16.04.17 Historyk Rasewycz: Rewolucja Majdanu nie uzdrowiła państwa ukraińskiego z raka oligarchii. Można nie wierzyć w to, że lwowski historyk Wasyl Rasewycz spełni obietnicę napisania następnego artykułu na zapowiedziany temat, ponieważ często o obietnicy zapominał. Ale warto przeczytać jego teksty, ponieważ to pomoże zrozumieć Ukraińców, zrozumieć Ukrainę. W wypowiedziach polskich/ukraińskich mediów i polskich/ukraińskich polityków często nie znajdziemy nawet 10 % prawdy - tylko propagandę i informacje odwracające uwagę od kwestii najważniejszych. Dlatego warto czytać teksty Rasewycza. Ale wnioski wyciągać samodzielnie. Polski tekst w załączniku http://zaxid.net/news/showNews.do?timchasova_derzhavnist&objectId=1423414 I chociaż tym razem doszło do „gorącej” konfrontacji z tysiącami ofiar i utratą terytoriów, systemowi znowu udało się przetrwać. Tymczasem społeczeństwu nadal agresywnie wmawiana jest idea, że to ten pokurcz jest prawdziwym ukraińskim państwem. Że próby jego zmiany to działalność anty-państwowa. Że takie „nieudane państwo” – to wszystko, na co stać Ukraińców. Może to dziwne, ale technologię „nieudanego państwa” wykorzystuje wielu: i wrogowie zewnętrzni Ukrainy, i wierni „strażnicy” systemu. W następnym artykule będzie mowa o wykorzystywaniu technologii „nieudanego państwa” przez Rosję, polskich nacjonalistów i ukraiński systemu klanowo-oligarchiczny z prezydentem Poroszenką na czele. 04.04.17 http://zaxid.net/news/showNews.do?koruptsiyniy_feodalizm&objectId=1422362 Korupcyjny feudalizm O naturze ukraińskiej korupcji. Ołeksandr Fomenko, 3.04.2017 Walka z korupcją, ogłoszona przez władze po Euromajdanie, przekształciła się w brazylijski serial. Jakiekolwiek by emocje nie szalały na umownym ekranie, końca tego dramatu nie widać, bo wygibasy akcji – niekiedy absolutnie niesamowite – nie wychodzą poza granice utartych kolein. Zgodnie z kanonem gatunku, oglądanie kolejnej serii staje się zbiorowym rytuałem. Oddani zwolennicy już niezbyt dobrze pamiętają wydarzenia poprzednich sezonów, jednak sumiennie spełniają swój obowiązek widza. Zdarzają się osoby słabego ducha, tracące wiarę w bohaterów i przy każdej okazji oskarżające autorów o zdradę. Można takich zrozumieć: zamiast rozstrzygnięć mamy same kulminacje, a o katharsis, tak się wydaje, przestali marzyć nawet fanatycy Jednak to w żadnym razie nie jest przekleństwo Niebiańskiego Scenarzysty [Boga], lecz naturalny rezultat historycznego rozwoju Ukrainy. Jak hartowała się stal W narracjach nostalgicznych sowietofilów zawsze obecne jest twierdzenie, że korupcja na Ukrainie pojawiła się po uzyskaniu niepodległości. Trudno znaleźć przypadki większego samooszukiwania się (czy bezczelniejszego kłamstwa). W rzeczywistości, ukraińska korupcja – to bezpośredni potomek korupcji sowieckiej. W czasach stalinowskiego terroru korupcja faktycznie miała piekielne, niezwykłe dla nas rozmiary i formy. Za to już w czasach Chruszczowa, a zwłaszcza w czasach Breżniewa, społeczeństwo sowieckie zaczęło aktywnie przyswajać korupcyjne nawyki – i praktyczne, i mentalne. Warto wspomnieć typowe sowieckie dwójmyślenie [termin z Orwella], kiedy ludzie nauczyli się zagarniać do kieszeni różne drobiazgi, nie przestając wypatrywać świetlanej przyszłości komunizmu. Głoszone z trybun ideały były oderwane od rzeczywistości, ale kontynuowały istnienie w formie bezsensownych rytuałów, nikogo do niczego nie zobowiązujących. Podobnie nasi korupcjoniści, mają usta pełne frazesów na temat integracji europejskiej i wartości europejskich, nie odrywając wzroku od dzielonego właśnie złodziejskiego łupu. Ponadto pokolenia ludzi sowieckich przeszły