiemu Medalu "Sprawiedliwy wśród narodów świata". Z kolei kardynał Stefan Wyszyński, prymas Polski, dwukrotnie protestował przeciwko wszczęciu procesu beatyfikacyjnego. W ostatnim czasie ukazało się też bardzo wiele prac naukowych (m.in. prof. Andrzeja Zięby, ks. prof. Józefa Wołczańskiego, ks. prof. Józefa Mareckiego), które ukazują tragiczne błędy polityczne arcybiskupa. Chodzi m.in. o błogosławienie ukraińskich kolaborantów z SS Galizien, którzy wysługując się w szeregach pułków policji SS wymordowali w barbarzyński sposób wiele polskich wiosek na Tarnopolszczyźnie. Pisało o tym też wielu historyków zagranicznych m.in. John Paul Himka w swojej publikacji "Chrześcijaństwo i radykalny nacjonalizm: Metropolita Szeptycki i ruch Bandery"kresy. Poniżej także fragment mojej publikacji. Czyżby Watykan tych faktów nie znał? Śmiem twierdzić, że dzisiejsza decyzja nie uspokoi kontrowersji wokół postaci Andrzeja Szeptyckiego, ale je tylko rozogni.


Metropolita i zbrodniarze

Sprawcami ludobójstwa dokonanego na Kresach nie byli bowiem islamscy radykałowie czy ateiści wychowani w komunistycznym duchu, ale z dziada pradziada wierni Kościoła wschodniego, ci co pochodzili z zaboru rosyjskiego, czyli z Wołynia, należeli do Cerkwi prawosławnej; natomiast ci z zaboru austriackiego,czyli z Kresów Południowo-Wschodnich, do Kościoła katolickiego obrządku greckokatolickiego. Pozostawiając na potrzeby innego opracowania sprawę Cerkwi, będącej w tym czasie mocno zacofanej pod każdym względem, trzeba zadać kilka pytań pod adresem bratniego obrządku katolickiego. Miał on bowiem wówczas ogromny wpływ na mniejszość ukraińską w Polsce,a w jego duchu wychowali się najważniejsi ideolodzy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, z których część była nawet dziećmi unickich księży.

Zasadnicze pytanie dotyczy postawy arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego. Wywodził się on ze starej arystokratycznej rodziny pochodzenia rusińskiego, która swego czasu spolonizowała się, przechodząc z obrządku wschodniego na rzymski. Jego dziadkiem był pisarz Aleksander Fredro, a bratem polski generał Stanisław Szeptycki, który w imieniu Polski przejmował Górny Śląsk. Z kolei jego bratanek, kleryk rzymskokatolicki i oficer rezerwy WP, zginął w Katyniu. Była to więc rodzina polskich patriotów. Jednak przyszły arcybiskup jako młody człowiek przeszedł z kolei na obrządek greckokatolicki (co jednoznaczne było z wyborem narodowości ukraińskiej), zostając zakonnikiem, a później metropolitą lwowskim i zwierzchnikiem całego owego obrządku. Był człowiekiem bardzo wykształconym, znającym kilka języków. Utrzymywał zażyłe kontakty z wieloma wybitnymi polskimi duchownymi, w tym z biskupem krakowskim Adamem Sapiehą i arcybiskupem ormiańskim Józefem Teodorowiczem, którego był nawet współkonsekratorem. Przyjaźnił się też ze św. Bratem Albertem, o nim nawet napisał wspomnienia, a jego obraz „Ecce Homo” przechowywał w swoim pałacu.

W ciągu 45-letniej posługi biskupiej dał się poznać jako gorliwy duszpasterz, mający nieocenione zasługi dla rozwoju życia religijnego. Jego tragedią były jednak fatalne wybory polityczne. Można go zrozumieć, że w 1918 r. wraz księciem Wilhelmem Habsburgiem, zwanym „Wasylem Wyszywanym”, próbował na Kresach utworzyć „Samostijną Ukrainę”. Jednak popieranie nacjonalistów ukraińskich, szkolonych za niemieckie pieniądze, a także moralne wsparcie udzielone Adolfowi Hitlerowi było ogromnym błędem. Jego poczynania w tym zakresie najlepiej ilustruje następujący zapis w diariuszu Jana Zaleskiego: Metropolita lwowski obrządku greckokatolickiego, Andrzej Szeptycki, zarządził modły dziękczynne we wszystkich cerkwiach archidiecezji w niedzielę 6 lipca 1941 r. za wyzwolenie Ukrainy i w intencji zwycięskiej hitlerowskiej armii. Sam takie nabożeństwo odprawił w katedrze św. Jura we Lwowie o godz. 10.00 (...) Z kolei, gdy Niemcy zdobyli Kijów, wysłał nawet gratulacje do Hitlera.

Błędem było też udzielenie poparcia dla zbrodniczej Dywizji SS „Galizien”, która 23 kwietnia 1943 r. świętowała swoje powstanie we lwowskiej katedrze greckokatolickiej. Mszę św. celebrował wówczas biskup Józef Slipyj (późniejszy kardynał), a kazanie głosił ks. dr Wasyl Łaba, kanonik kapituły. Na liturgii obecne były także władze niemieckie. A działo się to w chwili, gdy Niemcy z SS, wspierani przez policję ukraińską, dokonywali masowych mordów na Żydach. Wspomniany ks. Łaba został mianowany za zgodą metropolity referentem duszpasterstwa owej formacji, a dwunastu innych księży unickich zostało kapelanami esesmańskimi. Duchowni ci, choć powinni bronić ludzkiego życia, w niczym nie przeciwstawili się swoim „owieczkom”, gdy te wyrzynały w pień bezbronne polskie wioski. Z kolei zachowane zdjęcia Mszy św. polowych, na których krzyż otoczony jest swastykami i znakami SS, szokują do dziś. Błędem było także oddelegowanie jako kapelana do niemniej zbrodniczego batalionu Abwehry „Nachtigall” ks. dr. Iwana Hryniocha, proboszcza katedralnego i duszpasterza akademickiego, znanego ze swych nacjonalistycznych zapędów. Przede wszystkim jednak prawdziwą tragedią było „kapelaństwo” w oddziałach UPA niektórych księży greckokatolickich, którzy nie tylko święcili narzędzia zbrodni i do mordów zachęcali, ale i mordami tymi wręcz kierowali (takie drastyczne przypadki opisuję w publikacjach poświęconych zbrodniom w Korościatynie i Kutach). Za współudział w tych mordach żaden z ukraińskich duchownych nie został przez Szeptyckiego pociągnięty do odpowiedzialności.

Trzeba jednak zaznaczyć, że nie wszyscy księża uniccy ulegali nacjonalistycznemu zaczadzeniu. Byli bowiem tacy, którzy pomagali Polakom i płacili za to wysoką cenę. Przykładem jest ks. Serafin Jarosiewicz, proboszcz unicki z parafii Żabczek. Łucka, który za tę pomoc został wieczorem po nabożeństwie oblany benzyną, zamknięty w cerkwi i spalony żywcem. Wspomnieć trzeba też brata metropolity, o. Klemensa Szeptyckiego, który w swoim greckokatolickim klasztorze ukrywał żydowskie dzieci,w tym Daniela Rotfelda, późniejszego polskiego ministra spraw zagranicznych.

Co do rozpętanego przez UPA ludobójstwa, to postawa metropolity nie była jednoznaczna. Próbował on wprawdzie przeciwstawić się temu, ale jego list pasterski „Nie zabijaj” z założenia nie mógł odnieść żadnego skutku. List ten był bowiem przydługawym wykładem teologicznym, którego wierni, w przeważającej swej większości ludzie niewykształceni, kompletnie nie rozumieli. Co więcej, w liście tym ani razu nie padły słowa o mordowanych Żydach i Polakach. W zamian za to znajdowały się w nim rozdziały np. o samobójcach oraz zabójcach życia poczętego. Z kolei rozdział pt. „Zabójstwo brata współobywatela” nacjonaliści ukraińscy, w tym także niektórzy duchowni, od razu tłumaczyli, że takim bratem, którego nie wolno zabijać, nie jest z pewnością ani Żyd, ani Lach. Morderstwa na tych ostatnich metropolita potępił dopiero w połowie 1944 r., a więc już po wkroczeniu Armii Czerwonej. Popełnił jednak wtedy jeszcze jeden błąd, wysyłając kolejny list hołdowniczy, tym razem do Józefa Stalina, w którym dziękował mu za przyłączenie Lwowa i Kresów Wschodnich do ZSRR. Wiernopoddańczość nic jednak nie dała, bo Sowieci wkrótce rozbili struktury obrządku grecko-katolickiego i uwięzili jego biskupów, wykorzystując jako pretekst opisywaną powyżej kolaborację z niemieckimi nazistami.

Metropolita zmarł w listopadzie 1944 r., w wieku 79 lat. Na pogrzebie, rzecz znamienna, była kompania Armii Czerwonej. Umierając, był świadkiem katastrofy swoich planów politycznych. Najbardziej szokujące jest jednak to, że jego wątpliwa postawa czasie wojny nie przeszkadza obecnym władzom obrządku starać się o... beatyfikację metropolity. Trzeba jednak dodać, że przeciwko wszczęciu procesu beatyfikacyjnego dwukrotnie Szeptyckiego protestował kardynał Stefan Wyszyński, prymas Polski. Protestowały też rodziny pomordowanych przez OUN-UPA i SS Galizien.

15.07.15 


   Znów przemilczano pamięć o ofiarach banderowskiego ludobójstwa


Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista:

Czy to tylko znieczulica elit, czy też świadome i cyniczne zadeptywanie pamięci w imię sojuszu z ukraińskim prezydentem-oligarchą Petro Poroszenką? Tak czy siak takie postępowanie nie ma nic wspólnego z wartościami, na których po 1989 r. chciano budować nowe struktury państwowe. Poza tym, przemilczanie i chowanie głowy w piasek są w relacjach polsko-ukraińskich krokami wstecz a nie do przodu.

Marsz upamiętniający ofiary banderowskiego ludobójstwa - Przemyśl, 11 lipca 2015 r.

W dniach 5 - 11 lipca r. odbyły się uroczystości upamiętniające Polaków i obywateli polskich innych narodowości, którzy w latach 1939 - 1947 zginęli z rąk zbrodniarzy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz SS Galizien i ukraińskich formacji kolaboranckich. Okazję do zorganizowania tych uroczystości była 72. rocznica "Krwawej Niedzieli" na Wołyniu. Podsumowując, trzeba podkreślić trzy sprawy. Po pierwsze, bardzo duże zaangażowanie przeróżnych organizacji patriotycznych, kresowych i - co szczególnie cieszy - młodzieżowych. Liczba uczestników wzrasta z roku na rok, a osoby z odchodzącego starszego pokolenia zastępują ludzie młodzi. Szczególnie imponujące były Marsze Pamięci w Warszawie (relacja video w Stefczyk.tv)stefczyk i w Przemyślu (relacja i fotoreportaż na FB.

Do drugie, o ile samorządy różnych szczebli wsparły działalność wspomnianych organizacji, o tyle politycy zawiedli na całej linii. Dla przykładu, w konferencji popularno-naukowej, która 10 lipca odbywała się w Muzeum Niepodległości, uczestniczyli tylko dwaj posłowie Solidarnej Polski Mieczysław Golba i Patryk Jaki oraz poseł PSL Franciszek Stefaniuk, a w Marszu Pamięci tylko dwaj posłowie PiS Marek Ast i Jan Dziedziczak. Nawiasem mówiąc, ten drugi w wywiadzie dla Stefczyk.tv bardzo ostro upomniał się o prawdę o ludobójstwie. Z kolei na XXI Światowy Zjazd Kresowian w Częstochowie przybyli m.in. Paweł Kukiz, wywodzący się z rodziny kresowej (po chwilowej fascynacji Majdanem jest on dziś krytykiem tzw. polityki wschodniej i ustępstw wobec nacjonalistów ukraińskich), Robert Winnicki, szef Ruchu Narodowego, oraz poseł PiS Wojciech Szarama, który przywiózł listy od prezydenta-elekta Andrzeja Dudy i prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Natomiast ministrowie rządu Ewy Kopacz i Tomasza Siemoniaka (znanego ze swych mocno pro-ukraińskich sympatii), jak i władze Platformy Obywatelskiej oraz inni posłowie i senatorowie, wydarzenia rocznicowe totalnie zlekceważyli. Trzeba im to zapamiętać, aby nie oddawać na nich głosu w jesiennych wyborach parlamentarnych.

Po trzecie, nie popisały się też media tzw. głównego nurtu. Większość z nich przemilczała społeczne upamiętnienia. Z kolei telewizje jak np. TVP i TVN starały się rocznicę "Krwawej Niedzieli" przykryć rocznicą masakry w Srebrenicy w Bośni (tam też, a nie na Wołyń, pojechał marszałek Senatu Bogdan Borusewicz). Natomiast Katolicka Agencja Informacyjna, kierowana przez Marcina Przeciszewskiego, rozpisywała się o pacyfikacji wsi Michniów, którą także dokonano w lipcu 1943 r. Tyle tylko, że zbrodnia ta miała miejsce nie na Kresach Wschodnich a na Kielecczyźnie i dokonali jej nie Ukraińcy a Niemcy. Zabieg propagandowy jak w czasach PRL, kiedy to zbrodnię w Katyniu, dokonaną przez sowieckie NKDW, starano się przykryć masakrą w Chatyniu na Białorusi, dokonaną przez wojska niemieckie.

Dlaczego w 70 lat po II wojnie światowej establishment polityczny Trzeciej RP tak bardzo boi się prawdy o ludobójstwie dokonanym przez ukraińskich oprawców na obywatelach Drugiej RP? Czy to tylko znieczulica elit, czy też świadome i cyniczne zadeptywanie pamięci w imię sojuszu wojskowo-politycznego z ukraińskim prezydentem-oligarchą Petro Poroszenką? Tak czy siak takie postępowanie nie ma nic wspólnego z wartościami, na których po 1989 r. chciano budować nowe struktury państwowe i społeczne. Poza tym, przemilczanie i chowanie głowy w piasek są w relacjach polsko-ukraińskich krokami wstecz a nie do przodu.

09,06,15 

Patriotyczny Związek Organizacji Kresowych i Kombatanckich

Warszawa, dn. 8 czerwca 2015r.

Szanowny Panie Ministrze.

W dniu 3 czerwca b.r. ukazał się na łamach ONET oraz w innych publikatorach krótki tekst autorstwa Ks. Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego, dotyczący skandalicznej aktywności polskiego resortu obrony narodowej, polegającej na zorganizowaniu i sfinansowaniu na terenie naszego kraju serii specjalistycznych szkoleń wojskowych dla żołnierzy ukraińskich, pochodzących również z oddziałów ochotniczych, które zostały stworzone przez ugrupowania banderowskie/neo-banderowskie.

W tym samym dniu, MON przedstawiło ,,dementi” powyższych informacji, zarzucając wymienionemu autorowi podawanie nieprawdy. W opublikowanym oświadczeniu rzecznik prasowy resortu stwierdził, że ,,nigdy nie miało miejsca spotkanie, na którym wicepremier T. Siemoniak, szef Sztabu Generalnego WP generał M. Gocuł i Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. broni pil. L. Majewski mieliby decydować o szkoleniu w Polsce ukraińskich dowódców batalionów czy też żołnierzy z batalionu OUN. Jednocześnie, w oświadczeniu tym wskazano, że ,,W tej sprawie były publikowane informacje na oficjalnych profilach resortu. Nigdy nie było jednak mowy, że będą to żołnierze z batalionu OUN”.

Przekazane przez przedstawiciela prasowego Pana resortu ,,dementi”, wpisuje się niestety w niechlubną tradycję wykorzystywania niewiedzy części obywateli dla ukazania w lepszym świetle działań szkodliwych dla Polski a przy tym nieprzyzwoitych.

Nie wchodząc w kwestie dosłowności sformułowań polskich generałów, które przywołane zostały przez Ks. Isakowicza - Zaleskiego (za portalem Niezależny Dziennik Polityczny), godzi się zaznaczyć, że polski resort obrony narodowej wielokrotnie wyrażał gotowość wyszkolenia kilkudziesięciu oficerów i podoficerów ukraińskich. W komunikatach tych nie padały wprawdzie informacje dotyczące oddziałów, z których pochodzić mają kursanci ale właśnie brak postawienia stanowczych warunków w tym zakresie obnaża bezprzykładną dwulicowość lub ignorancję naszych dowódców Sił Zbrojnych.

Nawet mało dociekliwy obserwator ukraińskiej sceny polityczno – militarnej orientuje się doskonale, że istotny ciężar walk na wschodzie tego kraju pokładano na tworzonych poza obrębem struktur wojskowych, tzw. ,,oddziałach ochotniczych” lub ,,batalionach obrony terytorialnej” takich jak: „Ajdar” - 24 Batalion Obrony Terytorialnej Obwodu Ługańskiego, „Azow” I-II, UKO Prawy Sektor, itp.

Formacje te, bazujące na wypaczonej wiedzy historycznej oraz faszystowskiej ideologii i symbolice OUN, UPA, a także SS, nie podlegały rutynowemu wyszkoleniu wojskowemu oraz deklarowały pogardę dla zasad Międzynarodowego Prawa Humanitarnego Konfliktów Zbrojnych (MPHKZ). Bogate informacje na ten temat wraz ze zdjęciami są ogólnie dostępne na forach internetowych, zasilanych ustawicznie przez członków wspomnianych grup bojowych, wykazujących dumę z przynależności do tego ,,elitarnego” środowiska.

Nie mniej jednak, w oparciu o zintensyfikowane ostatnio działania rządu i parlamentu ukraińskiego, zmierzające do wyeksponowania znaczenia ugrupowań banderowskich (OUN-b i OUN-m), od początku 2015r. rozpoczęto przyjmowanie wym. zgrupowań do Armii Ukraińskiej. W ten oto sposób, wymienione oddziały zostały formalnie i faktycznie włączone do Sił Zbrojnych wym. państwa.

Przykładem tego niezwykłego (we współczesnej Europie) kompleksowego zasilenia armii państwowej, przez członków faszyzujących oddziałów finansowanych z ,,niewiadomych źródeł”, jest batalion „Ajdar” - obecnie 24 Samodzielny Batalion Szturmowy Wojsk Lądowych Sił Zbrojnych Ukrainy (w skład którego wchodzi pododdział im. O. Dirlewangera). Podobnie, ochotniczy pułk „Azow” stał się formalnie pułkiem Gwardii Narodowej Ukrainy. Innym tego rodzaju zgrupowaniem jest Oddział OUN złożony z sympatyków organizacji Prawy Sektor. Formacja ta, stała się ostatnio kompanią batalionową taktycznej grupy zwiadowczej w składzie 81 Brygady Desantowo - Szturmowej, utworzonej na bazie 95 Samodzielnej Brygady Aeromobilnej i 25 Brygady Powietrzno - Desantowej.

Innym przejawem podobnych działań było mianowanie Dmytro Jarosza - przywódcy Prawego Sektora oraz Wszech-ukraińskiej Organizacji "Tryzub" im. S. Bandery, doradcą wojskowym w Sztabie Generalnym Armii Ukraińskiej.

W konsekwencji – już nie na obrzeżach ale w szeregach armii ukraińskiej znalazły się znaczne zasoby paramilitarne, wywodzące tradycje i rację bytu od jednej z najbardziej antypolskich organizacji faszystowskich, działającej przeciwko naszemu krajowi od 1929r.!

W tej sytuacji, brak jednoznacznych warunków (weryfikacji) ze strony polskiego MON w odniesieniu do uczestników programu szkoleń wojskowych, przy jednoczesnym zapewnieniu w cyt. ,,dementi”, o tym, że podczas konferencji dowódców wojskowych ,,nie było mowy” o włączeniu do nich żołnierzy z batalionu OUN – prowadzi do następującego wniosku: Nie podjęto żadnych skutecznych działań aby przeciwdziałać przybyciu do Polski żołnierzy ukraińskich, wśród których znajdą się najprawdopodobniej członkowie organizacji banderowskich, wchłoniętych ostatnio przez Siły Zbrojne Ukrainy.

To elementarne zaniechanie zapobieżenia profanacji pamięci ofiar ludobójstwa a także próba medialnego wprowadzenia w błąd Polaków, poprzez obarczenie Ks. Isakowicza – Zaleskiego propagowaniem nieprawdy – obnażają kondycję resortu posiadającego w nazwie szczytne pojęcia państwowe.

Wbrew bowiem twierdzeniom zawartym w ,,dementi”, celem działania wym. duchownego był stanowczy protest przeciwko wspieraniu przez Polskie Siły Zbrojne aktywistów banderowskich, ubranych aktualnie w uniformy żołnierzy ukraińskich.

Niestety, uważna lektura odpowiedzi rzecznika MON ukazała, że głos ten sprowadzono do poziomu kłamstwa, odnoszącego się do słów wypowiedzianych (lub niewypowiedzianych) przez poszczególnych generałów. Tym samym ponownie zaprezentowano szeroko zamknięte oczy w sytuacji, która powinna generować szczególną ostrożność oraz intensywne działania weryfikacyjne odpowiednich służb.

W tej sytuacji, niejako retoryczne pozostaje pytanie o resortowe granice ,,tolerancji” narażania na profanację własnych uczuć narodowych, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że polskie MON nie dochowało żadnych starań aby zapobiec ponownemu deptaniu naszej ziemi przez osoby hołdujące faszystowskim ideom banderowców, podczas gdy na np. wobec znanego polskiego pisarza i dziennikarza Marcina Hałasia, władze Ukrainy zastosowały prewencyjny zakaz wjazdu na teren tego kraju (na 3 lata) - za to tylko, że w 2010 r. opublikował on książkę opisującą wygaszanie polskich śladów na terenie Lwowa.

Prezes Członek Zarządu

Witold Listowski Dariusz Raczkiewicz
03.05.15 

http://ukraine.politicalcritique.org/2015/04/laws-2558-and-2538-1-on-critical-inquiry-the-holocaust-and-academic-freedom-in-ukraine/

O krytycznych badaniach naukowych, Holokauście i akademickiej WOLNOŚCI NA UKRAINIE

Ustawa ukraińska chroni sprawców zbrodni przed krytycznym śledztwem i podnosi ideologicznie motywowaną amnezję do rangi ideologii państwowej.

PER ANDERS RUDLING, CHRISTOPHER GILLEY — 29 kwietnia 2015 r.

W dniu 30 września 2014 r., w 73. rocznicę masakry w Babim Jarze ukraiński prezydent Petro Poroszenko złożył wieniec ku czci Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) w miejscu jednej z największch masakr Holokaustu, rozstrzelania 33 771 Żydów w dniach 29-30 września 1941 r. Mniej niż dekadę wcześniej Babi Jar miał także stać się miejscem pochówku kilkunastu ukraińskich nacjonalistów, kiedy prezydent Wiktor Juszczenko uhonorował ich pomnikiem. Implikacja była oczywista: ukraińscy nacjonaliści cierpieli tak samo jak Żydzi, spotkał ich ten sam los, co żydowskie ofiary Holokaustu. Poroszenko nie wspomni, że członkowie OUN byli wśród faktycznych sprawców masakry.

14 października 2014 r. Poroszenko wskazał UPA jako obrońców ojczyzny i ustanowił oficjalne święto poświęcone ich pamięci. W wielu aspektach polityka pamięci Poroszenki przypomina niektóre kierunki polityki Wiktora Juszczenki. Poroszenko reaktywował, na przykład, Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej (UINP) pod kierownictwem najwybitniejszego menedżera pamięci Juszczenki, Wołodymyra Wjatrowycza.

Początkowo, być może, post-euromajdanowska polityka była bardziej ostrożna niż ta Juszczenki, w najważniejszych działaniach koncentrowała się na usuwaniu terminologii sowieckiej odnośnie II wojny światowej. Jednak zmieniło się to 9 kwietnia 2015 r., kiedy Rada Najwyższa zagłosowała za pakietem czterech ustaw dotyczących historii i pamięci historycznej. Ustawa nr 2558, Pro zasudżennia komunistycznoho i nacjonal-socjalistycznoho (nacystśkoho) totalitarnych reżymiw w Ukrajini ta zaboronu propahandy ich symboliky (O potępieniu komunistycznego i narodowego-socjalistycznego (nazistowskiego) reżimów totalitarnych oraz zakazie propagowania ich symboli) została uchwalona przytłaczającą większością głosów. Większość głosów „za” pochodziła z bloku Petra Poroszenki, Frontu Ludowego premiera Jaceniuka oraz Partii Radykalnej Ołeha Liaszko, która zainicjowała projekt ustawy.

Inicjatywa wyszła od Jurija Szuchewycza, syna dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) Romana Szuchewycza, byłego więźnia politycznego i posła Rady Najwyższej z Partii Radykalnej. Wjatrowycz, dyrektor Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, pretenduje do zasługi wprowadzenia projektu ustawy wspólnie z Szuchewyczem.

Ustawa zabrania „propagandy komunistycznego i narodowo-socjalistycznego (nazistowskiego) reżimów totalitarnych”, która jest zdefiniowana jako „publiczne zaprzeczanie, zwłaszcza w środkach masowego przekazu, zbrodniczej natury totalitarnego reżimu komunistycznego na Ukrainie w latach 1917-1991 i reżimu narodowego-socjalistycznego” lub jakiekolwiek próby ich usprawiedliwiania [1]. Ponadto przewiduje, że nazistowskie i sowieckie symbole nie będą publicznie prezentowane. Ustawa jest precyzyjna w szczegółach, aż do zakazu używania herbu byłej NRD i flagi Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej. (Co ciekawe, prawo nie zabrania flagi Chińskiej Republiki Ludowej.) Ryzyko, że herb NRD lub flaga CRS mogłyby powrócić i zostać wykorzystane do celów politycznych na Ukrainie muszą zostać uznane za minmalne.

Jeśli chodzi o symbolikę zakorzenioną w Niemczech nazistowskich, to okaże się, co zrobi rząd Ukrainy z insygniami batalionu Azow, skrajnie prawicowej formacji paramilitarnej związanej z Kijowem. Są to tak zwane Czarne Słońce, okultystyczna mozaika z zamku Wevelsburg, popularny symbol w kręgach neonazistowskich, oraz Wolfsangel, nieco zmodyfikowana wersja godła 2. Dywizji Pancernej SS Das Reich. Nie jest też jasne, jakie skutki będzie miała ustawa dla utrwalania pamięci 14. Dywizji Waffen-SS Galizien, która jest upamiętniona w nazwach ulic i przestrzeni publicznych w kilku miejscowościach na Ukrainie Zachodniej, w tym we Lwowie, Iwano-Frankowsku i Tarnopolu.

Biorąc pod uwagę jej frazeologię, jednym z celów ustawy wydaje się utożsamienie komunizmu z nazizmem, przy jednoczesnym prezentowaniu ich jako sił zewnętrznych, w stosunku do których nacjonalizm ukraiński był [rzekomo] wrogi. Kolejna wskazówka na taką właśnie intencję ustawodawców znajduje się w ustawie towarzyszącej 2538-1, „Pro prawowyj status ta wszanuwannia pam'iati borciw za nezależnist’ Ukrajiny u XX stolittii” (O statusie prawnym i uhonorowaniu pamięci bojowników o niepodległość Ukrainy w XX wieku), również sponsorowanej przez Szuchewycza i Partię Radykalną Liaszko przy wsparciu UINP Wjatrowycza. Zamiast zakazu symboli lub propagandy na rzecz poszczególnych organizacji historycznych dokonuje ona legislacji „uczczenia pamięci bojowników o niepodległość Ukrainy w XX wieku”. Ale przypomina ustawę 2558 w tym, że dąży do ustanowienia szczególnej interpretacji przeszłości poprzez zakazy i ograniczenia.

Ustawa 2538-1 sama w sobie stanowi ​​dość dziwny tekst: recytuje kilkanaście organizacji i grup, których członkowie byli rzekomo „bojownikami o państwowość ukraińską w XX wieku”. Znaleźli się tam socjaliści ukraińscy, monarchiści rosyjscy, powstańcy chłopscy, radykalni prawicowcy ukraińscy i dysydenci sowieccy. Wiele osób należących do ugrupowań umieszczonych na tej liście faktycznie było przeciwnikami niepodległości Ukrainy, a niektórzy nawet poparli utworzenie Ukraińskiej Republiki Sowieckiej lub wstąpili do Komunistycznej Partii Ukrainy. Kilka grup było w stosunku do siebie rywalami politycznymi, w niektórych przypadkach prowadzącymi ze sobą gorzkie polemiki, a w innych faktycznie walczącymi i zabijającymi się nawzajem [2].

Ponadto, niektóre ze struktur politycznych wymienionych w ustawie były ewidentnie winne masowego mordu. Na przykład, ustawa bierze pod ochronę prawną armię Ukraińskiej Republiki Ludowej (UNR) i oddziały powstańcze działające po roku 1917. Były one odpowiedzialne za śmierć co najmniej 20 000 Żydów w pogromach 1919 roku na Ukrainie [3].

Jednak najbardziej problematyczne grupy na liście to Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i jej zbrojne ramię, Ukraińska Powstańcza Armia (UPA). OUN była skrajnie prawicową, konspiracyjną organizacją terrorystyczną, dążącą do utworzenia totalitarnego, mono-partyjnego, mono-etnicznego państwa ukraińskiego pod rządami własnego, obdarzonego władzą absolutną lidera. Była głęboko antysemicka i ściśle kolaborowała z Niemcami nazistowskimi, zwłaszcza w latach 1939-1941. W 1941 roku wezwała do masowego mordowania Żydów, Polaków i komunistów i odegrała kluczową rolę w rozpętaniu fali pogromów, która przetoczyła się przez Ukrainę zachodnią tego roku, pochłaniając życie od 13 000 do 35 000 Żydów. W latach 1943-1944 UPA w ramach swojej strategii stworzenia jednorodnego etnicznie państwa ukraińskiego przeprowadziła brutalną kampanię masowego mordu wobec mniejszości polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Najbardziej szczegółowe badania wymieniają 90 000 polskich ofiar OUN(b)-UPA, z czego w przybliżeniu połowa jest znana z nazwiska [4]. To jest mniej więcej równowartość całkowitej liczby ofiar wojny domowej w Bośni w latach 1992-1995. UPA nie tolerowała sprzeciwu także wśród społeczności, do reprezentowania której pretendowała: jej bojownicy torturowali i mordowali Ukraińców za samo podejrzenie o zdradę; to mogło być nawet nic bardziej poważnego, niż dostarczanie obowiązkowych dostaw na rzecz państwa sowieckiego [5].

Inną wątpliwą grupą objętą ochroną prawną jest Antybolszewicki Bloku Narodów (ABN). Organizacja ta działała od 1946 do 2000 r. i była kierowana aż do 1986 r. przez Jarosława Stećkę, polityka zdecydowanie antysemickiego. W 1941 roku ogłosił się głową państwa ukraińskiego i zwrócił się do Hitlera, Mussoliniego i Franco, prosząc ich o przyjęcie w skład „Nowej Europy”. Krótko po tym napisał deklarację o „popieraniu zniszczenia Żydów i celowości wprowadzenia niemieckich metod eksterminacji żydostwa na Ukrainę, zakazu ich asymilacji itp”. ABN był finansowany przez Hiszpanię Francisco Franco i Tajwan Czang Kaj-szeka. Zgromadził w swoich szeregach Ante Pavelića z Ustaša, niedobitki reżimu Tiso, rumuńskich Żelaznych Gwardzistów, wyższych dowódców wojskowych reżimu Szalaszi na Węgrzech i byłych nazistów.

Ustawa z 9 kwietnia 2015 idzie dalej niż odważył się Juszczenko. Zbiorowo nadaje tym bardzo kontrowersyjnym organizacjom wysoki status oficjalny i zapewnia świadczenia socjalne tym ich członkom, którzy jeszcze pozostają przy życiu. Szczególnie niepokojący jest artykuł 6 o „Odpowiedzialności za naruszenie przepisów o statusie bojowników o niepodległość Ukrainy w XX wieku”. Akapit pierwszy stanowi, że „obywatele Ukrainy, cudzoziemcy, a także bezpaństwowcy, którzy publicznie znieważają ludzi, określonych w Artykule 1 wspomnianej Ustawy, szkodzą realizacji praw bojowników o niepodległość Ukrainy w XX wieku i zostaną pociągnięci do odpowiedzialności zgodnie z prawem ukraińskim”. Akapit drugi dodaje, że „publiczne zaprzeczanie faktu zasadności zmagań o niepodległość Ukrainy w XX wieku znieważa pamięć bojowników o niepodległość Ukrainy w XX wieku, obraża godność narodu ukraińskiego i jest nielegalne”. [6]

Dla badaczy współczesnej historii ukraińskiej, nie tylko dla tych z nas pracujących nad badaniem aktów przemocy popełnionych przez ukraińskie organizacje nacjonalistyczne, zakaz „znieważania” ich samych i ich „walki” jest równoznaczny z zakazem badań krytycznych. Jak miałoby to być realizowane i jakie kary będą przewidziane – to dopiero się okaże. Ustawa podnosząc kwestię, co badacze współczesnej historii ukraińskiej mogą pisać i mówić, a czego nie, nie definiuje szczegółowo aktów stanowiących „znieważenie”.

Jak można opisać OUN(b) inicjującą pogromy 1941 roku w sposób spełniający poważne ograniczenia określone przez artykuł 6 ustawy 2538-1? Jak historyk powinien odnosić się wspomnień Wiktora Charkiwa „Chmary” - weterana batalionu Nachtigall, ukraińskiej jednostki nacjonalistycznej pod dowództwem Romana Szuchewycza - o tym, jak ludzie z batalionu brali udział w rozstrzeliwaniach masowych w wioskach w okolicy Winnicy w lecie 1941 r., gdzie, według jego słów, „w dwóch wioskach rozstrzelaliśmy wszystkich napotkanych Żydów”? [7]

Jak uczony powinien zaprezentować zdarzenie, do którego doszło w polskiej wsi Parośle na Wołyniu w nocy z 8 na 9 lutego 1943 r.? W tym dniu 1. „sotnia” UPA pod dowództwem Hryhoryja Perehijniaka „Dowbeszki-Korobki”, przy niedostatku amunicji, „związała jej 150 mieszkańców, w tym wiele dzieci, a następnie porozbijała im czaszki, jednemu po drugim, siekierami” [8 ]. Masakra ta jest wyłączona z pamięci ukraińskiej; pozostała tylko mogiła zbiorowa w lesie. Po 9 kwietnia 2015 r. nie będzie zatem żadnej możliwości przypomnienia losu ofiar bez ryzyka ścigania przez władze Ukrainy za potencjalnie znieważenia obecnie prawnie chronionego „honoru”, ze względu na ustawę o „bojownikach o niepodległość Ukrainy w XX wieku”?

Co będzie, jeśli badacz nie będzie w stanie stanie zgodzić się z ustawową opinią, że te organizacje i ich liderzy zasługują na szacunek? Czy będzie możliwe, aby pracownik naukowy argumentował przeciwko idei, że wychowywanie kolejnych pokoleń Ukraińców w duchu podziwu dla tych ugrupowań jest dobrym pomysłem?

Warto powtórzyć tutaj, że kilka osób z tych wymienionych jako „bojownicy o niepodległość Ukrainy” wyrazili zastrzeżenia wobec tej walki. Mychajło Hruszewśkyj, dziś czczony jako ojciec historiografii ukraińskiej, zaatakował hasło niepodległości Ukrainy jako nierozdzielne z szowinizmem; wolał socjalistyczną federację od niepodległości [9]. Jak na ironię, nowe prawo zabrania z jednej strony znieważenia Hruszewśkiego, ale również wyrażania poparcia dla jego poglądów. Co ważniejsze, czy autorzy ustawy zinterpretują jako znieważenie Hruszewśkiego zakwestionowanie, biorąc pod uwagę wyrażone przez niego poglądy, jego statusu jako „bojownika o niepodległości Ukrainy”?

Obawiamy się, że dla nas i wielu kolegów pracujących w Europie i Ameryce Północnej najbezpieczniejszym sposobem na uniknięcie ryzyka prześladowania przez prawo ukraińskie byłoby zaprzestanie naszych badań tych tematów. Można by sobie wyobrazić, że niebezpieczeństwo jest jeszcze bardziej realne dla prawdziwych badaczy na samej Ukrainie. To będzie miało wpływ nie tylko na kariery poszczególnych historyków, ale także na społeczeństwo ukraińskie. Obecny kryzys ujawnił Zachodowi raz jeszcze ignorancję ukraińskiej historii i polityki; czyżby miała to być najlepsza metoda na odstraszenie zagranicznych uczonych od studiowania problemów tego kraju lub uniemożliwienie ukraińskim środowiskom akademickim pracy zgodnie ze standardami międzynarodowymi?

Na Ukrainie badania nad tymi zagadnieniami są już utrudnione. W 2012 roku Grzegorz Rossoliński-Liebe, autor pierwszej biografii naukowej Bandery, stanął w obliczu pełnych furii protestów przeciwko jego osobie z powodu ośmielenia się sformułowania wniosku, że ideologia Bandery rzeczywiście stanowi formę faszyzmu. Jego wykłady zostały anulowane, zastosowano wobec niego groźby karalne, wściekli protestujący „zdemaskowali” go jako „liberalnego faszystę” i „kłamliwego prawnuka Goebbelsa”.

Ten przypadek jest pouczający dla osób zastanawiających się, w jaki sposób ustawy mogą działać w praktyce. Niektórzy obrońcy nowych przepisów argumentują, że będą one zastosowane wyłącznie przeciwko pracom o charakterze propagandowym, a nie stricto sensu naukowym [10]. Jednak w kampanii przeciwko Rossolińskiemu-Liebe inicjatorzy ustaw okazali się całkowicie gotowi odrzucić badania historyczne, z którymi się nie zgadzali, jako propagandę.

Wjatrowycz stwierdził, że badania Rossolińskiego-Liebe były „dalekie od naukowych”, a jego publikacje „bardziej skandaliczne niż naukowe”. Rossoliński-Liebe nie był jedynym historykiem, który stał się celem takiej krytyki. Wjatrowycz w przeszłości również oświadczył, że historycy polscy wyolbrzymiali liczby Polaków zamordowanych przez UPA na Wołyniu w ramach „wielowątkowych spekulacji politycznych”. Wynika z tego jasno, że każdy historyk podkreślający zbrodnie „bojowników o niepodległości Ukrainy” w opinii autorów ustawy dopuszcza się zniesławienia politycznego i nie ma prawa być badaczem historycznym. Dla historyków krytycznych twierdzących, że nowa ustawa ma jedynie umożliwić propagandystom wykorzystanie historii dla współczesnych celów politycznych, jest to sytuacja mało komfortowa.

Oczywiście, Ukraina nie jest wyjątkowym przypadkiem „legislacji historii”. Całkiem niedawno, w maju 2014 roku prezydent Putin podpisał ustawę zakazującą „znieważania dni chwały wojennej” II wojny światowej. Prawdą jest również, że w licznych krajach obowiązują przepisy zakazujące negacji Holokaustu. Ale podczas gdy zakaz negacji Holokaustu służy ochronie pamięci o ofiarach, prawo ukraińskie działa odwrotnie: ono chroni sprawców zbrodni przed krytycznymi dociekaniami i podnosi ideologicznie motywowaną amnezję do rangi ideologii państwowej; potencjalnie kryminalizuje każdą formę krytyki, która mogłaby, w oczach obowiązującego prawa, być interpretowana jako „znieważająca” pamięć sprawców, a tym samym uniemożliwia śledztwo naukowe w sprawie zbrodni popełnianych w imię Ukrainy jako szkodliwe dla godności narodu ukraińskiego.

Przypisy:

[1] Zakon Ukrajiny, Pro zasudżennia komunistycznoho ta nacjonal’no-socjalistycznoho (nacystśkoho) totalitarnych reżymiw w Ukrajiny ta zaboronu propahandij ich symboliky, s. 3.

[2] Zakon Ukrajiny, Pro prawowyj status ta wszanuwannia pam’iati borciw za nezależnist’ Ukrajiny u XX stolittii, s. 1-3.

[3] Henry Abramson, A Prayer for the Government. Ukrainians and Jews in Revolutionary Times, 1917-1920, Cambridge, Mass., Harvard University Press, 1999, s. 120.

[4] Władysław Siemaszko i Ewa Siemaszko, Lubobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945, dwa tomy, Warszawa, Wydawnictwo von Borowiecky, 2008; Grzegorz Motyka, Ukraińska partyzantka 1942-1960: Działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii, Warszawa, Instytut Studiów Politycznych PAN, Oficyna Wydawnicza Rytm, 2006), s. 287-297.

[5] Alexander Statiev, The Soviet Counterinsurgency in the Western Borderlands, Cambridge, CUP, 2010, s. 124-130.

[6] Zakon Ukrajiny, Pro prawowyj status ta wszanuwannia pam’iati borciw za nezależnist’ Ukrajiny u XX stolittii, s. 4.

[7] CDAWO Ukrainy, f. 3833, op. 1, spr. 57, ark. 17-18.

[8] Grzegorz Motyka, Neudacznaja kniga. Wołodymyr Wjatrowycz. Druha polśko-ukrajinśka wijna 1942-1947. Kijów, Wydawnyczyj dim Kjiewo-Mohylianśka Akademija, 2011. Imennyj ta heohraficznyj pokażczyk. ISBN: 978-966-518-567-3, „Ab Imperio” 2012, nr 1, s. 394.

[9] Mychajło Hruszewśkyj, Ukrainśka partija socjalistiw-rewoljucjoneriw ta ji zawdannia, „Boritesia – poborete!”, wrzesień 1920, Nr 1, s. 1-51, tutaj s. 46-48

[10] Zobacz, na przykład, komentarze Andrij Kohuta w dyskusji.

Per Anders Rudling, Christopher Gilley

About the Author

Per Anders Rudling, Christopher Gilley

Per Anders Rudling is associate professor of history at Lund University, Sweden and visiting professor at the University of Vienna, Austria. His book The Rise and Fall of Belarusian Nationalism, 1906-1931 (Pittsburgh: University of Pittsburgh Press, 2015), appeared in January. Christopher Gilley is a research fellow at the University of Hamburg. He is the author of The ‘Change of Signposts’ in the Ukrainian Emigration: A Contribution to the History of Sovietophilism in the 1920s (Stuttgart: Ibidem Verlag, 2009).




17.04.15


Skrzypczak: Krwiożerczy nacjonalizm Ukrainy.
Kijów zupełnie nie liczy się z


Zastanawiam się, na czym prezydent Poroszenko buduje przyszłość Ukrainy. Na krwiożerczym nacjonalizmie? Straszne to. Od dawna mówię, że Ukraińcy powinni wyzbyć się nacjonalizmów, bo jak się nie wyzbędą, to współpraca z Polską będzie bardzo trudna, a w zasadzie niemożliwa - mówi gen. Waldemar Skrzypczak w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.


Gen. Waldemar Skrzypczak Foto Grzegorz Gołębiowski CC BY SA 3.0 źródło: Wikimedia Commons


Będzie wojna?

Dlaczego pani straszy?

Ja? Przecież pan mówił, że mamy wspierać Ukrainę, że broń im dawać, szkolić.

Ale już nie mówię. Wycofuję się ze wszystkiego, co powiedziałem na temat Ukrainy, na temat wsparcia tego kraju.

>>> Czytaj też: Lex Putin. MON przygotowuje Polskę do wojny

Kilka dni temu prezydent Komorowski przemawiał w Najwyższej Radzie Ukrainy, gwarantował swoją przyjaźń.

A kilka godzin później ukraińscy parlamentarzyści uchwalili ustawę gloryfikującą UPA. W tym momencie zrozumiałem, że Ukraina zupełnie nie liczy się z Polską. To, co się stało na Wołyniu, rzeź 100 tys. Polaków przez UPA trzeba mieć z tyłu głowy. Mojego wuja UPA zamordowała, przybijając widłami do drzwi stodoły. Z tego, co wiem, trzy dni umierał. Ich bestialstwo przekracza ludzką wyobraźnię. Hitlerowscy Niemcy tego nie wymyślili, co robili Ukraińcy. (…) Zastanawiam się, na czym prezydent Poroszenko buduje przyszłość Ukrainy. Na krwiożerczym nacjonalizmie? Straszne to. Od dawna mówię, że Ukraińcy powinni wyzbyć się nacjonalizmów, bo jak się nie wyzbędą, to współpraca z Polską będzie bardzo trudna, a w zasadzie niemożliwa.

Generał Waldemar Skrzypczak - generał broni SZ RP w stanie spoczynku. W latach 2006–2009 był dowódcą Wojsk Lądowych. Pełnił funkcję doradcy ministra obrony narodowej Tomasza Siemioniaka, od 2012 r. do 2013 r. był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej.

16.04.15 


„Uff… nareszcie wolny 
Mówcie co myślicie.” Ołeś Buzyna zastrzelony. Nowa władza?
 

Nowa władza – nowe życie?

Nie żyje Ołeś Buzyna. Dziennikarz był w rankingu TOP10 prowokatorów ukraińskiej gazety „Komentarij” (Komentarz). 45-letni dziennikarz, pisarz i krytyk, autor 7 książek, w tym „Zmartwychwstanie Noworosji” (2010 rok wydania) i „Sojusz pługa i tryzuba. Jak wymyślono Ukrainę” (2013) oraz in. Potomek ukraińskich kozaków. Pracował w Kijowie w różnych wydawnictwach. Ostatnie jego miejsce pracy to gazeta „Siehodnia” (Dzisiaj) skąd poszedł po kilku miesiącach rezygnując ze stanowiska redaktora naczelnego. Nie znosił cenzury i ciągłych nacisków z góry. Pierwsze zdanie po zwolnieniu „Uff… nareszcie wolny”.

Został zaatakowany tortem przez dziewczyny FEMEN w roku 2009. Nigdy nie popierał „pomarańczowej rewolucji”. Nie popierał i Majdanu. Zastrzelony dzisiaj o 13.20 obok własnego budynku w Kijowie. Prezydent Rosji Władimir Putin nazwał zabójstwo politycznym i złożył kondolencje żonie i córce Ołesia. Natomiast Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko nazwał to prowokacją.

Ołeś Buzyna nazywał siebie Ukraińcem i Ruskim. Podtrzymywał ideę federalizację Ukrainy i pisał książki o tradycjach Małorosji, czyli kozakach i ich dziejach. Widział Ukrainę niepodległą i dwujęzyczną. W 2009 roku wygrał 11 procesów sądowych które wszczęła przeciwko niemu Komisja etyki na wniosek deputowanych z bloku Julii Tymoszenko i zachodnioukraińskiego towarzystwa Proswita.

19 marca b. r. powiedział: „ Całe grupy ukraińskich polityków bardzo boją się realizacji mińskich umów na terytorium Ukrainy. Boją się obecności przedstawicieli LNR i DNR w radzie najwyższej Ukrainy. To straszy polityków którzy teraz mają monopol na władzę i ekonomikę na Ukrainie.” Zawsze mówił prawdę i nie znosił wskazówek odgórnych o obowiązującej poprawności politycznej. Mówił otwarcie – Jak można lubieć rząd Jaceniuka gdzie głównym wrogiem są emeryci?

„Donbas do Ukrainy dołączył Lenin. Galicję przekazał Stalin. A Chruszczow w 1954 r. przekazał Ukrainie Krym. Aby kierować takim krajem potrzebna jest mądrość polityczna.” Potępiał banderowców, mówił o ideologii ukraińskiej wywodzącej się od kozaków małorosyjskich i głosił zaprzestanie działań wojennych, a także powrót do dialogu. „W federalizacji była jedyna nadzieja na całość Ukrainy”. „Nie wiemy jakie wpływy na Poroszenkę mają Stany”.

„Nie bójcie się być sprawiedliwymi. Mówcie co myślicie.” To właśnie robimy. Ciekawe, co nas czeka? Toć władzy ani czerwono – czarnych „bohaterów” w tym państwie krytykować nie można.

Wieczna pamięć dziś zabitemu Ołesiu Buzynie. Jednemu z nielicznych, co nie bali się prawdy.

Maria Pyż

13.04.15 


Ostry list prezydenta Przemyśla
Roberta Chomy do prezydenta Polski

 

 
Prezydent Przemyśla Robert Choma w liście do prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego o wizycie tego drugiego w ukraińskim parlamencie w czasie, gdy podjęta został tam uchwała gloryfikująca Ukraińską Powstańczą Armię.

 

 
- Z satysfakcją przyjąłem wystąpienie pana prezydenta w ukraińskim parlamencie, w którym wspomniana została nasza wspólna historia i życzenia spokojnego oraz stabilnego rozwoju, pochwałę europejskich aspiracji Ukrainy – zaczyna Choma. 

 
Dalej jest już jednak mniej przyjemnie.

 
- Moje oraz wielu mieszkańców Przemyśla zaniepokojenie, a nawet protest, budzi jednak fakt, że na tym samym posiedzeniu parlament ukraiński przyjął ustawę uznającą członków Ukraińskiej Powstańczej Armii za "bojowników o wolność”, także tych odpowiedzialnych za zbrodnie m.in. na Wołyniu. W Przemyślu mieszka zbyt wielu ludzi, którzy jeśli nawet nie pamiętają okrucieństw dokonywanych przez członków UPA, to mogą wymienić osoby z rodziny, które zostały przez tych "bojowników o wolność” zamordowane – twierdzi Choma.

 
I dalej: 

 
- Żałuję, że taką decyzję podjęto w ukraińskim parlamencie w dniu wizyty pana prezydenta, ponieważ w moim odczuciu i wielu osób, które przekazały mi swoje uwagi, nie służy to dobrze polsko-ukraińskim stosunkom, a nawet jest odbierane jako milcząca zgoda polskich władz na decyzję podjętą przez ukraińskich deputowanych. Nasze relacje z sąsiadem zza wschodniej granicy powinny być one oparte na prawdzie historycznej, uwzględniającej także te tragiczne wydarzenia, a pomijanie ich w imię racji, których nie rozumiem, budzi mój sprzeciw.


28.03.15  


PYTANIA DO KANDYDATÓW NA PREZYDENTA 
( tekst zredagowany przez ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego) 

Stanisław Srokowski, rodem z wsi Hilcze na Podolu, zamieszkały we Wrocławiu, to człowiek wszechstronny – pisarz, poeta, dramaturg i krytyk literacki, a także tłumacz i nauczyciel. Z racji swego miejsca urodzenia specjalizuje się on w tematyce Kresów Wschodnich. Jego powieści „Ukraiński kochanek”, „Zdrada” i „Ślepcy idą do nieba” to prawdziwa saga kresowa. Z kolei na kanwie jego powieści „Nienawiść” reżyser Wojciech Smarzowski realizuje obecnie film o ludobójstwie na Wołyniu. Srokowski jest też publicystą i uczestnikiem życia społecznego. Nic więc dziwnego, że sformułował on zestaw pytań do kandydatów na urząd Prezydenta RP. Cytuję (w zależności od adresata użyta jest forma „per Pan” lub „per Pani”.

Andrzej Duda /PAP/Jacek Bednarczyk /PAP
Zobacz również:

Wybory prezydenckie. Sondaż: Topnieje przewaga Komorowskiego nad Dudą

"Zabiega Pan o głosy wyborców. Zapewne zechce Pan też zdobyć sympatię, uznanie i szacunek w środowiskach kresowych. Ja również wywodzę się z tych środowisk. Jest nas w kraju, tych, którzy się urodzili na polskich Kresach, wraz z naszymi potomkami, ok. 6 milionów. To ogromny kapitał wyborczy. Pragniemy wiedzieć - wypowiadam się tutaj w imieniu własnym, ale także w konsultacji ze środowiskami Kresowian - czy Pan, jako przyszły Prezydent RP, będzie bronił polskich interesów narodowych, a więc także interesów Kresowian. Jesteśmy Polakami i mamy prawo wiedzieć, kto stanie na czele polskiego państwa i czyje interesy będzie reprezentował. W związku z tym pragnę zadać Panu następujące pytania, by się zorientować, czy ja i moje kresowe środowiska będziemy mogli Pana w wyborach poprzeć:

1.Czy poprze Pan nasze starania, by Sejm RP uznał masowe mordy dokonane przez OUN i UPA na ludności polskiej w latach 1939-1947 za zbrodnię ludobójstwa?

2.W czasie II wojny światowej ukraińskie formacje faszystowskie zorganizowane w OUN i UPA wymordowały ok. 200 tys. Polaków. Pragniemy wiedzieć, czy Pan jako Prezydent RP, poprze nasze starania o ustanowienie przez Sejm dnia 11 lipca - Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa OUN i UPA na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej?

3.Czy poprze Pan nasze starania o zbudowanie Muzeum Kresów, jako placówki upowszechniającej wiedzę o historycznych dokonaniach mieszkańców tej części utraconych ziem polskich RP, a także obrazującej akty ludobójstwa?

4.Czy poprze Pan nasze starania o postawienie nauki historii w szkołach średnich na takim poziomie, który pozwoli młodzieży na pełną orientację w dziejach polskiego narodu?

5.Czy poprze Pan wniosek środowisk kresowych o wzniesienie w stolicy Polski pomnika ofiar banderowskiego ludobójstwa i czy obejmie Pan swoim patronatem tę inicjatywę?

6.Czy wystąpi Pan do prezydenta Republiki Ukrainy z wnioskiem o uznanie przez władze tego państwa mordów dokonanych na ludności polskiej przez OUN - UPA za zbrodnię ludobójstwa, a organizacje OUN i UPA za zbrodnicze?

Bronisław Komorowski /PAP/Leszek Szymański /PAP

7.Czy wystąpi Pan do odpowiednich władz Republiki Ukrainy w sprawie likwidacji haniebnych pomników, stawianych na przedwojennych ziemiach polskich Stepanowi Banderze, Romanowi Szuchewyczowi, mordercom z OUN i UPA i Dywizji SS Galizien?

8.Czy wystąpi Pan do rządu Ukrainy z żądaniem godnego upamiętnienia miejsc pochówku Polaków i obywateli polskich innych narodowości pomordowanych przez OUN-UPA, choćby w postaci krzyży i stosownych tablic?

9.Czy poprze Pan walkę Polaków z sąsiednich krajów z dyskryminacją oraz ich zmagania o sprawiedliwe traktowanie, jako mniejszości narodowej, w kontekście przywilejów, jakimi cieszą się w naszym kraju mniejszości narodowe litewska, ukraińska, niemiecka i inne?

10.Czy jest Pan zwolennikiem dozbrajania i wspomagania finansowego Ukrainy w obliczu toczącej się obecnie w tym kraju wojny?

Będę zobowiązany za jednoznaczne odpowiedzi na postawione pytania przynajmniej na miesiąc przed zakończeniem kampanii wyborczej, by Pana odpowiedzi dotarły do wyborców."
Poniższy list z pytaniami warto szeroko rozpowszechnić, umieszczając go na stronach internetowych i profilach na FB oraz rozsyłając e-mailami do znajomych.

Oczywiście można przekazywać go kandydatom bądź pocztą, bądź w czasie spotkań wyborczych. Można też ułożyć własny list. Najważniejsze, aby listy z pytaniami dotarły do zainteresowanych. W końcu to politycy powinni być dla nas, a nie my dla nich.
Artykuł pochodzi z kategorii: Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski - felietony
Przejdź na początek artykułu

Tadeusz Isakowicz-Zaleski


Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/isakowicz-zaleski/blogi/news-pytania-do-kandydatow-na-urzad-prezydenta-rp,nId,1708445#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=other




Banderowiec Wasyl Pawluk

ze Swobody został konsulem generalnym Ukrainy w Lublinie. Pewnie będzie tam doglądał nielegalnych upowskich upamiętnień, jak to robił pełniąc funkcję sekretarza rady miejskiej Lwowa. W 2009 r. protestował przeciwko społecznemu wykonaniu decyzji administracyjnej o rozebraniu nielegalnego pomnika na Chryszczatej w Bieszczadach, domagając się od władz Ukrainy wystosowania noty protestacyjnej, a od władz polskich odnowienia pomnika.
Ewentualnie p. Pawluk będzie wypełniał instrukcje partyjnej koleżanki Iryny Farion, która na pytanie, czy Swoboda chce odebrać Polsce Podkarpacie, odpowiedziała:
"Boże, jaki absurd. Ukraina istnieje teraz [sic!] w tych granicach, które wyznaczono w poł
owie XX w. Przecież my na nic nie naciskamy i do niczego nie podżegamy. Inna sprawa, że Ukraińcy powinni jeździć na swoje etniczne ziemie, doglądać mogił poległych, badać ukraińską kulturę, wykonywać pracę oświatową. Jeśli mówić o powrocie ukraińskich ziem [do macierzy], to pierwsza [sic!] pretensja powinna być adresowana do Rosji."

Także m.in. dzięki Pawlukowi Polacy we Lwowie nie mogą doczekać się zwrotu kościoła św. Magdaleny oraz faktycznego oddania im Domu Polskiego.
Oto próbka poglądów Pawluka - na Facebooku tak skomentował pojawienie się we Lwowie placu im. Ołeksy Hasyna: "Życie Hasyna - najpiękniejszy przykład heroicznego czynu i miłości do Ukrainy!". Hasyn w latach 1943-45, a więc podczas najbardziej intensywnej fazy ludobójstwa na Polakach, był "zastępcą szefa sztabu UPA".

Kompetencje Pawluka do pracy w dyplomacji są żadne. Jego pierwszy zawód to ślusarz, pracował jako aktor teatru lalek, pełnił kierownicze funkcje w kulturze, później został politykiem Swobody. Jak widać członkowie Swobody obejmują państwowe funkcje na Ukrainie pomimo tego, że ich partia nie przeszła progu wyborczego. Jak można się domyślać, jedynym atutem Pawluka przy wyborze do pracy w dyplomacji było bycie nacjonalistą ukraińskim.
http://svoboda.org.ua/news/events/00013299/
http://tsn.ua/ukrayina/tyagnibok-visunuv-polshchi-pretenziyi-za-vandalizm.html
http://city-adm.lviv.ua/lmr/deputies/factions/vseukrainske-ob-iednannia-svoboda/1994-pavluk-vasil-mihajlovich
http://obozrevatel.com/publication/farion-polscha-mozhe-zaspokoitis.htm

Pozdrawiam
Wiesław Tokarczuk

23.03.15 

Jeden były komunista Miller

postawił się parlamentowi ukraińskiemu, który
czci  ludobójców banderowskich.  Będzie mu to policzone!
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/miller-nasilenie-tendencji-nacjonalistycznych-na-ukrainie-konieczna-reakcja/8425k6

Media polskie milczą także na temat działań i wypowiedzi NAJWAŻNIEJSZEGO OBYWATELA  Ukrainy - KOŁOMOJSKIEGO.

 
Bez wiedzy o tym nie da się zrozumieć, co to jest za kraj - ta Ukraina. 

 
Doszło do starcia dwóch oligarchów ukraińskich - Poroszenki, na stanowisku prezydenta Ukrainy, i Kołomojskiego - na stanowisku gubernatora (wojewody) obwodu Dniepropietrowskiego. 

 
Poroszenko przeprowadził ustawę w parlamencie, dzięki czemu formalnie udało mu się usunąć człowieka Kołomojskiego ze stanowiska prezesa przedsiębiorstwa Ukrnafta. Jednak musiał to egzekwować siłą z udziałem funkcjonariuszy struktury siłowej ALFA. Doszło do starć w siedzibie firmy, wyłamywanie okien i drzwi, połamane ręce, rozbite głowy itp atrakcje. Tego samego dnia wieczorem Kołomojski z uzbrojonymi ludźmi odbił siłą siedzibę firmy i wprowadził ponownie swojego człowieka. 

 
Wychodząc po bitwie Kolomojski słownie upokorzył dziennikarza radia Swoboda i oświadczył, że usunął rosyjskich dywersantów (milicjantów z ukraińskiego oddziału ALFA).

 
Poroszenko nie zareagował na złamanie prawa przez urzęnika państwowego i - ustąpił. Prawo ustąpiło przed siłą i pieniędzmi. Jedyne na co ośmielił się - to dać swojemu podwładnemu (prezydent - wojewodzie) - naganę.

 
W odwecie Kołomojski zablokował konto Poroszenki w swoim banku, blokując mu  40 milionów....

 
Dlaczego tak zwani zwykli Ukraińcy mają przestrzegać prawa, mając takie przykłady?

 


24.02.15 


Dariusz Madejski 

WYZNANIA POSZUKIWACZA OFIAR RZEZI WOŁYŃSKIEJ 


Tego nie chciała pokazać żadna telewizja


Robert Kmieć podczas wyprawy na jedno z jezior pod Nowym Dworem Mazowieckim. Tym razem w poszukiwaniu zatopionego pojazdu pancernego. [fot: arch.pryw.]

Robert Kmieć zajmuje się poszukiwaniem skarbów od kilkunastu lat. Wyciąga z jezior czołgi, samoloty i wozy opancerzone. Nie robi tego dla fantów, nie szuka łatwego zarobku. Dla niego ta praca jest odkrywaniem historii, często makabrycznej, brutalnej i niewygodnej politycznie. Tak jest w przypadku rzezi wołyńskiej, podczas której tysiące naszych rodaków straciło życie. Czy to było ludobójstwo? Poszukiwacz, który był na miejscu zbrodni i miał w ręku roztrzaskane siekierą czaszki małych dzieci nie ma żadnych wątpliwości. W rozmowie z Menstream.pl opowiada, jak trudno dotrzeć z prawdą do społeczeństwa.

Menstream.pl: Jak to możliwe, że Ukraina pozwoliła zbliżyć się polskim badaczom do miejsca zbrodni? To przecież niewygodne fakty.

Robert Kmieć: Dostaliśmy od władz Ukrainy zezwolenie na kilka dni pobytu w okręgu wołyńskim. Pojechał z nami również Adam Sikorski, znany z telewizyjnego programu Było, nie minęło. To on dokumentował całą ekspedycję. Były dwa wyjazdy, w ubiegłym roku i wcześniej, dwa lata temu. Można powiedzieć, że nasze poszukiwania były trochę półlegalne.

Co to znaczy?

Po pierwsze trzeba było przetransportować na miejsce georadary i inny sprzęt, który miał nam posłużyć do zlokalizowania i zmierzenia ewentualnych mogił, które mieliśmy zamiar znaleźć. No i nie mogliśmy przecież powiedzieć wprost Ukraińcom, po co tak naprawdę jedziemy na Wołyń.

Więc jaką wersję usłyszeli?

Akurat zdarzyło się, że prezydent Bronisław Komorowski miał spotkać się z prezydentem Ukrainy na otwarciu polskiego, powojennego cmentarza. To było niedaleko miejsca, które chcieliśmy sprawdzić. Tłumaczyliśmy więc, że jesteśmy na miejscu w związku z tym wydarzeniem. To była nasza przykrywka.

I nikt nie obserwował, co tam robicie? Trochę trudno w to uwierzyć.

Oczywiście byliśmy sprawdzani. Funkcjonariusze KGB co rusz przyjeżdżali, przyglądali się, wypytywali i patrzyli na ręce. Zdarzało się, że chcieli utrudnić nam poszukiwania podrzucając gdzieś niewybuch.

Żeby przepłoszyć badaczy?

Tak. Mówili, że mają zgłoszenie od pobliskich mieszkańców, że w okolicy jest jakiś niewypał i muszą to sprawdzić. Oczywiście dla naszego bezpieczeństwa. W rzeczywistości obawiali się tego, co możemy znaleźć.

Domyślam się, że ekspedycja na ziemię wołyńską przyniosła rezultat.

To, co zobaczyłem na Ukrainie, ma się nijak do tego, co oglądałem wcześniej, w kilkunastoletniej karierze poszukiwacza. Nie raz miałem do czynienia z grobami żołnierskimi, z których wyciągaliśmy czaszki i kości. Widziałem już po pięćdziesiąt osób pochowanych zbiorowo. Stojąc jednak nad mogiłami w Wołyniu, coś ścisnęło mi serce. Jeszcze po powrocie do kraju, przez trzy tygodnie nie mogłem dojść do siebie. Do dzisiaj trudno dobierać słowa, gdy o tym opowiadam.Rzeź wołyńska
Masowa zbrodnia dokonana przez nacjonalistów ukraińskich na mniejszości polskiej, podczas okupacji terenów II Rzeczypospolitej przez III Rzeszę, w okresie od lutego 1943 do lutego 1944. Ofiarami mordów byli Polacy, w dużo mniejszej skali Rosjanie, Ukraińcy, Żydzi, Ormianie, Czesi i przedstawiciele innych narodowości zamieszkujących Wołyń. Dokładna liczba ofiar nie jest znana.


Co tak Panem wstrząsnęło?

To może zrozumieć tylko osoba, która stoi nad grobem, w którym spoczywa nie jedna osoba, lecz dziesiątki dzieci powrzucanych jedno na drugie. Bo większość zwłok w odnalezionych przez nas mogiłach, to były właśnie dzieci, w różnym wieku. Znajdowaliśmy szczątki dwulatków, czterolatków, dziesięciolatków.

Żołnierze Ukraińskiej Powstańczej Armii nie oszczędzali przecież nikogo. Mordowano całe rodziny, bez wyjątku.

Tylko w jaki sposób. W niektórych czaszkach małych dzieci były dziury wielkości pięści, zapewne od uderzenia młotkiem lub siekierą. Przecież to jest niewyobrażalne, żeby tak postępować z drugim człowiekiem. Pytaliśmy też Ukraińców, którzy zainteresowani podchodzili do nas, czy pamiętają tamte lata. Niektórzy zgodzili się mówić.

ZOBACZ TAKŻE


Czasem ktoś ich opluje, czasem zwyzywa. To nie zraża polskich esesmanów, bo zależy im na pielęgnowaniu historii

Co wyłania się z ich opowieści?

Dantejskie sceny. Akurat prowadziliśmy prace przy ukraińskiej wsi Ostrówki. Lasy i pola obok tej miejscowości do dzisiaj noszą miano trupiego pola, pobliscy mieszkańcy bez problemu potrafią je wskazać. To tam Ukraińcy wymordowali setki Polaków, pozostawiając ciała bez pochówku. W lasach walały się trupy, które stały się później pożywką dla kruków. Dopiero po dwóch tygodniach armia Rosyjska, która zajęła tamte ziemie, nakazała pobliskim mieszkańcom wykopać mogiły i zrzucić do nich zwłoki. Odór rozkładających się ciał było ponoć czuć w promieniu kilku kilometrów, a zwłoki kobiet, dzieci i mężczyzn były już tak rozłożone, że trzeba było ściągać je do mogił bosakami i widłami, bo już się rozczłonkowywały, odpadały ręce, nogi i głowy. I my te mogiły właśnie odkryliśmy.

Władze Ukrainy zdają sobie sprawę z powagi tego odkrycia? Przyznał Pan, że byliście obserwowani.

Chyba nie zdają sobie sprawy ze skali naszych odkryć, ponieważ byliśmy bardzo czujni. Najgorzej było z Ukraińcem, to był chyba jakiś konserwator zabytków z okręgu lwowskiego, który został oddelegowany, by nadzorować nasze prace. No i byli jeszcze wspomniani funkcjonariusze z KGB, którzy nas nachodzili.


Robert Kmieć na planie filmowym Skarby III Rzeszy Bogusława Wołoszańskiego. Tym razem odkrywają tajemnice Zamku Czocha. Fot. archiwum prywatne.

Na czym to nękanie polegało?

Pamiętam, jak mundurowi przyjechali i rzucili wszystkich na maskę samochodu. Rewizja, pytania, oglądanie sprzętu. Było ich kilku. Dowódca przez dłuższy czas wydzwaniał do swoich zwierzchników z pytaniem, co z nami zrobić. W końcu odpuścili, bo nie znaleźli podstaw do zatrzymania. Mieliśmy szczęście. Innym razem prawie się zdemaskowaliśmy. Mundurowi byli o krok, by zobaczyć ogrom naszych odkryć.

Jak udało się uniknąć kłopotów?

Gdy już zorientowaliśmy się, z czym mamy do czynienia, trzeba było wszystkie szczątki opisać, skatalogować i policzyć. Pomagali w tym archeolog oraz antropolog, których mieliśmy w naszej ekipie. Wszystko układali skrzętnie na workach, rozłożonych na ziemi obok grobowca. Robiliśmy dokumentację, fotografie, by nikt nie zarzucił nam bezczeszczenia ciał. Nagle usłyszeliśmy dźwięk silnika. To były dwa samochody KGB. Na szczęście droga przez pola była trudna, więc trochę zajęło im dotarcie na nasze stanowisko badawcze. Mieliśmy więc czas, by zareagować. Cztery osoby szybko wykopały nowy dół, do którego poskładaliśmy wydobyte już z mogiły szczątki i ponownie przysypaliśmy je ziemią. Na to poszła beczka, na niej porozkładaliśmy jedzenie, dla niepoznaki. Jak Ukraińcy dotarli na miejsce i zajrzeli do mogiły, było w niej chyba sześć ciał. Tylko tyle znaleźliście? zapytali. Pokręcili się trochę po obozowisku i odjechali.

Co się później stało z tymi wszystkimi szczątkami? Nadal są zakopane na trupim polu?

Nie mogliśmy tak tego zostawić. Wszystkie odnalezione przez nas zwłoki zostały przeniesione na polski cmentarz, gdzie została odprawiona msza przez polskiego księdza.

