JUŻ JEST Od kilku lat tysiące Czytelników na darmo poszukiwało mojego kresowego zbioru opowiadań pt;Nienawiść", na podstawie których Wojciech Smarzowski kręci film. Książki jednak na rynku nie było. Nakład dawno wyczerpany. I oto otrzymałem wiadomość, że książka niebawem wejdzie do księgarń. Zainteresowanych z przyjemnością o tym zawiadamiam. Już nie trzeba będzie za nią płacić 500 zł, na Allegro, jak płacili niektórzy miłośnicy beletrystyki, tylko - bodajże - 33 zł. Życzę twórczej lektury. I czekam na wrażenia. *** PIERWSZA RECENZJA ZE "SPISKU BARBARZYŃCÓW" ZDRADA POLSKICH ELIT Zdrada polskich elit – oto temat książki Stanisława Srokowskiego zatytułowanej „Spisek barbarzyńców”. Polacy mają się wstydzić polskości, wtedy nie będą się bronili przed mentalną rewolucją, która sprawi, że oddadzą swoją wolność i nawet tego nie zauważą. Ogólnopolskie telewizje, największe polskie gazety, polska szkoła, rządowa polityka – wszystko, co ma w rękach grupa „historycznego kompromisu” lewicowej opozycji z komunistami – pracuje nad przemianą zbiorowej mentalności Polaków. Muszą tylko zlikwidować takie pojęcia, jak Polska, Polak, naród, historia, religia, Bóg, wiara. Kiedy w 1988 r. Adam Michnik przeprowadzał ze mną rozmowę, w której próbował przekonać mnie, że komuniści już nie zagrażają Polsce, a wrogiem jest teraz Kościół i totalitaryzm narodowy, myślałem naiwny, że mam do czynienia z intelektualną dysputą. Że facet co prawda zwariował, ale, cóż – każdy przecież może się mylić. Gdy przeczytałem w książce Srokowskiego opis dokładnie takiej samej rozmowy z jednym z bohaterów jego książki, zrozumiałem, że było to po prostu kuszenie. Adam Michnik wyszukiwał wśród peerelowskiej opozycji sojuszników. Tych, którzy zakrzykną: „Tusku, musisz”; tych, dla których polskość to nienormalność. Ten obóz został zbudowany. Co więcej, ten spisek mniejszości jest dziś przy władzy. A Srokowski pokazuje jego korzenie w projekcie Michnika, Geremka i Kuronia z lat 80., który został zrealizowany wreszcie przez bezpostaciowych polityków PO przy wsparciu wszystkich resortowych mediów. O ile po prawej stronie wszyscy wiedzą już, na czym polegał zamysł Okrągłego Stołu, w jaki sposób lewicowa mniejszość opozycji demokratycznej zmanipulowała Solidarność, przejmując pełnię władzy w związku po 1989 r., o tyle Srokowski zaskoczy ich, pokazując, że przejęcie władzy w polityce było tylko czubkiem góry lodowej. Autor „Spisku barbarzyńców” dowodzi, że te dwa procesy wynikały z jednego zamysłu. Michnik, Geremek i Kuroń zaprojektowali antypatriotyczną, antykościelną i antyrodzinną krucjatę już w latach 80. Czy ktoś pomyślałby 30 lat temu, że w Polsce można bezkarnie szczać na krzyż?

W warstwie artystycznej książki widać wyraźnie, że Srokowski przebija się przez materię wydarzeń.(...) warto przeczytać tę książkę. Co więcej(...),jest to obowiązek każdego polskiego patrioty. Być może już straciliśmy szansę na wolną i niepodległą. Być może zamysł rewolucjonistów kulturowych się powiódł. Ale może jeszcze mamy szansę… ( Robert Tekieli, GPC. NOWA RECENZJA Co się z nami, Polakami, porobiło? Jacy jesteśmy? Co nas jeszcze łączy? Próbuję na te pytania odpowiedzieć w nowej powieść "SPISEK BARBARZYŃCÓW". O pierwszym tomie;BARBARZYŃCY U BRAM, wydawca pisał;To bezlitosna satyra na współczesną Polskę, na pogrążone w kłamstwie i mistyfikacji polityczne i intelektualne elity. Drugi tom obnaża kulisy polskiej rzeczywistości, pokazuje twarze bez retuszu, postaci z pierwszych stron gazet, premiera, ministrów i dyrektorów departamentów, ale też niedolę i los ludu. Spotkają Państwo śmietankę towarzyską, dziennikarzy wielkich mediów, tajne narady, sposoby manipulacji, słowem to, w czym żyjemy. Nie brakuje też wątku kresowego. A także humoru, satyry i groteski. Powieść jest tak skonstruowana, że można ją czytać, jako samodzielny utwór. Ale wraz z tomem I stanowi szerszą panoramę zjawisk. Książkę dedykuję Hannie Łukowskiej-Karniej – legendzie „Solidarności Walczącej” oraz jej dzielnym koleżankom, jako hołd złożony odwadze, godności i bohaterstwu. Proszę udostępniać. To ważna dla Polaków lektura. Pytajmy: Czym jest dzisiaj Polska?! Pierwsze opinie: Sylwia Konwaj - "Każdy myślący Polak powinien przeczytać". Blandyna Niemrowska: "Czytam, świetna książka" A oto fragment powieści: - No, to jak będzie, Bon? – usłyszał i mechanicznie odparł: - Dobrze, Panie Premierze. Będzie dobrze – szybko się uśmiechnął... - Powiadasz, że będzie dobrze? – Premier wpatrywał się w Ministra. Minister poczuł, jak mu cierpnie skóra. „Coś jest… nie tak. Ktoś pode mną ryje”, pomyślał. Ale szybko odpowiedział. - Oczywiście, Panie Premierze, inaczej być nie może. - A ja myślę, że może – rzeczowo rzekł Premier. I nachylając się ku niemu jakoś mściwie, szyderczo syknął: - Może i powinno być, Bon… lepiej… – mówił przez zęby. - Ma się rozumieć, Panie Premierze – Minister zbladł jak ściana i siedział z otwartymi ustami. - A ty powiedziałeś… Bon… że będzie… dobrze – rwał słowa Premier, a jego głoski dziwnie szeleściły, jakby liście spadające z drzewa. – A co powinieneś powiedzieć? - uśmiechnął się krzywo, z gorzkim wyrazem twarzy. Minister natychmiast się poprawił. ***************************** Niebawem ukaże się na rynku księgarskim moja nowa powieść ;SPISEK BARBARZYŃCÓW". Kto czytał;Barbarzynców u bram", wie, że zajmuję się odpowiedzią na najważniejsze dzisiaj pytanie: Co się z nami, Polakami dzieje? Tom drugi, "Spisek barbarzyńców", kontynuje ten wątek, ale też wprowadza zupełnie nowe tony i nowe motywy. Każdą z tych książek można czytać osobno, bo tak są skonstruowane, by stanowiły suwerennę całości, ale lepiej poznać panoramę wydarzeń z obu powieści. Akcja "Spisku" dzieje się teraz, w naszych czasach, w Polsce, we Wrocławiu, w Warszawie i w innych miejscach kraju. Sięga też niedawnej historii. Spotkają Państwo postaci, zjawiska, problemy i sytuacje, z którymy mierzymy się co dnia. Będę wdzięczny za znak, kto z Państwa byłby zainteresowany nabyciem tej książki. Od tego zależy nakład. Serdecznie pozdrawiam. UKRAIŃSKI KOCHANEK NA LIŚCIE 25 NAJWAŻNIEJSZYCH KSIĄŻEK Wielu Przyjaciół i Znajomych powiadomiło mnie, że „Ukraiński kochanek" znalazł się na liście 25 najważniejszych książek ostatniego 25-lecia. Znaki takie otrzymałem m. in. od Magdaleny Kulczyk z Zielonej Góry („Drogi Panie Stanisławie! Serdecznie gratuluję zajęcia 9-ego miejsca...), czy Jędrzeja z Wrocławia („Bardzo mnie ucieszyły wyniki plebiscytu Polskiego Radia i Pańskie 9.miejsce. Z serca gratuluję!”). Te bezinteresowne i szczere słowa świadczą, jak dużo jest w ludziach autentycznej radości z jakiegoś dobra, które się dzieje. Bardzo dziękuję każdemu, kto oddał głos na „Ukraińskiego kochanka” i tym, którzy dali sygnał, że to dla nich istotne. Gratuluję też wyróżnionym pisarzom w plebiscycie Polskiego Radia, Programu II. Dobrze wiedzieć, jak wielu się ma Czytelników i miłośników literatury pięknej. Poniżej lista wyróżnionych tytułów. 1. Wiesław Myśliwski – Traktat o łuskaniu fasoli 2. Antoni Libera – Madame
3. Magdalena Grochowska – Wytrąceni z milczenia 4. Wojciech Wencel – Oda na dzień św. Cecylii 5. Paweł Potoroczyn – Ludzka rzecz 6. Wiesław Myśliwski – Widnokrąg 7. Janusz Degler – Witkacego portret wielokrotny 8. Jacek Dukaj – Lód 9. Stanisław Srokowski; Ukraiński kochanek 10. Tadeusz Różewicz – Matka odchodzi 11. Dorota Masłowska – Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną 12. Zbigniew Herbert – Epilog burzy 13. Mariusz Szczygieł – Gottland 14. Janusz Rudnicki – Śmierć czeskiego psa 15. Andrzej Franaszek - Miłosz 16. Ryszard Kapuściński; Podróże z Herodotem 17. Zbigniew Herbert; Elegia na odejście 18. Ryszard Kapuściński; Imperium POGRZEB POLSKI NA KRESACH Nie zważajcie na nic i nie kierujcie się sumieniem. Współistnienie Polaków i Ukraińców to wrzód, który musicie przeciąć. Za zabicie Lachów dla tworzenia wolnej Ukrainy grzechu nie będzie. Zabijajcie ich we śnie i na jawie, na polu, w lesie i w domu. Nie znajcie wobec nich litości. Uczcie swoich synów i córki, że wojna przeciwko Lachom to święta wojna. Ukraina bez Polaków! Ukraina tylko dla Ukraińców!”

Powyższy fragment przemówienia duchownego grekokatolickiego do zebranych wokół niego Ukraińców pochodzi z książki Stanisława Srokowskiego pt. „Strach. Opowiadania kresowe” wydane przez wydawnictwo FRONDA. Słowa te padły po symbolicznym pogrzebie narodu polskiego. Od tamtej pory ukraińscy nacjonaliści pozbyli się sumienia i mordowali Polaków bez litości.

„Nastał czas samostijnej Ukrainy!”

Ukraińscy nacjonaliści, nazwani później banderowcami (od głównego przywódcy OUN-UPA(B) Stepana Bandery) działali od początku II wojny światowej. Na początku pomagali Niemcom pozbyć się Żydów z terenów Ukrainy. Potem jednak poszli dalej. Postanowili dokonać czystki etnicznej na zachodzie swojego kraju, gdzie żyło najwięcej ludzi innych nacji, zwłaszcza Polaków. Banderowcy zbierali się w grupy i początkowo chodzili tylko nocą do pobliskich wsi, by mordować Polaków. W końcu jednak przestali się chować i dzień nie stanowił już dla nich żadnej przeszkody. Apogeum cierpienia Polaków przypadło na niedzielę 11 lipca 1943 roku. Wtedy banderowcy napadli na około 100 wiosek polskich. Charakterystyczne dla tej tzw. „krwawej niedzieli” było mordowanie w kościołach, gdy Polacy zebrali się na mszy świętej. Działalność upowska trwała jeszcze kilka lat po wojnie. A wszystko w imię Samostijnej Ukrainy.

„Nie zważajcie na nic i nie kierujcie się sumieniem”

Książka „Strach. Opowiadania kresowe” wydawnictwa FRONDA jest podzielona na 12 rozdziałów. Każdy z nich stanowi opowieść o różnych metodach mordowania Polaków i ich cierpieniach. Wszystkie rozdziały łączą się jednak tym, że historie zawarte w książce są opowiadane w jednej rodzinie od świadków naocznych lub pośrednich. Same postaci i fabuła są fikcyjne, jednak opisy tortury, jakie upowcy zadawali Polakom są prawdziwe.

Pierwszy rozdział zaczyna się, gdy Jan wraca do domu z wojennego frontu. Gdy wracał natknął się na „pogrzeb Polski” zorganizowany przez Ukraińców. Nie rozumiał, co teraz czeka jego rodaków. Dowiedział się tego, kiedy banderowcy zaatakowali ich śpiących w stodole. On jeden przeżył, bo jako jedyny nocował na strychu, a tam upowcy go nie zauważyli. Widział, jak z jego kolegów ściągali płaty skóry. Rany posypywali solą. Na koniec podpalili stodołę i zostawili żywych jeszcze żołnierzy polskich, by żywcem spłonęli. Jan uciekł, ale cały czas miał w głowie jęki i krzyki kolegów.

„Nie znajcie wobec nich litości”

Kolejne rozdziały zawierają opisy popularnych metod mordowania stosowanych przez ukraińskich nacjonalistów. Tytuły poszczególnych fragmentów tekstu są zasadniczo zwyczajne, np.: „Lekcja anatomii” lub „Kotek”. Są tak zwyczajne i powszednie, jak banderowcy traktowali swoje „zajęcie”. Po przeczytaniu tych rozdziałów wiemy już, że ta z pozoru zwyczajna „lekcja anatomii” to po prostu cięcie na żywca człowieka i demonstrowanie współmordercom poszczególnych narządów wewnętrznych. Rozdział pt. „Kotek” też, można powiedzieć, jest o kotku; o kotku, który został znaleziony przez jednego z upowców i włożony do brzucha ciężarnej kobiety. Dziecko wcześniej zostało wyrwane z brzucha matki i roztrzaskane o ziemię. Na końcu brzuch z kotkiem zaszyto.

Poza mordowaniem…, czyli techniczna strona książki

Książka bardzo dobrze oddaje istotę wydarzeń z połowy XX wieku na Kresach Wschodnich. Zdarzenia opisane są w sposób prosty, ale dobitny, przez co odnosi się wrażenie, jakby się niemal samemu je przeżywało. Jest ukazany bestialski charakter czynów Ukraińskiej Powstańczej Armii. Opowieści kresowe z tej książki uczą świadomości Polaków o prawdziwej historii ich narodu.

Pod względem kompozycyjnym książka także jest dobrze napisana. Tytuły rozdziałów są dobrze dobrane. Niektóre z nich zdają się być proste i niewinne, co, po przeczytaniu rozdziału, daje jeszcze mocniejszy efekt przez zaskoczenie. Osobiście polecam książkę S. Srokowskiego „Strach. Opowiadania kresowe” wydane przez wydawnictwo FRONDA.
Chcesz dostawać info o nowych wpisach?