poważne praktyki korupcyjne. Badacze nie bezpodstawnie nazywali ZSRR państwem feudalnym, w którym nomenklaturowa lojalność dawała dostęp do ekskluzywnych korzyści. Dlatego zmęczeni deficytem i ubóstwem „mali ludzie” uważali za wielkie błogosławieństwo posiadanie nieformalnych więzi w odpowiednich pożądanych kręgach. Nawet zwykły sprzedawca w sklepie spożywczym był człowiekiem z dużej litery – po prostu dlatego, że mógł ukryć pod ladą kilka pęt kiełbasy, a następnie sprzedać osobom ze swego otoczenia. Cóż, nawet ci najmniej ustosunkowani taszczyli z miejsc pracy wszystko, co „źle leżało” [kradli nie dość strzeżone przedmioty] zdobywając sobie dumne miano „nosicieli” [określenie osób wynoszących kradzione rzeczy]. Oczywiście, sowiecka korupcja nie była praktykowana otwarcie i „nosiciele” żyli w strachu przed milicją, „OBChSS” i innymi organami, ale strach tylko hartował i stymulował kreatywność. Tak więc, wbrew mitologii sowietofilów, w burzliwe lata 1990-te weszliśmy nie tacy już skonsternowani i cnotliwi. Kryminalna dystrybucja dóbr społecznych była naprawdę straszna i brutalna, jednak zajmowali się tym wczorajsi pionierzy i komsomolcy, a nie przybysze z obcych planet. Okres przejściowy stał się dla naszego społeczeństwa korupcyjną aspiranturą. Ponieważ tradycyjne windy społecznego awansu przestały funkcjonować, ludzie zaczęli wspinać się do dóbr materialnych po drabinach pożarowych i innymi niespodziewanymi sposobami – tak oto nielegalne praktyki stały się zjawiskiem powszechnym i wszechogarniającym. Tyle, że teraz bohaterem dnia nie był sprzedawca, lecz młody mężczyzna z ogoloną głową w czarnej kurtce skórzanej, któremu sprzedawca co tydzień płacił daninę. Nielegalny handel, rozbój, spekulacje – wszystko to było logiczną kontynuacją i rozwinięciem sowieckiej codziennej korupcji. Trucizna oligarchii Ale najciekawsze zaczęło dziać się potem, gdy na Ukrainie formowała się oligarchia. Korupcja, oczywiście, nie zniknęła w niebycie, ale stała się bardziej uporządkowana. Jeśli porównać pieniądze do krwi gospodarki, to Ukraina zyskała podwójny układ krwionośny. Instytucjonalnym fundamentem praktyk korupcyjnych stały się te wszystkie, takie same, stosunki feudalne, które zwykliśmy nazywać mafijnymi: suweren (lub „ojciec chrzestny”) dawał swoim wasalom dostęp do źródeł korupcyjnego bogacenia się, a oni płacili mu daninę, chroniąc i rozwijając jego „schematy”. Nepotyzm, łapówkarstwo, „prawo na telefon” i inne okropności, zwalczane przez pomarańczowy Majdan, były normalnym przejawem układów mafijnych, które opanowały a częściowo zastąpiły legalne instytucje władzy. Tak więc na Ukrainie zmaterializował się pewnego rodzaju wariant ukrytego feudalizmu, w warunkach którego oddzielenie władzy od własności stało się niemożliwe. Własność zapewnia dostęp do władzy, a władza stwarza możliwości wzbogacenia się. Zatem krajem rządzą ci, którzy zgromadzili w swoich rękach największe zasoby, dostęp do zasobów automatycznie zapewnia udział w sprawowaniu władzy. Właśnie to jest to, co dziś nazywamy oligarchatem. W tym sensie łapownictwo – to najmniejszy ze wszystkich problemów korupcyjnych. Oczywiście, łapówki pozwalają jednym łamać prawo, a drugim – otrzymywać nielegalne zyski. To jest złe i dla porządku prawnego, i dla gospodarki. Ale w przypadku oligarchii chodzi o patologię samego ładu społecznego, a mianowicie o koncentrację władzy i własności w rękach pewnej warstwy ludności. Dlatego walka z korupcją, nawet jeśli zaczyna się od polowania na łapówkarzy, prędzej czy później stanie się walką o redystrybucję władzy w kraju na korzyść obywateli. Oligarchowie mogą codziennie rzucać na pożarcie