Na tym samym cmentarzu, na którym mieli spotkać się prezydenci?

Tak. Z jakiś powodów, których nie znam, do spotkania głów obu państw jednak nie doszło. Były jednak osoby z Polski, rodziny pochowanych tutaj w czasie wojny rodaków. Przyjechali również przedstawiciele duchowieństwa ukraińskiego. Pamiętam, że jak zaczęła się część mszy, podczas której chowano wszystkie znalezione przez nas szczątki, opuścili oni cmentarz i stali za płotem. Wszyscy byli w szoku, nie rozumieli takiego zachowania.

Jak Pan je interpretuje?

Jestem prostym człowiekiem, nie wiem, co o tym sądzić. Najważniejsze było dla mnie wtedy upamiętnienie pamięci zamordowanych.

Na trupim polu też stanął jakiś znak, przypominający o tej zbrodni?

Ukraińcy pozwolili nam wyciąć dwa drzewa. Zbiliśmy z nich krzyż, który tam stanął. Tylko w ten sposób, oraz krótka modlitwą, mogliśmy oddać hołd wymordowanym rodzinom.

Co stanie się z zebranym przez badaczy materiałem? Przecież robiliście zdjęcia, kręciliście materiał filmowy.

To nie zginie. Adam Sikorski robi na jego podstawie film dokumentalno-fabularyzowany. Mogę już zdradzić, że obraz będzie miał premierę we wrześniu tego roku, będą pokazy w Warszawie. Po premierze można spodziewać się niemałego zamieszania.


Robert Kmieć podczas pracy. Fot. archiwum prywatne.

Dlaczego? Przecież temat Wołynia nie jest nowy. Polacy już się z nim obyli.

Tylko ten film przedstawi prawdę historyczną, pokażemy doły śmierci, które zastaliśmy w Ukrainie. Będą inscenizacje mordu, żadnego przekłamania. Moim zdaniem to bardzo wstrząsający materiał. Proszę sobie wyobrazić, że żadna stacja telewizyjna nie jest zainteresowana wyemitowaniem dokumentu, ponieważ jest zbyt drastyczny, zbyt bije w interesy ukraińsko-polskie. Na szczęście znalazł się człowiek, który wyłożył pieniądze na realizację projektu. Tyle mogę powiedzieć.

Z tego co Pan mówi, ten film może jednak uderzyć w interesy ukraińsko-polskie.

Jeżeli były mordy, to trzeba pokazać, w jaki sposób ich dokonywano. Nie mówię, byśmy rozpętywali trzecią wojnę światową i szli na Ukraińców. Jednak dopóki władze tego narodu nie przyznają, że takie zbrodnie miały miejsce i nie potępią tego, co się wydarzyło, nie ma mowy o jakimkolwiek pojednaniu. Stepan Bandera, który ponosi odpowiedzialność za zorganizowane ludobójstwo polskiej ludności cywilnej na Wołyniu, nadal jest przecież traktowany u nich, jak bohater narodowy.

Trzy lata temu zostało mu nadane największe odznaczenie państwowe na Ukrainie. Później je cofnięto.

Co z tego, jeśli w zamian postawili mu kolejny pomnik? Ponad osiem szkół na terenie Ukrainy nosi też imię Bandery, podobnie jak około dwieście ulic, nie mówiąc o innych instytucjach. Oni naprawdę uważają go za wielką postać. Jeszcze sporo czasu może minąć, nim zmienimy karty historii.

http://menstream.pl/wiadomosci-reportaze-i-wywiady/wyznania-poszukiwacza-ofiar-rzezi-wolynskiej-tego-co-znalazl-nie-chciala-pokazac-zadna-telewizja,0,1355028.html 

15.02.15

BBC ujawnia świadectwo snajpera,


który strzelał do milicjantów na Majdanie  
 

Przywódcy protestu, z których część zajmuje obecnie ważne i wpływowe stanowiska, utrzymują, że główna odpowiedzialność za strzelaniny spoczywa na siłach bezpieczeństwa, działających w imieniu poprzedniego rządu. Jednak w rok po tych wydarzeniach, niektórzy świadkowie zaczynają przedstawiać zupełnie inny obraz całej sytuacji.

Niemal rok temu krwawy dzień na głównym placu Kijowa wyznaczył koniec zimowych protestów przeciwko rządom prezydenta Wiktora Janukowycza, który wkrótce potem uciekł z kraju. Ponad 50 protestujących oraz trzech milicjantów zginęło. Jednak jak zaczęła się cała strzelanina? Organizatorzy protestu zawsze zaprzeczali, jakoby mieli w tym jakikolwiek udział. Pewien mężczyzna opowiedział reporterowi BBC, Gabrielowi Gatehouse’owi inną historię.

Jest wczesny ranek, 20 lutego 2014 roku. Kijowski Majdan jest podzielony – po jednej stronie Berkut, po drugiej protestujący. Protest trwał już od ponad dwóch miesięcy jednak tragiczne wydarzenia dopiero miały nadejść. Przed zachodem słońca ponad 50 osób będzie martwych, w większości zastrzelonych na ulicach przez siły bezpieczeństwa. Przemoc doprowadzi do obalenia prezydenta Wiktora Janukowycza, uważanego za prorosyjskiego. Moskwa określi to mianem zbrojnego zamachu stanu i użyje jako pretekstu, by usankcjonować zajęcie Krymu i wspieranie separatystów na wschodzie Ukrainy. Przywódcy protestu, z których część zajmuje obecnie ważne i wpływowe stanowiska, utrzymują, że główna odpowiedzialność za strzelaniny spoczywa na siłach bezpieczeństwa, działających w imieniu poprzedniego rządu. Jednak w rok po tych wydarzeniach, niektórzy świadkowie zaczynają przedstawiać zupełnie inny obraz całej sytuacji.

„Strzelałem w dół, pod ich nogi” – mówi mężczyzna, na potrzeby artykuły nazywany „Siergiej”. Opowiadał, jak zajął pozycję na budynku Konserwatorium Kijowskiego, akademii muzycznej w południowo-zachodnim narożniku Placu Niepodległości. „Oczywiście mogłem kogoś trafić w ramię czy gdziekolwiek indziej. Ale nie strzelałem by zabić”.

Siergiej był zwykłym protestującym na Majdanie przez ponad miesiąc. Powiedział, że jego strzały w kierunku milicji na placu i na dachu podziemnej galerii handlowej Globus spowodowały jej odwrót rankiem 20 lutego.

Do strzelaniny doszło również dwa dni wcześniej, 18 lutego. W środę, 19 lutego, było spokojniej, jednak jak relacjonuje Siergiej, wieczorem został skontaktowany z mężczyzną, który zaoferował mu dwa rodzaje broni: strzelbę powtarzalną kaliber 12 oraz sztucer myśliwski Saiga, wystrzeliwujący pociski z bardzo dużą prędkością. Jak twierdzi, wybrał ten drugi i ukrył go w budynku Poczty, parędziesiąt metrów od Konserwatorium. Oba te budynki były pod kontrolą protestujących.

Kiedy wczesnym rankiem 20 lutego zaczęła się strzelanina, Siergiej został odeskortowany do Konserwatorium, gdzie spędził jakieś 20 minut przed godziną 7:00 strzelając do milicji, w towarzystwie drugiego strzelca.

Jego relację częściowo potwierdza inny świadek. Tego ranka, Andrij Szewczenko, wówczas deputowany opozycji i uczestnik ruchu Majdanu, odebrał telefon od szefa specjalnego oddziału milicji, Berkutu. „Dzwoni do mnie i mówi: ‘Andrij, ktoś strzela do moich chłopców’. I powiedział, że strzały padały z budynku Konserwatorium”.

Szewczenko skontaktował się z Andrijem Parubijem, znanym jako Komendant Majdanu. „Wysłałem grupę moich najlepszych ludzi by przeszukali całych gmach Konserwatorium i ustalili czy są tam jakieś stanowiska strzeleckie” – mówi Parubij.

W międzyczasie, deputowany Szewczenko otrzymywał coraz to bardziej paniczne telefony. „Ciągle odbierałem telefony od oficera milicji, który mówił: ‘Mam trzech rannych ludzi, mam pięciu rannych ludzi, mam jednego zabitego’. I w pewnym momencie on mówi: ‘wycofuję się’. I dodaje: ‘Andrij, nie wiem co będzie dalej’. Ale jasno czułem, że stanie się coś naprawdę złego”.

Andrij Parubij, obecnie wicemarszałek ukraińskiego parlamentu, powiedział, że jego ludzie nie znaleźli żadnych strzelców w Konserwatorium. Jednak fotograf, który zdołał dostać się do budynku nieco później, krótko po 8:00, zrobił zdjęcia uzbrojonych mężczyzn. Nie widział jednak, by strzelali.

Relacja Siergieja również różni się od tej, którą przedstawia Parubij. „Właśnie przeładowywałem. Podbiegli do mnie. Jeden z nich postawił na mnie nogę i powiedział: ‘Chcą z Tobą zamienić słowo, wszystko jest OK, ale przestań robić to, co robisz’ ”. Siergiej był przekonany, że ci ludzie byli z jednostki ochrony Parubija, ale nie rozpoznał ich twarzy. Wyprowadzili go z Konserwatorium, wywieźli z Kijowa i zostawili samego, by wracał do domu. Do tego czasu trzech milicjantów zostało śmiertelnie rannych, a masowe zabijanie protestujących rozpoczęło się.

Oficjalne śledztwo skupiło się wyłącznie na tym, co wydarzyło się po odwrocie milicji z placu. Na nagraniach wideo widać wyraźnie, jak podczas wycofywania się milicjanci strzelają w stronę demonstrantów. Aresztowano tylko trzy osoby – wszyscy to członkowie Berkutu. Spośród nich tylko dwoje oficerów niskiej rangi pozostaje w areszcie. Dowódca oddziału, Dmitrij Sadownik, zniknął po tym, jak został zwolniony za kaucją. Trzej milicjanci są oskarżeni o spowodowanie śmierci 39 osób. Jednak zabitych zostało co najmniej kilkunastu innych protestujących. Do tego również trzech milicjantów, którzy zmarli od ran.

Część zabitych niemal na pewno zginęła z rąk snajperów, którzy zapewne strzelali z niektórych wysokich budynków otaczających plac. Prawnicy ofiar, a także źródła w prokuraturze generalnej powiedziały jednak reporterom BBC, że gdy przychodzi do zajmowania się śmiercią tych, którzy nie mogli zginąć z rąk milicjantów, ich działania są blokowane przez sądy.

„W czasach Janukowycza to było jak trójkąt bermudzki: biuro prokuratora [generalnego], milicja i sądy” – mówi Szewczenko. „Wszyscy wiedzieli, że współpracują ze sobą, kryją się wzajemnie i to była podstawa masowej korupcji w kraju. Te powiązania nadal istnieją” – dodaje.

Ukraiński prokurator generalny Witalij Jarema został niedawno odwołany ze stanowiska. Miało to związek z ostrą krytyką tego, w jaki sposób zajmował się śledztwem.

W międzyczasie pojawiły się również teorie spiskowe.

Parubij jest pewien, że „strzały 20 [lutego] zostały oddane przez snajperów, którzy przybyli z Rosji i których Rosja kontrolowała. Strzelcy mieli zorganizować na Majdanie krwawą łaźnię”. Jest to szeroko podzielany pogląd na Ukrainie. W Rosji wielu wierzy jednak w coś zupełnie odwrotnego, mianowicie w to, że rewolta na Majdanie była zachodnim spiskiem, zamachem stanu inspirowanym przez CIA i mającym na celu wyrwanie Ukrainy z orbity wpływów Moskwy. Żadna ze stron nie przedstawiła jednak przekonujących dowodów.

Znaczna większość protestujących na Majdanie była pokojowo nastawionymi, nieuzbrojonymi cywilami, którzy miesiącami trwali w zimnie na proteście, domagając się zmiany skorumpowanego rządu. Z tego co wiadomo, żaden z demonstrantów zabitych 20 lutego nie był uzbrojony.

Liderzy Majdanu zawsze utrzymywali, że starali się nie dopuszczać na Majdan broni. „Wiedzieliśmy, że naszą siłą było niestosowanie przemocy, zaś naszą słabością byłoby zacząć strzelać” – powiedział Szewczenko.

Według Parubija jest możliwe, że garstka uzbrojonych protestujących mogła dostać się na Majdan jako część spontanicznej i niezorganizowanej reakcji na przemoc, jaką stosowały siły bezpieczeństwa w dniach poprzedzających wydarzenia z 20 lutego. „Słyszałem, że po strzelaninie 18 lutego na Majdanie pojawili się ludzie z bronią myśliwską. Powiedziano mi, że czasem byli oni krewnymi lub nawet rodzicami zabitych 18 [lutego]. Więc przyznaję, że to możliwe, że ludzie z karabinami myśliwskimi byli na Majdanie. Kiedy snajperzy zaczęli zabijać moich chłopców, jednego po drugim, mogę sobie wyobrazić, że ci z bronią myśliwską odpowiedzieli ogniem”.

Siergiej ponownie mówi jednak coś innego. Jak powiedział, został zwerbowany jako potencjalny strzelec w końcu stycznia przez mężczyznę, którego określił jedynie jako emerytowanego oficera wojska. Siergiej sam jest byłym żołnierzem.

„Zaczęliśmy rozmawiać, a on wziął mnie pod swoje skrzydła. Zobaczył we mnie coś co mu się spodobało. Oficerowie są jako psycholodzy, widzą kto się nadaje. Trzymał mnie blisko siebie”. Ów eks-oficer odwiódł go od przyłączenia się do którejś z grup bojowych aktywnych na Majdanie. „Powiedział: twój czas nadejdzie”.

Czy Siergiej był przygotowywany, psychologicznie, by chwycić za broń? „Nie żebyśmy siadali i opracowywali plan. Ale prywatnie rozmawialiśmy o tym, a on przygotowywał mnie na to”. Nie jest jasne kim był ów mężczyzna, który najwyraźniej zwerbował Siergieja oraz czy należał on do którejś z uznanych grup aktywnych na Majdanie. Nie wiadomo również wielu innych rzeczy, takich jak to, kto oddał pierwsze strzały 20 lutego.

Co do teorii spiskowych istnieje możliwość, że Siergiej został zmanipulowany i odegrał rolę pionka w większej grze. On jednak nie patrzy na to w ten sposób. Uważa się za zwykłego protestującego, który chwycił za broń w samoobronie.

„Nie chciałem nikogo zastrzelić ani zabić. Ale taka była sytuacja. Nie czuję się jak jakiś bohater. Wręcz przeciwnie: mam kłopoty ze snem, złe przeczucia. Staram się siebie kontrolować, ale cały czas się denerwuję. Nie mam z czego być dumnym. To proste strzelać. Żyć po tym – to jest trudność. Ale musisz bronić swojego kraju” - mówi Siergiej.

O tym, że oficjalna wersja wypadków na Majdanie jest pozbawiona podstaw informowaliśmy jako pierwsi w Polsce.

Kijowskiej masakry dokonali ludzie Majdanu wynika z analizy kanadyjskiego naukowca

Po naszch publikacj tematem na krótko zajął się Onet.pl, jednak ostatni materiał poświęcony temu zagadnieniu zniknął ze stron tego portalu, bez podania jakichkolwiek wyjaśnień. Reszta mediów zupełnie przemilczała temat.

Tłumaczenie i opracowanie Marek Troj 

Źródło: http://www.kresy.pl/publicystyka,reportaze?zobacz%2Fbbc-ujawnia-swiadectwo-snajpera-ktory-strzelal-do-milicjantow-na-majdanie# 


Źź

13.02.15 

Prezydent Komorowski przyjął

 
zaproszenie prezydenta Poroszenki. na rocznicę Majdanu 20 lutego. Jeśli jednak na Majdanie strzelali snajperzy wynajęci przez ludzi Majdanu, a nie Berkut, będzie to rocznica zwykłego, krwawego puczu...

 
http://zygumntbialas.neon24.pl/post/119094,kto-strzelal-i-zabijal-rok-temu-na-majdanie

 
Kto strzelał i zabijał rok temu na Majdanie

 
Reporter BBC wydobył na światło dzienne fakty, które obalają oficjalną wersję masakry 10 lutego ub.r. na Majdanie.

 
Dotąd twierdził rząd kijowski i przede wszystkim rząd USA, że policja ówczesnego prezydenta Wiktora Janukowicza, używając ostrych naboi, jest odpowiedzialna za śmierć 50 demonstrantów. Także trzech policjantów było zabitych. Masakra była bezpośrednią przyczyną obalenia Janukowicza i dojścia dzisiejszego rządu do władzy.

 
Mittwoch, 17 Uhr, Maidan: Die Regierungs-Gegner besetzten weiterhin den Unabhängigkeits-Platz. (Screenshot: Espreso TV)

 
Austriacki dyplomata Wolfgang Petritsch już od pewnego czasu twierdzi, że zmiana władzy w Kijowie nosi znamiona puczu. Masowy mord na Majdanie nie został nigdy wyjaśniony. Oskarżono trzech policjantów, obciążając ich winą za morderstwa.
 
BBC twierdzi teraz, że był całkiem inny przebieg wydarzeń. Brytyjskiej stacji udało się zidentyfikować jednego snajpera, który z budynku konserwatorium, kontrolowanego przez (ówczesną) opozycję, strzelał do policjantów i do nieuzbrojonych demonstrantów.
 
Jego akcja była planowana od dawna. Mężczyzna powiedział BBC, że już od dłuższego czasu był przygotowywany do działania przez byłego oficera, który brał udział w demonstracjach na Majdanie. Mężczyzna otrzymał strzelbę Saiga i wraz z drugim 'najemnikiem' strzelał z budynku konserwatorium do policjantów. Celował w nogi - twierdzi - jednakże mógł trafić w ramiona czy gdzie indziej.
 
Wypowiedź sprawcy jest poparta przez posła Andrija Szewczenko, który oświadczył, iż był poinformowany przez policję o tym, że strzelano z budynku konserwatorium w policjantów. Zwrócił uwag ówczesnego "szefa bezpieczeństwa" majdanowych protestów Andrija Parubija na dramatyczny rozwój zdarzeń.
 
Parubij powiedział posłowi, że wysłał swych najlepszych ludzi, by ci sprawdzili, czy nie ma tam ludzi, strzelających ostrymi nabojami. W międzyczasie policja Janukowicza dzwoniła pilnie do Szewczenki, zawiadamiając go o "polowaniu", w wyniku czego byli zabici i ranni.
 
Parubij, zwany "komendantem Majdanu", był jednak zdania, iż niemożliwe jest, by snajperzy znajdowali się w konserwatorium. BBC prezentuje jednak zdjęcia Ewgenuja Małoletka, które wyraźnie pokazują snajperów w - kontrolowanym przez organizatorów Majdanu - budynku i na balkonie.
 
Prezentacji Parubija zaprzecza także w/w snajper. Był on - twierdzi - eskortowany z obiektu przez oddział Parubija i wywieziony z Kijowa. Został wysadzony z samochodu i musiał sam wracać do Kijowa.
 
Adwokaci ofiar Majdanu i prokuratorzy opowiadają brytyjskiemu nadawcy, iż ich próby dowiedzenia się prawdy o śmiertelnych strzałach na Majdanie, zostały zablokowane przez sądy. Została oficjalnie przyjęta wersja, że policjanci Janukowicza są odpowiedzialni za strzelaninę.
 
Kanclerz Angela Merkel obiecała po kijowskiej masakrze, iż będzie szczegółowe zbadanie tej sprawy. Do tej pory jednak nie wszczęto kompleksowego, niezależnego dochodzenia.
 
Majdańskie morderstwo doprowadziło do obalenia legalnie wybranego rządu Janukowicza. W czasie przewrotu przedstawicielka Victoria Nuland poleciła telefonicznie swym współpracownikom w Kijowie, by wypromowali Arsenija Jaceniuka na politycznego przywódcę.
 
Rosja zareagowała na kijowski przewrót zajęciem Półwyspu Krymskiego. Zachód uznał to posunięcie jako sprzeczne z prawem narodów i nałożył sankcje, skierowane przeciw Rosji.
 
Parubij powiedział BBC, że strzały został oddane przez rosyjskich snajperów, by sprawić rzeź na Majdanie. Parubij był w pierwszym rządzie Jaceniuka przewodniczącym Narodowej Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy. Podczas protestów na Majdanie współpracował ściśle z szefem Prawego Sektora Dmytrem Jaroszem. Dzisiaj jest członkiem partii Jaceniuka i działa jako zastępca rzecznika ukraińskiego parlamentu.
 
Rząd Jaceniuka jest wspierany przez USA i określany chętnie przez zachodnią opinię publiczną jako "rząd prozachodni" czy też "rząd przyjazny Europie". Europejscy podatnicy będą musieli zapłacić zapewne miliardy za długi Ukrainy (już płacą - przypis ZB), ponieważ sytuacja gospodarcza w kraju pogorszyła się dramatycznie po wydarzeniach na Majdanie.
 
 
Przetłumaczył: Zygmunt Białas


22.01. 15 

Ostrzelany przystanek w Doniecku

Dziś rano informowaliśmy o śmierci cywilów w Doniecku wskutek wybuchu pocisku na przystanku tramwajowym. W sieci pojawiły się nagrania ilustrujące tragedię. Podkreślamy, że zawierają one drastyczne obrazy, osoby nieletnie i wrażliwe nie powinny ich oglądać. Zamieszczamy je aby przeciąć wstrzemięźliwość bądź całkowitą jednostronność polskich mediów głównego nurtu w relacjonowaniu tej tragedii.

Według najnowaszych relacji pocisk trafił w okolice pętli komunikacji miejskiej w lenińskim rejonie Doniecka. Poszkodowani byli pasażerowie stojącego samochodu, który zajął się ogniem oraz stojącego na przystanku trolejbusu. Według najnowszych szacunków zginęło 13 osób, zaś dwadzieścia zostało rannych. Wszyscy zostali przewiezieni do "Republikańskiego Szpitala Urazowego".

Większość polskich środków masowego przekazu powtarza bezkrytycznie komunikaty Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Ministerstwa Obrony Ukrainy, obciążające separtystów odpowiedzialnością za tę tragedię. Wystarczy jednak rzut okaz na mapę - rejon leniński zajmuje południowo-wschodnią część Doniecka, położoną "za plecami" stanowisk spearatystycznych - by uznać większe prawdopodobieństwo ostrzału ze stanowisk ukraińskiej armii. O tym również mówią cytowani przez źródła separatystyczne świadkowie ostrzału.

Przedwczoraj portal kresy.pl jako jedyny w Polsce cytował przeprowadzony przez ukraińską redakcję wywiad z kierowcą autobusu, w którym pod Wołnowachą 13 stycznia zginęło 13 cywilów, wskutek wybuchu pocisku lub miny. Kierowca twierdził, wbrew narracji urkaińskich polityków (powtarzanej przez polskie media), że strzał padł ze strony pozycji armii ukraińskiej http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/sensacyjny-wywiad-kierowca-zmasakrowanego-autobusu-mowi-o-strzalach-z-pozycji-ukrainskich-video Polskie media głównego nurtu nie podjęły tego wątku.


 Źródło: http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz%2Fostrzelany-przystanek-w-doniecku-video-18 

22.01.15  

Jan Stec – Ukraina. Rok Majdanu

Minął rok od rozpoczęcia dramatycznych wydarzeń na Ukrainie, wydarzeń które do dziś pozostają w centrum uwagi głównych sił politycznych nie tylko w Europie, ale i w skali światowej.

Zaczęło się stereotypowo od kolejnego Majdanu doskonale przygotowanego i wyreżyserowanego przy dużym udziale ośrodków zagranicznych. Wypada przypomnieć, że poprzedni Majdan zorganizowany w 2004 r. wyniósł do władzy prezydenta Wiktora Juszczenkę. Jego kadencja nie przyniosła jednak Ukrainie oczekiwanych zmian na lepsze. Trwała recesja i rabunek kraju przez wszechwładne grupy oligarchów. Stopa życiowa ludności spadała systematycznie. Tym razem podjęto grę o nieporównywalnie większą stawkę. Chodziło nie tyle o Ukrainę, co o generalną zmianę sytuacji geopolitycznej w tej części Europy, a mianowicie o osłabienie Rosji i jej odepchnięcie na wschód, głównie poprzez stworzenie sytuacji konfliktowych na jej granicach.

Uczestnicy Majdanu rekrutowali się z dwu różnych środowisk. Byli to po pierwsze członkowie różnego rodzaju ugrupowań nacjonalistycznych, dobrze zorganizowani i przeszkoleni na rozmaitych obozach, kursach itp., przybyli głównie z zachodnich obwodów Ukrainy. Uzupełnienie stanowiły rzesze ludzi biednych i zagubionych (głównie młodzieży) bez perspektyw życiowych. Ci ludzie chcieli przede wszystkim zmian na lepsze. Hasłem jednoczącym było stowarzyszenie, a następnie pełna integracja z Unią Europejską. To miało być przysłowiowe panaceum na wszystkie ukraińskie nieszczęścia. W miarę upływu czasu i zaostrzania się sytuacji ster działań na Majdanie przeszedł całkowicie w ręce nacjonalistów. Pojawili się przywódcy z dużymi ambicjami (Parubij, Laszko, Awakow i in.).

Wydawało się, że po podpisaniu w lutym porozumienia między prezydentem Janukowyczem i przedstawicielami Majdanu sygnowanego również przez ministrów spraw zagranicznych Francji, Niemiec i Polski sytuacja będzie się normalizować, tym bardziej że była to faktycznie kapitulacja urzędującego prezydenta. Jednakże siły przeciwne wszelkiemu porozumieniu zarówno wewnętrzne jak i zagraniczne działały sprawnie.

Nasiliła się fala pogromów przeciwników politycznych, okupacji urzędów centralnych i terenowych. Niejako finałem tego były krwawe wydarzenia na Majdanie. Łącznie zginęło ponad 100 osób zarówno milicjantów jak i demonstrantów. Winnych tej zbrodniczej inscenizacji dotychczas nie ustalono, podobnie jak sprawców innej masowej zbrodni dokonanej w maju w Odessie (spalono żywcem 48 osób). Teraz wydarzenia rozwinęły się w sposób lawinowy. Janukowycz został zmuszony do rezygnacji. Władzę de facto przejęła grupa polityków (O. Turczynow, A. Jaceniuk, A. Parubij, W. Kliczko) o wyjątkowo antyrosyjskim nastawieniu. Dodać należy, iż znaczną rolę w tym okresie odgrywali działacze ultranacjonalistycznej partii „Swoboda” (O. Tiahnybok, I. Farion). Jednym z pierwszych posunięć tej grupy było przeforsowanie ustawy pozbawiającej język rosyjski statusu języka urzędowego. Do dziś trudno z całą pewnością stwierdzić czy był to przejaw głupoty politycznej czy też sprytnie zainicjowana prowokacja. Tak czy owak fakt ten wywołał falę sprzeciwu nie tylko mniejszości rosyjskiej, ale i części Ukraińców posługujących się tym językiem. To właśnie wówczas nastąpiły masowe demonstracje i oznaki nieposłuszeństwa we wschodnich a także południowych obwodach Ukrainy.

Termin przewrotu państwowego został wybrany doskonale. Był to końcowy okres olimpiady w Soczi. Władze rosyjskie były wyraźnie zaskoczone. Stąd też wynikał błąd bezkrytycznego poparcia prezydenta Janukowycza podczas, gdy ten prowadził wielostronną grę o utrzymanie władzy, a także a może przede wszystkim niemałego majątku swojej rodziny. Stąd zrodziła się decyzja udzielenia Ukrainie niskooprocentowanej pożyczki w kwocie 15 mld dolarów, z czego przekazano ok 3 mld.

Jednocześnie z zaostrzeniem sytuacji rozwinięto w kraju bezprzykładną kampanię rusofobii w myśl sformułowania „… za wszystko zło są winni Moskale…”. Pogromy, niszczenie pomników i miejsc pamięci, a także instytucji kulturalnych, naukowych, a nawet bankowych były na porządku dziennym. Czyniły to najczęściej grupy sfanatyzowanej młodzieży (często nieletniej). W kampanii tej uczestniczyła nie tylko hierarchia Kościoła greckokatolickiego, co jest zrozumiałe, ale i Ukraiński Autokefaliczny Kościół Prawosławny. W jednym z publicznych wystąpień zwierzchnik tegoż Kościoła metropolita Filaret nazwał prezydenta W. Putina „szatanem”. Jak dotąd naliczono kilkadziesiąt przypadków zniszczenia (głównie na wschodzie) bądź przejęcia świątyń podległych patriarchatowi moskiewskiemu.

Rosja po okresie zaskoczenia rozpoczęła kontratak. Po sprawnie przeprowadzonym referendum przejęła w sposób całkowicie pokojowo Krym. Z punktu widzenia geopolityki trudno przecenić ten fakt. Jest to po prostu klucz do zapewnienia sobie przewagi w akwenie Morza Czarnego z perspektywą zintensyfikowania działań na Morzu Śródziemnym.

Błędne decyzje władz kijowskich oraz przebieg wydarzeń na Krymie spowodowały rozwój ruchu oporu we wschodnich i częściowo południowych obwodach Ukrainy (głównie Donieck, Ługańsk a także Charków). Rozbudzone zostały nadzieje na podobny scenariusz, podsycane przez oficjalną propagandę rosyjską. Modne stało się noszenie pomarańczowo-czarnych wstążek (gieorgijewskije lientoczki).

Praktycznie od połowy kwietnia wystąpiły przejawy zbrojnego ruchu oporu, które stopniowo przeradzały się w wojnę domową z wszystkimi jej konsekwencjami. Działające z początku samorzutnie grupy partyzanckie stopniowo przyjmowały typowo wojskową organizację. Pojawiło się centralne dowodzenie. Broń, szczególnie ciężka pozostaje głównie zdobyczna, bądź też przejęta z arsenałów armii ukraińskiej. Rosja dostarczyła pewną ilość nowoczesnej broni strzeleckiej oraz wyposażenia indywidualnego żołnierza. W obwodach donieckim i ługańskim ukonstytuowały się Republiki Ludowe (Doniecka i Ługańska), tworząc stopniowo lokalne organy administracji.

W miarę nasilania się walk nieuchronnie następowało umiędzynarodowienie konfliktu. Po stronie ukraińskiej pojawiły się grupy ochotników z różnych regionów Europy (najwięcej z Bałkanów) walczących z pobudek ideowych, a niekiedy też awanturników szukających przygód. W tej grupie są też obywatele polscy, na szczęście nieliczni. Po stronie secesjonistów walczą przybyli z Rosji ochotnicy (ok 5–6 tys.), częściowo zorganizowani w tzw. formacje kozackie. Są to na ogół żołnierze starszych roczników, często o specjalizacjach technicznych. Nie są oni żołnierzami armii rosyjskiej, aczkolwiek mają zagwarantowane pełne prawa kombatanckie. Ponadto w organach dowodzenia formacji powstańczych działa nieliczna grupa oficerów rosyjskich – specjalistów z zakresu wywiadu, rozpoznania i planowania operacyjnego. Grupy ochotników spoza Rosji są symboliczne (najczęściej Serbowie) i mają jedynie znaczenie propagandowe.

Prowadzona przez armię ukraińską tzw. operacja antyterrorystyczna, której największe nasilenie przypadło na okres lipiec–sierpień, zakończyła się jej totalną klęską. Dysponując przewagą w sile żywej (co najmniej 3:1) oraz absolutną przewagą techniczną (artyleria, broń pancerna, lotnictwo) poniosła ona szereg bolesnych porażek, tracąc ponad 18 tys. ludzi (w tym ponad 6 tys. zabitych) oraz ogromną masę sprzętu (około 260 wozów bojowych, 70 samolotów i śmigłowców oraz ponad 100 dział i wyrzutni rakiet). Podkreślić należy, że wiele sprzętu pancernego oraz artyleryjskiego (ogółem ponad 300 sztuk) przejęli powstańcy w stanie nienaruszonym. U podstaw tych porażek legły przede wszystkim:

§  niedostatki w dziedzinie wywiadu, rozpoznania i planowania działań;

§  słaby system dowodzenia, w tym rażące przykłady lekkomyślności w zakresie ubezpieczenia wojsk;

§  kiepskie zaopatrzenie kwatermistrzowskie;

§  na ogół niskie morale większości jednostek wojskowych (brak wyraźnego celu walki, słaba dyscyplina, maruderstwo, porzucanie sprzętu itp.).

W tej dziedzinie przyzwoitą postawę prezentowały jednostki ochotnicze, ale ich wartość bojową obniżał słaby stan wyszkolenia.

Przebieg działań bojowych wykazał, że armia ukraińska stosowała na terenie Donbasu taktykę spalonej ziemi. Ostrzeliwanie przez artylerię oraz bombardowanie dzielnic mieszkalnych a także instytucji użyteczności publicznej (wodociągi, gazownie, szkoły czy szpitale) było na porządku dziennym, podobnie jak stosowanie zabronionych międzynarodowymi konwencjami pocisków z ładunkami fosforowymi oraz bomb kulkowych. W kilkunastu przypadkach do ostrzału Doniecka i Ługańska użyto najcięższych armat „PION” o zasięgu 47 km oraz rakiet taktyczno-operacyjnych „TOCZKA” służących głównie do rażenia dużych celów powierzchniowych. Działania te spowodowały duże straty wśród ludności cywilnej (ponad 6 tys.), zniszczenia większości urządzeń technicznych i zakładów przemysłowych oraz istny exodus uchodźców (ok 1 mln osób) chroniących się na terenach Federacji Rosyjskiej. Taką taktykę stosowaną na terenach własnego państwa określić można jako całkowicie bezmyślną, chyba że chodziło o ostateczne sprowokowanie Rosji do wystąpienia zbrojnego. Tak czy inaczej przebieg tych działań, a także podjęta w Kijowie decyzja o wyłączeniu systemu bankowego (niepłacenie rent i emerytur, blokada komunikacji Donbasu i inne) sprawiają wrażenie, że przynajmniej część polityków ukraińskich uważa te tereny za stracone i stąd zamiar pozostawienia po sobie pustyni. Jest rzeczą oczywistą, że po tych wydarzeniach wszelka dyskusja o federalizacji tego terenu jest bezprzedmiotowa, a przy tym określenie statusu zbuntowanych republik zadowalającego obydwie strony będzie niezwykle trudne.

Zmęczenie przeciwników, a także w przypadku secesjonistów oznaki klęski humanitarnej na kontrolowanych przez nich terenach, spowodowało zawarcie układu rozejmowego w Mińsku (5 IX) przy pośrednictwie Rosji oraz OBWE. Przewidywał on przerwanie ognia, utworzenie strefy buforowej, wymianę jeńców oraz dalsze rozmowy w sprawie statusu Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej. Jak dotąd dokonano wymiany większości jeńców, nie utworzono natomiast w pełnym wymiarze strefy buforowej. Ostrzał artyleryjski dzielnic mieszkalnych został całkowicie przerwany dopiero 9 grudnia br. dalsze spotkania grupy konsultacyjnej nie przyniosły rezultatów.

Przeprowadzone w maju br. wybory prezydenckie na Ukrainie oraz październikowe wybory parlamentarne spowodowały legitymizację zarówno władzy ustawodawczej jak i wykonawczej. Podkreślić należy, iż w październikowych wyborach do Rady Najwyższej skrajni nacjonaliści utrzymali, a nawet zwiększyli stan posiadania mimo porażki partii „Swoboda”, co nie rokuje pomyślnie na szybkie postępy w ewentualnych rozmowach pokojowych.

Wybory na terenach Donbasu przeprowadzone 2 listopada utwierdziły istniejący stan rzeczy. Kierownictwa zbuntowanych republik pozostały niezmienione. Rosja uznała wyniki zarówno wyborów na Ukrainie, jak i na terenach Donbasu – co nie oznacza jednak potwierdzenia niezależności tych terenów.

Sytuacja wewnętrzna i międzynarodowa Ukrainy pozostaje nadal skomplikowana. Co prawda, po długich i trudnych negocjacjach i przy pośrednictwie Komisji Europejskiej udało się wreszcie podpisać kolejną umowę gazową z Rosją, gwarantującą dostawy gazu przynajmniej do 31 marca 2015 r. (przy zachowaniu przedpłat), ale nadal położenie sektora energetycznego jest trudne. Przypomnieć należy, że ok 2/3 produkcji energii elektrycznej Ukrainy opiera się na węglu. Ukraina będąca liczącym się w świecie eksporterem węgla kamiennego (wydobycie w 2012 r. ok 80 mln ton) stała się importerem. Zapasy węgla w Donbasie są duże, ale póki co sięgnąć po niego nie można. Próby importu z RPA i Australii okazały się nieudane (niska jakość). Ratunkiem okazało się wynegocjowanie dostaw wysokokalorycznego węgla z Rosji (na razie ok 1 mln ton).

Tak czy owak wyłączenia energii, w tym również dla ludności, są na porządku dziennym. Niepokój w skali międzynarodowej wzbudzają powtarzające się awarie w elektrowniach jądrowych (dwukrotnie na największej w Europie AS w Zaporożu), a także podpisanie umowy z USA w sprawie importu paliwa jądrowego, które zdaniem wielu specjalistów nie w pełni nadaje się do reaktorów radzieckiej produkcji. Nadal nie uzyskano istotnej poprawy w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego. Dotyczy to zwłaszcza przestępczości kryminalnej i nielegalnego posiadania broni. Ogromnym ciężarem pozostaje korupcja (142 miejsce w rankingach światowych). Narasta niezadowolenie społeczne. Mnożą się protesty różnych grup społecznych.

Według ocen specjalistów spadek wartości PKB w 2014 roku wyniesie co najmniej 7,5%, a wskaźnik inflacji 21%. W tych warunkach zapowiedź przeznaczenia w 2015 r. 5% PKB na potrzeby obronności musi budzić zdziwienie. Dodatkowym elementem destabilizacji są mnożące się przypadki tzw. dzikich lustracji w terenowych organach administracji oraz w dużych przedsiębiorstwach.  Kredyty zagraniczne napływają powoli. Ich całkowita wielkość jest trudna do oszacowania. Wciąż akcentowane są żądania reform strukturalnych i co za tym idzie oszczędności budżetowych, co w aktualnych warunkach nie bardzo jest realne. Ekipa Poroszenki i Jaceniuka włożyła duże środki w zwiększenie wydajności przemysłu zbrojeniowego oraz efektywne dozbrajanie i reorganizację armii. Na ten cel spodziewane jest wsparcie ze strony USA (ostatnia decyzja Kongresu USA mówi o 350 mln dol.) a także mniej oficjalne ze strony NATO. Wszystkie te zamierzenia są tłumaczone ciągle wzrastającym zagrożeniem ze strony Rosji. Powtarzają się wojownicze wystąpienia. Niedawno Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego O. Turczynow oświadczył, że możliwe jest wprowadzenie stanu wojennego przynajmniej na wschodzie Ukrainy. Podobne akcenty znalazły się w noworocznym orędziu prezydenta P. Poroszenki.  Szumnie świętowane podpisanie umowy stowarzyszeniowej z UE samo w sobie nie zmienia sytuacji bowiem skutki ekonomiczne tej umowy zgodnie z zawartym porozumieniem UE-Rosja mogą być wdrażane dopiero w 2016 r.

Bardziej istotną sprawą jest decyzja Rady Najwyższej o odejściu od pozablokowego statusu Ukrainy. Ma to być istotny krok w kierunku wejścia do NATO, a to oznaczałoby daleko idące zmiany w sytuacji geopolitycznej tej części Europy. Nie są więc zaskoczeniem ostre reakcje Rosji, ale także krytyczne oceny tejże decyzji na Zachodzie, głównie w Niemczech.

Decyzja o wprowadzeniu blokady komunikacyjnej Krymu podjęta tuż przed Nowym Rokiem bez sensownego wyjaśnienia na pewno nie poprawia sytuacji strony ukraińskiej w ewentualnych rokowaniach. Dodać do tego należy ostrzał artyleryjski przedmieść Doniecka w noc noworoczną, a także wyłączenie energii elektrycznej dla Ługańska w tym samym czasie.                                                                                                                                                Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone to należy podkreślić, że kilka z założonych celów zostało przez polityków amerykańskich osiągnięte, a mianowicie:

§  konflikt zbrojny rozgrywa się bezpośrednio przy granicy rosyjskiej i    dotyczy bezpośrednio ludności rosyjskojęzycznej;

§  dzięki długofalowym, umiejętnie rozegranym działaniom w dziedzinie propagandowo-psychologicznej udało się wywołać falę rusofobii o niespotykanej dotychczas skali. Dotyczy to nie tylko Ukrainy, ale i prawie całej Europy;

§  Stany Zjednoczone udowodniły, że posiadają wystarczający wpływ na decyzje polityczne i ekonomiczne krajów UE. Świadczą o tym solidarnie podjęte sankcje ekonomiczne wobec Rosji, co do których szereg krajów Unii miało i ma wątpliwości.

Sankcje ekonomiczne wobec Rosji są właśnie tym problemem, który wywołuje najwięcej emocji w krajach Unii Europejskiej. W tej dziedzinie można wyróżnić trzy wyraźne opcje:

§  zwolennicy jak najdalej posuniętych restrykcji (Wielka Brytania, Polska, kraje nadbałtyckie);

§  przeciwnicy wszelkich sankcji (Czechy, Węgry, Słowacja, Grecja);

§  pozostałe państwa zajmują pozycję umiarkowaną w zależności od skali ponoszonych strat, przy czym największe znaczenie ma tu stanowisko Niemiec, Francji oraz Włoch.

Rosja przezywa ostatnio duże trudności przede wszystkim gospodarcze. Spowodowane są one nie tyle sankcjami, bo straty Rosji i państw UE się równoważą (po około 30 mld dolarów), co podjętymi przez USA przedsięwzięciami noszącymi znamiona wojny ekonomicznej. Zwiększona podaż ropy naftowej doprowadziła do drastycznego spadku jej cen (prawie o połowę, ze 106 do 56,5 dol. za baryłkę). W ślad za tym spadły, choć w mniejszym stopniu, ceny gazu. Na to wszystko nałożyły się różnego rodzaju spekulacje na rynkach walutowych, w wyniku czego w pewnym momencie drastycznie spadła wartość rubla (w stosunku do dolara prawie dwukrotnie). Spadła też znacznie cena złota. W wyniku różnego rodzaju interwencji (użycie rezerw walutowych, dokapitalizowanie banków itp.) proces ten został zatrzymany. Kurs rubla wzrósł, ale wciąż jest około 30% niższy niż przed dwoma miesiącami. Mimo apeli władz i podjętych przedsięwzięć zaradczych, wzrost cen towarów i usług jest nieuchronny. Społeczeństwo rosyjskie w tej sytuacji wykazało się dużym zdyscyplinowaniem, choć w pewnym okresie wystąpiło zjawisko wykupywania walut.

Poważnym problemem stała się komunikacyjna blokada Krymu z jednoczesnym wyłączeniem bankowych systemów: „Visa” i „Mastercard”. Dodać należy, iż rosyjski system kart kredytowych jest jeszcze w trakcie opracowywania. W tej chwili jedyne połączenie z Krymem to przeprawa promowa przez Cieśninę Kerczeńską (często nieczynna z powodu zimowych sztormów) oraz połączenia lotnicze. To jest między innymi uderzenie w turystykę – czołową gałąź tutejszej gospodarki. Nadal poważnym problemem są nielegalni emigranci (ponad 3 mln, w tym 420 tys. Ukraińców).

Ostatnia próba zamachu terrorystycznego w centrum Groznego, stolicy republiki rządzonej żelazną ręką Ramzana Kadyrowa, wskazuje na to, że terroryzm islamski na Kaukazie wciąż stanowi problem. Tymczasem ostatnie doniesienia mówią o skierowaniu znacznej liczby aktywistów i instruktorów z Państwa Islamskiego do Pakistanu i Afganistanu. Cel jest bardzo wyraźny: Azja Środkowa, a w dalszej kolejności Kazachstan i Powołże.

Jak w tej sytuacji reaguje Rosja:

1.    Po pierwsze wystąpiły w niespotykanej dotąd skali elementy demonstracji siły. Wielkie manewry, próby rakietowe i kosmiczne, publiczna prezentacja Centrum Kierowania Obronnością, wznowienie po 20 latach lotów bombowców strategicznych nad Atlantykiem i płn. Pacyfikiem, to tylko niektóre elementy tej akcji.

2.    Wzmożona aktywizacja gospodarcza i militarna na terenach Arktycznych (odrębne dowództwo regionalne „Siewier”, kilkanaście baz, rozwinięcie sieci radiolokacyjnej itp.).

3.    Powstanie Eurazjatyckiej Unii Ekonomicznej (Rosja, Białoruś, Kazachstan, Kirgizja, Armenia), z perspektywą na włączenie Uzbekistanu i Tadżykistanu.

4.    Wyraźne zwiększenie aktywności gospodarczej i politycznej na terenie Azji, między innymi:

- gigantyczne wieloletnie kontrakty z Chinami na dostawy surowców energetycznych i      zboża, wspólne zagospodarowanie bogactw wsch. Syberii oraz szeroka współpraca w dziedzinie militarnej;

- porozumienie z Indiami dotyczące współpracy naukowo-technicznej (w tym wojskowej) oraz budowa 20 reaktorów jądrowych.

Nadmienić należy, że Rosja i Chiny porozumiały się co do rezygnacji z dolara jako waluty rozliczeniowej. Nie bez znaczenia jest to, że Chińczycy rozpoczęli (kosztem 50 mld dol.) budowę kanału Atlantyk-Pacyfik (Panama-bis) przez terytorium Nikaragui. Zgodnie z zawartym porozumieniem mają oni administrować tym obiektem przez 50 lat. To na pewno docelowo osłabi pozycję USA w tym obszarze.  To jest pewien fragment aktywizacji ugrupowania BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, RPA).  Ostatnio pojawiły się doniesienia o możliwej sprzedaży Argentynie nowoczesnego uzbrojenia, w tym zestawów przeciwlotniczych i nowoczesnych myśliwców. To może zmienić sytuację na płd. Argentyny, w kontekście wciąż tlącego się konfliktu argentyńsko-brytyjskiego o Falklandy.

Pozostaje jeszcze problem Turcji w kontekście zawartych ostatnio umów gospodarczych i handlowych. To jest pewne zaskoczenie bowiem uczynił to kraj, który na przestrzeni dwóch wieków prowadził 12 wojen z Rosją o hegemonię na Kaukazie i Bałkanach. To prawda, ale ostatnio Turcja chce wypromować się do roli regionalnego mocarstwa. To dzisiaj jest potencjał prawie 100 mln ludzi, nieźle rozwinięte gospodarczo państwo i druga po USA armia w NATO. Turcja mogłaby z łatwością rozbić tzw. Państwo Islamskie, ale nie czyni tego przede wszystkim z powodu Kurdów uważanych za wiecznych separatystów, a obecnie bezpardonowo zwalczanych przez muzułmańskich fanatyków. Poza tym Turcji jest na rękę rozpad Syrii. I wreszcie dodatkowy problem to uniezależnienie się gospodarcze od UE. Tak czy owak jest to porozumienie taktyczne i Rosja wobec postawy UE i Bułgarii, rezygnując z budowy tzw. gazociągu południowego „South Stream” zbuduje dodatkowy gazociąg podmorski do Turcji z możliwością eksportu tą drogą do Bułgarii, Grecji, a być może i do Włoch. W tej sytuacji część państw Europy Środkowej (Węgry, Czechy, Słowacja, Serbia itp.) nadal będzie uzależnionych od ukraińskiego tranzytu. Dodatkowo zawarto kontrakt na budowę pierwszej tureckiej elektrowni jądrowej.   Zarysowujące się zmiany geopolityczne w Europie Środkowo-Wschodniej zmusiły Rosję do poważnej zmiany doktryny wojennej. Zmodyfikowana doktryna wojenna Federacji Rosyjskiej została podpisana i ogłoszona (w części jawnej) 16 grudnia 2014 r. Uwzględnia ona następujące główne zagrożenia:

§  ekspansjonizm NATO i rozbudowa jego potencjału wojskowego we wsch. Europie;

§  próby wewnętrznej destabilizacji Rosji i krajów sąsiednich;

§  budowa systemów tarczy rakietowej oraz amerykańskiego systemu „Prompt Global Strike” zapewniającego szybkie wykonanie precyzyjnych uderzeń konwencjonalnych w dowolnym rejonie świata;

§   terroryzm;

§  proliferacja broni masowego rażenia i technologii nuklearnej;

§  działania specjalne (wywiad, dywersja oraz wojna w cyberprzestrzeni).

Nowością są sformułowania dotyczące zapewnienia bezpieczeństwa rosyjskich obszarów Arktyki oraz powstrzymanie bez użycia BMR przy pomocy precyzyjnych uderzeń konwencjonalnych. Przy wszystkich omawianych perturbacjach na uwagę zasługuje prezentowana dotychczas jedność społeczeństwa rosyjskiego i generalne poparcie dla obecnego kierownictwa. Dotyczy to również licznej emigracji rosyjskiej pochodzącej z różnych okresów, która gremialnie występuje przeciwko antyrosyjskim inicjatywom.

Kończąc część artykułu dotyczącą Rosji warto zwrócić uwagę na Białoruś. Pisaliśmy już uprzednio, że od pewnego momentu prezydent Łukaszenka zaczął wyraźnie akcentować swoją samodzielność stawiając się między innymi w roli arbitra w sprawie konfliktu na Ukrainie. Pojawiły się też pogłoski o nieformalnych kontaktach osób z jego otoczenia z przedstawicielami UE. Jakby na potwierdzenie tego polskie działania propagandowe skierowane na Białoruś zostały wyciszone. Nerwowe zachowanie się Łukaszenki na inauguracji Unii Eurazjatyckiej, a zaraz potem dymisja prawie całego rządu z premierem na czele świadczy, że pozycja długoletniego prezydenta nie jest już tak silna jak kiedyś. Oczywistym jest, że jakakolwiek zmiana orientacji politycznej Białorusi byłaby dla Rosji niepowetowaną stratą.

Sytuacja na terenach zbuntowanego Donbasu nie uległa większym zmianom. Trwa walka o przetrwanie ludności cywilnej pozbawionej często elementarnych środków do życia. Proces przywracania do działania zakładów przemysłowych i obiektów użyteczności publicznej jest z przyczyn obiektywnych zbyt powolny. Porozumienie rozejmowe z Mińska nie zostało zrealizowane w wielu ważnych kwestiach, jak między innymi utworzenie strefy buforowej. Co do dalszych rozmów perspektywy są mizerne. Jest wiele spraw bardzo trudnych do rozstrzygnięcia, przykładowo jak przy ewentualnej autonomii określić granice zbuntowanych republik, skoro około 40% terenów obwodów ługańskiego i  donieckiego kontroluje armia ukraińska. Nadal pomimo nacisków rosyjskich nie nastąpiło zjednoczenie obydwu republik, co rzutuje na ich sytuację w ewentualnych rozmowach oraz sprawne działanie administracji i organów porządkowych. Jak dotąd pojęcie „Noworosja” pozostaje jedynie hasłem propagandowym.

Na zakończenie kilka wniosków:

1.    Stosunki amerykańsko-rosyjskie weszły w nową fazę. Jest to narzucona Rosji, choć formalnie niewypowiedziana, wojna informacyjno-psychologiczna i ekonomiczna. Świadczą o tym niedwuznaczne wypowiedzi czołowych polityków amerykańskich, w tym prezydenta Obamy oraz cały szereg antyrosyjskich regulacji prawnych, jak na przykład uchwalona 11 grudnia 2014 r. ustawa obu izb parlamentu USA o wolnej Ukrainie (Ukraine Freedom Act).

2.    Sytuacja na wschodnich terenach Ukrainy utrzyma się bez większych zmian, bowiem taki stan ani wojny ani pokoju absorbuje Rosję, ograniczając jej możliwości działania w innych rejonach, gdzie interesy mocarstw krzyżują się. Leży to w interesie USA, a bez akceptacji Stanów Zjednoczonych obecne władze Ukrainy nie są w stanie podjąć żadnej decyzji w skali strategicznej.

3.    Najbliższe miesiące to dla Ukrainy walka o przetrwanie, zarówno w sensie politycznym jak i gospodarczym bowiem jak wyraził się niedawno obecny ambasador USA na Ukrainie: „…główna groźba dla Ukrainy tkwi w niej samej – bałagan, korupcja, siłowa wymiana kadr w administracji i w przemyśle oraz przestępczość pospolita…”.

4.    W sytuacji odejścia od poza-blokowego statusu Ukrainy penetracja NATO nasili się. Będą to doradcy, instruktorzy i specjaliści od różnego rodzaju działań. Przekazywane będą środki finansowe, choć w ograniczonym rozmiarze a także uzbrojenie i środki walki poza sprzętem ciężkim.

5.    Rosja będzie potrzebowała około dwóch lat na zrekompensowanie strat i ubytków wynikłych z narzuconej jej wojny ekonomicznej i podjętych sankcji gospodarczych. W skrajnym przypadku mogą być konieczne cięcia budżetowe w sferze inwestycji, polityki obronnej, a być może także socjalnej.

6.    Sankcje gospodarcze jako środek nacisku utrzymają się mimo różnic w poglądach poszczególnych państw UE. Elementem dość istotnym w tej dziedzinie byłoby ostateczne ustanowienie odpowiedzialnych za katastrofę airbusa w lipcu 2014 r. W tej sprawie komisja międzynarodowa milczy, zaś Rosjanie lansują obecnie dosyć wiarygodną wersję zestrzelenia liniowca przez ukraiński samolot.

7.    Kłopoty w Europie Rosja będzie próbowała rekompensować sobie aktywnością na terenie Arktyki, zacieśnianiem współpracy z Chinami i pozostałymi członkami BRICS oraz rozwojem i umacnianiem Eurazjatyckiej Unii Ekonomicznej.

8.    Na terenach Donbasu podejmowane będą próby unifikacji obydwu republik, odtwarzania potencjału gospodarczego i obiektów użyteczności publicznej oraz kontynuowana szeroka pomoc humanitarna.

9.    Analizując zmodyfikowaną doktrynę wojenną Federacji Rosyjskiej warto zwrócić szczególną uwagę na sformułowania dotyczące powstrzymywania przeciwnika przy pomocy precyzyjnych uderzeń broni konwencjonalnej. Rosja niewątpliwie dysponuje takimi możliwościami. W tym kontekście rozmieszczanie na terenie Polski różnego rodzaju instalacji typu tarcza antyrakietowa budzi poważne wątpliwości.

10.   Nasilające się w ostatnich tygodniach akty dywersji i sabotażu na terenie południowych obwodów Ukrainy (Odessa, Chersoń, Mikołajów) mogą świadczyć o tym, że rozpoczęło tam działania zbrojne podziemie.

11.   Ostatnie decyzje władz rosyjskich dotyczące dostawy węgla na Ukrainę po preferencyjnych cenach, a być może także i energii elektrycznej w warunkach blokady Krymu budzą zdziwienie. Czyżby to był dowód troski o bratni naród. A może zaczął przeważać pogląd lansowany przez niektórych działaczy i analityków, że dalszy rozpad Ukrainy może być groźny i stworzyć stan anarchii podobnie jak w latach 1918–1919.

 

Na zakończenie kilka zdań o naszych polskich realiach. Otóż tu się nic nie zmienia. Trwa ukraiński amok. Wciąż przypomina mi się pewien ukraiński dostojnik – apologeta OUN-UPA, który w Belwederze odbierał order Orła Białego, a następnie tytuł doktora honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Nasi dostojnicy nie nauczyli się niczego. Poza bezkrytycznym poparciem dla jednej ze stron konfliktu i obsesyjną rusofobią nie mają oni nic do zaoferowania. To się udziela społeczeństwu. Obojętnie przechodzimy obok zjawisk, które powinny wzbudzać niepokój. Jeśli spojrzymy na krwawe wydarzenia w Odessie, sposób prowadzenia działań bojowych na terenie Donbasu, czy też działalność nacjonalistycznych bojówek (głównie młodzieżowych) wewnątrz kraju, nieuchronnie odżywają wspomnienia sprzed 70 lat. U nas tymczasem telewizja publiczna życzliwie odniosła się do obchodów kolejnej rocznicy urodzin Stepana Bandery jako żywo przypominających faszystowskie pochody z lat trzydziestych ubiegłego wieku. Cytowano między innymi szefa ultranacjonalistycznej partii „Swoboda” O. Tiachnyboka, który w płomiennych słowach wzywał do walki z Moskalami. Przypomnę, iż ów przywódca był głównym animatorem i autorem dokumentu skierowanego do Rady Najwyższej Ukrainy w 2013 r., w którym wzywa się do podjęcia problemu zwrotu 19,3 tys. km2, które „…Stalin podarował Polsce…”.

Nie jest dziwne, że w takiej atmosferze następuje radykalizacja mniejszości ukraińskiej w Polsce, a przynajmniej jej reprezentanta – Związku Ukraińców w Polsce. W tych sferach poparcie dla radykalnego nacjonalizmu jest powszechne. Wiadomo jak obraźliwym stwierdzeniem jest określenie „…polskie obozy koncentracyjne…”. Tymczasem w organie ZUWP „Nasze Słowo” nazwa „polśkyj konctabir” jest stosowana. A to właśnie oznacza polski obóz koncentracyjny. Przypomnę, że pismo to jest wydawane za pieniądze naszych podatników. Chciałoby się po raz kolejny krzyknąć: Panowie – czas się opamiętać – ale czy to pomoże?

płk rez. Jan Stec

Opublikowano za: http://geopolityka.net/jan-stec-ukraina-rok-majdanu/

 

20.01.15  

KŁAMLIWA KSIĄŻKA  

Napisała antypolską książkę - poprowadziła wykład na Uniwerstecie Warszawskim. 
Dodane przez: Marcin_Skalski 

Oksana Zabużko, która jest autorką fałszującej obraz stosunku UPA do Polaków i Żydów książki pt. "Muzeum porzuconych sekretów", poprowadziła wczoraj okolicznościowy wykład na Uniwersytecie Warszawskim. 

Prelekcja odbyła się w auli konferencyjnej dawnej Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego przy ul. Krakowskie Przedmieście 26/28. Tytuł wykłądu brzmiał „Taras Szewczenko – wieszcz ukraiński. Z perspektywy Majdanu". Spotkanie z Oksaną Zabużko prowadził prof. Andrzej Mencwel z Wydziału Polonistyki UW.

Zabużko została przedstawiona jako lauetka Literackiej Nagrody Europy Środkowej ANGELUS, która jest najważniejszą nagrodą w dziedzinie prozy dla pisarzy pochodzących z Europy Środkowej.

Grzegorz Motyka już w 2012 roku pisał:

"I jeszcze jedna sprawa, skoro była tu mowa o sile oddziaływania literatury. Bardzo uważnie, z piórem w ręku, czytałem książkę Oksany Zabużko „Muzeum porzuconych sekretów” i z przykrością muszę przyznać, że te fragmenty, które dotyczą stosunku UPA do Polaków oraz Żydów są po prostu historycznie fałszywe. Zresztą w ogóle w tej powieści Polacy zostali ukazani w sposób karykaturalny. Nie znalazłem tam bodajże jednego zdania, które pokazywałoby Polaków w pozytywnym świetle, a rzeź wołyńska została przedstawiona w sposób co najmniej zadziwiający." [w: A. Zińczuk, (red.), „Pojednanie przez trudną pamięć. Wołyń 1943”, Stowarzyszenie "Panorama Kultur", Lublin, 2012, s. 19-20]

W 2013 r. z okazji 70. rocznicy ludobójstwa na Kresach Motyka poświęcił odrębną recenzję książce Oksany Zabużko. Aby dowiedzieć się, dlaczego decyzja władz Wrocławia jest skandaliczna, warto zapoznać się z obszernymi fragmentami tej recenzji:

"W powieści o tej ponurej, zbrodniczej karcie wymordowania (zapewne 1-2 tys.) Żydów przez UPA nie znajdziemy nawet słowa. W swoich wywiadach prasowych Zabużko przyznaje, że kreśląc obraz sanitariuszki [Żydówki w UPA - red.], oparła się na "autentycznej relacji" uratowanej przez UPA Żydówki Stelli Krencbach, którą to rzekomo złożyła po przedostaniu się na Zachód (potem jakoby wyjechała do Izraela i tam żyła... pod fałszywym nazwiskiem).

Wszystko wskazuje jednak na to, że cała ta historia została całkowicie zmyślona. "Relacja Stelli Krencbach" jest niczym więcej niż fałszywką spreparowaną przez banderowców w celu ukrycia popełnionych przez nich zbrodni. Poważni historycy nawet do tego "dokumentu" się nie odwołują, tak nieudolnie został on skonstruowany – aż dziw bierze, iż ktoś może się na niego nabrać. Tak mocne wyeksponowanie przez autorkę historii żydowskiej sanitariuszki sprawia, że zwyczajnie służy złej sprawie i dołącza do nurtu nacjonalistycznej propagandy, próbującej zanegować fakt odpowiedzialności ukraińskiego podziemia za zabójstwa Żydów. Choć autorka zakłada feministyczno-liberalną maskę, to przedstawiona przez nią wizja przeszłości (co w tych właśnie fragmentach powieści można najlepiej zauważyć) jest do szpiku kości nacjonalistyczna, wręcz archaiczna. Mówiąc jeszcze inaczej, gdyby szukać dla postawy Zabużko analogii w Polsce, to bynajmniej nie znajdziemy jej wśród twórców próbujących zmierzyć się z problemem Jedwabnego, lecz wśród tych osób, której polskiej odpowiedzialności czy współodpowiedzialności za tę zbrodnię zdecydowanie zaprzeczają (mamy tu do czynienia z odwrotnością "Naszej klasy" i "Pokłosia"). (....) Znaleźć "dobrego Polaka" u Zabużko nie sposób. Ale czy Zabużko zdaje sobie sprawę, że nakreślony przez nią kuriozalny obraz Polaków nie jest niczym więcej niż specyficzną mieszanką nacjonalistycznych i komunistycznych antypolskich stereotypów? (...) Taki opis ówczesnych wydarzeń nie ma nic wspólnego z prawdą. (...) Powieściowy Adrian tak oto widzi przyczynę i generalny zarys konfliktu:

Spuźcizna Polski – to ona swoim dwudziestoleciem rządzenia nami z pogardliwą przez zęby cedzoną pewnością, że "Rusini" to nie ludzie, a "kabany" [świnie - GM] wyhartowała nas jak "dobrą siekierę", wyuczyła "odpowiadać symetrycznie tym samym".... (s. 408).

Warto chwilę zastanowić się nad tymi słowami. Nie ma oczywiście sensu w tym miejscu przypominać, że choć II RP sporo zawiniła wobec mniejszości narodowych, to jednak nie można jej władzom zarzucić, by jakiejkolwiek grupie mniejszościowej odmawiano prawa do bycia ludźmi. Znacznie ważniejsze jest to, że w powieści faktycznie uznano mordowanie całych wsi, od dopiero co urodzonych malców po staruszków, za symetryczną odpowiedź na przedwojenną polską politykę. Adrian (niech będzie, że tylko on) przecież myśli: traktowaliście nas jak świnie, więc zarąbaliśmy was tak, jak to od stuleci robiono (najczęściej w okolicy świąt) z kabanami. Chcąc nie chcąc, rzeź wołyńska w ten sposób została przedstawiona - jako coś w rodzaju wielkiego świniobicia! Przyznam, że dawno żaden ukraiński tekst nie zrobił na mnie tak przygnębiającego wrażenia jak wspomniany cytat. Nie twierdzę, że intencja Zabużko była taka, jak przedstawiłem to wyżej. Upierałbym się jednak, że wielu zwykłych czytelników tak właśnie odbierze - i ma do tego pełne prawo - wspomniany tekst. (...) Tworzy zmitologizowaną wersję ukraińskiej partyzantki, przedstawiając jej uczestników jako bohaterów bez skazy, jednocześnie przemilczając popełnione przez nich w czasie wojny mordy na Żydach i Polakach. Zamiast otworzyć przysłowiową szafę ze szkieletami, woli owinąć ją w nowe, niby-modernistyczne, ale w rzeczywistości dalej czerwono-czarne sreberka." [G. Motyka, Sekrety odtajniane czy dalej wypierane ze świadomosci? Wokół książki Oksany Zabużko "Muzeum porzuconych sekretów" [w:] Cień Kłyma Sawura, Polsko-ukraiński konflikt pamięci, G. Motyka, Gdańsk, 2013, Wydawnictwo Oskar i Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, s. 71- 77]

Organizatorem spotkania z Oksaną Zabużko był Uniwersytet Warszawski, Związek Ukraińców w Polsce i Komitet Obywatelski Solidarności z Ukrainą. Wydarzenie otrzymało Honorowy Patronat JM Rektora Uniwersytetu Warszawskiego prof. Marcina Pałysa.

KRESY.PL


09.01.15 

Prezydent Czech Milosz Zeman

w ostrych słowach odpowiedział grupie Ukraińców, którzy wysłali do niego list „w obronie Stepana Bandery”. „Czy znacie rozkaz Bandery: »Zabijcie każdego Polaka między szesnastym a sześćdziesiątym rokiem życia?«. Jeśli nie znacie, nie jesteście Ukraińcami”

Zresztą z wypowiedzi prezydenta Czech też to wynika

/Prezydent Zeman po czesku/

https://www.facebook.com/prezidentcr?fref=nf

Vážení ukrajinisté,

obdržel jsem Váš dopis, v němž obhajujete Stepana Banderu.

Dovolte mi proto, abych Vám položil dvě otázky.

Za prvé, znáte Banderův výrok: „Zabij každého Poláka mezi šestnácti a šedesáti lety?“

Pokud neznáte, nejste ukrajinisté.

Pokud tento výrok znáte, souhlasíte s ním, nebo ne?

Pokud s ním souhlasíte, naše diskuze končí.

Pro Vaši informaci bych chtěl uvést, že Stepan Bandera hodlal na Ukrajině vytvořit vazalský německý stát. Měl v tom podporu Alfreda Rosenberga, ale protože Hitler se rozhodl, že Ukrajina bude výlučně po vítězné válce osídlena německými sedláky, tento projekt byl zrušen a Bandera byl poslán do koncentračního tábora. Něco podobného se ostatně stalo i na našem území v případě Jana Ryse Rozsévače, zakladatele Vlajky.

Dále bych Vás chtěl upozornit, že již prezident Juščenko vyhlásil Banderu za národního hrdinu, a že nyní se připravuje obdobné vyhlášení v případě pana Šuchevyče, který proslul tím, že v roce 1941 nechal ve Lvově postřílet tisíce Židů.

Nemohu bohužel blahopřát Ukrajině k takovým národním hrdinům.

Jsem rád, že jsem mohl doplnit Vaše informace a přeji Vám mnoho úspěchu ve Vaší práci.

S pozdravem

Miloš Zeman
 prezident republiky
 

 



20.12.14
 

Niewygodna publikacja prof. Bogusława Pazia

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista

Zapowiedź poszerzonego wznowienie publikacji o ludobójstwie na Kresach jest według mnie przyczyną ataków personalnych na profesora Bogusława Pazia. Publikacja wydana pod jego redakcją ukazuje bowiem jak fałszywe są niektóre tezy lansowane przez „Gazetę Wyborczą”, która od dwóch dziesiątków lat, choć troszczy się o prawdę o Holokauście Żydów, to jednak prawdy o ludobójstwie dokonanym na Polakach uznać nie chce.

W ostatnim czasie „Gazeta Wyborcza”, posiadająca jasno określony profil ideologiczny, „pochyliła się z troską” nad osobą dr. hab. Bogusława Pazia, filozofa i profesora Uniwersytetu Wrocławskiego, zajmującego się nowożytnym racjonalizmem oraz zagadnieniami prawdy i kłamstwa. Teksty o profesorze, które ukazały się na jej łamach były obrzydliwe i miały charakter personalnych ataków. Polemika z nimi nie ma sensu, bo były one pisane w celu zdys­kredytowania osoby i to za wszelką cenę. O co poszło? Skąd taka zawziętość ze strony gazety? Postaram się to wy­jaśnić.

Bogusław Paź zajmuje się również ujawnianiem prawdy o ludobój­stwie dokonanym przez nacjonalistów ukraińskich z UPA i SS Gali­zien na obywatelach Drugiej Rzeczypospolitej. W 2010 r. zorganizo­wał on na swoim uniwersytecie międzynarodową konferencję pt. Prawda historyczna a prawda polityczna w badaniach naukowych. Przykład ludobójstwa na Kresach Południowej Polski w latach 1939-1946".

Sesja była planowana już rok wcześniej, jednak pod naciskami pod­władnych ówczesnego ministra spraw zagranicznych Radosława Si­korskiego i ambasady Ukrainy nie mogła się odbyć. Dzięki wielkiej determinacji jej organizatora w końcu doszła do skutku, choć rek­tor, prof. Marek Bojarski, bez podania przyczyny odmówił patrona­tu. Odmówiła go także m.​in. TVP i „Rzeczpospolita”. Z kolei "Gazeta Wyborcza" całą sprawę przemilczała. Formuła konferencji gwarantowała wolność wypowiedzi, nawet tych najbar­dziej kontrowersyjnych, ale pomimo wystosowanych zaproszeń od udziału uchylili się wszyscy prominentni sym­patycy sojuszu z odradzającym się na Ukrainie nacjonalizmem. Szkoda, bo wszyscy oni mogli publicznie przedsta­wić swoje racje i poddać je pod dyskusję. Oczywiście, polscy politycy bali się nawet przekroczyć próg uczelni. To wszystko najlepiej pokazuje, do jakiej paranoi doszła III RP w zakłamywaniu prawdy historycznej.