Autor Anna Oflus
( Parezja.pl)
 Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na WSKSiM w Toruniu. 
02.05.14 

 

"STRACH"

Po przeczytaniu wydanego przez FRONDĘ tomu 12. opowiadań Stanisława Srokowskiego o wymownym tytule „Strach. Opowiadania kresowe” długo nie mogłem dojść do siebie. Ten swoisty kłopot z emocjonalnym odbioremowej lektury zrozumie każdy, kto się z tą nasyconą i „tchnącągrozą”, popartą doświadczeniem własnym, literacko zgrabną prozązapozna. Nawet jeśli kapitalna wręcz aktualność tej tematyki czasowo „przypadkowa” dość (sic! ) wynika raczej z konsekwencji wydawniczej i twórczego rytmu autora. Toteż zrezygnowałem z pierwotnego zamysłu zarówno efektownego tytułu tej recenzji, jak również z kontekstowoanalitycznego wstępu na rzecz pewnej osobistej, choć nie tylko, impresji.

Rzecz bowiem w tym, że miałem okazję obserwować reakcję na
lekturę owych opowiadań bliskiej mi osoby mającej właśnie kresowe
(woj. tarnopolskie) korzenie. Niebagatelna
była tu i szybkość czytania, dobrze świadcząca o autorze
i jego pisarskiej sprawności („Strach…” się wręcz
„połyka”), jak i emocjonalna reakcja czytelnicza wzmocniona… brakiem
szczegółowej wiedzy. W rodzinie mojej małżonki
bowiem i ojciec, i dziadek, a także babcia (wszyscy
dawno nie żyją) o tej historycznej traumie zgodnie przez lata…
milczeli. Oczywiście, w moim domu wiedza historyczna, jak i statystyczna,
w sensie skali, o „wołyńskich rzeziach” była obecna od dawna, ale
brak jej było owych dopełniających całość obrazu naturalnych świadectw.
Opowiadania Srokowskiego więc obok niewątpliwych walorów
literackich mają również wartość świadectwa właśnie. „Ta książka to
wstrząsający epos kresowy. Kawał polskiego losu i zagubiona pamięć”
– pisze wydawca na okładce książki i chciałoby się zacytować całość tego
zgrabnego anonsu, ale… Zamiast tego oddajmy głos autorowi: „ Najpierw
bandy OUN zaatakowały sąsiednie wsie. Potem przeniosły
się na północ. Płonął Wołyń. A po nim Podole i Pokucie. Płonęły Kresy.
Ogarnął nas przerażający strach. Widzieliśmy koszmar zniszczenia,
degradację człowieka i natury ludzkiej”. Konstatacja, że oto Ukraina
i Ukraińcy są dzisiaj w centrum uwagi świata, Europy i naszej,
grzeszy wszak oczywistością. Ale już wieloaspektowość owej uwagi
wyrażanej również wielorakimi działaniami, od geopolitycznych, przez
gospodarcze, partyjne i prawne, aż po społeczne i charytatywne, do tej
sfery oczywistości w sposób naturalny nie zależy. W szczególności
zaś kontekst historyczny, etyczny, narodowościowy, a nawet religijny
wymagają niezwykłej wręcz subtelności, delikatności, a i wiedzy przede
wszystkim. Toteż lektura opowiadań Srokowskiego, które wzorem dobrej
literatury odwołują się do emocji
i refleksji czytelnika, wydaje się w tej sytuacji wręcz… obowiązkowa.
W imię prawdy i pamięci chociażby.
 Andrzej B. Pierzchała ( "Niedziela")


17.03.14
                         
STRACH 

Choć tytuł książki to "Strach...", a na okładce widnieje siekiera wbita w pieniek, to nie przygotowało mnie to do tego, co przeczytałam dalej. I tak, czytając opowiadanie za opowiadaniem (z przerwami, otwartymi oczami i prawie otwartymi ustami), gdy już myślałam, że nic gorszego, straszniejszego czy bardziej okrutnego nie może się zdarzyć, okazuje się, że jednak może.

No i pojawia się u mnie od razu takie pytanie: czy to byli ludzie? Czy istoty zachowujące się w tak okrutny sposób mogą nosić miano człowieka? Wcześniej byli sąsiadami, a potem? Czy drugą naturą człowieka może być bestia? I najważniejsze pytanie: dlaczego doszło do tak okrutnego mordu? Odpowiedzi nie udzieli nam ta książka, gdzie narratorem bywa mały chłopiec - coraz bardziej zlęknione dziecko, które nie może tego pojąć. Tak jak ja.

Autor nie szczędzi nam szczegółów. Czasem odwleka to, co najgorsze i wciąż sygnalizuje nam, że za chwilę może stać się jeszcze coś gorszego. Nie pomija nawet cierpień kobiety ciężarnej, która również nie uniknęła najgorszego z rąk ukraińskiej bandy. Momentami toczą się tam akcje jak z prawdziwego horroru i nie najgorsza jest w tym wszystkim śmierć, ale przyjemność, jaką sprawcom dawało zabijanie.

Historie Polaków zamieszkujących tereny Wołynia są mi częściowo znane z opowiadań mojej babci, która również pochodzi z tamtych terenów. Jednak dopiero Stanisław Srokowski nakreślił mi ten obraz w tak wyrazisty sposób. Osobom wrażliwym nie polecam tej lektury, ale pozostałym, którzy nie boją się prawdy - polecam przeczytać opowiadania, gdzie strach ludzi tam żyjących odczuwamy na własnej skórze.

Nie ignorując tego, co się obecnie dzieje na Ukrainie powiem, że jestem zdania, że przebaczenie może i jest możliwe, ale pamiętać powinniśmy. Bo to, co przeżył tam nasz naród, niezależnie od wcześniejszych zaszłości pomiędzy obydwoma nacjami, nigdy nie powinno było się wydarzyć.
 
( Interia 360, http://interia360.pl/kultura/recenzje/artykul/strach-opowiadania-kresowe-stanislawa-srokowskiego,67102, autor: Miraga) 

(
  
03.03.14 



 Henry Fielding, angielski dramaturg z XVIII w. już wówczas pisał, że to nie śmierć jest straszna, ale umieranie. A nie mógł przecież wiedzieć jak umierali mieszkańcy Wołynia i Podola podczas straszliwej rzezi, którą zgotowali polskim sąsiadom, ale także Cyganom, Ormianom, czy Ukraińcom, pomagającym Polakom, ukraińscy banderowcy. To niewyobrażalne dla współczesnego czytelnika cierpienie i straszliwe, wielogodzinne często, umieranie w męczarniach próbuje opisać w zbiorze swoich nowych dwunastu opowiadań znany pisarz Stanisław Srokowski, autor głośnej kresowej trylogii oraz wyróżnionego nagrodą im. Józefa Mackiewicza tomiku kresowych opowiadań pt. ,,Nienawiść”. Na nic się jednak przyda znajomość sentencji Michała Anioła, iż nad czas stracony nic bardziej nie boli, gdyż godziny, które poświęcicie państwo wspomnianym opowiadaniom, mimo, iż budzą trudną do zaakceptowania w literaturze grozę, będą czasem zyskanym. Zaprowadzą w miniony już świat polskich Kresów, do tych miesięcy, które w istocie przypominają piekło, zgotowane przez ludzi ludziom. Sąsiadom. Polakom. Ale być może pozwolą zrozumieć i wybaczyć. Pisarz wyraźnie kieruje się Herbertowskim ,,trzeba dać świadectwo”, gdyż nie oszczędza czytelnikowi najdrobniejszych nawet szczegółów tych wszystkich tortur, zgotowanych przez banderowców swoim sąsiadom. Dzięki temu mamy wstrząsające literackie świadectwo tego, co stało się udziałem dziesiątek tysięcy Polaków tam na Kresach. Na Wołyniu i Podolu, w Hucie Pieniackiej, czy Hnilczu, w powiecie tarnopolskim, czy łuckim. Bardzo długa lista bestialsko zamęczonych i równie obszerny spis miejsc męczeństwa. Cierpienie i śmierć są częścią życia. Jednak cierpienie i sposób umierania, jaki zgotowali Polakom ukraińscy sąsiedzi (co z takim naturalistycznym pietyzmem opisał w ,,Strachu” Srokowski), stawiają zbrodniarzy w szeregu najgorszych bestii w ludzkiej skórze. Jest jednak jeszcze coś więcej w tej zbrodni. Już Eurypides twierdził, że nie ma większego bólu niż patrzeć na śmierć dziecka. A co się dzieje z matką, ojcem, gdy muszą patrzeć na niewyobrażalne tortury własnych dzieci, gdy słyszą ich przeraźliwy krzyk, widzą ich zwierzęcy strach? Na koniec już bez czucia, z resztką świadomości patrzą jak wciąż jeszcze żywe dziecięce ciałka przybijane są do krzyża? Bohaterka ,,Przerwanego wesela” dostaje pomieszania zmysłów i siwieje w jednej sekundzie, widząc ścinane kosą główki dzieci. To wszystko są sceny, emocje i zbrodnie daleko wykraczające poza zdolność ludzkiej percepcji. Również czytelnik zmaga się z napięciem, bólem, lękiem, a nade wszystko z tytułowym porażającym strachem. To strach wszechogarniający, wielowymiarowy. Można by rzec ponadczasowy. To wszystko budzi się w nas podczas lektury tych opowiadań. Wrażenie potęguje mroczna okładka z toporem wbitym w pieniek i ruiny starego domu, zwiastujące, że lektura opowiadań to nie są emocje dla ludzi o słabych nerwach. Napisać jednak o nowej książce Srokowskiego, iż jest przerażająca i pomimo upływu wielu lat od przedstawionych wydarzeń ich opis wciąż wywołuje strach, to zdecydowanie za mało. Opowiadania napisane są znakomitą polszczyzną, choć autor udowadnia też, że wciąż pamięta język sąsiadów. W całym zbiorze nie ma zbędnych słów. Doskonała rytmiczna proza. Tym charakterystycznym diabolicznym rytmem, oddającym charakter tych opowiadań. Stanowią one całość także dzięki intrygującej formule narracji (wielowarstwowej, od obrazów mordów widzianych oczami dziecka, poprzez relacje różnych osób, aż do narracji dorosłego już świadka wydarzeń). W tle zaś głęboki jednak humanitaryzm tych opowiadań. Przebaczenie i brak przebaczenia. Bez Boga człowiek nie jest w stanie przebaczyć. Tak jak to czyni ksiądz z opowiadania ,,Księża”. Torturowany, masakrowany, wreszcie na koniec spalony na stercie gałęzi, ma siłę, by wybaczyć. Najpierw się modli, a później, w agonii czyni z płonącego ognia znak krzyża. Jakże głęboko chrześcijański to przekaz. Szatański ogień piekielny i znak krzyża. Cierpienie, wybaczenie i odkupienie win w jednym. Sam człowiek nie jest już tak silny, by łatwo przebaczyć. I dlatego narrator – już na koniec - nie jest w stanie podać ręki zbrodniarzowi, który zarąbał jego ciotkę. Bo do przebaczenia trzeba coś więcej. Wyznania win. I prośby o przebaczenie. Mamy jeszcze magiczną liczbę dwanaście. Czy chodzi o apostołów, czy też może o dwanaście godzin dnia i nocy? (aż kusi taki symbol! Noc, mrok, zbrodnia. Dzień, wybawienie, przebaczenie, modlitwa…). Jest też dwanaście miesięcy w roku. I gdyby sięgnąć głębiej (a Srokowski zawsze sięga głębiej), także dwanaście pokoleń Izraela, czyli w istocie 12 pokoleń powszechnego Kościoła. Tak czy inaczej nie może to być liczba przypadkowa. U tego pisarza nie ma przypadków. Magiczna liczba. Niech czytelnik sam spróbuje odczytać. Odniesień do chrześcijaństwa jest więcej. I bez głębokiej wiary i umiejętności chrześcijańskiego wybaczania nie zrozumie się tego zbioru. Ciekawe, że Srokowski trafił swoim nowym tomem opowiadań w sam środek ukraińskiej rewolucji. Mogą więc one stać się ważnym głosem w dyskusji o zbrodniach ukraińskich popełnionych na polskim narodzie. Na tym narodzie, który paradoksalnie, w większości sprzyja narodowi ukraińskiemu w walce z reżimem. Walcząc jednak o tu i teraz, nie powinni Ukraińcy zapominać o przeszłości. Bo rzutuje ona właśnie na ich tu i teraz. Gdy widzimy wśród ich przywódców spadkobierców morderczej tradycji ukraińskich zbrodniarzy...

  Andrzej Leja, "Warszawska Gazeta"


27.02.14 


„Strach. Opowiadania kresowe” to nowa książka Stanisława Srokowskiego wydana przez Frondę. Składa się ona z dwunastu opowiadań koncentrujących się wokół rzezi wołyńskiej. Autor porusza niezwykle bolesny temat relacji z przeszłości pomiędzy Polską a Ukrainą. Zbrodnia dokonana przez nacjonalistów ukraińskich na ludności zamieszkującej Wołyń w roku 1943 - 44 sięgnęła tysięcy ofiar, wśród których znaleźli się nie tylko Polacy, ale także Żydzi, Rosjanie, Ormianie.

Tytułowy strach jest wszechobecny, unosi się nad każdym opowiadaniem, paraliżuje. Potęgują go przerażające, drastyczne i wstrząsające opisy cierpień, tortur, na które skazani są bohaterowie. Niepewność i lęk to cienie nieodstępujące ich nawet na krok, towarzyszą i w dzień i w nocy. Atmosfera tamtych czasów jest dokładnie zarysowana słowem, czynem i emocjami; jest brutalna lecz prawdziwa. Precyzja opisów aktów przemocy, zdradzanie szczegółów zbrodni, wywołują silne emocje u czytelnika oraz dosadnie prezentują ogrom wyrządzonego zła.

Uwikłanie człowieka w nacjonalistyczny system polityczny, w obłędną ideologię, powoduje jego wynaturzenie, wyzucie z wartości. Autor w opowiadaniu „Wyznanie rezuna” zastanawia się nad przebaczeniem, w innym, „Chłopcy nie róbcie nam tego” koncentruje się na solidarności ludzkiej. Pyta, co z zasadami obowiązującymi do tej pory? Czy są to już tylko puste, nic nie znaczące pojęcia? Opowiadania ukazują degradację systemu wartości, są niezwykle poruszające, apelują do ludzkich sumień.

Narracja prowadzona jest z punktu widzenia świadków. O tragicznych zdarzeniach opowiadają więc ci, którzy ocaleli. Przeżyli, ale ich psychika jest pocięta ranami; nie każda się zagoiła, a jeśli nawet, to blizny pozostają na zawsze. Pamięć o traumatycznych zdarzeniach nie pozwala zapomnieć o przeszłości.

Srokowski jest także świadkiem tamtych czasów - jako kilkuletni chłopiec przeżył rzeź wołyńską. W pokładach jego pamięci pozostały mocne wrażenia, które mimo upływu czasu, nie dały o sobie zapomnieć. Jak sam po latach wyznaje – jego dzieciństwo zostało zamordowane. „Moja wyobraźnia napełniła się demonami zła, moje uczucia były poranione, a ja pogrążyłem się w smutku i strachu. Powoli zamieniałem się z pogodnego radosnego dziecka w wystraszone zwierzę”[1]. Nastąpiło upodlenie człowieka, jego reifikacja, obdarcie z godności.