służbom antykorupcyjnym „dystrybutorów” i „schematowców”, ale to w żaden sposób nie dotyka korzeni korupcji. Bo jeśli łapówkarz ma nieformalne źródło dochodu, to oligarcha jest posiadaczem nieformalnego źródła władzy nad całym krajem. Oczywiście, właśnie dlatego korupcjoniści i anty-korupcjoniści tak długo krążą w swoim bojowym tańcu. Prawdziwa walka będzie bowiem tak gwałtowna, okrutna i bezlitosna, że jej podjęcie jest straszne dla wszystkich: to, co zaczęło się od walki o przejrzyste, uczciwe przetargi, skończy się antyfeudalną rewolucją. Komentarze. Peter Tkaczuk, dentysta Obecnie nie warto liczyć na cud. Czego brakuje Ukraińcom, to brak umiejętności organizowania się i zarządzania sobą i swoim krajem. Ponieważ wchodzą wciąż na te same grabie. Rok 1991 - zamiast wybrać godnych [przedstawicieli] i rozpocząć budowę państwa UKRAIŃSKIEGO, oni po rewolucji oddali władze takim samym komuchom. To samo powtórzyło się także w czasie pomarańczowej rewolucji. I, niestety, najbardziej tragiczna rewolucja Godności, zakończyła się kompletną porażką, ponieważ po raz kolejny władza została oddana bandzie kryminalistów - szulerów-oszustów. Zamiast wybrać spośród siebie lidera i pokonać, i ukarać oszustów-szulerów. Nie zrobiono tego. Krew przelano na próżno. Czy będzie jeszcze okazja? Trudno powiedzieć. Nie sądzę. Co czeka Ukrainę? Czy przetrwa bodaj strzęp? Marko Szwarc Prawidłowa diagnoza ukraińskiej korupcji pochodzenia sowieckiego, która stała się źródłem miliardów ukraińskich nowobogackich, oni zapędzili Ukrainę ekonomicznie w kozi róg. Dziaduś Iwanowycz Nie będzie komu przeprowadzić anty-feudalnej rewolucji. Najaktywniejsi za granicą zarabiają, słabi się upili, jednoosobowych przedsiębiorców i mały biznes władza niszczy. Pozostali starzy i niedołężni... 18.02.17 Kim był Hryhoryj Perehijniak? Autor: bohdanpietka Inaugurując 8 lutego 2017 roku „kampanię informacyjną” w związku z obchodami 75. (domniemanej) rocznicy powstania UPA Wołodymyr Wiatrowycz wykreował legendę o rzekomej walce UPA z Niemcami, której początek miała dać 7 lutego 1943 roku sotnia Hryhoryja Perehijniaka. Tym samym szef ukraińskiego IPN wylansował nowego bohatera narodowego Ukrainy i zarazem bohatera walki z okupantem niemieckim, jaką miała zdaniem Wiatrowycza toczyć UPA. Kim jednak naprawdę był Perehijniak? Otóż był on – tak jak i pozostali współcześni mu nacjonaliści ukraińscy – niemieckim kolaborantem i na dodatek uczestnikiem zbrodni holokaustu. Dowiadujemy się o tym z artykułu biograficznego Parehijniaka, który opublikowali obecni epigoni spuścizny Stepana Bandery. Autorką tego biogramu jest Ljubow Iwaniuk i został on zamieszczony 10 lutego 2012 roku na ukraińskiej stronie internetowej „Portal nacjonalistyczny” (Націоналістичний портал) pod adresem: http://www.ukrnationalism.com. Z biogramu – pod egzaltowanym tytułem „Hryhoryj Perehijniak – dowódca pierwszej sotni UPA” (Григорій Перегіняк – командир першої сотні УПА) – dowiadujemy się, że Perehijniak urodził się 7 lutego 1910 roku w Uhrynowie Starym w powiecie kałuskim (województwo stanisławowskie), a więc w tej samej miejscowości, w której rok wcześniej (1 stycznia 1909 roku) urodził się Stepan Bandera, a także jego bracia Wasyl i Ołeksandr. Bandera wywarł największy wpływ na życie i osobowość Perehijniaka, który był nim zafascynowany. Późniejszy przywódca „rewolucyjnego” skrzydła Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów był nie tylko sąsiadem Perehijniaka, ale stał się jego nauczycielem i przewodnikiem życiowym, a nawet współtowarzyszem w celi więziennej. Perehijniak siedział w polskim więzieniu razem z Banderą i innymi znanymi członkami