Konferencję otworzył dziekan Wydziału Nauk Społecznych, prof. Jerzy Juchnowski, a zamknął dyrektor Instytutu Fi­lozofii, prof. Leon Miodoński. Przybyli prelegenci z kilku ośrodków akademickich w kraju i z zagranicy. Wśród gości zagranicznych znaleźli się: prof. Ihor Iljuszyn i dr Adolf Kondracki z Kijowa, prof. Per Rudling, Szwed wykłada­jący w Szwecji, Kanadzie i Niemczech, oraz dr Shalom Newman z Bostonu, polski Żyd urodzony we Lwowie. Jak zwykle interesujące były referaty polskich specjalistów: Ewy Siemaszko, dr Lucyny Kulińskiej, dr. hab. Andrzeja Zięby i prof. dr. hab. Czesława Partacza. Wstęp był wolny dla każdego i głos w dyskusji też mógł zabrać każdy.

Dwa lata później pojawiła się publikacja pokonferencyjna, do której zostały dołączone także referaty trzech proku­ratorów z Głównej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciw Narodowi Polskiemu, którzy przedstawili swoje śledztwach w sprawie ludobójstwa na Kresach. Druk tej publikacji znów napotkał na ogromne trudności ze strony wydawnictwa, które pod koniec prac redakcyjnych usiłowało uniemożliwić publikację tomu. Publikacja ta, choć ukazała się w licz­bie zaledwie 250 egzemplarzy, żyje jednak swoim życiem, jest często cytowana. Jest ona przełamaniem zmowy mil­czenia w środowisku uniwersyteckim. Na początku stycznia 2015 roku w krakowskim wydawnictwie Aureus ma ukazać jej wznowienie, poszerzone o świetny artykuł wspomnianego profesora Andrzeja Zięby z Uniwersytetu Ja­giellońskiego, krytykujący odważnie i zdecydowanie kolaboracyjną działalność arcybiskupa greckokatolickiego An­drzeja Szeptyckiego ze Lwowa.

I to właśnie zapowiedź poszerzonego wznowienie jest według mnie przyczyną ataków personalnych na profesora Bogusława Pazia. Publikacja wydana pod jego redakcją ukazuje bowiem jak fałszywe są niektóre tezy lansowane przez „Gazetę Wyborczą”, która od dwóch dziesiątków lat, choć troszczy się o prawdę o Holokauście Żydów, to jed­nak prawdy o ludobójstwie dokonanym na Polakach uznać nie chce. Dalsze wyjaśnienia są zbyteczne.

03.12.14 

WSPOMNIENIA ADELI ROCH Z D. RUSIECKA
Z KOLONII TERESIN W POW. WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI NA WOŁYNIU


STOLARUK OSTRZYŁ DUŻY MÓŻ …………….
Około 20 czerwca do naszego domu przyszły dwie dziewczynki Janina lat ok 10 i Sabina lat ok 7, zapłakane opowiedziały naszemu tatusiowi co się stało w ich domu. Mówiły razem zgodnie tak: „W nocy do naszego domu przyjechali wozem uzbrojeni Ukraińcy i nakazali naszemu tacie Władysławowi Nowaczyńskiemu, aby wskazał im drogę, ale zaraz potem zabrali go dalej ze sobą. My chciałyśmy jechać z tatusiem, ale Ukraińcy b. wyraźnie nakazali nam: ‘Kładźcie się spać, tatuś zaraz wróci.’. My jednak nie poszłyśmy spać, ale w ukryciu pobiegłyśmy za wozem. Kiedy tak szłyśmy, usłyszałyśmy, że Ukraińcy biją naszego tatusia, a on zaczął strasznie krzyczeć. Nagle usłyszeliśmy także głos naszej macochy, która była Ukrainką: ‘Ty myślał, że tobie to ujdzie na sucho? To masz za pierwszą żonę, a to za drugą żonę!’. W tym czasie słychać już było tylko ciche mamrotanie i jęki, znać było, że zatkali mu czymś usta, albo był już nieprzytomny, bo całkiem przestał krzyczeć. Nagle ktoś strzelił z pistoletu, b. się przestraszyłyśmy i po prostu uciekłyśmy zaraz do domu. Czekałyśmy całą noc do ranka w domu, a gdy się rozwidniło poszłyśmy znów poszukać tatusia. Gdy byłyśmy już pod lasem pod krzakiem znalazłyśmy uszy, a pod drugim krzakiem palce, pod trzecim język tatusia, a dalej pod czwartym leżało już całe ciało bardzo zmasakrowane. Widać było że ciągnęli go po ziemi, bo była tam krew, możliwe że sam przez dwa, trzy metry się czołgał, aż skonał przy krzaczku róży. W dłoniach mocno ściskał ziemię, widać było że z piekielnego bólu. Od razu przybiegłyśmy na waszą kolonię do was, aby zawiadomić naszą rodzinę, co się u nas we Władysławówce wydarzyło.” [….] „Tego ranka mnie i innych obudziło szczekanie psów oraz inne podejrzane głosy. Na naszej kolonii, coś się działo niedobrego. Powstawaliśmy wszyscy i wyraźnie zaniepokojeni nie wiedzieliśmy co robić, wahaliśmy się, czy zostać w domu, czy natychmiast uciekać. Wtedy zobaczyliśmy, że u naszych sąsiadów, u Kasperskiej Sabiny i u Bojków jakiś taki ruch, taka bieganina. Wtedy powiedziałem zdecydowanie: ‘Nie ma na co czekać, uciekamy. Prędzej! Prędzej!’. Wybiegliśmy za nasz dom do lasu (do lasu przez drogę było około 50 metrów). Przebiegłem zatem tę odległość, obejrzałem się za siebie, a żony już nie było. Nawet nie wiem, w którym momencie się od nas odłączyła, zacząłem jej szukać po krzakach. A wtedy moja rodzona siostra Eugenia powiedziała do mnie: ‘Patrz ona pod domem!’. I wtedy spojrzałem w kierunku naszego domu i zobaczyłem wielu Ukraińców na naszym podwórku. W tym momencie odruchowo upadłem na ziemię, gdyż bardzo się obawiałem, by nas rezuny nie wypatrzyły, ukrytych w tym lesie. Leżeliśmy w tych krzakach i nasłuchiwaliśmy, co się dzieje. Po chwili usłyszałem ja i inni, straszny krzyk mojej córeczki Halinki lat 3. Dziecko bardzo piszczało. Słychać też było jęki starszych osób. Nagle usłyszałem krzyk którejś z kobiet: ‘O Jezu!’. Ale głos ten był nieco stłumiony, tak że nie poznałem, czy to moja żona, czy matka krzyczała. W domu byli także moi rodzice, tatuś Michał i mamusia. W tej sytuacji, widząc co się dzieje, że mordują moją rodzinę, a nie widząc żadnych szans na pomoc, zaczęliśmy chyłkiem uciekać w głąb lasu, a potem kierowaliśmy się na Włodzimierz Wołyński. Tak dotarliśmy do miasta. Razem ze mną przez las uciekała moja siostra Eugenia, jej mąż Jan Gdyra oraz kilka innych osób.”. Tak jego świadectwo się zakończyło. Widać było, jak Jan cierpiał i męczył się, gdy nam to wszystko opowiadał. […..] „Helena Brzezicka tak jak inni na naszej kolonii ukrywała się po nocach przed Ukraińcami. Pomyślała sobie, że Ukrainiec Stolaruk jest kumotrem (ojcem chrzestnym) jej dziecka, to była dziewczynka (kilku miesięczne dziecko), to nie zrobi jej krzywdy i może nawet u niego będzie bezpiecznie. Dlatego zaczęła chodzić do niego na noc i tam się ukrywać. Chodziła tam cały tydzień. Jednej nocy znów przyszła się skryć na noc. Weszła do chaty, a jej niemowlę, dostało jakiś konwulsji, zaczęło się rzucać jej na rękach, miało tak mocne drgawki, aż nim całym rzucało, jak piłka do góry. Helena się przestraszyła, a Ukrainka, żona Stolaruka również przerażona zapytała: ‘Helka a było jemu kiedy tak?’. Na to Brzezicka: ‘Nie! Ja nie wiem, co się z nią dzieje.’. Wtedy jakby jej się oczy otworzyły i zobaczyła, że Stolaruk ostrzy taki duży nóż. I nic się ani słowem nie odzywa, nawet na nią nie patrzy, tylko ten nóż dalej ostrzy. Helena tak wspominała te chwile: ‘Coś mnie tknęło i ogarnęło mnie straszne przeczucie, że chce mnie i dziecko dziś zamordować. Położyłam dziecko na stole, a ono dalej się rzucało. Ja już dłużej nie czekałam, ale rzuciłam się mu do nóg i zaczęłam bardzo go prosić, błagać tymi słowami: - Stolaruk, Stolaruk, co ty chcesz z nami zrobić, daruj nam życie, toż to twoja chrześnica!’. - A on ani słowem się do mnie nie odezwał, tylko robił dalej swoje. To ja nie rezygnuję i całuję go po nogach i rękach. On mnie odepchnął i znów słowa nie powiedział. W tym momencie podeszła do męża Stolarukowa i powiedziała krótko: - w doma nie! – Wtedy ja zrozumiałam, co mnie tu ma spotkać. Byłam już niemal pewna, że chcą nas tu dziś zarżnąć. To Stolaruk i tym razem nic nie powiedział. Ledwie ona odeszła, a przyszedł syn Stolaruka lat około 23, który w tym czasie był już od pewnego czasu w ukraińskiej bandzie w lesie. Wszedł do domu, a Stolaruk nawet z nim nie rozmawiał tylko od razu: – o Wołodka – . A jego syn od razu opowiedział znacząco – nie budu – i wyszedł z domu. A ja cały czas klęczałam, koło niego, wcale nie wstawałam, wtedy on w końcu rzekł do mnie: - Helka zabieraj to howno i żebym ja cię tu więcej nie baczył! - . Wtedy złapałam swoje niemowlę i wyszłam prędko z domu na podwórze, chwilę się zatrzymałam, a potem poszłam przed siebie.’. Helena opowiadała także, że poszła przez bagna i dalej przed siebie, aż znaleźli ją chłopcy z polskiej policji, która stała we wsi ukraińskiej Chobułtowa. ……
Fragmenty z art. „WSPOMNIENIA ADELI ROCH Z D. RUSIECKA Z KOLONII TERESIN W POW. WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI NA WOŁYNIU 1935 - 1947. Część II ” opublikowany w grudniowym numerze KSI str.25.

02.12.14.

To jak to naprawdę jest z tą Rosją?

Wygrywamy z nimi czy przegrywamy?

 
Zacznijmy od tego, że tak na prawdę to sytuację i co ważniejsze politykę rosyjską jest w stanie ocenić tylko niewielka grupa ludzi na świecie. Chodzi o to, że nawet, jeśli napływają jakieś wiarygodne dane to nie wiadomo jak je interpretować. Dajmy dla przykładu zamieszanie z walutą. Przez długi czas ośrodki decyzyjne w wielu krajach cieszyły się z tego, że rubel się osłabia, bo traktowano to, jako słabnięcie rosyjskiej gospodarki. Niestety ostatnio coraz częściej dochodzą nas głosy, że rubel jest świadomie spuszczany w dół i że jest to nauczka, którą Rosja wyniosła z poprzedniego kryzysu, który przegrała. Jak wiadomo wielkim problemem rosyjskim było wywożenie aktywów na zachód np. w celu zakupu nieruchomości lub odkładania pieniędzy w zachodnich bankach. Teraz po zmianie kursu nawet wycieczka zagraniczna zaczyna przerastać możliwości wielu Rosjan, przy czym ważne jest zauważenie, że produkty rosyjskie stają się dla społeczeństwa coraz bardziej konkurencyjne, jeśli się je porównuje z zachodnimi. Oczywiście przeciętny Rosjanin zauważa wzrost cen i inflacje, ale przeanalizujmy strukturę ich handlu. Ceny rosną głównie na produkty sprowadzane z zagranicy. Co Rosja sprowadzała? Głównie dobra luksusowe, bez których można się obyć w codziennym życiu. Niestety dane o imporcie rosyjskim są często delikatnie mówiąc koloryzowane. Dla przykładu dużo się mówi o tym, że Rosjanie sprowadzają wysokie technologie, czego dowodem jest to, że maszyny i urządzenia stanowią 50% procent rosyjskiego importu. Smaczkowi tej informacji dodaje fakt, że 53% z tego to środki transportu nie kolejowego. Czyli po prostu samochody. To samo dotyczy kwestii towarów rolno-spożywczych. Zaraz po ogłoszeniu rosyjskiego embarga w publikatorach zaroiło się od informacji, że Rosjanie zdechną teraz z głodu. Tą informacje powinno się dopełnić. Rosyjski import tych produktów to 16 % ogólnego importu. Tu przeciętny Rosjanin zauważy różnicę, bo eksportowano głównie to, co było tańsze zagranicą. Ceny żywności w Rosji wzrosły, ale głód im nie grozi a bez sera białego i żółtego, który stanowił ok 35% ich importu jakoś sobie poradzą. Rodzi się tylko pytanie jak ten nagły bum na rodzimą produkcję zostanie wykorzystany. Jeśli zainwestują w rozwój produkcji to na tym wygrają a jeśli przepiją to wiadomo. Teraz to, co najważniejsze. Gdyby nie spuszczono ceny rubla to obecna sytuacja na rynku ropy skończyłaby się dla Rosji tragedią a tak automatycznie spadły ceny wytwarzania surowca, jego transportu i magazynowania. Niebagatelną sprawą jest to, że faktycznie Rosjanie sprzedają, licząc w rublach, ropę za taką samą cenę jak wcześniej!!! Kompensują spadek cen ropy wzrostem przelicznika dolara do rubla. Fakt pozostaje faktem, że dzisiejszą Rosje nie stać na tak duże zakupy zagraniczne jak wcześniej. Z Rosji odpływa kapitał i tu pojawia się następny problem. Z jednej strony odpływają zagraniczne aktywa, lecz z drugiej dochodzą coraz częstsze informacje o wręcz siłowym wypychaniu firm mi. Polskich z rynku rosyjskiego. Reasumując dochodzimy powoli do takiej konkluzji, że jeśli Rosja wytrzyma najbliższe 3 lata to już nie przegra. Przynajmniej w sferze ekonomicznej. Te 3 lata to przyjęta na zachodzie czerwona linia, czyli czas, który potrzebny jest rosyjskiej gospodarce na zmianę kierunku z zachodu na wschód oraz zastąpieniu dostaw z rynków zachodnich ( w tym Ukrainy) rodzimą produkcją lub eksportem z innych kierunków. Dodatkowym aspektem, przez który trudno ocenić efekt bieżących wydarzeń to zmiany, które zachodzą w samej Rosji. Czytając nasze media łatwo odnieść wrażenie, że Rosja nie zmieniła się przez ostatnie 50 lat a Rosjanin to nadal ten sam kacap, który dzień zaczyna od szklanki wódki. Nic bardziej mylnego. Musimy uznać fakty. Sytuacja się zmieniła. Teraz delegacje zachodnie przy stole negocjacyjnym spotykają adwersarzy często wykształconych w tych samych uczelniach, co oni sami i tak samo dobrze opłacanych. Czasy pijanego Jelcyna już się skończyły. Jedno, co pozostało to fakt, że Rosjanie są nieprzewidywalni. Gdybyśmy na dziś potrafili stwierdzić, jaki jest ich rzeczywisty cel to pewnie z większym prawdopodobieństwem byśmy mogli określić czy ten konflikt wygrywamy czy przegrywamy. Jest dowód na to, że Putin był świadomy nadejścia kryzysu i że do niego się przygotowywał od dłuższego czasu. W czasie, gdy państwa zachodnie weszły w stan zimnej wojny z Rosją z deficytami budżetowymi ci ostatni zgromadzili fundusz, który przekracza 500 mld $ na wypadek kryzysu. Dużo miejsca poświęciliśmy Rosji, ale jak to wygląda z naszej strony? Tu mamy problem, bo tak na prawdę nie przeprowadzono jeszcze kompleksowej analizy zysków i start. Tyle, co na dziś można założyć to, że Europa i tzw. świat zachodni będzie musiał nauczyć się żyć bez Rosji. Tu nie chodzi o proste rozwiązanie, bo to, co obserwujemy to polaryzacja świata umownie nazwanego wschodem i zachodem. Jeśli pozwoli się przejść całkowicie Rosji z jej zasobami na stronę wschodu to powstanie siła, która będzie w stanie równoważyć lub wręcz zastąpić zachodnie demokracje. Jeśli proces odchodzenia od rozliczeń w dolarach będzie postępował to światową gospodarkę czekają duże zmiany. Nie jest to kwestia krótkiego okresu czasu, ale jest to coś, na co warto się przygotowywać. Teraz obserwujemy lekkie wzrosty w prawie wszystkich krajach starej demokracji. Jest to efekt racjonalnej polityki banków centralnych, ale też sytuacji politycznej na świecie. Jak wiadomo nic tak nie napędza gospodarki jak przemysł zbrojeniowy a konfliktów na świecie nie brak.

 
Czy Polska wygrywa czy nie?

 
Trudno powiedzieć. Nasza sytuacja będzie przejrzysta w chwili, gdy wyczerpią się unijne dotacje. Czym bliżej 2020 roku, kiedy to Polska stanie się płatnikiem netto Unii tym klarowniej będzie można zobaczyć efekty zmian sytuacji w ostatnich latach. Główny atutem Polski są niskie ceny produkcji. Na te ceny składa się wiele czynników. Najważniejszym jest ekstremalnie tania siła robocza i co się z tym wiąże bardzo tani system socjalny. Polska inwestuje też bardzo mało w edukacje, nowe ( krajowe) technologie i prawa pracownicze. To powoduje, że cenowo jesteśmy w stanie konkurować nawet na rynkach zachodnich. Wiele inwestycji w kraju jest realizowane przez zagraniczne firmy lub z udziałem kapitału zagranicznego i dlatego tworzenie nowych miejsc pracy nie wymaga dużych nakładów finansowych ze strony polskiej. Wymienione zalety to jednocześnie wady. Popatrzy na tanią siłę roboczą z jednej strony doprowadza do wzrostu zatrudnienia, ale z drugie powoduje odpływ wysoko wykwalifikowanej kadry, która wybiera lepiej płatną pracę za granicą kraju, niskie inwestycje w edukacje i innowacyjność spycha nas do roli fabryki, której biura i laboratoria znajdują się w zupełnie innym miejscu. Typowym przykładem słabości systemowych jest uderzenie w nasze rolnictwo. Ponieważ gospodarstwa nie potrzebują dużej ilości pracowników w stosunku do przychodu, więc konkurencja na rynkach jest dla nas bardzo trudna. Nie możemy przebić ceny, aby nie ponosić start a za razem towar o podobnych parametrach wszyscy potrafią wyprodukować. Na pewno naszą piętą achillesową jest nasze górnictwo. Często podnoszonym argumentem jest eksport taniego węgla z Rosji, ale to tylko część prawdy. Nasze kopalnie są ekstremalnie drogie i to nie tylko ze względu na przywileje pracownicze. Nasze kopalnie są po prostu stare!! Dochodzimy do ekstremalnych głębokości wydobycia, co powoduje duże koszty, ale też większe ryzyko dla pracowników. Dla porównania w Australii, RPA i Rosji istnieją odkrywkowe kopalnie węgla. Oczywiście można drogą administracyjną zakazać importu węgla, ale to doprowadzi do tego, że po kieszeni dostanie obywatel, bo wzrośnie cena ogrzewania. Wzrosną też ceny produkcji. Czyli tak jak już ustaliliśmy wcześniej. Nasza sytuacja będzie klarowna za 4 lata, kiedy dotacje unijne przestaną napędzać naszą gospodarkę. Następnego skoku na OFE raczej nie będzie. Co bardziej złośliwi przewidują, że za kilka lat na niektóre stanowiska będzie przeprowadzana łapanka, bo działalność trzeba będzie zaczynać od minusowego audytu!

 
No dobrze a wojna na Ukrainie?

 
To już osobna sprawa. Tu jest tyle opinii ilu ekspertów, ale mówimy o faktach a nie o telewizyjnych mitach. Ukraina to bardzo ciekawy poligon. Myślę, że na obecną chwilę nikt nie może zakończyć tego konfliktu a nawet gdyby się zakończył w ten czy inny sposób to nic by to nie zmieniło. Na przykład czy myślisz, że nawet po zakończeniu konfliktu Rosjanie zamówią jakiś statek czy okręt we Francji? Czy NATO cofnie się ze swoich nowych pozycji? To są już fakty i ich się nie da zmienić. Już teraz wiadomo, że największy błąd popełniono w sferze socjotechniki. Na tym polu też trwa wojna, ale akurat tu wytoczono broń tego kalibru, którą w warunkach polowych można by porównać do użycia głowic atomowych. Tak to jest, gdy do poważnej roboty zabierają się dyletanci. W pewnym momencie zadecydowano, że trzeba społeczeństwa przekonać, że wojna jest konieczna i pracę zlecono fachowcom. Niestety fachowcy robotę po prostu spieprzyli. Socjotechnika też ma swoje reguły i zasady. Jest to dość brutalna zabawa ludzkim umysłem i dlatego trzeba ściśle przestrzegać schematu. Jedną z takich podstaw schematu jest tworzenie alternatywnego wyjścia np. w razie zaistnienia nieprzewidzianych okoliczności. Załóżmy zupełnie teoretycznie, że Rosja wycofuje się z zajętych terenów ( wiadomo, że to się nie stanie, ale załóżmy to tak czysto teoretycznie). W tym wypadku należałoby wygasić konflikt tylko, że na chwilę obecną ( a takie sondy już były robione) nikt nie ma pomysłu jak odkręcić wszystkie zmiany, które poczyniła propaganda w społeczeństwie. Wypracowano schemat, który dobrze działa, bo atmosfera społeczna np. w Polsce rozgrzana jest do czerwoności, ale problem polega na tym, że nie istniał i nie istnieje plan jak to wygasić w razie potrzeby. Dlatego jeśli porozmawiasz z wieloma ekspertami to Ci powiedzą, że czeka nas dalsza eskalacja. Weźmy dla przykładu polskie społeczeństwo. Większość prawomyślnych widzów telewizyjnych uważa, że warunkiem minimum żeby uznać Rosjan za ludzi powinno być zamordowanie Putina i przeproszenie całego świata demokratycznego. Jednocześnie po drugiej stronie też siedzą politycy tylko rosyjscy. Oni tak z resztą jak nasi dostają codzienną prasówkę o tym, co się o nich mówi i pisze na świecie. Czy wyobrażasz sobie, że któryś ze znaczących polityków rosyjskich szczerze i w kuluarach porozmawia z polskim politykiem? Po rewelacjach Sikorskiego nie ma takiej szansy. A jeśli to miałaby być cena pokoju? Była rozmowa z polskim personelem w Rosji. Mówią, że sytuacja jest ekstremalnie trudna, bo rosyjska propaganda nie bawi się nawet w komentarze po prostu przechwytują artykuły czy wypowiedzi na różnych forach. Oczywiście te, które im pasują a przy tej atmosferze nie muszą się bardzo wysilać. Rosjanie są przekonani, że jedynie Putin może ich wybronić, bo świat chce ich powybijać. Tak się kończy głupio robiona propaganda. Ofiarami tego wszystkiego są ludzie, którzy mieszkają na terenach walk, bo nikt nie ma możliwości tego zakończyć a główni aktorzy jeszcze nie osiągnęli celów. Rosja postanowiła, że ma gdzieś Europę i chcą w tym stanie zamrożenia wytrwać te swoje zaplanowane trzy lata, bo przecież gdyby chcieli wojny to już się połączyli z Naddniestrzem i żadne sankcje by im w tym nie przeszkodziły. NATO i USA wreszcie dostały argument zmuszający inne kraje sojuszu do zwiększania budżetów wojskowych a na dodatek Amerykanie nie muszą prosić o to żeby ktoś chciał ich baz wszyscy wręcz o to błagają. Handel bronią kwitnie a kto produkuje najwięcej broni na świecie? Perspektyw na dzień dzisiejszy dla Ukrainy nie ma. Już teraz Bruksela przygotowuje się do tego, że ten kraj trzeba będzie utrzymywać przez wiele lat. W biurze komisarza ds. Uchodźców głośno mówi się o przygotowaniu planów na wypadek masowej migracji z Ukrainy. Na dodatek, jeśli Ukraina zdoła utrzymać swoją gospodarkę na dotychczasowym poziomie, co jest wątpliwe to Unia musi rocznie dokładać ok. 34 mld Euro żeby zapobiec Majdanowi 3. Dlatego Niemcy tak cisną teraz, bo gro z tych pieniędzy będzie pochodzić od nich a jeśli nie daj Boże skończy się dla nich tani gaz Rosyjski i zaczną konkurować na rynkach na normalnych zasadach to długo z tym balastem nie pociągną.

 
To, kto to wszystko zorganizował?

 
Tego nie wiem a nawet gdybym wiedział to bym i tak nie powiedział. Fakty są takie, że nie zrobili tego Rosjanie, bo oni mieli Ukrainę tam gdzie im pasowało. Jednak wszystkie fakty przemawiają za tym, że to było zorganizowane. Za dużo elementów pasuje do siebie. Tempo zaogniania konfliktu, nadzwyczajnie szybka reakcja polityczna, plan, wyznaczanie strategicznych celów itd. Dużo już na ten temat napisano w prasie fachowej. Jeśli chodzi o samolot to prawdy albo nigdy się nie dowiemy albo przeczytają o tym nasze dzieci po odtajnieniu jakiś archiwów. To tak jak nowa moda na terminatorów z lotniska w Doniecku. Terminatorów to walczy tam chyba z piętnasta zmiana a tworzy się wrażenie, że to stale ci sami. Taka jest rola propagandy. Była Niebieska sotnia, ale stała się niewygodna, bo nie wiadomo, kto ich zabił no to mieliśmy samolot a teraz terminatorów.

 
I wszystko jest takie jasne i proste?

 
No nie ..daleko od tego. Przez Ukrainę powstał solidny burdel na Bliskim Wschodzie. Wywiad rosyjski i NATO już tam nie współpracują. Teraz Amerykanie muszą polegać na Izraelu no i w efekcie nie wiedzą nawet, co Saudyjczycy chcą zrobić. Wiadomo, że przez Syryjczyków Rosjanie kontrolowali część ekstremum arabskiego a to dawało amerykanom otwarte pole działania. Teraz wszystko się kotłuje od Afganistanu aż po Jemen. Jeszcze na dodatek poszła plotka ( nie wiadomo czy niesterowana), że jak będzie się za bardzo Rosjan cisnąć to nagle w Iranie albo Syrii nagle mogą pojawić się prawdziwe i to uzbrojone rakiety średniego zasięgu, których podobno nie ma, ale wszyscy wiedzą, że są. Takie coś wymierzone w Izrael byłoby wyzwaniem dla USA, jakiego jeszcze nie mieli od drugiej wojny.

 
No dobrze, ale lepiej zakończmy na polityce. Tak naprawdę jak Rosyjskie władze postrzegają Polskę?

 
To zależy, co chcesz usłyszeć? Prawda jest taka, że oni nas tak naprawdę nie postrzegają. Politycznie wytłumaczenie jest bardzo proste. Oni doskonale wiedzą jak działają różne mechanizmy i wiedzą, kto rządzi a kto nosi za rządzącym teczkę. Sam zgadnij, kim w tej kolejności jest Polska. Jeśli będą chcieli załatwić jakąś sprawę to porozmawiają z Amerykanami może w drugiej kolejności z Niemcami. Odwracanie kolejności nie ma dla nich sensu, bo to wydłuży okres oczekiwania na konkretną odpowiedź. Jeśli zaś chodzi o sprawy bilateralne to takie prawie już nie istnieją. Można odnieść ostatnio wrażenie, że dla nich mamy taki status jak Madagaskar, czyli trochę ważniejszy niż Zimbabwe. Wszelkie kontakty są prowadzone na najniższym z możliwych szczebli. Zauważyć należy, że na ostatnią wypowiedź na temat Polski wypuścili błazna Żyrinowskiego a później jego wygłupów nawet nikt nie raczył skomentować. O naszej sile militarnej możemy nie dyskutować a tak często podnoszone w prasie atakowanie naszego terytorium można skwitować tylko pytaniem: po co? Tu nie ma nic, co oni by chcieli mieć ani co warto by było zdobyć. Jeśli ktoś w swojej chorej wyobraźni wyobraża sobie, że Rosjanie mogą najechać Polskę to sugeruje, że Niemcy powinni żyć w strachu, ponieważ jedynym logicznym celem takiego ataku mogłoby być dostanie się do Niemiec. No, ale te rozważania chyba możemy zostawić ekspertom od Sci-if.


02.12.14 
Czy OUN rzeczywiście była wrogiem ideologii bolszewickiej,

czy tylko konkurowała ze Stalinem o władanie nad milonami niewolników - chłopów i robotników? Jak się okazuje, lewicowa, bolszewicka frakcja w OUN chciała "zachować i umocnić zdobycze rewolucji paźdzoernikowej".

 
Rossoliński_liebe jest już doktorem historii, obronił pracę doktorska o Banderze-faszyście, przygotowuje się do wydaniu drukiem swojej książki - monografii bandery - w Niemczech. 

 
Poniżej fragmenty tłumaczenia relacji Jurija Radczenki z wykładu wygłoszonego przez Rossolińskiego-Liebe w Monachium 11.11.2014. Interesowały mnie tylko fragmenty mówiące o dokumentach świadczących o antysemirtzmie lewicowo-bolszewickiej frakcji OUN (grupy Mitryngi).

 

 

 
11 listopada 2014 r. w Domu Kultury w Monachium «Gasteig» Grzegorz Rossoliński-Liebe wygłosił wykład "Stepan Bandera i Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów."

 
Grzegorz Rossoliński-Liebe, obecnie człowiek, który obronił pracę doktorską,  zamierza wydać drukiem swoją monografię lidera OUN. Świeżo upieczony doktor wywołuje u mnie [Jurija Radczenki] mieszane uczucia. Z jednej strony, czytałem kilka ciekawych publikacji Rossolińskiego-Liebe poświęconych w szczególności pogromowi we Lwowie w lecie 1941 r. i OUN-wskiej  "ukraińskiej rewolucji narodowej". Miałem możliwość zapoznania się z częścią rękopisu monografii Rossolińskiego-Liebe i mogę zaświadczyć, że jest on w stanie produktywnie pracować ze źródłami.

 
Świat zna zjawisko lewego skrzydła partii nazistowskiej NSDAP, które reprezentowali Otto i Gregor Strasser, a Benito Mussolini, jak zresztą również Dmytro Doncow rozpoczynali jako radykalni socjaliści, co było  ideologicznie bliskie bolszewizmowi. Utrwalone na piśmie poglądy Mitryngi datowane na lata 1940-te wyróżniają się połączeniem lewicowej (socjalistycznej), retoryki i radykalnej ksenofobii. Mitrynga podkreślał, że gospodarka planowa musi zostać zachowana na przyszłej Ukrainie:

 
  "Nie mamy... nic przeciwko planowej gospodarce, ale chcemy, żeby plany gospodarcze układali sami Ukraińcy" [7]. Kapitalizm postrzegany był przez banderowskich lewicowców jako ustrój eksploatacyjny: "My, ukraińscy rewolucjoniści, jesteśmy dalecy od tego, żeby wprowadzać na miejsce reżimu moskiewskiego bolszewizmu rozpasanie burżuazyjno-kapitalistyczne, który pozwala wszelkiemu draństwu grabić trzewia narodów w ramach i pod hasłem "wolności człowieka" [8].

 
Zgodnie z planem Mitryngi wraz z uzyskaniem niezależność wielki przemysł miał pozostać w rękach państwa, a kołchozy powinny zostać zreformowane na "ład ukraiński":

 
  "W państwie ukraińskim kołchoz stanie się niezależną jednostką gospodarczą, którą będzie zarządzać zbiorowa wola wszystkich członków kołchozu, zarówno podczas jak i przy dystrybucji wśród nich produktów swojej pracy... Przemysł fabryczny i wydobywczy z chwilą zdobycia przez naród ukraiński władzy na Ukrainie w całości zostanie przekazany w ręce państwa. Te zakłady przemysłowe, które znajdowały się w posiadaniu gmin miejskich i spółdzielni, od razu przejdą w posiadaniu tych samych prawnych właścicieli, w posiadaniu których były przed rewolucją" [9].

 
Jednocześnie Mitrynga deklarował, że OUN-owska rewolucja ma przynieść wolność wyłącznie etnicznym Ukraińcom: "Ukraińska rewolucja nie niesie wolności człowiekowi nie będącemu Ukraińcem na Ukrainie. Wolność, którą przynosi ukraińska rewolucja na ziemi ukraińskiej - to dar przeznaczony wyłącznie dla ukraińskiego człowieka" [10].

 
Nie ukrywano, że częścią składową tej rewolucji mają stać się czystki etniczne: "Naszym celem na Ukrainie, który będziemy zawsze realizować, jest oczyszczenie naszego narodu z nie-ukraińskiego elementu. Raz na zawsze musimy zniszczyć potomków "ukraińskich" elementów, ludzi, którzy otworzyli bramy ukraińskich miast Tatarom, ponieważ panowanie tatarskie dawało im gwarancję robienia interesów kupieckich z Azją aż do Oceanu Spokojnego. Żydzi, Chazarowie i wszyscy inni "kupcy" i "mędrcy" z Azji Mniejszej i z południa zanieczyszczyli naszą myśl polityczną, rozłożyli naszą wolę" [11].

 
Do wrogów Ukraińców, którzy są "wyzyskiwaczami" i mają zostać "usunięci" po przyjściu do władzy zwolenników Mitryngi, zaliczono Rosjan, Żydów i "ukraińskich kolaborantów": "Klasę panującą na Ukrainie zastąpił obcy, Moskal albo jego pachołek, zdrajca narodu ukraińskiego lub Jewrej (Żyd)" [12].

 
Z innymi frakcjami OUN Mitryngę łączył radykalny antysemityzm. Postrzegał on Żydów jako ludzi, którzy nie są w stanie posiadać uczuć patriotycznych, wszędzie są kosmopolitami, a jednocześnie są największymi zwolennikami budowania rosyjskiego imperialistycznego projektu w sowieckim opakowaniu: "... jednostka, która dobrze się czuje w każdym środowisku narodoowym, to będzie albo Żyd, albo złoczyńca mniej lub bardziej legalny... ...Żydzi... jedni z najbardziej okrutnych wrogów zburzenia moskiewskiego imperium w ogóle, a w szczególności [są przeciwnikami] stworzenia państwa ukraińskiego" [13]. Według Mitryngi, to właśnie Żydzi "sprowadzili na manowce ... system demoliberalny", będąc "elementem anty-narodowym" [14].

 
Za to, że system liberalno-demokratyczny jest zły, jego zdaniem odpowiadali przedsiębiorcy tacy jak "Żyd Rockefeler", który jest "żydowskim cierniem w żywym ciele narodu amerykańskiego" [15].

 
  W pismach Mitryngi wszystkie negatywne zjawiska w polityce są następstwem działalności Żydów. Na przykład, upadek Francji w 1940 roku wyjaśnia "orgią" "żydo-masońskiej kapitalistycznej mafii", a przywódca rumuńskich faszystów  Corneliu Kodreanu, twierdzi Mitrynga, został zabity przez "popleczników antynarodowej mafii rumuńskiej, która do spółki z żydostwem i masonerią pod patronatem rumuńskiego króla i rumuńskiej flagi narodowej panowała nad narodem rumuńskim" [16].

 
 Godny uwagi jest fakt, że Mitrynga jako pierwszy w OUN (b) stwierdził, że bez porozumienia z wschodnimi Ukraińcami OUN-owski projekt państwowy nie jest możliwy do zrealizowania: "Bez pełnego opanowania i rewolucyjnego zorganizowania ukraińskich robotników Donbasu, Kercza i Zaporoża nie możemy nawet marzyć o zwycięstwie" [17].

 
Wtedy, w 1940 roku, on jeszcze nie rozumiał, że ksenofobiczna propaganda (przede wszystkim - jej rusofobiczna składowa) nie będzie akceptowana na wschodniej Ukrainie i OUN będzie zmuszona do zmiany swoich haseł. Co ciekawe, lider podziemia banderowskiegi na Donbasie Jewhen Stachiw doszedł do wniosku o "dialogu ze Wschodem" dopiero w 1942 roku, gdy już przebywał na wschodniej Ukrainie.
 
W lecie 1941 roku drogi grupy Mitryngi i kierownictwa banderowskiej OUN w kwestii wizji przeszłości Ukrainy rozeszły się. Wraz z nasileniem represji niemieckich wobec nacjonalistów ukraińskich na jesieni 1941 r. w propagandzie Mitryngi na pierwszy plan zaczęła się wysuwać retoryka lewicowa. Mitrynga przyłączył się do UPA - "Sicz Poleska" [18] Tarasa Bulby-Borowcia i założył własną partię polityczną - Ukraińska Ludowa Demokratyczna Partia  (UNDP), która ogłosiła, że: "Tylko w niepodległym państwie ukraińskim możemy pogłębić i umocnić zdobycze społeczne rewolucji październikowej" [19].

 
W chwili obecnej trudno powiedzieć, czy Mitrynga w swojej retoryce w latach 1941 - 1943 wykorzystywał antysemickie i inne ksenofobiczne hasła. Niestety, nie zachowały się ani Manifest UNDP, ani większość numerów  gazet UNRA "Obrony Ukrainy" i "Ziemia i Władza", gdzie publikował znaczną część artykułów programowych. Poszukiwanie nowych źródeł i ich analiza jest zadaniem ukraińskich i zagranicznych historyków.

 
"Lewicowa idea" dla ukraińskiej młodzieży czasami odgrywała znaczącą rolę w decydowaniu o wyborze, do której grupy politycznej przyłączyć się w okresie okupacji niemieckiej. Na przykład były sotnik UPA na Wołyniu Mykoła Hołub już po odzyskaniu niepodległości wyjaśnił swoje przystąpienie do banderowskiej partyzantki tym, że "Melnyk był za burżuazją, za kapitalistami, Bandera był za ludem, aby zjednoczyć lud, żeby lud, żył jednakowo" [20].

 
Takie świadectwa sugerują, jak nardzo skromna była wiedza na temat walki pomiędzy partiami, i jak niska była kultura polityczna ukraińskiej młodzieży wiejskich  w połowie lat 1940-tych, kiedy los postawił to pokolenie przed decyzją, do której partii politycznej się przyłączyć, i w jakiej formacji wojskowej walczyć.

 
W czasie wojny w ramach OUN (b)  pojawiły się próby stworzenia nowych organizacji, które oficjalnie miały nie mieć bezpośredniej ciągłości politycznej z faszyzmem. Wiosną 1944 roku część banderowskiego kierownictwa, rozumiejąc, że OUN, pomimo "kosmetycznej" reformy totalitarnej ideologii, w dalszym ciągu ma reputację [wizerunek] faszystowskiej i ksenofobicznej organizacji, postanowiła stworzyć nowy związek polityczny - Narodowo-Wyzwoleńczą Rewolucyjną Organizację (NWRO).

 
Założycielami tego ruchu byli Wasyl Kuk, Dmytro Kliaczkiwśki, Jakow Busel, Rostysław Wołoszyn, Mychajło Stepaniak. W lecie 1944 roku NWRO wydała kilka odezw do ludności. Retoryka organizacji w większości składała się z haseł lewicowych. W szczególności wzywano ludność do walki z "burżuazyjno-faszystowskim", "bolszewickim" i "burżuazyjno-demokratycznym" systemami. Twór tego rodzaju nie mógł długo współistnieć równolegle z OUN (b). W listopadzie 1944 roku wskutek perswazji Szuchewycza Kuk został zmuszony do rozpuszczenia NWRO [21].

 
W ramach wykładu byłoby również interesujące dowiedzieć się, do jakiego "-izmu" można zaliczyć ideologię Tarasa Bulby-Borowcia, jednak Rossoliński-Liebe i na to pytanie nie udzielił odpowiedzi. Wiadomo, że Bulba określał sam siebie jako zwolennika demokracji parlamentarnej i Rządu UNR na wychodźstwie. W swoich odezwach występował przeciwko eksterminacji polskiej ludności cywilnej na Wołyniu w 1943 roku przez banderowców.

 
Poza tym ataman znany był ze swoich antysemickich wypowiedzi przed wojną. Przemawiając 26 lipca 1940 r., przed "Hetmańskim zgromadzeniem" w Krakowie, wśród wrogów państwa ukraińskiego wymienił "żydo-masonerię", naśladując terminologię Doncowa [22]. W czasie wojny niemiecko-sowieckiej Bulba do pewnego stopnia utożsamiał "Żydów" z sowieckimi partyzantami. W swojej ofercie złożonej OUN (B) w marcu 1943 roku pisał: "Wszyscy biją się ze wszystkimi. Ukraińcy biją bolszewików, Żydów i Polaków, a ci z kolei - [biją] Ukraińców" [23]. 

 
Już po wojnie napisał kilka bardzo agresywnych tekstów antysemickich, które zostały częściowo opublikowane w prasie ukraińskiej diaspory lub na niepodległej Ukrainie. Antyżydowski kontekst tych tekstów niewiele się różnił od [ideologii] Czarnej Sotni lub propagandy europejskich prawicowych radykałów w latach 1920-1940-tych.

 
 Na przykład, w publikacji "Rewizja komunistycznej strategii", która jednak nigdy nie została opublikowana, twierdził, że "żydowscy mistrzowie strategii międzynarodowej razem z organizacjami masońskimi" kontrolowali "nie tylko ... Lloyd George'a, Wilsona, Roosevelta, Kiereńskiego i Lenina, ale nawet [cesarza] Wilchelma II, Hindenburga, Hitlera i [japońskiego cesarza] Mikado".

 
O Leninie Bulba pisał, że był "pół-Żydem z pochodzenia, a politycznie stał się 100 %-owym judofilem. Ponadto powszechnie wiadomo, że (z jakichś powodów nieślubną) partnerką Lenina była Żydówka Krupska". Pisząc o partii Lenina, Bulba podkreślał, że rzekomo "80% członków pierwszego Komitetu Centralnego partii bolszewickiej i jej rządu było Żydami, którzy właśnie wtedy przygotowali posłuszne sobie nowe kadry złożone z Rosjan i  członków innych narodów" [24].

 
W tym kontekście bardzo interesujące okazują się świadectwa byłej sekretarki Bulby - Hałyny Kucharczuk, która informuje, że "albo jedną rodzinę, albo wielu Żydów" ukrył dowódca UPA "Poleska Sicz" u swoich krewnych w Bystryczach [25].

 
Cóż to takiego? Czy to próba stworzenia hagiograficznego wizerunku byłego szefa, czy rzeczywiście historycy powinni szukać innych źródeł, które potwierdzą lub zanegują to (o ile mi wiadomo - jednostkowe) świadectwo?

 
Niską kulturę historyczną uczestnicy "dyskusji" zademonstrowali podczas omawiania kwestii udziału Żydów w UPA. Dał się zapamiętać mężczyzna w zaawansowanym wieku, który wymachiwał kontrowersyjną i poddaną ostrej krytyce [33]monografią Wołodymyra Wiatrowycza "Stosunek OUN do Żydów: kształtowanie stanowiska na tle katastrofy" [34]. Główna teza "uczestników dysputy" sprowadzała się do zapewnienia, że ukraińscy nacjonaliści nie mieli nic wspólnego z Holokaustem, a Żydzi dobrowolnie służyli w UPA i nie mieli tam żadnych problemów.

 
Nie ma wątpliwości, że były przypadki, gdy Żydzi służyli w UPA, a powstańcy, świadomi ich pochodzenia etniczno-religijnego, traktowali ich z szacunkiem. Pewna liczba Żydów była lekarzami w UPA. Równocześnie dostępne dokumenty wskazują, że w większości przypadków podczas ofensywy bolszewików Żydów likwidowano, ponieważ przypuszczano, że są potencjalnymi sowieckimi agentami. Jeśli Żydzi uciekający z getta spotykali w lesie ukraińskich powstańców, to najczęściej ci pierwsi stawali się [śmiertelnymi] ofiarami tych drugich. Żydów zabijali nie tylko partyzanci ukraińscy, ale także polscy [35].

 
Jest czymś zadziwiającym, dlaczego nie dysponujemy (lub mamy ich bardzo mało) [36] pełnowartościowych wspomnień Żydów, którzy służyli w UPA, jeśli pominiemy, oczywiście, wręcz jawne fałszerstwa [37]. Dlaczego Żydzi, którzy byli lekarzami w UPA, nadal boją się o tym mówić? Na przykład, Żyd, który służył w banderowskiej armii partyzanckiej, i później udzielił wywiadu Szymonowi Redlichowi, nie ujawnił swojego prawdziwego imienia i nazwiska, lecz podał wymyślone imię Poldek [38].

 
Czym kierują się ci Żydzi, którzy nie chcą publicznie potwierdzić swojej przynależności do UPA? Czy to jest strach przed przyznaniem się przedstawicielom swojej społeczności do współpracy z ukraińskimi nacjonalistami, a tym samym obawa przed napiętnowaniem jako wroga? Czy może jest to strach przed zamordowaniem przez ukraińskich nacjonalistów? Historycy, socjologowie i psychologowie powinni odpowiedzieć na te pytania.
Dziękuję dla następujących osób: Per Anders Rudling, Jarosław Hrycak i Andrij Usacz za użyteczne porady podczas pisania tekstu.
Grzegorz Rossolinski-Liebe, Świat w mroku and Its Reception in Ukraine,


30.11. 14 

Emerytowany oficer lotnictwa armii ukraińskiej

generał Władymir Ruban, z inicjatywy grupy oficerów związku weteranów organizuje skuteczną wymianę jeńców ukrainskich - z tego powodu ma liczne kontakty z dowódcami separatystów. 

Poniżej wyimki z wywiadów z gen. Rubanem - fragmenty, gdy dziennikarz/dziennikarka pyta go o to, kim są separatyści. 

Wydaje się, że opinia gen. Rubana może stanowić przeciwwagę dla oficalnego twierdzenia, że separatyści to kryminaliści oraz rosyjscy żołnierze Putina. A tzw. ATO to po prostu wojna domowa.

http://rusvesna.su/news/1417271033

- Włodzimierzu Włodzimierzowiczu, Pan był po drugiej stronie, Pan miał do czynienia z tymi ludźmi. Jakie są Pańskie wrażenia o nich - kim oni sa, jak, co? Pan rozmawiała z "Biesem", z całą pewnością, czy tak? Widział Pan wszystkich tych polowych komendantów. Kim oni są? Czy to są żołnierze - czy nie żołnierze, czy oni po prostu biegają, czy też walczą za jakąś ideę? Rozmawialiśmy z chłopcem z batalionu "Donbass". Wtedy go zapytałem. Gdy trwa wojna, przeciwnik jest traktowany tak jakby z szacunkiem: tak jak naziści odnosili sie do Rosjan, dlatego ze to jest wojna, walka to rodzaj wykonywanej pracy. Jak Pan ich postrzega - kim oni są?
 

- Ci, którzy pozostali teraz, wszyscy są naszymi współobywatelami (obywatelami Ukrainy - przyp. tlumacza). Rozmawiałem z nimi, jako z drugą, przeciwna stroną od 2 maja, praktycznie od samego początku.
 

- Oni jeszcze wtedy byli bez broni?
 

- Byli już uzbrojeni, już gdzieś tak od 14 kwietnia wszyscy byli uzbrojeni, jeszcze nie w takiej ilości, wtedy jeszcze z dubeltówkami, z bronia myśliwską: niektórą broń gdzieś odkopali, inną gdzieś dostali . To był wielki gniew, ale nie jest jasne - czy ktoś to wykorzystywał, czy Rosjanie ten gniew wzmagali , czy pracowali nad tym jacyś polityczni technolodzy, czy tym kierowali, nie da się trgo wykluczyć. W ludziach był gniew: gniew na Janukowycza, gniew na Ukrainę - gniew na wszystkich. Oni stali się ludźmi drugiej kategorii; nie mogli pracować, Nie wiadomo dlaczego Majdan ogosił ich pariasamii, i, oczywiście, zaistniał czynnik zewnętrzny. Czas na działanie został wybrany, o ile mi wiadomo, przed wyznaczonym terminem, były sprzyjające okolicznosci  - a następnie ktoś nacisnął przycisk, uruchomiła projekt "Nowa Rosja". Absolutnie dokładnie w ten sam sposób moglibyśmy po prostu nacisnąć przycisk i rozpocząć projekt "Zakarpacie" lub coś innego w innym miejscu.
 

Ci ludzie to ludzie z Doniecka  - nastrój protestu był decydującą siłą. Są bardziej lekkomyślni niż syci i stateczni mieszkańcy Kijowa lub centralnej Ukrainy. Uważaliśmy ich za swoich, kochaliśmy, pielęgnowaliśmy, byliśmy z nich dumni, gdy pokazali jak trzeba brać parlamentarzystów za kołnierz. Po 20 września 2011 roku weterani z Afganistanu i ludzie doświadczeni awarią w Czarnobylu szturmowali Radę Werchowną [ukraiński parlament], tam na 5000 "afgańczyków" i "czarnobylców" było 2000 afgańczyków z Doniecka i z Ługańska. Dwa tysiące [tych weteranów] przyjechało autobusami. To oni jako pierwsi wdarli się do pomieszczeń  Werchownej Rady, to ich 13 ludzi wyciągali stamtąd ojcowie-dowódcy, ale to właśnie z nich byliismy dumni. Oni nam pokazali, oni dali wtedy impuls: spójrzcie oto, jesteśmy organizacją społeczną, jesteśmy weteranami  oto nasze prawa, jesteśmy gnębieni - walczymy. Byliśmy z nich dumni; i ja większość z tych ludzi znam z tych wydarzeń, z działalności w organizacji weteranów wojennych. Kim oni są obecnie: oni teraz przeżywają okres kształtowania romantycznego ustroju państwego. Oni teraz tworzą system przyjaznych obywatelom zobowiązań podatkowych; organizuja jakieś sądy polowe, które mają wydawać uczciwe wyroki. Oni nie mają innego wyboru, ale nie liczą się z miliarderami, z którymi wszyscy przywykli się dogadywć, oni po prostu nacjonalizują ich własność, dają wszystkim równe warunki pracy. To nie tylko przywódcy, to mieszkańcy i naród. Gdy przywódcy wezwali przedsiębiorców do ponownego zarejestrowania się, pokazali im warunki, w jakich będą pracować, i ja widziałem kolejki do ponownej rejestracji, ludzie pracują. Jeśli ich teraz ograniczą, tak jak to się zdarza podczas wojny, ekonomicznie, politycznie, fizycznie, to tam powstanie trudna sytuacja. To będzie katastrofa humanitarna: nie wszyscy ludzie dożyja do wiosny.

- Jaki morale panują wśród żołnierzy ATO?
 

- Wśród żołnierzy ATO? Ci, którzy przetrwali kilka pierwszych miesięcy, a powinniśmy pamiętać, że są to żołnierze z różnych poborów. Ci, którzy przeżyli pierwsze walki, gdy były jeszcze traktowane jako przedziwne "safari", i naród cały swój gniew okazywał sobie z jednej i drugiej strony z nadmiernym wyrafinowaniem, wyrafinowaniem barbarzyńskim: z torturami, z obcinaniem uszu, głów, rąk; ci, którzy przeżyli, zadają sobie teraz pytanie: za co, dlaczego? To przede wszystkim zwiadowcy, którzy rzeczywiście stracili wielu kolegów, naprawdę walczyli, prawdziwi Bohaterowie Wojenni, którzy nie otrzymali za to bohaterskich odznaczeń i nawet nie zostali wpisani w rejestry uczestników ATO, teraz się zastanawiają. Teraz, kiedy armia stała się jednym z uczestników tej wojny, chociaż absolutnie nie powinna, teraz dominują dwa nastroje. Ci, którzy nie zdołali uciec od  poboru i zostali zmuszeni do udziału w wojnie, gotowi są posunąć się do oddania do niewoli, byle  tylko móc pojechać do domu po wymianie jeńców. Są także tacy, którzy wyobrazili dla siebie jakieś fantastyczne...
 

 - Perspektywy. 

- ... raczej granice. Perspektywy... Jeśli tylko Stalingrad można nazwać perspektywą. Nikomu nie potrzebne lotniska w Doniecku...
 

- To również dla mnie pozostaje zagadką.
 

- Kiedy zaproponowałem realną możliwość jego przekazania obu stronom, był to ten pierwszy raz, kiedy nie byłem w stanie dogadać się z obiema stronami.
 

- Co tam jest strategicznego, Włodzimierzu Włodzimierzowiczu? Dlaczego warto walczyć o nic? Tam obrócono już wszystko w gruzy.

- Strategicznie - tak, jeśli uważamy, że to jest wróg i należy walczyć z nim do zwycięskiego końca. Tak, to jest wzgórze, z którego można wygodnie kontrolować całe miasto i ostrzeliwać całe miasto. Ale w dniu 2 października na moim biurku leżał plan przekazania tych linii demarkacyjnych, wycofania wojsk, ciężkiej artylerii na odległość15 km, i był plan przekazania od 10 do 13 października lotniska przez stronę ukraińską stronie donieckiej. Dobra, dlaczego atakujecie lotnisko i jesteście tak chętni do walki, jeśli wam i tak je mają oddać. Dlaczego utrzymywać lotnisko i tak gorliwie go bronić, jeśli są już decyzje polityczne jednego prezydenta, drugiego prezydenta. Co to jest? Oto zagadka, za którą nie zaszkodziłoby kogoś rozstrzelać spośród tych, którzy podejmują decyzje. Zrobiono z lotniska coś w rodzaju twierdzy brzeskiej. Ktoś bardzo niefortunnie z tej strony nazwał obrońców cyborgami, ta nazwa się przyjęła i tworzymy sobie tutaj legendę, nie mogąc zrezygnować z wojny. Cyborgi - i teraz wszyscy krzyczą, utrzymamy to lotnisko, utrzymamy je bohatersko. Pięknie. Dlaczego? A cena ludzkiego życia za to niepotrzebne zniszczone lotnisko ?
 

- Wracając do nastrojów i morale: tacy, którzy nie byli w stanie uniknąć poboru i którzy chcą wrócić do domu po zwolnieniu z niewoli; drudzy - którzy nakreślili sobie granice, jakieś perspektywy. Jakie?
 

- Zostać wojownikiem, legendarnym wojownikiem, wrócić do domu z szacunkiem, nie w trumnie, a z szacunkiem.
 

- To już czysto męskie zaburzenia.
 

- Adrenalina - strach pojawia się tylko w pierwszych dwóch minutach walki, a następnie adrenalina usuwa strach i już pojawia się męskie zainteresowanie, już adrenalina porywa ze sobą i już gdzieś w podświadomości ciebie kontroluje. Jesteś w tej walce i masz zadanie - zwyciężyć. Wszyscy, którzy brali udział w walce, mogą o tym zaświadczyć. Nie, nie ma realnej normalnej perspektywy, nie, w ogóle nic nie ma na tym lotnisku. Nie jest nikomu potrzebne. Ostrzeliwanie Doniecka z terenu lotniska, terroryzowanie mieszkańców i przy tym nie prowadzenie kampanii wojennej jako takiej, to z wojskowego punktu widzenia wygląda na jakieś żałosne podgryzanie. Z psychologicznego punktu widzenia ktoś coś nie dopracował, kreśląc perspektywy zastraszania ludności: jeśli będą bombardować miasto Donieck, to ludność stamtąd wyjedzie z obawiy, że w dowolny punkt miasta może uderzyć pocisk. Tak więc ludność jeszcze bardziej została skonsolidowana. Trafienia i ofiary; i oto krewni ofiar jeszcze bardziej nienawidzą [władz w Kijowie]. Przecież dzisiaj to nie są wojny z mieczami lub toporamii, to są wojny, kiedy walczą inżynierowie, którzy mogą przyjechać do Kijowa i zamknąć kilka kanałów wodnych lub parę sieci elektrycznych, lub podłożyć bombę w metrze. Jest to niebezpieczna gra. Oto tego rodzaju zastraszanie w nowoczesnym świecie, w trakcie nowoczesnej wojny, w środku Europy, w dość rozwiniętym kraju, w którym wiele osób posiada wyższe wykształcenie.

- Nie jest Pan pierwszą osobą, która mówi o takich perspektywach dla Kijowa. Proszę mi powiedzieć, Włodzimierzu Włodzimierzowiczu, teraz, spoglądając wstecz, czy można było dogadać się z tymi ludzi już w kwietniu?
 

- Trzeba było się dogadać. Dogadania się odmówiła strona kijowska. Wówczas odmówił zgody Turczynow, a następnie odmówił zgody Poroszenko. Okazali się niedoświadczonymi przywódcami, nie wolno im w żadnym wypadku pozwolić na zarządzanie tym krajem. Nie wolno przebaczyć Krymu, nie wolno przebaczyć "kula w łeb, to kula w łeb". Taka kula się należy komuś, kto okazał się tymczasowym kamikadze (w ostatnim zdaniu mam na myśli Jaceniuka, wypowiedział te słowa na Majdanie).
 

- Już w trakcie wypowiadania tego zdania oczekiwałem, że [kula] przyleci.
 

- Chcę Pana zapewnić, że przyleci. To nie jest po prostu przyciąganie, ale to jest pragnienie, aby wszystkimi swoimi działaniami zasłużyć na tę "kulę w łeb". Krym: jeśli Rosjanom należy się chwała za zdobycie Krymu, to zachodzi konieczność ukarania kogoś za jego kapitulację. No i Donbas: można było się dogadać, i w ramach Ukrainy Donbas otrzymałby takie same wolności, podobnie jak inne obwody [województwa]. I tak samo, jak planujemy teraz, w każdym razie gdy naród Ukrainy spodziewa się otrzymać maksimum swobody, jeśli sądząc po chronologii, że ten rząd nie daje wolności samorządowi Donbasu wtedy, w trakcie, w czerwcu, lipcu, sierpniu... Do chwili, gdy oni wyraźnie zaczęli prowadzić już ze stroną rosyjską działania wojenne, to nam, majdanowcom którzy pragneli tych samych wolności - nie rozdzielania, ale pragnęliśmy wolności. Rozumiemy, że nie ma takich perspektyw w obwodzie [województwie] kijowskim, nie mają ich ludzie w Kijowie, co oznacza  trzeci Majdan.
 

- No to pięknie.
 

- Tak, dokładnie tak, "kula łeb, to kula w łeb".
 

- Ostatnie pytanie, Włodzimierzu Włodzimierzowiczu. Pana zdaniem,  zdaniem profesjonalisty, jak to mówią, człowieka, który przebywa i tu, i tam: jakie, pomimo wszystko, są perspektywy dla rozstrzygnięcia wschodniego kryzysu, powiedziedzmy inaczej, frontu wschodniego?
 

- Perspektywy przedłużającej się wojny - 4 lata. Podczas gdy sceptycy w kwietniu mówili, że to niemożliwe, teraz ci sami sceptycy mówią o trwaniu wojny do 10 lat. 4 lata - oto perspektywa tej przedłużającej się wojny. Istnieje perspektywa trzeciej wojny światowej, jest to idealne miejsce do jej rozkołysania, w procesie zmiany  geopolitycznego układu sił. Specjaliści zajmujący się bezpieczeństwem narodowym mają sprecyzowaną opinię w tej sprawie. A teraz zobaczymy w niedalekiej przyszłości, jak silna jest przyjaźń między Rosją i Chinami. Jeśli dojdzie do utworzenia nowego bieguna superpaństwa, dwa wielkie państwa, a Chiny będą liderem na tym biegunie, USA i Europa ustąpią. Już teraz widać, że Ukraina została oddana, my już to rozumiemy, że została oddana. Rozumiemy, że Ukraina zdradza swoich obywateli. Nawet wtedy, gdy zaproponowano nam dostarczenie samolotów F-18 "Hornet" z Kanady, Ukraina oficjalnie odmówiła. A Geraszczenko powiedział, że nikt nawet nie proponował.

- 19 samolotów F-18 nikt nie zaoferował.
 

- Tak, on to powiedział.
 

- Geraszczenko - kto to jest?
 

- Anton, doradca.
 

- Milicjant?
 

- Doradca.
 

- Doradca. Bardzo go szanuję, nawet jeśli prowadzi sprawy kryminalne właściwe dla "glin". Policjanci już się nawojowali w naszym kraju, a co do oceny... A skąd on to wie, on tam był? Zaproponowano to własnie jemu?
 

- On wie wszystko o Boeingu, on także tam siedział, opowiadał.
 

 - To jest nasze nieszczęście. Nie wie, ale mówi, że wie. W ten sposób zostaliśmy zdradzeni i, jak ktoś mądrze powiedział, Rosja domaga się od nas gwarancji nie przystąpienia do NATO. Tak, można je napisać na odwrocie Traktatu Budapesztańskiego: ale tam, gdzie są gwarancje naszych granic, to tam napiszemy o nie przystąpieniu do NATO i w ogóle wszelkie gwarancje, i przysięgniemy w imię szczytu w Budapeszcie, przysięgniemy na naszą broń jądrową, że nigdy nigdzie nie przystąpimy.  Zdradzono nas, będziemy sami wybierać. A sama sytuacja - ona wymaga zdecydowanego opowiedzenia się, a my widzimy, że nasz prezydent nie jest gotowy do gry w określenie się. Tego nauczają na akademiach dyplomatycznych, że taka niepewność - spowoduje określone konsekwencje. A naród potrzebuje pewności, życie wymaga pewności. Jeśli trgo nie będzie, to obalą tego prezydenta razem z tym rządem. Oni nie cieszą się zaufaniem: oni nie potrafią ani uczcić pamięci poległych, ani zatroszczyć się o swoją armie, ani  uwalniać jeńców z niewoli - i wcale tego nie chcą. Spodziewam się szybkich zmian tutaj na Ukrainie, a ta wojna będzie temu sprzyjać. Pokojowo rozwiązanie tego problemu - jest możliwe, tak: na chwilę obecną uznać niepodległość "Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej" w tych granicach, których się domagają, czyli w granicach administracyjnych [obwodów = województw].. Oddać im Mariupol, Sławiańsk, całe terytorium wzdłuż granicy, i uzyskać od nich gwarancje, można po raz kolejny spisać je w tym samym dokumencie budapesztańskiego memorandum, że nie będą już atakować, a Ukraina pozostanie po prostu bez Donbasu.

- Przecież oni pozostają na Ukrainie, nie zamierzają stąd odchodzić, także chcą żyć na terytorium tego kraju, oni po prostu chcą mieć więcej niezależności, więcej samorządnosci, że tak powiem.
 

- To im oferowano - więcej samorządności i pytali go prosili w maju:: dajcie nam więcej wolności; Teraz proszą o niepodległość. Rubikon został przekroczony, i każdego dnia pociski, uderzające w Donieck, odbierają życie: 11 osób, 5 osób, 3 osób. W Doniecku, Gorlówce, w innych miastach niszczone są domy,  pod gruzam umierają dzieci . Ponieważ dzieci chodzą do szkoły, w szkole zginęło dwoje dzieci. Proszę sobie wyobrazić, że we współczesnym świecie nie można się dowiedzieć, skąd nadleciał pocisk. Mamy tak wiele kamer, możemy dowiedzieć się, gdzie skradziono samochód w Kijowie tylko na podstawie kamer internetowych, które stoją na skrzyżowaniach, a tutaj nasz rząd rzekomo nie może zrozumieć, kto ostrzeliwuje miasto. Twierdzą oni, że to terroryści sami siebie ostrzaliwują. Udowodnijcie to, pokażcie nam dowody.
 

- To bez sensu.
 

- Wstrzymywałem ostrzał, gdy wjeźdzałem do miasta Donieck z Rusłaną. Telefonowałem do jednej strony a drugą stronę prosiłem o wstrzymanie ognia, my wjeżdżamy, nie daj Boże, żeby coś złego się stało. No i wstrzymywano ogień, nawet proszono nas, abyśmy dzwonili częściej - prosiła strona  doniecka, abyśmy przyjeżdżali częściejj. A pewna kobieta na placu po prostu podeszła i poprosiła "Dajcie nam choćby dwa dni ciszy, przynajmniej dwa dni". To był początek rozejmu. Bez względu na to, jak skomplikowane jest wstrzymanie ognia, jest ono możliwe. Z własnego doświadczenia: od godziny 2 w nocy do godziny 5 przez pierwsze 3 dni telefonowaliśmy do siebie, budzono mnie, ja stawiałem na mogi Chomczaka, telefonowałem do strony donieckiej, prosiłem jednych i drugich, aby zrobili krok ku sobie dla rozejmu, i doprowadzaliśmy do wstrzymania ognia. Ponownie prowokowano ostrzał, ponownie go wstrzymywaliśmy. Oczywiście, bez wątpliwości działa tu trzecia strona, która nie chce rozejmu, to są jastrzębie wojny. Nie mam ppjęcia, dlaczego wciąż jeszcze do nich zaliczany jest Jaceniuk, taki królik nie będzie jastrzębiem.
 


- Dziękuję, Włodzimierzu Włodzimierzowiczu.


 

Na wideo inny wywiad z Władymirem Rubanem, ale z analogicznymi wypowiedziami.

A ten wywiad poniżej (fragment, udzielony dla dziennikarki "Ukraińskiej Prawdy") około dwa miesiące wcześniej.

 

http://rusvesna.su/news/1408526454
 

- Co to za ludzie, z którymi prowadzi Pan negocjacje? Jaki jest ich charakter? W imię czego oni to robią? Prawdopodobnie zdążył Pan nakreślić sobie ich portret.
 

- A w imię czego Ukraińska Armia bierze jeńców? Jacy ludzie służą w Ukraińskiej Armii i w batalionach [ochotniczych]?
 

- Oznacza to, że dla Pana jedni i drudzy to tacy sami ludzie?
 

- A dla Pani tak nie jest? Dla Pani sześć milionów mieszkańców Ługańska i Doniecka  nagle stało się wrogami?

- Nie, cywile nie są wrogami.
 

- A ci, którzy chodzą uzbrojeni - ich jest 15 tysięcy - to są wrogowie?

- No cóż, oczywiście, tak. Są to osoby, które zagrażają życiu i zdrowiu ludności cywilnej.
 

- Armia zagraża życiu i zdrowiu cywilnych ludzi. W tym celu została stworzona. Oficerowie, którzy ukończyli szkoły wojskowe - to zawodowi zabójcy, czyżby Pani o tym nie wiedziała? Nie wie tego Pani? Oficer, to nie jest człowiek, który chodzi ze sztandarem na paradach, to człowiek, którego zadanie w okopach polega na zabijaniu innego człowieka.
 

Po to się uczył, tak samo jak ja - pilot myśliwski - niszczyciel. Piękne słowo, znane w życiu codziennym. Proszę jednak usunąć słowo pilot.a zrozumie Pani, że jestem - niszczycielem. Na czym polega moje zadanie? - Na niszczeniu, eksterminacji.
 

Ja nie odnoszę się do tych ludzi, jak robicie to Wy, dziennikarze. jak do wrogów. Wam to łatwo przychodzi, z Waszego punktu widzenia. A ja tych ludzi znam od dawna. Tam są oficerowie, tam są afgańczycy [weterani wojen afgańskich], z którymi protestowaliśmy razem przeciwko Janukowyczowi. Są tam ludzie, z którymi staliśmy na Majdanie. Na Euromajdane. Ale my go tak nie nazywaliśmy.
 

- Tam - to znaczy gdzie?
 

- Tam - to znaczy po drugiej stronie. Za wstążką [świętego Jerzego]. W Ługańskiej i Donieckiej republikach.
 

- Czy to znaczy, że ci ludzie byli z Panem na Majdanie?
 

- Tak, a teraz oni walczą z armia ukraińską. Oni są po obu stronach.
 

- A dlaczego, w imię czego oni to robią ?
 

- A dlaczego na Majdanie Niepodległości robił to "Prawy Sektor"? Albo dlaczego ludzie stali na Majdanie?
 

- Skoro oni byli na tym samym Majdan, dlaczego teraz występują przeciwko tym ludziom, z którymi stali ramię w ramię?
 

- Dlatego, że ludzie, którzy stali na Majdanie, zadowolili się usunięciem Janukowycza - i na tym poprzestali. Poza tym ani jedno żądanie nie zostało spełnione. Ci natomiast postanowił iść do końca. Im nie wystarczy, że obalili Janukowycza, potrzebują prawdziwych zmian. A większość punktów z listy ich żądań - jest tożsama z tymi głoszonymi na Majdanie.
 

- Ale to wygląda zupełnie inaczej.
 

- I za to musimy podziękować dziennikarzom i wszystkim pozostałym, którzy przykleili im miano terrorystów. Oraz tym, którzy wymyślili słowo "ATO" w miejsce słowa "wojna".
 

- Ale Rosja nie uznaje tego co się dzieje za wojnę...
 

- A co ma z tym wspólnego Rosja?
 

- Pana zdaniem, Rosja nie jest zaangażowana w ten konflikt?
 