Jednak w panującym wówczas bezkresie zła i chaosu żyli też tacy Ukraińcy, którzy wyłamali się z systemu politycznego. Ryzykując życie nieśli pomoc, pozostali wierni zasadom, dawali nadzieję, że jednak dobro istnieje. Ich również trzeba doliczyć do grona ofiar, takich samych jak Polacy czy Żydzi.

Historia lubi się powtarzać. Patrząc na współczesne wydarzenia na Ukrainie także dostrzegamy ludzi, których system polityczny nie jest w stanie skrępować, zniewolić. Walczą odważnie i z determinacją o przynależność do Europy. Krwią spływa Kijów tak jak siedemdziesiąt lat temu Wołyń. Książka Srokowskiego ukazała się w ważnym dla Ukraińców momencie dziejowym. Jest dowodem, że przemocy i śmierci, nie można zamknąć w podręcznikach do historii czy na kartach literatury; one trwają tu i teraz, na naszych oczach, na Majdanie. Dawniej i dziś – walka o wolność toczy się ciągle i niesie z sobą ofiary. ( 

 

http://www.kurierpieninski.pl/component/content/article/2152-strach-opowiadania-kresowe-ukraina-dawniej-czy-dzi.html

27.02.14


- Tylko tak, Mario,
możemy ocalić świat od zagłady – powiedziała głucho – Tylko tak… poprzez… opowiadanie…” 


II Wojna Światowa zebrała bardzo krwawe żniwo. Wystarczy siąść chwilę na jednej z warszawskich ławek, tuż przy starszym człowieku, aby usłyszeć smutną historię o stracie. Główny winowajca: faszyzm. Wiemy o nim naprawdę dużo, wciąż powstają nowe filmy, książki, w tramwajach zdarzają się ożywione dyskusje. Kto się trochę pochyli nad tematem, zostanie zarzucony informacjami. Sprawa ma się nieco inaczej, gdy trasa naszej podróży po przeszłości, zostaje skierowana w stronę Kresów. Tam prym wiedli nacjonaliści. O ich praktykach wiedziałam naprawdę niewiele, nawet się nie spodziewałam, że walka o wolny kraj, może przybrać tak makabryczny obrót.

Kresy to miejsce, w którym występowała mieszanka wielu narodowości. Mięliśmy Polaków, Żydów, Ukraińców. Stanisław Srokowski w „Strachu” wspomina też Niemców. Przed wybuchem II Wojny Światowej, wszystkie te nacje żyły w spokoju, wzajemnej tolerancji, tworzyli zwartą wspólnotę, która nie raz i nie dwa sobie pomagała. Obok cerkwi stał kościół katolicki, młodzi łączyli narody poprzez małżeństwo, dzieci bawiły się na tych samych placach, było gwarno, wesoło, sielsko i anielsko. Gdy nadszedł rok 1939 wszystko diabli wzięli. Z jednej strony na Polskę rzucili się Niemcy, z drugiej Rosjanie, a z trzeciej, wydawać by się mogło zawsze przyjaznej, Ukraińcy. Ci ostatni stali się czarnymi demonami, postrachem, najgorszym koszmarem. W jednej chwili sąsiad, będący niemal bratem, ukochany syn, duchowny, potrafili dokonywać okrutnych mordów w imię Samostijnej Ukrainy.

W „Strachu” Autor powraca do rodzinnej wsi Hnilcze, znów staje się małym chłopcem, który z radosnego dziecka przemienił się w zastraszone zwierzątko, znów siedzi na zapiecku, nadstawia ucha i zapamiętuje niesamowite treści, aby dziś, słowami swoich bliskich opowiedzieć nam o wstrząsających zbrodniach.

W tej niepozornej książce znajdziemy dwanaście opowiadań. Pierwsze z nich jest zwiastunem nadchodzącej rzezi. Wyobrażaliście sobie kiedyś pogrzeb narodu? Właściwie niczym nieuzasadnioną nienawiść, która powstała z dnia na dzień? A może była skrzętnie skrywana przez wieki, czekając na odpowiedni moment? Do czego może doprowadzić osoba pozbawiona sumienia, żyjąca chorą ideą? Co może zrobić chłop posiadający siekierę w jednej ręce, a w drugiej samogon?

Po opowieści, którą wyrzuca z siebie ojciec naszego narratora, przychodzi czas na kobiety. Mamy wiedźmę Honoratę, która potrafi rozmawiać z kotami, znika na całe dnie, a gdy się pojawia przynosi straszne wieści. Mamy ciotkę Elzę, współpracującą z podziemiem, nieustraszoną, odważną i nieco nierozważną. Jest też Zuzanna, uczona, która dążyła do porozumienia z nierozgarniętą swołoczą.

Stanisław Srokowski przeszedł długą drogę, zanim podzielił się z nami swoimi wspomnieniami. To prozaik, poeta, dramaturg, dziennikarz i nauczyciel. Za pewne nie było łatwo ożywić twarze bliskich, którzy zostali bestialsko zamordowani. Mimo to, „Strach” jest książką dopracowaną od A do Z.

Postaci przeniesione z zakamarków pamięci, stają przed naszymi oczami, w pełnej krasie. Patrzą przerażeni, nie dowierzają słowom, które płyną z ich ust, płaczą, boją się, a my cierpimy wraz z nimi. Każda z nich niesie w sobie mały pomnik, wystawiony bestialsko zamordowanym braciom, siostrom, sąsiadom, przypadkowo poznanym historiom ofiar.

Pan Srokowski ubogaca każdą opowieść dokładnymi opisami, czy to chaty, czy lasu, czy też zwykłej studni. Niczym reżyser porządnego horroru, każdym pociągnięciem słowa stawia przed nami drastyczne zdarzenia. Czytelnikowi nie pozostaje nic innego, jak patrzeć i co raz bardziej się dziwić. Momentami byłam niemal przerażona, wstrząśnięta, wręcz nie dowierzałam, w tak wielkie okrucieństwo. Myślicie, że „Piła” to szczyt bezmyślnego zadawania bólu? Jeżeli znacie ten film, szybko skojarzycie, co ówcześni Ukraińcy fundowali Polakom.

„Strach” to nośnik wielu sprzecznych emocji, przestroga, próba pogodzenia się z potworami przeszłości, żal i tęsknota za tymi, którzy odeszli. To pomnik stworzony z odmętów wspomnień, zbiór słów zapadających głęboko w sercu czytelnika. Nie jest to książka, którą da się łatwo odłożyć po przeczytaniu. Wręcz przeciwnie, „Strach” przez jakiś czas siedzi w głowie i wije sobie gniazdko niezrozumienia dla ludzkiej podłości. Jeżeli nie potrafisz znieść rozlewu krwi w lekturze, Twoja wyobraźnia nie może przetrawić obrazu zdzierania skóry z pleców czy tworzenia „rękawiczki”, nie czytaj. Podobne obrazy, to tylko przedsionek okrucieństwa, o jakim mówi „Strach”. Wszyscy inni niech sięgną po tę książkę. Warto wiedzieć, warto pamiętać
. ( Monika Gała) 
http://wyrazoneslowami.wordpress.com/2014/02/27/36-strach-opowiadania-kresowe-stanislaw-srokowski/ 

22.02.14




Stanisław Srokowski znowu nie pozwala zapomnieć o kresowym ludobójstwie. Jest w tym konsekwentny i niezależny - i chwała mu za to.

Każda jego książka poświęcona tamtym wydarzeniom to bardzo trudna lektura, która nawet najbardziej odpornemu czytelnikowi nie pozwoli przejść obojętnie obok losu bohaterów.

Każda z tych sytuacji wydarzyła się nie jeden raz. Morderstwa były masowe, okrutne, wręcz charakteryzowała je jakaś pierwotność. Barbarzyńcy, którzy dają upust swoim emocjom. To nie ludzie ani nie zwierzęta. Więc kto?

W dwunastu opowiadaniach autorach przybliża historię, która tkwi w nim jak zadra. Nie wszyscy może pamiętają, że Stanisław Srokowski urodził się w 1936 r. jeszcze na Kresach Wschodnich. Obrazy, które widziało dziecko, trafiły na karty wielu książek napisanych przez dorosłego już świadka i strażnika pamięci.

Tak o tym mówi:

Powoli zamieniałem się z pogodnego, radosnego dziecka w wystraszone zwierzę, które kryje się w ciemnościach i cichutko pojękuje pod łóżkiem, skryte wśród pajęczyn.

To nie opowieść z bajki.

To realny, konkretny świat.

Zamieniałem się w szczura, którego goni potwór i oślepia krwawymi oczami. Wyobraźnia ten świat koszmaru powiększa i zwielokrotnia.

Nieraz wyciągała mnie matka spoconego, jąkającego się i chorego spod łóżka, unurzanego w kurzu i zapłakanego. A przecież nigdy do tamtego czasu się nie jąkałem, niczego się nie bałem. Teraz zaś płakałem ze zdławionym gardłem. Płakałem głośno i płakałem w sobie, po cichu.

Coraz częściej płakałem w sobie. By nikt nie słyszał. Był to szloch wewnątrz mnie, w głębi, głuchy i pełen bólu.

Nie chciałbym psychologizować, ale ten sposób wydaje się też dobrą formą leczenia. Autor ma możliwość przelać na papier wszystkie emocje, spróbować poukładać to sobie nie tylko w głowie, ale i na papierze. Ten ciężar musi być potworny.

Książkę, jak wiele poprzednich, czytałem z przerwami. Jedna opowieść, na jeden dzień. Materiału do przemyśleń wystarczało aż nadto. Stanisław Srokowski znakomicie stworzył narrację, w której cały czas jesteśmy w centrum wydarzeń i niemal czujemy się jak młody bohater, który ukradkiem obserwuje i słucha tych strasznych historii.

Moim zdaniem jest to najlepsza książka autora. Osiągnął mistrzostwo w sferze warsztatowej i językowej. Nie chciałbym porównywać go do wina, ale cóż zrobić, im starszy, tym lepszy. Oby na kolejną książkę nie kazał czekać zbyt długo.


Mal-tan (prawica.net )

21.02.14 

Drastycznie ku przestrodze


Justyna Kapłańska



Dwanaście opowiadań pełnych wstrząsających, drastycznych i przerażających treści. Opisy tortur i niepojętego cierpienia, zadawanego w imię fałszywie rozumianej wolności Ukrainy. I to jedno, co je łączy – strach. Atmosfera ogromnego strachu, niepewności, lęku o siebie i najbliższych. I ciągle nowe wieści o kolejnych brutalnie zamordowanych oraz o tych, dla których mordowanie stało się życiowym celem i radością.

Książka Stanisława Srokowskiego, który jako dziecko był świadkiem kresowych tragedii, nie jest dla każdego. Nie polecam jej szczególnie wrażliwym. Jest za to dla odważnych i dla tych, którzy chcą poznać prawdę i atmosferę tamtych czasów. I potrzebna – jako przypomnienie i jako przestroga.

„Gdyby ludzie nie opowiadali nam świata, gdyby nie mówili, że świat ten jest zły, stałby się jeszcze gorszy. A przez to, że mówimy, zło się trochę cofa, zatrzymuje się, choćby na moment, by sprawdzić, czy już o nim wiemy. I wtedy szukamy ratunku” – zdanie włożone w usta ciotki Elzy, zdaje się być mottem autora. A ja zastanawiam się, czy przypadkiem nie jest tak, jak mówi narrator. „Gdyż zło się nie cofnęło ani nie zatrzymało”. Brutalność, przekazywanie ogromnej porcji przemocy, dokładne opisy szczegółów zbrodni oraz wzbudzanie silnych emocji czytelników nie zatrzyma wyrządzonego już zła, nie naprawi go, nie umniejszy.

To zło wciąż trwa w naszej pamięci, ukazując coraz straszliwsze oblicze. Nieustannie docierają do nas kolejne fakty i wspomnienia. To dobrze. O rzezi wołyńskiej należy pamiętać, poznawać przebieg wydarzeń i próbować je zrozumieć. Nie można jednak skupić się w tym wszystkim na szczegółach każdego morderstwa, na rodzajach i brutalności tortur, na nieludzkim zachowaniu band OUN. Bo grozi nam wtedy niebezpieczeństwo przejścia od zainteresowania do nienawiści, co z pewnością nie pozwoli zatrzymać spirali zła. Nie możemy też generalizować zbrodniczych zachowań na wszystkich Ukraińców, bo i tu – jak w każdej zawierusze historii – znajdowali się ludzie, którzy stawali po dobrej stronie, ratując, broniąc i ukrywając Polaków. I tu plus dla autora, który wspomina również takich bohaterów, którzy próbowali stanąć w poprzek fali morderstw i opierali się presji, by pozbyć się własnych sąsiadów.

„To jedno jest ważne. Bo ważne, by w morzu krwi, zbrodni, kłamstw znaleźć iskierkę nadziei i światła. By człowiek nie sparszywiał. Nie zeszmacił się. Nie zdegenerował” – jak pisze autor. A ja bym dodała jeszcze – by umiał także wybaczyć.

Wierzę, że lektura tej książki, zgodnie z intencją autora, stanie się przestrogą, czasem zastanowienia i podjęcia działań, by podobne zdarzenia nie miały miejsca już nigdy.

I wbrew naturalnej kolejności, polecam zacząć ją od posłowia, które w moim odczuciu powinno być przedmową. Poznajemy w nim motywy napisania książki , jej recenzje , wspomnienia autora i historyczne fakty.

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PS/jk_kresy.html 


19.02.14

RECENZJA TYGODNIKA "NASZA POLSKA" 


„Powoli zamieniałem się z pogodnego, radosnego dziecka w wystraszone zwierzę, które kryje się w ciemnościach i cichutko pojękuje pod łóżkiem, skryte wśród pajęczyn. To nie opowieść z bajki. To realny, konkretny świat” – pisze Stanisław Srokowski w wydanym przez Frondę tomiku opowiadań kresowych „Strach”.
To wstrząsająca i przerażająca książka …


- tak jak potworna była historia Polaków mordowanych z rąk ukraińskich nacjonalistów. – pisze w poniższej recenzji Magdalena Kowalewska.

Stanisław Srokowski, którego dziadek został zarąbany siekierami, a bliska mu rodzina palona żywcem, wie, czym jest towarzyszący małemu dziecku strach, wywołany widokiem bestialskich, wręcz demonicznych ludzkich zachowań. „Plątałem się między nogami dorosłych i nasłuchiwałem, coraz bardziej przerażony, słysząc opowieści o tym, jak banderowcy żywcem wrzucają ludzi do studni, jak dzieci spalają w piecach, jak przywiązują mężczyzn do drzew i ćwiczą celne uderzenia siekierą, odcinając głowy, piłami tnąc ciało, odrąbując ręce i nogi” – wspomina pisarz, który chce ostrzec świat przed obłędnym nacjonalizmem.