OUN (Jarosław Karpyneć, Mykoła Kłymyszyn), którzy poddali go tam intensywnej obróbce ideowej. Można powiedzieć, że to był „uniwersytet” Perehijniaka. Odnotowuje to autorka jego hagiograficznego biogramu, gdzie czytamy, że w więziennej celi „Najbardziej wybijał się Perehijniak. On chłonął w siebie, jak gąbka, wszystko, co mu powiedziano. I pojmował wszystko z wielką łatwością... ” Hryhoryj Perehijniak, ps. „Dowbeszka-Korobka” (1910-1943), dowódca pierwszego oddziału banderowskiej UPA, sprawca ludobójczej zagłady polskiej kolonii Parośle I w powiecie sarneńskim. Fot.: ukraińska Wikipedia. Życiorys tego watażki był typowy dla jego rówieśników z pierwszego pokolenia członków OUN. Z zawodu był kowalem, na początku lat 30. XX wieku wstąpił do OUN i wkrótce stał się terrorystą. Jego pierwszą akcją terrorystyczną było zabójstwo w 1935 roku Polaka, który zajmował stanowisko sołtysa Uhrynowa Starego. Za ten czyn Perehijniak trafił najpierw przed oblicze polskiego sądu, który skazał go na dożywocie, a potem do polskich więzień na Świętym Krzyżu i we Wronkach. O kolaboranckiej przeszłości Perehijniaka świadczy następujący fragment panegiryku pani Iwaniuk: „Po uwolnieniu (w wyniku najazdu III Rzeszy na Polskę w 1939 roku – uzup. BP) Hryć przedostaje się do Krakowa, gdzie dołącza do zwolenników OUN pod kierownictwem Stepana Bandery. W tym czasie był już dobrze wyszkolony. Dużo czytał, zajmował się samokształceniem i przeszedł trzy kursy szkolenia wojskowego OUN, rekrucki, dla podoficerów młodszych i podoficerów starszych. Jak stwierdza Kłymyszyn, w 1940 roku spotkał się z Perehijniakiem w Krakowie. W tym czasie Hryć był w Starachowicach, gdzie stacjonowały oddziały ochraniające (niemieckie – uzup. BP) obiekty wojskowe. Od lata 1941 roku Hryć znalazł się w szeregach jednej z grup marszowych OUN, a w latach 1941-1942 służył w szeregach (ukraińskiej – uzup. BP) policji pomocniczej „Schutzmannschaft”, której pododdziały z czasem zostały przerzucone na Wołyń i Polesie. Dostrzegając negatywny, a z czasem wrogi do siebie stosunek, OUN w 1942 roku wydała rozkaz swoim członkom, którzy z pewnych względów taktycznych przebywali w niemieckich oddziałach policyjnych, przejść do podziemia i rozpoczęcia walki zbrojnej przeciwko nazistom. Starszy sierżant policji ukraińskiej Hryhorij Perehijniak porzucił służbę i zostaje żołnierzem w pierwszych oddziałach wojskowych na Wołyniu. Z biegiem czasu otrzymuje coraz więcej i więcej obowiązków, a w październiku 1942 roku formuje jeden z pierwszych oddziałów UPA”. Faktycznie oddział ten został sformowany na początku lutego 1943 roku i był to pierwszy oddział banderowskiej UPA. Teza o tym, że UPA powstała jakoby 14 października 1942 roku jest bowiem wymysłem banderowskiej propagandy, przyjmowanym obecnie na Ukrainie. Droga życiowa Perehijniaka nie różniła się zatem od innych nacjonalistów ukraińskich i była naznaczona kolaboracją z Niemcami hitlerowskimi – ich najbardziej pożądanym sojusznikiem. Najpierw więc była służba dla niemieckich władz okupacyjnych w Generalnym Gubernatorstwie w latach 1939-1941 i szkolenia wojskowe pod okiem Niemców. Potem jedna z tzw. grup pochodnych (marszowych) OUN, z którą w wyniku agresji Niemiec na ZSRR Perehijniak wkroczył w 1941 roku do Małopolski Wschodniej i – czego pani Iwaniuk nie pisze – brał udział w aktach ludobójstwa (pogromy na Żydach, mordy na Polakach). Dalej była służba w sformowanej przez okupanta niemieckiego ukraińskiej policji pomocniczej, która pomagała Niemcom w deportacjach miejscowych Żydów do obozu zagłady w Bełżcu i współdziała z Niemcami w egzekucjach na ludności żydowskiej. Na koniec Perehijniak