- Widziała Pani tam rosyjskie wojska?
 

- Widziałem wojskowych z Rosji.
 

- Widziała Pani wojska rosyjskie w działaniu?
 

- Oficjalnych - nie.
 

- Pani nawet nieoficjalnie ich nie zobaczy, ponieważ ich tam nie ma. Jeśli Pani widziała jakiegoś Rosjanina lub żołnierza, to nie oznacza zaangażowania Rosji.
 

- No to jak to nazwać?
 

- Jak Pani sobie życzy, jak Pani wygodniej. Czy Pani wie, że najemnicy walczą po obu stronach?
 

- Tak, wiem.
 

- Po obu. I po ukraińskiej, i po ługańskiej oraz donieckiej. No i cóż, czyż w związku z tym mamy twierdzić, że po naszej stronie walczy Polska i Szwecja? [po śmierci na polu walki majora armii amerykańskiej należałoby także uznać, że po stronie Kijowa walczą USA - uwaga tłumacza]
 

Jest taka niezbyt przyjemna anegdota: "Rosja walczy z USA do ostatniego Ukraińca". To bardziej niż prawda. Ale to geopolityka i analiza trgo powinna być dokonywania w zupełnie innym miejscu. Eksperci od spraw bezpieczeństwa narodowego mogą o tym coś powiedzieć.

Pracujemy bezpośrednio na polu walki i wykorzystując posiadaną wiedzę i swoje doświadczenie, nazywamy rzeczy po imieniu. Jeśli dochodzi tam do dostarczania rosyjskiej broni, to jest to odrębna sprawa. I co to za osoba ją dostarcza? Putin może zaprzeczyć, to inna kwestia. Jeśli tam są rosyjscy oficerowie, to również odrębna sprawa. To nie jest równoznaczne z zaangażowaniem Rosji.
 

- Więc jak to należy nazwać?
 

- Czy Pani tam była?
 

- Ostatnie pół roku wyłącznie tym się zajmuję.
 

- I co, wszyscy tam są rosyjskimi oficerami? Wszyscy są Czeczenami?
 

- Nie, nie wszyscy, ale oni tworzą szkielet [armii separatystów]. To ci ludzie, którzy kierują procesem.
 

- No cóż, Bóg z Tobą. Z ukraińskimi paszportami?
 

- Z normalnymi rosyjskimi paszportami.
 

- Tacy są nazywani "doradcami".
 

- Instruktorami.
 

- Nawet w Związku Radzieckim wyjeżdżaliśmy do innych krajów tak samo jak "górnicy, w celu wymiany doświadczeń" - byliśmy doradcami wojskowymi. Dokładnie tak samo doradzają  eksperci z różnych krajów, instruktorzy. Nie dlatego, że dany kraj ich tam wysyła, lecz dlatego, że naród o to prosi.
 

Dla przykładu, ja tutaj razem z Panią mamy zamiar utworzyć małą bande, ale potrzebujemy specjalisty, więc go zapraszamy. Jakiegoś bandytę zapraszamy. Po to, aby nam doradził, co i jak robić.
 

- Ale ludzie, którzy mówią, jak i co robić, wszyscy są z Rosji. Jak można powiedzieć, że jest to wewnętrzny proces, jeśli jest on sterowany z zewnątrz?
 

- Niech Pani mówi, jak Pani chce..
 

- Nie, ja staram się zrozumieć.
 

- Niech więc Pani stara się zozumieć. Przedstawiłem Pani moją opinię. Wszystkie problemy są rozwiązywane wewnątrz Ukrainy. Wojna była już możliwa fo wygrania przez jedną i drugą stronę osiem razy.
 


 


 




27.09.14 

Ruszyły zdjęcia do filmu o ludobójstwie na Kresach 
w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego


"Zrobię ten film najuczciwiej, jak potrafię [...] Chciałbym, żeby był mostem, a nie murem. Ale będzie brutalny" – zadeklarował Smarzowski w wywiadzie dla TVP Kultura.


Zdjęcia będą kręcone w okolicach Lublina oraz miasta Kolbuszowa w województwie podkarpackim. Osnową fabuły jest uczucie jakie narasta między młodą Polką i Ukraińcem, które spotyka się ze sprzeciwem rodziców dziewczyny. Młodym przyjdzie zmierzyć się ze straszną rzeczywistością Wołynia w czasie II wojny światowej, naznaczoną w dużej mierze przez ludobojstwo dokonywane przez OUN-UPA.

"Najgorsze w pracy nad tym obrazem jest obcowanie ze złem. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie tak wielkiego okrucieństwa, które miało miejsce nie tak dawno, bo 70 lat temu. Wypadki w Syrii pokazują jednak, że ten film będzie absolutnie aktualny. Trzeba go nakręcić po to, by tego typu tragedie więcej nie miały miejsca" – powiedział Smarzowski dodająć – "Po "Wołyniu" długo nie zrobię filmu historycznego. Będę musiał ochłonąć, wyzerować się."

Premiera filmu planowana jest na wiosnę 2016 roku.


dziennik.pl/kresy.pl


27.09.14 

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
z pozycji 'ruskiego agenta' [tak, tak Go mianowała 'patriotyczna opozycja' ! (sic!)]    w Strefie Wolnego Słowa, czyli w Gościu Niedzielnym o koncercie 
"Nasze serca z Ukrainą"

http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=9912
 

Odpowiedź w GN na skandaliczny koncert w parafii św. Józefa  


Krakowski "Gość Niedzielny"zamieścił na swojej stronie internetowej moją odpowiedź na relację ze skandalicznego koncertu w parafii św. Józefa na Podgórzu w Krakowie. Dobrze, że redakcja oddziału krakowskiego tego pisma katolickiego postąpiła inaczej niż partyjna "Gazeta Polska" i dała prawo drugiej stronie do wypowiedzi.

Odpowiedź ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego:

Zapowiedź krakowskiego koncertu pt. "Nasze serca z Ukrainą" wywołała liczne protesty, które zostały skierowane do kurii krakowskiej. Co wywołało kontrowersje? Po pierwsze, plakat reklamowy, na którym zamiast ikony czy krzyża widnieje podobizna ukraińskiego bojownika z "kałachem", czyli pistoletem maszynowym. Po drugie, w zaproszeniach napisano, że jest to "koncert solidarnościowy z walczącymi o wolność Ukraińcami" i że "pokłosiem koncertu będzie pomoc materialna dla walczących Ukraińców, którą przekazywać będzie można na specjalnie założone konto". Brałem udział w konwojach humanitarnych w czasie wojen w Bośni i Czeczenii, ale pierwszy raz stykam się z tym, że fundusze zbierane w kościele mają iść nie na pomoc dla ofiar wojny, czyli rannych i wypędzonych, lecz dla bojowników. Po trzecie, w zaproszeniu wymieniono, co zabolało rodziny ofiar UPA i SS Galizien, tzw. bataliony ochotnicze, odwołujące się do zbrodniczej ideologii Stepana Bandery. Co więcej, Generalna Prokuratura Ukrainy prowadzi śledztwo przeciwko jednemu z nich, który dopuścił się przestępstw wojennych.
Miejsca tej kontrowersyjnej imprezie odmówiły parafia św. Jadwigi i Żydowskie Centrum Galicja. Ta druga instytucja tak to uzasadniła: "Los Ukrainy jest nam bliski, ale nasza współpraca z partnerami ukraińskimi i wsparcie odwołuje się do działalności edukacyjnej i kulturalnej, nie politycznej." Święte słowa. Szkoda, że parafia św. Józefa postąpiła inaczej.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, proboszcz parafii ormiańskokatolickiej dla Polski południowej

http://krakow.gosc.pl/doc/2164711.Koncert-dla-sasiada

26.09.14
Rzeź Smarzowskiego

"Już za dwa tygodnie ruszają zdjęcia do nowego filmu Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”. ( Prace nad filmem już się rozpoczęły - St. S. )Reżyser przedstawi historię rzezi wołyńskiej z czasów II wojny światowej.

Film Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń” będzie doskonałą lekcją historii dla najmłodszych pokoleń, które wydarzenia II wojny światowej pamiętają wyłącznie z opowieści dziadków i podręczników szkolnych. Produkcja nawiąże do masowej zbrodni dokonanej przez ukraińskich nacjonalistów w Wołyniu. Celem reżysera jest zestawienie różnych obrazów wołyńskiej rzezi.

Zdjęcia mają rozpocząć się 19 września pod Warszawą. Powstaną tam sceny z kampanii wrześniowej 1939 roku. W październiku ekipa filmowa przeniesie się do skansenu w Lublinie, w którym została stworzona sceneria wołyńskiej wsi na potrzeby filmu.

Wojciech Smarzowski napisał scenariusz na motywach zbioru opowiadań „Nienawiść” autorstwa Stanisława Srokowskiego.

Widzowie będą mieli okazję zobaczyć na ekranie po raz pierwszy Michalinę Łabacz, która wcieli się w postać Zosi Głowackiej. W „Wołyniu” wystąpią także, m.in. Jacek Braciak i Arkadiusz Jakubik.

Produkcją filmu zajęła się spółka Film it, a jej koszt oszacowano na 15 mln złotych. Premiera przewidziana jest na wiosnę 2016 roku.


Źródło: PAP  

( Komentarz St. S. : Po pierwsze, nie będzie to film o Wołyniu, tylko o zbrodni ludobójstwa na Kresach. Rzezie na Wołyniu to tylko cząstka mordów. Smarzowski pragnie pokazać w miarę możliwości całą panoramę tragicznych wydarzeń. Nazwa filmu "Wołyń" robocza. ) 

25.09.14 

Zbiorowe mogiły pod Donieckiem 


Premier nieuznawanej "Donieckiej Republiki Ludowej" poinformował dziś rano, że pod Donieckiem odnaleziono trzy zbiorowe mogiły, w których zakopanych zostało około 40 ciał. 

Mogiły odnaleziono w miejscach kontrolowanych wcześniej przez ukraińskie siły rządowe.

"Około czterdziestu ciał cywilnych mieszkańców odnaleziono już w trzech mogiłach pod Donieckiem. Znajdujemy kolejne miejsca pochówków, dokładna liczba zbiorowych mogił jest jeszcze nieustalona. Leżą w nich cywilni mieszkańcy, jeńcy wojenni i powstańcy" – stwierdził Zacharczenko.

Rosyjska telewizja donosi o dziesiątkach zbiorowych mogił i sektach ofiar. Program "Wiesti" wyemitował materiał, w którym mówi się o rozstrzeliwaniach cywilów oraz ciałach zakopanych ze związanymi rękami.

Fakt odnalezienia zbiorowych mogił potwierdza misja OBWE. Z raportu opublikowanego przez organizację wynika, że do zabójstw doszło 27 sierpnia. Pracownicy misji znaleźli cztery ciała w kopalni "Kommunarskaja".


26.0914 
POROSZENKO WYCHWALA MORDERCÓW
 
 

„Działalność żołnierzy OUN-UPA to przykład heroizmu. Nadszedł czas aby rozpatrzyć przyznanie im statusu kombatantów” – oświadczył prezydent Ukrainy Petro Poroszenko.


Czwartkowa wypowiedź głowy państwa ukraińskiego najprawdopodobniej przekreśla możliwość potępienia przez Ukrainę ludobójstwo dokonanego przez banderowców.

– Kwestia przyznania weteranom OUN-UPA statusu kombatantów „to bardzo ważna kwestia i obecnie niezwykle aktualna. Wcześniej dzieliła ona nasz kraj i była zdejmowana z politycznej agendy. Teraz jest na to bardzo dobry czas” – podkreślił Poroszenko na konferencji prasowej w Kijowie.

Ukraiński prezydent dodał, że uważa „działalność żołnierzy OUN-UPA za przykład heroizmu”.

Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) była formacją zbrojną utworzoną przez frakcję banderowską Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Celem UPA było powstanie niepodległego, czystego etnicznie państwa ukraińskiego. Wraz z OUN, UPA jest odpowiedzialna za zorganizowanie i przeprowadzenie ludobójstwa cywilnej ludności polskiej na Wołyniu oraz w Małopolsce Wschodniej.


źródło: Kresy24.pl / interfax.com.ua

02.09.14 

„Nienawiść”. Znany reżyser kręci film o ludobójstwie na Kresach


Nie będzie to tylko film o ludobójstwie, choć ten wątek zostanie najbardziej rozbudowany, ale przede wszystkim film o rozpadzie świata, rozkładzie wartości, o wyrąbywaniu metafizyki z ludzkiego życia, o granicach wolności i upadku łacińskiej cywilizacji, a także o dyktaturze ideologii, wierności i przyjaźni, zdradzie i śmierci aniołów – mówi autor książki, na podstawie której powstaje fabularny obraz o wołyńskiej zagładzie Polaków.



„Nienawiść” to tytuł powstającego w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego filmu opartego na książce Stanisława Srokowskiego. „Scenariusz rzetelnie i wiernie opisuje wątki historyczne, odwołuje się do konkretnych postaci i autentycznych wydarzeń. Nie znaczy to wcale, że brakuje w nim miejsca dla gry wyobraźni i twórczej fantazji” – ocenia Srokowski w rozmowie z portalem wNas.pl.



Zdaniem pisarza, reżyser „zna i umie pokazać cały absurd zbrodni, świetnie prowadzi bohaterów przez rozliczne pułapki i zagrożenia, buduje mądrze i konsekwentnie atmosferę napięcia, lęku, cierpienia i przerażenia, i ujawnia cały bezsens rzezi i mordów, jako owocu obłędnej ideologii integralnego nacjonalizmu Dmytra Doncowa i Stepana Bandery, która utopiła w morzu krwi dwieście tysięcy naszych rodaków, a także dziesiątki tysięcy Żydów, Ormian, Czechów, Cyganów, Rosjan oraz samych Ukraińców, sprzeciwiających się zbrodniczemu terrorowi”. Zdaniem Stanisława Srokowskiego, film „zapewne odda inscenizacją całą grozę i bezsens tej zbrodni. Fabuła pełna jest gwałtownych zwrotów akcji, zaskakujących spotkań, zdumiewających niespodzianek. Zapowiada się ważny, barwny i wyjątkowy film o wielkiej dynamice i ogromnej sile ekspresji”.




Srokowski zwraca uwagę, iż zbrodnia ludobójstwa nie dotknęła tylko Wołynia: „Błędna historiografia została fałszywie narzucona przez kilku nierozważnych historyków, którym zdawało się, że rzezie rozpoczęły się i trwały tylko na Wołyniu. Dokładne badania wykazały jednak, że akcje ludobójcze zaczęły się w województwie tarnopolskim, a potem przeniosły się na inne województwa. Całe Kresy południowo-wschodnie (wołyńskie, tarnopolskie, lwowskie, stanisławowskie i po części poleskie i lubelskie) pogrążyły się w ogniu i krwi. I film to pokaże”.


Źródło:wNas.pl

luk

Read more: http://www.pch24.pl/nienawisc--znany-rezyser-kreci-film-o-ludobojstwie-na-kresach,25096,i.html#ixzz3CC0h3Oaw

19.08.14 

LIST OTWARTY DO PREZYDENTA RP

NIE WOLNO MILCZEĆ, GDY LEJE SIĘ KREW

                                                                                                                                          

Sz. P. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

Bronisław Komorowski

Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

                                               ul. Wiejska 10

00-902 Warszawa

 

Szanowny Panie Prezydencie,

 

u granic Polski, na Ukrainie,  toczy się okrutna wojna. Co dnia leje się krew, giną ludzie, życie tracą nie tylko mężczyźni walczący po obu stronach frontu, ale i  kobiety, starcy, dzieci. Wsie i miasta popadają w ruinę. Rozsypują się przedszkola, szkoły i szpitale. Płoną świątynie. Trupy leżą na ulicach.  Mieszkańcy  pozbawieni domów, pracy,  opieki medycznej  i żywności, szukają schronienia za granicą.  Na to nie wolno bezczynnie patrzeć. Polska,  Prezydent R P,  rząd RP,  posłowie nie mogą być obojętni. Ta wojna może przekroczyć progi naszego kraju. Może się rozlać na Europę. Należy temu jak najszybciej zapobiec, przeciwstawić się zbrodniom, mordom, gwałtom, rozlewowi niewinnej krwi.  

Jestem pisarzem, piszę m.in. książki o trudnych problemach polsko-ukraińskich. Wiem, co to znaczy  wojna.  Doświadczyłem jej na własnej skórze.  Tak jak całe okaleczone moje pokolenie. Pochodzę z Kresów, z ziemi dotkniętej  straszliwym  ludobójstwem, jakiego dokonali  mordercy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii.  W  wyniku tego ludobójstwa  zostało wymordowanych ok. 200 tyś. Polaków. Ofiarami rzezi  padli też Żydzi, Ormianie, Czesi, Rosjanie, Cyganie, a także sprawiedliwi Ukraińcy, którzy nie godzili się na zabijanie.

 

Szanowny Panie Prezydencie,   

nie słyszę, by polskie władze  potępiły  obecne zbrodnie i zbrodniarzy na wschodzie Ukrainy. Tak samo, jak nie potępiły ludobójstwa na Kresach.  Milczenie może być uznane za przyzwolenie dla dalszej zagłady.  Polacy z  Kresów pamiętają okrutne słowa  Dmytra  Kłaczkiwskiego, dowódcy UPA-Północ, który  oznajmił: „Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. Po odejściu wojsk niemieckich należy wykorzystać ten dogodny moment dla zlikwidowania całej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat.(...) Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi”. A Roman Szuchewycz, naczelny dowódca Ukraińskiej Powstańczej Armii, wydał rozkaz: …„należy Polaków z naszych ziem usuwać… wysyłać bojówki, które mężczyzn będą likwidować, a chaty i majątek palić”.  Dzisiaj obserwujemy  na Ukrainie likwidację całych miejscowości i słyszymy  bolesny krzyk umierających  dzieci, zabijanych na oczach milczącego świata. Słyszymy płacz matek, gdy atakują je czołgi, samoloty i armaty, gdy  padają im na głowy bomby i pociski rakietowe,  a wokół nich leżą martwe rodziny.  A świat  milczy. Tak samo, jak milczał, gdy nas wyrzynały bandy UPA.

           

Szanowny Panie Prezydencie,

dramat dotyczy także Polaków na wschodniej Ukrainie. Zostali oni pozostawieni sami sobie, bez żadnej pomocy  i opieki polskiego  MSZ. Nie mają dokąd uciekać. Boją się przenieść do zachodnich rejonów kraju, bo nikt tam na nich nie czeka, a poza tym pamiętają przerażające rzezie UPA i nadal lękają się o swoje życie. Rzeczpospolita zaś nie oferuje im żadnej pomocy. A powinna w tej trudnej sytuacji ich ratować, oferować pomoc.   Choćby taką, jak państwo węgierskie, które dba o Węgrów na Ukrainie. Zwracam się do Pana, Szanowny Panie Prezydencie,  a za pośrednictwem Pana  do rządu polskiego z prośbą, by podjął Pan i polski rząd  natychmiastowe, niezwłoczne kroki, które przyczynią się do przywrócenia pokoju za naszą wschodnią granicą.  Dość przelanej krwi, dość trupów na ulicach, dość płaczu matek i sierot błąkających się po ruinach miast  i wsi. Konflikty należy rozwiązywać w sposób pokojowy.

 

            Szanowny Panie Prezydencie,

docierają do Polski również wrogie głosy ze strony ukraińskich posłów. Oto lider Partii Radykalnej, Ołeh Laszko, powiada, że  ziemie ukraińskie znajdują się obecnie pod  „obcą okupacją".  I wymienia kraje,  jako okupantów:  Mołdawię, Polskę, Białoruś i Rumunię. Grozi też, że po  oczyszczeniu" Donbasu z  separatystów i terrorystów"  walki nadal będą kontynuowane, tylko już na innych ziemiach. To złowroga groźba, a państwo polskie na nią nie reaguje. Niedawno też inny ukraiński polityk, rzecznik Prawego Sektora, który gloryfikuje morderców z OUN/UPA, Andrij  Tarasenko,  w wywiadzie dla „Rzeczypospolitej” oznajmił, iż Prawy Sektor zmierza do odzyskania przez Ukrainę Przemyśla i innych obecnie polskich powiatów. Polskie państwo nie może ignorować takiej postawy i zachowania ukraińskich przywódców partyjnych.   

Oczekuję od Pana i od rządu polskiego jednoznacznego i wyraźnego stanowiska w wymienionych wyżej sprawach i problemach. Milczenie w tej  dramatycznej sytuacji jest przyzwoleniem na śmierć i zagładę sąsiedniego narodu. Polacy tak okrutnie wykrwawieni w latach 1939-1945 przez trzy ludobójstwa, niemieckie, sowieckie i ukraińskie,  pragną przerwania wojny na Ukrainie. Proszę więc  liczyć się z odczuciami własnego narodu.   

 

                                                           Z wyrazami poważania

                                                           Stanisław Srokowski

                                                

PS. Proszę Państwa o poparcie Listu, szerokie udostępnianie  oraz  komentarze.

St. S.   

 

19.08.14 

REAKCJA NA LIST DO PREZYDENTA 


Londyn, 18-08-2014

Szanowny Panie!

Jestem Pana rówieśnikiem. Mój ojciec urodził się w ówczesnej Galicji niedaleko Lwowa i w latach 1917-1918 był w armii Austro-Węgier na froncie włoskim (Trentino), a w 1919 r. jako żołnierz II Korpusu Ukraińskiej Armii Halickiej brał udział w walkach z Armią Hallera, w walkach z Armią Czerwoną (Winnica, Berdyczów, Żytomierz), w krótkotrwałym wyzwoleniu Kijowa w końcu sierpnia 1919 r., aż w końcu zapadł na tyfus. Widział jak ówcześni polityczni przywódcy Ukrainy byli skłóceni ze sobą i nie potrafili stworzyć jednolitego frontu. Widział, jak nadzieje Ukraińców walczących u boku Piłsudskiego spełzły na niczym, gdy w Traktacie Ryskim Endecja przeciwna koncepcji federacyjnej Piłsudskiego zadecydowała o bezpośrednim wcieleniu tych terenów do II RP. Widział też, jak to wcielenie wyglądało w praktyce, jak były traktowane mniejszości narodowe, jak były prześladowane ośrodki kultury ukraińskiej (Prosvita i in.), i jak dokonywano pacyfikacji Małopolski Wschodniej w II RP.

W żadnym przypadku nie usprawiedliwia to mordów dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej zamieszkałej na Kresach. Nie zostało to jednak potępione przez polskie elity polityczne.

Obecną Ukrainę, podobnie jak sto lat temu, zamieszkuje wiele narodów. Niestety, polscy politycy nie biorą tego pod uwagę. Pomijając powody przewrotu w Kijowie, rząd utworzyły partie reprezentujące wyłącznie tereny zachodnie i centralne. Fatalnym błędem tego rządu było ustanowienie języka ukraińskiego jako jedyny język urzędowy. Spowodowało to falę protestów w tych częściach Ukrainy, gdzie językiem ojczystym jest rosyjski. Język to tylko jeden z problemów. Wiele obywateli Ukrainy to Rosjanie żyjący na tych terenach od stuleci. W obecnym rządzie, zasiadają skrajni nacjonaliści (Svoboda) z antyrosyjskimi hasłami w ich programie. Jest to też jedna z przyczyn dlaczego ten rząd nie znajduje u nich poparcia. Tak zwany Prawy Sektor, który był jednym z organizatorów Majdanu, występuje nie tylko z antyrosyjskimi hasłami, ale również z antysemickimi. Jest zadziwiające, że Zachód, który zwalcza demony przeszłości narodowego socjalizmu i faszyzmu, nie zwraca uwagę na to jakie siły na Ukrainie miały udział w powstaniu obecnego rządu.

Dlatego też uważam, ze obecna polityka polskiego rządu nie służy sprawie Ukrainy. Zamiast być mediatorem, polscy politycy razem z zachodnimi, którzy nie mają pojęcia o złożoności problemów etnicznych tego obszaru, zamiast nawoływać do rozmów ze wszystkimi przedstawicielami grup etnicznych i regionów, a także z Rosją, prowadzą przeciwko niej krucjatę jak za dawnych czasów. Nic też dziwnego, że Rosja wystąpiła w obronie Rosjan którzy poczuli sie zagrożeni przez decyzję obecnych władz w Kijowie. W konsekwencji doprowadziło to do przyłączenia Krymu do Federacji Rosyjskiej i do wojny na wschodzie Ukrainy, gdzie ginie ludnośc cywilna, w tym kobiety i dzieci, niszczone są wielotysięczne miasta i ich infrastruktura.

Pomijając sprawę legalności obecnego rządu na Ukrainie, jego zadaniem nie powinno być jątrzenie w stosunkach ukraińsko-rosyjskich i prowadzenie wojny za wszelką cenę, a gruntowna przebudowa systemu rządzenia w oparciu o wybieralnych a nie mianowanych przez rząd przedstawicieli władz regionów, wyeliminowanie oligarchów z tego systemu, oraz walka z korupcją która osiągneła na Ukrainie niebotyczne rozmiary.

W Pańskim Liście Otwartym do Prezydenta RP oczekuję Pan od Prezydenta i od rządu polskiego jednoznacznego i wyraźnego stanowiska w sprawach wymienionych w Pańskim liście. Nie sądzę aby Pański list odniósł jakikolwiek wpływ na stanowisko obecnych polskich władz, gdyż są one podporządkowane globalnym interesom USA mającym na celu osłabienie Rosji.

Niestety, dezinformacyjna wojna uprawiana przez zachodnie media przedstawia obecną Ukrainę jako państwo które walczy z Rosja o zachowanie swojej integralności, a nie jako państwo które dokonuje czystek etnicznych na jego wschodnich terenach które sprzeciwiły się ustanowieniu nad nimi obecnych rządów w Kijowie i przyjęciu etosu Bandery, Szuchewycza i SS-Galizien.

Rządy państw zachodnich, przy braku prawdziwej informacji ich społeczeństw odnośnie tego co rzeczywiście dzieje się na Ukrainie, łatwo przystają na dyktat USA w ich globalnej polityce.

Dlatego też uważam, że zadaniem tych którzy byli świadkami mordów popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów na Kresach powinno być opublikowanie artykułu w wiodącej prasie Niemiec, Francji i Anglii (np. The Independent) o mordach ludności polskiej (i nie tylko) na Kresach II RP dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów, i o tym czyimi spadkobiercami są obecni przedstawiciele partii Svoboda zasiadający w parlamencie i mający udział w rządzie.

Z poważaniem,

Andrzej Bobeszko

***************************************************************************************************************************************
Witam i pozdrawiam serdecznie.

Przeczytałem z uwagą poniższy List Otwarty pisarza z Wrocławia Stanisława Srokowskiego i z pełnym przekonaniem, pragnę wyrazić własne poparcie dla treści zawartych w tym Liście. Obrazy te znamy z codziennych zdjęć, sprawozdań i obfitych opisów dziennikarskich, których nie brakuje właściwie we wszystkich środkach masowego przekazu, a szczególnie w internecie. Po prostu nie można już dłużej milczeć, gdy leje się niewinna krew. Kresowianie oraz rodziny polskie z kresowymi korzeniami doskonale wiedzą, co znaczy milczenie, gdy Męczenników Wołynia, Podola, Polesia, Pokucia, Bieszczad i Lubelszczyzny, jakże wielu chciałoby i dziś "raz jeszcze zarżnąć i zakopać" przez przemilczanie ludobójstwa dokonanego przez zwyrodnialców z OUN-UPA.


 Od kilku miesięcy ze wszystkich stron, leją się strumienie propagandy proukraińskiej oraz antyrosyjskiej, zaś każdy kto nie zgadza się z taką metodologią działania z miejsca okrzyknięty jest trolem, błędnym rycerzem, a nawet rosyjskim agentem, ba wrogiem Polski. Niech ma Bóg w opiece każdego, kto ważyłby się rzucać takie obrzydliwe kalumnie na Kresowian. Polacy mają niezbywalne prawo do życia w prawdzie o tym, co wydarzyło się na Kresach podczas II wojny światowej. Więcej każdy człowiek ma prawo do tej wiedzy, a nawet obowiązek, gdyż tam spoczywają tysiące niewinnych polskich kobiet, dzieci, całe polskie społeczności, wymordowane przez ryzunów z niezwykłym okrucieństwem, niespotykanym u innych narodów. Niestety trzeba dodać i to, że gdy nasi Bracia i Siostry, Męczennicy Wołynia i Kresów, już ponad 70 lat leżą tam w dołach i jamach, jak Ich zakopali oprawcy, bez mogiły, a nawet bez prostego Krzyża, w tym samym czasie podłym zbrodniarzom, którzy rąbali Ich siekierami, na Ukrainie stawia się pomniki, jako bohaterom, godnym naśladowania, funduje się niezliczone tablice pamiątkowe. Czy to jest Boża sprawiedliwość, czy to jest chrześcijaństwo?

Nie! To jest podłość ludzka, oparta na kłamstwie oraz na zastarszaniu ludzi prawych na Ukrainie, którzy wiedzą, jak było naprawdę. Tylko życie w prawdzie, warunkuje trwały pokój i pojednanie, ale prawda jest b. wymagająca. Pomimo to Kresowianie i wszyscy Polacy mają prawo do życia w prawdzie i w pokoju. Podobnież jak Polacy także wszystkie inne narody, mają prawo do życia w zgodzie i w pokoju. Prawa tego nie można odmówić Ukraińcom, ale także Rosjanom na wschodzie Ukrainy, gdyż i tam żyją normalne rodziny ludzkie, złożone z kobiet, dzieci i ludzi w podeszłym wieku.

Zatem pytam się jakim prawem prezydent Ukrainy Petro Poroszenko oraz inni poplecznicy jego rządu, z taką zajadłością, atakują gęsto zaludnione obszary Ukraińców, pochodzenia rosyjskiego? Czy rzeczywiście wojna jest tu najlepszym środkiem rozwiązania, tej tragedii? Czy trzeba aby na pewno wcześniej zmiażdżyć rosyjskich separatystów, by potem dobrodusznie usiąść z nimi do rozmów pokojowych, naturalnie wtedy, już z wyższej pozycji. Czy to do wojny, tak wiele razy wzywał mieszkańców Ukrainy papież Franciszek? Czy cierpienia niewinnych osób cywilnych nic nie znaczą dla polityków i wojskowych?

Poniższy List zawiera także inne ważne kwestie, jak choćby stale powracające ukraińskie prowokacje słowne, obliczone na obecność w środkach masowego przekazu obrazu, zagarniętych i trzymanych niesprawiedliwie przez Polskę: Zachodnich Ziem Ukraińskich. Doprawdy trudno w to uwierzyć, ale tak naprawdę jest i to w majestacie najjaśniejszej III Rzeczypospolitej Polskiej. Niemal każdego miesiąca możemy usłyszeć z ust jakiegoś ukraińskiego polityka, czy lokalnego watażki, że Chełm, Hrubieszów, Przemyśl, Lubaczów i inne miasta to ich rdzenne ziemie ukraińskie. Oczywiście co zrobią potem z mieszkającymi tam Polakami, o tym na razie jeszcze nie piszą, bo jak łatwo sę dymyśleć na to jeszcze przyjdzie odpowiednia chwila. Doprawdy poraża słabość państwa polskiego, ale jeszcze bardziej boli fakt bezkarności nacjonalistów ukraińskich oraz ich popleczników w Polsce w naszej ojczyźnie.

 Koronnym argumentem wszystkich różowych panter (to ci co noszą różowe okulary z napisem Ukraina po środku) jest naturalnie odmieniany przez wszystkie przypadki: sojusz antyrosyjski, przymierze antyrosyjskie itp. A ja mówię wprost: proszę mi nie wciskać ciemnoty, że można rozpętać de facto wojnę domową na Wschodniej Ukrainie, bo się zwalcza terrorystów. Każdy uczciwy człowiek wie, że to co się dzieje obecnie na wschodzie Ukrainy, to nie jest jakieś zwalczanie terrorystów, tylko prawdziwa, prowadzona na wielką skalę ofensywa, trwająca już całe miesiące z użyciem najcięższych rodzajów broni. Po prostu prawdziwa wojna domowa, ale ponieważ teraz walki przeniosły się na przedmieścia milionowego miasta Donieck i niewiele mniejszego Ługańska, to wszechobecnej proukraińskiej propagandzie trudno, już dłużej ukrywać, tak oczywiste fakty.

Naturalnie taka wojna pociąga za sobą ofiary cywilne, liczone już w setki, a może nawet w tysiące zabitych. Kto zaś przejmuje się setkami tysięcy, tych wszystkich, którzy opuścili swoje rodzinne domy, pracę całego życia i zmuszeni byli uciekać w nieznane, najczęściej do Rosji? I kto odbuduje zniszczone miasta i wsie na całym, tak dużym obszarze? Odpowiedzialność za tą krwawą wojnę domową spada nie tylko na Rosjan ze Wschodniej Ukrainy, którzy odważyli się zbrojnie walczyć o swoje prawa, ale także na Ukraińców, którzy nie potrafili zaprowadzić pokoju metodami pokojowymi, ale zbrojnie chcą się rozprawić z dużą częścią ludności, zamieszkującej zwarte tereny na wschodzie. Proszę powiedzieć uczciwie, jak to by się czuli wszyscy Polacy, gdyby to dziś, toczyły się podobne walki na Wołyniu i Podolu, lecz stroną pokrzywdzoną w konflikcie, byliby właśnie polscy Kresowianie, czy w takim wariancie wszystkie "różowe pantery", nadal z taką zajadłością, były także tak proukraińskie? Oczywiście logika mówi, że cała ta machina propagandy, obróciłaby się o 180 stopni, nikt bowiem o zdrowych zmysłach nie ośmieliłby się chwalić Ukraińców, niszczących polskie miasta i wsie. Stare polskie przysłowie mówi o tym tak: "Nie czyń drugiemu tego, co Tobie niemiłe".

 Na koniec pragnę zachęcić wszystkich zainteresowanych, poznaniem prawdy o realiach współpracy polsko - ukraińskiej do lektury mojego opracowania: "Swoi czuwajcie, gdy historia zatoczy się kołem - o zaszłościach dziejowych Lachów vel Polaków i Rusinów vel Ukraińców". Opracowanie to zamieszczam w załączniku, obok Listu Otwartego do Prezydenta, dostępne jest także na wielu stronach w internecie, a ja szczególnie polecam tą: http://wdonajski.za.pl/WOLYN/Slawomir_Tomasz_Roch_o_zaslosciach.html

 

Z poważaniem

Sławomir Tomasz Roch

11.08.2014 Watford 
********************************** 

Szanowny Panie Stanisławie,

pragniemy serdecznie pogratulować cennej inicjatywy, jaką jest skierowanie przez Pana listu otwartego do Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego   w sprawie zbrodni dokonywanych przez kijowską juntę na wschodzie Ukrainy.

W pełni popieramy Pana stanowisko.

Pozdrawiamy serdecznie Pana i Pana Małżonkę

Maria i Leszek Jazownikowie

************************* 

Szanowny Panie Stanisławie, Szanowni Państwo!

List dobry i ważny, ale nie tędy droga! Ten mający niewiele wspólnego z Polską prezydent, nie będzie czytał niczego od ludu. Ale największe polskie zgromadzenie, jakim jest kresowe, może każdego powalić na kolana, tylko trzeba sobie to uświadomić. Kresowiacy, to największa partia… (tylko bez tego prezydenta od pierogów z Bytomia).   Pozdrawiam, -Stanisław.


************************ 

Kazimierz Marszałek 11 sierpnia 09:34 

Kochani rodacy, list wspanialy, ale jeden... Splynie jak woda po tlustej gesi.

Moze by tak akcja mejlowa na adres kancelarii Prezydenta, Premiera, Sejmu i Senatu? Skkoordynowana w czasie i wzywajaca nie do popierania ktorejkolwiek ze stron, a do mediacji miedzy nimi w celu przerwania walk i wypracowania warunkow do spokojnego zycia ludzi ktorzy z Ukraina w modelu nacjonalistycznym sie nie utozsamiaja?

******************************* 

W pełni popieram!

2014-08-10 17:55  

 w pełni popieram Pańskie stanowisko. Może Pan użyć mojego nazwiska, jako osoby popierającej.

 Janusz Sanocki

 Nysa

 PS

 Jeśli nie ma Pan nic przeciwko temu opublikuję petycje

 

******************************

 21.07.14

Porozumienie Katowickie 198O
Stowarzyszenie Na Rzecz Pamięci
ul. Floriana 7, 40-ż86 Katowice,
tel. kom. 7Z3 t26 062
Katowice, 8 lipiec 2014

UCHWAŁA

Zarząd Stowarzyszenia Porozumienie Katowickie 1980-Stowarzyszenie na Rzecz Pamięci
zwraca się do parlamentu i polityków Il[ RP, do Instytutu Pamięci Narodowej oraz do wielu innych
instytucji i środowisk polskich, o podjęcie starań wobec dwóch wielkich wyzwań patriotycznych:
1. O ustanowienie w Rzeczypospolitej przez Sejm 11 lipca corocznie Dniem Narodowej
Pamięci Banderowskiego Ludobójstwa i Męczeństwa Kręsowian w latach 1943-1944 oraz
2. O to, aby na Powązkowskim Cmentarzu Wojskowym w Warszawie powstał symboliczny
Grób Ofiar Banderowskiego Ludobójstwa na Kresach, a w innym godnym miejscu podjąó starania
o wybudowanie Mauzoleum Męczeństwa Kresowian.
Prosimy o to w 7l tocznicę Rzezi WĄńskiej i 70 rocznicę Ludobójstwa w Małopolsce
Wschodniej. Ale także w 70. rocznicę Powstania Warszawskiego, gdzie wielkości ofiar tego
powstania odpowiada ogrom ofiar niewinnej i bezbronnej ludności polskiej wymordowanej na
oderwanych od Ojczyzny Kresach Wschodnich. Wspieramy w tej mierze również postanowienia
Jasnogórskiego Testamentu Kresowian, przyj ętego przez ich środowiska 6 lipca ż0l4 roku na
Jasnej Górze w Częstochowie podczas mającej tam miejsce Pielgrzymki i Kresowego Forum.

Sekretarz Zarządu                               Prezes Zarządu 
Barbara Czyż                               Andrzej Rozpłochowski

15.07.14

Prawda o ludobójstwie - wreszcie zwyciężyła w Lublinie


W cieniu wielkiej polityki - od dłuższego czasu toczy się w Lublinie spór o upamiętnienie ofiar ludobójstwa dokonanego na Polakach przez nacjonalistów ukraińskich z UPA i SS Galizien.

Tadeusz Isakowicz-Zaleski /Archiwum RMF FM /

Apogeum tego sporu była stanowisko wojewody lubelskiego Jolanty Szołno-Koguc, która w dniu 30 stycznia br., w czasie posiedzenia Wojewódzkiego Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa naciskała na to, aby z napisu - na planowanym pomniku w Lublinie - usunąć słowo "ludobójstwo" i zastąpić je pokrętnym sformułowaniem "czystki etniczne o znamionach ludobójstwa".

Takie postępowanie urzędniczki państwowej wywołało liczne protesty nie tylko Kresowian i ich potomków, ale i organizacji patriotycznych i społecznych.

Wkrótce pani wojewoda została usunięta ze swego stanowiska przez premiera Donalda Tuska, głównie z powodu nieradzenia sobie z obowiązkami administracyjnymi. Sprawa powróciła, gdy nowym wojewodą lubelskim został Wojciech Wilk, b. poseł. PO. Również i on starał się przekonać inicjatorów budowy upamiętnienia do tego, aby w napisie na pomniku nie została zawarta cała prawdy o ludobójstwie. Te jego działania na szczęście nic nie dały, gdyż w tych dniach, w przededniu 71. Rocznicy "Krwawej Niedzieli" na Wołyniu, wspomniany Komitet Wojewódzki aż 27 głosami za i przy jednym głosie sprzeciwu, oddanym przez wojewodę, uchwalił pełną wersję napisu, zgodną z prawdą historyczną o ludobójstwie.

Jest to bardzo duży sukces środowisk kresowych, a zwłaszcza pana Zdzisława Koguciuka, znanego działacza "Solidarności" z okresu stanu wojennego, który obecnie, płynąc pod prąd poprawności politycznej, upomina się wytrwale o pamięć o obywatelach Drugiej Rzeczypospolitej pomordowanych przez banderowców. Jest to też sukces wszystkich tych, którzy słusznie uważają, że na przemilczaniu i fałszowaniu historii nie da się zbudować dobrych relacji ani z Ukraińcami, ani z innymi naszymi sąsiadami.

A była pani wojewoda i obecny pan wojewoda powinni przynajmniej zarumienić się ze wstydu i wobec rodzin, które straciły swoich krewnych na Wołyniu, powiedzieć słowa "przepraszam". Inna sprawa, że powinien ich za to rozliczyć ich szef, któremu przez swoją nadgorliwość ewidentnie strzelili w stopę.
Artykuł pochodzi z kategorii: Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski - felietony
Przejdź na początek artykułu

Tadeusz Isakowicz-Zaleski


Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/isakowicz-zaleski/blogi/news-prawda-o-ludobojstwie-wreszcie-zwyciezyla-w-lublinie,nId,1468990#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=other

06.07.14 

Dariusz Madejski 

Wyznania poszukiwacza ofiar rzezi wołyńskiej.
Tego, co znalazł, nie chciała pokazać żadna telewizja



Robert Kmieć podczas wyprawy na jedno z jezior pod Nowym Dworem Mazowieckim. Tym razem w poszukiwaniu zatopionego pojazdu pancernego. 

Robert Kmieć zajmuje się poszukiwaniem skarbów od kilkunastu lat. Wyciąga z jezior czołgi, samoloty i wozy opancerzone. Nie robi tego dla fantów, nie szuka łatwego zarobku. Dla niego ta praca jest odkrywaniem historii, często makabrycznej, brutalnej i niewygodnej politycznie. Tak jest w przypadku rzezi wołyńskiej, podczas której tysiące naszych rodaków straciło życie. Czy to było ludobójstwo? Poszukiwacz, który był na miejscu zbrodni i miał w ręku roztrzaskane siekierą czaszki małych dzieci nie ma żadnych wątpliwości. W rozmowie z Menstream.pl opowiada, jak trudno dotrzeć z prawdą do społeczeństwa.

Menstream.pl: Jak to możliwe, że Ukraina pozwoliła zbliżyć się polskim badaczom do miejsca zbrodni? To przecież niewygodne fakty.

Robert Kmieć: Dostaliśmy od władz Ukrainy zezwolenie na kilka dni pobytu w okręgu wołyńskim. Pojechał z nami również Adam Sikorski, znany z telewizyjnego programu Było, nie minęło. To on dokumentował całą ekspedycję. Były dwa wyjazdy, w ubiegłym roku i wcześniej, dwa lata temu. Można powiedzieć, że nasze poszukiwania były trochę półlegalne.

Co to znaczy?

Po pierwsze trzeba było przetransportować na miejsce georadary i inny sprzęt, który miał nam posłużyć do zlokalizowania i zmierzenia ewentualnych mogił, które mieliśmy zamiar znaleźć. No i nie mogliśmy przecież powiedzieć wprost Ukraińcom, po co tak naprawdę jedziemy na Wołyń.

Więc jaką wersję usłyszeli?

Akurat zdarzyło się, że prezydent Bronisław Komorowski miał spotkać się z prezydentem Ukrainy na otwarciu polskiego, powojennego cmentarza. To było niedaleko miejsca, które chcieliśmy sprawdzić. Tłumaczyliśmy więc, że jesteśmy na miejscu w związku z tym wydarzeniem. To była nasza przykrywka.


I nikt nie obserwował, co tam robicie? Trochę trudno w to uwierzyć.

Oczywiście byliśmy sprawdzani. Funkcjonariusze KGB co rusz przyjeżdżali, przyglądali się, wypytywali i patrzyli na ręce. Zdarzało się, że chcieli utrudnić nam poszukiwania podrzucając gdzieś niewybuch.

Żeby przepłoszyć badaczy?

Tak. Mówili, że mają zgłoszenie od pobliskich mieszkańców, że w okolicy jest jakiś niewypał i muszą to sprawdzić. Oczywiście dla naszego bezpieczeństwa. W rzeczywistości obawiali się tego, co możemy znaleźć.

Domyślam się, że ekspedycja na ziemię wołyńską przyniosła rezultat.

To, co zobaczyłem na Ukrainie, ma się nijak do tego, co oglądałem wcześniej, w kilkunastoletniej karierze poszukiwacza. Nie raz miałem do czynienia z grobami żołnierskimi, z których wyciągaliśmy czaszki i kości. Widziałem już po pięćdziesiąt osób pochowanych zbiorowo. Stojąc jednak nad mogiłami w Wołyniu, coś ścisnęło mi serce. Jeszcze po powrocie do kraju, przez trzy tygodnie nie mogłem dojść do siebie. Do dzisiaj trudno dobierać słowa, gdy o tym opowiadam.Rzeź wołyńska
Masowa zbrodnia dokonana przez nacjonalistów ukraińskich na mniejszości polskiej, podczas okupacji terenów II Rzeczypospolitej przez III Rzeszę, w okresie od lutego 1943 do lutego 1944. Ofiarami mordów byli Polacy, w dużo mniejszej skali Rosjanie, Ukraińcy, Żydzi, Ormianie, Czesi i przedstawiciele innych narodowości zamieszkujących Wołyń. Dokładna liczba ofiar nie jest znana.


Co tak Panem wstrząsnęło?

To może zrozumieć tylko osoba, która stoi nad grobem, w którym spoczywa nie jedna osoba, lecz dziesiątki dzieci powrzucanych jedno na drugie. Bo większość zwłok w odnalezionych przez nas mogiłach, to były właśnie dzieci, w różnym wieku. Znajdowaliśmy szczątki dwulatków, czterolatków, dziesięciolatków.

Żołnierze Ukraińskiej Powstańczej Armii nie oszczędzali przecież nikogo. Mordowano całe rodziny, bez wyjątku.

Tylko w jaki sposób. W niektórych czaszkach małych dzieci były dziury wielkości pięści, zapewne od uderzenia młotkiem lub siekierą. Przecież to jest niewyobrażalne, żeby tak postępować z drugim człowiekiem. Pytaliśmy też Ukraińców, którzy zainteresowani podchodzili do nas, czy pamiętają tamte lata. Niektórzy zgodzili się mówić.

Czasem ktoś ich opluje, czasem zwyzywa. To nie zraża polskich esesmanów, bo zależy im na pielęgnowaniu historii 

Co wyłania się z ich opowieści?

Dantejskie sceny. Akurat prowadziliśmy prace przy ukraińskiej wsi Ostrówki. Lasy i pola obok tej miejscowości do dzisiaj noszą miano trupiego pola, pobliscy mieszkańcy bez problemu potrafią je wskazać. To tam Ukraińcy wymordowali setki Polaków, pozostawiając ciała bez pochówku. W lasach walały się trupy, które stały się później pożywką dla kruków. Dopiero po dwóch tygodniach armia Rosyjska, która zajęła tamte ziemie, nakazała pobliskim mieszkańcom wykopać mogiły i zrzucić do nich zwłoki. Odór rozkładających się ciał było ponoć czuć w promieniu kilku kilometrów, a zwłoki kobiet, dzieci i mężczyzn były już tak rozłożone, że trzeba było ściągać je do mogił bosakami i widłami, bo już się rozczłonkowywały, odpadały ręce, nogi i głowy. I my te mogiły właśnie odkryliśmy.

Władze Ukrainy zdają sobie sprawę z powagi tego odkrycia? Przyznał Pan, że byliście obserwowani.

Chyba nie zdają sobie sprawy ze skali naszych odkryć, ponieważ byliśmy bardzo czujni. Najgorzej było z Ukraińcem, to był chyba jakiś konserwator zabytków z okręgu lwowskiego, który został oddelegowany, by nadzorować nasze prace. No i byli jeszcze wspomniani funkcjonariusze z KGB, którzy nas nachodzili.

Robert Kmieć na planie filmowym Skarby III Rzeszy Bogusława Wołoszańskiego. Tym razem odkrywają tajemnice Zamku Czocha. Fot. archiwum prywatne.

Na czym to nękanie polegało?

Pamiętam, jak mundurowi przyjechali i rzucili wszystkich na maskę samochodu. Rewizja, pytania, oglądanie sprzętu. Było ich kilku. Dowódca przez dłuższy czas wydzwaniał do swoich zwierzchników z pytaniem, co z nami zrobić. W końcu odpuścili, bo nie znaleźli podstaw do zatrzymania. Mieliśmy szczęście. Innym razem prawie się zdemaskowaliśmy. Mundurowi byli o krok, by zobaczyć ogrom naszych odkryć.

Jak udało się uniknąć kłopotów?

Gdy już zorientowaliśmy się, z czym mamy do czynienia, trzeba było wszystkie szczątki opisać, skatalogować i policzyć. Pomagali w tym archeolog oraz antropolog, których mieliśmy w naszej ekipie. Wszystko układali skrzętnie na workach, rozłożonych na ziemi obok grobowca. Robiliśmy dokumentację, fotografie, by nikt nie zarzucił nam bezczeszczenia ciał. Nagle usłyszeliśmy dźwięk silnika. To były dwa samochody KGB. Na szczęście droga przez pola była trudna, więc trochę zajęło im dotarcie na nasze stanowisko badawcze. Mieliśmy więc czas, by zareagować. Cztery osoby szybko wykopały nowy dół, do którego poskładaliśmy wydobyte już z mogiły szczątki i ponownie przysypaliśmy je ziemią. Na to poszła beczka, na niej porozkładaliśmy jedzenie, dla niepoznaki. Jak Ukraińcy dotarli na miejsce i zajrzeli do mogiły, było w niej chyba sześć ciał. Tylko tyle znaleźliście? zapytali. Pokręcili się trochę po obozowisku i odjechali.

Zbiorowe mogiły, przestrzelone czaszki i skrępowane zwłoki. Ten człowiek odkrywa komunistyczne zbrodnie

Co się później stało z tymi wszystkimi szczątkami? Nadal są zakopane na trupim polu?

Nie mogliśmy tak tego zostawić. Wszystkie odnalezione przez nas zwłoki zostały przeniesione na polski cmentarz, gdzie została odprawiona msza przez polskiego księdza.

Na tym samym cmentarzu, na którym mieli spotkać się prezydenci?

Tak. Z jakiś powodów, których nie znam, do spotkania głów obu państw jednak nie doszło. Były jednak osoby z Polski, rodziny pochowanych tutaj w czasie wojny rodaków. Przyjechali również przedstawiciele duchowieństwa ukraińskiego. Pamiętam, że jak zaczęła się część mszy, podczas której chowano wszystkie znalezione przez nas szczątki, opuścili oni cmentarz i stali za płotem. Wszyscy byli w szoku, nie rozumieli takiego zachowania.

Jak Pan je interpretuje?

Jestem prostym człowiekiem, nie wiem, co o tym sądzić. Najważniejsze było dla mnie wtedy upamiętnienie pamięci zamordowanych.

Na trupim polu też stanął jakiś znak, przypominający o tej zbrodni?

Ukraińcy pozwolili nam wyciąć dwa drzewa. Zbiliśmy z nich krzyż, który tam stanął. Tylko w ten sposób, oraz krótka modlitwą, mogliśmy oddać hołd wymordowanym rodzinom.

Co stanie się z zebranym przez badaczy materiałem? Przecież robiliście zdjęcia, kręciliście materiał filmowy.

To nie zginie. Adam Sikorski robi na jego podstawie film dokumentalno-fabularyzowany. Mogę już zdradzić, że obraz będzie miał premierę we wrześniu tego roku, będą pokazy w Warszawie. Po premierze można spodziewać się niemałego zamieszania.

Dlaczego? Przecież temat Wołynia nie jest nowy. Polacy już się z nim obyli.

Tylko ten film przedstawi prawdę historyczną, pokażemy doły śmierci, które zastaliśmy w Ukrainie. Będą inscenizacje mordu, żadnego przekłamania. Moim zdaniem to bardzo wstrząsający materiał. Proszę sobie wyobrazić, że żadna stacja telewizyjna nie jest zainteresowana wyemitowaniem dokumentu, ponieważ jest zbyt drastyczny, zbyt bije w interesy ukraińsko-polskie. Na szczęście znalazł się człowiek, który wyłożył pieniądze na realizację projektu. Tyle mogę powiedzieć.

Z tego co Pan mówi, ten film może jednak uderzyć w interesy ukraińsko-polskie.

Jeżeli były mordy, to trzeba pokazać, w jaki sposób ich dokonywano. Nie mówię, byśmy rozpętywali trzecią wojnę światową i szli na Ukraińców. Jednak dopóki władze tego narodu nie przyznają, że takie zbrodnie miały miejsce i nie potępią tego, co się wydarzyło, nie ma mowy o jakimkolwiek pojednaniu. Stepan Bandera, który ponosi odpowiedzialność za zorganizowane ludobójstwo polskiej ludności cywilnej na Wołyniu, nadal jest przecież traktowany u nich, jak bohater narodowy.

Trzy lata temu zostało mu nadane największe odznaczenie państwowe na Ukrainie. Później je cofnięto.

Co z tego, jeśli w zamian postawili mu kolejny pomnik? Ponad osiem szkół na terenie Ukrainy nosi też imię Bandery, podobnie jak około dwieście ulic, nie mówiąc o innych instytucjach. Oni naprawdę uważają go za wielką postać. Jeszcze sporo czasu może minąć, nim zmienimy karty historii.

Robert Kmieć
Zajmuje się poszukiwaniem skarbów od około trzydziestu lat. Profesjonalnie robi to od lat dwunastu. Pracował m.in. z red. Adamem Sikorskim przy programie Było, nie minęło, teraz działa w szeregach Narodowej Agencji Poszukiwawczej, organizacji współpracującej z instytucjami państwowymi, takimi jak: Muzeum Wojska Polskiego, Muzeum Armii Krajowej, IPN, Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Robert Kmieć pracuje również z Bogusławem Wołoszańskim przy nowym cyklu dokumentalnym pt: Skarby III Rzeszy.

http://menstream.pl/wiadomosci-reportaze-i-wywiady/wyznania-poszukiwacza-ofiar-rzezi-wolynskiej-tego-co-znalazl-nie-chciala-pokazac-zadna-telewizja,0,1355028.html

 


http://menstream.pl/wiadomosci-reportaze-i-wywiady/wyznania-poszukiwacza-ofiar-rzezi-wolynskiej-tego-co-znalazl-nie-chciala-pokazac-zadna-telewizja,0,1355028.html

24.06.14  

 Ukraińcy w Polsce są coraz bardziej bezczelni 


„Nasze Słowo” nr 23(2965) z 8 czerwca 2014 roku zamieściło dwa artykułu, które zwróciły moją uwagę jako stałego czytelnika tego pisma i jako tego, który ponosi również w części koszty wydawnictwa tygodnika. Postaram się je z grubsza omówić. Oto interesujące mnie fragmenty:

„Pomorska Akademia w Słupsku jest jako kolejna wyższa szkoła, w której studiują cudzoziemcy, z poza Ukrainy. Jak mówi rektor Akademii prof. Roman Drozd [Ukrainiec, jawnie probanderowski historyk – przyp. AM], Akademia coraz bardziej wychodzi naprzeciw współpracy ze wschodnimi partnerami – wyższych szkół na Ukrainie, Białorusi i Rosji. Jednak najbardziej dynamicznie rozwija się współpraca z Ukrainą. W minionym semestrze w Pomorskiej Akademii uczyło się 6 ukraińskich studentów, tego roku – 33, a od października będzie aż ponad 100. Studentom zagwarantowane jest bezpłatne nauczanie i utrzymanie – wszystkie koszty bierze na siebie strona polska”.

Mam jednak zastrzeżenia. Czy nie należałoby w pierwszej kolejności zaspokoić potrzeby własne? Tyle dzieci głodnych. Dorośli po studiach uciekają za granicę, mimo że „strona polska” poniosła wysokie koszty ich edukacji. Moje wnuczęta w 50 punktach procentowych (przepraszam, że używam słownictwa PAP) uczyły się w szkole prywatnej. Kosztowało to wiemy ile. Dla nich miejsca zabrakło w akademii państwowej. Dopiero gdy podjęły pracę znalazło się państwo, które wyciągnęło łapę po pieniądze. Naliczyło tego ponad 50 punktów procentowych wynagrodzenia. Konsekwentnie je zabiera.

Na utrzymanie studentów zagranicznych, nie koniecznie Ukraińców, pieniądze są. Czy w rewanżu Polska może na tych samych zasadach wysyłać na studia zagraniczne studentów polskich? Albo przeznaczać środki na studia Polaków ze Wschodu Tych zwykłych, nie dzieci dygnitarzy? Ja idąc do lekarza muszę najpierw sprawdzić zawartość portfela, mimo gwarancji konstytucyjnej o bezpłatnym lecznictwie. Mimo tego głośno będę krzyczał: wymiana studentów na studia zagraniczne jest konieczna!

Sprawa druga, która wzbudza emocje już w czasie czytania „Naszego Słowa”. Ukraińska mniejszość narodowa wystąpiła z wnioskiem, aby w Dobrym Mieście w pobliżu Olsztyna którejś z ulic lub placów dać imię „Bohaterów Kijowskiego Majdanu”.

„Dobre Miasto – pisze „Nasze Słowo” – utraciło swoją szansę być pierwszym w Europie miastem, które by upamiętniło poległych bohaterów kijowskiego Majdanu. Tego roku w maju olsztyński Oddział Ukraińskiej Mniejszości Narodowej w Polsce zwrócił się do Rady Miasta z propozycją nazwania jednej z ulic (albo placów) imieniem Bohaterów Kijowskiego Majdanu…”. Inicjatywę odrzucono. Pachnie to trochę Związkiem Sowieckim. Wszędzie i zawsze musiał być pierwszym. Aż przykro, że to się już skończyło, a było z tym dość wesoło, jednak nie wszędzie. W ukraińskiej mniejszości w Polsce jeszcze ta pamięć jest żywą. Miało by to być „ukłonem w stronę mniejszości ukraińskiej” – pisze „Nasze Słowo”.

Nie wiem, ubolewać czy się śmiać? Słusznie odpowiedział jeden z radnych miasta, trzeba najpierw ustalić – kto do tych bohaterów należy i z czyich rąk zginął? Ponadto trzeba najpierw rozliczyć ludobójstwo dokonane na ludności polskiej na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej przez OUN-UPA. Trzeba najpierw uhonorować 100 tys. zamordowanych Polaków. Wypowiedź ta wywołała burzę w umyśle sprawozdawcy. Zapomniał bowiem, jak tę sprawę traktował jeszcze w ubiegłym roku. Zapomniał o tym, jak potraktował Sejm polski za to, że nie potępił operacji „Wisła”, za to, że Sejm polski ludobójstwo chciał nazwać ludobójstwem. Pouczanie, że tylko Putin może zmienić lub prawidłowo nazwać wydarzenia na Majdanie kijowskim, to chyba tylko niesmaczny żart.

Nadanie imienia polskiej ulicy Bohaterów Kijowskiego Majdanu miałoby stanowić „ukłon w stronę mniejszości ukraińskiej”. Ile to już było ze strony polskiej takich ukłonów? Każdy z nich był wykorzystywany przeciwko Polsce. Dzisiaj, kiedy na Ukrainie trwa wojna o byt państwowy Polska wspomaga Ukrainę i moralnie i finansowo. I co? Zmian nie widzę. Najlepiej by było gdyby ten ukłon uczyniło „Nasze Słowo”. Byłby to pierwszy krok do prawdziwego pojednania. Zresztą bo ja wiem? Ja czuję się pojednany z Ukraińcami. Rozmawiam z nimi, składałem im wizyty, oni bywali u mnie. Teraz już nie mogę ich wizytować. Wiek i zdrowie mi na to nie pozwalają. Sądzę jednak że to niewielka grupa na czele z „Naszym Słowem” dąży do jątrzenia, bo im z tym jest dobrze. Na zakończenie dodam tylko: każdy stłumiony protest był niesłuszny. Tak, niesłuszny protest.

Ze swojej strony mam propozycję dla inicjatorów nadania jednej z ulic Dobrego Miasta imienia „Bohaterów Kijowskiego Majdanu”: W Przemyślu odbudowuje się Narodowy Dom. Wzorem innych miast polskich, gdzie jest np. Dom Nauczyciela, Dom Chłopa, kiedyś w Lublinie był Dom Żołnierza, (może i dzisiaj jest) – Narodowemu Domowi w Przemyślu nadać imię: DOM DOBREGO CZŁOWIEKA. W skrócie DeDeCe. Będzie to na pewno pierwszy przypadek w świecie, nie w Europie, jak wspominają ukraińscy mieszkańcy Dobrego Miasta. Każdy może czuć się zaszczyconym. Nie ma w tej nazwie ani bohaterów, ani ludobójców, ani ich ofiar. Jest tylko dobry człowiek, zastępujący wszystko. Warto pomyśleć! Jakie to proste, aż trudne do zrozumienia, a jeszcze trudniejsze do wykonania.

Czytając „Nasze Słowo” czuję się jako osoba z mniejszości narodowej, dyskryminowana przez większość rządzącą. Smutne to lecz prawdziwe.

Antoni Mariański
http://www.mysl-polska.pl/node/107

23.06.14

Poroszenko i Bandera 
Mantra, że obecne władze w Kijowie nie mają nic wspólnego z banderyzmem jest tyleż przewidywalna, co nieprawdziwa. Dowodem, na odchodzenie w przeszłość demonów szowinizmu miałby być zwłaszcza słaby wynik jawnych ultranacjonalistów – Ołeha Tiahnyboka i Dymitra Jarosza w wyborach prezydenckich. Sęk w tym, że szczerze czy nie – także Petro Poroszenko odwołuje się do dziedzictwa Stepana Bandery.

I nie chodzi bynajmniej o ostrą satyrę polityczną „Dialog Petra Poroszenki z cieniem Stepana Bandery”, zestawiającą „operację antyterrostyczną” w wykonaniu kijowskiej junty z ludobójstwem dokonywanym przez OUN/UPA. Nie w apokryfach bynajmniej, ale w zupełnie oficjalnych wystąpieniach obecny prezydent, jako prominentny przedstawiciel obozu władzy publicznie bronił kultu Bandery, zadekretowanego na Ukrainie przez poprzedniego „Europejczyka z buławą” czyli Wiktora Juszczenkę. 

„Tylko taki symbol...”?

- W wielu państwach czci się symbole, uznaje za bohaterów osoby i organizacje, które są odrzucane przez inne nacje. Ukraina nie jest w tym zakresie wyjątkiem – przekonywał Poroszenko w 2010 r., gdy jako minister spraw zagranicznych odpowiadał na protesty Rosji w sprawie honorowania UPA, Bandery i Szuchewycza. Nie trudno zauważyć, że w rozumowaniu tym pominięty był istotny drobiazg – że trudno byłoby dziś znaleźć państwo i naród aspirujące do uznania wspólnoty międzynarodowej, które by na pomniki stawiały ludobójców. I trudno mówić w tym zakresie o potrzebie zrozumienia subiektywnego podejścia. Nadto Poroszenko wywodził, że „uznając za bohaterów narodowych UPA i Banderę, Ukraina nie powinna brać pod uwagę krytycznych opinii innych państw, w tym nawet ich oficjalnych protestów i negatywnych reakcji”. Niestety, w tamtym okresie w grę wchodziły tylko sprzeciwy ze strony Moskwy, bowiem władze w Warszawie mimo rozpaczliwych apeli Kresowian nie chciały zabrać głosu w sprawie kultu mordercy dziesiątków tysięcy Polaków. Przeciwnie zaś – jak pamiętamy, pod naciskiem prezydenta Lecha Kaczyńskiego na kreatora kultu Bandery, prezydenta Juszczenkę spływały splendory z Polski, w rodzaju doktoratu honoris causa KUL.

Bandera na zawsze!

Poroszenko nie jest jedynym przedstawicielem obecnych władz broniącym kultu Bandery. Jeszcze bardziej zdeterminowanym zwolennikiem tej nowej świeckiej religii państwowej Ukrainy jest przewodniczący Rady Najwyższej, były p.o. prezydenta Ołeksandr Turczynow. Gdy doniecki sąd administracyjny i obalony dziś prezydent Wiktor Janukowycz odebrali zaszczytne tytuły Banderze i spółce – Turczynow będący wiceprzewodniczącym „Batkiwszczyzny” pisał „Czy człowiek staje się bohaterem, gdy zostaje to zapisane w prezydenckim dekrecie? Czy przestaje nim być, gdy taki dekret zostaje zniesiony? Heroizmu nigdy nie mierzy się liczbą nagród” - wywodził czołowy dziś przedstawiciel junty, który już jest dalej niż w pół drogi od odstawionej przez Zachód na boczny tor Julii Tymoszenko do nowego obozu władzy firmowanego przez Poroszenkę. - Konaszewicz, Krzywonos, Bohun, Szewczenko, Bandera i wielu innych wspaniałych synów i córek naszego kraju byli, są i pozostają bohaterami Ukrainy – podkreślał Turczynow.

Bandyci do rządu

W rządzie Arsenija Jaceniuka zasiadają jawni banderowcy, tacy jak Andriej Mochnyk, który przed kilku lat rozbijał w Kijowie zorganizowaną przez środowiska antyfaszystowskie i miejscowych Polaków konferencję na temat zbrodni banderowskich (jako prelegent miał na niej wystąpić m.in. ks. Tadeusz Isakowicz-Zalewski). Obecny szef resortu środowiska osobiście i własnoręcznie próbował kontynuować dzieło swych idoli z UPA szarpiąc, bijąc gdzie popadnie i wrzeszcząc „Lachy i Żydy precz!”. Banderowcem, a przy okazji aferzystą jest minister rolnictwa Igor Szwajka. Z kolei wicepremier Ołeksandr Sycz jest orędownikiem dołączenia do panteonu narodowego innego zbrodniarza, Stepana Lenkawskiego, następcy Bandery na czele OUN, autora słynnego „Dekalogu”, głoszącego „nienawiść i bezwzględność dla wszystkich wrogów narodu gospodarza”, co tak złowrogo brzmi dla wszystkich znających zastosowanie tych zasad w praktyce. Banderowcy pełnią też kierownicze funkcje w administracji obwodowej i rejonowej, nie tylko już na Zachodzie kraju, tam też dominują w radach (nie będących jednak bynajmniej organami samorządowymi w rozumieniu polskim, a przypominając raczej dawne Rady Narodowe, stanowiące część administracji państwowej w PRL).

Banderowski entryzm

Nieco ponad procent głosów oddanych na Tiahnyboka bynajmniej więc nie uspokaja w sytuacji, gdy równolegle SWOBODA dysponuje już realną władzą, dzierżąc funkcje ministerialne, desygnując swych przedstawiciele na funkcje wicegubernatorów, czy zdobywając stołki merów. Co więcej, polscy obserwatorzy nader często zapominają – a raczej nie chcą dostrzegać, że uznaną taktyką banderowców jest entryzm, a więc wchodzenie w struktury partii i bliku aktualnie rządzącego. Tak było „Naszą Ukrainą” Juszczenki, która z amorficznego, deklaratywnie demoliberalnego bloku prezydenckiego w wyniku infiltracji zamieniła się w formację deklaratywnie nacjonalistyczną. Nie inaczej wyglądały przeobrażenia „Batkiwszczyny”, która wchłonęła znaczną część „starych banderowców”, czynnych na Ukrainie jeszcze w latach 90-tych i uważających się za bezpośrednich kontynuatorów dziedzictwa OUN/UPA. Banderowski entryzm jest jednak znacznie starszy, niż najnowsza historia samoistijnej Ukrainy. Na tej samej zasadzie amnestionowani banderowcy i ich potomkowie robili karierę w KPZR (a w Polsce w PZPR), nierzadko odgrywając się na tych patriotach ukraińskich i polskich, którzy wcześniej ponosili ofiary w walce zbrojnej z UPA i innymi ukraińskimi sojusznikami Hitlera.

Kiedy więc w Polsce dywaguje się czy banderyzm na Ukrainie może dojść do władzy – to jest dyskusja co najmniej spóźniona. Wyznawcy Bandery już w Kijowie rządzą, a że nauki swego idola traktują poważnie – widać na przykładzie Odessy, Ługańska, Doniecka, Słowiańska, Mariupola. I oby Polacy nie przekonali się o tym na własnej skórze.


Konrad Rękas
http://konserwatyzm.pl/artykul/12258/poroszenko-i-bandera


13.06.14 
Spór o kościół św. Marii Magdaleny we Lwowie
 

W cieniu konfliktów w Doniecku i Odessie toczy się na drugim krańcu Ukrainy inny wieloletni konflikt. Jest on dość ważny, bo dotyczy praw mniejszości polskiej. Chodzi o spór o rzymskokatolicki kościół we Lwowie, wzniesiony przy reprezentacyjnej ulicy miasta, która dawniej nosiła imię marszałka sejmu galicyjskiego Leona Sapiehy, a dziś nosi imię Stepana Bandery.

Kościół ten, ufundowany w 1600 r., został rozbudowany pod koniec XVII w stylu barokowym przez ojców dominikanów, którzy byli jego gospodarzami. Jego dwie okazałe wieże są jedną z wizytówek grodu nad Pełtwią.