To już kolejny tomik opowiadań Stanisława Srokowskiego. Po wydanej „Nienawiści” przyszedł czas na dwanaście nowel pt. „Strach”. Każde z opowiadań, mimo że podejmuje ten sam temat – bestialstwa i okrucieństwa, jakiego dopuszczały się bandy UPA i OUN na mieszkających na Kresach Polakach – jest wstrząsającym obrazem dramatu, który spotkał naszych rodaków, a zarazem pytaniem o granice człowieczeństwa. Bo jak można zrozumieć zezwierzęcenie człowieka względem drugiego człowieka i bydlęce znęcanie się nad dorosłymi, ale też małymi bezbronnymi dziećmi, np. Janki z opowiadania „Lekcja anatomii” – szczupłej dziewczynki z jasnymi oczami, której to nagie ciało pijani nacjonaliści ukraińscy rozpruwali, wyjmując kolejne ograny i wnętrzności… Autor podkreśla, że imiona i nazwiska oraz pseudonimy osób są dziełem przypadku, ale przedstawione historie wydarzyły się naprawdę. Stanisław Srokowski celowo nie używa prawdziwych danych swoich bohaterów. Jedni boją się jeszcze żyjących bandytów, inni z różnych względów nie chcą ich ujawniać.

W opowiadaniach autora, który cudem ocalał kryjąc się po ciemnych kątach, nie ma przesadnej, działającej na wyobraźnię narracji. Prostota i szczegółowość relacji sprawiają, że mamy do czynienia z najlepszym gatunkiem reportażowym. Bohaterowie, którzy przeżyli gehennę ludobójstwa na Wołyniu i Podolu, są zwykłymi ludźmi. Stanowili dla ukraińskich nacjonalistów przeszkodę tylko dlatego, że byli „Polaczkami”. Czytając opowiadania Stanisława Srokowskiego często niektóre fakty przyprawiają o mdłości. Niekiedy, mimo że dramatyczne historie czyta się jednym tchem, chce odłożyć się tę książkę i powiedzieć dość. Jednak mimo wszystko nie sposób nie dotrwać do końca podczas lektury opowiadań. Bowiem aby zrozumieć historię Polski i Ukrainy, trzeba umieć rozmawiać o tej tragicznej przeszłości i umieć z niej wyciągać wnioski. Nacjonaliści w jednym z opowiadań Srokowskiego urządzili… pogrzeb Polski, zakopując biało-czerwone barwy, jednocześnie gloryfikując czerwono-czarne flagi oraz emblematy OUN i UPA.

Książka Stanisława Srokowskiego jest ciągle aktualna. Jeśli znajdą się tacy, którzy powiedzą, że ta historia już była i nigdy się nie powtórzy, niech nie będą w błędzie. Zawsze należy umieć wyciągać wnioski z historii, zwłaszcza z tak ogromnego dramatu Polaków, ale też Żydów, Ormian, Czechów i Rosjan mordowanych z rąk ukraińskich nacjonalistów przed siedemdziesięciu laty. Szczególnie teraz, kiedy każdy dzień na Ukrainie jest pełen niepewności i strachu. Jest to innego rodzaju strach. Strach przed uzależnioną od Rosji władzą, przed prowokacją i w końcu przed przelewem krwi, której ostatnio u naszych sąsiadów nie brakuje.

Umiejmy wyciągać wnioski. Opowiadania Stanisława Srokowskiego są ważnym ostrzeżeniem ludzkości przed przekroczeniem granic nacjonalistycznej bezwzględności.

Recenzja ukazała się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” Nr 8 (955) z 18 lutego 2014 r.


17.02.14 


DEMONY ZŁA 

Krzysztof Masłoń


Urodzony w 1936 r. w Hnilczach, w województwie tarnopolskim, autor przeżył tę hekatombę (na samym Wołyniu Ukraińcy wymordowali 60 tys. Polaków, a na całych Kresach w sumie około 200 tys.), w przeciwieństwie do niemałej części swojej rodziny: zabitego siekierami dziadka, poćwiartowanej ciotki, spalonego żywcem kuzyna. Jego dzieciństwo – pisze po latach – „również zostało zamordowane. (…) plątałem się między nogami dorosłych i nasłuchiwałem, coraz bardziej przerażony, słysząc opowieści o tym, jak banderowcy żywcem wrzucają ludzi do studni, jak dzieci spalają w piecach, jak przywiązują mężczyzn do drzew i ćwiczą celne uderzenia siekierą, odcinając głowy, piłami tnąc ciało, odrąbując ręce i nogi. Moja wyobraźnia napełniała się demonami zła, moje uczucia były poranione, a ja pogrążałem się w smutku i strachu. Powoli zamieniałem się z pogodnego radosnego dziecka w wystraszone zwierzę”.
I to niemal dosłownie. W opowiadaniu „Rozszarpany poeta” (jednym z 12 składających się na tom „Strach”) matka bohatera (narratora, autora – wszystko jedno) tłumaczy przybyłej ciotce, dlaczego dziecko kryje się przed nią w budzie: „Od kiedy Niemcy wybili Żydów i nie ma już jego kolegi, Motia, i od kiedy pop w cerkwi na kazaniu krzyczał, że trzeba oddzielić pszenicę od kąkolu i że kąkol to Polacy, a pszenica Ukraińcy, to jego drugi kolega, Ukrainiec Sławko, nie chce się już z nim bawić: »Bo wy Lachy«, mówi. I dlatego Stasio samotnie błąka się po kątach. Tylko ze zwierzętami się bawi. Tylko do zwierząt przystaje. Najpierw z kozą spał, a teraz z psem się bawi – mówiła szybko, jakby się usprawiedliwiała.
A ja siedziałem z wystraszonymi oczami, w budzie, i nie wiedziałem, czy mam wyjść, czy jeszcze głębiej się schować. Pies lizał mi szyję i było ciepło. Ale matka krzyknęła: – Wyłaź stamtąd! Nie jesteś psem.
Wcale nie byłem pewien, czy nie jestem psem, bo coraz bardziej się do psa upodobniałem”.
Do kogo upodabniali się banderowcy, którym dziś aktywiści ukraińskiej partii Swoboda oddają cześć, a zbrodniarzom stawiają pomniki? Nie ma zwierzęcia, które by zadawało śmierć w sposób tak wyrafinowany, po to tylko, by potęgować cierpienie ofiary. Obdzieranej ze skóry, krzyżowanej, męczonej na sposoby, które normalnemu człowiekowi nigdy nie przyszłyby do głowy. Stanisław Srokowski wyraźnie akcentuje, że mordercy z UPA nie zabijali wyłącznie Polaków. Z ich rąk ginęli także Ormianie, Czesi, Rosjanie, kryjący się po lasach Żydzi, „mordowali też swoich, którzy ich nie słuchali. Albo pomagali polskim sąsiadom”. Właśnie o takiej sytuacji powstałej w rodzinnej wsi autora traktuje opowiadanie pt. „Chłopcy, nie róbcie nam wstydu”. Jedno z najbardziej przerażających, bo wynika z niego, że ci Ukraińcy, którzy protestowali przeciw masowym mordom i odmawiali przyłożenia ręki do zbrodni nazywanych dzisiaj uczenie „czystkami etnicznymi”, cenę za to płacili jeszcze wiele lat po wojnie. Chociaż rządy były komunistyczne, w komunizmie bowiem morderstwa się zdarzały, tyle że nie rozpisywano się o nich. A sprawcy, cóż, pozostawali nieznani.
„Strach”, podobnie jak inne książki Stanisława Srokowskiego (choćby „Nienawiść”), to lektura wyjątkowa. W gruncie rzeczy po przeczytaniu dwóch, trzech opowiadań ma się tej książki absolutnie dosyć. A jednak trudno nie przyznać racji jednej z bohaterek „Strachu”, która relacjonując przebieg kolejnej ukraińskiej zbrodni, mówi: „Tylko tak możemy ocalić świat od zagłady. Tylko tak… poprzez… opowiadanie”. W opowiadaniach zamykających tom Stanisław Srokowski usiłuje zmierzyć się z dziedzictwem lat 1943 i 1944. W „Wyznaniu rezusa” opowiada o spotkaniu w swojej rodzinnej wsi ze starcem, który nieoczekiwanie przyznaje się do zamordowania, w wyjątkowo okrutny sposób, ciotki autora. Uczynił to, jak powiada, na rozkaz „Bandery, UPA, chłopców z lasu”, ale że nie może zapomnieć odciętej głowy swojej ofiary, wpadł więc na pomysł, by wyznać grzech jej krewnemu, a ten wtedy wybaczy mu morderstwo i – kto wie? – może rękę poda.
„Nie wiedziałem, czy dobrze robię czy źle, mądrze czy niemądrze – czytamy.
– Nie miało to już żadnego znaczenia. Nie podałem mu ręki. I to nie ja nie podałem mu ręki. I nie ja się od niego oddalałem.
Oddalało się od niego coś znacznie głębszego i ważniejszego niż ja, pyłek w obliczu wszechświata. Oddalało się od niego coś ogromnego i potężnego, coś, co płakało i wyło we mnie, co szlochało i łkało z zaświatów. Wielki ból, jęk i cierpienie odwracało się od niego i szło przed siebie. I żal, straszny, porażający żal”.
W kontekście tego, co dzieje się dziś na kijowskim Majdanie, nowa książka Srokowskiego jest ostrzeżeniem dla tych, którym pamięć tak bardzo zawodzi. A o politykach, którzy „ze względu na dobrosąsiedzkie stosunki” wyrzuciliby z podręczników historii najmniejszą nawet wzmiankę o rzezi na Kresach, dawna mieszkanka Wołynia stwierdza dobitnie, co zostało zacytowane w opowiadaniu „Chłopcy, nie róbcie nam wstydu”: „Nasza władza jest skurwiona i sprzedajna”. Za to – dodam od siebie – skłonna do przepraszania za wszystko, przede wszystkim za to, że żyjemy. • ??????

Tygodnik "Do Rzeczy"

14.02.14 

Wybaczyć to, czego nie da się zapomnieć…

"Strach" S. Srokowskiego  


Potrzebne są takie książki, jak „Strach” bo pokolenie, które przeżyło pożogę na Wołyniu już dogorywa. Potrzebne byśmy pamiętali, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu oznaczało zawołanie „Sława Ukrainie”…

„Tylko tak, Mario, możemy ocalić świat od zagłady (…) Tylko tak… poprzez… opowiadanie…” – mówi jedna z bohaterek najnowszej książki Stanisława Srokowskiego „Strach”. I snuje opowieść o losach Polaków zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu.

Historie tych straszliwych, budzących grozę czasów, Srokowski wkłada w usta ciotki Elzy, która co jakiś czas odwiedza swoją najbliższą rodzinę. Nie ma dla nich dobrych wiadomości – w tej wsi zamordowali Polaka, w tym mieście zabili innego, a w tej wiosce wyrżnęli całą rodzinę… Niebezpieczeństwo się zbliża, z każdą wizytą dzieli je mniejszy dystans, już czuć złowieszcze sapanie morderców. Każda kolejna wizyta Elzy potęguje strach jej słuchaczy.

A Elza nie szczędzi żadnych szczegółów, choćby była najbardziej makabryczne. Dlaczego? Bo tylko tak można ocalić od zapomnienia tych, których krew została przelana na Kresach.

Srokowski, który gros swojej twórczości poświęcił tematyce martyrologii Polaków na Wołyniu (słynna kresowa trylogia „Ukraiński kochanek”, „Zdrada” oraz „Ślepcy idą do nieba”) zadaje sobie i czytelnikom pytanie, do jakich granic może posunąć się istota ludzka w swoim upodleniu i degeneracji wyrastających z obłędnej ideologii integralnego nacjonalizmu. Autor wyróżnionej prestiżową nagrodą im. Józefa Mackiewicza „Nienawiści” pyta, skąd nagła przemiana zwykłych ludzi w krwiożercze bestie.
Piasecki ofiarą postmodernistycznej rewizji historii

Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie, dlaczego mieszkający obok siebie sąsiedzi, nieraz połączeni więzami krwi lub rodzinnymi chwycili za młoty, siekiery i topory, by wyrżnąć w pień tych, z którymi dobrze żyli przez dziesiątki lat. Ale jeszcze trudniejszym wydaje się znalezienie odpowiedzi na pytanie, skąd wzięła się w nich nienawiść, która kazała ćwiartować, torturować, obdzierać ze skóry drugiego człowieka. Co to to za okrutność kazała wyrwać matce z brzucha nienarodzone dziecko i zaszyć w jego miejsce kota? Cóż to za bestialstwo, które prowadziło do niewypowiedzianego okrucieństwa?

Pytań można mnożyć w nieskończoność. Aż dojdziemy do fundamentalnego – czy czas już zabliźnił rany, czy można wybaczyć? Po wielu latach Srokowski spotyka mordercę swojej ciotki Elzy. Wiekowy już Ukrainiec bez trudu rozpoznaje w nim tego małego chłopca z polskiej rodziny. Udusił kobietę, bo kazali. Kto? UPA, Bandera… Gdyby on nie zabił, zabiliby by inni. Męczył się z tym przez pół wieku, aż wreszcie może wyznać swoją makabryczną tajemnicę. Kat staje przed ofiarą. Pyta, czy Srokowski poda mu rękę… Czy da się wybaczyć to, co ukraińscy nacjonaliści spod znaku UPA czy OUN zrobili jego rodzinie?

Nie wiem. Pewne natomiast jest to, że to NIE DA się zapomnieć. Tego NIE MOŻNA zapomnieć. Dlatego potrzebne są takie książki, jak „Strach” bo pokolenie, które przeżyło pożogę na Wołyniu już dogorywa. Potrzebne są po to, byśmy my i nasze dzieci pamiętali, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu oznaczało zawołanie „Sława Ukrainie”, „Herojam sława”…


MBW

S. Srokowski, "Strach"
Wyd. Fronda 2014, s. 251


14.02.14 

"STRACH "

 Jarek Nelkowski 

”Najpierw bandy OUN zaatakowały sąsiednie wsie. Potem przeniosły się na północ. Płonął Wołyń a po nim Podole i Pokucie. Płonęły Kresy. Ogarniał nas przerażający strach. Widzieliśmy cały koszmar zniszczenia, degradacje człowieka i natury ludzkiej”

To nie jest książka dla ludzi o słabych nerwach. Nie jest również dla tych którzy szukają czegoś łatwego i przyjemnego do poduszki. Po tej lekturze nikt nie zaśnie. A jeśli już mu się to uda nie będzie to z pewnością spokojny, odprężający sen. Mimo wszystko trzeba ją przeczytać. Trzeba zmierzyć się z naszą traumatyczna przeszłością, z trudną narodowa pamięcią i z losami ludzi których piekło już nie przeraża… już w nim byli.

Wraz ze Stanisławem Srokowskim zagłębiamy się w świat polskich Kresów, które utraciliśmy w wyniku niekorzystnych dla nas powojennych rozstrzygnięć terytorialnych ale nadal niezmiennie funkcjonują w naszych głowach ,świadomości i tradycji.