uczestniczył w zbiorowej dezercji policjantów ukraińskich w styczniu 1943 roku, której rezultatem było utworzenie banderowskiej UPA. Stał się następnie specyficznym symbolem ukraińskiego nacjonalizmu – on pierwszy rozpoczął genocicum atrox na narodzie polskim. Heroizację Perehijniaka („Dowbeszki-Korobki”) – uczestnika niemieckiego ludobójstwa na Żydach – zauważył rosyjskojęzyczny portal IzRus w Izraelu (adres: http://www.izrus.co.il) w notatce pt. „Nazistowski pomocnik stał się przykładem bohaterstwa dla Ukraińców?” (Нацистский прихвостень стал примером героизма для украинцев?). Faktu tego nie zauważyło natomiast żadne z mediów w Polsce, gdzie w kwestii przemilczania gloryfikacji banderowskich zbrodniarzy na Ukrainie panuje świadoma dyscyplina. Należy przypomnieć, że pod koniec 1942 roku w pobliżu Lwowa odbyła się konferencja referentów wojskowych lokalnych struktur Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów-Banderowców (OUN-B), na której postanowiono utworzyć formację partyzancką pod nazwą Wojskowe Oddziały OUN-SD (Samostijnikiw Derżawnikiw, faktycznie OUN-B). Pierwszym oddziałem WO OUN-SD była właśnie sotnia Hryhorija Perehijniaka, ps. „Dowbeszka-Korobka”, utworzona na polecenie Iwana Łytwynczuka, ps. „Dubowyj”, zapewne w pierwszych dniach lutego 1943 roku. Tak więc był to oddział OUN-SD (OUN-B). Nazwa Ukraińska Powstańcza Armia pojawiła się później i została przez banderowców skradziona opozycyjnej wobec Bandery formacji Tarasa Bulby-Borowcia (tzw. Pierwsza UPA, określana w historiografii jako Sicz Poleska, od sierpnia 1943 roku Ukraińska Armia Ludowo-Rewolucyjna). To dlatego ludność polska Wołynia identyfikowała na początku (mniej więcej do czerwca 1943 roku) swoich morderców omyłkowo jako „bulbowców”, a nie banderowców. Fragment propagandowej planszy przygotowanej przez ukraiński IPN z informacją o ataku sotni Perehijniaka na posterunek policji niemiecko-ukraińskiej w miejscowości Włodzimierzec. Fot.: http://www.izrus.co.il Sotnia „Dowbeszki-Korobki” w nocy z 7 na 8 lutego 1943 roku zaatakowała posterunek policji w miasteczku Włodzimierzec, który był broniony przez siedmiu niemieckich żandarmów i dziewięciu Kozaków z ukraińskiej policji pomocniczej. Po co go zaatakowała? Po to, by rozpocząć bohaterską walkę banderowskiej UPA z Niemcami hitlerowskimi, jak twierdzi Wiatrowycz? Nie! Posterunek policji zaatakowano tylko po to, by uniemożliwić jakąkolwiek pomoc ze strony miejscowej policji dla polskiej ludności kolonii Parośle I, którą sotnia „Dowbeszki-Korobki” wymordowała 9 lutego 1943 roku. Atak na posterunek policji we Włodzimierzcu – który w historiografii banderowskiej uchodzi za wielką bitwę z Niemcami (miano zabić 63 Niemców i 19 ranić, w rzeczywistości zabito jednego Niemca i trzech Kozaków, sześciu Kozaków wzięto do niewoli i zamordowano później w Parośli) – został dokonany wyłącznie pod kątem zdobycia broni i odcięcia jakiejkolwiek pomocy dla Polaków z Parośli, a także usunięcia potencjalnych świadków ich zagłady. Tak naprawdę wyglądał początek lansowanej przez Wiatrowycza walki UPA z Niemcami pod dowództwem bohatera narodowego Ukrainy – Perehijniaka. W związku z tym pragnę przypomnieć panu Wiatrowyczowi oraz funkcjonariuszom Związku Ukraińców w Polsce, którzy – jak słyszę – zapowiedzieli kierowanie do sądów pozwów przeciw osobom oskarżającym UPA o zbrodnie, opis zagłady Polaków w Parośli. Jej autorem jest gen. Czesław Piotrowski (1926-2005) – mieszkaniec Wołynia ocalony z ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego, żołnierz samoobrony polskiej przed UPA, później żołnierz 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK i zawodowy oficer ludowego Wojska Polskiego, gdzie doszedł do stanowiska szefa wojsk inżynieryjnych. W opublikowanej w 2002 roku przez Światowy Związek Żołnierzy AK pracy pt. „Zniszczone i zapomniane osiedla polskie oraz kościoły na Wołyniu” Czesław Piotrowski tak opisał zagładę Parośli: „Uzbrojona banda ukraińska z okolic Włodzimierca, udająca radzieckich partyzantów, weszła z rana do kolonii i rozmieściła się we wszystkich domach, by po południu podstępnie wszystkich powiązać i na umówiony sygnał zamordować, zabijając ostrymi narzędziami, przeważnie siekierami, nie oszczędzając nikogo. Zamordowano 173 osoby, tylko 11 osób, przeważnie dzieci, ciężko okaleczone, zostały potem uratowane. Jak zwykle czyniły to bandy, po dokonanym morderstwie gospodarstwa ograbiono, zabierając cały dobytek i żywy inwentarz. Późniejsze oględziny pomordowanych wykazały szczególne okrucieństwo oprawców. Niemowlęta były przybijane do stołów nożami kuchennymi, kilku mężczyzn było obdartych ze skóry pasami, niektórzy mieli wyrywane żyły od pachwiny do stóp, kobiety były nie tylko gwałcone, lecz wiele z nich miało poobcinane piersi. Wielu pomordowanych miało poobcinane uszy, nosy, wargi, oczy powyjmowane, głowy często poobcinane. Po dokonaniu rzezi mordercy urządzili libację w domu sołtysa. Po odejściu oprawców, wśród resztek jedzenia i butelek po samogonie znaleziono martwe dziecko około 12-miesięczne, przybite bagnetem do stołu, a w ustach dziecka włożony był niedojedzony kawałek kiszonego ogórka”. Wspomniane dziecko zostało tak przybite bagnetem albo nożem do stołu, że świadkowie, którzy przyszli do Parośli po odejściu sotni „Dowbeszki-Korobki”, nie byli w stanie wyjąć tego narzędzia z ciała dziecka. Ofiary były rąbane siekierami na kawałki, główki dzieci miażdżone obuchami siekier. Według relacji świadków, ciało Walentego Sawickiego było porąbane „na sieczkę”. Oprawców rozjuszył fakt, że przed wojną był on komendantem miejscowej organizacji Związku Strzeleckiego. Te – według różnych relacji – 8 do 12 rannych ofiar, które odratowano, do końca życia pozostało inwalidami. Tablica pamiątkowa w miejscu byłej kolonii Parośle I ku czci Polaków zamordowanych 9 lutego 1943 roku przez sotnię Perehijniaka. Fot.: Wikipedia. Tak wyglądała „walka z Niemcami” sotni Perehijniaka vel „Dowbeszki-Korobki” panie Wiatrowycz i panie Tyma – prezesie Związku Ukraińców w Polsce, który grozi dzisiaj pozwami sądowymi tym, którzy będą przypominać o zbrodniach UPA. Opis ten dedykuję również tym wszystkim polskim przyjaciołom Ukrainy – a faktycznie sojusznikom pogrobowców zbrodniczego nacjonalizmu ukraińskiego – dzięki którym Perehijniak może być dzisiaj bohaterem Ukrainy i patronem zakłamanej historii głoszonej przez ukraiński IPN. Tym wszystkim Michnikom, Sakiewiczom, Wóycickim, Targalskim, Smoleńskim, Piekłom, Żurawskim vel Grajewskim itd. Dzisiaj plujecie jadem na każdego kto śmie upominać się o pamięć niewinnych ofiar, kto nie godzi się na politykę sojuszu z pogrobowcami ich morderców maskowaną górnolotnymi sloganami o integracji europejskiej Ukrainy, Międzymorzu i diabli wiedzą czym jeszcze. Ale to nie swoim oponentom plujecie w twarz, ale temu polskiemu dziecku przybitemu bagnetem do stołu. Piszecie w historii Polski kolejny rozdział hańby domowej i to wyłącznie tę hańbę domową zapamiętają wam na zawsze przyszłe pokolenia, jeśli Polska będzie w przyszłości istnieć. Zbiorowa mogiła Polaków zamordowanych w Parośli. Fot.: Wikipedia. Sam „Dowbeszka-Korobka” zginął niecałe dwa tygodnie po zagładzie Parośli – 22 lutego 1943 roku. Według banderowskiej historiografii miał zginąć – a jakże – w walce z Niemcami pod Wysockiem (około 60 km na północ do Parośli). Faktycznie okoliczności jego śmierci nie są dokładnie znane. Różne sprzeczne relacje dają podstawę do przypuszczeń, że Perehijniak mógł zostać zlikwidowany przez Służbę Bezpeky OUN-B w ramach wewnętrznych porachunków, albo po prostu dla pozbycia się sprawcy-świadka ludobójstwa, którego negację banderowcy rozpoczęli równocześnie z jego popełnianiem. Bohdan Piętka Oświęcim, 18 lutego 2017 r. http://www.mysl-polska.pl/1165 02.02.17 CZY POWSTANIE W POLSCE NOWA I GROŹNA UPA? W Polsce może powstać podziemna armia ukraińska. Przemycana jest ogromna ilość broni - tej broni, którą dali Polacy W 1917 gdy Ukraińców uzbroili ich Austriacy, to wyrabowali i wypalili dwory i wyrżnęli Polaków. W 1942 dostali broń od Niemców, co zrobili wiemy. Teraz dajemy im broń my. Ciekawy eksperyment. Ukraina nie zrezygnuje z Krymu i Donbasu oraz nie dopuści do destabilizacji sytuacji wewnętrznej, której inicjatorzy chcą wcześniejszych wyborów parlamentarnych – oświadczył w niedzielę, 22 stycznia, prezydent Petro Poroszenko z okazji Dnia Jedności Ukrainy. Święto to upamiętnia zjednoczenie kijowskiej Ukraińskiej Republiki Ludowej z proklamowaną we Lwowie Zachodnioukraińską Republiką Ludową w 1919 r. Czytaj także: Oficer w liście opisuje kulisy tego, co wyprawia się w armii. "Przeżyłem różne rządy i ministrów, ale nigdy dotąd..." Wstyd mówić o tym w Dniu Jedności, ale mamy siły polityczne, które w zawoalowanej formie proponują nam rezygnację z Donbasu. Pytam tych polityków: panowie, czy to wy jednoczyliście te terytoria, żeby teraz je rozdzielać? - mówił prezydent podczas obchodów. Stanisław Michalkiewicz komentując słowa prezydenta Ukrainy, zwrócił uwagę na formowanie się nowego zagrożenia dla Polski. Jego zdaniem istnieje korelacja między zwiększonym przemytem borni a napływem Ukraińców do Polski. Publicysta twierdzi, że otrzymał wiadomości o tym z wiarygodnego źródła. – Przez ukraińsko-polską granicę idzie ogromny przemyt broni do Polski z Ukrainy. Więc jeżeli się zestawi te informacje o przemycie broni z obecnością co najmniej miliona Ukraińców w Polsce to w tym milionie statystyczne prawdopodobieństwo jest takie, że niektórzy mogą być zadaniowani na różne okoliczność – powiedział Michalkiewicz. Tymczasem Polska zamierza kontynuować zbroić Ukrainę. Macierewicz podpisał umowę o dostawach uzbrojenia, techniki wojskowej i świadczenie usług o charakterze wojskowo-technicznym. Przyjdzie czas i oni nam zaplacą. Będziemy mieli drugą Rzeź Wołyńską gdy radykaliści Prawego Sektora przyjdą do nas żeby zbudować Wielką Ukrainę „od Kaukazu po Bałtyk” na ziemiach Polski. I będą oni zabijać Polaków tej bronią, którą dali politycy z ramienia PiS. W ten oto sposób, w blaksu fleszy i z uśmiechem, rękoma (tutaj każdy sobie sam dopowie kogo) Państwo Polskie (nie mylić z Polską) przystapiło do wojny, stając po stronie wrogo nastawionego wobec Polaków banderlandu. ............................................... 04.02.17 Stratfor: władze w Kijowie mogły celowo zaognić konflikt w Donbasie Dodane przez Lipinski Opublikowano: Czwartek, 02 lutego 2017 o godz. 15:03:06 Według analityków prywatnej agencji wywiadowczej Startfor, w obliczu zmiany polityki USA względem Rosji, władze w Kijowie mogły zdecydować się na eskalację działań zbrojnych w Donbasie, by zwrócić uwagę na konflikt i uzyskać międzynarodowe wsparcie dla kontynuowania sankcji nałożonych na Moskwę. Opodatkuj się! W grudniu otrzymaliśmy od Was 3 272,00 zł. Serdecznie dziękujemy za wsparcie!. A Ty wsparłeś już nas w tym miesiącu? W swojej najnowszej analizie Stratfor zwraca uwagę na rozmowę telefoniczną Donalda Trumpa z Władimirem