Po II wojnie jako jeden z trzech lwowskich kościołów pozostał on w rękach katolików, będąc ostoją nie tylko wiary chrześcijańskiej, ale i polskości na tych terenach. W 1962 r, za czasów rządów pierwszego sekretarza partii komunistycznej Nikity Chruszczowa został on zamknięty. Ćwierć wieku później urządzono w nim salę koncertowa i organową, która działa do dziś. Po 1991 r. lwowscy Polacy rozpoczęli starania o zwrot kościoła. Niestety władze miasta, opanowane w dużym stopni przez nacjonalistów z partii "Swoboda", kierowanej przez Ołeha Tiahnyboka, blokują powrót obiektu do prawowitych właścicieli. Zgodzono się wprawdzie na sprawowanie liturgii katolickiej w niektóre święta i niedziele, ale samego kościoła nie zwrócono. W tym tygodniu sąd lwowski podtrzymał ową decyzję rady miasta. Jest to spory cios do kilkunastotysięcznej wspólnoty polskiej. Tym bardziej, że polskie MSZ zachowuje totalną bierność. I to nie tylko w tym sporze.

Jest to także kolejny przykład złej woli władz ukraińskich. Na nic zdało się polskie poparcie dla Majdanu w Kijowie, także dla Tiahnyboka, którego uwiarygodniali niektórzy polscy politycy. Na nic zdały się działania polskich władz państwowych, które społeczności ukraińskiej w Polsce przekazały m.in. Dom Narodowy w Przemyślu. Nic nie pomogła dobra wola władz kościelnych, które przekazały ukraińskim grekokatolikom różne świątynie, w tym kościół św. Norberta w Krakowie i kościół św. Trójcy w Rzeszowie.

No cóż, słaba i chwiejna postawa Trzeciej RP, która nie dba o prawa rodaków mieszkających od wieków na wschód od rzeki Bug, objawiła się po raz kolejny. Szkoda więc, że w Polsce nie ma kogoś na miarę węgierskiego premiera Viktora Orbana, który nie patrząc na nacisku Brukseli czy Waszyngtonu zdecydowanie dba o prawa mniejszości węgierskiej m.in. na Rusi Zakarpackiej. Wtedy bowiem los kresowych Polaków był trochę lżejszy.

Tadeusz Isakowicz-Zaleski( Blog)

Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/isakowicz-zaleski/blogi/news-spor-o-kosciol-sw-marii-magdaleny-we-lwowie,nId,1441741?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=other
02.06.14

Mailowe doniesienia od osób, które mają rodziny na Ukrainie

Poza informacjami które otrzymuję w języku rosyjskim i ukraińskim, czasami zdarzają się i takie:

„Moje info dot. Ukrainy. W miejscowości Jenakijewo (tam urodził się Janukowycz) mieszka mój kuzyn, który twierdzi ze tam trwa wojna. Nie można wjechać ani wyjechać z miasta strzelają do ludzi nad miastem latają helikoptery – grożą. Nie przepuszczają nawet karetek do szpitala w mieście grasują bandy strach wyjść na ulice wszyscy się boją i nie wiedzą co będzie dalej. Chciałem kuzyna ściągnąć do Polski ale w tej patowej sytuacji musimy czekać. To jest informacja sprzed około tygodnia sytuacja tam zmienia się dynamicznie z godziny na godzinę, jak będę miał jakieś wieści to dam Tobie znać.
Pozdrawiam …”
Właśnie ją odebrałem z maila.

Inne informacje zasłyszane ustnie, brzmią bardzo podobnie od osób, które mają rodziny na Ukrainie. Wszędzie anarchia, nieład i strach.
Wojna trwa, najprawdziwsza wojna. Tymczasem w Europie koncentrują się na strefach wpływów politycznych, ekonomicznych i innych. Człowiek jest NICZYM. Nawet nie nikim, ale NICZYM.
Pozostaje tylko internet, aby przekazywać takie informacje, aby obudzić ludzi przeciw wojnie i wyzyskiwaniu innych dla swoich celów…
Nie ma etyki czy moralności w polityce, dopuścić można się wszystkiego, okłamania narodów, śmierci niewinnych.
Przeraża mnie to i zasmuca.

Piotr Szelągowski
Tego typu akcje jak wygwizdanie jednego z reżyserów wydarzeń na Ukrainie, Jaceniuka, powinny mieć miejsce wszędzie: Jaceniuk wygwizdany w Niemczech. Nazwany: terrorystą. Tymczasem na Ukrainie: Wojna.


Pamiętajmy jednak o tych reżyserach z Brukseli, którzy na długiej smyczy korporacyjnej doprowadzili do tego napięcia i tej zbrodni w zeszłym roku swoimi naciskami stowarzyszeniowymi. Mieli tylko pieniądze przed oczyma, to ile można wycisnąć z narodu ukraińskiego….
http://bezprzesady.pl/aktualnosci/mailowe-doniesienia-od-osob-ktore-maja-rodziny-na-ukrainie 

02.06.14  

Czerwcowy numer KSI wydany

W czerwcowym wydaniu m.in:

Jest odpowiedź min. Joanny Kluzik-Rostkowskiej na list  Porozumienia Pokoleń Kresowych
Str. 8

PAMIĘTAJMY O NICH - czerwiec 1944
W czerwcu na froncie sowiecko-niemieckim na Kresach
Wschodnich trwał zastój. W nocy z 9 na 10 czerwca 1944
roku zgrupowanie „Kowala” 27 Wołyńskiej Dywizji AK przekroczyło Bug i w dniach 17-20 czerwca znalazło się w rejonie lasów parczewskich. W ten sposób na Wołyniu zakończyła się akcja „Burza”. Kresy Wschodnie przez cały czerwiec 1944 roku.. str. 9

TESTAMENT” „RUBANA”
Łebedia (1909-1998) aktywnego członka Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, jednego z organizatorów zamachu na ministra Bronisława Pierackiego w 1934 r., skazanego na karę śmierci, zamienioną na dożywocie. Podczas okupacji, w latach 1939-40,”Ruban” był komendantem szkoły
wywiadowczo–dywersyjnej w Zakopanem, zorganizowanej z inicjatywy Abwehry i OUN. Był organizatorem i szefem banderowskiej „służby bezpeky”, .......strona 11

TO JUŻ NASZE DZIECI
GINĄ ………..
Letnie słońce 1943 r. paliło, kurz, wozy grzęzły w piachu,
krzyki, nawoływania, zamieszanie, a przez wszystko przebija się świdrujący głos dziewczynki:
Aaa…. Skąd się wzięła dziewczynka? Co widziała? Co przeżyła? Nie mówiła. Czasem tylko wydawała przeraźliwy, nieartykułowany krzyk: Aaa; I wtedy ściskały się serca
tych, którzy to słyszeli. Psy podkulały ogony. Milkły ptaki.
Znaleziono ją brudną, wygłodzoną, w poszarpanej...str. 13

Czy będziemy umierać za Stepana Banderę?
W dniu 3 maja 2014 roku Janusz Korwin Mikke w imieniu swojej partii wydał oświadczenie, w którym stwierdził m.in., że „zarówno w Waszyngtonie, jak i w Brukseli istnieją potężne siły pragnące wojny – głównie dlatego, by ukryć
gospodarczą katastrofę i nadciągające bankructwo tych państw. O czym otwarcie mówił już w 2011 roku p. Jacek Rostowski po powrocie z Brukseli. .... strona 14

Ukraińskie gwałty na Polkach.
Temat zakazany cz. II
Nocą z 14 na 15 maja we wsi Kundziwoda pow. Dubno upowcy oraz Ukraińcy z sąsiednich wsi obrabowali i spalili większość polskich zagród oraz zamordowali co najmniej
15 Polaków, w tym 60-letnią wdowę Samoszyńską i jej dwie córki lat 21 i 22 po wielokrotnym zgwałceniu (Siemaszko…, s. 56). W maju 1943 r. w kol. Stryłki pow. Równe upowcy w nocy dokonali rzezi ludności polskiej. „Ofiary
były mordowane w bestialski .............strona 19

Czerwiec 1944 r. w kalendarium
działań 27 WDP AK
29 maja (wieczorem)- Kolumna mjr. „Kowala”, wyruszyła w kierunku zachodnim, zatrzymała się w lesie za wsią Przechody.
31 maja (o świcie) - Kolumna osiągnęła las na wschód od rzeki Rita w rejoniemiejscowości Antonowo, gdzie zarządzono dłuższy odpoczynek i prowadzono intensywne rozpoznanie możliwości przejścia przez ..... strona 22

Gazeta dostępna na: http://ksi.kresy.info.pl/


Pozdrawiam
--
Andrzej Łukawski


23.04.14

Prawy Sektor świętował rocznicę rzezi Polaków w Janowej Dolinie
http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/prawy-sektor-swietowal-rocznice-rzezi-polakow-w-janowej-dolinie

A w Trzeciej RP: nielegalnie postawione pomniki UPA już nie przeszkadzają? Jakaś niewidzialna siła nie pozwala wykonywać prawa polskim urzędnikom. Czy to już autorytaryzm? Gdy pozaprawne decyzje sprawujących władzę blokują urzędników, zmuszają ich do bezczynności. Urzędnicy nie boją się prawa, boją się... premiera? prezydenta? kogo?

21.04.14
 
Banderowcy bronią swojej zdradzieckiej skóry



Posted by Zygfryd Gdeczyk in Polityka
 
W Słowiańsku zatrzymano działaczkę Majdanu


Separatyści w Słowiańsku zatrzymali działaczkę Majdanu Irmę Krat. Jest to już trzecia osoba, która jest przez nich przetrzymywana w zajętych budynkach w tym mieście.
Irma Krat
Dwudziestoparoletnia Irma Krat jest znana ze swojej działalności w czasie proeuropejskich i antyrządowych protestów na Majdanie w Kijowie. Do Słowiańska przyjechała, jako dziennikarka. Separatyści twierdzą, że zajmowała się ona jakoby “torturami przeciwników Majdanu i strzelała do oddziałów specjalnych Berkut”. Dlatego prorosyjscy działacze uznali, że mają prawo ją zatrzymać. 
Sama Irma Krat zaprzecza tym zarzutom. Dotąd nikt także nie potwierdził, iż na Majdanie ktoś torturował przeciwników protestów, czy strzelał do oddziałów specjalnych Berkut. Takie informacje pojawiają się jedynie w rosyjskich mediach. 


Separatyści w Słowiańsku przetrzymują takżemłodego mężczyznę z Winnicy, który jakoby miał uczestniczyć w napadzie na posterunek prorosyjskich aktywistów w nocy z soboty na niedzielę, a także mer miasta Neli Sztepę.

 https://cyklista.wordpress.com/2014/04/21/banderowcy-bronia-swojej-zdradzieckiej-skory/ 


20.04.14 
Jeśli to prawda,
to Prawy Sektor rozpoczął działania wojenne przeciwko separatystom Ludowej Republiki Donieckiej. Albo jest rezultat ogłoszenia przez bank należący do oligarchy i gubernatora obwodu Dniepropietrowsk Kołomojskiego nagrody 10 000 dolarów za schwytanie jednego pro-rosyjskiego dywersanta. Wielu zinterpretowało to ogłoszenie jako pozwolenie na rozpoczęcie polowania na Ukrainie na "Moskali". 

 
Analogicznie jak na Dzikim Zachodzie płacono za skalpy rdzennej ludności, tak teraz na dawnych Dzikich Polach demokratyczny rząd ukraiński pozwala na tego typu praktyki, w wyniku których może z powodu chciwości zginąć wielu ludzi, także niewinnych. Kolejny fatalny błąd ukraińskiego rządu tymczasowego.

 

 

 
20 kwietnia 2014, 09:26 czasu moskiewskiego 

 
Pięć osób zginęło w ataku na punkt kontrolny w Sławiańsku 

 
KIJÓW, 20 kwietnia. W rezultacie ataku nieznanych sprawców na punkt kontrolny w Sławiańsku zginęło trzech miejscowych mieszkańców i dwóch napastników. Jeszcze jeden miejscowy mieszkaniec został hospitalizowany w bardzo ciężkim stanie.

 
Jako informuje kanał telewizyjny "Rosja 24", incydent miał miejsce w północnej części Sławiańska. W czasie, gdy doszło do wydarzenia, na punkcie kontrolnym znajdowali się "nie uzbrojeni miejscowi mieszkańcy", którzy kontrolowali samochody przy wjeździe do Sławiańska i ostrzegali sił samoobrony o pojawianiu się jednostek  armii ukraińskiej. Do punktu kontrolnego podjechało kilka samochodów, z których zaczęto strzelać. Przybyli na miejsce bojownicy samoobrony odpowiedzieli ogniem, udało się im zlikwidować dwóch napastników.

 
Odnotowano, że samoobronie udało się przechwycić dwa samochody wrogich intruzów. W pojazdach została znaleziona symbolika ugrupowania "Prawy Sektor" i broń, nie będąca na wyposażeniu armii ukraińskiej: plastyczny materiał wybuchowy (plastik), granaty dymne i noktowizory. W samochodach znaleziono również mapy wykonane na podstawie zdjęć lotniczych.

 
Wcześniej informowano, że żołnierze armii ukraińskiej zajmują punkt kontrolny na granicy obwodów donieckiego i charkowskiego od strony Sławiańska.

 

 
Rosyjska telewizja: w strzelaninie w Sławiańsku zginęło pięć osób

 
 20 kwietnia 2014 г., 05:47 GMT 09:47 czasu moskiewskiego

 
Trzej prorosyjscy aktywiści i dwie nieznane osoby zginęły w nocy z soboty na niedzielę w strzelaninie przy blokadzie ustawionej przez lokalną "samoobronę" dla kontroli pojazdów na północnych obrzeżach Sławiańska, poinformował rosyjski kanał informacyjny "Rosja 24". 

 
Jeszcze jeden miejscowy mieszkaniec miasta został ranny i przewieziony do szpitala.

 
Według wersji podanej przez telewizję "Rosja 24" nie zidentyfikowani sprawcy podjechali na kilka samochodach i pierwsi zaczęli strzelać. 

 
Tymczasem zastępca szefa "Milicji Ludowej Donbasu" Siergiej Cyplakow, do którego zwrócił się z zapytaniem reporter rosyjskiego kanału telewizyjnego RBK, nie potwierdził tej informacji.

 
Ukraińskie media poinformowały, że od 19 kwietnia 2014 r., kiedy zaczęło obowiązywać ogłoszone przez Kijów Wielkanocne moratorium na "operację antyterrorystyczną" na wschodzie, nad Sławiańskiem przestały latać helikoptery wojskowe, a z budynku zajmowanej przez aktywistów Rady Miasta usunięto trójkolorową rosyjską flagę, zastępując ją flagą samozwańczej "Donieckiej Republiki Ludowej".

13.04.14

Skandal! - wystawa IPN w Katowicach z flagą UPA  

http://isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=9278

Od początku tego roku w różnych częściach naszego kraju organizowane są wieczornice i apele poległych, upamiętniające 70. rocznicę zagłady setek polskich wiosek, które w 1944 r. w Małopolsce Wschodniej i na Lubelszczyźnie wymordowane zostały przez zbrodniarzy z UPA w ramach drugiej fazy ludobójstwa. Mordowano wówczas nie tylko Polaków, ale i Żydów, Ormian i sprawiedliwych Ukraińców, którzy nie popierali opętańczej ideologii Stepana Bandery. Owe upamiętnienia, połączone z mszami św. za dusze pomordowanych obywateli Drugiej Rzeczypospolitej, organizowane są na ogół przez same rodziny, gdyż Trzecia Rzeczpospolita skąpi grosza na tego typu upamiętniania. Dotyczy to także Instytutu Pamięci Narodowej.

Tym większym więc wstrząsem dla rodzin pomordowanych jest fakt, że w tym samym czasie oddział IPN w Katowicach sfinansował hojnie z pieniędzy polskiego podatnika wystawę pt. "Majdan", która z wielką pompą ma być otwarta 15 bm. o godz. 13.00 przy ul. Mariackiej w Katowicach. Wstrząs jest tym większy, że plakatem promującym wystawę jest fotografia, na której ponad niebiesko-żółtymi narodowymi flagami ukraińskimi góruje czerwono-czarna flaga nacjonalistów z UPA. Ta sama flaga pod którą sotnie UPA napadały na bezbronne wioski. Czy użycie takiego, a nie innego zdjęcia jest głupotą, czy też świadomą deklaracją polityczną oddziału katowickiego? Co na to prezes IPN dr Łukasz Kamiński?

Sprawa ta jest bulwersująca także dlatego, że zgodnie z ustawą sejmową IPN ma zajmować się represjami wobec polskich obywateli, którzy ucierpieli z najróżniejszych rąk w terminie od 1 września 1939 r. do 31 lipca 1990 r. Finansowanie więc spraw dotyczących współczesności, na dodatek dziejącej się w obcym kraju, jest absolutnym złamaniem owej ustawy.........



12.04.14 
Protest Kresowian
ws. skandalu w szkole w Górowie Iławeckim
 

http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=9274
 

 
 

 

Dalszy ciąg bulwersującej sprawy, która miała miejsce w polskiej szkole publicznej.

Wprowadzenie 

 Społeczność kresową oburzył fakt przygotowanego tła i scenografii, w jakiej udzielająca wywiadu dyrektor szkoły publicznej, wystąpiła jako „Gość Poranka” – audycji TVP Info. Nie o treść wywiadu tu idzie, lecz o hasła i znaki, nawiązujące do symboliki banderowskiej i nazistowskiej towarzyszące wywiadowi. Propagowanie w Polsce symboli, kojarzących się z masowym ludobójstwem, nie może być tolerowane w żadnej formie, szczególnie jeśli ma to miejsce w szkole, wśród dzieci i młodzieży. Stąd wystąpienie Kresowian do Ministerstwa Edukacji Narodowej o wdrożenie odpowiednich procedur i wyciągnięcie konsekwencji wobec winnych.

  Dzierżoniów, 5 kwietnia 2014 r. 

 Pani Minister 

 Joanna Kluzik Rostkowska 

  Ministerstwo Edukacji Narodowej 

 Warszawa 

 W związku z umieszczeniem w placówce edukacji publicznej plakatu z hasłami i znakami nawiązującymi do symboliki totalitarnej i nacjonalistycznej, Stowarzyszenie Kresowian Ziemi Dzierżoniowskiej wyraża ostry protest przeciwko umieszczaniu na terenie szkoły publicznej z ukraińskim językiem nauczania w Górowie Iławeckim plakatu z banderowskimi symbolami. Incydent miał miejsce 03.03.2014 r. w nadanej w TVP Info audycji pt. „ Gość poranka ”.

W czasie wywiadu dla tej stacji dyrektor wspomnianej placówki Maria Sycz, stała na tle plakatu z napisem w języku ukraińskim o treści: „Sława Ukrajini – Herojam sława”, w barwach czerwono – czarnych oraz z czerwono – czarną flagą banderowskiej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Podkreślamy, że OUN była totalitarną organizacją odpowiedzialną za ludobójstwo ok. 200 tysięcy Polaków w latach 1939 – 1947 na Wołyniu i Kresach Południowo – Wschodnich. Czerwono – czarne barwy flagi OUN są nawiązaniem do nazistowskiej ideologii „Blut und Boden” (Ziemia i Krew). Zawołanie „Herojam sława” było jej organizacyjnym pozdrowieniem, połączonym z faszystowskim podnoszeniem prawej ręki. 

 Pragniemy dodać, że incydent ten został zgłoszony przez środowiska kresowe do Prokuratury Rejonowej w Bartoszycach dnia 29.03. 2014 r. jako zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 256 par. 1 i 2 Kodeksu Karnego, to jest propagowania totalitarnego ustroju państwa oraz nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych. 

 Propagowanie ustroju, kojarzącego się przede wszystkim z okrutną wojną i masowym ludobójstwem, jest samo w sobie czymś tak oburzającym, że w cywilizowanym społeczeństwie nie można go tolerować w żadnej formie, szczególnie zaś, jeżeli czyn taki ma miejsce w szkole, wśród dzieci i młodzieży. 

 W związku z powyższym wnosimy o wdrożenie przez Ministerstwo Edukacji Narodowej odpowiednich procedur, włącznie z natychmiastowym wyciągnięciem konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych. 

 W imieniu społeczności kresowej  

Florian Kuriata - wiceprezes  

Edward Bień -  prezes


 

=========

UCZMY SIĘ POLITYKI RACJONALNEJ, WOLNEJ OD DZIAŁANIA POD WPŁYWEM EMOCJI.

Od lat apeluje o to wielu Polaków, bo tak trzeba. Bo dyktuje to zdrowy rozsądek, jakim również w działalności publicznej kieruje się zawsze większość innych społeczeństw. Dzieje naszej historii jednak dowodzą, że my, Polacy, mamy z tym niestety, za dużo problemów. I dlatego nie bez kozery, wszyscy znamy powiedzenie - mądry Polak po szkodzie. Nie Anglik, Francuz, Niemiec, Amerykanin czy nawet Rosjanin, lecz Polak właśnie. Znamy to powiedzenie, mówimy o nim i... najczęściej znowu popełniamy podobny błąd. Ale żeby tylko na tym stanęło. Szukając potem przyczyn szkody lub nie załatwienia sprawy tak, jak potrzeba, lubimy winić o to wszystkich innych, ignorując postępowanie samych siebie. Złą przysługę w kształtowaniu takiej lekcji z historii, oddaje nam nasze skądinąd wielkie poświęcenie po podjęciu decyzji, które nie zawsze służą dobru naszych interesów, ale za to prowadzą nierzadko do dramatycznych, a nawet tragicznych następstw.

Podobnie mają się sprawy z naszym podejściem do obecnego konfliktu między Ukrainą i Rosją. Prawidłowo potępiamy silniejszego, który bije słabszego i chce go po prostu zniewolić. Tak zresztą ocenia to również cały cywilizowany świat. W odruchu moralnej troski jesteśmy po stronie ofiary. Nasze polskie doświadczenie z Rosją i jej polityką na przestrzeni wieków, upoważnia nas do tych sądów bardziej, aniżeli kogokolwiek innego. Ale mądra postawa polityczna wynikać musi nie tylko z emocjonalnego odruchu chwili, lecz przede wszystkim opierać się musi na racjonalnym uporządkowaniu naszych narodowych interesów. Używając wielkiego skrótu, należy zapytać - czy my Polacy mamy czystą i dobrą kartę także w obecnych stosunkach z Ukraińcami? I czy się to komuś podoba lub nie, odpowiadam - nie mamy! I uczciwie jest powiedzieć, że jest tak nie z winy Polaków.

Nie doszło do naprawienia tych spraw we wzajemnych polsko-ukraińskich relacjach przed okresem rosyjskiej agresji na Ukrainę. Kolejne rządy i różne elity III RP prowadziły wobec Ukrainy ignorującą problemy politykę strusia, a Ukraińcy zwłaszcza ci prozachodni, sami z siebie ani myśleli naprawiać to, co jest ewidentną krzywdą Polaków. Motywuje ich do tego nie tylko brak odpowiedniej wiedzy, ale również odmienne widzenie spraw, wynikające także ze złej woli, a nawet z postawy etnicznego szowinizmu.

Marszałek Józef Piłsudski wskrzeszając wolną Polskę po zaborach, chciał również powstania wolnej Ukrainy. Ale działania te szybko się załamały, z powodu politycznej niedojrzałości samych Ukraińców. Za to potem czczony przez część Ukrańców do dzisiaj szowinistyczny ideolog Stepan Bandera, zasłynął prowadzeniem politycznej i terrorystycznej działalności antypolskiej jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, osobiście skrytobójczo mordując ministra spraw wewnętrznych II RP, mimo wielkich praw i swobód mniejszości ukraińskiej w Polsce, jakich choćby cząstki Polacy nawet dzisiaj nie mają na Ukrainie.

Zaś w roku 1943, na od wieków polskich ziemiach, w roku 1939 po agresji oderwanych od II Rzeczpospolitej przez Stalina i włączonych do sowieckiej republiki Ukrainy, aktualnie okupowanych przez niemiecką III Rzeszę, banderowcy OUN i UPA dokonali ludobójczej czystki etnicznej na Polakach, wymordowując ok. 200 tysięcy niewinnej ludności polskiej, w sposób należący do najbardziej barbarzyńskich w dziejach świata. Zbrodnicze zaś bandy i nie tylko ich karabiny, ale również noże, piły, siekiery i widły, na drodze "walki o samostijną Ukrainę" dość powszechnie błogosławili duchowni greckokatolickiego ukraińskiego kościoła. Takiej postawie Ukraińców, nie wolno nawet próbować przeciwstawić niewątpliwie czasem nieuprawnionej i zbyt obcesowej polonizacji kresów wschodnich, prowadzonej w wyniku złej polityki części elit II Rzeczpospolitej.

Po dalszych kilkudziesięciu latach, dzisiejsi ukraińscy spadkobiercy ideologii Bandery, OUN i UPA, tak się składa, że należą też do największych przeciwników prorosyjskiej polityki b. prezydenta Janukowycza, jak i stanowią bardzo ważną część kijowskiego Majdanu. "Prawy sektor" i partia Swoboda to ludzie, należący również do najbardziej zdeterminowanych obrońców Ukrainy wobec obecnej agresji Rosji. Przyjmują oni z radością wszelką pomoc i poparcie od Polski i Polaków, ale - w żaden sposób nie zmieniają swojej, trzeba to wyraźnie powiedzieć, antypolskiej polityki wobec ocalałych resztek ludności polskiej i rzymskokatolickiego Kościoła we Lwowie, jak i na pozostałej części zagrabionych od roku 1939 Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej. Świadczy o tym niedawna wypowiedź nie pierwszego lepszego Polaka, którego ktoś mógłby powiedzieć, że podpuszczono, aby naiwnie siał niezgodę - ale księdza dr Michała Bajcara, sędziego Sądu Arcybiskupiego we Lwowie i jednocześnie proboszcza parafii - podobnie jak parafia rejonu Kopalnii "Wujek" w Katowicach - pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Gródku Jagiellońskim.

W wywiadzie udzielonym 4 kwietnia 2014 roku gazecie "Nasz Dziennik", niewątpliwie zasłużony kapłan mówi, że także w chwili obecnej agresji Rosji na Ukrainę i niepewnym losie całego państwa, na Zachodniej Ukrainie polskość i Polacy są nieprzerwanie tępieni, zmuszani, aby się nie przyznawać do swoich narodowych korzeni. Nastawienie szowinistyczne i antypolskie zaczyna się od postępowania... greckokatolickiej Cerkwii! Są oczywiście od tego wyjątki, ale w niej tkwiło i tkwi do dziś centrum ukraińskiego szowinizmu. Ukraińcy celebrują pamięć o Banderze, o OUN i UPA, ale nie znają lub nie chcą znać ich zbrodni. Władze Lwowa i zachodniej Ukrainy, odmawiają polskim prośbom o zwrot nawet coraz bardziej zrujnowanych kiedyś odebranych i opuszczonych świątyń, nie mówiąc o zawłaszczonym mieniu osób fizycznych i prawnych.

Niewygodną prawdę przypomina i do zdrowego rozsądku odwołuje się również opublikowane zaledwie wczoraj, 8 kwietnia, Stanowisko Światowego Kongresu Kresowian wobec sytuacji na Ukrainie. Szanując prawo każdego narodu do wolności, spadkobiercy Polaków wypędzonych z bezprawnie zagarniętych ziem połowy Rzeczypospolitej, domagają się prawa Polaków żyjących dziś w granicach Ukrainy do odrodzenia polskiego dziedzictwa na ziemi swoich i naszych przodków. W tej mierze, apelują też o zachowanie jak największej ostrożności w bezrefleksyjnym popieraniu sił ukraińskich tylko dlatego, że uczestnicząc w polityce ukraińskiej stały się one obecnie przedmiotem rosyjskiej agresji, a które prawom Polaków nadal się przeciwstawiają i ich represjonują.

Do czego więc zmierzam ja w konkluzji tego felietonu? Zachęcam do wejścia przez Polskę i Polaków w stosunkach z Ukrainą i Ukraińcami na ścieżkę mądrej i racjonalnej polityki, która kierować się będzie dążeniem do realizacji pełni naszych polskich interesów, odnoszących się zarówno do przeszłości, jak i do czasu obecnego. Skoro w dotychczasowych relacjach tego osiągać się nie udawało, głównie z powodu zbytniej arogancji i niechęci środowisk ukraińskich oraz naszych własnych nieodpowiedzialnych zaniechań, przepraszam, ale nie będzie na to już lepszej chwili niż obecna. Musimy Ukrainie i Ukraińcom jasno powiedzieć:

- wspieramy waszą walkę o polityczną i gospodarczą niezależność od Rosji oraz o włączenie się we współpracę z narodami Europy. Ale - nie możecie więcej jednostronnie wykorzystywać dobrych intencji Polski i Polaków oraz naszej konkretnej pomocy, nie dając w zamian nic co potrzeba od siebie, co naprawi krzywdy z przeszłości oraz te wyrządzane Polakom w waszym państwie dzisiaj.

- możemy nawet zrozumieć, że do niedawna nie mieliście innej tradycji walki o wolność, jak odwoływanie się do działalności Bandery, OUN i UPA, choć dla nas jest to tradycja zbrodnicza. Ale teraz, po przebyciu heroicznej i zwycięskiej walki na Majdanie Niepodległości w Kijowie, na ziemi zroszonej krwią waszej Niebiańskiej Sotni, możecie budować nową tradycję walki o wolność. Nową legendę założycielską wolnej Ukrainy, która jednocześnie może być wolna od upiorów zbrodni z przeszłości, które między naszymi narodami Rzeczypospolitej i Ukrainy tworzą ścianę nieprzezwyciężonego dramatu.

- Polska i Polacy dali i dają dowody niesienia wam dzisiaj pomocy politycznej, duchowej i materialnej. Polacy i polskie sztandary oraz zebrane z serca dary, goszczą na Majdanie obok was od pierwszego momentu waszej tragicznej i niewiadomej walki z reżimem Janukowycza. Chcemy to szczerze kontynuować, ale aby zbudować między nami nowe, prawdziwie braterskie i pokojowe relacje polsko-ukraińskie, potrzeba waszego zaangażowania w zmianę historycznej narracji o przeszłości, jak i w uczciwe uregulowanie krzywd, jakich Polacy i polskie dziedzictwo doznają w waszym państwie dzisiaj. Tak więc macie do załatwienia nie tylko sprawy ukraińsko-ukraińskie oraz ukraińsko-rosyjskie, ale również nie mniej palące i ważne sprawy ukraińsko-polskie.

Katowice, 10 kwietnia 2014 Andrzej Rozpłochowski



02.04.14
 List do MEN:

Porozumienie Pokoleń Kresowych     Warszawa , 1 kwietnia 2014

       Sz. P.

       Joanna Kluzik-Rostkowska

       Minister Edukacji Narodowej

       Aleja Jana Christiana Szucha 25

       00-950 Warszawa

Dotyczy:

Zespołu Szkół z Ukraińskim Językiem Nauczania w Górowie Iławeckim, gdzie zaprezentowano treści mogące propagować totalitaryzm i nienawiść na tle różnic narodowościowych.



Szanowna Pani Minister,

Dnia 03.03.2014 roku,  stacja TVP Info,  w audycji pt. „Gość Poranka” wyemitowała rozmowę z dyrektorem wspomnianej placówki, Marią Sycz, na tle plakatu z napisem w języku ukraińskim o treści „Sława Ukrajini - Herojam sława” (tłum.: Chwała Ukrainie, chwała bohaterom), w barwach czerwono-czarnych,   oraz z czerwono- czarną flagą.

Czerwono-czarne barwy flagi OUN są nawiązaniem do totalitarnej, rasistowskiej ideologii „Blut und Boden” (tłum.: ziemia i krew), będącej podstawą  niemieckiej polityki eksterminacji ludności podczas II wojny światowej.

                Incydent ten został zgłoszony przez środowiska kresowe do Prokuratury Rejonowej w Bartoszycach, dnia 29.03.br, jako zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art.  256 par.1 i par.2 Kodeksu Karnego, to jest propagowania totalitarnego ustroju państwa oraz nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych.

                Słowa „Sława Ukrajini - Herojam sława” (będące bezpośrednim wyrazem hołdu bojówkarzom UPA), oraz czerwono - czarna flaga stanowią  symbole związane z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów, założoną w 1929 roku, dążącą do zbudowania na ziemiach uznawanych przez nią za ukraińskie niepodległego państwa o ustroju faszystowskim, prowadzącą szeroko zakrojoną  działalność zbrodniczą i terrorystyczną. Wspomniane hasła ustanowiono jako organizacyjne przywitanie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Uchwałą II Wielkiego Zboru OUN z kwietnia 1941 roku. Ta sama uchwała wprowadziła czerwono-czarne barwy sztandaru organizacyjnego.  Słowa „Sława Ukrajini – Herojam sława” były ukraińskim odpowiednikiem pozdrowienia „Heil Hitler”.

                Nacjonalizm ukraiński, stworzony przez Dmytro Doncowa, którego największymi propagatorami byli Stepan Bandera i Roman Szuchewycz, stanowi obecnie zagrożenie nie tylko dla będącej dziś w niezmiernie trudnej sytuacji Ukrainy, ale także Polski i całej Europy.

Jego ideolog, Doncow, jako zagorzały wielbiciel Mussoliniego i Hitlera, tłumaczył ich dzieła na ukraiński, korzystając z nich przy tworzeniu programu zbrodniczej formacji Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich, OUN, której zbrojnym ramieniem była późniejsza „powstańcza armia” UPA. Wzywał on otwarcie, sankcjonując jako konieczność masową eksterminację z „elementu antynarodowego” wśród etnicznych Ukraińców, do nienawiści i niecofania się przed żadną zbrodnią, której wymagać będzie „dobro sprawy”. „Dobrem sprawy” była tu eksterminacja każdej nacji nie będącej etnicznie ukraińską, wraz z eliminacją „złych” Ukraińców.

Ideologia Doncowa i ukraińskiego nacjonalizmu  jest przykładem głoszenia wyjątkowej  nienawiści do obcych nacji, przy wykorzystaniu najbardziej niegodziwych moralnie środków walki (artykuł 8 Dekalogu Ukraińskiego Nacjonalisty: „Nienawiścią i podstępem przyjmować będziesz wrogów twojej Nacji).

Stepan Bandera, przywódca ukraińskich nazistowskich nacjonalistów OUN-UPA, odpowiedzialny za ludobójstwo na terenach II Rzeczypospolitej, zwany był  "ukraińskim führerem" i katem narodu polskiego.

Roman Szuchewycz, przewodniczący referatu bojowego Krajowej Egzekutywy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, generał i naczelny dowódca Ukraińskiej Powstańczej Armii, ponosił zaś   bezpośrednią odpowiedzialność za zaakceptowanie ludobójstwa w Małopolsce Wschodniej.

Obecnie „spadkobiercy” tych katów i wyznawców morderczej ideologii stanowią niebezpiecznie powiększające się środowiska na terenach Ukrainy, również polityczne. Wyrastają ze wspólnych  korzeni,  wierząc we wspólny cel – tzw. soborną Ukrainę, która obejmować ma także ziemie należące obecnie do Polski, Rosji, Białorusi, Słowacji, Rumunii i Mołdawii.

                W głębokim przekonaniu środowisk, organizacji i działaczy kresowych dużym niebezpieczeństwem jest lekceważenie tego zagrożenia, zaś błędem niewybaczalnym - przyzwolenie na incydenty takie, jak opisany powyżej, mający miejsce w placówce oświatowej. W szkole, która funkcjonuje za polskie, publiczne środki przyznawane jej corocznie przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji.

Propagowanie ustroju kojarzącego się przede wszystkim z okrutną wojną i masowym ludobójstwem jest samo w sobie czymś tak oburzającym, że w cywilizowanym społeczeństwie nie można go tolerować w żadnej formie, szczególnie zaś jeśli czyn taki ma miejsce w szkole, wśród dzieci i młodzieży.

W związku z powyższym wnosimy o wdrożenie przez Ministerstwo Edukacji Narodowej odpowiednich procedur, włącznie z dyscyplinarnym zwolnieniem osób odpowiedzialnych za wspomniany incydent, oraz o kontrolę wszystkich publicznych placówek z ukraińskim językiem nauczania.

Z wyrazami szacunku,

                                                     Andrzej Łukawski

Koordynator Ruchu Porozumienia Pokoleń Kresowych, woj. mazowieckie

Aleksandra Żórawska

Koordynator Ruchu Porozumienia Pokoleń Kresowych, woj. pomorskie

Czesław Buczkowski

Koordynator Ruchu Porozumienia Pokoleń Kresowych, woj. śląskie

Zdzisław Koguciuk

Koordynator Ruchu Porozumienia Pokoleń Kresowych, woj. lubelskie

Jerzy Mużyło

Koordynator Ruchu Porozumienia Pokoleń Kresowych, woj. zachodnio-pomorskie

Karolina Lebiedowicz

Koordynator Ruchu Porozumienia Pokoleń Kresowych, woj. świętokrzyskie

Z upoważnienia Ruchu Porozumienia Pokoleń Kresowych

Andrzej Łukawski

podpis wraz z adresem zwrotnym

Załączniki:

1.  Zdjęcie Marii Sycz na tle opisanego plakatu


Do wiadomości:

1. Piotr Bauć

Przewodniczący Sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży

ul. Wiejska 4/6/8,  00-902 Warszawa,   piotr.bauc@sejm.pl


2. Kazimierz Wiatr

Przewodniczący Senackiej Komisji Nauki, Edukacji i Sportu

ul. Wiejska 6 00-902, Warszawa, biuro.senatorskie@kazimierzwiatr.pl

3. Michał Jaros

Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu  do spraw Kresów, Kresowian i Dziedzictwa Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej

ul. Wiejska 4/6/8,  00-902 Warszawa, michal.jaros.sejm.pl


4. Arkadiusz Czartoryski

Przewodniczący Parlamentarnego  Zespołu ds. usunięcia z przestrzeni publicznej symboli nazizmu i komunizmu

ul. Wiejska 4/6/8,  00-902 Warszawa, arkadiusz.czartoryski@sejm.pl


5.Irena Lipowicz
Rzecznik Praw Obywatelskich
Aleja Solidarności  77, 00-090 Warszawa,  biurorzecznika@brpo.gov.pl


6. Jacek Protas

Marszałek Województwa Warmińsko-Mazurskiego

ul. Emilii Plater 1, pokój 326, 10-562 Olsztyn, marszalek@warmia.mazury.pl



7. Ryszard Bańkowicz

Przewodniczący Prezydium Rady Etyki Mediów

ul. Foksal 3/5, pokój 30, 00-366 Warszawa, ryszard.bankowicz@radaetykimediów.pl


8. Rafał Trzaskowski

Minister Administracji i Cyfryzacji

ul. Królewska 27,   00-060 Warszawa, mac@mac.gov.pl  lub  elektr. książka podawcza


9. Grażyna Przasnyska

Kurator Oświaty woj. warmińsko-mazurskiego

Al. Piłsudskiego 7/9,   10-959, Olsztyn,   wmkurator@ko.olsztyn.pl, ko@ko.olsztyn.pl


10. Departament Kontroli Skarg i Wniosków

Zespół ds. Ochrony Praw Człowieka

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych

ul. Stefana Batorego 5, 02-591 Warszawa,   zpc@msw.gov.


11. Portale, organizacje kresowe, media

http://pokoleniakresowe.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=121:przeciwko-propagowaniu-banderyzmu&catid=9&Itemid=101

2. Protest na FB.
======================

https://www.facebook.com/events/596128140478057/?notif_t=plan_user_joined

Pozdrawiam


--
Andrzej Łukawski

Pokolenia Kresowe http://pokoleniakresowe.pl/
Serwis o Kresach  http://www.kresy.info.pl
Kresowy Serwis Informacyjny http://www.ksi.kresy.info.pl
tel. 22/853 43 97; 0 501 153 340; fax. 22/843 99 14;
02-670 Warszawa, ul.Puławska 240/60, POLAND


26.03.14 
 
 LITS OTWARTY W SPRAWIE KS. T ISAKOWICZA-ZALESKIEGO

http://blogopinia24.pl/polityka/1189-list-otwarty-wiatowego-kongresu-kresowian

http://aleksanderszumanski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1010&Itemid=2


 

Szanowny Pan

                                                                          Tomasz Sakiewicz
                                                                          Redaktor Naczelny GAZETY POLSKIEJ


Panie Redaktorze!

                     Ze zdumieniem odebraliśmy fakt, ze na łamach Gazety Polskiej zabrakło cotygodniowych felietonów księdza Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego.   Mamy świadomość tego, ze Pan, jako  redaktor naczelny ma prawo dobierać sobie współpracowników według własnego uznania i rozstawać się z nimi -  kiedy  uzna za stosowne, niesmak budzi jednak styl i sposób w jaki Pan tego dokonał w przypadku ks. Zaleskiego.

Z formy, w jakiej Pan, wyjaśniając powody tej decyzji -  zwrócił  się na łamach prasy do księdza T. Isakowicza – Zaleskiego – wnioskować można, ze łączyły Was:  redaktora naczelnego Gazety i  felietonistę,  - jeśli nie przyjacielskie, to na pewno koleżeńskie kontakty. Byliśmy przekonani , ze łączyły także wspólne ideały i bliski nam, Kresowianom, prawicowy profil Gazety. Głęboko więc oburzył nas zarówno ów  styl jak i sytuacja, w której nasz NIEZŁOMNY został  cynicznie obrażony i to – przez kogoś z grona „swoich”.

Dyrektoriat Światowego Kongresu Kresowian  w uchwale podjętej  na posiedzeniu w dniu 22 marca 2014  udzielił swojego  poparcia dla niezłomnej postawy księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, człowieka wielkiej odwagi i kapłana równie wielkiej charyzmy; Kustosza Narodowej Pamięci,  dla którego tytuł ten jest nie tylko wyrazem uznania za dotychczasowe zasługi ale także wyzwaniem do nieustannego na rzecz  tej pamięci działania. To wyzwanie nasz Kapłan nieustannie podejmuje,  również w naszym imieniu.

 Podkreślamy, ze ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Honorowy Członek Światowego Kongresu Kresowian jest dla nas  autorytetem i duchowym przywódcą. Stając w jego obronie bronimy więc nie tylko ideałów, które Ksiądz reprezentuje,  ale także wartości jakie niosą jego wypowiedzi będące równocześnie wyrazem naszych poglądów, szczególnie w kwestiach dotyczących polityki wschodniej i stosunków polsko-ukraińskich. 

Lekturę Gazety Polskiej rozpoczynaliśmy zazwyczaj od ostatniej strony. Brak na tej stronie felietonu  ks. Zaleskiego zmusza nas do rezygnacji z popierania Gazety. Informujemy także, ze członkowie naszych organizacji kresowych,  będący równocześnie członkami Klubów Gazety Polskiej noszą się  z zamiarem rezygnacji z członkostwa w tychże Klubach jeśli  ksiądz Isakowicz-Zaleski nie zostanie przeproszony, szczególnie  za słowa, że „ szerząc propagandę proputinowską ma  na rękach krew niespełna setki ofiar z Majdanu”.

Oczekujemy  od Pana Redaktora umieszczenia naszego stanowiska na łamach Gazety Polskiej.


 

                                                              (-) Jan Skalski
                                                         prezes  Światowego Kongresu Kresowian

                                                        Krzysztof Przybylski – członek Prezydium

24.03.14

Szanowni Państwo! Drodzy Przyjaciele!

 

W najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy” mój kolejny artykuł o relacjach polsko-ukraińskich. Nosi on tytuł „Bez prawdy nie będzie pojednania”. Wspominam w nim pozytywne działania podejmowane m.in. w Łężycy k. Zielonej Góry i w Borowie k. Strzelina oraz w Korościatynie k. Monasterzysk na ziemi tarnopolskiej. Piszę też pozytywnie o abp. Mieczysławie Mokrzyckim ze Lwowa i historyku Wiktorze Poliszczuku. Wspominam także ludobójstwo Ormian w Turcji i Holokaust Żydów.

 

Krytycznie natomiast piszę o działaniach m.in. Związku Ukraińców w Polsce, Cerkwii greckokatolickiej, Gazety Wyborczej i partii „Swoboda”.  

 

Poniżej skrót w serwisie Katolickiej Agencji informacyjne.

 

Do Rzeczy: Nie będzie pojednania bez prawdy

 

Konflikty pomiędzy sąsiadującymi ze sobą Polakami i Ukraińcami mają tysiącletnią historię. Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski na łamach "Do Rzeczy" stwierdza, że główną kością niezgody jest ludobójstwo obywateli II Rzeczypospolitej dokonane przez nacjonalistów ukraińskich w czasie II wojny światowej i tuż po niej. "Chodzi tutaj także o stosunek do niego społeczeństwa i władz Polski oraz Ukrainy. Na ten temat napisano już bardzo wiele, ale wciąż tlą się (…) liczne punkty zapalne, utrudniające proces pojednania" - czytamy. Ks. Isakowicz-Zaleski wyjaśnia "jakie są punkty, które dla obu narodów należałoby zgasić". Pisze o tym, że zarówno po stronie polskiej, jak i ukraińskiej jest ogromny kłopot z prawdą. "Dominują bowiem półprawdy, przemilczenia, a nawet kłamstwa. Dotyczy to przede wszystkim zdefiniowania krwawych wydarzeń" - wyjaśnia. Drugi punkt zapalny to brak godnego pochówku ofiar. "Pomimo upływu dziesiątków lat nadal kości wielu obywateli polskich są za Bugiem rozsypane po lasach i jarach lub leżą w dołach śmierci. Zaledwie na około 12 proc. mogił których jest kilka tysięcy, są ustawione krzyże i pamiątkowe tablice" - czytamy.

 

Wszystkie inne artykuły i wywiady na ten temat znajdziecie Państwo na mojej stronie w działach Artykuły i Wywiady.

 

Szczęść Boże!

Ks. Tadeusz Zaleski

www.isakowicz.pl

Fundacja im. Brata Alberta

www.albert.krakow.pl

 

Odpis 1% na Fundację im. Brata Alberta - KRS 0000028246 


23.03.14
 

10 marca 2014 roku we wsi Sahryń


zgromadzili się Ukraińcy - goście z Ukrainy oraz ci mieszkający w Polsce. Wzięli oni udział w uroczystości upamiętnienia Ukraińców, którzy zginęli podczas ataku oddziałów Armii Krajowej na tą wioskę. 

 
Jedynym, który wzniósł okrzyk - pozdrowienie banderowskie i faszystowskie OUN-UPA "Sława Ukrainie! - Herojam Sława!" - był ambasador Ukrainy w Polsce. Pozostali uczestnicy ograniczyli się do pozdrowienia zebranych słowami "Sława Jezusowi Chrystusowi".

 
Przez przeważającą większość czasu trwania panachidy nie można było dopatrzyć się jakichś szczególnych gestów, które mogłyby razić, ale niestety, nie obyło się bez wypowiedzi jątrzących i kłamliwych.

 
W wypowiedzi ukraińskiego kapłana przewodniczącego panachidzie znalazły się sformułowania sugerujące, że mieszkańcy Sahrynia zginęli w akcji mającej na celu likwidację Ukraińców jako grupę narodową. Brzmiało to mniej więcej tak:

 
"Trudno sobie wyobrazić, co się tu wydarzyło. (....) ginęli tylko za to, że byli Ukraińcami, że mówili w języku ukraińskim, że wyznawali wiarę prawosławną..."

 
Tak samo prawie powiedział ambasador Ukrainy w Polsce - Markijan Malski, on pominął tylko wzmiankę  o wierze prawosławnej (zapewne dlatego, że szczery ukraiński nacjonalista za jedyną słuszną uważa zapewne religię greko-katolicką) - "ginęli tylko za to, że byli Ukraińcami, że mówili w języku ukraińskim, że kochali swoją ziemię rodzinną, że marzyli o niepodległym zjednoczonym państwie ukraińskim...."

 
Tylko ambasador Malski posunął się do tego, że zakończył swoją wypowiedź pozdrowieniem organizacyjnym faszyzującej i totalitarnej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów - "Sława Ukrainie!", na co obecni ochoczo odpowiedzieli "Sława Herojam!". Zabrakło tylko gestu, który obowiązywał w OUN do 1943 roku - podniesienia ramienia, pozdrowienia "rzymskiego" na wzór nazistów. 

 
Jeden z gości z Ukrainy porównał ofiary Sahrynia do ofiar Berkutu na kijowskim Majdanie. Rzekomi polscy chrześcijanie zabijali prawdziwych ukraińskich chrześcijan, tak jak Berkut członków "Niebieskiej Sotni" na Majdanie.

 
Wypowiedź przewodniczącego stowarzyszenia ukraińskich byłych mieszkańców Chełmszczyzny była dość wyważona. Warte podkreślenia jest, że wbrew niektórym wypowiedziom historyków o ponad 1000 ofiar w Sahryniu przyznał, że udało się ustalić tylko 667 ofiar pochodzących nie tylko z Sahrynia, ale ze wszystkich okolicznych wsi. 

 
Zaprzeczył on twierdzeniom historyków, że Sahryń był bazą UPA - na dowód czego podał statystkę - 308 ofiar to kobiety 160 ofiar - to dzieci w wieku od niemowlęcia do 15-16 lat, 87 osób to starcy w wieku od 60 do 90 i więcej lat, a 150 osób to uciekinierzy z innych wsi. Tak więc nie wiadomo, kto miał przydzieloną broń spośród tych 60 karabinów, które były na pewno we wsi.

 
Podkreślił z mocą, że nie była to bitwa z UPA, nie było tam UPA, były tylko niewinne, bezbronne ofiary. Doliczył się 213 wsi na Chełmszczyźnie i Podlasiu, które padły ofiarą polskiego terroru.

 
Najbardziej napastliwa była wypowiedź Petra Tymy. Nie powstrzymał się on przed napaścią na rocznicowe obchody banderowskiego ludobójstwa 11 lipca w Polsce. Prezentowaną w ten sposób tragedię Polaków na Wołyniu nazwał tendencyjną, jednostronną, przez co w zapomnienie odchodzi pamięć o ukraińskich ofiarach polsko-ukraińskiego konfliktu. 

 
Powiedział, że trzeba obiektywnie przypominać o ofiarach ukraińskich, w tym tych w Sahryniu, o jakich, niestety, jego zdaniem, w Polsce mówi się nieprawdę (czyli kłamie). Tyma wyraził żal, że z takimi przeszkodami trudna prawda o Sahryniu  przebija się do świadomości polskiego społeczeństwa. Gorąco podziękował redaktorowi Bohdanowi Hukowi z "Naszego Słowa" za zasługi w szerzeniu prawdy o tragedii ukraińskiej ludności w Polsce, o jej krzywdach doznanych z rąk polskich.

 
Tyma podkreślił, że nie uważa tragedii Polaków  na Wołyniu za coś realnego, prawdziwego a uroczystości rocznicowe 11 lipca za realizowane {na polityczne zapotrzebowanie, z premedytacją??!] zorganizowane akcje anty-ukraińskie. 

 
Uroczystościom rocznicowym w Sahryniu nie przeszkodziła tak zwana sytuacja międzynarodowa, z powodu której na przykład polscy dziennikarze wytłumiają w środkach masowego przekazu najmniejszą nawet wzmiankę o banderowskich zbrodniach. Do tego stopnia, że autor książki "Czas tęsknoty" musiał się tłumaczyć, że napisał ją dwa lata temu, a to że została wydrukowana właśnie teraz, to nie działanie na rzecz Putina i Kremla, lecz przypadek. Wspomniana książka opowiada o miłości Polaka i Ukrainki osadzonej w realiach banderowskiego ludobójstwa na Wołyniu. http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,4502,Czas-tesknoty

 
Media ukraińskie w Polsce i na Ukrainie napisały dość dużo o uroczystościach w Sahryniu. Nie zastosowały żadnej cenzury ze względu na rzekomy sojusz polsko-ukraiński przeciwko Putinowi.

 

 
W Lidicach zabito 180 osób, wśród nich - jedno dziecko, w Chatyniu na Białorusi - 149 osób, w tym 75 dzieci. A kto wie o spalonej wsi Sahryń i o tysiącu jego zamordowanych mieszkańcach,  w tym ponad 100 dzieciach, które nie zginęły z rąk oprawców hitlerowskich, lecz takich jak oni obywateli Polski, którzy na trupach i zgliszczach ukraińskich wiosek budowali swoje nowe mono-etniczne państwo? 

 
Poza tym należy podkreślić, że w marzec 1944 r. stał się prawdziwym piekłem dla ludności ukraińskiej Chełmszczyzny. Tylko w szewczenowskie dni w 1944 roku, od 9 do 22 marca, w czasie dwóch tygodnie, zostało całkowicie spalonych 35 wsi i zamordowano tysiące niewinnych i bezbronnych cywilów, tylko dlatego, że byli Ukraińcami, kochali wolność, ojczyznę, od wieków ukraińską ziemię Chelmszczyzny.

 
Świtem 9 marca 1944 roku grupa Armii Krajowej w liczbie 1200 ludzi otoczyła wieś Sahryń i ostrzelała ją pociskami zapalającymi. W dniach  9-10 marcu bojówkarze AK zastrzelili, spalili żywcem, zarżnęli, zakłuli widłami w płonącej wsi i na okoliczne polach około 1240 mieszkańców i ludzi z okolicznych wsi, którzy tej nocy ukrywali się w Sahryniu. Ponad trzysta gospodarstw Sahrynia zostało spalonych, zdewastowano wiejską świątynię. Ocalałe z pożaru mienie zostało zrabowane przez Polaków. Tak oto 70 lat temu zakończyła się tragicznie wielowiekowa historię ukraińskiej wsi Sahryń.

 
Prawda o tragedii wsi Sahryń była ignorowana przez dziesiątki lat i dopiero w latach  1990. zaczęto ją obiektywnie i dokładnie badać. Inicjatorami byli członkowie nowo powstałych stowarzyszeń "Chełmszczyzna" i "Zakerzonie" .

 

 
Sahryń czeka

 
Hryhorij Spodaryk, Pawło Łoza, № 12, 23.03.2014

 
Ukraińcy oczekują na więcej uwagi dla swojej tragicznej przeszłości w Polsce - taka opinia została wyrażona w Sahryniu - we wsi w województwie lubelskim, gdzie siedemdziesiąt lat temu z rąk polskiego podziemia zginęły setki miejscowych Ukraińców.

 
Jako przypomniał biskup ukraiński, rano 10 marca 1944 roku w sahryńskich podwórzach i na polach mordowano synów tej ziemi tylko dlatego, że oni mówili językiem ukraińskim i wyznawali wiarę prawosławną. W tym czasie ludzie ginęli także w innych miejscach Chełmszczyzny i Podlasia, a mianowicie: w Bereściu, Modryniu, Szychowicach, Turkowicach, Żabczu, Łaskowie i innych.

 
Nie pasowali.

 
Okazuje się, że z uczciwym zbadaniem tragedii Ukraińców w Polsce problem ma nie tylko historyczna nauka, ale także, na przykład, lokalne dziennikarstwo. W tygodniku "Kronika Tygodnia", który znajduje się w Zamościu, artykuł "Ukraińcy oskarżają Polaków" - o nabożeństwie żałobnym w Sahryniu - zaczyna się od informacji, że 70 lat temu polscy partyzanci w tej miejscowości zlikwidowali bazę ukraińskich nacjonalistów.

 
Taki pogląd na tragedię nad przez długie lata propagowały środowiska kresowe i ich nieformalny lider ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Publikacja, co prawda, jednak raz jeden wspomina o "ofiarach cywilnych", ale zaraz potem cytuje rozmówcę, który nie zgadza się z tym, że ludzie w Sahryniu byli zabijani ze względu na narodowość. "Musieliśmy wyeliminować to gniazdo zbrodniarzy" - mówi jeden z komentatorów.

 
Wójt gminy Werbkowice, w której jest położony Sahryń, Lech Bojko, wyjaśnia, dlaczego nie uczestniczył w wydarzeniach upamiętniających ofiary. Tak więc, według samorządowca, już sama treść zaproszenia zniechęcała do jego przyjęcia. 

 
"Z treści zaproszenia wynika, że Polacy napadli na cywilną ludność Sahrynia, ale to był atak na kuszcz" - powiedział wójt, u którego, prawdopodobnie, doprecyzowania [kuszcz] "upowski" zatrzymało się na końcu języka.

 
[Uważny] czytelnik tygodnika "Kronika Tygodnia", które skonfrontuje otrzymaną informację z danymi na liście ofiar na pomniku w Sahryniu, musi dojść do logicznego wniosku, że"kuszcz" był, w szczególności, złożony z 160 dzieci i 80 osób w wieku 60-90 lat. Ponadto będzie musiał znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie dla faktu, na który zwrócił uwagę B. Huk: Dlaczego w walce z takim strasznym wrogiem nie zginął żaden polski partyzant? Jednak dociekliwy czytelnik powinien osobiście udać się do Sahrynia, ponieważ jego ulubiona gazeta nie zaprezentowała żadnego materiału fotograficznego przedstawiającego pogrzeb lub pomnik ofiar. Ponieważ są one sprzeczne z treścią artykułu, bo obecni tam ludzie w podeszłym wieku nie mieli na sobie mundurów UPA.

 


22.03.14


 
Przyszłość Europy 

 

 
Zabawa z rottweilerami o imionach "Anna" i "Frank".

Playing with rotweilers named "Anne" and "Frank".

 
Dr. Inna Rogatchi

 
Autorka jest prezesem Fundacji Rogatchi. Jej będąca w przygotowaniu książka nosi tytuł "Gwiazdy rozpaczy, gwiazdy nadziei: osobiste refleksje na temat Holokaustu w obecnych czasach".

 
Ostatnio były premier Luksemburga Jean-Claude Juncker, wybrany przez Konserwatystów Europy Środkowej jako ich kandydat na przyszłego przewodniczącego Komisji Europejskiej po wyborach do Parlamentu Europejskiej w maju 2014 r. złożył publiczne oświadczenie o tym, co - jego zdaniem - jest poważnym problemem dla Europy w tych dniach: "Musimy powstrzymać ruchy ultra-prawicowe, z ich ideologią i praktyką działania, z ich ksenofobią, ponieważ stają się one wiodącą siłą w Europie. Gdyby do tego doszło, kontynent zmieniłby swoje oblicze", powiedział Juncker z wyczuwalną determinacją i z zatroskaniem.

 
Powody do obaw pana Junckera i wielu innych są poważne: zgodnie z  ogólnoeuropejskim badaniem opinii publicznej z marca 2014 roku, 45% europejskich wyborców zamierza głosować na partie populistyczne (Euronews, 7.03.2014). Grupa ta obejmuje zarówno łagodnych populistów, jak i liczne partie ultra-prawicowe w wielu krajach europejskich, a tendencja ta stała się najpoważniejszym zagrożeniem dla przyszłości Europy od zakończenia II wojny światowej .

 
To, co jest uważane przez historyków za "trzecią falę" ruchów pro-nazistowskich, po tej pierwszej oryginalnej z lat 1930., i drugiej w latach 1980., różni się od dwóch poprzednich fal swoją szeroką i efektywną współpracą międzynarodową pomiędzy poszczególnymi ruchami ultra-prawicowymi. W wyborach w maju 2014 r. ta koordynacja może stać się kluczowym czynnikiem umożliwiającym pan-europejskiej ultra-prawicy osiągnięcie bezprecedensowego wzrostu popularności, i przekształcenia obecnego oblicza Europy w coś mrocznego. 

 
Ważne jest, aby uświadomić sobie, że istnieją co najmniej trzy główne kategorie w dużej części spektrum politycznego określanego jako "populistyczne" w dzisiejszej Europie: tradycyjne, typowe partie populistyczne; te łagodnie nacjonalistyczne; oraz otwarcie pro-nazistowskie ruchy ultra-prawicowe.

 
W rzeczywistości jest błędem i lenistwem intelektualnym wrzucanie wszystkich [tych partii] do jednego kotła. Niemniej jednak najbardziej niepokojącym zjawiskiem dzisiaj jest zgoda wielu z tych partii na koordynację swoich działań w czasie nadchodzących wyborów europejskich w maju 2014 r., a w wyniku tego taktycznego manewru obserwatorzy [sceny politycznej] spodziewają się zobaczyć w nowym Parlamencie Europejskim w latach 2014-2019 więcej jawnie neo-nazistowskich partii i osobistości. 

 
Dobrze wiemy, że zmiany te, jeśli nastąpią, będą miały bardzo groźne i długotrwałe konsekwencje dla Europy. Liczba aktywnych, znanych i skutecznych ultra-prawicowych partii w Europie obecnie przekracza tuzin. Sytuacja jest bardzo podobna do tej z początku lat 1930.

 
 Realia obecnej  przedwyborczej Europy uwidaczniają cztery najbardziej problematyczne zjawiska: gwałtowny wzrost [siły] ruchów ultra-prawicowych; haniebna miękkość ze strony władz, które pozwalają na ich działalność; skuteczna i kontynuowana od kilku już lat aż do teraz międzynarodowa współpraca ultra-prawicy; oraz brak zajęcia wyraźnego i zdecydowanie silnego stanowiska wobec wzrostu i rozprzestrzeniania się neonazistowskiej ideologii wśród intelektualistów europejskich, w mediach i opinii publicznej w ogóle. 

 
"Demokracja" nie znaczy "nienawiść", i jest czymś dziwnym wyjaśnianie tego [oczywistego faktu] w obliczu licznych upamiętnień eksterminacji Żydów i wszystkich ofiar Holokaustu w Europie mających miejsce przez cały bieżący rok.

 
Dzień po dniu obserwujemy kolejny wielki ultra-prawicowy marsz w Bułgarii; słyszymy powtarzające się oświadczenia z trybuny węgierskiego parlamentu, że "Żydzi są zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego kraju" i że "wszyscy Żydzi w kraju muszą być zarejestrowani", dowiadujemy się, że Złoty Świt w Grecji jest nadal w trzecią w kraju najbardziej popularną partią pomimo swych brutalnych działań, i pomimo pewnych niewielkich środków zaradczych podejmowanych przeciwko niej przez władze, które zostały zmuszone do zrobienia czegoś [w tej sprawie] głównie dlatego, że kraj ten w pierwszej połowie 2014 roku otwierał rotacyjną prezydencję UE.
 

 
Rzadko słyszymy obawy wyrażane na ten temat przez kierownictwo Parlamentu Europejskiego w odniesieniu do Węgier i Grecji.  Ale nie trzeba być Einsteinem, aby uświadomić sobie, że publiczna reprymenda nie jest instrumentem, lecz przejawem wdrażania polityki. Gigantyczna machina Unii Europejskiej nie była wystarczająco zdolna do wytwarzania  przejrzystego mechanizmu zapobiegającego powstawaniu ultra-prawicowych ruchów i ich działalności. To nie zostało zrobione, i unieważnienie zdrowej reakcji zostało szybko zapełnione agresywnym stanowiskiem propagujacym nienawiść i przemoc.

 
Jesteśmy również świadkami, jak Parlament Europejski brata się z nowymi władzami Ukrainy, w skład których wchodzą przedstawiciele dwóch silnych ultra-prawicowych ruchów, Swobody i Prawego Sektora, bez precyzyjnego określenia i pełnego zrozumienia [roli] tych sił. 

 
W związku z tym prasa niemiecka i amerykańska (Der Speigel, Die Zeit, The Washington Post) pisze coraz więcej na ten temat, ponieważ jest zaniepokojona i zmartwiona takim dyskryminacyjnym podejściem, i wzywa swoje rządy "do działania, zanim będzie za późno".

 
Przeciwstawienie się ideologii opartej na nienawiści nie jest tylko i wyłącznie obowiązkiem władz; jest również naturalną reakcją tych, dla których - jak zostało to sformułowane przez wielkiego pisarza, zaangażowanego anty-komunistę i zawziętego anty-nazistę Władymira Nabokowa - "sumienie" i "świadomość" to słowa tego samego pochodzenia. 
 

 
Wcześniej, w tym roku, obserwowaliśmy wiec faszystowskiej partii węgierskiej Jobbik w Londynie - przeprowadzony 26 stycznia 2014 r., niemal w przededniu Międzynarodowego Dnia Holokaustu.
Pełna nazwa tego dnia, zgodnie z rezolucją ONZ 60/7 z 2005 r., brzmi: Międzynarodowy Dzień Pamięci o Holokauście. Pamięci o czym, nasuwa się w pełni uzasadnione pytanie? 
 

 
Na ostatnim seminarium w Parlamencie Europejskim (styczeń 2014 r.) omawiając mój nowy film "Lekcje Przetrwania. Rozmowy z Szymonem Wiesenthalem" poseł Parlamentu Europejskiego Hannu Takkula (Finlandia) podzielił się z publicznością swoją poważną obawą: "Ktoś mógłby być zaszokowany, słysząc wystąpienia, opinie i poglądy, które europarlamentarzyści rozpowszechniają w Parlamencie Europejskim swobodnie, świadomie, z rosnącą częstotliwością i entuzjazmem". Ten entuzjazm jest oparty na oczekiwaniach ultra-prawicowych ruchów na ewentualne wzmocnienie swojej pozycji w Parlamencie Europejskim po wyborach w maju 2014 roku.

 
Policja i sztaby służb wywiadowczych Unii Europejskiej są również bardzo zatroskane poważnymi zdobyczami [popularności] ultra-prawicowych partii w całej Europie; ich obiektywne dane po prostu nie pozwalają im nawet na odrobinę optymizmu w związku z oczywistą zmianą systemu wartości w społeczeństwie pan-europejskim i bardzo prawdopodobnym ześlizgiwaniu się Europy w kierunku niebezpiecznej ścieżki destabilizacji - symbolizowanej przez nienawiść i przemoc. 
 

 
Pięć lat temu, w wyniku ostatnich wyborów do Parlamentu Europejskiego, Nick Griffin, szef brytyjskiej ultra-nacjonalistycznej partii BNP został wybrany jako nowy poseł do Parlamentu Europejskiego z Wielkiej Brytanii. W swoim wywiadzie dla ogromnego wydania The Sunday Times mówił z dumą, że dwa spośród jego ukochanych rottweilerów noszą imiona "Anna" i "Frank". Według informacji gazety był rozpromieniony, gdy mówił o tym korespondentowi.

 
 Nie słyszeliśmy o jakiejkolwiek reakcji ze strony któregokolwiek z organów Parlamentu Europejskiego na ten oburzający skandal. Ale słyszeliśmy bezpośrednie groźby w stosunku do ludzi, którzy próbowali zorganizować publiczne przesłuchania w Parlamencie Europejskim w sprawie propagowania nazizmu w tej instytucji. Przesłuchanie takie nigdy się nie odbyło. Nick Griffin także dziś publicznie chwali Hezbollah za jego pomoc dla Assada, udzieloną dla utrzymania jego władzy - [wypowiada się tak] w charakterze i z autorytetem posła do Parlamentu Europejskiego. 

 
Pytanie dnia brzmi: czy w Europie zwycięży sumienie, gdy odbędzie się głosowanie do nowego Parlamentu Europejskiego w maja 2014 r., czy też wszyscy będziemy zmuszeni do gry z rottweilerami o imionach "Anna" i "Frank"?

 
Dr Inna Rogatchi  jest prezesem Fundacji Rogatchi  (www.rogatchi.org). Jest autorką nowego filmu "Lekcje Przetrwania. Rozmowy z Szymonem Wiesenthalem", a Jej będąca w przygotowaniu książka nosi tytuł "Gwiazdy rozpaczy, gwiazdy nadziei: osobiste refleksje na temat Holokaustu w obecnych czasach".


11.03.14 

 
 
 
 
 
70 rocznica ludobójstwa w powiecie Tomaszów Lubelskim    
 

Opracowanie Jarosława Świderka.  

 

Wiosną 2014 r. będzie miała miejsce 70 rocznica mordów band tzw. Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów - Ukraińskiej Powstańczej Armii dokonanych na polskich mieszkańcach wschodniej Zamojszczyzny. W okresie od marca do czerwca 1944r. ukraińscy nacjonaliści wymordowali wielu mieszkańców tomaszowskich wsi, były to mordy okrutne często dokonywane siekierami, widłami i nożami ... 

 

1. Poturzyn. W tej wsi dokonano największej zbrodni, a jednocześnie jest ona najbardziej tajemnicza. W opracowaniach wymienia się, że były podobno dwa ataki band UPA. Pierwszy miał miejsce 23 marca 1944r. ( zginęło ok. 50 polskich mieszkańców ), natomiast drugi 1 kwietnia. Za drugim razem ataku dokonało ukraińskie SS-Galizien wsparte przez sotnię UPA dowodzoną przez „Jahodę”. Tego dnia wymordowano ok. 170 Polaków. Wśród ofiar byli nie tylko mieszańcy Poturzyna, ale także uciekinierzy z Hrubieszowskiego i Wołynia. Bezbronni ludzie ginęli od strzałów karabinowych, uderzeń siekier i w płomieniach. Aby oddzielić Ukraińców od Polaków nakazano odmawianie pacierza po ukraińsku ... Podobno po wojnie niektórzy banderowcy przeszli do UB i dalej mordowali Polaków ... Podobno bardzo długo nie pozwalano na upamiętnienie pomordowanych w postaci pomnika .... Podobno w różnych częściach wsi do dzisiaj zalegają szczątki pomordowanych Polaków ... Dziwi bardzo sytuacja, że pomimo tak okrutnej zbrodni praktycznie wymazano ją z pamięci społecznej, nikt jej nie bada, nie organizuje stosownych uroczystości ... Wszyscy zapomnieli ?! 