Ale tak naprawdę jest to przede wszystkim opowieść o STRACHU!!!!!. Wszechobecnym, wszechogarniającym, przerażającym w jego wielu odsłonach, wymiarach, płaszczyznach i formach. Strachu żołnierza, który w bezsilności obserwuje okrutną rzeź swoich (obdzieranych ze skóry ) towarzyszy broni, rodziny ukrywającej się z dziećmi w leśnym zagajniku otoczonym ogniem pożogi, ciężarnej kobiety której za chwile Ukraińscy bandyci rozprują nożem brzuch i wyrwą nienarodzone jeszcze niemowlę (opisu tego co stało później oszczędzę), matki patrzącej na makabryczną śmierć swoich najbliższych, siedmioletniego chłopca który niemal każdego dnia uczestniczy w chorym i otępiającym zmysły krwawym spektaklu zbrodni, wynaturzenia i odczłowieczenia które przechodzi wszelkie możliwe wyobrażenia: ćwiartowanie, przerzynanie piłami, nadziewanie na widły, obcinanie członków, posypywanie ran solą, wyłupywanie oczu, obcinanie głów, przypiekanie ogniem, zakopywanie żywcem…

 Co jeszcze bardziej dziwne i niezrozumiałe, sprawcami tych okrutnych czynów są w większości inspirowani przez OUN-UPA doskonale znani ukraińscy sąsiedzi, z którymi nasi rodacy i bohaterowie tych opowieści, mieszkali w zgodzie od lat. Razem chodzili do szkół, na nabożeństwa, uczestniczyli w życiu wsi, żenili się, spotykali się na tych samych uroczystościach (chrzciny, weselała), pomagali sobie w pracach gospodarskich, w czasie klęsk żywiołowych i innych nieszczęść. I to jest, bez wątpienia, najbardziej porażający aspekt tej książki, włączając w to rodzące się niemal samoistnie pytanie o to, co stało się z tymi ludźmi że osiągnęli absolutne apogeum zezwierzęcenia, nieprawości i folgowania najniższych i najczarniejszych z ludzkich instynktów. Od lat powraca i nurtuje mnie (myślę że nie tylko mnie) jedno zasadnicze pytanie ściśle odnoszące się do tego tematu. Dlaczego te straszliwe zbrodnie nie miały miejsca na Litwie, Łotwie, Białorusi, na Węgrzech, w Czechach, na Słowacji, z którymi przecież Rzeczypospolita na przestrzeni wieków miała również rozmaite historyczne zaszłości a stosunki nie zawsze układały się pokojowo i przjaźnie (nie brakło wzajemnych sporów, konfliktów i otwartych wojen). Myślę iż warto zastanowić się nad tym zwłaszcza teraz, kiedy Ukraiński państwo aspiruje, przy dużym politycznym wsparciu naszego kraju, do członkostwa w Unii Europejskiej. Mało osób dostrzega w czasie transmisji telewizyjnych z kijowskiego Majdanu że oprócz flag narodowych, najwięcej jest tych charakterystycznych czerwono czarnych nacjonalistycznej „Swobody” będącej bezpośrednim spadkobiercą Stefana Bandery i jego ideologii.

„Ziarno zła znów kiełkuje na Ukrainie i zatruwa umysły następnym pokoleniom [...] Zbrodniarzy nazywa się na Ukrainie bohaterami. Ich imionami sławi się place, szkoły i skwery. O nich uczy się młodzież defilująca przed pomnikami. Największych rzeźników ludności polskiej: Banderę, Suchewycza, Melnyka, Łabedia, Konowalca czy Stećkę, stawia się za wzór do naśladowania. To tak, jakby rząd niemiecki kazał naśladować Hitlera niemieckim studentom. A Polska milczy. Europa milczy. To najprostsza droga do nowych zbrodni. I niedługo to, co się rozwija na Ukrainie, stanie się wielkim ciężarem dla Europy”.

Watro o tym pamiętać!!! 

 ( BLOG)

"STRACH" 
(nowy zbiór opowiadań kresowych - 2014)
11.02.14 
 

STRACH. Nie w porę. 

Maria Tarczyńska

„Nastawaj w porę i nie w porę...” – zgodnie z tym zaleceniem postępuje pisarz, który wydaje kolejną książkę dotyczącą tematu swego życia, rzezi na Wołyniu. Nowele Stanisława Srokowskiego zatytułowane Strach ukazały się właśnie teraz, kiedy pojawiają się nadzieje, że heroiczne postawy niektórych Ukraińców powstrzymają choć na chwilę walec globalizacji, wynarodowienia i glajchszaltującej mocy supermocarstw. Współczując pomordowanym, torturowanym, więzionym, zaginionym i ich bliskim, trudno jednak zapomnieć o wątpliwych moralnie stronach życia publicznego. Od dawna wiadomo, że wśród aktywistów zawsze i wszędzie mogą się pojawiać osoby nieszczere, grające sprzeczne role, a zarazem na ludzi dobrej woli, angażujących się spontanicznie, może być wywierana presja ponad ich siły. Słowem – nie wiadomo, kto jest kim w teatrze polityki. O zaufanie jest coraz trudniej.

Komentatorzy bieżących zdarzeń i modni filozofowie również zniechęcają do prostodusznej identyfikacji z jedną ze stron konfliktów. Pośrednio przyczyniają się w ten sposób do upowszechniania postaw koniunkturalizmu, cynizmu lub zobojętnienia.

A przecież nawet gorąco sprzyjając pragnieniu wolności w danym kraju, nie można zapomnieć o przeszłości. Wolność, czyli organizowanie się oddolnie, według tradycyjnych obyczajów, a nie według narzucanych z góry norm lub ideologii, wymaga poszanowania klasycznie rozumianej prawdy.

Męki pomordowanych nie sposób unieważnić. Była, więc jest faktem. Wierność swoim grobom świadczy o wartości ludzi i narodów. Kto wypiera się pamięci męczenników, nie zasługuje na poważne traktowanie. Kto chce mieć przez cały rok karnawał, tańczyć w maseczce i do muzyki, jaką mu zagrają, niech ma, co sobie wybrał, jego sprawa. Najnowsza książka Stanisława Srokowskiego nie nadaje się na czas karnawałowych zabaw. Autor stawia w niej fundamentalne pytania o możliwość przebaczenia (Wyznanie rezuna), o cenę solidarności ludzkiej (Chłopcy nie róbcie nam wstydu) i o granice człowieczeństwa – od świętości do barbarzyństwa.

„Ocalałeś po to, aby dać świadectwo” – moje pokolenie zapamiętywało te słowa poety, którym byliśmy tak wierni, jak swojemu przeżyciu pokoleniowemu, powstaniu „Solidarności”. Prozaik unika narracyjnych komplikacji. W oszczędnych słowach relacjonuje, co opowiedzieli świadkowie rzezi. Stanisław Srokowski rzekł kiedyś podczas spotkania autorskiego: „Literatura jest po to, aby poruszać sumienia”. Nowele z tomu Strach poruszają. Kto woli uciekać od prawdy o sobie – od głosu własnego sumienia, ten irytuje się patosem. Grecki pathos – to cierpienie. Irytacją nie da się unicestwić elementarnych doświadczeń egzystencjalnych.

Psychika polskiego dziecka, które w wyobraźni zamienia się w zwierzęta, byleby uciec od nieludzkiego świata, naszkicowana została w sposób, który przypomina fantasmagorie ze Sklepów cynamonowych. Wszelkie skojarzenia literackie nabierają jednak waloru zaprzeczenia. Domniemane aluzje lub kryptocytaty (uniwersyteccy krytycy powiedzieliby: przejawy intertekstualności) tracą na znaczeniu wobec zdziczenia bestii ludzkiej, wytworu destrukcyjnej ideologii, manipulacji, przymusu działania w rozszalałej gromadzie. Powtarza się znamienny wątek odwracania znaczeń. Oprawcy parokrotnie nazywają lekcją „odwagi” znęcanie się młodej osoby nad obezwładnioną ofiarą.

Narracja prowadzona jest z punktu widzenia świadków. Książka wydaje się antydekameronem. W przeciwieństwie do wytwornego towarzystwa, zabawiającego się opowieściami, narratorzy Strachu siadają przy stole u prostych gospodarzy. Nie bawią się, lecz ostrzegają. Opowiadają ocaleni. Ramą ich relacji są obserwacje takiego dziecka, jakim wówczas był sam autor. Trwale naznaczone zostanie ono traumatycznymi przeżyciami. W toku dzisiejszej indoktrynacji zaleca się, by eliminować przykre wspomnienia. Czy ktoś, kto wymazałby swoją przeszłość ze świadomości, pozostałby sobą? I czy jest etyczne unicestwić pamięć ofiar przemocy?

Dwanaście nowel, jak dwunastu apostołów, zmierza do złożenia świadectwa prawdzie i przezwyciężenia grozy. Pochówek Polski jest ilustracją resentymentu wobec Polaków, ofiar czarnej propagandy, przygotowującej grunt pod ludobójstwo. Ginęli w końcu także Żydzi, Cyganie i Ukraińcy, którzy przedkładali ogólnoludzką solidarność, chrześcijańską postawę – miłość bliźniego nad nacjonalistyczny amok. Szczegóły zbrodni pokazują: Lekcja anatomii, Obiad w Kutach, Księża, Stasio, Przerwane wesele. Symboliczna, bo konotująca tak różne jakości, jak zmysłowość i męczeństwo, triumf i mord, czerwona sukienka, tytułowy motyw jednej z nowel, ogniskuje najwięcej treści: psychologię zbrodni (sylwetka ojca), szansę ocalenia wartości humanistycznych (postawa córki), problem racjonalizacji zbrodni jako przejawu antagonizmów społecznych. W ten sposób Czerwona sukienka staje się modelową nowelą, perfekcyjną artystycznie, ponieważ klasyczną. Rozszarpany poeta – to tekst o szerszym zakroju historycznym. Podejmuje kwestię mentalnych i politycznych uwarunkowań niemożności zjednoczenia sił mniejszych narodów przeciw okupantom. Sięga też do rachunku strat kultury polskiej, której najwartościowsi twórcy przedwcześnie giną. Opowiadanie dalekie jest od jednoznaczności. Poeta-dowódca niekoniecznie był marzycielem, który nie przewidział podstępu przeciwnika. Raczej odwrotnie: przeczuwając pułapkę wolał sam zginąć, niż narazić na tortury całą delegację Państwa Podziemnego.

„Tylko tak [...] możemy ocalić świat od zagłady [...] Tylko tak... poprzez... opowiadanie...” (s. 93) „Ludzie muszą wiedzieć, bo inaczej świat zginie” (s. 95) – mówi Elza, której tajemnicę śmierci wyjawi głównemu narratorowi tytułowa postać ostatniej noweli. Elza ma szczególnie ważne miejsce w kompozycji książki, bo relacjonuje okrucieństwa, jest posłańcem (angelosem? aniołem?) prawdy, a kiedy sama ginie, spojrzenie jej oczu budzi sumienia. Spotkanie siostrzeńca tej ofiary z jej mordercą jest rozwiązaniem akcji całego cyklu narracyjnego. Istotne są w nim daty. Liczy się proces rekonstruowania zdarzeń. Bez ustalenia prawdy, bez opowiedzenia jej i bez wielkoduszności po każdej stronie pojednanie byłoby fałszywe. W każdym znaczeniu tego słowa.

Czytając nowele Stanisława Srokowskiego, autora bardzo zasłużonego dla wolności słowa w latach osiemdziesiątych i obecnie, poznaje się literaturę na czas próby. Literaturę jutra.


Stanisław Srokowski, Strach. Opowiadania kresowe, Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2014. (wNas)

Maria Tarczyńska

09.02.14 

Literatura z najwyższej półki. Moim zdaniem to najlepsza Pana książka.

Wojciech Łapiński
(Prawica.net)

09.02.14

Strach jest perfekcyjnie skomponowany. Skojarzenia literackie, jakie wywołuje, pozwalają go interpretować jako węzeł międzytekstowej sieci, jeśli czytać tom opowiadań w kategoriach najnowszej poetyki doświadczenia.

 

Walor świadectwa, mam nadzieję, da się przenieść w przyszłość dzięki walorom artystycznym, które umożliwiają odbiór opowiadań zgodnie z instrumentarium pojęciowym postulowanej humanistyki jutra".

Prof. Dorota Heck
 
Uniwersytet Wrocławski

22.01.2014

 STRACH



Już się ukazała zapowiadana książka, zbiór kresowych opowiadań, "STRACH". Zapraszam do lektury. Oto nota wydawcy:

" Najpierw bandy OUN zaatakowały sąsiednie wsie. Potem przeniosły się na północ. Płonął Wołyń. A po nim Podole i Pokucie. Płonęły Kresy. Ogarniał nas przerażający strach. Widzieliśmy cały koszmar zniszczenia, degradację człowieka i natury ludzkiej.

Autor pozostaje wierny tematyce kresowej. Jego opowiadania ukazują bezmiar okrucieństwa, cierpienia oraz dramat ludobójstwa. Strach rozszerza i pogłębia tę problematykę. Srokowski przenosi ją – po latach – do naszych czasów. Oddaje klimat zbrodni, pokazuje zwyrodnienia i degenerację istoty ludzkiej wyrastające z obłędnej ideologii integralnego nacjonalizmu. Przedstawia w sposób niemal doskonały potęgę STRACHU. Możemy go odczuć i ogarnąć zmysłem. Bez tego nie będziemy w stanie pojąć naszej epoki.
 Ta książka to wstrząsający epos kresowy. Kawał polskiego losu i zagubiona pamięć".

10.01.2014
 

 

Od dawna rodacy z Hnilcza i okolic namawiali mnie, bym napisał książkę o swojej wsi. Nie powieść, opowiadanie, czy inną fikcję literacką, ale normalną, konkretną książkę, w której  wszystko byłoby na swoim miejscu, realne i prawdziwe. Tyle piszesz o innych ludziach, wyrzucali,  a o własnym dziedzictwie zapominasz. Otóż,  nie zapominam. Przenika mnie ono na wskroś.  W tej książce zajmuję się najnowszą kartą mojej wsi, jej okresem przedwojennym i wojennym. Miał on  bowiem największy wpływ na moje życie, język, emocje, wrażliwość i rozumienie świata.  Znajdziemy tutaj także  wiadomości wzięte z archiwów, kronik historycznych i  wspomnień mieszkańców, którzy opowiadają o swoim losie. Mamy obowiązek opowiadać o swoim losie, o Wołyniu,  Polesiu, Podolu, Pokuciu i innych ziemiach kresowych, o zbrodniach, jakie nas dotknęły, o aktach ludobójstwa, których staliśmy się ofiarami, bo one w nas żyją I  same się przypominają. Pamiętajmy o Kresach, by nasi wnukowie wiedzieli, skąd się wywodzimy, jaką mamy historię  i co znaczy tożsamość narodowa.  Bowiem pamięć, to lustro, w którym poszukuje siebie prawda. Bez pamięci i prawdy świat wartości umiera. A  chcemy, by żył. Bo tylko w takim świecie ludzkie życie  ma sens. 