Putinem, do której doszło 28 stycznia. Obaj zgodzili się wówczas m.in. z tym, że USA i Rosja powinny współpracować w takich kwestiach polityki międzynarodowej, jak Bliski Wschód, Korea Północna czy konflikt na wschodniej Ukrainie. Według Stratfor, ta ostatnia kwestia wzbudziła obawy ukraińskiego rządu, który obawia się, że ocieplenie stosunków na linii Waszyngton-Moskwa może naruszyć strategiczną pozycję Kijowa i doprowadzić do redukcji amerykańskiego wsparcia. Przeczytaj: Szef agencji Stratfor: dobre relacje z USA mają swoją cenę - Podczas gdy administracja Trumpa przewartościowuje politykę USA względem Rosji, przywódcy Ukrainy zwracają się w stronę innych swoich sojuszników na Zachodzie, jednocześnie rozkręcając działania zbrojne w Donbasie – czytamy w analizie Stratfor, który zaznacza, że tego rodzaju środki „mogą nie wystarczyć do osłonięcia Kijowa przez zmieniającymi się geopolitycznymi wiatrami”. Ośrodek zwraca uwagę, że Stany Zjednoczone od czasu EuroMajdanu były dla Ukrainy ważnym sojusznikiem. Ta jednak obawia się, że za kadencji Donalda Trumpa sytuacja może ulec zmianie, a deklarowane przez niego zbliżenie z Rosją odbędzie się jej kosztem. - Zdeprymowany postawą nowej amerykańskiej administracji względem Rosji, ukraiński prezydent Petro Poroszenko pojechał 30 stycznia do Niemiec, by spotkać się z kanclerz Angelą Merkel. Niemcy, jako faktyczny lider Unii Europejskiej, są nieocenionym sojusznikiem dla Ukrainy – tym bardziej teraz, gdy USA mogą wahać się w swoim poświeceniu dla Kijowa – czytamy w analizie. Zwrócono w niej również uwagę, że podczas wspólnej konferencji prasowej Merkel podkreśliła swoje stanowisko ws. sankcji nałożonych na Rosję. Jej zdaniem, powinny one zostać utrzymane w mocy do czasy pełnego wdrożenia przez Moskwę warunków porozumień mińskich. Analitycy zaznaczają, że temat Ukrainy miał być jednym z tematem rozmowy Merkel z Trumpem, która miała miejsce bezpośrednio przed jego rozmową z Putinem. Przypomnijmy, że sam Poroszenko w rozmowie z niemiecką gazetą stwierdził, że nie oczekuje od Zachodu pomocy militarnej, ale „zjednoczonej Europy pod przewodnictwem Niemiec i Francji”, mogącej zmusić Rosję do realizacji porozumień mińskich. Stratfor, nazywany „cieniem CIA”, przypomina jednak, że w UE nie ma jednomyślności ws. sankcji, a tym bardziej w kwestii ich zaostrzenia. – Jeśli USA zrewidują swoje stanowisko ws. sankcji, rozdźwięk odnośnie programu działań UE zapewne jeszcze się zwiększy. W tym kontekście ośrodek analityczny zwraca uwagę na ostatnią intensyfikację walk w Donbasie, odpowiedzialność za którą wzajemnie zrzucają na siebie Ukraińcy i separatyści. - Chociaż ukraińscy oficjele oskarżają Rosję o reżyserowanie zaognienia sytuacji, by wzmocnić swoją pozycję negocjacyjną względem Zachodu, to Kijów mógł wzniecić przemoc, by zwrócić uwagę na konflikt i zebrać wsparcie międzynarodowe na rzecz kontynuowania sankcji nałożonych na Moskwę – twierdzi Stratfor. Zwraca uwagę, że Ukraina znajduje się w bardzo niepewnej sytuacji. - Podczas gdy Waszyngton dąży do cieplejszych relacji z Moskwą, Kijów będzie zwracał się o większe wsparcie do swych europejskich sojuszników. Będzie też próbować zmienić percepcję konfliktu na wschodzie Ukrainy przeciwko Rosji, stosując zaognianie konfliktu by przekonać USA, by nadal opowiadały się za sankcjami. Starania te mogą nie powstrzymać administracji Trumpa przed szukaniem porozumienia z Kremlem, ale zapewniają, że sytuacja w Donbasie będzie bardziej niestabilną – pisze Stratfor. PRZECZYTAJ: Süddeutsche Zeitung: Berlin obwinia Kijów o zaostrzanie sytuacji w Donbasie Stratfor.com / Kresy.pl

Powrót do strony głównej