2. Łubcze. W dn. 5 kwietnia na kilka dni przed Świętami Wielkiej Nocy, niespodziewanie banda UPA zaatakowała polską wieś Łubcze ( ok. 14 km. na wschód od Tomaszowa ). Większość bezbronnych mieszkańców zegnano w jedno miejsce, a następnie rozstrzelano. W sumie zginęło 116 osób – w tym także mieszkańcy sąsiedniego Szlatyna i Hubinka, a także kilkunastu Ukraińców, którzy zostali zamordowani przez banderowców w wyniku pomyłki ( podobno Ukraińcy udawali poczatkowo polskich partyzantów – mieli opaski biało czerwone ...). Do dzisiaj nie ustalono jaka sotnia UPA dokonała tej ohydnej zbrodni ( obecny wójt występował z zapytaniem do IPN-u, jednak odpowiedziano że nie można ustalić konkretnie sprawców ...). Pomordowanych upamiętnia niedawno odnowiony pomnik postawiony w Łubczu, bezpośrednio przy drodze Tomaszów – Ulhówek.  

3. Tarnoszyn. W nocy z 17 na 18 marca 1944r. banda UPA dowodzona przez zbrodniarza Myrosława Onyszkewycza „Oresta” ( pochodził z Uhnowa, gdzie dzisiaj na ścianie domu w którym mieszkał znajduje się tablica ku jego czci ...) zaatakowała wieś i wymordowała przynajmniej 70 Polaków, w tym kilkanaścioro dzieci ... Dwa tygodnie później policja ukraińska ze Szczepiatyna na czele z Iwanem Maślijem ( przed wojną – Jan Masłowski – Polak który „zmienił” narodowość na ukraińską ... rozpoznany przypadkowo w latach 70-tych na Dolnym Śląsku i skazany na karę śmierci ) pojmała 18 Polaków i wymordowała ich w przydrożnym rowie. Tarnoszyn znany był przed wojną jako prężny ośrodek polskości, otoczony praktycznie wsiami ukraińskimi, więc banderowcy często napadali i mordowali pojedynczych mieszkańców wsi czy też rodziny żyjące na uboczu. Ocenia się, że nacjonaliści ukraińscy zgładzili w sumie ok. 150 Polaków pochodzących z tej wsi. Pomordowanych upamiętnia stosowny pomnik postawiony jeszcze w latach 70-tych w centrum miejscowości. Zagładę Tarnoszyna opisał Tadeusz Wolczyk ( obecnie mieszka w Chełmie) w książce „Tarnoszyn w ogniu”.  

4. Bełżec i Zatyle. Rankiem 16 czerwca 1944 r. banda UPA podstępnie zatrzymała ( z pomocą ukraińskiego maszynisty Zachariasza Procyka z Żurawiec ) koło Zatyla ok. 3 km. za Bełżcem pociąg relacji Bełżec – Lwów i bestialsko wymordowała ok. 70 polskich pasażerów ( niektóre źródła mówią o ok. 50 ) , mieszkańców Tomaszowa , Bełżca, Lwowa, Narola a także polskich uciekinierów z powiatu Sokal i Rawa Ruska. Jeszcze przed nadejściem Niemców, na miejsce mordu przybył oddział AK por. Tadeusz Żelechowskiego i zrobił szereg zdjęć pomordowanym ( tak naprawdę to zdjęcie zamordowanego dziecka-dziewczynki znajdujące się na okładce książki Siekierki, Komańskiego i Bulzackiego „ „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939-1947”, zostało zrobione właśnie wtedy ...). Podobno w mordzie uczestniczyli Ukraińcy pochodzący z sąsiednich miejscowości ... Pogrzeby pomordowanych w Tomaszowie i Bełżcu zamieniły się w wielkie patriotyczne manifestacje. Dzisiaj w pobliżu miejsca mordu stoi pomnik z piaskowca, natomiast w samym miejscu zbrodni ma zostać postawiony, jeszcze przed 70 rocznicą, metalowy krzyż wykonany z szyn kolejowych.  

5. Chodywańce. W nocy z 12 na 13 kwietnia 1944r. banda UPA zaatakowała niespodziewanie wieś. W ręce Ukraińców wpadło ponad 20 mieszkańców wsi ( większość się uratowała, opuszczając wieś dzień wcześniej uprzedzeni przez ukraińską sąsiadkę ...), zostali bestialsko zamordowani . Okrutny los spotkał księdza Jakuba Jachułę. Ukraińcy  uprowadzili go , a następnie po kolei obcinali uszy, ręce i nogi, by na końcu przerznąć piłą ... Niestety ale także Kościół Rzymskokatolicki jak gdyby całkowicie „zapomniał” o kapłanie męczenniku ...  

6. Wasylów Wielki. Już w listopadzie 1943 banderowcy zabili 4 Polaków z tej wsi. Zmasowany atak na Wasylów miał miejsce 25 marca 1944r. ( niektóre źródła podają datę 28 marca). Wtedy to banda UPA po otoczeniu wsi okrutnie wymordowała ok. 90 Polaków w tym dużo dzieci .... Nazwiska pomordowanych znajdują się na tablicy pamiątkowej w przy kościele w Wasylowie. 

7. Machnówek. Wieś spotkały dwa napady, pierwszy w kwietniu, natomiast drugi w maju 1944r. Szczególnie przeraża ten drugi, który został zorganizowany nie przez bandę UPA, ale przez ukraińskich sąsiadów którzy w ten sposób chcieli podobno „uczcić” grekokatolickie Zielone Świątki w celu „budowy Wielkiej Ukrainy”... Zostało wtedy wymordowanych siekierami i nożami ok. 30 Polaków ...  

8. Worochta. W kwietniu 1944 r. banda UPA napadła na folwark i wieś mordując ok. 40 Polaków. Dzisiaj po wsi nie ma już śladu, w pasie granicznym ( kilometr od Machnówka ) w miejscach gdzie leżą szczątki pomordowanych Polaków są usypane dwa kopce zwieńczone krzyżami... 

9. Plebanka. Nocą z 13 na 14 kwietnia 1944r. banda UPA dokonała napadu na wieś i folwark mordując ponad 30 Polaków . Niektóre osoby uprowadzono, ciała znaleziono później w lesie okrutnie okaleczone ... .  

10. Łachowce. W Wielką Niedzielę 9 kwietnia 1944r. banda upowców napadła na wieś mordując ok. 20 Polaków, część uprowadzono i zgładzono po wcześniejszych torturach .  

11. Nabróż. Już w maju 1943r. banda UPA napadła na plebanie mordując księdza rzymskokatolickiego Władysława Jacnieckiego, ppor. AK Tomasza Wielosza „Ostoję” i 5 innych osób. Większość ludności polskiej opuściło wieś w kwietniu 1944r. - ci co zostali ( ok. 20 osób) zostali zamordowani miesiąc później.  

12. Radków. W październiku 1939r. Ukraińcy usypali w centrum Radkowa wielki kopiec, przy którym urządzili „pogrzeb Polski” ! Podobno miesiąc wcześniej nacjonaliści zamordowali kilku polskich żołnierzy wracających z frontu przez Radków do domów w woj. lwowskim... W Wielką Środę 1944r. banda UPA napadla na wieś i wymordowała kilkunastu Polaków... 

Miejscowości w powiecie tomaszowskim, które wiosną 1944r. zostały napadnięte przez bandy UPA i gdzie okrutnie mordowano polskich mieszkańców było znacznie więcej. Od kilku do kilkunastu osób banderowcy zamordowali także w Dyniskach, Dutrowie, Czermnie, Hrebennym, Hubinku, Korczminie, Kołajcach, Łykoszynie, Machnowie, Marysinie, Nowosiółkach, Podlodowie, Posadowie, Rokitnie, Rudzie Żurawieckiej, Rzeczycy, Rzeplinie, Szaleniku, Szczepiatynie, Telatynie, Ulhówku, Żernikach i Żurawcach. Praktycznie każda wieś leżąca na terenie obecnych gmin Telatyn, Jarczów i Ulhówek została dotknięta ludobójstwem band tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii. Mordy ukraińskich nacjonalistów miały miejsce także na terenie obecnych gmin Łaszczów, Tyszowce, Bełżec i Lubycza Królewska. Wspomnieć także należy o krwawych walkach AK z bandami UPA, które miały miejsce w kwietniu-czerwcu 1944r. pod Posadowem, Żernikami, Steniatym i Nabrożem.  

Wielu Polaków zamordowali ukraińscy nacjonaliści także w sąsiednich wioskach w powiecie hrubieszowskim jak np. Mołożów, Małoniż, Stara Wieś, Oszczów, Kościaszyn, Wisznów ..., a także w tych wsiach które obecnie znajdują się kilka kilometrów od granicy po stronie ukraińskiej jak np. Staje, Korczów, Ostrów, Michałówka czy Rzyczki ...

 

Jarosław Świderek z Tomaszowa Lubelskiego 

Przewodniczący komisji rewizyjnej Stowarzyszenia Upamiętnienia Polaków Pomordowanych na Wołyniu z siedzibą w Zamościu


 

09.03.14 

Z programu partii "Swoboda":
- każdy zdrowy psychicznie i niekarany Ukrainiec powinien mieć prawo do
posiadania broni palnej i noży
- Ukraina powinna dążyć do posiadania broni jądrowej
- karane powinny być wszelkie przejawy antyukrainizmu
- należy utworzyć Ukraiński Autokefaliczny Kościół
- osoby nie mające pochodzenia Ukraińskiego mogły by nabyć obywatelstwo
ukraińskie pod warunkiem niekaralności, znajomości języka, historii i
konstytucji Ukrainy, mieszkania w Ukrainie od 15 lat, złożenia przysięgi
na wierność Ukrainie i porzucenia narodowości do której należą
http://jan.bodakowski.salon24.pl/572656,program-swobody-wszechukrainskiej-partii-wolnosc
Jest to program nazistowski bardziej skrajny od hitlerowskiego.
Hitleryzm jednak nie przewidywał utworzenia państwowego Kościoła ani
wyrzeczenia się narodowości innej niż niemiecka.
Nazizm niemiecki nie wypowiadał się również w kwestii prawa do
posiadania noży

 ( źródło: Wiesław Tokarczuk)

06.03.14  


Unia Europejska wiedziała,
że wynajęci snajperzy strzelali jednocześnie do protestujących na Majdanie i do Berkutu, wiedziała, że podejrzani o wynajęcie snajperów podejrzewani są liderzy opozycji, nie Janukowycz
 

  Tak nowa władza postępuje ze starą. Prawy Sektor w akcji

 
Snajperzy, którzy strzelali do demonstrantów i policjantów w Kijowie prawdopodobnie zostali wynajęci przez przywódców Majdanu, zgodnie z podsłuchaną rozmową telefoniczną między szefową spraw zagranicznych Catherine Ashton i szefem estońskiego ministerstwa spraw zagranicznych, która pojawiła się w Internecie. 

 
Estońskie MSZ potwierdza autentyczność podsłuchanej rozmowy

 
"Teraz jest coraz silniejsze przekonanie, że za snajperami nie stał Janukowycz, ale to był ktoś z nowej koalicji", powiedział Urmas Paet  w trakcie rozmowy. 
 

 
"Myślę, że chcemy przeprowadzić to śledztwo. Uważam, bez żadnej przesady, że to bardzo interesujące. Boże." - odpowiedziała Ashton.
 

 
Rozmowa miała miejsce po wizycie ministra spraw zagranicznych Estonii Urmasa Paeta w Kijowie w dniu 25 lutego, po największych starciach pomiędzy pro-unijnymi demonstrantami i siłami bezpieczeństwa w stolicy Ukrainy. 
 

 
Paet wspomina także o swojej rozmowie z lekarką, która operowała ludzi zastrzelonych przez snajperów w Kijowie. Powiedziała ona, że zarówno protestujący jak i policjanci zostali zastrzeleni przez tych samych ludzi.

 
"A po drugie, co jest już zupełnie niepokojące, ta sama Olga [Bogomolec] powiedziała mi również, że wszystkie dowody wskazują, że ludzie zabici przez snajperów z obu stron, wśród policjantów i wśród ludzi z ulic, zostali zabici przez tych samych snajperów, którzy zabijali ludzi z obu stron", podkreślił estoński minister. 
 

 
Ashton zareagowała na te informacje, mówiąc: "No cóż, tak... to jest, to jest straszne."

 
"Tak więc wtedy pokazała mi również kilka fotografii, ona mówi, że jako lekarz może stwierdzić, że jest to ten sam "charakter pisma", to ten sam rodzaj pocisków, i to naprawdę niepokojące, że teraz nowa koalicja nie chce przeprowadzić śledztwa, co dokładnie się wydarzyło", powiedział Paet. 
 

 
Olga Bogomolec była głównym lekarzem w szpitalu polowym Majdanu, gdy protesty w Kijowie przekształciły się w przemoc. Ona operowała ciężko rannych i pomagała organizować transport do sąsiednich krajów, które wyraziły gotowość leczenia osób z ciężkimi ranami. Od samego początku, Olga obwiniała snajperów o ranienie i ofiary śmiertelne. Ona odrzuciła propozycję objęcia stanowiska wicepremiera Ukrainy ds. pomocy humanitarnej oferowanego przez rząd powołany po obaleniu poprzedniego reżimu.

 
Estoński minister określił całą sprawę snajperów jako "niepokojącą" i dodał, "to już dyskredytuje od samego początku" nową władzę ukraińską. 

 
Jego ogólne wrażenia z tego, co zobaczył podczas jednodniowego pobytu do Kijowa są "smutne",  powiedział Paet w trakcie rozmowy.

 
Podkreślił, że naród ukraiński nie ufa przywódcom Majdanu, wszystkich polityków opozycji włączających się do nowego rządu traktuje jako ludzi "o brudnej przeszłości." 

 
Plik został prawdopodobnie zamieszczony w internecie przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) lojalnych wobec obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza, który włamali się do linii telefonicznej Paeta i Ashton.

 
94 osoby zginęły, a 900 zostało rannych podczas starć między policją a protestującymi na Majdanie w Kijowie w ubiegłym miesiącu [lutym 2014].
 
Efekt wybuchu bomby wywołała historia rozmowy z udziałem wysokich rangą dyplomatów zagranicznych. W Internecie pojawił się zapis rozmowy pomiędzy wysokim przedstawicielem UE ds. polityki zagranicznej Catherine Ashton i szefem ministerstwa spraw zagranicznych Estonii o nazwisku Urmas Paet, w dniu 26 lutego 2014, po jego podróży do Kijowa.
 
Dzieląc się swoimi wrażeniami, wspominał spotkanie z pewną Olgą. Wydaje się, że chodzi o Olgę Bohomolec, który został powołana na stanowisko naczelnego lekarza Majdanu i która odmówiła objęcia stanowiska wicepremiera w nowym rządzie Ukrainy.
 
Urmas Paet: "Olga, o której już wspomniałem, powiedziała mi, że według zebranych dowodów, zabici na Majdanie z obu stron, zarówno milicjanci jak i ludzie na ulicy, zostali zastrzeleni przez tych samych snajperów. To byli jeden i ci sami snajperzy, strzelający w jednych i w drugich."
Catherine Ashton: "Tak, tak"
 
Urmas Paet: "Ona pokazała mi fotografie i powiedziała, że ma ekspertów medycznych, którzy mogą potwierdzić, że wszystkie te zbrodni zostały popełnione przez tą samą ręką i kulami tego samego kalibru. Przygnębiający jest fakt, że nowa koalicja nie chce przeprowadzenia śledztwa w sprawie tych morderstw, ponieważ coraz narasta świadomość, że za plecami tych snajperów nie stał Janukowycz, lecz ktoś z przedstawicieli nowej koalicji."
Catherine Ashton: ".. Słyszałem, że oni chcą przeprowadzić śledztwo. To bardzo interesujące. Proszę kontynuować..."  
Urmas Paet: "To jest niezwykle drażliwy czynnik. To dyskredytuje nową koalicję od samego początku."
 
Catherine Ashton : "Oni powinni być bardzo ostrożni. Ludziom potrzebne są poważne zmiany, ale trzeba, aby [ten] mechanizm funkcjonował. Oni powinni być jednocześnie aktywistami, lekarzami i politykami, to jest bardzo trudne. Musza przetrzymać chociaż kilka tygodni, potem odbędą się wybory."
 
Według ukraińskiego Ministerstwa Zdrowia, w czasie wydarzeń z lutego 2014 roku w Kijowie zginęło 99 osób, jedna zmarła w szpitalu dzisiaj. Wiarygodność rozmowa Catherine Ashton i Urmasa Paeta została już potwierdzona w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Estonii. On sam powiedział, że nie był gotowy do skomentowania zapisu rozmowy. Odmówił komentarza także sekretarz prasowy Ashton, powołując się na fakt, że to była rozmowa prywatna.

W rosyjskim MSZ w tej sprawie wyrażoni zdziwienie, ponieważ nie tak dawno temu wysocy rangą przedstawiciele Unii Europejskiej aktywnie komentowali podobną historię. Chodzi o fakt, jak asystent sekretarza stanu USA Victoria Nuland omawiała z ambasadorem USA w Kijowie, kogo z ukraińskich opozycjonistów chcą zobaczyć w nowym rządzie.
 

W Internecie pojawiła się szczegółowa analiza snajperskiego ostrzału ludzi w centrum Kijowa 
 
Zapis wideo w całości trwa sześć i pół minuty. Autor podkreśla, że ci, który prowadzili ogień, i ci, którzy ich filmowali, znajdują się praktycznie na tej samej linii. To są bardzo brutalne sceny, jeśli ktoś jest wrażliwy, nie powinien na to patrzeć.
Pierwszy epizod. Ktoś spoza kadru ostrzega operatora, że będzie musiał filmować zabitych. Nie trzeba było długo czekać. Uderza pocisk. Film został zmontowany tak, że można go obejrzeć w zwolnionym tempie. Proszę zwrócić uwagę, w którym momencie, już po tym, gdy padli ranni, została przestawiona tarcza. Sądząc po tym, jak ona była ustawiona, oczekiwano ataku z zupełnie innej strony. Czerwona linia pokazuje, skąd prowadzono ogień. Autor twierdzi, że z pokoju w zdobytym hotelu "Ukraina". Zdjęcia wykonane ww wnętrzu pokoju, gdzie było stanowisko snajpera, także zostały wykonane, one, mówiąc na marginesie, były w tych dniach pokazywane na naszej telewizji.
 
 
Scena druga. Grupa ludzi porusza się do przodu, chowając się za tarczami. W pewnym momencie w drzewo od strony kamera trafia pocisk. Jeden z uczestników wydarzeń próbuje dojrzeć, któż to taki strzela im w plecy. Jakiś czas później. Ci sami ludzie - wycofali się i siedzą na ziemi. Na początki zostaje ranny człowiek w pomarańczowym kasku, potem ten, który był obok. Ponownie - trajektoria lotu pocisku i kierunek z którego filmowano, są niemal identyczne.
Nowy epizod - człowiek, osłaniając plecy tarczę, przesuwa się obok operatora, trochę zbliżając się do niego. Wystrzał - człowiek pada, ale tarcza nie zostaje naruszona. Autor nagrania wideo jest przekonany, że na wszystkie te osoby czekano dokładnie w tym miejscu, dokładnie w tym czasie, i dokładnie od tej strony. Dlatego trafili [pociskami] dokładnie w tych, w których trafili. Dlaczego ich tarcze pozostały nienaruszone? I kto był zainteresowany tym, aby strzelać i w tym samym czasie filmować, jak giną zwolennicy Majdanu - autorzy filmu wideo to pytanie pozostawiają bez odpowiedzi, chociaż odpowiedź jest oczywista.
 
( źródło:Wiesław Tokarczuk)

01.03.14

Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych

Dzisiaj Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych, polskie święto państwowe ustanowione w 2011 r. 
Z tej okazji chciałabym zaprezentować dwie ciekawe lektury. Są to publikacje wydane przez gdański oddział IPN. Jedna jest poświęcona osobom skazanym na karę śmierci przez Wojskowe Sądy Rejonowe w Bydgoszczy, Gdańsku i Koszalinie w latach 1946-1955. Większość z nich to właśnie Żołnierze Wyklęci, czyli ludzie walczący z systemem komunistycznym. W tym okresie w Bydgoszczy wydano 101 wyroków śmierci, wykonano 41, w Gdańsku wydano 41, wykonano 18, a w Koszalinie wydano 7 wyroków, wykonano 1. Jest tu historyczne wprowadzenie, dane statystyczne, a także krótkie biogramy ofiar ubeckich zbrodni.
Wśród skazanych są w tym czasie są prawie sami mężczyźni i tylko dwie kobiety.
Jedna z nich to Danuta Siedzik (pseudonim Inka), którą skazano w Gdańsku na karę śmierci w 1946 r. i w tym samym roku stracono. Siedzikówna miała niespełna osiemnaście lat , kiedy ją uśmiercono w majestacie komunistycznego prawa. Była sanitariuszką w 5. Wileńskiej Brygadzie AK działającej na Pomorzu, czyli w oddziale słynnego majora Łupaszki. Zginęła, bo została wydana przez zdrajczynię Reginę Żylińską, łączniczkę Łupaszki, która nawiązała współpracę z Urzędem Bezpieczeństwa.

Inka (na zdjęciu z Wikipedii) została fałszywie oskarżona o udział w egzekucji ubeków w Starej Kiszewie. Obecnie wydany na nią wyrok został skasowany. W 2001 r. IPN próbował postawić przed sądem i ukarać stalinowskiego prokuratora Wacława Krzyżanowskiego, który oskarżał Danutę Siedzik i wydał na nią wyrok śmierci, jednak się to nie udało. Do tej pory ten prawnik żyje na wolności.  
W 1947 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Bydgoszczy skazał także na śmierć Janinę Wasiłojć (konspiracyjny pseudonim Jachna, potem, po wyjściu za mąż - nazywała się Wasiłojć-Smoleńska), także sanitariuszkę Łupaszki, której karę zamieniono na 15 lat więzienia. Zmarła w 2010 r.

A druga książka to cała masa biogramów ludzi, którzy pracowali w aparacie bezpieczeństwa w województwie gdańskim od roku 1945 – 1990. Jest to wprost morze informacji o ludziach bezpieki. Kto umie czytać, wiele z tego wyczyta: narodowość, wykształcenie i prawdziwe nazwiska tych osób. 

„Aparat bezpieczeństwa w województwie gdańskim w latach 1945-1990. Obsada stanowisk kierowniczych. Informator”, wstęp i opracowanie Marcin Węgliński, Instytut Pamięci Narodowej, Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Oddział w Gdańsku, Gdańsk 2010

„Skazani na karę śmierci przez Wojewódzkie Sądy Rejonowe w Bydgoszczy, Gdańsku i Koszalinie (1946-1955)”, pod red. Dariusza Burczyka, Igora Hałagidy i Alicji Paczoskiej-Hauke, Instytut Pamięci Narodowej, Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Oddział w Gdańsku, Gdańsk 2010.
http://archiwummeryorzeszko.blogspot.com/ 


 Autor: Maria Orzeszkowa  

PS. Wielu z Żołnierzy Wyklętych to Kresowianie.
 

01.03. 14 

Młodzież Lublina modli się za pomordowanych w Hucie Pieniackiej.

 

28 Lutego o godz. 18 w 70 rocznicę Ludobójstwa dokonanego na mieszkańcach Huty Pieniackiej młodzież Lublina która reprezentuje różne ruchy narodowe podjęli inicjatywę aby na Skwerze Ofiar Wołynia pod Krzyżem Wołyńskim zapalić znicze pamięci. W powyższym wzięła udział również grupa przedstawicieli kresowian którzy z przyniesionych zniczy ułożyli krzyż. Na wstępie powiedziałem: że idzie nowych ludzi plemię – młodzież która chce znać prawdę o historii swojej Ojczyzny. W proch rozpadło się kłamstwo i przemilczanie o tej zbrodni najpierw przez komunistów  a dzisiaj przez liberałów. Zbrodnia dokonana przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich przeniknęła do serc młodzieży. To że młodzież przyszła dzisiaj na Skwer Ofiar Wołynia ze zniczami świadczy o tym że prawda o ludobójstwie Polaków została przekazana nowym pokoleniom którzy przekażą ją dalej aby zachowana została po wszystkie czasy ku przestrodze. 

Następnie przeczytałem zeznania świadków ludobójstwa w Hucie Pieniackiej,  jak wyglądał atak 500-600 zbrodniarzy na wieś oraz w jak bestialskich okolicznościach ginęli najbardziej bezbronni jakim byli dzieci, kobiety i starcy.  Kiedy czytałem zeznania: „ wieś wyglądała na opuszczoną , w powietrzu krążyły kruki i wrony, słychać było wycie psów, dopalały się domy, na drogach leżały martwi mężczyźni i kobiety, na płotach wisiały starsze dzieci , a na śniegu leżały te całkiem malutkie, jedno wyrwane wprost z łona matki które zostało rozgniecione przez but, kiedy czytałem o starcu w kościele który zabity siedział nieruchomo z wydłubanymi oczami językiem przebitym do dolnej wargi zardzewiałym gwoździem,  kiedy czytałem o spalonej matce z nabrzmiałym brzuchem która niedługo miała urodzić swoje pierwsze dziecko,  czy o staruszce która została zadźgana bagnetem bo za wolno szła  na śmierć, oraz o tym że większość mieszkańców tej wsi została spalona żywcem” wiele młodzieży i starców było poruszonych do łez. Następnie powiedziałem że około godz. 17 mord dobiegł końca, słychać było zewsząd pijackie śpiewy które oznaczały zakończenie akcji a następnie oprawcy urządzili jeszcze defiladę na część zwycięstwa i opuszczali wieś.  W sąsiedniej ukraińskiej wsi Pieniaki  ludność przywitała ich bramą triumfalną. Okrzykom „ sława ukrainie” i „hierojom sława”  nie było końca. Na zakończenie powiedziałem proszę się wsłuchać w głosy które dochodzą nas ze wschodniej granicy czy nie są to ci sami „hieroje” którzy wykrzykują banderowskie  pozdrowienia. Po czym poprosiłem o kilka minut ciszy i zadumy po czym  odmówiono modlitwę „Ojcze Nasz i Wieczny Odpoczynek” za  pomordowanych w Hucie Pieniackiej.

P.S.

W dniu 28 lutego 2014 Prezydium Konferencji Episkopatu Polski ogłosił dniem modlitwy i postu w intencji Ukrainy. Wybranie dnia 70 rocznicy ludobójstwa Huty Pieniackiej przez nacjonalistów ukraińskich dniem modlitwy i postu w intencji Ukrainy było celowym działaniem nie sądzę bowiem aby  Episkopat Polski nie wiedział że tego dnia 70 lat temu ochotnicy ukraińscy z formacji SS Galizien, oddziały UPA, policjanci  ukraińscy,  bojówki złożone z ukraińskich cywilów dokonały okropnej zbrodni na Polakach. Na Skwerze Ofiar Wołynia mówiłem dzisiaj również że czas wybielania tej zbrodni również dobiegł końca, w największych snach nie wyobrażałem sobie że może to dotyczyć Episkopatu Polski.  

Czy nie należało by tutaj wybrać inny dzień aby nie upokarzać żywych światków których tak mało już żyje. Widzę że młodzież Lubelska okazała swoją wielka mądrość że właśnie o godzinie 18 kiedy w kościołach odprawiane były modlitwy wybrała się na Skwer Ofiar Wołynia aby zapalić znicze i pomodlić się za ofiary Huty Pieniackiej.  

 

Zdzisław Koguciuk



27.02.14


 
Ukraińscy neonaziści twierdzą, że źródłem władzy są lufy ich karabinów 

 
26 lutego 2014 r.

Paul Craig Roberts

 
Rzeczywistość na miejscu na Ukrainie przeczy wizerunkowi demokracji ukraińskiej w marszu, prezentowanego przez niekompetentną i niemoralną władzę Obamy. 

 
Do tego stopnia, że rząd istniejący na Ukrainie po zamachu stanu jest równoznaczny z prawem dyktowanym przez karabin i groźby uzbrojonych bandytów z neo-nazistowskich, anty-rosyjskich, ultra-nacjonalistycznych partii prawicowych. Proszę obejrzeć na wideo uzbrojonego bandytę, Oleksandra Muzyczkę, który chwali się zabijaniem żołnierzy rosyjskich w Czeczenii, narzucając regionalnemu sejmikowi samorządowemu w Równie obowiązek dofinansowania mieszkań dla rodzin ludzi protestujących [na EuroMajdanie]. http://rt.com/news/radical-opposition-intimidating-techniques-882/

 
Proszę przeczytać o zastraszeniu przez neonazistów Centralnej Komisji Wyborczej w celu zapewnienia sobie władzy i wymuszenia zmian personalnych dla faworyzowania ultra-prawicy w nadchodzących wyborach. Bandyta Oleksandr Szewczenko poinformował Centralną Komisję Wyborczą, że uzbrojeni aktywiści pozostaną w biurach Centralnej Komisji Wyborczej po to, aby upewnić się, że wybory nie zostaną sfałszowane na niekorzyść neonazistów. Co oznacza, oczywiście, że uzbrojone zbiry będą zapewniać neonazistom zwycięstwo [wyborcze]. Jeśli neonaziści nie wygrają [wyborów], jest możliwość bliska pewności, że przejmą władzę niezależnie od [wyników] wyborów. 

 
Członkowie rządzącej dotychczas partii prezydenta Janukowycza, Partii Regionów bywają zastrzeleni, wydano w stosunku do nich nakazy aresztowania, doświadczają włamań do swoich mieszkań i gróźb fizycznych, dlatego masowo rezygnują [z członkostwa w partii i stanowisk] w nadziei na uratowanie życia swojego i swoich rodzin. Wszyscy urzędnicy prokuratury na Wołyniu (zachodnia Ukraina) otrzymali od ultra-nacjonalistów polecenie zrezygnowania ze stanowisk.

 
Atakowane są żydowskie synagogi i chrześcijańskie cerkwie prawosławne. 

 
Zadmę tutaj w swój własny róg, [pochwalę sam siebie], być może byłem pierwszym i jedynym, który przewidział, że organizowanie [zachęcanie] przez Waszyngton pro-unijnych polityków ukraińskich do zamachu stanu przeciwko demokratycznie wybranemu rządowi Ukrainy będzie niszczyć demokrację i ustanowi precedens, że siła przeważa nad wyborami, tym samym legitymizując zorganizowaną i uzbrojoną skrajną prawicę.

 
To jest dokładnie to, co się stało. Należy zauważyć, że nie było nikogo w rządzie Obamy, kto miałby dość rozsądku, aby przewidzieć rezultaty swojej kołtuńskiej, pełnej zadowolenia z siebie ingerencji w wewnętrzne sprawy Ukrainy. 
 

 
Jeśli demokratycznie wybrany prezydent i partia rządząca zostali tak łatwo odsunięci od władzy przez uzbrojonych neonazistów, jakie szanse mają opłacani przez Waszyngton służalcy spośród tak zwanych "umiarkowanych", mających utworzyć rząd? Są to ludzie skorumpowani, którzy chcieli  usunąć prezydenta Janukowycza z urzędu, aby móc brać pieniądze zamiast niego. Zarzut korupcji stawiany Janukowyczowi był przykrywką dla nielojalnych, niedemokratycznych "umiarkowanych" intrygantów, służącą przejęciu władzy i inkasowaniu milionów dolarów od Waszyngton za przyłączenie Ukrainy do Unii Europejskiej i NATO.

 
Opłacani przez Waszyngton intryganci teraz właśnie inkasują swoje wynagrodzenie, gdy siedzą spokojnie i milczą, podczas gdy neonazista Muzyczko uzbrojony w AK-47 rzuca urzędnikom rządowym prosto w twarz: "Wzywam was, ośmielcie się odebrać mi moją broń!"
 

 
Tylko Obama, Susan Rice, Victoria Nuland, europejskie marionetki Waszyngtonu, i zachodnie prostytuujące się media mogą opisywać brutalną rzeczywistość po zamachu stanu na Ukrainie jako "marsz w kierunku demokracji".

 
Zachód stoi teraz w obliczu prawdziwego bałaganu, i tak samo Rosja. Press-tytutki [prasowe, medialne prostytutki] utrzymują amerykańskie społeczeństwo w stanie niewiedzy, co się naprawdę wydarzyło, a reżim Obamy nigdy się do tego nie przyzna. Nie zawsze oczywisty był fakt, że nawet Rosjanie zechcą to przyznać. Inteligentny, rozsądny, i humanitarny rosyjski minister spraw zagranicznych, osoba ponad 100 razy lepsza od nikczemnego Johna Kerry'ego, podtrzymuje swoje stanowisko, że to wszystko było błędem i apeluje do rządów zachodnich o utrzymanie w mocy porozumienia, podpisanego pod ich presją przez prezydenta Janukowycza. 
 

 
Janukowycz jest już historią, tak samo jak "umiarkowani" [opozycyjni politycy ukraińscy na usługach] Waszyngtonu. "Umiarkowani" są nie tylko skorumpowani; oni są głupi. Głupcy nawet rozwiązali oddziały policyjne [Berkut], pozostawiając samych siebie na łasce uzbrojonych prawicowych nazistowskich bandytów.

 
Ukraina znalazła się poza kontrolą. Tak się dzieje, gdy arogancka, ale głupia asystentka sekretarza stanu (Victoria Nuland) spiskuje z równie aroganckim i głupim ambasadorem USA (Pyatt), wystawiając swoich kandydatów do władzy zaraz po tym, gdy powiedzie się ich zamach stanu przeciwko demokratycznie wybranemu prezydentowi. Nieświadomi i oszukani, którzy zaprzeczają istnieniu takiego spisku, mogą wysłuchać rozmowy pomiędzy Nuland i Pyatt tutaj:
 

 

 
Sytuacja prawie na pewno doprowadzi do wojny. Tylko umiejętności dyplomatyczne Putina mogłyby ją uniemożliwić. Jednak Putin został zdemonizowany przez Waszyngton i prostytutki [medialne], z których składają się amerykańskie media drukowane i telewizje. Europejscy i brytyjscy politycy będą mogli zrealizować swoje czeki otrzymane z Waszyngtonu dopiero wtedy, gdy uregulują rachunki z Putinem.

 
Wojna jest nieunikniona, ponieważ społeczność zachodnia poszła sobie na obiad. Im więcej dostarczam faktów i informacji, tym więcej otrzymuję wiadomości broniących "szczerych [i dobrze opłacanych] demonstrantów, uczciwie protestujących przeciw korupcji", tak jakby to korupcja była głównym problemem. Słyszę od Ukraińców i od ludzi ukraińskiego pochodzenia etnicznego w Kanadzie i USA, że nienawiść do Rosjan jest czymś naturalnym dla Ukraińców, ponieważ Ukraińcy cierpieli za komuny, tak jak gdyby cierpienia doznane od komunizmu, które zniknęło w 1991 roku, dotknęło wyłącznie Ukraińców, i nie miało nic wspólnego z zamachem stanu [zaplanowanym przez] USA, który został przechwycony przez neonazistowskie ręce. 

 
Nie ma żadnych wątpliwości. Wiele narodów ucierpiało od komuny, w tym także Rosjanie. Ale czy to cierpienie było większe, niż cierpienia japońskich cywilów dwukrotnie potraktowanych nuklearnie przez "niezastąpionych ludzi", albo niż cierpienie niemieckich cywilów, których miasta były potraktowane bombami zapalającymi, tak samo jak Tokio, przez "wyjątkowych ludzi"?
 

 
Dziś Japonia i Niemcy są państwami marionetkowymi Waszyngtonu. W przeciwieństwie do tego, Ukraina była niezależnym krajem, posiadającym stosunki z Rosją. To właśnie te relacje Waszyngton zapragnął zniszczyć. 
 

 
Teraz, lekkomyślny i niekompetentny Waszyngton otworzył puszkę Pandory, więcej zła wydostało się na świat. Cierpienie nie zostanie ograniczone do Ukrainy.

 
Istnieje wiele powodów, dla których sytuacja może rozwinąć się w bardzo złym kierunku. Jednym z nich jest to, że większość ludzi nie jest w stanie poradzić sobie z rzeczywistością, nawet jeśli rzeczywistość bezpośrednio ich dotyczy. Kiedy przedstawiam im ogólnie znane fakty, otrzymuję takie oto odpowiedzi: "Jesteś agentem Putina"; "Nienawidzisz Ukraińców"; "Bronisz korupcji"; "Na pewno nie wiesz, jak Ukraińcy ucierpieli z rąk Stalina".
 

 
Oczywiście, kończąc studia rosyjskie na wyższej uczelni, będąc członkiem programu wymiany studentów USA-ZSRR w 1961 roku, podróżując do Rosji, Gruzji, na Ukrainę i do Uzbekistanu, publikując w czasopismach naukowych rosyjskich i słowiańskich studiów, będąc dwukrotnie skierowanym do Akademii Nauk ZSRR, będąc zaproszony do zaprezentowania dla CIA, dlaczego doszło do sowieckiego upadku gospodarczego pomimo wręcz przeciwnych prognoz CIA, nie mogę wiedzieć nic o tym, jak ludzie cierpieli za komuny. Pragnienie czytelników, aby udowodnić mi ich zupełną ignorancję i głupotę jest zadziwiająca. Istnieje duża liczba osób, które uważają, że rzeczywistość składa się z ich złudzeń .

 
Rzeczywistość to jest po prostu zbyt wiele dla psychicznie i emocjonalnie słabych ludzi, którzy są w stanie trzymać się swoich urojeń w obliczu wszystkich dowodów świadczących o czymś wręcz przeciwnym. Masy oszukanych ludzi i całkowita niezdolność tarzającego się w swojej pysze Waszyngtonu do przyznania się do błędu oznacza tyle, że destabilizacja Ukrainy przez Waszyngton stworzyła problem dla nas wszystkich. 
 

 
Rosyjska Telewizja informuje, że "prezydent Rosji Władimir Putin zarządził pilne ćwiczenia wojskowe, aby sprawdzić gotowość bojową sił zbrojnych w całej zachodniej i centralnej Rosji". Według ministra Rosji Obrony, niespodziewane manewry poddają sprawdzeniu gotowość bojową wojsk lądowych, lotnictwa, wojsk spadochronowych i  obrony przeciwlotniczej.  http://rt.com/news/putin-drill-combat-army-864/

 
Minister obrony powiedział: "Te ćwiczenia w ogóle nie są związane z wydarzeniami na Ukrainie". 

 
Tak, oczywiście. Minister obrony mówi tak dlatego, że Putin wciąż ma nadzieję, że Unia Europejska odzyska rozsądek. W mojej opinii, i mam nadzieję, że się mylę, europejscy "przywódcy" są zbyt skorumpowani przez pieniądze Waszyngtonu, by mieć jakikolwiek rozsądek. Oni są kupieni i opłaceni. Oprócz pieniędzy nic nie jest dla nich ważne.

 
Proszę, zadajcie sobie pytanie, dlaczego Rosja potrzebuje akurat w tym czasie pilnego sprawdzenia gotowości bojowej nie związanego [z wydarzeniami] na Ukrainie? Każdy, kto zna geografię wie, że zachodnie i centralne [regiony] Rosji graniczą bezpośrednio z Ukrainą. 

 
Trzymajmy wszyscy kciuki za to, że kolejna wojna nie jest konsekwencją beztroski amerykańskiego społeczeństwa, tchórzliwego braku odwagi medialnych press-tytutek, skorumpowania przez Waszyngton swoich europejskich marionetek i zupełnego zakłamania zbrodniarzy rządzących w Waszyngtonie.


13.02.14 


Szczera, dlatego godna uwagi wypowiedź ukraińskiego nacjonalisty

 

 
Trajektorie nacjonalizmu
 
Czymkolwiek by nie skończyła się "euro-rewolucja", społeczeństwo ukraińskie nie będzie już takie samo, jak wcześniej. Oczywiście, że jest zbyt wcześnie na podsumowania. W ostatnich miesiącach widzieliśmy, że mogą pojawić się zupełnie nieprzewidywalne wydarzenia i robienie dalekosiężnych przewidywań nie jest możliwe. 

 
Ale pewne tendencje mimo wszystko są już odczuwalne. W dalszej części tekstu postaramy się zobaczyć, czym stał się Euro-majdan dla ukraińskiego nacjonalizmu i jaki będzie ukraiński ruch nacjonalistyczny po Euro-majdanie.

 
  Ale najpierw trzeba określić sytuację w obozie nacjonalistycznym na początku "euro-rewolucji". Możliwe jest wyróżnienie trzech tendencji. Po pierwsze, jest to opresja, która zaczęła się pod rządami prezydenta Wiktora Janukowycza. Jeśli jego poprzednik nie szczególnie zaczepiał nacjonalistów, a nawet na różne sposoby z nimi flirtował, drużyna z Doniecka wzięła się za nich na poważnie. Tak więc, na początku 2011 roku, rozpoczęła się fala aresztowań przywódców WO "Trójząb" im. Stepana Bandery. Również w 2011 roku zostali aresztowani przywódcy organizacji "Patriota Ukrainy" i Zgromadzenia Socjal-Nacjonalistycznego. O innych przypadkach nie warto wspominać - na ten temat napisano więcej niż wystarczająco.

 
Po drugie, równolegle rozwijała się inna tendencja, a mianowicie monopolizacja ruchu nacjonalistycznego przez jedną z partii. Podając siebie za "jedyną siłę ukraińską" "Swoboda" w rzeczywistości wypychała ze swojego pola ideologicznego wszystkich konkurentów. Ponadto ze strony tych ostatnich można usłyszeć zarzuty, że ludzie Tiahnyboka nawet pomagali władzy "posadzić" [za kratki] kilku członków organizacji "Patriota Ukrainy". Tak czy owak "Swoboda" rzeczywiście pozostała jedyną organizacją, która mogła pretendować do realnej władzy politycznej.

 
Po trzecie, na takim tle dokonywało się zróżnicowanie nacjonalizmu na "nacjonalizm posiadający władzę" i "nacjonalizm uliczny". Kulminacyjny punkt tendencja ta osiągnęła w 2012 roku, kiedy "Swoboda" dodatkowo weszła do Parlamentu. W efekcie jedna część nacjonalistów (reprezentowana przez ludzi Tiahnyboka) zdobyła władzę, a druga pozostała w nieznośnych warunkach ucisku władzy i presji konkurencyjnej braci ideologicznych. I w takiej chwili wydarzyła się "euro-rewolucja".

 
Kataklizm społeczno-polityczny - to zawsze szansa na zmianę swojej sytuacji. Zatem nie ma w tym nic dziwnego, że nacjonaliści rozwinęli tam energiczną działalność. Na początku szczęście dopisywało "Swobodzie". Podczas szturmu ulicy Bankowej w dniu 1 grudnia [2013] radykałowie z "Prawego sektora" nie wyglądali na zwycięzców i ich linia postępowania w tym momencie wydawała się, mówiąc delikatnie, wątpliwa. Przypomnijmy, "Prawy sektor" - to stowarzyszenie członków organizacji "Patriota Ukrainy", Zgromadzenia Socjal-Nacjonalistycznego, UNA-UNSO oraz innych organizacji. Natomiast twarda retoryka Tiahnyboka była przyjmowana owacyjnie - "Hura!".

 
Ale już następnego roku sytuacja radykalnie się zmieniła. Umiarkowana opozycja stanęła w obliczu faktu, że "dyskoteka" w żaden sposób nie ma wpływa na władzę, i że prowadzi ona twardą linię postępowania w stosunku do protestujących - aż do "dyktatorskich" ustaw Oljjnyka-Kiwałowa. Pozycja "Swobody" wyraźnie się zachwiała, ponieważ jej wieloletnia rewolucyjna ideologia i frazeologia w krytycznej sytuacji okazała się bardzo umiarkowaną praktyką. Jak na ironię, "banderowską armią", którą obiecał Ukraińcom członek parlamentu Jurij Mychalczyszyn, okazała się nie "Swoboda". lecz "Prawy Sektor". Po przyjęciu przez parlament "dyktatorskich ustaw" stosunek do działań z zastosowaniem przemocy zmienił się. Ci, którzy w grudniu byli nazywani prowokatorami i "tituszkami", w styczniu stali się bohaterami.

 
Tak się złożyło, że członkowie marginalnych organizacji, których nazwy społeczeństwo już zdążyło zapomnieć (lub nie zdążyło ich poznać), odpowiedzieli na potrzebę chwili lepiej, niż poważna partia parlamentarna. Układ sił uległ zmianie. W "Prawym Sektorze" przekonali się o tym bardzo szybko. Doszło do tego, że przywódcy opozycji zostali zmuszeni chodzić ze sprawozdaniami na ulicę Hruszewskiego, skąd mogli zostać wypędzeni przekleństwami i obelgami - nawet ideologicznie bliski Tiahnybok. Co więcej, na początku lutego "Prawy Sektor" rozpoczął swoje własne [odrębne] negocjacje z władzą, nie zważając na niezadowolenie opozycji parlamentarnej.

 
Ponadto podczas "euro-rewolucji" nacjonalizm ukraiński wszedł na jakościowo odmienny poziom aktywności. Zamiłowanie ukraińskich nacjonalistów do kamuflażu, paramilitarnych organizacji i szkoleń jest ogólnie znane. Jednakże, za wyjątkiem zagranicznych "wojaży" UNSO, nasz nacjonalizm rzadko wychodził poza granice "huliganki". Ale w tym roku nacjonalizm gwałtownie "wydoroślał", organizując milicji "koktajl party", a nawet prawdziwą walkę wręcz.

 
Tak więc są poważne powody, aby wyodrębnić trzy nowe tendencje w nacjonalistycznym obozie. Po pierwsze, jego przekształcanie się w związku z powstawaniem nowych podmiotów i pojawianiem się nowych liderów (na przykład: lider "Prawego Sektora" Dmytro Jarosz), a jednocześnie pewna dewaluacja partii-monopolisty. Po drugie, pojawienie się silnego zapotrzebowania na radykalny nacjonalizm, przy tym radykalny w działaniach, a nie w retoryce. W tym przypadku tolerancja społeczeństwa (przynajmniej jego opozycyjnie zorientowanej części) do przemocy politycznej znacznie wzrosła. I po trzecie, wzrosła gotowość samych nacjonalistów do stosowania przemocy. I nie chodzi tu o przepychankę z komunistami na wiecu, lecz o niemal prawdziwą wojnę uliczną z milicją - póki co jeszcze bez masowego użycia broni palnej.

 
Jak wspomniano na początku, zrobienie dalekosiężnej prognozy w tym momencie nie jest możliwe. Ale możliwe jest nakreślenie dwóch prawdopodobnych scenariuszy dalszego rozwoju wydarzeń. Zgodnie z pierwszym scenariuszem - w przypadku utrzymania się "donieckich" przy władzy, państwu zagraża pojawienie się jeszcze nacjonalistycznego terroryzmu. Wyciągając wnioski z polityki rządu wobec przeciwników, w Partii Regionów subtelne rozstrzygnięcia nie są brane pod uwagę. I, oczywiście, oni spróbują "dokręcić śrubę" niebywale mocno. Do czego to doprowadzi, nie jest trudno zgadnąć.
 

 
W lecie 2012 roku autorowi tego tekstu zdarzyło się napisać o tym, że z powodu linii postępowania władzy następny "majdan" będzie przepojony nienawiścią do "gliniarzy" oraz że protest nie utrzyma się w granicach legalności. Niestety, dokładnie tak się stało. W przyszłości na Ukrainie mogą pojawić się "partyzanci nadmorscy". Proszę sobie przypomnieć incydent z Witalijem Zaporożcem, który przypadkowo zabił milicjantów i stał się niemal bohaterem narodowym. A to, proszę zauważyć, zdarzyło się jeszcze przed rozpędzeniem Majdanu, przed zastrzeleniem aktywistów i obcięciem ucha Bułatowa. 

 
Jeśli rządowi zabraknie "rozsądku", i zniszczy również legalne parlamentarne skrzydło nacjonalizmu, to z pewnością czeka go "partyzantka". Jak uczy doświadczenie rosyjskie, nawet represje na dużą skalę dają odwrotny do oczekiwań rezultat. Na przykład, w latach 2000. zniszczenie legalnych organizacji i subkultury skinheadów doprowadziło do rozprzestrzeniania się nacjonalizmu w postaci zakonspirowanych bojówek terrorystycznych. W tamtym momencie Ukraina wybrała inną drogę, ale w ostatnich latach zaczęliśmy przesuwać się w tym samym kierunku, co Rosja.
 

 
Drugi scenariusz może zrealizować się w przypadku zwycięstwa opozycji. Oczywiste jest, że ani "Swoboda", ani reszta opozycjonistów parlamentarnych nie zechce mieć pod bokiem ugrupowania radykałów, cieszących na dodatek pewną sympatią obywateli, zachowujących się całkowicie niezależnie i gotowych do działań siłowych. W związku z tym "Prawy Sektor" może spotkać się z kampanię dyskredytowania a następnie zostać rozgromiony przy oklaskach euro-liberalnej i pro-rosyjskiej publiczności i entuzjastycznych [internetowych] "Tweetach" europejskich biurokratów. Nic dziwnego, że Stefan Fule wezwał opozycję do "odcięcia się od radykalnych elementów". Wydaje się, że w sztabie "Swobody" ten pomysł spotka się z jeszcze większym poparciem, niż w Partii Regionów. Cóż zrobić - prawo dżungli!

 
W każdym razie, po wydarzeniach na ulicy Hruszewskiego nacjonalizm otrzymał silny impuls do rozwoju, zwłaszcza - jego radykalne skrzydło. Jeśli wcześniej okrzyk "Chwała bohaterom!" był przeznaczony dla [bohaterów z] przeszłości (OUN, UPA, Dywizji [SS "Galizien"], [studentów z] Krut itp.), to teraz wśród nacjonalistów pojawili się nowi, żywi bohaterowie. O nich na pewno zostaną napisane wiersze, piosenki, książki (obrazy już są).

 
Nawet jeśli większość z nich trafi do więzienia, a ich sprawa zakończy się klęską, nakręcony na ulicy Hruszewskiego medialny materiał dokumentalny przyciągnie do nacjonalizmu niejedno pokolenie nastolatków. Ale to będzie już zupełnie inny nacjonalizm, gdzie za klasycznym okrzykiem "Śmierć wrogom!" nie będzie stać "rosa na słońcu", lecz "koktajl Mołotowa". Dokładnie taką trajektorię nadała nacjonalizmowi ukraińskiemu historia ostatnich lat.

 
 Źródło: ZAXID.NET
Autor Maksym Wichrow

 
2) Polscy nacjonaliści, towarzysze ideowi i przyjaciele banderowców,

Proszę przeczytać poniższe teksty. Jest to strona polskiej organizacji wspierającej banderowców na Ukrainie. Jasno oni pokazują swoje cele. 

Prawy Sektor: Od Narodowej Rewolucji na Ukrainie do nowej rekonkwisty w Europie

http://www.nacjonalista.pl/2014/01/24/prawy-sektor-od-narodowej-rewolucji-na-ukrainie-do-nowej-rekonkwisty-w-europie/

Apel ukraińskiej organizacji „Bractwo” do europejskiej młodzieży

http://www.nacjonalista.pl/2014/01/28/apel-ukrainskiej-organizacji-bractwo-do-europejskiej-mlodziezy/

Inicjatywa Narodowa „14″: Solidarni z ukraińskimi powstańcami

http://www.nacjonalista.pl/2014/01/29/inicjatywa-narodowa-14%E2%80%B3-solidarni-z-ukrainskimi-powstancami/

Polacy nie powinni się bać ukraińskiej rewolucji – wywiad Nacjonalista.pl z przywódcą Prawego Sektora i protestów na Majdanie

http://www.nacjonalista.pl/2014/01/31/polacy-nie-powinni-sie-bac-ukrainskiej-rewolucji-wywiad-nacjonalista-pl-z-przywodca-prawego-sektora-i-protestow-na-majdanie

Ukraina: Prawy Sektor odpowiada Jobbikowi i Ruchowi Narodowemu

http://www.nacjonalista.pl/2014/02/07/ukraina-prawy-sektor-odpowiada-jobbikowi-i-ruchowi-narodowemu/



08.02.14 

http://www.theguardian.com/commentisfree/2014/feb/07/ukrainian-protesters-break-with-far-right

Ukraińscy protestujący muszą zdecydowanie zerwać ze skrajną prawicą 

W protest na EuroMajdanie zaangażowali się neo-faszyści - nie możemy przymykać oczu na wynikające z tego zagrożenie

Wołodymyr Iszczenko 

Liczni naukowcy wyrazili zaniepokojenie tym, że międzynarodowe media nieprawidłowo interpretują protesty na Ukrainie. Twierdzą oni, że media przeceniają znaczenie skrajnej prawicy w tym, co jest szerokim i zróżnicowanym ruchem protestu, a taka przesada może służyć imperialistycznym interesom Rosji na Ukrainie.

Apele o zachowanie równowagi w informowaniu [bezstronność] nigdy nie mogą być uznane za nieistotne. Ale politycznie liberalni akademicy stawiają naprawdę istniejący problem do góry nogami. Tym problemem jest bardzo realna skrajna, radykalna prawica, a nie sensacyjne doniesienia mediów lub dyskredytujący EuroMajdan wyimaginowany spisek Kremla.

Przed rozpoczęciem w pełnym znaczeniu tego słowa przemocy ulicznej w dniu 19 stycznia, zachodnie media naiwnie wychwalały "wartości europejskie" tego ruchu - pomimo faktu, że ksenofobiczna, homofobiczna, nacjonalistyczna partia Svoboda była, razem z jeszcze bardziej ekstremalnymi grupami, zaangażowana w EuroMajdan - pod taką nazwą znane są protesty - niemal od początku. Walcząc z policją, okupując budynki administracyjne i demontując pomniki używali oni skrajnie prawicowych haseł. Jednak żadne przypadki tortur, samosądów i publicznego upokarzania sprawców domniemanych kradzieży, do których dochodziło w obozie protestu, ani zdarzające się w jego pobliżu pobicia ludzi bezdomnych i pijanych, nie trafiały do mediów międzynarodowych.

Po rozpętaniu przemocy żaden pro-rosyjski spisek nie był już potrzebny, aby naprowadzić media na trop bardziej radykalnych elementów ruchu. Media były po prostu zobowiązane do wyjaśnienia, w jaki sposób "pokojowy" i "demokratyczny" protest przekształcił się w brutalną przemoc. Przedmiotem dyskusji może być kwestia, kto pierwszy rozpoczął walkę z policją - ale jest bardzo mało wątpliwości, że bez zorganizowanych grup skrajnej prawicy przemoc nie rozwinęłaby się na taką skalę.

Skrajna prawica nie dominuje liczebnie na Majdanie. Jednak czynnikiem rozstrzygającym w polityce nie zawsze jest liczba ludzi. Prawdziwym problemem jest to, kto konkretnie będzie prowadził apolityczne masy [do walki]. Teraz neofaszyści doczekali się normalizacji polegającej na tym, że stali się uprawnioną częścią ruchu, stali się bohaterami walki ludu przeciwko autorytaryzmowi i brutalności policji.

Jeśli opozycja zwycięży w parlamencie, Swoboda najprawdopodobniej stanie się częścią nowego rządu, uzyskując najwyższą możliwą osłonę dla swoich brutalnych bojowników i bezpośredni wpływ na politykę państwa. Wcześniej marginalni, neofaszyści z wojowniczego Prawego Sektora) obecnie są zaangażowani w negocjacje z ukraińskimi organami ścigania. Znajdą się wśród niekwestionowanych liderów bardziej radykalnej części ruchu, która nie zadowoli się wąskim przegrupowaniem kompetencji, żądanym przez opozycję.

Biorąc powyższe pod uwagę, narzekający na media liberalni akademicy zajmują politycznie naiwne i nieodpowiedzialne stanowisko. Mimo całej retoryki na temat pokojowego, demokratycznego ruchu - i pomimo przemocy i działań autorytarnego rządu, dokonywanych przez policję zabójstw i porwań, połowa ludności ukraińskiej nadal nie popiera EuroMajdanu.

Jeśli ukraińskie protesty mają doprowadzić do jakiejkolwiek z fundamentalnych reform społeczno-gospodarczych, których potrzebuje Ukraina, ruch Majdan musi zdecydowanie zerwać ze skrajną prawicą. Zamiast jej bagatelizowania, zamiast usprawiedliwiania i traktowania jako normalności strategicznej współpracy z neofaszystami, postępowi intelektualiści muszą oczyścić się z takiej "różnorodności" ruchu i raczej atakować skrajną prawicę, a nie tych, którzy odważają się mówić o niewygodnych faktach i niebezpiecznych tendencjach.

***

Dostępne fakty raczej potwierdzają opinię Wołodymyra Iszczenki, a nie zaniepokojonych naukowców. I tak:

http://dif.org.ua/ua/events/vid-ma-zminilosj.htm

Badania socjologiczne przeprowadzone wśród uczestników EuroMajdanu mówią, że mieszkańcy Kijowa stanowią 12 %, natomiast wśród przyjezdnych 55 % stanowią mieszkańcy Ukrainy Zachodniej. (Tu warto pamiętać, że Ukraina Zachodnia zajmuje zaledwie 17 % terytorium Ukrainy, i że nie są to tereny najgęściej zaludnione!) Z centralnej Ukrainy przyjechało 24 %, a z południa i wschodu Ukrainy, (czyli terenów najgęściej zaludnionych) tylko 21 % uczestników.

Tak oto upada mit o tym, że EuroMajdan reprezentuje cały naród ukraiński – nadreprezentacja ludzi z zachodniej Ukrainy (przypomnijmy raz jeszcze – 17 %) jest ewidentna. Jeszcze raz, jak za Pomarańczowej Rewolucji, mniejszość usiłuje narzucić swoją wolę większości. Większość uczestników jest przeciwna jakimkolwiek negocjacjom z władzami!

Bardzo niepokojące są informacje o coraz częstszych aktach przemocy.

1) Pogromy restauracji należących do przeciwników politycznych oraz, na przykład, klubu gejowskiego:

W Kijowie w czwartek 6.02.2014 w nocy protestujący EuroMajdanowcy (25-30 osób w jednej restauracji i 50-60 w drugiej) dokonali pogromu dwóch restauracji, powiedzieli, że to tylko ostrzeżenie dla właścicieli. Aktywiści odmówili właścicielom prawa do używaniu państwowej flagi ukraińskiej i nakazali bojkot restauracji.

Nie podano informacji, kto jest właścicielem restauracji. Pogrom został dokonany prawie w tym samym czasie. Kilku uczestników pogromu zostało sfotografowanych.

Z nazwy wynika, że jedna restauracja mogła mieć azjatyckich właścicieli. Powszechnie uważa się, że pogromu dokonali ukraińscy nacjonaliści z EuroMajdanu. Umieszczono tam napisy "Sława Nacji" i "Za rewolucję!". "Śmierć wrogom!" Na pytania, kim są, napastnicy odpowiadali, że są nacjonalistami. Tak zwani komendanic EuroMajdanu nie przyznają się do tych napaści.

Nad ranem rozgromiono jeszcze jeden obiekt w Kijowie - klub komputerowy, sprawcy wyglądali tak samo. 7 osób hospitalizowano.

Przy okazji została ujawniona informacja, dotychczas ukrywania, że parę tygodni temu podobnie ubrani napastnicy (maski, hełmy i kaski, stroje w kolorach ochronnych, pałki) próbowali rozgromić klub gejowski w centrum Kijowa, zdołali pobić kilku gości klubu, ale nie udało im się wedrzeć do środka, geje i ochrona lokalu stawili opór. Nacjonalistom udało się wrzucić do środka kilka świec dymnych i granatów łzawiących.

Źródła informacji o pogromach restauracji: http://www.pravda.com.ua/news/2014/02/6/7012909/

http://zaxid.net/home/showSingleNews.do?lyudi_vdyagneni_yak_uchasniki_sprotivu_gromili_restorani_u_kiyevi&objectId=1302041

http://news2000.com.ua/news/sobytija/v-ukraine/244165

http://kiev.segodnya.ua/kaccidents/v-kieve-razgromili-dva-restorana-494049.html

2) Napad na cerkiew prawosławną. Sława Ukrainie! Herojom sława! W tłumie uczestników pogromu dało się słyszeć “Moskali na noże!”. Natomiast ludzie zamknięci w świątyni modlili się: “Panie, Jezu Chryste, Synu Boży, Zmiłuj się nad nami!”

Pod hasłami „Moskale na noże! Śmierć wrogom! Sława Nacji!” aktywiści Swobody w okolicach Tarnopola rozbili cerkiew prawosławną. Czyżby obecny konflikt na Ukrainie uzyskiwał nowe, religijne oblicze? Proszę zapoznać się z materiałem video. Tam można posłyszeć te same okrzyki, które banderowcy wznosili atakując polskie kościoły na Wołyniu w 1943 roku. Źródło – link poniżej, tam można obejrzeć mrożące krew w żyłach sceny, jak preludium do rzezi w świątyni.  

https://mail.google.com/mail/u/0/?tab=wm#inbox/14410e5459a6cbf2
 


Przed eskalacją tego typu przemocy, a także o ludobójstwie OUN-UPA mówił – ostrzegał – ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski w Stalowej Woli.

http://www.youtube.com/watch?v=oP0RiDc77Kc

 http://www.rst24.pl/kategoria-wydarzenia/wydarzeniatop/3987-ukraiska-rewolucja-szansa-czy-zagroenie-dla-polskiq-okiem-ks-tadeusza-isakowicza-zaleskiego.html

Sprzeciw wobec wywieszaniu portretów bandery w Kijowie wyrazili mieszkańcy Charkowa:

W Charkowie nieznani przeciwnicy banderyzmu ścięli 2-metrowy metalowy krzyż stylizowany na brzozę, poświęcony UPA. Pomnik pojawił się w 1992 roku, w 2006 roku został zniesiony przez przeciwników OUN-UPA, w 2013 skradziono granitową bryłę z tego pomnika, a dzisiaj ścięto i zabrano metalowy krzyż. 
 


http://news2000.com.ua/news/sobytija/v-ukraine/244156


02.02.14

Kilka informacji o sytuacji na Ukrainie, których nie ma w tak zwanych wiodących mediach. Na przykład o rumuńskich aspiracjach do zmiany granic.

Nacjonaliści ukraińscy chcą rewizji granic z Polską 

Demonstranci na Majdanie Niepodległości w Kijowie ze spokojem przyjęli informację o przyjęciu w środę wieczorem przez parlament ustawy o amnestii w wersji, na którą nie zgadzała się opozycja. Mimo tego głosowania noc minęła spokojnie.

ŚRODA, 29 STYCZNIA 2014 R.

21:51 – Parlament Ukrainy uchwalił w późnym wieczorem ustawę o amnestii dla uczestników demonstracji antyrządowych, jednak opozycja, która nie zgadzała się na projekt tego dokumentu zaproponowany przez rządzącą większość, nie uczestniczyła w głosowaniu.

22:37 – Ukraińska opozycja nie uzna ustawy o amnestii przegłosowanej przez Partię Regionów prezydenta Wiktora Janukowycza w środę wieczorem – oświadczył jeden z politycznych liderów protestów antyrządowych Ołeh Tiahnybok. Zdominowana przez Partię Regionów większość parlamentarna poparła w głosowaniu projekt ustawy o amnestii autorstwa przedstawiciela prezydenta w Radzie Najwyższej, Jurija Mirosznyczenki. Ustawa przewiduje, że amnestia wejdzie w życie dopiero wtedy, gdy protestujący opuszczą zajęte przez siebie budynki rządowe i będzie obowiązywała przez 15 dni od momentu opuszczenia tych budynków.

22:58 – Premierzy państw Grupy Wyszehradzkiej uzgodnili w Budapeszcie, że będą pomagać Ukrainie, „zarówno rządzącym, jak i opozycji w znalezieniu wspólnego stanowiska, w rozwiązaniu konfliktu”. Szefowie rządów Polski Donald Tusk, Węgier Viktor Orban, Czech Bohuslav Sobotka i Słowacji Robert Fico spotkali się w środę wieczorem na kolacji.

Przed północą (godz. 23:00 czasu polskiego) na Majdanie Niepodległości przemówili liderzy opozycji, którzy poinformowali zgromadzonych pod sceną ludzi o decyzji Rady Najwyższej Ukrainy. Kilka tysięcy manifestantów przyjęło informację ze spokojem. O północy odśpiewali ukraiński hymn. Partie opozycyjne, która nie zgadzały się na projekt ustawy zaproponowany przez rządzącą większość, nie uczestniczyły w głosowaniu.

W Kijowie spłonęło w środę dwadzieścia samochodów o lwowskich numerach rejestracyjnych, w tym auto pracownika telewizji.

CZWARTEK, 30 STYCZNIA 2014 R.

1:00 – Władze Ukrainy nie spełniły żądań Majdanu, więc „nasza walka trwa nadal!” – ogłosił po północy jeden z liderów opozycji Ołeh Tiahnybok po uchwaleniu w parlamencie ustawy o amnestii, opracowanej przez rządzącą Partię Regionów. „Nie wierzcie w to, że opozycja parlamentarna zdradzi Majdan. Dziś to potwierdziliśmy. Jesteśmy razem z wami i prowadzimy wspólną walkę. Opozycja będzie działać tylko wychodząc z żądań Majdanu, czyli wszystkich protestujących dziś Ukraińców” – oświadczył.

8:50 – Jeden z liderów ukraińskiej opozycji Witalij Kliczko zaapelował na łamach dziennika „Bild” do Unii Europejskiej o zastosowanie sankcji wobec prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. Zaproponował objęcie go zakazem wjazdu do UE. „Mam wrażenie, że ten człowiek (Janukowycz) chce nas wymanewrować i próbuje jedynie zyskać na czasie, by móc dalej uprawiać swoją brudną politykę” – napisał Kliczko w artykule opublikowanym w niemieckim tabloidzie. „Mamy nadzieję, że UE zastosuje wobec Janukowycza i przedstawicieli jego władz sankcje, obowiązujące do czasu podpisania przez niego decyzji o anulowaniu dyktatorskich ustaw” – wyjaśnił szef opozycyjnej partii UDAR i były bokser zawodowy.

9:05 – Prezydent Dniepropietrowska jest przerażony – piszą internauci. Wewnątrz ratusza rozciągnięto drut kolczasty.

9:10 – Działacz, który został wczoraj postrzelony na Hruszewskiego, zmarł dziś rano w szpitalu.

9:30 – Kolejny pomnik Lenina obalony. Tym razem w obwodzie kijowskim w mieście Fastów.

10:00 – Janukowycz stłumił bunt w Partii Regionów – podaje portal theinsider.com.ua. Wczoraj większość posłów było gotowych do przegłosowania nie tylko ustawy o amnestii wszystkich zatrzymanych działaczy bez żadnych wymagań, ale także na powrót do Konstytucji z 2004 roku. Ponad 60 deputowanych z Partii Regionów było gotowych by przejść do opozycji. Prezydent Janukowycz natychmiast przyszedł do parlamentu i zagroził rozwiązaniem parlamentu, czym stłumił bunt w Partii Regionów.

11:00 – W związku z ostrym przeziębieniem prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz jest od czwartku na zwolnieniu lekarskim – poinformowała w specjalnym komunikacie administracja szefa państwa w Kijowie. Jak podaje kancelaria Janukowycz ma ostre wirusowe zapalenie górnych dróg oddechowych. Internauci podają, że przebywa w szpitalu.

11:25 – „Zrobimy wszystko, by pomóc w rozwiązaniu kryzysu na Ukrainie” – oświadczył w Brukseli szef Parlamentu Europejskiego Martin Schulz po spotkaniu z premierem Polski Donaldem Tuskiem.

Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy zatwierdziło rezolucję w sprawie Ukrainy, która zachowuje możliwość pozbawienia jej delegacji prawa głosu na kwietniowej sesji, „jeśli akcja protestacyjna na Majdanie zostanie rozpędzona siłowymi metodami”. Zaproponowano rozpatrzenie zastosowania ostrzejszego monitoringu w stosunku do Kijowa. Delegacja Rosji ostro skrytykowała projekt dokumentu i zagłosowała przeciwko niemu. Jak oświadczył z trybuny PACE wiceszef delegacji Rosji Leonid Słucki, rezolucja jest jednostronna i powierzchowna i stanowi dobitny przykład podwójnych standardów. PACE dała się przekonać tym, którzy „dążą do zbudowania jednobiegunowego świata” – dodał.

11:40 – Władze Charkowa noszą koszulki z napisem Berkut. Według internautów okazują w ten sposób swoje poparcie dla działań tych oddziałów.

12:20 – Administracja prezydenta USA Baracka Obamy przygotowuje sankcje, które będą mogły zostać nałożone na przedstawicieli władz Ukrainy, ale też na przywódców ukraińskich protestów, jeśli dojdzie w tym kraju do eskalacji przemocy – informuje w czwartek Reuters.

12:30 – Prezydia sejmowej i senackiej komisji spraw zagranicznych udają się dziś na Węgry, gdzie z kierownictwami komisji z krajów Grupy Wyszehradzkiej będą rozmawiać o sytuacji na Ukrainie oraz polityce energetycznej. Najważniejszym tematem rozmów będzie sytuacja na Ukrainie, ma być przyjęte wspólne stanowisko w tej sprawie.