21.12.2012 

„BARBARZYŃCY U BRAM”

 

 

Wchodzi na rynek nowa powieść  „Barbarzyńcy u bram”, którą publikuje wydawnictwo „Arcana”. Na okładce czytamy, że to  bezlitosna  satyra  na współczesną Polskę, na  pogrążone  w kłamstwie polityczne  i intelektualne elity. Pisarz  mierzy się nie tylko z porażającą  rzeczywistością, ale i  tragiczną historią najnowszą. Pokazuje  absurdy władzy oraz  spustoszenie moralne i duchowe społeczeństwa, spowodowane  hipokryzją i degeneracją  rządzącej partii Kariera i Sukces oraz  jej cynicznego wodza, Rudego Lisa. Powieść przeniknięta gorzką ironią, sięga najgłębszych warstw ludzkiej egzystencji. Świat realny miesza się  ze światem magicznym, a wyobraźnia  prowadzi po krainie pełnej zagadek i tajemniczych zdarzeń. Wrocławianie dodatkowo znajdą w niej realia swojego miasta, place, ulice, kawiarnie, atmosferę niezwykłości, a być może coś jeszcze bardziej bulwersującego.  Dodajmy od siebie, że jest to też powieść o wielkich przemianach mentalnych, psychologicznych i społecznych polskiej rzeczywistości, o stawaniu się nowego, zagadkowego społeczeństwa, które rozwinie się jeszcze nie wiadomo w jakim kierunku. Autor chwyta właśnie ten moment przeobrażeń.   Wiele ciekawych postaci, żywa akcja,  sporo  ironii, groteski, sarkazmu i czarnego humoru. Książkę można zamawiać w księgarniach tradycyjnych lub internetowych oraz u wydawcy („ARCANA”).  

J. K.
************************************
 14.01.14  

 

Andrzej Gelberg

                                      Wrocławski  Syndyk

Odpowiednie dać rzeczy słowo

                C.K.Norwid

 

Mylił się Francis Fukuyama, historia miast się skończyć , właśnie przyspiesza – i pędzi w nieznane. W tej chwili jesteśmy na zakręcie i nie wiemy, co ujrzymy, gdy będziemy z tego zakrętu wychodzić.

    Widzimy już dzisiaj wyraźnie, że centrum finansowe i gospodarcze świata zaczyna przesuwać się na południowy wschód, rosną nowe potęgi gospodarcze, a Chiny za kilkanaście lat miną Stany Zjednoczone, jeśli chodzi o PKB.

    Kolejne etapy rewolucji informatycznej znakomicie wpisują się w paradygmat  globalnej wioski,  a skutki uboczne pojawienia się nowych technologii, to danie do ręki coraz bardziej anonimowemu Centrum instrumentarium umożliwiającego manipulację nad zbiorowa świadomością na niewyobrażalną wcześniej skalę.

 Inżynieria społeczna  to nie zrealizowane marzenie komunistów, okazała się na wyciągnięcie ręki. Odnotować trzeba, że sukcesy w ataku na świat wartości tworzących kulturę wielu narodów, ataku, który  doprowadził do oderwania słów od ich tradycyjnych znaczeń, czyli krótko mówiąc, do zapaści semantycznej, stały się wodą na młyn dla macherów od wspomnianej inżynierii i atakują coraz bardziej zuchwale, strach pomyśleć, co zobaczymy za zakrętem.

Dusza na krzyżu  Opisane – z konieczności w sposób nadmiernie skrótowy – procesy mają charakter globalny, ale szczególnie widoczne są w Europie. Nałożyły się one w Polsce na całą splataną sieć naszych własnych, czasami specyficznych problemów i zjawisk – tworząc trudny do rozplatania kołtun polski. Podejmowali w tej sprawie rękawicę naukowcy z równych dyscyplin – najczęściej z umiarkowanym, przyczynkarskim rezultatem. Do tego potrzebna była literatura, pisarz całą gębą, którego – powtórzę za Norwidem – dusza rozpięta na krzyżu myśli wyrazi całość.

    Spróbowali Rafał Ziemkiewicz i Bronisław Wildstein  (skądinąd wybitni publicyści), lecz nie udźwignęli powieściowego wyzwania. Udało się to znakomicie Stanisławowi Srokowskiemu, którego książka „Barbarzyńcy u bram” (Wydawnictwo Arcana, 2012) jest pozycją wybitną.

Kreacyjne zapożyczenia  Nie jest to klasyczna powieść, której fabuła, a także występujące na kartach książki postaci, narodziły się w głowie pisarza. Przeciwnie – powieść Srokowskiego osadzona jest bardzo mocno w polskich realiach pierwszych lat XXI wieku (konkretnie we Wrocławiu),                         a występujące w niej postaci, to zapewne niemal bez wyjątku konkretni, żyjący w Polsce, ludzie. Pojawiają się w książce pod zmyślonymi nazwiskami, łatwymi  - w przypadku osób publicznych – do rozszyfrowania i pod barwnymi pseudonimami (dotyczy to przyjaciół głównego bohatera Kolby): Młot, Lenin, Marchewka, Szajba, Profesor, Hrabia.

    Zastosowany zabieg twardego  stąpania po gruncie realiów, nie jest bynajmniej dowodem  niedostatków warsztatowych pisarza, ale świadomym wyborem, kreacją właśnie. Są nią również  swoiste „asocjacyjne zapożyczenia” z wybitnych pozycji literatury światowej: „Ulisessa” J. Joyce’a, „Moskwy-Pietruszki” W. Jerofiejewa,  „Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa czy „Braci Karamazow” Dostojewskiego.

    Być może są to tylko moje skojarzenia i impresje, zapewne inni czytelnicy odnajdą inne „literackie ślady”, ale podążając za Kolbą (alter ego autora) wałęsającym się po Wrocławiu, nieodparcie przypomniały mi się marszruty Stefana Dedalusa po Dublinie.

 Z bohaterów – menele  Najczęstszym celem wypraw Kolby jest wrocławski Rynek – tam spotyka swoich kumpli, podobnie jak on (utalentowany pisarz) wyrzuconych poza nawias kolorowego, tętniącego życiem kraju, który dwie dekady wcześniej  wyrwał się z obcęgów komunizmu. Teraz są kloszardami, właściwie menelami – nocują na waleta w hotelu robotniczym, w jakichś szopach, czasami pod mostem, są najczęściej głodni, chorują i nie mają się za co leczyć, a jeżeli wpadnie im jakiś grosz, przeznaczają go na wódkę. Krótko mówiąc, są degeneratami III RP.

    A przecież to oni marzyli o wolnej Polsce, więcej – w stanie wojennym walczyli o nią, działając w Solidarności Walczącej; drukowali, kolportowali, trafiali do więzienia, gdzie śnili o Niepodległej. I sen się spełnił, ale los z nich zakpił, bo nie o taka Polskę im chodziło.

    Teraz ze zdumieniem i narastającą odrazą przyglądają się, jak dawni bonzowie z prominentnymi przedstawicielami antykomunistycznej opozycji robią interesy. Trzeba koniecznie dodać, że Kolba i jego kumple są ludźmi doskonale wykształconymi i wprawdzie w wolnej Polsce nie mają niczego, to mimo zbyt częstego nadużywania alkoholu, nie utracili rozumu i busoli moralnej.

    Rozum jednak, jak się okazuje, stał się w nowej rzeczywistości całkowicie bezużyteczny, a co do busoli  moralnej, to u większości rodaków w ich busoli na początku strzałka kręciła się jak oszalała, by w końcu zatrzymać się w zupełnie nowym miejscu – trudno wiec było naszym bohaterom  znaleźć  ze zdrową częścią społeczeństwa wspólny język.

Przerabianie Polaków   A zadbali o to wybitni uczeni-lingwiści, którzy z pozycji swojego naukowego autorytetu kategorycznie zakomunikowali, że słowa Polska i Polak należą do przeszłości i winny być zastąpione Europa i Europejczyk, a ponieważ – skonstatował uczony – żyjemy w epoce postreligijnej, to wszystkie terminy związane z religią muszą trafić do kosza.

    Żeby doprowadzić do trwałej dezintegracji osobowości Polaków, nie wystarczą najbardziej nadęte uczone dyrdymały – niezbędna jest harówka wprzęgniętych do rydwanu mediów. I znajdujemy w książce wspaniały opis spotkania redaktorów naczelnych najważniejszych w Polsce gazet i stacji telewizyjnych, którzy uzgadniają strategię przeflancowania Polaków na homo  bez właściwości, a już na pewno nie sapiens.

 Świat magii  W obu przypadkach interwencja sił nadprzyrodzonych – kota Garmonda, koguta Furtiana  i świeczki Amelii – powstrzymuje na chwilę zapędy  renegatów. Ale przecież nie można stale liczyć na siły nadprzyrodzone i to, że autor twardo stąpający po ziemi wyczarował w swojej książce również świat magiczny, świadczy o jego głębokim pesymizmie.

Ale cóż – literatura z górnej półki (a „Barbarzyńców u bram” do takiej zaliczam), rzadko kiedy bywa optymistyczna. Gorąco te książkę polecam.

Źródło: Andrzej Gelberg, Gazeta Obywatelska – Prawda Jest Ciekawa, nr.50, 29.11-12.12 2013; Stanisław Srokowski, „Barbarzyńcy u bram”, Arcana 2013

 

O POWIEŚCI POWIEDZIELI TEŻ:

Poniżej  prezentujemy opinie autorów, którzy zapoznali się z powieścią w całości lub we fragmentach. Szczególnie intersująca dyskusja toczy się na witrynie „wNas.pl”,  z której zaczerpnęliśmy teksty w drugiej części relacji. Publikujemy je w takim kształcie, w jakim zostały zapisane. Jedne podpisane, inne nie. Nie ingerujemy  w styl, interpunkcję, składnię  ani w język. Łaskawy Czytelnik sam sobie wyrobi zdanie zarówno o „Barbarzyńcach u bram” jak i o autorach wypowiedzi. Będziemy wdzięczni za kolejne komentarze. Chętnie je tutaj zamieścimy.

Redakcja strony 

********************************************************    


08.03.13 

Zofia Jaworowska

Przeczytałam książkę z zainteresowaniem. Gorzka refleksja to pierwsze co przychodzi mi na myśl i jednocześnie przekora, żeby się nie dać sprowadzić do roli Ludu Bożego. Forma powieści poprzez użycie elementów fantastycznych jest atrakcyjna. Jest niezłym materiałem na film, tu mam skojarzenia przede wszystkim z "Weselem". Gratuluję Panu Srokowskiemu ujęcia tematu tak z marszu, bez dystansu czasu, jest to w moim pojęciu Sztuka. Ważne dla nas przesłanie płynie z tej książki, dbajmy o sztukę i historię i o zainteresowanie nią młodego pokolenia. Od wielu lat staram się otworzyć przed dziećmi świat tworzenia plastycznego i jednym ze sposobów jest rozwijanie wyobraźni przez postrzeganie niestereotypowe świata, również przez literaturę. (FB)


17.01.12  

Geolog( z dyskusji na portalu: "Teoria życia"):


"Jeśli znajdziesz chwilę, to przeczytaj, w miarę możliwości, książkę Stanisława Srokowskiego "Barbarzyńcy u bram". Jest w niej wiele nawiązań do wrocławskiego środowiska politycznego i zapewne rozpoznasz więcej osób, które pod zmienionymi nazwiskami przedstawił w niej autor niż udało się to mnie. Niektóre postacie jak np. pan Retyna chyba nie wymagają "rozpracowywania" :) Wydawnictwo ARCANA podaje, że ta książka jest satyrą, ale według mnie jest bardzo smutnym, ale jednocześnie jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym, opisem polskiej rzeczywistości, jaki dotychczas przeczytałem.

Pozdrawiam i polecam przeczytać :)

http://teoriazycia.blogspot.com/

11.01.13 

BARBARZYŃCY U WŁADZ

Agnieszka Żurek

 "Barbarzyńcy u bram” to powieść – rachunek sumienia. Pisarz sportretował III RP nie w jej aspekcie politycznym, socjologicznym ani nawet kulturowym. Srokowski dotyka najgłębszego, duchowego wymiaru rzeczywistości naszych czasów. 

„Drogi mi Platon, drogi Sokrates, ale jeszcze droższa prawda.” – Ta myśl Arystotelesa otwiera najnowszą książkę Stanisława Srokowskiego. Uzupełnieniem motta „Barbarzyńców u bram” jest zdanie wypowiedziane przez Konfucjusza: „Kto trzęsie drzewem prawdy, temu padają na głowę obelgi i nienawiść”.

Książka Srokowskiego to portret III RP. Nielukrowany. Nie ograniczony do opisania „procesów modernizacji”, „tego, co się nam udało, ale także tego, co jeszcze przed nami”, ani nawet niebędący wspomnieniami z życia dawnej opozycji zakończonymi uciszającą sumienie konkluzją „może nie wszystko jest takie, jak sobie to wyobrażaliśmy, no ale wywalczyliśmy jednak wolność.” Nic z tego. „Barbarzyńcy u bram” to powieść – rachunek sumienia. Pisarz sportretował III RP nie w jej aspekcie politycznym (choć akcja toczy się w konkretnych realiach, a czytelnikowi zapewne nietrudno będzie rozszyfrować, kim jest premier rządu zwany Rudym Lisem, bądź były prezydent Wrocławia, Rój), socjologicznym ani nawet kulturowym. Srokowski dotyka najgłębszego, duchowego wymiaru rzeczywistości naszych czasów.

„Barbarzyńcy u bram” to powieść mająca bohatera zbiorowego. Sportretowany tu został tak zwany Lud Boży - biedny, obdarty, chory, często pijany i bardzo nieszczęśliwy. Włóczy się po Wrocławiu, śpi gdzie popadnie, kombinuje, skąd wziąć pieniądze na wódkę, a przy tym toczy długie rozmowy. Te właśnie rozmowy uwiecznia na kartach powieści autor. Kiedy im się przysłuchamy, szybko dojdziemy do wniosku, że mamy do czynienia z elitą – duchową, intelektualną i moralną. Tu nie ma dyskusji na tematy nieistotne, nie ma też gry pozorów.

Lud Boży to dawna opozycja antykomunistyczna – artyści, drukarze z podziemnych wydawnictw, przedstawiciele starych rodów kresowych, filozofowie. Ci, o których wszyscy – a zwłaszcza ich „dobrze urządzeni” dawni koledzy z podziemia – chcieliby zapomnieć. Ci, z których „młodzi wykształceni mieszkańcy dużych miast” rżą z pogardą albo od których odwracają wzrok z obrzydzeniem, są jedynymi, którzy opisują rzeczywistość w jej prawdziwym kształcie. I jedynymi, którzy zachowują godność – bo żyją prawdą i prawdy szukają. Nie dali sobie odebrać słowa honor ani nie nauczyli się nazywać zdrady „mądrością etapu”. Są dzięki temu wolni, a zarazem dla wielu niewygodni. Kolba, Poeta, Młot, Lenin, Marchewka to postaci podobne do tych, o których Kaczmarski pisał w wierszu „Włóczędzy”: „My dzieci wolności, bezdomne my psy.”