12:40 – Rosja zaostrzyła kontrolę celną towarów na granicy z Ukrainą – informują rosyjskie media, powołując się na ukraińskie Stowarzyszenie Międzynarodowych Przewoźników Samochodowych. Krok ten określają one jako „blokadę handlową”. „Procedurę zaostrzonej kontroli celnej stosuje się wobec wyprodukowanych na Ukrainie artykułów spożywczych, produkcji przemysłu maszynowego, metali i sprzętu dla handlu. W czasie odprawy celnej produkcja jest wyładowywana z samochodów i wagonów kolejowych, a następnie ważona. Sprawdzane są certyfikaty pochodzenia” – podała Federacja Pracodawców. Przewoźnicy utrzymują, że restrykcje wprowadzono w środę i pełnej kontroli poddawane są wszystkie ładunki wwożone z Ukrainy do Rosji.

14:22 – Na Ukrainie trwa polowanie na dziennikarzy, milicjanci stosują wobec nich przemoc i niszczą ich sprzęt – twierdzi Siergiej Tomiljenko z Narodowego Stowarzyszenia Dziennikarzy Ukrainy. Według niego do tej pory podczas demonstracji ucierpiało 150 dziennikarzy. „Przemoc wobec dziennikarzy rozszerza się również na inne regiony Ukrainy, w których trwają protesty” – alarmował Tomiljenko na dzisiejszej konferencji prasowej w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Warszawie.

14:32 – 234 osoby zostały zatrzymane podczas ostatnich masowych akcji przeciwników władz na Ukrainie, 140 spośród tych osób aresztowano. Poinformowała o tym w czwartek Prokuratura Generalna w Kijowie. Wg niej są cztery ofiary śmiertelne, w tym dwóch milicjantów. W komunikacie Prokuratury napisano, że w zamieszkach między protestującymi a milicją obrażenia odniosło ogółem 500 osób. Ponad połowa z nich to milicjanci. Według opozycji i mediów podczas starć w Kijowie, które rozpoczęły się 19 stycznia, od strzałów z broni palnej zmarło pięciu uczestników protestów. Szósta osoba zmarła w wyniku innych obrażeń.

Kijowscy lekarze w ciągu dwóch miesięcy udzielili pomocy ponad 1200 uczestnikom akcji protestacyjnych, z nich 600 trafiło do szpitali – podaje miejski departament zdrowia. 63 osoby znajdują się w szpitalach. Jednocześnie departament zdementował rozpowszechnione w mediach informacje, dotyczące śmierci w szpitalu uczestnika akcji protestacyjnej. „25 stycznia zmarł jeden z pacjentów. Innych wypadków śmiertelnych wśród uczestników masowych akcji, przewiezionych do stołecznego szpitala, nie było” – czytamy w doniesieniu departamentu.

16:28 – Pełnomocnik rządu Niemiec ds. Rosji Gernot Erler (SPD) wypowiedział się w Berlinie przeciwko sankcjom UE wobec przedstawicieli władz Ukrainy, gdyż takie środki kolidowałoby jego zdaniem z unijną rolą mediatora w kryzysie ukraińskim. Dodał, że USA mają większe pole manewru, gdyż nie biorą udziału w inicjatywach mediacyjnych.

17:54 – Większość parlamentarna w Radzie Najwyższej Ukrainy przegłosowała ustawę o amnestii pod naciskiem prezydenta i w wyniku szantażu ze strony Wiktora Janukowycza – oświadczyli przywódcy opozycji, Arsenij Jaceniuk, Witalij Kliczko i Ołeh Tiahnybok. Zdaniem oponentów władz podczas głosowania, które odbyło się dzień wcześniej, złamano procedury – doszło m.in. do głosowania kartami nieobecnych w sali plenarnej posłów.x

20:44 – Odnalazł się działacz Automajdanu Dmitrij Bułatow. Opozycjonista jest żywy. Poszukiwano go od tygodnia. Bułatow potrzebuje opieki medycznej. Od momentu zniknięcia był katowany. Obcięto mu ucho. W ręce wbijano gwoździe.

KTO JEST KIM NA MAJDANIE?

Pogromy i szerokie stosowanie przemocy w Kijowie jest traktowane przez wielu jako naturalna część walki o europejski wybór. A przecież panoszą się tam dobrze zorganizowane radykalne ugrupowania, przeważnie kibice piłkarscy, zawodowi rajderzy i bojówkarze, którzy przeszli specjalne przeszkolenie. W środę w Kijowie został zabity jeszcze jeden milicjant. Poprzednie takie zabójstwo miało miejsce w miniony piątek. Do odpowiedzialności za te zajścia przyznała się niejaka Ukraińska Armia Powstańcza – na wpół konspiracyjne ugrupowanie, które wychodzi na jaw na fali EuroMajdanu.x

Obecnie w Kijowie działa mnóstwo mniejszych, na wpół nielegalnych radykalnych organizacji bojowych, z których każda zmierza do swych własnych celów, jednak przy tym koordynuje swoje akcje poprzez sieci społecznościowe z organizatorami EuroMajdanu. W końcu 2013 roku pojawiło się zjednoczenie organizacji nacjonalistycznych pod nazwą „Prawy sektor”, które już w sposób skoordynowany wzięło udział w stawianiu oporu wobec specnazu Berkut w dniu 30 listopada oraz w ataku na administrację prezydenta 1 grudnia 2013 roku. Do składu organizacji weszły także takie ugrupowania, jak „Trizub”, „Patriota Ukrainy”, „Biały Nłot”, zgromadzenia socjalno-narodowe, UNA-UNSO i inne. Większość z nich jest na ewidencji w organach ochrony porządku publicznego, ich członkowie wmieszani są w zamachy na życie, napady, przygotowania akcji terrorystycznych. „Majdan” stał się dla nich szansą na rozszerzenie liczby swych wyborców – uważa ekspert polityczny Anatolij Łucenko: „Przed zjednoczeniem się w ramach „Prawego sektora” wszystkie te organizacje wywierały raczej słaby wpływ na ukraińską politykę, miały charakter lokalny. W większej mierze skupiały swoją uwagę wokół wyborców w zachodnich obwodach Ukrainy. Specjalnie zjednoczyły się w ramach „Prawego sektora”, aby zjednoczyć swoje zasoby wyborcze.”

Te partie oraz na wpół bandyckie formacje jednoczy jedno – wydatne ukierunkowanie nacjonalistyczne. Ukraiński politolog Władimir Korniłow uważnie śledzi wszystkie powstające na Ukrainie struktury. Jest on bowiem zdania, że różnego rodzaju ekstremiści nieprzypadkowo upodabniają się do socjalistów narodowych. Są oni ściśle związani z parlamentarną partią „Swoboda”, która przez dłuższy czas miała oficjalną nazwę Socjalno-Narodowa Partia Ukrainy. Radykałowie wywieszają wszędzie trójzęby symbolizujące europejskich neonazistów, natomiast już od pierwszych godzin akcji na Majdanie ci chłopcy pojawili się w zwartym szeregu, z opaskami Zgromadzenia Socjalno-Narodowego, z żółtymi opaskami, jakie nosili policjanci Ukrainy w latach wojny. Teraz pełnią oni funkcję ochrony EuroMajdanu.

Przy tym sama partia „Swoboda” zmierza wyłącznie do swych własnych celów. Śmieszne jest, że mimo nazistowskiej czerwono-czarnej symboliki głoszą anarchistyczne hasła – antypaństwowe i antykapitalistyczne.

Zasługuje również na uwagę pewien ciekawy fakt – koordynacja bojówkarzy zapewniana jest poprzez rosyjskie sieci społecznościowe. Władimir Korniłow powiedział mianowicie: „W każdym miasteczku powstają swoje własne, nieduże struktury, składające się z trzech czy czterech osób. Na przykład w Chersonie zatrzymano dwóch studentów – aktywistów EuroMajdanu, którzy zarżnęli milicjanta. Utworzyli oni organizację, którą nazwali „Nowa Ruś”. Jednak przy tym mają taką samą symbolikę, jak wszyscy neonaziści – 1488, nazistowskie krzyże, swastyki, okrzyki „Heil Hitler”.”

Według eksperta, obecnie na radykalnym polu Ukrainie najbardziej zauważalna jest nacjonalistyczna organizacja „Patrioci Ukrainy” – jest to bojowe skrzydło partii „Swoboda”. Jest to najlepiej zorganizowana struktura w ramach tego przymierza.

Tym niemniej, partia „Swoboda” jest już partią parlamentarną. Głosowało na nią blisko 10 procent ludności Ukrainy. Są dane o tym że, służba bezpieczeństwa Ukrainy przed przejęciem rządów przez Janukowycza, miała kontakty z „Patriotą Ukrainy”. „Patriota Ukrainy” jest dobrze rozbudowaną siecią. Najbardziej zaskakujące jest to, że jej centrum znajduje się w rosyjskojęzycznym Charkowie, na wschodzie Ukrainy. Władimir Korniłow zaznacza, że biznes ukraiński często zwraca się do członków sieci, jeśli chodzi o wykonanie akcji rejderskiej – czyli o przejęcie przemocą cudzego majątku – jest to bardzo popularny sposób na uprawianie biznesu na Ukrainie. Są wynajmowani dla wykonania poszczególnych akcji – w konfrontacji za jednym razem z milicją, za innym – z rywalami w walce konkurencyjnej.

W związku z zabójstwem milicjanta w Kijowie wynikł hasa wokół tak zwanej Ukraińskiej Armii Powstańczej – UPA – która przyznała się do odpowiedzialności za tę zbrodnię. W środę z broni palnej zabity został jeszcze jeden funkcjonariusz organów ochrony porządku publicznego.

NACJONALIŚCI UKRAIŃSCY CHCĄ REWIZJI GRANIC Z POLSKĄ

To, o czym Polacy boją się nawet myśleć, czyli o rewizji granic naszego kraju, nie jest takim tabu dla Ukraińców. Nowożytni „Banderowcy” w polskiej gazecie domagają się wręcz oddania Przemyśla i okolicznych powiatów.

Podczas wywiadu opublikowanego w „Rzeczpospolitej”, którego udzielił rzecznik prasowy nacjonalistów ukraińskich, Andij Tarasenko padło kilka szokujących stwierdzeń. Przede wszystkim Tarasenko stwierdził, że zamordowanie przeszło stu tysięcy Polaków podczas rzezi wołyńskiej to „brednie”. Sam Stefan Bandera, który dał sygnał do dokonania tego ludobójstwa jest jego zdaniem wielkim bohaterem, który walczył z kolejnymi okupantami ich ziem.

Już samo to brzmi szokująco, gdy zestawi się to z niedawnymi dziwacznymi sformułowaniami z rzekomo polskiego parlamentu, gdy uznano, że zbrodnia wołyńska to nie ludobójstwo tylko „zbrodnia nosząca znamiona ludobójstwa”. Skoro sami się nie szanujemy, to trudno oczekiwać, że szanować nas będą Ukraińcy. Swoją drogą, ciekawe, czy gdyby nowożytni banderowcy uznali, że brednią jest holokaust to też wszyscy by tylko wzruszyli ramionami. To pokazuje jak słaba jest dzisiejsza Polska.

Co więcej Tarasenko wzywa do rewizji granic. Wypomina operację „Wisła”, którą prowadzili polscy komuniści i stwierdza, że przynajmniej Przemyśl i okolice powinny należeć do Ukrainy. Zwykle padają też żądania przyłączenia Chełmszczyzny. Nasze media nie eksponują zbytnio takich dążeń części powstańców ukraińskich.

Warto też zaznaczyć, że nowi banderowcy wcale nie chcą się stowarzyszenia z Unią Europejską. Ich zdaniem wstąpienie do tej organizacji jest „sprzeczne z ideą państwa narodowego”, ponieważ powoduje poważne ograniczenie suwerenności. Podobnie niechętni są Rosji. Swoją niezależność zamierzają oni utrzymać poprzez zdobycie broni jądrowej. Ma to być możliwe dzięki wykorzystaniu ukraińskiego potencjału naukowego. Tarasenko mówi o tym w charakterze „odzyskania broni atomowej”. Jego zdaniem Ukraina ma własnych specjalistów, którzy do tego doprowadzą.

Aż strach pomyśleć, jakie państwo możemy mieć wkrótce za sąsiada. Z punktu widzenia polskiego interesu narodowego warto by było przemyśleć, kogo popieramy w rewolucji ukraińskiej, bo nowe twory polityczne, które mogą powstać, gdy konflikt ten się zakończy wyglądają niepokojąco. Zachodnia Ukraina z Banderowcami u władzy i bronią jądrową na wyposażeniu może być poważnym zagrożeniem dla Polski. Nie zapominajmy, że jedno z haseł ukraińskich nacjonalistów brzmi – „Pamiętaj Lasze, że do Wisły to nasze”…

UKRAINA NA CELOWNIKU RUMUŃSKICH REWIZJONISTÓW

Każdy poważny kryzys polityczny prowadzi do osłabienia kraju i nieuchronnie pobudza niezdrowe elementy polityczne w sąsiednich państwach. Kryzys na Ukrainie wywołał nadmierne zainteresowanie rumuńskich rewizjonistów, którzy poruszają już kwestię „odzyskania zabranego terytorium”.

W rumuńskiej prasie, bliskiej otoczeniu prezydenta Traiana Băsescu, a także w środowiskach nacjonalistycznych, szczodrze sponsorowanych przez rumuńską Służbę Wywiadu Zagranicznego (SIE) aktywnie omawiana jest możliwość wykorzystania ukraińskiego kryzysu do oddzielenia od Ukrainy rejonu Herta obwodu czernowiskiego i części obwodu odesskiego. Wszystkie te terytoria rumuńskie radykalne siły polityczne uważają za „zabrane przez Stalina”. W Rumunii są więc siły polityczne, dla których „odzyskanie” tych terytoriów może stać się ważnym projektem politycznym.

Teoretycznie, nie tylko Rumunia może mieć roszczenia terytorialne wobec Ukrainy, ale ze wszystkich przywódców sąsiadujących z Ukrainą państw tylko rumuński prezydent Băsescu otwarcie wypowiadał się na ten temat. Ponadto rumuński przywódca najwyraźniej ma obsesję na punkcie odbudowy Rumunii w granicach z 1918 roku. Băsescu nazwał anszlus Mołdawii „głównym projektem narodowym” i nie zamierza na tym poprzestać. Jesienią tego roku wygasają pełnomocnictwa Băsescu, nie może on ubiegać się o trzecią kadencję, a po utracie immunitetu prezydenckiego najprawdopodobniej będzie karnie prześladowany. Chcąc zachować władzę w swoich rękach lub rękach kontrolowanej przez niego siły politycznej, Băsescu w pełni może się wwiązać w konflikt międzynarodowy pod pretekstem „przywrócenia historycznej sprawiedliwości”. Stan wojenny, stan wyjątkowy lub znaczące zwycięstwo na arenie międzynarodowej – wszystko to z punktu widzenia radykałów z prezydenckiego otoczenia może pomóc w zachowaniu władzy. Obserwatorzy wielokrotnie podkreślali podobieństwo między Băsescu a Saakaszwilim. W 2008 roku tylko szczęśliwy przypadek i ingerencja racjonalnych europejskich sił uratowały Rumunię przed własną wersją „gruzińskiej katastrofy” w kontekście konfliktu naddniestrzańskiego.

Obecnie sytuacja się powtarza. Jednak na granicy obwodu czernowickiego nie stoją żołnierze rosyjskich sił pokojowych, co może dać dodatkowy impuls do nieprzemyślanych działań ze strony Rumunii.

Zostały już podjęte pierwsze przygotowania. Jeśli władza ich nie zahamuje, problemy mogą się zaostrzyć. Organizacje, reprezentujące rumuńską mniejszość narodową na Ukrainie, całkowicie podlegają kontroli rumuńskich służb specjalnych. Już zażądały one od jedynego rumuńskiego deputowanego w Radzie Najwyższej wystąpienia z Partii Regionów. Do oświadczeń na temat „nielegalności” ukraińskich władz i kierowania próśb do Bukaresztu o obronę swoich obywateli (wielu Rumunów ma na Ukrainie rumuńskie paszporty) pozostał jeden krok. Nie jest wykluczone, że schemat ten może zostać zastosowany do wprowadzenia wojsk kraju członkowskiego NATO na terytorium Ukrainy. Miejmy nadzieję, że niemieccy dyplomaci, którzy już jeden raz ostro stłumili nacjonalistyczne zapędy prezydenta Rumunii, nie dopuszczą do takiego rozwoju wydarzeń.

Autorstwo: wg/mg (akapity 1-14, 16-21, 23-25), Głos Rosji (15, 22), Ksenia Fokina (26-33), Walentin Myndresescu (40-44), Zmiany na Ziemi (34-39)
Źródła: Niezależna.pl, Głos Rosji, Zmiany na Ziemi
Kompilacja 6 wiadomości na potrzeby „Wolnych Mediów”

(źródło: Wiesław Tokarczuk)

01.02.14 

Profesor Andrzej Zięba mówi

o sytuacji na Ukrainie w kontekście zdominowania protestów na Euromajdanie w Kijowie przez ultra-nacjonalistów. Miejsce: Instytut Historii UJ, Kraków, 30 stycznia 2014 r.

 

 
Wideo pod linkiem powyżej, zapis wypowiedzi profesora Andrzeja Zięba ze słuchu poniżej a także w załączniku.

 
Proszę o rozpowszechnienie tekstu, może coś nasi niedowidzący dziennikarze i pożal się Boże, eksperci oficjalni od Ukrainy coś wreszcie zrozumieją.

 
Przede wszystkim jest jasne jedno, dzieje się tak na Ukrainie, bo tam trwa walka o władzę, i ta walka o władzę jest główną przyczyną wszystkich ostatnich wydarzeń, tych sprzed paru lat, i tych sprzed kilkunastu lat. To są wewnętrzne przyczyny. To jest oczywiście także gra międzynarodowa, gra różnych czynników zagranicznych, ale to jak się ta walka o władzę na Ukrainie toczy, jest przede wszystkim skutkiem tej wewnętrznej sytuacji i obecnej, ekonomicznej, na pewno, bo przecież pamiętajmy, że Ukraina jest wielką oazą nędzy. Ludzie głodni są zwykle bardziej radykalni niż ludzie syci, ale nie tylko ekonomiczny kontekst jest ważny, także ten bardziej długofalowy, czy długodystansowy, kulturowy kontekst, i o tym chciałbym powiedzieć. 

 
Wydaje mi się, że to co widzimy na Euromajdanie, i to co widzieliśmy w czasie Pomarańczowej Rewolucji, to są kolejne sceny, o których można powiedzieć, że już je widzieliśmy, nie my, ale nasi przodkowie, i nie nasze doświadczenie, ale doświadczenie kulturowe, i ukraińskie, i polskie, i pewnie nie tylko polskie.Tak wyglądała przez wieki walka o władzę na Ukrainie. 

 
To jest archetyp, który sprawia, [że] nie wiem, czy to jest energia społeczna, dla mnie jest to coś bliższego anarchii, niż energii społecznej, nie wiem, czy to jest organizacja świetna, dla mnie to jest coś bliższego może wojsku, czy dyscyplinie partyzanckiej, niż temu, co ja kojarzę z dyscypliną, organizacją społeczną. Jest w tym wszystkim jakaś daleka, głęboka tradycja tej anarchii kozackiej, o której wielokrotnie już nam mówi doświadczenie kulturowe zawarte w naszej literaturze chociażby, nie tylko polskiej, ale [także] rosyjskiej czy ukraińskiej. 

 
Zwykle się mówi, że literatura to fikcja. Mi się wydaje nie raz, [że] poeci szczególnie mają niebywałą zdolność syntetyzacji doświadczeń kulturowych i potrafią zrozumieć sens wydarzeń historycznych nawet lepiej, i prościej, i szybciej, niż historycy, pytając się o genezę, o wyjaśnienia takie bardziej już wydumane. Gdy patrzyłem na reportaże z Euromajdanu przypomniała mi się narracja literacka Sienkiewicza, właściwie łudząco podobne są te sceny, kiedy słyszymy okrzyki o hańbie, o zdradzie prezydenta, do tych okrzyków, które rozlegają się na kartach powieści Sienkiewicza, gdy opisuje narady w obozie Chmielnickiego. Tam też hetman był czasami okrzykiwany zdrajcą, tam też były takie właśnie naciski zewnętrzne na to, co starszyzna ustalała. 

 
Jest taki piękny, mądry wiersz patriotyczny (mało etyczny?) ukraińskiego poety, który, według mnie, najmądrzej wydobywa to, co było sensem rewolucji ukraińskiej tej pierwszej, z początku wieku XX. Trwa rewolucja w Rosji. Mianowicie on tam przywołuje symbole tych wielkich sił, które walczyły wtedy o władzę na Ukrainie, Tryzub, Orzeł, Sierp i Młot,  i dodaje swój wniosek: "Własny karabin nas rozstrzelał". 

 
Jest jeszcze jedna taka literacka wizja, one zwykle powstają z doświadczenia właśnie zsyntetyzowanego, nie jakiegoś osobistego, wizja, no, dwuznaczna może etycznie, bo powstała w wyniku zażywania peyotlu przez naszego wybitnego malarza i literata Witkacego. On zapisywał te swoje przeżycia, które miał po seansach narkotycznych, i taki jeden z właśnie tych seansów polegał na tym, że, czy sprowadzał się do tego, że to akurat była jakaś sprawa międzynarodowa, przeżycia mistyczne dotyczące sytuacji w Europie.

 
Ukazało mu się realistyczne oko Piłsudskiego, które z wielką prędkością gdzieś z Kosmosu spadało na glob i trafiło w jedno miejsce, to miejsce to była Ukraina, a pod wpływem tego uderzenia wielka chmara robactwa się rozpełzła po całym świecie. 

 
Więc, to oczywiście była chora wizja narkomana, ale zapewne powstała w wyniku pewnych doświadczeń z Ukrainą w tamtych czasach. Ukraina była takim miejscem, które anarchizowało region. Była miejscem, w którym się ścierały rozmaite siły regionalne. Dzisiaj też jest takim miejscem. I to jest ta praprzyczyna walki o władzę na Ukrainie, a raczej tego, jak ta walka o władzę wygląda. A kto jest tego beneficjentem? To już pewnie będzie następne pytanie. Mnie się wydaje, że motorem i beneficjentem tej walki o władzę są ukraińscy ultra-nacjonaliści. 

 
Przede wszystkim chcę odpowiedzieć prof. Nowakowi na to jego pytanie, czy rzeczywiście sugerujemy się wizją sienkiewiczowską, obserwując wydarzenia na Ukrainie. Rozmyślnie do tych swoich przykładów literackich dołączyłem cytat z ukraińskiego poety, aby pokazać, że to nie jest tylko wizja polska, sienkiewiczowska. Jest to również już dawny stary strach samych Ukraińców przed ową tendencją do anarchizacji. Można by ułożyć długą antologię potęgi alarmów zgłaszanych przez literatów, i przez polityków, i przez myślicieli, i przez zwykłych obserwatorów, czy uczestników, oddolnych uczestników wydarzeń na Ukrainie, którzy tej właśnie anarchizacji się obawiają. I to podkreślam, że anarchizacja może mieć różne postacie. 

 
Ten porządek, ten ultra-nacjonalistyczny porządek, ta militaryzacja, to też jest rodzaj anarchii, bo zwykle uderza w struktury społeczeństwa. Społeczeństwo zorganizowane na bazie nacjonalistycznej to nie jest to, co Ukraina by chciała mieć, co chcieliby mieć sąsiedzi Ukrainy. Ale to jest najmniej istotne, te wizje literackie. Ważniejsze jest to, co potem powiedział prof. Nowak o dwóch ładach, porządkach, moskiewskim i europejskim. 

 
Faktycznie Ukraina jest w takim miejscu kontynentu, że te dwa porządki na siebie nachodzą. Nie są to tylko, raz jeszcze powtórzę, zewnętrzne gry polityczne. To jest podział, który jest  w sercu Ukrainy. To jest podział, w którym uczestniczą  różni Ukraińcy. To już jest stereotyp, to już jest banał, powtarzanie, że Ukraina jest rozmaita. I że jest zamieszkiwana przez różnych Ukraińców.

 
 Faktycznie jest bliżej do tradycji tej jednej, Kijowskiej Rusi, którą dzisiaj różni zawłaszczają, i Ukraina ją zawłaszcza, w pewnym sensie, i Rosja ją zawłaszcza. I żyją też ludzie sformatowani, właściwie ich przodkowie już byli sformatowani, przez Europę, Europę zachodnią, Europę nie prawosławną, Europę katolicką, czy to byłaby Polska, czy to później była Austria. W związku z tym dokonywanie wyboru między tymi ładami, to nie jest tylko problem zwarcia się różnych cywilizacji, czy Europy z Moskwą, z Rosją, zresztą chyba ani Rosja, ani Moskwa ani Europa nie zamierzają się bić. 

 
To jest przede wszystkim problem samych Ukraińców, i to jest problem niezwykle groźny, mianowicie problem wymuszonego, przyśpieszonego wyboru, który może oznaczać początek końca Ukrainy. To nie jest tylko obawa ekspertów, to nie jest tylko obawa obserwatorów, to jest też strach, który mieszka na Ukrainie i odzywa się w głosach dzisiaj słabo słyszalnych, albo wręcz nie aprobowanych, wręcz podejrzewanych o niecne zamiary. 

 
Tutaj usłyszałem mnóstwo podejrzeń kierowanych wobec prezydenta Ukrainy, wiele z nich uważam za z gruntu demagogiczne, nie ma powodu, dla którego prezydent Ukrainy dążyłby do destabilizacji. Byłby faktycznie szalony, gdyby rozkazał strzelać do obywateli manifestujących przeciwko niemu. Wątpię, aby można byłoby udowodnić, nie wiem, z największą nawet fantazją, iż to ktokolwiek z tego obozu rządowego, prezydenckiego, albo moskiewskiego, czy pro-moskiewskiego,  profitował by z powodu owych trupów, które padły na Majdanie. Zwykła logika każe widzieć inne siły, które musiały by zagrać, dążąc właśnie do tej anarchizacji, na której korzystają, z której korzystają. 

 
Wybór dokonany dziś i szybko może być też destabilizacją regionu, ponieważ, powtórzę to, czym zakończyłem swoją pierwszą wypowiedź. Mianowicie z każdego kryzysu ukraińskiego, z każdej zawieruchy, z każdej rewolucji, z każdego Majdanu wychodzi tylko jeden obóz zwycięski, i z małego, nieistotnego, pobocznego, marginalnego środowiska zaczyna się przekształcać w kluczową siłę polityczną Ukrainy. I to są nacjonaliści. 

 
Faktycznie, widzimy dzisiaj nacjonalistów, których jeszcze nie tak dawno postrzegaliśmy jako najgorszy sort nacjonalistów, dzisiaj widzimy jako grupę umiarkowaną. Z tym się zgodzę, Ale to przez to, że pojawili się jeszcze bardziej skrajni. Ci, co byli nacjonalistami, wcale się nie zmienili, wcale się nie zliberalizowali. 

 
Nacjonalizm nie jest zjawiskiem, którym nas straszy Rosja. Tylko  ludzie nie śledzący na bieżąco zmian mentalnościowych na Ukrainie mogą odnieść takie wrażenie. To, że polska prasa do tej pory mało pisała, że dzisiaj nagle widzimy tekst na ten temat, to nie jest dowód manipulacji ze strony propagandy rosyjskiej, to jest tylko dowód na ignorancję polskich obserwatorów a nawet ekspertów od spraw ukraińskich, którzy nie starają się czytać, obserwować, i zauważać tego co się  mówi, dzieje, robi na Ukrainie już od wielu lat.  
Kiedyś sam byłem przekonany, iż tego typu informacje o narastającym nacjonalizmie ukraińskim to jest robota propagandowa inspirowana przez siły wrogie Ukrainie, różnie można te siły nazywać, Pamiętam przed wielu laty, kiedy zaczynała się niepodległość Ukrainy, jedna z amerykańskich wpływowych telewizji nadała program z serii  "60 minut", ten program opisywał  narastanie, czy zjawisko trwania nacjonalizmu i faszyzmu na Ukrainie, oczywiście wydawało się to przejaskrawione. Tak też wtedy sądziłem i wspierałem amerykańskich Ukraińców, którzy w Nowym Jorku przed siedziba tej telewizji  manifestowali, głosząc, krzycząc, że to jest kłamstwo. 

 
Ale dzisiaj każda teza tego programu jest gołym okiem widoczna na zachodniej Ukrainie. On może był nie prawdziwy lat temu 15, ale dzisiaj jest całkowicie prawdziwy. Z trudem można się przebić z informacjami o narastaniu myślenia nacjonalistycznego, postaw nacjonalistycznych, postaw ksenofobicznych, anty-mniejszościowych, anty-liberalnych, które są już jak tsunami, idące z zachodniej Ukrainy i zaczynają zdobywać także i silne pozycje na środkowej, czy nawet wschodniej Ukrainie.
 
To proces, który będzie narastał, i powtórzę , on jest groźny, zarówno dla samej Ukrainy, która nie jest przygotowana, z uwagi na swój skład etniczny, językowy, mentalnościowy, kulturowy, na akceptację, powszechną akceptację owego nacjonalistycznego sposobu organizacji społeczeństwa, kultury, wszystkiego tego, czym człowiek żyje i od czego jest jego byt zależny. Jest to również zjawisko szalenie niebezpieczne dla regionu, jest to zjawisko niebezpieczne dla Rosji i dla Europy, nie tylko dla Ameryki. 
Reorientację polityki amerykańskiej należy uznać za bardzo mądrą i rozsądną. Sądzę że również polityka Europy zbliża się do tego stanowiska, my jesteśmy tutaj jakimś przedziwnym wyjątkiem. 

 
To się nie liczy nasze patrzenie na Ukrainę, to patrzenie na Ukrainę jest od pewnego czasu sterroryzowane przez tradycję stańczykowsko-prometejsko-giedroyciowską. Tak bym to ujął w wielkim skrócie. Upraszczając, polega to myślenie na takiej tezie, że Ukraina nacjonalistyczna, zresztą tą tezę prof. Bruski przed chwilą powiedział, jest dla nas dobra, bo jest anty-rosyjska. Nieprawda! Ukraina nacjonalistyczna jest równie zła dla Polaki, jak Rosja.

 
 Bo gdzie gwarancja, że taka właśnie nacjonalistyczna Ukraina nie będzie chciała odegrać rolę Rosji po zdobyciu silnej pozycji w regionie, i będzie chciała być w sojuszu, z taką czy inną siłą jeszcze zachodnią, dyktatorem wobec państw słabszych czy mniejszych. 

 
Warto zastanowić się nad tradycjami myślenia politycznego ukraińskich nacjonalistów. Tym bardziej warto, że już nie są siłą marginalną, ale po kolejnych kryzysach zaczynają być jedną z sił współdecydujących, a może będą kluczową siłą decydującą na Ukrainie. Te tradycje myślenia politycznego ukraińskich nacjonalistów są przerażające, tylko że my ich nie znamy, my ich nie czytamy, i nie tylko nasi ułomni bądź nie ułomni dziennikarze ale również nasi historycy i specjaliści się tym specjalnie nie interesują. 
Te tradycje ukraińskiego nacjonalizmu, gdy chodzi o pozycję Ukrainy w regionie i w świecie, sprowadzają się do prostej nadziei, iż Ukraina z racji swojego strategicznego  położenia, z racji swoich możliwości demograficznych, z racji tego czym się może stać w przyszłości, będzie określała los całego tego regionu, będzie decydowała o jego granicach, o jego podziale, będzie czymś w rodzaju starszego brata dla młodszych, uboższych w ludzi, zasoby materialne, sąsiadów. 

 
Te tradycje są bardzo mocne, one trafiają dzisiaj do analiz politologicznych, do strategii partii nacjonalistycznych na Ukrainie, a symbolika kozacka czy banderowska to tylko powierzchnia, tu się zgadzam, ale powierzchnia bynajmniej nie bez znaczenia, bo sugeruje, w jakim kierunku to myślenie idzie. 

 
Być może większość społeczeństwa ukraińskiego nie podziela planów i celów zorganizowanego nacjonalizmu ukraińskiego. Być może, ale, powtórzę, to co już mówiłem poprzednio, to jest walka o władzę. 

 
Nie społeczeństwo wygra tę walkę o władzę, ale jakaś konkretna grupa polityczna w tym społeczeństwie, i potem to społeczeństwo będzie modelowane przez tę grupę polityczną. Nawet jeżeli dzisiaj przeciętny Ukrainiec nie jest nacjonalistą, ja się z tym całkowicie zgadzam, znam wielu Ukraińców i wiem, że nie są oni nacjonalistami dzisiaj, w większości, ale pod władzą takiej siły politycznej, która się nie liczy z zasadami liberalizmu, która ma swoja wizję społeczeństwa, i realizuje ją militarystycznymi metodami, to społeczeństwo, ci ludzie zwykli, normalni, mogą się zmienić, jak wielokrotnie już w różnych sytuacjach się zmieniali, Niemcy, albo też inni poddani jakiemuś reżimowi, który doszedł do władzy, w jakiejś konkretnej sytuacji, może jeszcze nie będąc wiarą większości, może będąc siłą jeszcze mniejszościową, ale potem korzystając z przywilejów władzy, z możliwości, które władza daje, nie tylko ustabilizował swoje rządy, ale również zmienił społeczeństwo. 

 
 A więc nie zgodzę się całkowicie z tezą, iż nawet nacjonalistyczna Ukraina jest dobra dla Polski, byle niepodległa, Nie! I myślę, że może jeszcze przyjść taki czas, kiedy dzisiejsi entuzjaści nacjonalistów ukraińskich będą żałować Ukrainy Janukowycza, jakakolwiek była, choć dokonała wyboru, choć idzie okrakiem między Moskwą a Europą, ja to świetnie rozumiem, z uwagi na sytuację ekonomiczną, sądzę że żaden odpowiedzialny rząd na Ukrainie nie może prowadzić innej polityki niż taka, jaką prowadzi Janukowycz, rozgrywająca właśnie wybór między Moskwą a Europą dla ratowania szalenie zdestabilizowanej gospodarki ukraińskiej.

 
 Ale przede wszystkim chodzi mi o to, że ta Ukraina dzisiejsza, w której się mieszczą zarówno rosyjsko-mowni jak i ukraińsko-mowni, w której  jeszcze jest dobry status mniejszości narodowych, która nie jest jeszcze oszalała antysemicko, antypolsko czy antyrosyjsko, która godzi rozmaite kierunki polityczne, która nie zakazuje wolności wypowiadania swoich myśli, która jednak nie zakazuje również manifestacji, że taka Ukraina to być może jest ta jedyna Ukraina, która może w tym miejscu istnieć, a przyśpieszona zmiana tego stanu rzeczy na rzecz wyboru porządku europejskiego może nam  sprowadzić o wiele większe nieszczęście, nam, regionowi, samym Ukraińcom

(źródo: Wiesław Tokarczuk)

30.01.14 

The Guardian", Wielka Brytania,  "Time", USA: 
Na
Majdanie w Kijowie dominują teraz nacjonaliści
i apologeci uczestników Holokaustu
 

 

 
Przyczyna kryzysu na Ukrainie - to faszyści, oligarchowie i zachodnia ekspansja ("The Guardian", Wielka Brytania) 

 
Ta historia, którą opowiadają nam [w mediach] o protestach ogarniających Kijów, ma bardzo niewiele wspólnego z rzeczywistością

 
Seumas Milne

 
Takie rzeczy już widzieliśmy. Trwające dwa miesiące protesty ukraińskie zachodnie media przedstawiają zgodnie z dobrze przećwiczonym scenariuszem. Bojownicy o demokrację walczą z autorytarnym reżimem. Demonstranci domagają się, aby mieć prawo do bycia częścią UE. Ale rosyjski prezydent Władimir Putin pozbawił ich szansy na wolność i dobrobyt.

 
Słyszeliśmy tę historię i słyszymy w takiej czy innej formie w kółko, w tym także dziesięć lat temu, kiedy na Ukraina zaczęła się wspierana przez Zachód pomarańczowa rewolucja. Ale to ma bardzo niewiele wspólnego z rzeczywistością. UE nigdy nie zaproponowała, a wątpliwe czy kiedykolwiek zaproponuje zaproszenie Ukrainy w swoje szeregi. Tak już było w Egipcie w zeszłym roku: prezydent, którego chcą wypędzić protestujący, został wybrany w wyborach uznanych przez międzynarodowych obserwatorów za wolne i uczciwe. A wielu z tych, którzy wyszli na ulice, w ogóle nawet nie dąży do demokracji.

 
Z doniesień mediów w żaden sposób nie można się dowiedzieć, że w centrum protestów i ataków na instytucje publiczne znajdują się skrajni prawicowi nacjonaliści i faszyści. Jedna z trzech głównych partii opozycyjnych, stojących na czele kampanii protestu, jest skrajnie prawicowa antysemicka "Swoboda", a jej lider Ołeh Tiahnybok twierdzi, że Ukraina jest kontrolowana przez "mafię moskiewsko - żydowską". Jednak amerykański senator John McCain w zeszłym miesiącu radośnie wyszedł razem z nim na scenę w Kijowie. Partia, która dzisiaj rządzi w mieście Lwowie, na początku tego miesiąca zorganizowała marsz z pochodniami z udziałem 15 000 ludzi, upamiętniający przywódcę ukraińskich faszystów Stepana Banderę, którego oddziały walczyły u boku nazistów podczas II wojny światowej i brały udział w zagładzie Żydów.
 

 
Okazuje się, że w tygodniu upamiętniającym Dzień Pamięci o Holokauście, ustanowionym na cześć wyzwolenia Auschwitz przez Armię Czerwoną, zachodni politycy pozdrawiali na ulicach Kijowa zwolenników tych, którzy pomagali dokonywać ludobójstwa. Ale "Swoboda" w trakcie protestów została zepchnięta na bok przez jeszcze bardziej ekstremistyczne ugrupowania, takie jak "Prawy sektor", żądający "rewolucji narodowej" i grożący "przewlekłą wojną partyzancką".

 
A UE nie zwraca na to uwagi. Ona nie ma wyjścia: popycha Ukrainę do podpisania umowy stowarzyszeniowej i obiecuje jej pożyczki w zamian za wprowadzenie surowego reżimu oszczędnościowego w ramach proponowanej przez Niemcy inicjatywy otwarcia Ukrainę dla firm zachodnich. Protesty zostały wywołane przez odmowę podpisania przez Wiktora Janukowycza propozycji UE, po którym Putin zaoferował Ukrainie 15 miliardów dolarów .
 

 
Ale Ukraińcy bardzo niejednoznaczne odnoszą się do i do integracji europejskiej, i do protestów. Między nimi w tych sprawach jest głęboki podział, a linia tego podziału rozciąga się pomiędzy głównie rosyjskojęzyczną wschodnią i południową (gdzie nadal cieszy się silnym poparciem partia komunistyczna) i zorientowaną nacjonalistycznie zachodnią Ukrainie. Przemysł na wschodzie kraju skupia się na rynku rosyjskim, a konkurencja ze strony UE zniszczy go.

 
Zachód od lat 1990. stara się wykorzystać tę historyczną linię podziału na Ukrainie, aby osłabić wpływ rosyjski. Między innymi uporczywie próbuje wyciągnąć Ukrainę do NATO. Wzywał przywódców pomarańczowej rewolucji, aby wysłali ukraińskich żołnierzy do Iraku i Afganistanu.
 

 
Przesuwaniu się NATO na wschód w 2008 roku przeszkodziła wojna  w Gruzji, jak również wybór Janukowycza na fali niechęci do stowarzyszenia z NATO. Ale sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen dzisiaj rozwiał wszelkie wątpliwości, że próby UE uwiedzenia Ukrainy są ściśle powiązane ze strategią wojskową Zachodu. Powiedział, że nie udany pakt z Ukrainą mógł stać się "wielkim wsparciem dla bezpieczeństwa euroatlantyckiego."

 

 
To wyjaśnia, dlaczego politycy tacy jak John Kerry i William Hague, tak gwałtownie potępiają przemoc ukraińskiej milicji (w której szeregach już padło kilku zabitych). Ale w tym samym czasie wykazują wyjątkową powściągliwość w stosunku do zabijania tysięcy demonstrantów po zeszłorocznym zamachu stanu w Egipcie.

 
Oczywiście, Janukowycza nie sposób nazwać postępowym liderem. Jest konsekwentnie podtrzymywany przez oligarchów-miliarderów, którzy przejęli kontrolę nad zasobami i prywatyzowanymi przedsiębiorstwami po upadku Związku Radzieckiego. Jednocześnie oni finansują polityków opozycji i protestujących. Jedno z wyjaśnień aktualnych problemów ukraińskiego prezydenta jest następujące: wcześniej uformowana klika oligarchów ma już dość patronatu aroganckiej grupy dorobkiewiczów znanej jako "rodzina".

 
Dołączenie do protestów wielu zwykłych Ukraińców zostało wymuszone niezadowoleniem z tych groteskowych nadużyć, korupcji i nierówności, stagnacją gospodarczą na Ukrainie, ubóstwem, a także wzburzeniem okrutnymi działaniami milicji. Tak jak Rosję, Ukrainę przeorała odbywająca się w latach poradzieckich neoliberalna terapia szokowa i masowa prywatyzacja. W ciągu pięciu lat kraj stracił ponad połowę swojego dochodu narodowego i nadal nie w pełni wrócił do poprzedniego poziomu.
 

 
Ale główni przywódcy opozycji i ruch protestu nie proponują jakiejkolwiek alternatywy, a już na pewno nie zamierzają rzucać wyzwania oligarchii, trzymającej kraj w krzepkim uścisku. Janukowycz już poszedł na poważne ustępstwa opozycji, odwołał premiera, zaprosił do rządu przywódców opozycji i anulował przyjęte w tym miesiącu surowe prawa przeciwko protestującym.

 
Wkrótce stanie się jasne, czy te środki uspokoją protestujących, czy dodadzą im sił. Jednak niebezpieczeństwo rozprzestrzenienia się konfliktu (a wiodący politycy ostrzega przed wojną domową) jest dość poważne. Istnieją inne kroki, które mogłyby zatrzymać kryzys: utworzenie szerokiej koalicji na rzecz referendum w sprawie stosunków z UE, odrzucenie systemu prezydenckiego na rzecz parlamentarnego i rozszerzenie autonomii regionalnej.
 

 
Rozpad Ukrainy nie będzie czysto ukraińską sprawą. Podobnie jak Chiny zaczynają kwestionować dominację USA w Azji Wschodniej, podział Ukrainie może zaangażować siły zewnętrzne, a to doprowadzi do strategicznego starcia. Tylko sami Ukraińcy będą w stanie przezwyciężyć swój kryzys. A przedłużająca się ingerencja z zewnątrz jest niebezpieczna i prowokacyjna.

 

 

 

 
Prawicowi bandyci przejmują inicjatywę od liberałów ("Time", USA) 

 
Simon Shuster 

 
Liberalne pro-europejskie protesty, które na początku opanowały Kijów, wziął zły obrót: w warunkach przemocy i rozpraszania demonstrantów przez policję, rosną w siłę ugrupowania prawicowe.

 
W niedzielę, tuż przed północą, kilkadziesiąt osób w maskach i mundurach maskujących otoczyło budynek Ministerstwa Sprawiedliwości w centrum Kijowa, stolicy Ukrainy, i zaczęło kijami baseballowymi rozbijać okna na parterze. Z łatwością poradzili sobie z kratami w oknach, wyrywając je ze ścian swoimi pałkami, i wtargnęli do środka. To było już trzecie Ministerstwo, które ugrupowanie zajęło w tym tygodniu.

 
Banda, nazywająca siebie "Wspólna Sprawa" - jedna z dziesięciu podejrzanych organizacji walczących o miejsce pod słońcem, jeśli nie o przywództwo w powstaniu przeciwko prezydentowi Wiktorowi Janukowyczowi. Wśród tych grup są i prawicowi radykałowie, i pseudokibice, i weterani, i wymachujący pałkami skłonni do mordów bandyci. Ku rozczarowaniu bardziej uznawanych opozycjonistów takich jak mistrz świata boksu Witalij Kliczko, to oni stali się najbardziej jaskrawym przejawem tej rewolucji. Każdy, kto będzie miał wpływ na rozwiązanie ukraińskiego kryzysu politycznego, będzie przede wszystkim, brać pod uwagę rolę tych ugrupowań. Jednakże są one coraz trudniejsze do kontrolowania.

 
Jeszcze dwa miesiące temu nikt na Ukrainie nic nie wiedział na temat organizacji. W dynamicznej przestrzeni aktywności społecznej, stanowiącej społeczeństwo obywatelskie w kraju, zajmowały one bardzo mało miejsca. Były one znane głównie ze swoich pikiet przeciwko korupcji, obserwacji wyborów i występowaniem na rzecz dla praw człowieka i zmian demokratycznych. Pod koniec listopada, kiedy to prezydent Janukowycz odmówił podpisania umowy o integracji z UE, na Placu Niepodległości w Kijowie wybuchły przeciwko niemu masowe protesty , a działacze "Wspólnej Sprawy" dołączyli do tłumu domagając bliższych więzi z Europą.

 
Jednak w ciągu ostatnich dwóch tygodni próby rządu zmierzające do oczyszczenia ulic z protestujących zapoczątkowały przesunięcie tego powstania w bardzo złym kierunku. W starciach z policją zginęło kilka osób, a protest stały się bardziej gwałtowne, chaotyczne i nieprzewidywalne. Radykalizacja "Wspólnej sprawy" - to jak dotąd najbardziej widoczny przykład tej przemian .

 
Przywódca organizacji Aleksander Danyluk, schludny i precyzyjnie rozumujący prawnik, odpowiedział na brutalne działania władz zuchwałą strategią: przejąć pod kontrolę jak najwięcej budynków rządowych. "Musimy sparaliżować tą skorumpowaną dyktaturę" - powiedział mi w przed zdobytym ministerstwem w niedzielę po północy. To był jego trzeci podbój. 24 stycznia jego ludzie zajęli Ministerstwo Rolnictwa - wcale nie najbardziej biurokratyczną instytucję (w kraju, w którym plony zbóż uczyniły spichlerzem ZSRR.) Następnego dnia "Wspólna Sprawa" na krótko zajęła Ministerstwo Energetyki, kontrolujące kilka największych szlaków transportowych rosyjskiego gazu do Europy, ale opuściła je kilka godzin później .

 
Następnej nocy najbardziej symbolicznym trofeum Danyluka było Ministerstwo Sprawiedliwości. Tam nie tylko przechowywane są dokumenty prawne i akta ważnych spraw za okres wielu lat. Należy wziąć pod uwagę również fakt, że kobieta, która kieruje resortem, minister sprawiedliwości Elena Łukasz, to jeden z najbardziej znienawidzonych przedstawicieli gabinetu Rady Ministrów. "Na Ukrainie potrzebujemy sprawiedliwości i pokoju - powiedział Danyluk. - A teraz, niestety, nasz prezydent jest zagrożeniem dla sprawiedliwości i pokoju. Dlatego jest tylko jeden sposób, by powstrzymać przemoc na Ukrainie i położyć kres tej bardzo niebezpiecznej sytuacji w Europie." I cóż to jest za sposób? "Natychmiastowa i bezwarunkowa kapitulacja państwa."

 
Tego typu żądanie nie pozostawia miejsca na negocjacji, przynajmniej dla tych, które przez wiele dni próbuje prowadzić Kliczko. Razem z dwoma kolegami z opozycji ex-bokser zajmuje się sprawą nie do pozazdroszczenia - starając się jednocześnie powstrzymywać najbardziej radykalne skrzydła rewolucji i nie wyjść przy tym na człowieka bardzo uległego i pozbawionego kręgosłupa. W tym samym czasie był w trakcie negocjacji z rządem - negocjacji opartych na idei, że może występować w imieniu rewolucji i wprowadzać w życie jakiekolwiek porozumienia pokojowe, do których jest w stanie dojść z państwem. Jednak w niedzielę wieczorem Kliczko nie był w stanie przeszkodzić "Wspólnej sprawie" w zajęciu Ministerstwu Sprawiedliwości.

 
Gdy przybył po północy, kilku pracowników ministerstwa nadal było zabarykadowanych w swoich biurach wewnątrz budynku, strzeżonego przy wejściach przez grupy uzbrojonych w pałki i kije zamaskowanych mężczyzn. Pojawiające się w towarzystwie dwóch ochroniarzy Kliczko nie chciał rozmawiać z prasą, rzucając pod adresem działaczy "Wspólnej Sprawy" tylko jedno zdanie: "Co wy narobiliście". Potem szybko udał się do swojego auta "Range Rover". "Błazen! - krzyknął mu w plecy jeden z działaczy. - Przestań pozować do kamer i zacznij budować barykady"!
 

 
Wśród rewolucyjnych band Kijowa tego typu napaści na Kliczko i jego towarzyszy stały się normą. Wśród tych, którzy je dokonują, są paramilitarne grupy "Afgańczyków", nieformalnej sieci weteranów wojny sowieckiej w Afganistanie, którzy okazali się być jednymi z najbardziej wpływowych uczestników powstania. O świcie w sobocie pomogli zdobyć kolejny budynek rządu w Kijowie - Ukraiński Dom, wielkie centrum konferencyjno-wystawowe, gdzie stacjonował duży oddział wojsk rządowych. W szturmie na budynek używano koktajle Mołotowa i petardy. Na szczęście nikt nie zginął, bo Kliczko zdołał doprowadzić do porozumienia, aby zablokowane wewnątrz wojska poddały się.

 
"Młodsi chłopcy chcieli zalać podłogę benzyny i spalić [żołnierzy] żywcem", - mówi Aleksiej Cybko, jeden z "Afgańczyków", którzy brali udział w oblężeniu. Jednak po długotrwałym starciu protestujący utworzyli korytarz i pozwolili wojskowym odejść spokojnie. Następnie budynek został przekształcony w kolejnej rewolucyjny bastion z jadalnią, miejscami do spania i sztabem "Afgańczyków" na drugim piętrze. W prowizorycznej kawiarni w piwnicy Cybko opowiedział mi, że "Afgańczycy" przygotowują śmiercionośną broń - w przypadku, gdy protesty przekształcą się w wojnę domową . "Bitwa już trwa, - mówi. - Jeśli policja użyje wobec naszych chłopaków choćby jednego naboju, mamy czym odpowiedzieć. Uwierz mi, nie skończy się na śmierci kilkuset ludzi."
 

 
Trudno powiedzieć, w jaki stopniu były to zwykłe przechwałki. Ostre wypowiedzi i ekstrawaganckie groźby - dziś są integralną częścią rozmów w Kijowie. Jednak zajęcie Ministerstwa Sprawiedliwości pokazało, że takie przechwałki marginalnych grup - nie zawsze oznaczają bluff. "Wspólna Sprawa" po prostu zdecydowała się to zrobić, nikogo nie pytając o zdane" - mówi Igor Jankow, poseł parlamentu z prawicowej partii "Swoboda" , której działacze byli również na froncie rewolucji. "To jest niebezpieczny precedens. W ślad za nami pojawią się szabrownicy. Nie możemy sobie na to pozwolić"- powiedział mi.

 
 Tak więc, w poniedziałek po południu Jankow przyszedł do Ministerstwa Sprawiedliwości z grupą innych rewolucyjnych parlamentarzystów, aby przekonać "Wspólną Sprawę" do wycofania się. Kilka godzin później zgodzili się. Bandę chuliganów, która przez całą noc strzegła wejścia, została zastąpiona przez inną - prawicowe ugrupowanie młodzieżowe partii "Swoboda", również w maskach i mundurach maskujących, również z pałkami i nożami. W południe zaprosili jednego urzędnika z ministerstwa, aby wszedł do budynku i ocenił szkody. Kobieta w średnim wieku z pokornym wyrazem strachu na twarzy przemknęła obok strażników. Jednak jej pojawienie się w żaden sposób nie wyjaśniło sytuacji, kto tu jest nadal gospodarzem.


30.01.14 

Polskie MSZ finansuje nacjonalistyczną propagandę na Ukrainie

Mamy do czynienia z sytuacją, w której pieniądze polskiego podatnika zostały wydane na portal rozpowszechniający antypolską propagandę oraz snucie planów „wojny pamięci” przeciwko Polsce. Propozycja Wiedeniejewa to wręcz haniebne nawoływanie do zablokowania upamiętniania miejsc zbrodni OUN-UPA w Polsce i na Ukrainie (czyli blokowania działań państwowej instytucji jaką jest ROPWiM). Propozycja, do której rękę pośrednio przyłożyła polska dyplomacja.


Fundamentem polskiej polityki wschodniej jest tzw. doktryna Giedroycia, człowieka, który Dmytra Doncowa, głównego ideologa najskrajniejszej odmiany ukraińskiego nacjonalizmu (porównywanej z faszyzmem i nazizmem), uważał za swojego przyjaciela, a o Wołodymyrze Kubijowyczu, polakożercy i antysemicie, nazistowskim kolaborancie, jednym z twórców SS Galizien, pisał, że „zachowywał się godnie” podczas wojny. Choć polska dyplomacja w swoim stosunku do nacjonalistów zza wschodniej granicy aż do takiej ekstrawagancji się nie posuwa, jej ideologiczny mentor z Maisons-Laffitte i tak mógłby być z niej dumny.

Gdy w listopadzie ub.r. dotarła do mnie pogłoska, że ambasada RP w Kijowie sponsoruje ukraiński portal zajmujący się tematyką historyczną „Istoryczna Prawda” (dalej - IP), byłem szczerze zdumiony. IP jest bowiem znana z lansowania zmitologizowanej wersji ukraińskiej historii, szczególnie jeśli chodzi o tzw. ruch wyzwoleńczy (czyli Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię, odpowiedzialne za ludobójstwo Polaków, udział w Holokauście Żydów oraz liczne zbrodnie na Ukraińcach). Ku mojemu zaskoczeniu, w odpowiedzi na moje zapytanie, MSZ potwierdziło fakt sponsorowania IP: „uprzejmie informujemy, że w latach 2011-2013 Ambasada RP w Kijowie wsparła portal kwotą 6 tys. euro. Środki te były przeznaczane na publikację tekstów o tematyce interesującej stronę polską, m.in. zbrodnia katyńska, upamiętnienie Polaków spoczywających w Bykowni, promocje na Ukrainie książek o Katyniu i zbrodni wołyńskiej.” Ponadto, jak wynika z odpowiedzi MSZ, wspólne projekty z IP prowadził zależny od ambasady Instytut Polski w Kijowie. Instytut poniósł z tytułu tych projektów koszty w wysokości 28 376 hrywien czyli około 10 tys. zł.

Tak więc pomysł polskich dyplomatów, by współpracować z Istoryczną Prawdą kosztował polskiego podatnika łącznie około 34 tys. zł. Pieniądze stosunkowo niewielkie, jednak tu nie o wielkość kwoty chodzi lecz o samą zasadę celowości jej wydatkowania.

O ile projekty finansowane przez Instytut Polski we współpracy z IP zostały precyzyjnie zdefiniowane, to zagadką pozostaje, czego konkretnie dotyczyła pomoc finansowa dla IP ze strony ambasady RP. Bowiem, jak twierdzi MSZ, „[s]zanując niezależność dziennikarską, Ambasada nie zamawia konkretnych tekstów. Celem współpracy z ‘Istoryczną Prawdą’ jest więc stymulowanie otwartej wolnej debaty historycznej na Ukrainie i wzmacnianie obecności tematów, które dotyczą spraw polskich.” Według MSZ IP gwarantowała spełnienie tego zadania, ponieważ jest „to projekt stworzony i prowadzony przez cenionych i niezależnych historyków i publicystów.”

Trudno powiedzieć, kogo MSZ miało na myśli pisząc o „cenionych i niezależnych historykach i publicystach”. Stopka redakcyjna portalu wymienia jedynie redaktorów – Wachtanga Kipianiego i Pawła Sołodko – o których historycznym wykształceniu nikt nie słyszał. Co ciekawe, według ukraińskiej Wikipedii Kipiani został doceniony przez iwanofrankowską radę obwodową odznaką im. Stepana Bandery. Czyżby to była ta rekomendacja do otrzymywania pieniędzy polskiego podatnika, o której pisze MSZ?

Nie wiadomo też, o jaką „otwartą wolną debatę” chodzi urzędnikom z MSZ. IP jest przede wszystkim forum wypowiedzi nieobiektywnych historyków i pseudohistoryków promujących uwspółcześnioną wersję ukraińskiego nacjonalizmu. Regularnie publikują na niej tacy gloryfikatorzy OUN-UPA jak Wołodymyr Wiatrowycz, Mykoła Posiwnycz czy Iwan Patrylak, a nawet – uwaga! – przywódca OUN z Kijowa Bohdan Czerwak. Tylko z rzadka, na zasadzie „kwiatka do kożucha”, pojawiają się na IP artykuły rzetelnych, cenionych autorów, a regułą redakcji jest równoważenie ich publikacją na ten sam temat autorstwa jakiegoś pseudoeksperta.

Analizując publikacje IP w okresie 2011-2013 można uznać, że interesujące nas tematy Katynia i Bykowni istotnie były poruszane przez IP i to w sposób obiektywny. Nie może to dziwić biorąc pod uwagę antysowiecką linię redakcji portalu. Przez 3 lata było to 20 newsów i 9 artykułów publicystycznych, czyli stosunkowo niewiele. Ponadto na stronach IP pojawia się informacja o promocji jednej książki o Katyniu.

Natomiast trudno dociec, jaką promocję książek o wołyńskim ludobójstwie miało na myśli MSZ. Czyżby chodziło o artykuł „krajoznawcy” Iwana Olchowskiego z 19.08.2013 „Zagięli Motykę”, będący amatorską próbą krytyki ukraińskiego przekładu książki Motyki „Od rzezi wołyńskiej do akcji Wisła”? Czy o taką promocję chodziło MSZ? Jeśli nie, może pieniądze polskiego podatnika poszły na promocję kompromitującej książki Wiatrowycza „Druga wojna polsko-ukraińska”? Doprawdy trudno zliczyć, ile razy IP dopuściła do głosu Wiatrowycza prezentującego swoją książkę i zawarte w niej skandaliczne poglądy a także pochlebne recenzje na jej temat.

Przez interesujące nas 3 lata IP opublikowała około 100 tekstów (newsów i artykułów) na tematy związane z ludobójstwem wołyńsko-małopolskim (nazywanym przez nią „wołyńską tragedią”), a więc kilka razy więcej niż w przypadku zbrodni katyńskiej. W większości były to alarmistyczne newsy, karykaturalnie opisujące próby upamiętniania zbrodni OUN-UPA w Polsce, mające na celu mobilizację ukraińskich czytelników wobec rzekomej ofensywy „ukrainofobów” z Polski. W ogóle, redakcja IP opracowała następującą definicję tego wydarzenia:

Wołyńska tragedia - wzajemne czystki etniczne ludności ukraińskiej i polskiej dokonane przez oddziały samoobrony chłopskiej obu stron,UPA i AK z udziałem polskich batalionów Schutzmannschaft i sowieckich partyzantów w 1943 roku podczas II wojny światowej na Wołyniu. Jest ona częścią szerokiego konfliktu polsko- ukraińskiego etnicznego z lat 40-tych. Istnieją różne wersje wydarzeń w Wołyniu, w wyniku których zostało zabitych dziesiątki tysięcy Polaków i tysiące Ukraińców. W Polsce istnieje dość silny prawicowy "ruch kresowy", który wykorzystuje wydarzenia z lat 40-tych dla przedstawiania Ukraińców jako rezunów i podpalaczy.

Zgodnie z tą definicją (która, jak się wydaje, przyjęła się i stanowi upowszechniony pogląd na Ukrainie) IP publikuje głównie teksty mające służyć zaciemnianiu obrazu wydarzeń. Czytelnik IP nie dowie się z jej artykułów, co dokładnie wydarzyło się między Polakami a Ukraińcami w latach 1939-1947. Linia obrony OUN-UPA przebiega w wielu płaszczyznach: negowania i przemilczania faktów, przedstawiania fałszywych interpretacji (np. „wzajemna wojna”, „sfałszowane dowody”), żonglowania niewłaściwymi liczbami ofiar, tworzenia wrażenia „symetrii konfliktu”, rzucania bezpodstawnych oskarżeń na „stronę polską”, zrzucania odpowiedzialności z OUN-UPA (np. na „wojnę chłopską”) a czasem wręcz oskarżania ofiar o to, że same napytały sobie biedy. Jeśli już jakiś pojedynczy uczciwy artykuł się trafi (a i tak są to artykuły ledwie przyczynkarskie i obracające się raczej w sferze pamięci i pojednania a nie faktów), zostaje zagłuszony przez relatywizacje wymienionego już Wiatrowycza, Hudzia, Kozickiego, Wiedieniejewa i innych (czyżby to byli ci „cenieni” przez MSZ historycy?).

W wielu artykułach na IP można znaleźć wręcz makiaweliczny obraz „polskiej strony”, która, jakoby jednolita i jednomyślna, miała jakiś sekretny plan używania „Wołynia” dla stosowania wobec Ukrainy i Ukraińców „przemocy historycznej”. Niektórzy publicyści IP sięgają szczytów absurdu atakując w polemicznym szale osoby, które nikt przy zdrowych zmysłach nie posądza o cień „ukrainofobii”. Na przykład Jerzemu Giedrojciowi oberwało się na IP od blogera „joanerges”, za to że nie wydrukował wspomnień Dąbskiego (omówienie jego „Egzekutora” to obficie linkowana pozycja na IP) ponieważ „to rzucało cień na AK”. Inna autorka, Łesia Iwasiuk (artykuł z 29.10.2013 „Rok 2023, albo w poszukiwaniu zagubionych czaszek”) krytykuje Adama Michnika za nawoływanie, by zakończyć „licytację na trupy”. Według niej jest to przejaw podstępnego planu Michnika, by zakończyć badania historyczne w chwili, gdy Ukraińcy jeszcze nie policzyli „swoich czaszek”.

Warto krótko omówić kilka artykułów z IP, by pokazać próbkę tego, co publikuje portal dofinansowany pieniędzmi polskiego podatnika. W artykule z 01.06.2011 pod bombastycznym tytułem „Gotowi do wojny bakteriologicznej: polscy nacjonaliści na Ukranie” historyk z ukraińskiego IPN Dmytro Wiedieniejew przedstawia karykaturalny obraz Armii Krajowej. Wyraźnie starając się nie wspominać, że była to armia złożona z rdzennej ludności terenów, na których działała, autor buduje obraz jakiejś najeźdźczej, okupacyjnej armii (cytat: „akowcy w sile kilka tysięcy ludzi zjawili się [sic!] w lasach powiatu hrubieszowskiego”), uchylającej się od walki z Niemcami, za to snującej ludobójcze plany wobec Ukraińców (z użyciem broni bakteriologicznej włącznie, a jakże!). Według niego, gdyby nie powrót Sowietów w 1944 r., Polacy wymordowaliby znacznie więcej Ukraińców (!). Zestawiając liczebność AK z liczbą przedwojennych polskich obywateli służących w siłach III Rzeszy („do 250 tys.”, nie wspominając ani słowem o ich przymusowym poborze) Wiedeniejew rysuje obraz Polaków jako nazistowskich kolaborantów. Tak „podkręcony”artykuł autor zakończył zdaniem o tym, że rzeź wołyńska była jedną z ciemnych stron AK [sic!].

Inny autor, Swiatosław Łypowiecki (artykuł „Bojownicy o niepodległość przeciw bojownikom o niepodległość” z 27.02.2013) „udowadnia”, że w zasadzie Bandera był takim ukraińskim Piłsudskim. O niezdrowym resentymencie autora do Polaków może świadczyć zdanie, że bracia Bandery „zostali zamordowani przez Polaków, którzy obejmowali czołowe stanowiska [sic!] w obozie koncentracyjnym Auschwitz”. Dlaczego tutaj min. Radek Sikorski nie uznaje za stosowne oprotestować twierdzeń beneficjenta swojego resortu, tak jak protestuje przeciwko „polskim obozom zagłady”?

W jeszcze innym artykule („Przeszłość jako nośnik konfliktów w ukraińsko-polskich stosunkach” z 04.07.2013) Wiedieniejew podtrzymuje wizję Polski jako kraju, który za pomocą agresywnej polityki historycznej próbuje powiększać swoje wpływy na Ukrainie. W związku z tym proponuje kontrdziałania; jednym z nich miałoby być „zapobieganie… tworzeniu przez polską stronę mitologizowanych ‘miejsc pamięci’ (pomników, memoriałów itp.) jako środków bezkrytycznego zakorzeniania negatywnych interpretacji przeszłości Ukrainy”. Wtóruje mu Iwasiuk we wspomnianym już artykule („Rok 2023…”). Po wyrecytowaniu litanii wszelkich prawdziwych i urojonych krzywd, które Polacy uczynili Ukraińcom, autorka postuluje dokładne policzenie ukraińskich ofiar „genocydu ze strony AK” [sic!], w domyśle do tytułowego 2023 roku czyli na 80 rocznicę rzezi wołyńskiej. Choć Iwasiuk zarzeka się, że nie chodzi o odwet „oko za oko”, histeryczny i uprzedzony ton jej artykułu świadczy o czymś zupełnie przeciwnym. Takie pogróżki słychać z ukraińskiej strony od czasu wydania książki Siemaszków.

Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której pieniądze polskiego podatnika zostały wydane na portal rozpowszechniający antypolską propagandę oraz snucie planów „wojny pamięci” przeciwko Polsce. Propozycja Wiedeniejewa to wręcz haniebne nawoływanie do zablokowania upamiętniania miejsc zbrodni OUN-UPA w Polsce i na Ukrainie (czyli blokowania działań państwowej instytucji jaką jest ROPWiM). Propozycja, do której rękę pośrednio przyłożyła polska dyplomacja.

Co prawda baner rzetelnej publikacji (pliku pdf o wadze 12MB) Instytutu Polskiego o rzezi wołyńskiej znajduje się na stronie głównej portalu IP, jednak w ogóle nie jest ta publikacja promowana. Podejrzewam, że znacznie większe czytelnictwo mają propagandowe, łatwo dostępne i ciągle ponawiane artykuły IP. Wątpliwości, choć mniejsze niż w przypadku finansowania z ambasady, budzi także współpraca Instytutu Polskiego z ukraińskim portalem. Jego projekty prowadzone wraz z IP pod względem profesjonalizmu nie budzą zarzutu, jednak powstaje pytanie, po co Instytut nobilituje faktem współpracy tak wątpliwej reputacji medium jak IP. Instytut i ambasada bez trudu mogłyby znaleźć na Ukrainie dużo bardziej renomowanych partnerów.

Na dotowanie lekką ręką Istorycznej Prawdy przez Ambasadę RP należy patrzeć także w kontekście katastrofalnych kłopotów, jakie spotkały polskie media na Kresach po przejęciu ich finansowania przez MSZ z rąk Senatu RP. Skomplikowane biurokratyczne procedury i opóźnienia w płatnościach spowodowały upadek wielu z nich (ze wspólnego oświadczenia redakcji kresowych mediów z września ub.r.: „Niektóre tytuły uległy likwidacji, a ich zespoły redakcyjne uległy rozproszeniu. Problem pogłębiało poczucie braku chęci realnego i merytorycznego dialogu z naszymi środowiskami ze strony MSZ. Skutkiem tego było zachwianie bezwzględnego do tej pory zaufania do struktur państwa polskiego”). Czyżby słowa „Bandera”, „OUN” czy „UPA” lepiej brzmiały w uszach uczniów Giedrojcia z alei Szucha niż słowo „Kresy”?

Na koniec nie można powstrzymać się przed refleksją na temat obecnych wydarzeń na Ukrainie („Eurorewolucji”). Finansowanie IP przez MSZ to modelowy przykład jak popieranie ukraińskiego nacjonalizmu, jako przeciwwagi dla wpływów rosyjskich, obraca się w namacalny sposób przeciw Polsce. Oby występy polskich polityków i dziennikarzy w Kijowie pod czerwono-czarną flagą OUN, z pochwałą „herojów” UPA na ustach, tak samo nie wyszły nam kiedyś bokiem. Polską racją stanu jest bowiem wspieranie na Ukrainie środowisk i poglądów umiarkowanych a nie skrajnych.

Krzysztof Janiga

http://www.kresy.pl/publicystyka,analizy?zobacz%2Fkresypl-polskie-msz-finansuje-nacjonalistyczna-propagande-na-ukrainie 


 



26.01.14 


 
Rumunia  przygotowuje się
do rozbiorów Ukrainy

 
Rumunia nie ukrywała  swoich rewanżystowskich pretensji terytorialnych i  "kierunku strategicznego" dla stworzenia Wielkiej Rumunii przez Anschluss w jej skład Mołdawii i terytoriów ukraińskich- Północnej Bukowiny, okręgu Herz i Południowej Besarabii, czyli większej części obwodu odeskiego. 

 
Według "Rosyjskich Wieści" , już teraz Rumunia przygotowuje się do zbrojnej inwazji na Ukrainę w przypadku rozpoczęcia tam wojny domowej. Obecnie emisariusze Rumunii rozpoczęli już działalność w obwodach czerniowickim, iwano-frankowskim, odeskim w celu przygotowania podatnego gruntu do ewentualnej interwencji.