Obok nich – przerażająco samotnych – mamy portrety przedstawicieli Polski radosnej, zdrowej, rumianej, umiejącej żyć „tu i teraz” i optymistycznie patrzącej w przyszłość. Znajdziemy tutaj dawnych działaczy podziemia zbratanych dziś z niegdysiejszymi działaczami komunistycznymi, redaktorów na usługach każdej władzy, urzędników państwowych gromadzących się w Ratuszu na uroczystych posiedzeniach, gdzie – znów cytując Kaczmarskiego – „racją bytu jest bezkarne – my!”. Srokowski opisuje rzeczywistość ostro, ale i z ironią. Celnie portretuje organizowane przez władze akademie ku czci własnej, podczas których ustalane są nowe normy językowe, bez „słów, które dzielą” – takich jak Ojczyzna, Kresy czy naród. W ich miejsce pojawiają się odmieniane przez wszystkie przypadki hasła – klucze: „obywatelski” i „europejski”.

– „Obywatele i obywatelki! Te słowa nie dzielą, a łączą. Rozumiecie? – Rozumiemy! – odkrzyknęły elity.” Trudno nie dostrzec analogii ze słynnym „Pomożecie? – Pomożemy!”. Analogię zauważymy także na głębszym poziomie – zmiany języka. Jak zauważa Srokowski, barbarzyńcy każdych czasów zaczynają zmianę rzeczywistości od modyfikacji na gruncie pojęciowym.

„Barbarzyńcy u bram” to książka, która oddaje hołd prawdziwym bohaterom, tym, na których plecach dzisiejsi ministrowie i działacze kultury zrobili kariery. Książka Srokowskiego zapewne będzie przez wielu omijana – tak jak przez dawnych kolegów omijani są jej bohaterowie. Tych jednak, którzy będą mieli odwagę po nią sięgnąć, zaprosi na prawdziwą ucztę duchową, poprowadzi w fascynującą podróż po świecie trudnym, ale pełnym piękna, świecie, który zakorzenia się w wieczności, ku niej zmierza i wie – bądź przeczuwa – że to właśnie ona jest prawdziwą rzeczywistością. „Barbarzyńcy u bram” to także książka o wielkości i dojrzałości – o tym, za czym wielu tęskni, ale do czego niewielu ma odwagę dążyć.

Udanym zabiegiem pisarza stały się dowcipne nawiązania do „Mistrza i Małgorzaty”. Kot, kogut i świeczka to postacie o niewyparzonych językach, nie mające pojęcia o regułach poprawności politycznej. Zjawiają się nieproszone na spotkaniach przedstawicieli partii „Kariera i Sukces”, nawiedzają partyjnych dygnitarzy nawet w ich domach i bez ogródek wymieniają ich łgarstwa i krętactwa. Podobnie jak w powieści Bułhakowa, także i tutaj osobliwe widziadła niejednego doprowadzą do obłędu… Postaci te odgrywają rolę zwierciadeł, w których odbija się prawda o rzeczywistości. Stają się głosem sumienia. Wątek sztuki jako katharsis zaznacza się zresztą w „Barbarzyńcach” bardzo wyraźnie. Ważną postacią, wokół której rozgrywa się kilka powieściowych wątków jest Hucuł – malarz ze Lwowa osiedlający się we Wrocławiu. Tworzy on dzieła dzięki którym ludzie odkrywają prawdę o sobie, dostają szansę zmiany swojego życia, ale zarazem staczają się w mroki szaleństwa, jeśli z tej szansy nie skorzystają.

Powieść Srokowskiego opisująca polską rzeczywistość bez upiększania i znieczulenia stanowi raczej gorzką lekturę. Nie brakuje w niej jednak humoru - specyficznego, zabarwionego absurdem i goryczą, kojarzącego się z czasami PRL. Dialog poety, którego nie stać na obiad z kucharką jest zarazem pełen wdzięku, jak i bardzo smutny: - Chcesz pan kurczaka, panie January? (…) – Za ile, pani Jasiu? (…) – Za siedemnaście anafor i siedem wielkich hiperboli – ze znawstwem odpowiadała kucharka, z wykształcenia polonistka, która zrezygnowała ze szkoły na rzecz kuchni w hotelu „Monopol”, bo znacznie więcej tutaj zarabiała niż na belferskiej pensji.

Wątkiem mocno zaznaczonym także w innych powieściach Srokowskiego jest przekonanie o jedności przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, o współistnieniu tych wymiarów. - Pełno wokół nas duchów, Wasyl. Już stadami nas nawiedzają. Z Kresów nadchodzą, bracie, z ciemnej krwi, z mroków rozpaczy i padołów łez, wyłaniają się z wojen, rzezi i ludobójstwa. I już nas nie opuszczą nigdy, bracie… - mówi Poeta. Przeszłość nigdy nie odchodzi, a to, co stanie się w przyszłości, poznajemy za pomocą przeczucia: - Człowiek nigdy nie jest sam. Zawsze znajdzie się ktoś, kto jest z nami. To nieważne, kiedy, teraz, czy za wiek. Ale zawsze ktoś taki się znajdzie – powie w innym miejscu Kolba.

„Barbarzyńcy u bram” to także książka o tym, że wszystko, co kiedykolwiek się zdarzyło, istnieje już na zawsze. O nieśmiertelności prawdy przypominają znane nam już symboliczne widziadła – duchy? Alegorie? Ich obecność jest krzepiąca dla ludzi prawych. Ci jednak, których nieczyste intencje wyciągane są na światło dzienne, próbują przed nimi uciekać:

- Jesteś nielegalny! Unieważniam cię! Prawda jest wieloznaczna! Nie ma jednej prawdy! – krzyczy redaktor Mulat do ukazujących mu się raz po raz widziadeł, po czym zaczyna się jąkać. Głos widziadeł pozostaje jednak niewzruszony: - Prawdy, tchórzu nie zabijesz. (…) Polska jest i pozostanie Polską na zawsze – odpowiada tajemnicza postać.

Agnieszka Żurek 

PCh24.pl
Polonia Christiana

http://www.pch24.pl/barbarzyncy-u-wladz,11529,i.html#ixzz2HhYvWM8F

08.01.13
     
ZADŻUMIENI? 

Wojciech Maltan

Lepiej jest dwom niż jednemu,
gdyż mają dobry zysk ze swej pracy.
Bo gdy upadną, jeden podniesie drugiego.
Lecz samotnemu biada, gdy upadnie,
a nie ma drugiego, który by go podniósł.

Powieści Srokowskiego mają swój niepowtarzalny język, klimat i narrację. Tym razem przenosimy się do Wrocławia. Miasto, ludzie to pewien punkt odniesienia dla spraw ogólnopolskich.

W tej powieści Srokowskiego doszukano się wpływów Gogola, Czechowa. Moje skojarzenia poszły raczej w kierunku ksiąg Hioba, Koheleta i uparcie pojawiali się "Nędznicy".

Czy zrobienie z bezdomnych (choć u nas częściej takich ludzi nazywa się po prostu żulami) bohaterami książki o zabarwieniu historyczno-politycznym nie jest zabiegiem odważnym, żeby nie powiedzieć szalonym?

Główny bohater, Maks Kolba, drukarz w czasach PRL, obecnie na aucie, na dnie. Ten pisarz, erudyta, który prowadzi długie dysputy w oparach alkoholu. Jego słuchacze to znajomi z lat wspólnej walki z systemem komunistycznym. Kiedyś współpracowali pod sztandarem "Żelaznej Pięści", dziś zapomniani dogorywają na rynku wrocławskim. Schorowani, brudni, niemal wiecznie pijani.

A jednak ci nędznicy, jako nieliczni trafnie odczytują znaki czasu. Oburzają się na głupotę władz, która instaluje na terenie miasta szpetne gnomy (krasnale), a nie potrafią w ten choćby skromny sposób docenić ludzi ważnych dla Wrocławia. I aż trudno uwierzyć, że Tymoteusz Karpowicz, Rafał Wojaczek, Hugo Steinhaus i wielu innych przegrywa rywalizację z gnomem Prezentusiem czy Trąbibrzuchem. Daleko nie trzeba szukać, w ostatnich dnia ubiegłego roku na jednym z portali pojawiła się taka informacja:

Przy ulicy św. Antoniego 2/4 zagościli dwaj nowi mieszkańcy miasta – krasnal w dreadach z bębnami oraz saksofonista. Miasto ogłosiło konkurs na imiona dla nowych skrzatów.

W trakcie oficjalnego odsłonięcia nowych krasnali pojawił się prezydent miasta, Rafał Dutkiewicz. Wspólnie z muzykiem Jose Torresem zagrał na bębnach. Dwóch nowych mieszkańców Wrocławia ufundował Urząd Miejski – w sumie kosztowały około 6 tysięcy złotych, a wykonane zostały według pomysłu Jose Torresa.

Krasnale te mają być dowodem na to, że Wrocław jest otwarty na inne kultury. Nowi mieszkańcy znajdują się w pasażu Pokoyhofa (św. Antoniego 2/4, po wejściu w podwórka), gdzie mieści się szkoła tańca Jose Torresa i który leży przy Dzielnicy Czterech Wyznań, zwanej również Dzielnicą Tolerancji.

Wkrótce zostanie ogłoszony konkurs na imiona dla nowych wrocławian.

Nowi wrocławianie się pojawiają, starzy Wrocławianie odchodzą. Tak jak wspomniana tu ferajna byłych opozycjonistów, którym z różnych powodów w życiu się nie udało. I dochodzimy do sedna sprawy.

Stanisław Srokowski przygotował bowiem akt oskarżenia. Akt oskarżenia skierowany przeciwko elitom solidarnościowym, które nie tylko zaprzedały się, ale i zostawiły na pastwę losu dawnych przyjaciół. Po roku 1989 dawny aktyw partyjny ma się znakomicie, to byłym opozycjonistom pozostały żebry na Starówce.

Paradoks, nie złamał ich komunizm, nocne przesłuchania, pobicia, ale rzeczywistość wolnej Polski. Tylko, czy ona jest do końca wolna? Zdaniem bohaterów nie. Jest to niejako przedłużenie komunizmu, pakt z diabłem, pod którym podpisała się część opozycji. I trzeba dodać, że także społeczeństwa.

Oskarżonymi są więc nie tylko ci, którzy dogadali się z byłym przeciwnikami i zapewnili im bezkarność, ale przede wszystkim Ci, który po 1989r. zrealizowali swoje marzenia, spełnili się zawodowo i osiągnęli sukces, lecz zapomnieli o swoich korzeniach. Pasą brzuchy na stanowiskach dyrektorskich, a koledzy klepią biedą.

Odniesienia do obecnej rzeczywistości są oczywiste, wiadomo kim jest Rudy Lis, szef partii Kariera i Sukces, a kim prezydent Upiorny Lach. Znajdziemy też spiskujących przedstawicieli mediów głównego nurtu. Pozytywnych bohaterów zastępuje jako całość mit, który z czasem się kruszy, Solidarności Walczącej.

Zakładam, że dla znakomitej większości Czytelników właśnie te narracje będą najciekawsze, ponieważ mamy jedną, historyczną-podziemną, z której coraz lepiej poznajemy legendę „Żelaznej Pięści”; drugą, w której poznajemy ból egzystencjalny Ludu Bożego, czyli tych zwycięzców, a jednak przegranych w nowej rzeczywistości. Jest i trzecia, nadrzeczywista, gdzie pojawiają się różne zjawy, pomagające niektórym postaciom zachować się moralnie. Kto nie skorzysta z ich rad – może tego gorzko żałować.

Jedno z ważniejszych pytań, jakie należy sobie postawić po lekturze tej książki to, czy bohaterowie wszystkie swoje niepowodzenia mogą wpisać w rejestr walk z systemem komunistycznym. Czy bierność przyjaciół, którzy się lepiej urządzili w nowych warunkach miała decydujący wpływ na ich życie?

Kolba jest przekonany, że jego los jest zdeterminowany przez pogmatwaną historię swojej rodziny, stąd wszystkie jego problemy życiowe, rozwalone małżeństwa, alkoholizm. W jego podejściu do życia musi się to przekładać też na postrzeganie spraw publicznych, społecznych. Ten fatalizm w końcu prowadzi go do śmierci samobójczej.

Czy można w tym upatrywać łatwe wytłumaczenie swoich niepowodzeń, złamanego życia, problemów z alkoholem. Niestety, nie wiemy, ile bohaterowie książki zrobili, żeby ich życie wyglądało inaczej, aby podnieść się z upadku. Niezwykle trudno byłoby przypisać ich obecną pozycję spiskowi elit. Każdy człowiek to inna historia, inny dramat. Jednak jeżeli przeniesiemy spojrzenie z jednostki na grupę, to sytuacja będzie bardziej czytelna.

Choćby taki przykład. Porównanie głodowych emerytur byłych opozycjonistów i ich oprawców. Dziejowa sprawiedliwość nakazywałaby jakąś formę wsparcia dla tych zasłużonych ludzi, nierzadko tracących zdrowie dla wolnej Ojczyzny. Jeżeli państwo nie potrafiło im pomóc, mogli to w jakiś sposób zrobić koledzy, którzy mieli więcej szczęścia albo wytrwalej pracowali. Dlaczego tego nie zrobili?

Większość z nich wolała zająć się swoimi sprawami, kooperować z byłymi przeciwnikami, piąć się po szczeblach kariery. Pamięć o dawnych czasach, zasady moralne, to mógł być balast. Inni byli bardziej niż się wydawało skompromitowani, esbeckie kwity trzymały ich w szachu.

Ta mniejszość porządnych w książce występuje jako zapracowani przedsiębiorcy, pamiętający jednak stare czasy, dawnych kolegów, ale spotykający się z nimi przy okazji smutnych wydarzeń, jak pogrzeby. Z opowieści dowiadujemy się, że jednak zatrudniali kolegów, pracowali w ich firmach, redakcjach, ale nie wszyscy. Czy nie było dla nich miejsca? A może nie chcieli sobie pomóc?

Na siłę nikogo nie da się uszczęśliwić - tak można powiedzie o staraniach, które podjęto, żeby pomóc Kolbie. Choć kto wie, gdyby pomoc przyszła kilkanaście lat wcześniej?

Ta książka zresztą dotyka rozmaitych problemów, z którymi borykają się ludzie niezależnie od sympatii i antypatii politycznych. Wyobcowanie, depresje, alkoholizm, narkomania. Mówi o też o zagrożeniach cywilizacyjnych, skutkach politycznej poprawności, postępach postępu.

Na szczęście Srokowski nie zastosował tu tego prostego schematu, bohaterowie mimo zupełnego niepogodzenia się z nową rzeczywistością, to postacie złożone. Ba, nawet trudno mi się z nimi utożsamiać czy sympatyzować. Nie dlatego, że upadli tak nisko, ale dlatego, że są przekonani o niezmienności tej sytuacji. Mają pretensje do wszystkich, ale rzadko kiedy do siebie. Jakże ten duch fatalizmu jest niekatolicki!

Nie widać, żeby chcieli zmienić swoje życie, wolą ucieczkę w alkohol i pijackie rojenia, utyskiwanie na otaczający świat. Jak mogliby zmienić sytuację wokół siebie, jeżeli nie chcą pomóc nawet sobie?

Można postawić sobie pytanie, kto w takim razie ma być wzorem dla tej młodzieży, która ma przeciwstawiać się barbarzyńcom?