 
W samej Rumunii rumuński prasa centralna przygotowuje opinię publiczną do takiego wariantu rozwoju wydarzeń. Wykorzystując bieżących wydarzenia na Ukrainie, 25 stycznia prawie wszystkie główne media rumuńskich zaczęły wygłaszać wezwania do interwencji wojskowej przeciw Ukrainie w celu "obrony dawnych rumuńskich terytoriów".

 
W szczególności cieszący się autorytetem rumuński dziennik "Adewaruł" / "Prawda" pyta: "Ukraina znajduje się na krawędzi wojny domowej. Nie jest wykluczony podział kraju na proeuropejski Zachód i prorosyjski Wschód. Czy Rumunia jest gotowa do interwencji w celu ochrony Rumunów z Północnej Bukowiny, okręgu Herc, Północnej i Południowej Besarabii?"

 
 Następnie  "Adewaruł" / "Prawda" kontynuuje: "Ukraina, sztuczne, niejednorodne państwo, które pojawiło się na gruzach ZSRS, z prawie 24 -letnią historią, w stosunku do którego Rumunia ma największe roszczenia terytorialne, może w najbliższej przyszłości ostatecznie podzielić się na dwie części. Konflikt z proeuropejską opozycją, rozwiązywany siłą przez administrację Janukowycza, cicho przekształca się w prawdziwą wojnę domową."

 
Rumuńska gazety podkreśla: "Czy w tej sytuacji, w przypadku demonstracji przemocy, państwo rumuńskie nie powinno interweniować, w tym przy użyciu sił zbrojnych, w celu obrony Rumunów mieszkających na terytorium obecnego państwa Ukrainie? Rosja zdecydowanie będzie bronić swoich rodaków, tak jak to robi na Kaukazie od prawie 20 lat.

 
Logicznym wnioskiem jest taki, że państwo rumuńskie nie tylko nie powinno wykluczać, ale nawet powinno starannie przygotować się do sytuacji, gdy stanie się nieuchronna ewentualna interwencja zbrojna w Północnej Bukowinie, okręgu Herc, Północnej i Południowej Besarabii, i, a dlaczegóż by  nie, w Naddniestrzu, kiedy państwo ukraińskie nie będzie już w stanie utrzymać porządku publicznego na terytoriach zamieszkanych przez Rumunów."

 
26.01.2014

 
Autor - Andriej Buracziow, Kiszyniów




26.01.14 
 
Ukraińscy obywatele z Zakarpacia

1.chcą odgrodzić się od galicyjskich nacjonalistów i zablokowali przełęcz w Karpatach.

 
2) Węgrzy z Zakarpacia proszą armię węgierską o ochronę przez ukraińskim nacjonalizmem

 
3) Nazistowska flaga czerwono-czarna OUN-UPA hańbi flagę Rady Europy w Iwano Frankowsku.

 
1) Ukraińscy obywatele z Zakarpacia chcą odgrodzić się od galicyjskich nacjonalistów i zablokowali przełęcz w Karpatach.
 

 

 
Około 300 obywateli Ukrainy z Zakarpacia zablokowało Więlką Przełęcz, aby nie dopuścić do wjazdu "galicyjskich ekstremistów" do swego obwodu (województwa).

 
 Taka informacja pojawiła się w "Nowinach Zakarpacia". Inicjatorzy zablokowania przełęczy otrzymali informację, że kilkuset Galicjan wyjechało ze Lwowa do Użhorodu, aby zająć siedzibę obwodowej administracji państwowej w tym mieście.
 
Mieszkańcy Zakarpacia są przeciwni tego typu rozbójniczym metodom, dlatego zdecydowali, że nie pozwolą intruzom z innych obwodów (województw) gospodarzyć na swoim terytorium - reasumuje portal internetowy z Zakarpacia.

 
Około godziny 16:15 25 stycznia 2014 r. opozycjonista Jaworiwskyj poinformował bojówkarzy na ul. Hruszewskiego, że "Użhorod padł". ale ta informacja do godziny 18:15 25 stycznia 2014 r. nie zostały potwierdzone przez żadną agencję informacyjną.

 

 
2) Węgrzy z Zakarpacia proszą armię węgierską o ochronę przez ukraińskim nacjonalizmem
 

 

 
Węgrzy z Zakarpacia mają nadzieję otrzymać pomoc NATO przeciw Galicji
26.01.2014

 
"Mieszkańcy naszego kraju, posiadający obywatelstwo Węgier, są przekonani, że w przypadku zaostrzenie politycznej i socjalnej sytuacji w obwodzie, Węgry będą gotowe wprowadzić swoje wojska na terytorium Zakarpacia w celu stabilizacji sytuacji i dla obrony swoich obywateli. Jest bardzo możliwe, że na Zakarpaciu może powtórzyć się historia 1939 roku, kiedy Węgry wprowadziły swoje wojska na Zakarpacie, aby przeciwstawić się galicyjskiemu ekstremizmowi - poinformował portal internetowy "Nowiny Zakarpacia"
.
Portal "Ukraińska Prawda" przypomina, że Węgry są członkiem NATO od 1999 roku.

 
Pod określeniem "galicyjskiego ekstremizmu" 1939 roku jest rozumiana tak zwana "Karpacka Ukraina", proklamowana przez hitlerowskiego zbrodniarza Augustyna Wołoszyna (bohatera Ukrainy zgodnie z dekretem prezydenta Kuczmy z 2002 r.)

 
Znaczną część Berehowskiego, Winogradowskiego i Hustskiego rejonów (powiatów) obecnego obwodu zakarpackiego (województwa) zamieszkują etniczni Węgrzy, posiadający podwójne obywatelstwo. 

 
3) Nazistowska flaga czerwono-czarna OUN-UPA hańbi flagę Rady Europy w Iwano Frankowsku.
 

 

 
Flagi OUN i Rady Europy zostały uznane w obwodzie iwano-frankowskim za oficjalne.
   
26.01.2014

 
Decyzją iwano-frankowskiej rady obwodowej (wojewódzkiej) czerwono-czarny sztandar banderowski i flaga Rady Europy będą wykorzystywane jako część symboliki obwodu (województwa) iwano-frankowskiego, ponieważ "odzwierciedlają one historyczne, kulturalne, społeczno-ekonomiczne i inne terytorialne osobliwości i tradycje całego obwodu iwano-frankowskiego.
(....)

 
W uzasadnieniu uchwały czytamy:

 
"Czerwono-czarna flaga jest ucieleśnieniem walki o wolność Ukrainy. Czarny kolor symbolizuje ukraińską ziemię, a czerwony - krew bojowników o wolność i niepodległość Ukrainy"

 
"Europejska flaga jest symbolem nie tylko Unii Europejskiej, ale również jedności i tożsamości Europy w szerszym znaczeniu. Ta flaga jest symbolem Rady Europy, której Ukraina jest członkiem od 1995 roku."

22.01.14

Wielce Szanowni Państwo! 

 
.Muzeum Lwowa i Kresów w Kuklówce Radz- Biniszewiczach powstałe w 2007 a od 2011 posiadające nadzór i regulamin nadany przez MKiDN, gromadzi wszelkie pamiątki i eksponaty związane z całym aspektem życia na Kresach. W naszych zbiorach znajdują się nawet takie drobiazgi jak bilet trzeciej klasy z Medyki do Lwowa,opłatek ze Lwowa czy okładka z zeszytu do nauki rachunkowości z Równego. Dla kogoś są to często nic nie znaczące szpargały, dla nas są to skarby. Muzeum nasze posiada bardzo cenne eksponaty z okresu Obronny Lwowa z lat 1918-1920, obrazy, grafiki, archiwalia i wiele wiele innych materiałów. Organizujemy różnego rodzaju koncerty,wystawy,akcje edukacyjne.

 
Wraz z Wydawnictwem TRIO otworzyliśmy Salon Tradycji Polskiej, wydaliśmy pierwszą książkę z serii Biblioteka Kresowa, wkrótce wydamy pierwszą płytę z muzyką kompozytorów kresowych w ramach Fonoteki Kresowej. 

 
Prowadzimy akcję Tajne Komplety na których uczymy polskiej historii,polskiej literatury i historię kultury polskiej.Czytamy lektury usunięte ze szkół. Oczywiście komplety nie są tajne ale jest to nasza prowokacja,my uczymy tego czego nie ma w programach szkolnych. Wszystkie te akcje prowadzimy ze środków własnych,są one ogólnie dostępne.

 
My nie otrzymujemy ŻADNYCH dotacji państwowych czy nawet samorządowych.Obok muzeum powstał Skansen "Zaścianek Kresowy", w ramach,którego stoją już stodoła z 1916 r. (Stanisławów), stajnie huculskie, kurnik, lamus czy budynki bramne. 

 
Naszym marzeniem jest zrekonstruować kościół z Pistynia z 1770 (mamy już ołtarz z 1890 roku neo-rokokowy i wiele innych z wyposażenia kościelnego), Kościółek byłby pod wezwaniem Matki Boskiej Pani Kresów, plebanię z Podhajec, gęsiarnie z Kamieńca Podolskiego, stanicę KOP-u i wiele innych. Zwracamy się zatem do Szanownego Państwa o to aby Państwo przekazali wszystkim zainteresowanym naszą prośbę o przekazywanie naszemu Muzeum wszelkich pamiątek i eksponatów związanych z Kresami lub osobami  z nimi związanymi. 

 
Mamy nadzieję iż nasze zbiory np. archiwaliów lub etnograficzne powiększą się i będą mogły służyć ogółowi. Tak jak już wspominałam nasze Muzeum ma nadzór MKiDM a więc zbiory są chronione prawnie - nie wolno ich sprzedać ,podzielić czy wywieźć za granicę. Nasze zbiory nie zalegają w magazynie, często są wykorzystywane w celach edukacyjnych i wystawienniczych.

 
Z ogromną wdzięcznością i podziękowaniem Aleksandra Biniszewska.

 
Nasza strona www.muzeumlwowa.pl 
 


19.01.14 

Popieraj Ukraińców, ale
nie legitymuj skrajnej prawicy i zdyskredytowanych polityków.

Tłumaczenie:

„Ostatnio grupa znanych intelektualistów podpisała list z pełnym poparciem dla protestów „euromajdanu”, popierając „Społeczeństwo ukraińskie” w konfrontacji z „rządem Ukrainy”. Popierają oni „legalne” i „pokojowe” protesty uosabiające „najlepsze wartości europejskie”, żądają planu podobnego do Planu Marshalla dla Ukrainy i wyrażają nadzieję, że przyjęci do UE Ukraińcy pomogliby budować nową Europę i bardziej sprawiedliwy świat.
[grafika: flaga UPA często widoczna na Euromajdanie...]
Niestety, list ten wskazuje na niemożliwy do zaakceptowania poziom zrozumienia, uproszczenia i niewłaściwej interpretacji sprzecznych demonstracji ukraińskich zawierających niebezpieczne trendy, które zyskają jeszcze większe uzasadnienie, jeśli nie zostaną rozpoznane przez akademickie sławy.

Nie ma większych wątpliwości co do tego, że rządy Wiktora Janukowicza są skorumpowane. Reprezentuje on interesy garstki najbogatszych w ukraińskim silnie zróżnicowanym społeczeństwie i jest odpowiedzialny za brutalne stłumienie protestów opozycji. Większość protestujących Ukraińców przychodzących na wiece ma nadzieję na sprawiedliwe, uczciwe i demokratyczne społeczeństwo, chociaż naiwnie łączy tę nadzieję z wyidealizowaną „Europą”.

Euromajdan to jednak nie konflikt pomiędzy ukraińskim rządem i całym ukraińskim społeczeństwem. Przed początkiem protestów społeczeństwo ukraińskie było równo podzielone pomiędzy zwolenników i oponentów umowy zrzeszeniowej z UE.

Na początku listopada powiązanie z UE i Unia Celna z Rosją, Białorusią i Kazachstanem miały poparcie po 40% wśród społeczeństwa ukraińskiego, a reszta odrzucała obydwa rozwiązania. Nawet po przypadkach policyjnej brutalności w stosunku do protestujących. Poparcie dla Euromajdanu jest głównie skoncentrowane w regionach Zachodniej i Środkowej Ukrainy, a Ukraińcy mieszkający na wschodzie i południu kraju, w których koncentruje się przemysł w większości są przeciwni protestom. Mają słuszne obawy dotyczące konsekwencji jakie przyniosą ich miejscom pracy i jakości życia związane ze zwiększoną konkurencją po przyłączeniu się do strefy wolnego handlu z UE i zerwaniu ekonomicznych powiązań z dawnymi krajami bloku sowieckiego.

Odrzucają nie demokrację, ale strukturalne korekty i pociągnięcia oszczędnościowe, związane z kredytem MFW, które nie różnią się wiele od protestów na ulicach miast UE
Przedstawianie poglądów jedynie połowy społeczeństwa jako poglądów całego społeczeństwa ukraińskiego, przy uciszaniu głosu pozostałej części, jest zwodniczym i niedemokratycznym posunięciem w dialogu, któremu uzasadnienia dostarczają akademickie sławy.

Chociaż działania policji były zdecydowanie brutalne i ukraiński rząd nadal nie zdołał ukarać odpowiedzialnych za agresywne rozpędzenie obozu protestujących 30 listopada, protesty Euromajdanu również nie były pokojowe. Okupacja budynku administracji miejskiej Kijowa była nielegalna, również rozebranie pomnika Lenina, akt wandalizmu nieakceptowany przez większość mieszkańców Kijowa. Przez kilka godzin 1 grudnia 2013 protestujący agresywnie naciskali na nieuzbrojone kordony policji w pobliżu budynku administracji prezydenta, aż sami zostali zaatakowani przez policję porządkową, czego wynikiem była najbardziej krwawa konfrontacja w całej historii niepodległej Ukrainy, w której 300 osób odniosło obrażenia. Mimo popularnej opinii kładącej winę za ataki na „prowokatorów”, liczne śledztwa wskazują że znaczną większość atakujących stanowili skrajnie prawicowi i neonazistowscy aktywiści z tzw. sektora „prawicowego”, który łączy różne grupy nacjonalistyczne biorące udział w euro majdanie.

List uznanych sław akademickich, reprezentujących głównie stronników ruchów postępowych, zaskakująco ignoruje stopień zaangażowania skrajnej prawicy w ukraińskie protesty. Jedną z głównych sił na Euromajdanie jest skrajnie prawicowa partia „Swoboda”. Dominują oni wśród ochotniczych strażników obozów protestujących i stoją na czele najbardziej radykalnych działań ulicznych np. okupacja budynków administracji w centrum Kijowa. Przed 2004r Swoboda nazywała się Narodowosocjalistyczną Partią Ukrainy i używała nazistowskiego symbolu Wolffangel. Lider partii Oleg Tiahnybok jest znany ze swoich antysemickich wypowiedzi. Nawet po „rebrandingu” Swoboda nawiązuje współpracę z neonazistowskimi i neofaszystowskimi partiami europejskimi np. Nacjonalistyczno-Demokratyczną Partią Niemiec i Fuorza nuova we Włoszech. Jej szeregowi aktywiści są często zamieszani w uliczne awantury i przestępstwa typu „hate crime” przeciwko imigrantom i politycznym przeciwnikom…

Na Euromajdanie, w szczególności, skrajna prawica atakowała lewicową grupę studencką próbującą podnieść kwestie socjalno-ekonomiczne i genderowe w czasie protestu. Kilka dni później skrajnie prawicowy tłum pobił i poważnie zranił dwóch działaczy związkowych oskarżając ich o „komunizm”.
Slogany, dawniej kojarzone ze skrajnie prawicową subkulturą np. „Chwała Ukrainie! Chwała bohaterom!”, „Chwała narodowi! Śmierć wrogom!”, „Ukraina ponad wszystko” (przejęte z Deutschland über alles) są teraz powszechne wśród protestujących. 1 stycznia Swoboda zorganizowała marsz z pochodniami w celu uczczenia urodzin Stefana Bandery — lidera Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich, który przez pewien okres kolaborował z nazistami, uczestniczył w Holocauście i był odpowiedzialny za ludobójstwo na Polakach w Zachodniej Ukrainie.
Oczywiście, ta część Euromajdanu ochoczo chce budować „nową Europę”, jednak w przypadku powodzenia nie będzie się to różnić od nazistowskiej Neuordnung Europas. Uciszanie ciemniej części Euromajdanu, przedstawianie go jako „obywatelskiej dojrzałości” i reprezentowania tylko „najlepszych wartości europejskich” legitymuje ksenofobów i neofaszystów i pomaga im zdobywać hegemonię wśród ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego.

Z pewnością Euromajdanu nie można sprowadzić do faszystowskich zamieszek jak to często jest przedstawiane we wrogich mediach rosyjskich. Poziom obywatelskiej samoorganizacji w obozach protestujących budzi wrażenie i masowe wiece przyciągają setki tysięcy osób nie zaangażowanych w żadne polityczne partie lub nawet organizacje obywatelskie, mając nadzieję, że uzyskają fundamentalną zmianę w stosunku do europejskiego marzenia. Jednak jedynymi politycznymi przedstawicielami protestujących są trzy główne partie opozycyjne: jedna z nich to skrajnie prawicowa Swoboda, a pozostałe dwie (przywódcy Arseni Jaceniuk i Witali Kliczenko) są pełne osób, które zdyskredytowały się będąc u władzy po „Pomarańczowej rewolucji” i są blisko powiązane z niektórymi ukraińskimi oligarchami. Nie mają one ani zamiaru ani możliwości uzyskania reform socjoekonomicznych w ukraińskim modelu neoliberalnego oligarchicznego kapitalizmu. Jeśli Euromajdan odniesie sukces, te partie i nikt inny uzyskają władzę. Ignorowanie tego faktu … [nie bardzo rozumiem to zdanie] i oddanie jakiejkolwiek alternatywy rzeczywiście skorumpowanemu i brutalnemu reżimowi jest politycznie nieodpowiedzialne.

Powszechny postępowy ruch ukraiński i organizacje obywatelskie rzeczywiście potrzebują międzynarodowego poparcia w naglącej obronie praw społecznych i ekonomicznych zbiedniałych obywateli ukraińskich i w celu budowania prawdziwej oddolnej reprezentacji. Ale patetyczne i powierzchowne „stwierdzenia” o europejskich wartościach i naiwne budowanie zamków na piasku np. „plan podobny do planu Marshalla” dla Ukrainy w czasie gdy Europa chce, ale nie może pomóc Grecji i innym południowoeuropejskim gospodarkom w czasie kryzysu w żaden sposób nie pomoże. Moglibyśmy oczekiwać od światowej sławy intelektualistów i uniwersyteckich sław bardziej krytycznego i wyważonego podejścia, przedstawienia i analizy tych wszystkich ważnych, chociaż nieprzyjemnych, kwestii a nie wyciszania ich, a przy tym legitymizowania zdyskredytowanych polityków i skrajnej prawicy w walce o władze.”

Źródło: Support Ukrainians but do not legitimize the far-right and discredited politicians!

Dziękuję Romualdowi za pomoc w jak to ujął: za zgrubne tłumaczenie sporządzone na „chybcika”.

(Źródło polskie: W. Tokarczuk).



06.01.14 

OBŁUDA 

Wydaje mi się, że trudno znaleźć tak bardzo obłudnego człowieka, jak
historyk Hrycak. Pracuje na Ukraińskim Katolickim Uniwersytecie, gdzie
kult zbrodniarza Bandery jest faktem. W salach UKU zamieszczone są
popiersia zbrodniarzy razem z popiersiami załużonych naukowców. Nie
ulega wątpliwości, ze Hrycaka i innych ukraińskich intelektualistów
miękki stosunek (brak potępienia) do OUN-UPA ułatwił zakorzenienie
kultu zbrodniarzy na Ukrainie zachodniej.

Teraz jego wypowiedzi przypominają te z czasów komuny - "socjalizm
tak, wypaczenia nie". Ten jego wywiad napawa smutkiem - Hrycak ma
nadzieję, że uda się wydrzeć banderowskie krwawe symbole radykałom ze
"Swobody" i zaszczepić je na całej Ukrainie jako symbol demokracji?!!

Polecam obejrzenie fotografii na stronie internetowej Gordonua.com
dziecka ukraińskiego ze znaczkiem Bandery w klapie i małą
czerwono-czarną [krew i ziemia] flagą. To zasługa, tak jak i rozkwit
neo-nazistowskiej "Swobody", między innymi, Hrycaka.


http://reporter.co.ua/l_vivs_kyj-istoryk-porivnyav-vo-svoboda-z-nimec_kymy-fashystamy.html

Lwowski historyk porównał WO "Swoboda" do niemieckich faszystów

Komentując marsz z pochodniami, organizowany przez WO "Swoboda" na
cześć Stepana Bandery, historyk, profesor Ukraińskiego Katolickiego
Uniwersytetu Jarosław Hrycak dokonał porównania z faszystowskimi
Niemcami i Związkiem Radzieckim: "Marsze z pochodniami cofają nas do
określonego doświadczenia. Były one praktykowane w faszystowskich
Niemczech i w Związku Radzieckim. Jest to doświadczenie, którego
Majdan nie tylko chce się po prostu pozbyć, ale jest jego zdecydowanym
przeciwnikiem."

Te słowa wypowiedział Jarosław Hrycak w ekskluzywnym komentarzu dla
Gordonua.com.

"Ten marsz ma znaczenie tylko dla jednej partii. I my wiemy, która to
partia. Ona stanowi dysonans z tym, co jest dzieje się obecnie na
Majdanie. Problemem jest nie tylko nazwisko Bandery, myślę, że po tych
wydarzeniach Bandera będzie postrzegany nieco inaczej na Ukrainie,
zwłaszcza w obwodach [województwach] południowych i wschodnich. Chodzi
o samą formę. Marsze z pochodniami cofają nas do określonego
doświadczenia. Były one praktykowane w faszystowskich Niemczech i w
Związku Radzieckim. Jest to doświadczenie, którego Majdan nie tylko
chce się po prostu pozbyć, ale jest jego zdecydowanym przeciwnikiem" -
powiedział profesor.

Jednocześnie, zdaniem historyka, liczba zwolenników "Swobody" gwałtownie spada.

"Liczba uczestników takich akcji rośnie, ale nie wzrasta liczba
zwolenników "Swobody". Chcę powiedzieć z całą odpowiedzialnością  -
ranking partii ["Swoboda"] we Lwowie i w Galicji ostro spada. Wodzowie
partii potężnie się skompromitowali. I wszystkie te akcji  - to tylko
sposób na poprawę ich spadającej popularności. W żadnym przypadku nie
chcą urazić tych zwolenników "Swobody", którzy brali czynny udział w
obronie barykad Majdanu. Tak jak w przypadku większości partii
opozycyjnych, ruch oddolny spycha ich przywódców [na margines
wydarzeń]." - powiedział Hrycak.

 Komentując oświadczenie gubernatora obwodu charkowskiego Mychajły
Dobkina na temat konieczność skasowania [ważności] paktu
Ribbentrop-Mołotow i parlamentarzysty z Partii Regionów Dmytra
Swiatasza o niemożności przebywania z Galicją w granicach jednego
państwa historyka Hrycak powiedział, że politycy "pracują z
Tiahnybokiem w porozumieniu (w jednym zespole)".

"Są ludzie, którzy żyć bez siebie nie mogą. Oni są jak
bracia-bliźniaki. Tiahnybok nie może istnieć bez Tabacznika. Tabacznik
może istnieć tylko w kraju, gdzie jest Tiahnybok. Dobkin i Tiahnybok
pracują w jednym zespole, ale jak Łabędź, Rak i Szczupak. Wątpię, że
oni są w zmowie, ale po prostu ciągną w niewłaściwym kierunku. Takie
są reguły gry, dlatego że powinien istnieć "ekstremizm" z jednej i z
drugiej strony. Oni potrzebują siebie nawzajem, aby ze sobą walczyć i
odwracać naszą uwagę od spraw naprawdę ważnych. To jest ich zadanie.
Oni pielęgnują swoje notowania, a my czasami dajemy się na to nabrać"-
zapewnił historyk.

Za najważniejsze zadanie dla kraju Jarosław Hrycak uważa budowanie
solidarnego społeczeństwa ukraińskiego: "Musimy teraz budować
solidarność. Budowanie solidarności oznacza budowanie związków
pomiędzy wszystkimi regionami, ale w taki sposób, aby żaden region nie
czuł się drugorzędnym" - zaznaczył historyk.

Przypomnijmy: 1 stycznia we Lwowie, w Chmielnickim, Iwano-Frankowsku,
Odessie, Kijowie odbyły się spotkania poświęcone 105. rocznicy urodzin
lidera Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), Stepana Bandery.

Wcześniej szef partii "UDAR" Witalij Kliczko oświadczył, że WO
"Majdan" nie ma nic wspólnego z przeprowadzeniem w Kijowie marszu z
pochodniami z okazji 105. rocznicy urodzin Organizacji Ukraińskich
Nacjonalistów, Bohatera Ukrainy Stepana Bandery, ponieważ jest to
wyłącznie inicjatywa "Swobody".
(Wiesław Tokarczuk)
Źródło: Gordonua.com

26.09.13 

Warszawa, 24 września 2013 roku
KOMUNIKAT 6/13

Przyjacielu,
XIII MIĘDZYNARODOWY MOTOCYKLOWY RAJD KATYŃSKI ZAKOŃCZONY.
15 września o godz. 12:00, kolumna 150 motocykli, w motocyklowej asyście policjantów ze Stołecznej
Komendy Policji, wjechała pod Pomnik Katyński w Warszawie.
Wzruszające powitanie. Była Pani Zofia Obtułowicz Pilecka – córka rotmistrza Pileckiego. Był Pan płk
inż. Bolesław Siemiątkowski „CZARNY” – Kawaler Krzyża Virtuti Militari i wiceprezes Klubu Kawalerów
VM. Byli Żołnierze Armii Krajowej z wiceprezesem Światowego Związku na czele, żołnierze z 27
Wołyńskie Dywizji Piechoty AK, szkoły z pocztami sztandarowymi i wielu, bardzo wielu kochanych
naszych Przyjaciół, których nie sposób tu wymienić.
Zachęcam do odwiedzenia strony www.rajdkatynski.com - gdzie jest sporo relacji z XIII Rajdu
Katyńskiego, a także do oglądania w dniu 26 września o godz. 18:15 (najbliższy czwartek) w TV
TRWAM i w Radiu Maryja „Rozmów Niedokończonych” – spotkanie z uczestnikami XIII Rajdu
Katyńskiego.
Więcej o XIII Rajdzie Katyńskim napiszę w następnym Komunikacie, dziś sprawa najważniejsza to:
I MOTOCYKLOWY ZLOT JESIENNY
RADOSNE ZAKOŃCZENIE SEZONU MOTOCYKLOWEGO W
GIETRZWAŁDZIE, 6-5 PAŻDZIERNIKA 2013.
Spotykamy się tam, gdzie w 1877 roku, Matka Boża objawiła się polskim dzieciom, mówiła do
nich po polsku, kiedy pod zaborem pruskim mówić w języku polskim nie było wolno, na pięknej i
gościnnej Warmii. Więcej informacji o tym niezwykłym miejscu: http://sanktuariummaryjne.pl/start/
Podziękujemy Matce Bożej za udany sezon motocyklowy. Pomodlimy się za Tych, którzy nie
powrócili do swoich domów. Bardzo proszę o przesłanie do mnie wiktor.wegrzyn@rajdkatynski.com
krótkich wspomnień o tych naszych kolegach, którzy już przemierzają niebieskie szlaki.
I Zlotowi Jesiennemu w Gietrzwałdzie towarzyszyć będzie I FESTIWAL KRÓTKIEGO FILMU
MOTOCYKLOWEGO „MOTO-FILm”. Zapraszamy wszystkich motocyklistów do pokazania gdzie byłeś?,
Co zobaczyłeś?
Zgłoszenia filmów do dnia 2 października 2013 roku. Robert.Karlak@rajdkatynski.com (48 601
223 037). To jest poprawny telefon do Roberta, na plakacie był błąd – przepraszamy.
Przewodniczącym jury festiwalowego i jego organizatorem jest kolega Robert Karlak.
Regulamin festiwalu jest na stronie www.rajdkatynski.com
Symboliczne nagrody fundują: Ordynariusz Diecezji Olsztyńskiej – ks. abp Wojciech Ziemba,
Komendant Wojewódzki Polcji w Olsztynie – gen. Józef Gdański, Rektor Sanktuarium Matki Bożej
Gietrzwałdzkiej – ks. Marcin Chodorowski, wójt gminy Gietrzwałd – Pan Mieczysław Ziółkowski i Wiktor
Węgrzyn – Komandor Rajdów Katyńskich.
Zlot będzie ubogacony koncertem Pana Macieja Wróblewskiego, który po koncercie, przy
ognisku poprowadzi wspólne śpiewanie.
1
Program I ZLOTU:
5 październik (sobota)
15:00 – 18:00 I FESTIWAL KRÓTKIEGO FILMU MOTOCYKLOWEGO „MOTO-FILm”
Gminny Ośrodek Kultury
19:00 – koncert Macieja Wróblewskiego.
Po koncercie – ognisko – wspólne śpiewanie.
6 października (niedziela)
10:00 – Msza Święta Dziękczynna. Mszy Świętej będzie przewodniczył i homilię wygłosi ks. Abp
Wojciech Zięba
Kwater w okolicy jest dużo, ale na błoniach jest miejsce na kilka tysięcy namiotów.
Zabierzcie ze sobą naczynia na wodę ze źródełka, które 8 września 1877 roku pobłogosławiła sama
Matka Boża.
Woda z tego źródełka ma moc uzdrawiającą.
PRZYJACIELU, ZAPRASZA CIĘ STOWARZYSZENIE
MIĘDZYNARODOWY MOTOCYKLOWY RAJD KATYŃSKI.
Najserdeczniej Was pozdrawiam
Paniom rączki całuję a Panom mocno prawicę ściskam
Wiktor

16.09.13 


SERDECZNIE ZAPRASZAMY
na promocję książki
Marka A. Koprowskiego
Wołyń. Epopeja polskich losów 1939-2013. Akt III

w dniu 18 września 2013 roku
o godzinie 17.00
w Muzeum Niepodległości
Al. Solidarności 62

 

Epopeja opowiada o przełomowym okresie historii Polski kresowej w bardzo szczególnym jej miejscu – na Wołyniu, o tym, jak Polska przestała tam istnieć i w jak niezwykle dramatycznych okolicznościach.  

Obraz tragedii buduje się stopniowo z relacji konkretnych osób. Indywidualne wątki splatają się w spójną fabułę, odtwarzając niewiarygodne wojenne i powojenne losy Polaków z Wołynia. Doświadczyli okrucieństwa sowieckiego, niemieckiego, bestialstwa ukraińskich nacjonalistów i prześladowań nowej polskiej władzy za to, że chwycili za broń, by najpierw ,,nie dać się Ukraińcom”, a potem walczyć z niemieckim okupantem w szeregach 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej.

Opowiadają:
Leon Laskowski, Tadeusz Opała, ks. Zbigniew Jan Staszkiewicz, Kazimierz Danilewicz, Józef Czerwiński, Janina Świąder, Eugeniusz Pindych, Aniela Dębska, Władysław Filar, Roman Witwicki

Relacje zebrał i opracował niestrudzony tropiciel polskości na obszarach postsowieckich – pisarz, dziennikarz i reporter - Marek A. Koprowski.





28.08.13 

 

    Trudne próby pojednania

 

            Od 1990 r. A. Michnik na łamach Gazety Wyborczej wzywa do pojednania polsko-ukraińskiego, nie informując społeczeństwa, że chodzi o pojednanie z ukraińskimi faszystami, pomocnikami Hitlera i ich gloryfikatorami. Trudność polega na tym, że władze III RP, postsolidarnościowe „elity” i ideowi spadkobiercy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) pojednanie budują na fałszu historycznym, a społeczeństwo domaga się prawdy i potępienia zbrodniczej organizacji.

            W celu ułożenia poprawnych stosunków z Ukrainą pojednanie jest niezbędne ale powinno odbyć się na gruncie prawidłowej terminologii, bez posługiwania się terminami zastępczymi typu „konflikty” „bratobójstwo”, ponadto inspiratorzy i sprawcy zbrodni muszą zostać ujawnieni. W przestrzeni religijnej może dojść do wybaczenia i pojednania wyłącznie w oparciu o zasady Ewangelii, winowajca przyznaje się do winy, wyraża żal i prosi o wybaczenie. Orędzia duchownych pisane z pozycji bieżącej polityki promujące sugestie o „wzajemnych winach” uwłaczają pamięci ofiar OUN-UPA tak po stronie polskiej jak i ukraińskiej. Na Kresach Wschodnich III RP, w czasie wojny i na południowo-wschodnich rubieżach powojennej Polski, obywatele polscy, narodowości ukraińskiej, stanowiący margines narodu ukraińskiego, skrótowo określany jako OUN-UPA, dokonali doktrynalnej, planowej jednostronnej zbrodni ludobójstwa, w świetle potwierdzenia tego faktu przez prokuratorów pionu śledczego IPN jest to termin bezsporny.

            Idea „pojednania polsko-ukraińskiego” ma długą historię, jak była realizowana przypomnę w skrócie. Otóż proces pojednania Polaków z  banderowcami z ich inicjatywy, został rozpoczęty w latach 50-tych na łamach paryskiej „Kultury”, osobiście patronował mu Jerzy Giedroyć. W ostatnim wywiadzie dla „Rzeczypospolitej” (31.12.-2.01. 2000) Giedroyć mówił:  „Tej nienawiści do Ukraińców ...  nie jestem w stanie zrozumieć. Polacy nie są w stanie wybaczyć zbrodnie na Wołyniu, a jednocześnie akceptowali normalizację stosunków polsko-niemieckich. Po stronie niemieckiej jest przecież morze krwi.”  Ta wypowiedz świadczy jaką wiedzą, na temat najokrutniejszej zbrodni w historii Polski, dysponował Giedroyć. W ostatnim wywiadzie dla Polskiego Radia, podsumował krótko – zapomnieć, winy były po obu stronach. Giedroyć zgodnie  z ounowską optyką wydarzeń, rzeź zawęził do obszaru Wołynia, nienawiść powielił z książki pt. „UPA” autorstwa M. Łebeda, zastępcy Bandery. Łebed pierwszy napisał o „historycznej nienawiści Polaków do narodu ukraińskiego”. Te i inne brednie Giedroyć przyjął za prawdę. Polityczna koncepcja Giedroycia straciła na aktualności, nadal jednak spadkobiercy idei pojednania podkreślają wyjątkowość misji „Kultury” i trwałe dokonania Giedroycia.

            Wybitnym przedstawicielem linii politycznej Giedroycia był hitlerowski stypendysta B. Osadczuk, który do Polski przyjechał już w lipcu 1989 r. i rozpoczął „budowanie mostów przyjaźni między narodami”. Z uwagi na przeszłość tego eksponenta OUN i propagowane przez niego krętactwa winien zostać uznany za persona non grata, tymczasem został odznaczony przez prezydentów Wałęsę i Kwaśniewskiego .

            Banderowcy, ukraińscy esesmani z Dywizji SS-Galizien i schutzmani zostali utożsamieni z wszystkimi Ukraińcami, z tymi którzy w ramach sił zbrojnych ZSRR walczyli z faszyzmem niemieckim na 4-ch frontach ukraińskich, w partyzantce radzieckiej stanowili 50% składu osobowego i z tymi którzy ratowali Polaków przed szalejącym terrorem ukraińskich nacjonalistów.

            Wzywanie do pojednania z narodem ukraińskim jest manipulacją, OUN nigdy nie działała w oparciu o mandat od narodu ukraińskiego, wręcz odwrotnie podczas „rewolucji narodowej” z nim walczyła. Z Ukrainą nie byliśmy w stanie wojny na żadnej płaszczyźnie, dzieli nas nierozwiązany problem ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego odpowiedzialnego za wymordowanie 200 tysięcy Polaków, 80 tysięcy Ukraińców i wiele tysięcy osób innych narodowości. Państwo ukraińskie przejęło problem w spadku i musi się do niego ustosunkować.

            Pod osłoną wojsk niemieckich ponad 230 tysięcy ukraińskich nacjonalistów umknęło na Zachód. Łebed, w trosce o swoją głowę, już w sierpniu 1943 r. nawiązał kontakt z aliantami zachodnimi. Po rozpadzie koalicji antyhitlerowskiej faszyści ukraińscy, jako jedyna siła antyrosyjska na Ukrainie, stanowili cenny materiał dla służb specjalnych państw zachodnich. „Zimna wojna” była dla nich darem losu, opanowali struktury diaspory ukraińskiej, odżegnali się od współpracy z Abwehrą, zasłaniając się narodem, tworzyli mity o „narodowo-wyzwoleńczej armii”. Historię napisali od nowa, zbrodniczość OUN-UPA sprowadzili do wymiaru „bratobójczych walk”, winą obciążyli Niemców, partyzantów radzieckich i Polaków. Wyeksponowali krzywdy wyrządzone przez politykę II RP i burzenie cerkwi. Poza zasięgiem ich zainteresowań była terrorystyczna działalność  UWO i OUN na terenie II RP i antychrześcijańska ideologia Doncowa promująca nienawiść do „czużyńców”, a także historia tych cerkwi. Lubelszczyzna 123 lata była pod zaborem rosyjskim, prawosławie było religią państwową, kościoły katolickie zamieniano na cerkwie. Przyjęcie prawosławia, po zniesieniu pańszczyzny, ułatwiało otrzymanie ziemi z majątków odbieranych polskiej szlachcie za udział w powstaniu styczniowym. Z wielkoduszności cara korzystali też Polacy, po odzyskaniu niepodległości przez Polskę wracali do wiary ojców. Większość burzonych cerkwi była nieczynna.

            Po zmianie ustroju w Polsce i uzyskaniu niepodległości przez Ukrainę, ukraińska nacjonalistyczna diaspora podjęła, na gigantyczną skalę akcję, której celem było; zatarcie w świadomości Polaków prawdy o ludobójstwie, wystawienie rachunku za krzywdy powstałe w wyniku operacji „Wisła”, narzucenie OUN-owskiej interpretacji historii i niedopuszczenie do określenia zbrodni OUN-UPA słowem „ludobójstwo”. Podstawowym celem w odniesieniu do Ukrainy było wpłynięcie na mit założycielski państwa. Po 1990 r. nastąpił polityczny transfer kultu OUN-UPA z zagranicy na Ukrainę. W Polsce natomiast brak wiedzy i naiwność Polaków ułatwiła realizację założeń dobrze zorganizowanej ukraińskiej nacjonalistycznej diaspory.

            Wielkim zwycięstwem eksponentów OUN było potępienie przez Senat III RP w 1993 r. „akcji Wisła”, a w 1997 r. podpisanie deklaracji przez prezydentów A. Kwaśniewskiego i  L. Kuczmę, o polsko-ukraińskim pojednaniu. Wiadomość o przygotowywanej deklaracji wywołała zrozumiałe zainteresowanie środowisk zaniepokojonych wpływami pogrobowców OUN w Polsce i na Ukrainie. Do Kancelarii Prezydenta wysłano wiele listów z prośbą o podejście do sprawy zgodnie z prawdą historyczną. Niestety apele i prośby zostały zignorowane.

            Na początku prezydentury Kwaśniewski, podczas pobytu w Paryżu złożył wizytę Giedroyciowi i otrzymał memoriał polityczny, obowiązujący do dziś (Na Rubieży nr 28/1998). W podpisanej deklaracji znalazło się wiele frazesów bez znaczenia przykładowo: „Postanawiamy wspólnie objąć patronat nad utrwaleniem idei porozumienia i pojednania polsko-ukraińskiego... chcemy wlać w nasze serca uczucia przyjaźni i solidarności....myślimy o przeszłości”. W deklaracji napisano jedno zdanie „Nie można zapomnieć o krwi Polaków przelanej na Wołyniu, zwłaszcza w latach 1942-1943”. O wiele więcej miejsca poświęcono „akcji Wisła” (prawidłowo operacja „Wisła”). Prezydenci uznali, że ona uderzyła w ogół społeczności ukraińskiej w Polsce, jej jednostronne naświetlenie, jak napisano „nie sprzyja pogłębieniu zrozumienia między naszymi narodami”. Operacja „Wisła” nie powinna znaleźć się w kręgu zainteresowania prezydenta Ukrainy, rebelianci byli obywatelami polskimi, działali na terenie państwa polskiego, jest to wyłącznie sprawa Polski i nie może być kartą przetargową w wspólnych deklaracjach czy oświadczeniach.

            Obaj prezydenci podkreślili, że „Droga do autentycznej przyjaźni wiedzie przez prawdę i wzajemne zrozumienie”, i że przeszłością winni zająć się specjaliści, którzy dokonają obiektywnej oceny gdyż „źródła tych konfliktów były poza Ukrainą i Polską, uwarunkowane przez okoliczności oraz niedemokratyczne systemy polityczne, narzucone naszym narodom”. Można tylko panu Kwaśniewskiemu pogratulować zdolności do lawirowania. Deklaracja pogrzebała nadzieję na rozliczenie i  potępienie zbrodniarzy tym samym na pojednanie. Prawdę zatajono, nie wymieniono sprawców masowej rzezi bezbronnej ludności polskiej zaskoczonej przez uzbrojone watahy w broń palną i narzędzia gospodarskie święcone w cerkwiach. Wołyń był tylko polem doświadczalnym dla późniejszych działań OUN-UPA. Deklaracje z zadowoleniem przyjęli apologeci OUN umiejscowieni w ZUwP i doradcy od lat piszący w tym samym stylu. Deklaracja była pierwowzorem do fabrykowania późniejszych dokumentów jakie ukazywały się z okazji spotkań organizowanych na szczeblu państwowym.

            Afiszowanie przyjaźni i pojednania prezydentów Kaczyńskiego i  Juszczenki zaowocowało tym, że Bandera został Bohaterem Narodowym i tym że neonazistowska, antypolska partia „Swoboda” 37 swoich członków wprowadziła do parlamentu Ukrainy. Pojawienie się przed obliczem polskiego prezydenta banderowców w uniformach, którzy tę ziemię palili, odebrano jako upokorzenie Polaków. W Pawłokomie także deklarowano prawdę tylko skrzętnie ją pominięto, a historię Pogórza Dynowskiego tak zakamuflowano, że miejscowa społeczność zbojkotowała uroczystości. Media doniosły, że prezydenci zamknęli bolesną kartę historii obu narodów.

            Z niecierpliwością czekaliśmy na zapowiedziane spotkanie prezydentów Komorowskiego i  Janukowycza oraz na wspólną uchwałę, która miała być podjęta przez parlamenty Polski i Ukrainy. Do spotkania i uzgodnienia uchwały nie doszło. Prezydent Janukowycz na początku prezydentury powiedział: „Do historii trzeba podchodzić poważnie i nie zmieniać tych ocen, które już dawno zostały sformułowane przez uczestników tych wydarzeń”.

            Postounowscy propagandziści mają duże osiągnącia w sferze moralnej. Kościoły, które są powołane do roli moralnego drogowskazu, stanęły po stronie sił postounowskich, a nie po stronie prawdy, która jest fundamentem chrześcijaństwa. Cerkiew greko-katolicka pod zwierzchnictwem  A. Szeptyckiego akceptowała kolaborację z Hitlerem, ideologię Doncowa i „dekalog ukraińskiego nacjonalisty” wzywający wprost do zbrodni, tym samym ponosi współodpowiedzialność za masową rzeź Polaków. Po reaktywowaniu w 1991 r. Cerkiew ta nie dokonała analizy przyczyn, które do ludobójstwa doprowadziły, nie potępiła zbrodniarzy i nie organizowała pielgrzymek kresowym szlakiem hańby. Gdyby nie aktywność inspiratorska księży greko-katolickich i popów prawosławnych (z wyjątkami) nie doszłoby do ludobójstwa. Nie można udawać, że Cerkiew jest bez winy.

            Hipokryzją było wystąpienie metropolity Lubomyra Huzara z formułą „wybaczamy i prosimy o przebaczenie” („Wołanie z Wołynia V,VI 2003 ) bez wskazania kto komu ma wybaczać i kto z kim ma się jednać. W liście trudno było doszukać się powodów dla których miałoby nastąpić pojednanie obu narodów, Kardynał reprezentował niewielką część narodu. Mówiąc o winach obu stron porównał zbrodnie ludobójstwa z uprawnioną operacją „Wisła”. Bezzasadnie powołał się na formułę zawartą w liście biskupów polskich do niemieckich. Niemcy potępili faszyzm i odrzucili faszystowskie emblematy. OUN nadal opiera się na faszystowskiej ideologii.

            List z 7 sierpnia 2004 r. wystosowany do kardynała Huzara przez Prymasa Józefa Glempa został sformułowany zgodnie z wytycznymi protektorów OUN, jego treść świadczyła jak dalece sięgają ich wpływy. W tym osobliwym liście ludobójstwo usprawiedliwiono polonizowaniem ludności ruskiej i wielkimi krzywdami wyrządzonymi przez wieki. Owe krzywdy wybuchły gwałtowną zemstą i mordami zwłaszcza, że postawa nienawiści była sprytnie wykorzystywana przez politykę państw trzecich. Nie było słowa o wyjątkowym bestialstwie tzw. UPA popełnionym na narodzie polskim. Umknęły ocenie moralne aspekty zbrodni OUN-UPA. Kościół rzymsko-katolicki poniósł największe dotąd w historii straty. Zniszczono obiekty sakralne, wymordowano 160 księży, 17 zakonników, 22 zakonnice, ponad 100 księży ratowało się ucieczką, wielu zostało rannych.

            26 czerwca 2005 r. opublikowany został list o wzajemnym wybaczeniu i pojednaniu podpisany przez Prymasa Polski i Kardynała Huzara. Kardynałowie napisali, że „wpływ papieskiej pielgrzymki (na Ukrainę) pozwolił na wspólne oddanie hołdu ofiarom bratobójczych konfliktów. Mówiąc o bratobójczych konfliktach, a nie jednostronnej rzezi, kardynałowie dopuścili się grzechu zatajenia, w tym momencie rozsypała się w gruzy możliwość pojednania się z ounowcami. Sprawców rozgrzeszono bez aktu ekspiacji dokonano tego wbrew zasadom ewangelicznej nauki o przebaczaniu. Wierzący świadkowie i potomkowie rodzin pomordowanych znaleźli się w trudnym położeniu, bo kto jak nie Kościół ma bronić godności ofiar dzikiego ludobójstwa. Prawda o banderowszczyźnie stanowi wstrząsający przykład zła, które należy potępić, a nie usprawiedliwiać. Pojednania prezydentów i kardynałów jakie miały miejsce przed 60-tą rocznicą upowskiej zbrodni budowane na fałszu historycznym nie przełożyły się na poziom społeczeństwa.

            Minęły lata, w sprawie OUN-owskiego ludobójstwa nie ma zmian. Deklaracja wzywająca do wybaczania i pojednania, podpisana przez zwierzchników Kościoła rzymsko- i greckokatolickiego „w przededeniu 70. rocznicy zbrodni na Wołyniu” , została sformułowana zgodnie z postounowską tezą o pojednaniu. Zbrodniarze zostali zamaskowani, a odpowiedzialnością obciążono naród ukraiński. Bezimiennym oprawcom wybaczono bez wyrażenia przez nich skruchy, winy umiejętnie rozłożono między obie strony. W deklaracji jest wiele niedomówień urągających etyce chrześcijańskiej i prawdzie historycznej. Zwierzchnicy Kościołów winą obiążyli Polaków za to, że ośmielili się bronić życia. Deklaracja tylko umocni faszystowskie siły w Polsce i na Ukrainie. Sygnatariusze wzorem lat ubiegłych, problem przekazali specjalistom, oni mają dopiero poznać „rozmiary tragedii”. Rzecz w tym, o czym polityczni doradcy wiedzą, że ludobójstwo dokonane przez OUN-UPA jest dobrze udokumentowane.

            Polski Episkopat w osobie abp. Józefa Michalika, męczeństwo Kresowych Polaków, złożył w ofierze na ołtarzu wielkiej polityki. Droga do pojednania oddaliła się.

 

Monika Śladewska

 

Trudne próby pojednania

 

            Od 1990 r. A. Michnik na łamach Gazety Wyborczej wzywa do pojednania polsko-ukraińskiego, nie informując społeczeństwa, że chodzi o pojednanie z ukraińskimi faszystami, pomocnikami Hitlera i ich gloryfikatorami. Trudność polega na tym, że władze III RP, postsolidarnościowe „elity” i ideowi spadkobiercy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) pojednanie budują na fałszu historycznym, a społeczeństwo domaga się prawdy i potępienia zbrodniczej organizacji.

            W celu ułożenia poprawnych stosunków z Ukrainą pojednanie jest niezbędne ale powinno odbyć się na gruncie prawidłowej terminologii, bez posługiwania się terminami zastępczymi typu „konflikty” „bratobójstwo”, ponadto inspiratorzy i sprawcy zbrodni muszą zostać ujawnieni. W przestrzeni religijnej może dojść do wybaczenia i pojednania wyłącznie w oparciu o zasady Ewangelii, winowajca przyznaje się do winy, wyraża żal i prosi o wybaczenie. Orędzia duchownych pisane z pozycji bieżącej polityki promujące sugestie o „wzajemnych winach” uwłaczają pamięci ofiar OUN-UPA tak po stronie polskiej jak i ukraińskiej. Na Kresach Wschodnich III RP, w czasie wojny i na południowo-wschodnich rubieżach powojennej Polski, obywatele polscy, narodowości ukraińskiej, stanowiący margines narodu ukraińskiego, skrótowo określany jako OUN-UPA, dokonali doktrynalnej, planowej jednostronnej zbrodni ludobójstwa, w świetle potwierdzenia tego faktu przez prokuratorów pionu śledczego IPN jest to termin bezsporny.

            Idea „pojednania polsko-ukraińskiego” ma długą historię, jak była realizowana przypomnę w skrócie. Otóż proces pojednania Polaków z  banderowcami z ich inicjatywy, został rozpoczęty w latach 50-tych na łamach paryskiej „Kultury”, osobiście patronował mu Jerzy Giedroyć. W ostatnim wywiadzie dla „Rzeczypospolitej” (31.12.-2.01. 2000) Giedroyć mówił:  „Tej nienawiści do Ukraińców ...  nie jestem w stanie zrozumieć. Polacy nie są w stanie wybaczyć zbrodnie na Wołyniu, a jednocześnie akceptowali normalizację stosunków polsko-niemieckich. Po stronie niemieckiej jest przecież morze krwi.”  Ta wypowiedz świadczy jaką wiedzą, na temat najokrutniejszej zbrodni w historii Polski, dysponował Giedroyć. W ostatnim wywiadzie dla Polskiego Radia, podsumował krótko – zapomnieć, winy były po obu stronach. Giedroyć zgodnie  z ounowską optyką wydarzeń, rzeź zawęził do obszaru Wołynia, nienawiść powielił z książki pt. „UPA” autorstwa M. Łebeda, zastępcy Bandery. Łebed pierwszy napisał o „historycznej nienawiści Polaków do narodu ukraińskiego”. Te i inne brednie Giedroyć przyjął za prawdę. Polityczna koncepcja Giedroycia straciła na aktualności, nadal jednak spadkobiercy idei pojednania podkreślają wyjątkowość misji „Kultury” i trwałe dokonania Giedroycia.

            Wybitnym przedstawicielem linii politycznej Giedroycia był hitlerowski stypendysta B. Osadczuk, który do Polski przyjechał już w lipcu 1989 r. i rozpoczął „budowanie mostów przyjaźni między narodami”. Z uwagi na przeszłość tego eksponenta OUN i propagowane przez niego krętactwa winien zostać uznany za persona non grata, tymczasem został odznaczony przez prezydentów Wałęsę i Kwaśniewskiego .

            Banderowcy, ukraińscy esesmani z Dywizji SS-Galizien i schutzmani zostali utożsamieni z wszystkimi Ukraińcami, z tymi którzy w ramach sił zbrojnych ZSRR walczyli z faszyzmem niemieckim na 4-ch frontach ukraińskich, w partyzantce radzieckiej stanowili 50% składu osobowego i z tymi którzy ratowali Polaków przed szalejącym terrorem ukraińskich nacjonalistów.

            Wzywanie do pojednania z narodem ukraińskim jest manipulacją, OUN nigdy nie działała w oparciu o mandat od narodu ukraińskiego, wręcz odwrotnie podczas „rewolucji narodowej” z nim walczyła. Z Ukrainą nie byliśmy w stanie wojny na żadnej płaszczyźnie, dzieli nas nierozwiązany problem ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego odpowiedzialnego za wymordowanie 200 tysięcy Polaków, 80 tysięcy Ukraińców i wiele tysięcy osób innych narodowości. Państwo ukraińskie przejęło problem w spadku i musi się do niego ustosunkować.

            Pod osłoną wojsk niemieckich ponad 230 tysięcy ukraińskich nacjonalistów umknęło na Zachód. Łebed, w trosce o swoją głowę, już w sierpniu 1943 r. nawiązał kontakt z aliantami zachodnimi. Po rozpadzie koalicji antyhitlerowskiej faszyści ukraińscy, jako jedyna siła antyrosyjska na Ukrainie, stanowili cenny materiał dla służb specjalnych państw zachodnich. „Zimna wojna” była dla nich darem losu, opanowali struktury diaspory ukraińskiej, odżegnali się od współpracy z Abwehrą, zasłaniając się narodem, tworzyli mity o „narodowo-wyzwoleńczej armii”. Historię napisali od nowa, zbrodniczość OUN-UPA sprowadzili do wymiaru „bratobójczych walk”, winą obciążyli Niemców, partyzantów radzieckich i Polaków. Wyeksponowali krzywdy wyrządzone przez politykę II RP i burzenie cerkwi. Poza zasięgiem ich zainteresowań była terrorystyczna działalność  UWO i OUN na terenie II RP i antychrześcijańska ideologia Doncowa promująca nienawiść do „czużyńców”, a także historia tych cerkwi. Lubelszczyzna 123 lata była pod zaborem rosyjskim, prawosławie było religią państwową, kościoły katolickie zamieniano na cerkwie. Przyjęcie prawosławia, po zniesieniu pańszczyzny, ułatwiało otrzymanie ziemi z majątków odbieranych polskiej szlachcie za udział w powstaniu styczniowym. Z wielkoduszności cara korzystali też Polacy, po odzyskaniu niepodległości przez Polskę wracali do wiary ojców. Większość burzonych cerkwi była nieczynna.

            Po zmianie ustroju w Polsce i uzyskaniu niepodległości przez Ukrainę, ukraińska nacjonalistyczna diaspora podjęła, na gigantyczną skalę akcję, której celem było; zatarcie w świadomości Polaków prawdy o ludobójstwie, wystawienie rachunku za krzywdy powstałe w wyniku operacji „Wisła”, narzucenie OUN-owskiej interpretacji historii i niedopuszczenie do określenia zbrodni OUN-UPA słowem „ludobójstwo”. Podstawowym celem w odniesieniu do Ukrainy było wpłynięcie na mit założycielski państwa. Po 1990 r. nastąpił polityczny transfer kultu OUN-UPA z zagranicy na Ukrainę. W Polsce natomiast brak wiedzy i naiwność Polaków ułatwiła realizację założeń dobrze zorganizowanej ukraińskiej nacjonalistycznej diaspory.

            Wielkim zwycięstwem eksponentów OUN było potępienie przez Senat III RP w 1993 r. „akcji Wisła”, a w 1997 r. podpisanie deklaracji przez prezydentów A. Kwaśniewskiego i  L. Kuczmę, o polsko-ukraińskim pojednaniu. Wiadomość o przygotowywanej deklaracji wywołała zrozumiałe zainteresowanie środowisk zaniepokojonych wpływami pogrobowców OUN w Polsce i na Ukrainie. Do Kancelarii Prezydenta wysłano wiele listów z prośbą o podejście do sprawy zgodnie z prawdą historyczną. Niestety apele i prośby zostały zignorowane.

            Na początku prezydentury Kwaśniewski, podczas pobytu w Paryżu złożył wizytę Giedroyciowi i otrzymał memoriał polityczny, obowiązujący do dziś (Na Rubieży nr 28/1998). W podpisanej deklaracji znalazło się wiele frazesów bez znaczenia przykładowo: „Postanawiamy wspólnie objąć patronat nad utrwaleniem idei porozumienia i pojednania polsko-ukraińskiego... chcemy wlać w nasze serca uczucia przyjaźni i solidarności....myślimy o przeszłości”. W deklaracji napisano jedno zdanie „Nie można zapomnieć o krwi Polaków przelanej na Wołyniu, zwłaszcza w latach 1942-1943”. O wiele więcej miejsca poświęcono „akcji Wisła” (prawidłowo operacja „Wisła”). Prezydenci uznali, że ona uderzyła w ogół społeczności ukraińskiej w Polsce, jej jednostronne naświetlenie, jak napisano „nie sprzyja pogłębieniu zrozumienia między naszymi narodami”. Operacja „Wisła” nie powinna znaleźć się w kręgu zainteresowania prezydenta Ukrainy, rebelianci byli obywatelami polskimi, działali na terenie państwa polskiego, jest to wyłącznie sprawa Polski i nie może być kartą przetargową w wspólnych deklaracjach czy oświadczeniach.

            Obaj prezydenci podkreślili, że „Droga do autentycznej przyjaźni wiedzie przez prawdę i wzajemne zrozumienie”, i że przeszłością winni zająć się specjaliści, którzy dokonają obiektywnej oceny gdyż „źródła tych konfliktów były poza Ukrainą i Polską, uwarunkowane przez okoliczności oraz niedemokratyczne systemy polityczne, narzucone naszym narodom”. Można tylko panu Kwaśniewskiemu pogratulować zdolności do lawirowania. Deklaracja pogrzebała nadzieję na rozliczenie i  potępienie zbrodniarzy tym samym na pojednanie. Prawdę zatajono, nie wymieniono sprawców masowej rzezi bezbronnej ludności polskiej zaskoczonej przez uzbrojone watahy w broń palną i narzędzia gospodarskie święcone w cerkwiach. Wołyń był tylko polem doświadczalnym dla późniejszych działań OUN-UPA. Deklaracje z zadowoleniem przyjęli apologeci OUN umiejscowieni w ZUwP i doradcy od lat piszący w tym samym stylu. Deklaracja była pierwowzorem do fabrykowania późniejszych dokumentów jakie ukazywały się z okazji spotkań organizowanych na szczeblu państwowym.

            Afiszowanie przyjaźni i pojednania prezydentów Kaczyńskiego i  Juszczenki zaowocowało tym, że Bandera został Bohaterem Narodowym i tym że neonazistowska, antypolska partia „Swoboda” 37 swoich członków wprowadziła do parlamentu Ukrainy. Pojawienie się przed obliczem polskiego prezydenta banderowców w uniformach, którzy tę ziemię palili, odebrano jako upokorzenie Polaków. W Pawłokomie także deklarowano prawdę tylko skrzętnie ją pominięto, a historię Pogórza Dynowskiego tak zakamuflowano, że miejscowa społeczność zbojkotowała uroczystości. Media doniosły, że prezydenci zamknęli bolesną kartę historii obu narodów.

            Z niecierpliwością czekaliśmy na zapowiedziane spotkanie prezydentów Komorowskiego i  Janukowycza oraz na wspólną uchwałę, która miała być podjęta przez parlamenty Polski i Ukrainy. Do spotkania i uzgodnienia uchwały nie doszło. Prezydent Janukowycz na początku prezydentury powiedział: „Do historii trzeba podchodzić poważnie i nie zmieniać tych ocen, które już dawno zostały sformułowane przez uczestników tych wydarzeń”.

            Postounowscy propagandziści mają duże osiągnącia w sferze moralnej. Kościoły, które są powołane do roli moralnego drogowskazu, stanęły po stronie sił postounowskich, a nie po stronie prawdy, która jest fundamentem chrześcijaństwa. Cerkiew greko-katolicka pod zwierzchnictwem  A. Szeptyckiego akceptowała kolaborację z Hitlerem, ideologię Doncowa i „dekalog ukraińskiego nacjonalisty” wzywający wprost do zbrodni, tym samym ponosi współodpowiedzialność za masową rzeź Polaków. Po reaktywowaniu w 1991 r. Cerkiew ta nie dokonała analizy przyczyn, które do ludobójstwa doprowadziły, nie potępiła zbrodniarzy i nie organizowała pielgrzymek kresowym szlakiem hańby. Gdyby nie aktywność inspiratorska księży greko-katolickich i popów prawosławnych (z wyjątkami) nie doszłoby do ludobójstwa. Nie można udawać, że Cerkiew jest bez winy.

            Hipokryzją było wystąpienie metropolity Lubomyra Huzara z formułą „wybaczamy i prosimy o przebaczenie” („Wołanie z Wołynia V,VI 2003 ) bez wskazania kto komu ma wybaczać i kto z kim ma się jednać. W liście trudno było doszukać się powodów dla których miałoby nastąpić pojednanie obu narodów, Kardynał reprezentował niewielką część narodu. Mówiąc o winach obu stron porównał zbrodnie ludobójstwa z uprawnioną operacją „Wisła”. Bezzasadnie powołał się na formułę zawartą w liście biskupów polskich do niemieckich. Niemcy potępili faszyzm i odrzucili faszystowskie emblematy. OUN nadal opiera się na faszystowskiej ideologii.

            List z 7 sierpnia 2004 r. wystosowany do kardynała Huzara przez Prymasa Józefa Glempa został sformułowany zgodnie z wytycznymi protektorów OUN, jego treść świadczyła jak dalece sięgają ich wpływy. W tym osobliwym liście ludobójstwo usprawiedliwiono polonizowaniem ludności ruskiej i wielkimi krzywdami wyrządzonymi przez wieki. Owe krzywdy wybuchły gwałtowną zemstą i mordami zwłaszcza, że postawa nienawiści była sprytnie wykorzystywana przez politykę państw trzecich. Nie było słowa o wyjątkowym bestialstwie tzw. UPA popełnionym na narodzie polskim. Umknęły ocenie moralne aspekty zbrodni OUN-UPA. Kościół rzymsko-katolicki poniósł największe dotąd w historii straty. Zniszczono obiekty sakralne, wymordowano 160 księży, 17 zakonników, 22 zakonnice, ponad 100 księży ratowało się ucieczką, wielu zostało rannych.

            26 czerwca 2005 r. opublikowany został list o wzajemnym wybaczeniu i pojednaniu podpisany przez Prymasa Polski i Kardynała Huzara. Kardynałowie napisali, że „wpływ papieskiej pielgrzymki (na Ukrainę) pozwolił na wspólne oddanie hołdu ofiarom bratobójczych konfliktów. Mówiąc o bratobójczych konfliktach, a nie jednostronnej rzezi, kardynałowie dopuścili się grzechu zatajenia, w tym momencie rozsypała się w gruzy możliwość pojednania się z ounowcami. Sprawców rozgrzeszono bez aktu ekspiacji dokonano tego wbrew zasadom ewangelicznej nauki o przebaczaniu. Wierzący świadkowie i potomkowie rodzin pomordowanych znaleźli się w trudnym położeniu, bo kto jak nie Kościół ma bronić godności ofiar dzikiego ludobójstwa. Prawda o banderowszczyźnie stanowi wstrząsający przykład zła, które należy potępić, a nie usprawiedliwiać. Pojednania prezydentów i kardynałów jakie miały miejsce przed 60-tą rocznicą upowskiej zbrodni budowane na fałszu historycznym nie przełożyły się na poziom społeczeństwa.

            Minęły lata, w sprawie OUN-owskiego ludobójstwa nie ma zmian. Deklaracja wzywająca do wybaczania i pojednania, podpisana przez zwierzchników Kościoła rzymsko- i greckokatolickiego „w przededeniu 70. rocznicy zbrodni na Wołyniu” , została sformułowana zgodnie z postounowską tezą o pojednaniu. Zbrodniarze zostali zamaskowani, a odpowiedzialnością obciążono naród ukraiński. Bezimiennym oprawcom wybaczono bez wyrażenia przez nich skruchy, winy umiejętnie rozłożono między obie strony. W deklaracji jest wiele niedomówień urągających etyce chrześcijańskiej i prawdzie historycznej. Zwierzchnicy Kościołów winą obiążyli Polaków za to, że ośmielili się bronić życia. Deklaracja tylko umocni faszystowskie siły w Polsce i na Ukrainie. Sygnatariusze wzorem lat ubiegłych, problem przekazali specjalistom, oni mają dopiero poznać „rozmiary tragedii”. Rzecz w tym, o czym polityczni doradcy wiedzą, że ludobójstwo dokonane przez OUN-UPA jest dobrze udokumentowane.

            Polski Episkopat w osobie abp. Józefa Michalika, męczeństwo Kresowych Polaków, złożył w ofierze na ołtarzu wielkiej polityki. Droga do pojednania oddaliła się.

 

Monika Śladewska



04.07.13 

http://zaxid.net/home/showSingleNews.do?integralniy_natsionalizm&objectId=1290600

Integralny nacjonalizm

Ostatnia głośna kampania „antyfaszyzmu" jedynie zdyskredytowała tą nazwę i okazała się strzałem w próżnię, ponieważ realne zagrożenie faszyzmem na Ukrainie nie istnieje. Jednak jak zawsze, nie ma dymu bez ognia. W ostatnich latach wzrósł w siłę inny ideologiczno-polityczny ruch, typologicznie zbliżony do faszyzmu, ale nie identyczny z nim. Ruch ten jest od dawna znany w świecie i na Ukrainie pod nazwą integralnego nacjonalizmu.

Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że integralny nacjonalizm na Ukrainie znikł bez śladu. Organizacje polityczne wywodzące swoją ideologiczną genealogię od Dmytra Doncowa i OUN oraz deklarujące powinowactwo z europejską radykalną prawicą, otrzymywały mizerne procenty głosów w wyborach, a samo odwoływanie się do tego ruchu wydawało się anachronizmem. Wśród tych, których w ogóle interesowała ideologia, dużo większą popularnością cieszyły się idee narodowo-demokratyczne, liberalne i socjal-demokratyczne.

Momentem przełomowym był 2010 rok, kiedy równocześnie z dojściem do władzy na Ukrainie Partii Regionów, wybory lokalne w Galicji wygrała WO „Swoboda", która tym samym stała się podstawową siłą polityczną we władzach lokalnych. Po dwóch latach „Swoboda" odniosła sukces w wyborach parlamentarnych i jest obecnie jedną z trzech wiodących sił ukraińskiej opozycji. Co prawda oficjalną ideologią partii, w przeciwieństwie do swojej poprzedniczki - Socjal-Narodowej Partii Ukrainy, nie jest integralny nacjonalizm w czystej postaci, jednak i w samej partii, a w jeszcze większym stopniu w jej siostrzanych licznych organizacjach, ten ideologiczny kierunek w formie tak zwanego socjal-nacjonalizmu jest bardzo mocno zakorzeniony. Co więcej, idee integralnego nacjonalizmu utrwaliły się w poglądach i postawach znacznej części Ukraińców, wielu z nich nawet tego sobie nie uświadamia (sami nie zdają sobie z tego sprawy).

Z tych powodów integralny nacjonalizm nie jest historyczną skamieniałością, badanie której interesuje wyłącznie naukowców. Jest żywym i aktywnym czynnikiem współczesnej polityki, który ostatnio ujawnił podziwu godną dynamikę, i nie tylko na Ukrainie. Czym różni się od innych typów nacjonalizmu?

Pojęcie „integralny nacjonalizm" po raz pierwszy zastosował francuski rojalista Charles Marie Maurras w artykule „Le nationalisme intégral”, opublikowanym 2 marca 1900 r. Udowadniał, że republikanin, pomimo najlepszych chęci, nie może być doskonałym nacjonalistą, ponieważ republikański system jest szkodliwy dla Francji. Tylko rojalizm, według Maurrasa, jest kompletnym, lub integralnym nacjonalizmem, ponieważ łączy w sobie nadzieje i aspiracje wszystkich francuskich nacjonalistów. Tak więc, w swoim pierwotnym, węższym rozumieniu „integralny nacjonalizm" oznaczał połączenie nacjonalizmu i rojalizmu, które, według Maurrasa, nadawało nacjonalizmowi pełną, integralną formę. Następnie Maurras, a także jego przyjaciel i zwolennik (ale nie monarchista) Maurice Barrès sformułowali szerszą interpretację integralnego nacjonalizmu - jako ideologicznej i politycznej zasady, zapewniającej uznanie własnego kraju i narodu za najwyższą wartość, rozpatrującej i rozwiązującej wszystkie kwestie wyłącznie z punktu widzenia interesów narodowych . Takie rozumienie tego terminu w końcu zastąpiło pierwotną rojalistyczną treść.

Na przełomie lat 1920-tych i 1930-tych, profesor Columbia University Carleton Hayes używał terminu „integralny nacjonalizm" jako ogólnego określenia oznaczającego jeden z historycznych typów nacjonalizmu, który zastąpił liberalny nacjonalizm XIX wieku. Zidentyfikował następujące cechy nowego nacjonalizmu:

Integralny nacjonalizm jest wrogi w stosunku do internacjonalizmu, który głosili humaniści i liberałowie. Postrzega naród nie jako środek dla [rozwoju] ludzkości, krok w kierunku nowego porządku świata, ale jako cel sam w sobie. Stawia interesy narodowe nie tylko pona