Dawni towarzysze partyjni? Byli konfidenci? Ludzie solidarności? Tylko którzy?

Bohaterowie trawieni chorobami, żyjący w brudzie i pogardzie otoczenia? W pijackich dyskusjach przerzucający się cytatami ze starożytnych filozofów?

Na to już każdy z nas musi sam sobie odpowiedzieć.  
( prawica.net.pl )


Autor: Stanisław Srokowski
Tytuł: Barbarzyńcy u bram
Wydanie: I, 2012
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Arcana


07.01.13

BLUZG. WĘDRÓWKA PO ŚWIATACH UPADŁYCH 


  Łukasz Pijewski
(Solidarni 2010) 

Stanisław Srokowski podjął skuteczny i twórczy trud opisania nim świata, w którym według niego przyszło nam dziś żyć. Jego najnowsza książka "Barbarzyńcy u bram" nie jest lekturą łatwą ani przyjemną. Choć szybko wciąga, a często wręcz elektryzuje – może także napełnić szaleństwem. 


Stanisław Srokowski, Barbarzyńcy u bram, wydawnictwo ARCANA, Kraków 2012



Przebrzydła szumowino, pachołku moskiewski,

Ty farbowana świnio, marszałku kurewski,

Chamie zblazowany, zatęchła sklerozo,

Gnoju zasmarkany, ty zdrajco Zomozo



Przechowuję w archiwum niewielki tomik wydany w podziemiu, nakładem „Solidarności Walczącej” i „Naszego Głosu” w Łodzi, w maju 1982 r., mniej więcej w połowie pierwszego roku nielegalnie wprowadzonego stanu wojennego w P.R.L., zatytułowany "Siekiera, motyka, Smok Wawelski"… Anonimowa poezja stanu wojennego. Ten, dziś dokumentalny już, zbiorek był – jak sądzę – próbą odreagowania na gorąco przez jego redaktorów i czytelników ponurej właściwie nie-rzeczywistości, jaką komuniści narzucili Polakom po 13 grudnia 1981 r. Jeden z wierszy zatytułowany "Bluzg", którego fragment pozwoliłem sobie zamieścić jako motto tych zapisków, jest wymyślnym obscenicznym przekleństwem rzuconym na głównego autora stanu wojennego. Składa się głównie z wulgaryzmów – bluźnierstw, perwersyjnych wyzwisk, wyrażeń uznanych za nieprzyzwoite, zwrotów obraźliwych, ordynarnych, sprośnych i plugawych.

O czym można pisać w takim języku?

Stanisław Srokowski podjął skuteczny i twórczy trud opisania nim świata, w którym według niego przyszło nam dziś żyć. Jego najnowsza książka "Barbarzyńcy u bram" nie jest lekturą łatwą ani przyjemną. Choć szybko wciąga, a często wręcz elektryzuje – może także napełnić szaleństwem. Akcja tej powieści „z kluczem” rozgrywa się wczoraj i dziś, zasadniczo we Wrocławiu, ale i w innych miastach w Polsce i na świecie. Czytelnicy mogą zatem znaleźć sporą dodatkową przyjemność w rozszyfrowywaniu postaci i sytuacji.

Gęsty tekst, pełen wulgaryzmów – bluźnierstw, perwersyjnych wyzwisk, wyrażeń uznanych za nieprzyzwoite, zwrotów obraźliwych, ordynarnych, sprośnych i plugawych – przedstawia historię życia jednego z anonimowych bohaterów stanu wojennego – zmarłego niedawno w dość tajemniczych okolicznościach Maksa Kolby – oraz grupy jego przyjaciół nazwanych także Ludem Bożym, przeciw którym prężą się szeregi zwalczających ich brutalnie wrogów.

Powikłaną i bolesną biografię Kolby próbuje z niejakim trudem odtworzyć po jego pogrzebie dawny przyjaciel nieżyjącego Maksa, Konrad Warski, w czasach P.R.L. członek antykomunistycznego podziemia, założyciel podziemnej organizacji Żelazna Pięść. Odtwarza ją przed niewidzialnym Wysokim Sądem, który można odczytać jako ni to „historię, która pokaże”, ni to „PT czytelników”, którzy tak czy inaczej osądzą jego opowieść. Dręczy go bowiem dwuznaczne w jego sytuacji pytanie, co takiego wydarzyło się, że drogi ludzi tak niegdyś sobie bliskich tak dramatycznie się rozeszły. „Jeszcze nie tak dawno razem walczyli ramię w ramię z przemocą, aparatem ucisku i podłością, a teraz Kolba jest obdarty, głodny i bez domu. A on pracuje na Politechnice, ma dobre mieszkanie, wysoką pensję, zabezpieczone życie i szacunek swego otoczenia. Ale nie o to tutaj chodzi, myślał. Nie o zderzenie dwu konkretnych ludzkich bytów. Chodzi o coś znacznie poważniejszego. O sprawy wyższe, ogólniejsze, które w każdym konkretnym przypadku przekładają się na indywidualne losy ludzkie. – Nie filozofuj – nagle usłyszał. Zastygł, nasłuchując, ale głos się nie powtórzył.”

Można powiedzieć, że ten napełniający czasami wstrętem, a czasami rozpaczą społeczny rozziew i jego podziemne ciemne przyczyny, którego destrukcyjnej mocy doświadczamy na co dzień, jest tematem tej wspaniałej książki.

Maks i jego kumple to ludzie żyjący na obrzeżach głównego nurtu dzisiejszego świata: osoby o powikłanych życiorysach i traumatycznych przejściach, postaci wykluczone, sfrustrowane, pokonane często przez własne słabości, wśród których największą jest wódka, choć są i inne, dużo przewrotniejsze. Grupa Maksa jest obecnie całkowicie zmarginalizowana; to byli profesorowie, poeci, nauczyciele, aktorzy, pisarze, malarze, sportowcy, dziennikarze etc.

Wrogami i bezwzględnymi, brutalnymi przeciwnikami tamtych - odrzuconych, reprezentujących świat mrocznych i ponurych peryferii duchowych - są dawni sprytni komunistyczni zakłamani macherzy oraz będący z nimi w sojuszu, komitywie i daleko idącej współpracy cyniczni i podli cwaniacy, pieczeniarze, koniunkturaliści i zdrajcy dawnej sprawy: urzędnicy Ratusza, szemrani biznesmeni, działacze partii zwanej Karierą i Sukcesem (a w skrócie Kasą), na czele z ich przywódcą Rudym Lisem oraz jego akolitami. Ale tak jak Lud Boży jest złożony ze zdestruowanych postaci passé, tak świat ludzi Kasy przypomina figury umysłowo skarlałe, duchowych pigmejów, jakieś ohydne koboldy, skrzaty i wstrętne krasnale, co nieco może przypomina ideę King Size, której naczelną zasadą, niejako istotą jest łgarstwo i „cyniczna gra językiem” dla osiągnięcia własnych materialnych korzyści.

Ta znakomita powieść ma oczywiście strukturę złożoną i wielowarstwową, tak jak złożona i wieloznaczna jest otaczająca nas rzeczywistość. Bohaterowie niespokojnie krążą wokół stanowiącego centrum wrocławskiego rynku i wędrują po pięknych ulicach starego śląskiego miasta. Jest to oczywiście centrum symboliczne, przez które na pewno przebiega skrzypiąca oś dzisiejszego świata – prastara axis mundi – drzewo kosmosu.

Czytając Barbarzyńców… jesteśmy w obrębie jej sekretnego promieniowania, przestrzeni niejasnej, migotliwej, paradoksalnej i onirycznej, więc i my możemy – a mówię to całkiem poważnie – stać się podatni na katarktyczne działanie opisywanych wydarzeń, gdyż one mają i w nas samych swoje ciemne źródła.

Towarzysząc wędrówce bohaterów możemy także odnaleźć furtki do innych światów.

Jest bardzo ważna w powieści szczelina do świata wyniszczonych, zdestruowanych Kresów, skąd główny bohater i wielu jego druhów się wywodzą i skąd przynoszą swe zatęchłe opowieści o losach tragicznie rozszarpanych, krwawych, pełnych bólu i krzyku. Mijamy także świat groteskowych zinfantylizowanych postaci, zatrzymanych w rozwoju, niewykształconych półnagich chimer, niedorosłych, frywolnych, długonogich licealistek z odsłoniętymi piersiami i młodych mężczyzn, którzy, „na odsłoniętych ramionach mieli tatuaże uosabiające żmije, krokodyle, nosorożce, gołe dziwki, wędzidła, sztylety, kraty więzienne i kajdanki. A na palcach ciężkie, złote sygnety i lśniące łańcuszki zwisające z szyi i kolczyki w uszach.” Wszyscy oni stanowią karykaturalną mieszaninę gombrowiczowskiej niedojrzałości i emanacji prądów płynących z ciemnych, złowieszczych diabelskich otchłani. Jest też straszny świat współczesnej, bolesnej i chaotycznej, obolałej miłości i nienawiści głównego bohatera, a także jego wyniszczonej i rozbitej okolicznościami rodziny: znikającej gdzieś pięknej żony Koli i zagubionych dwóch synów Maksa. Światów tych jest bardzo wiele, co kojarzyć się może z bramami wieży Babel.

Są wreszcie terytoria tajemnicze, których znaczenie nie całkiem jest jasne. To światy zjaw będących często w trakcie niejednoznacznych metamorfoz, przestrzeń głosów i odbitych ech oraz postaci widmowych. Świat ten osacza bohaterów, poucza ich, dyskutuje, wyśmiewa i upokarza, reprezentując do pewnego stopnia świat wartości. To świat nieobcy wielu Polakom, świat nawiedzających żyjących duchów. […]

Dodam, że mnie najbardziej brakowało w tej powieści ścieżki, drogowskazu, cienia wieści o przejściu do świata Bożego. Nie można bowiem stale wędrować po światach upadłych.

Zachęcam gorąco do sięgnięcia po tę powieść. Przynieść ona nam bowiem może, mimo swej mroczności, goryczy i bólu, lekarstwo - w myśl starej hipokratejskiej zasady similia similibus curentur: podobne leczmy podobnym.

Łódź, styczeń 2013. 
http://solidarni2010.pl/12010-bluzg-wedrowka-po-swiatach-upadlych.html?PHPSESSID=832e4cbef728a622c276f172b5924278 

http://solidarni2010.pl/12010-bluzg-wedrowka-po-swiatach-upadlych.html?PHPSESSID=832e4cbef728a622c276f172b5924278


05.01.12 


Wojciech Łapiński:
 
Kończę właśnie "Barbarzyńców" Stanisława Srokowskiego i z czystym sumieniem mogę polecić. Podobno niektórzy mają tu skojarzenia z Gogolem, Czechowem, a u mnie uparcie pojawiali się "Nędznicy". I nie te skojarzenia polityczne czy karły albo gnomy (choć doskonałe symbole upadku) wydają mi się tu najważniejsze, ale zmaganie się bohaterów ze swoimi słabościami i chorobami czy przekonaniem o determinizmie losów. Trudno mi się z nimi utożsamiać, nie wydają się też przesadnie sympatyczni, miejscami też ich zachowanie ewokuje pytanie: czy wszystkie swoje niepowodzenia mogą wpisać w rejestr walk z systemem i zemstą towarzyszy, którzy lepiej się urządzili w nowych warunkach?

05.01.12
 
 
Agnieszka Żurek: 

Książka jest świetna! Uważam, że TRZEBA ją przeczytać, doskonałe obserwacje i kapitalne klimaty.
(FB) 


29.12.12

POWIEŚĆ PIĘTNUJE KONFORMIZM DZISIEJSZYCH ELIT

Tytuł powieści przypomina słynny wiersz Kawafisa. Tak, barbarzyńcy-przybysze byliby, jak pisał grecki poeta, przynajmniej jakimś rozwiązaniem, tymczasem to my nie potrafimy ocalić przed rozkładem naszej kultury. Powieść piętnuje konformizm dzisiejszych elit i presję globalizacji, która niszczy cenne wartości poszczególnych kultur narodowych. Język bohaterów książki jest wynikiem bacznej obserwacji sposobów porozumiewania się Polaków po traumie. Dziesięciolecia poniżeń i zakłamania zrobiły swoje. Przekleństwa są sposobem odreagowywania upokorzeń, a marzenia o fantastycznych postaciach, które zejdą z obrazu i przemówią do słuchu, znamienne dla czasów ograniczania wolności.

 

Dorota Heck, prof. Uniwersytetu Wrocławskiego

29.12.12   

KRASNALE WE WROCŁAWIU, ELITY W 

RYNSZTOKU


„Barbarzyńcy u bram” to najnowsza powieść Stanisława Srokowskiego. Tym razem autor popularnych powieści kresowych wziął na warsztat współczesne polskie realia, a bohaterami uczynił ludzi – wydawałoby się – spoza głównego nurtu życia publicznego: wrocławskich żulików. Zarazem jednak byłych opozycjonistów, którzy nie wzięli udziału w dzieleniu się władzą z komunistami pod koniec lat 80. Teraz zmarginalizowani, ale także życiowo złamani, obserwują rzeczywistość z jej obrzeży. 

Siłą rzeczy nasuwa się pytanie o zasadność takiej perspektywy: wszak bohaterowie, przez których pryzmat obserwujemy literacką rzeczywistość, to przecież wyrzutkowie żyjący poza marginesem społecznym. Ludzie – chociaż w swoim całokształcie pozytywni, szczerzy i na swój sposób uczciwi – to jednak wariaci. Wydaje się, że to trafny zabieg – bo któż lepiej zrecenzuje współczesne czasy: czasy chaosu i upadku wartości, czasy postkomunizmu i konsumpcji, czyli słowem szaleńcze czasy – jeśli właśnie nie wariat?

Konwencja...

Warto podkreślić rolę konwencji w powieści „Barbarzyńcy u bram”. Wszystkie postaci występujące w książce poznajemy pod pseudonimami: Profesor, Twardy Orzeł, Rudy Lis, Czerwony Baron; rządząca partia to Kariera i Sukces. Wydaje się, że pseudonimy te kryją raczej typy ludzkie niż nazwiska konkretnych osób, choć niewątpliwie uważni znawcy Wrocławia rozpoznają w niektórych typach autentycznych bohaterów życia publicznego. W tym sensie dzieło Stanisława Srokowskiego wpisuje się w popularny w ostatnich latach gatunek powieści z kluczem.

Szczególny jest nastrój powieści, której lektura przenosi czytelnika w klimat realizmu magicznego. Lekka absurdalność wydarzeń, ironiczne poczucie humoru czy pomieszanie konwencji przywołuje także skojarzenia z rosyjskimi pisarzami (Bułhakowem, Gogolem czy Czechowem). Wrocław ożył więc na kartach książki w realiach dobrze przyprawionych absurdem i paradoksem.

... i język

Z drugiej strony, mamy do czynienia ze specyficznym językiem, jakiego używają bohaterowie. Częste wulgaryzmy nie sprawiają wrażenia sztuczności, czy tym bardziej nachalności – oddają po prostu mowę ludzi żyjących na granicy patologii. Opinie wyrażane przez bohaterów nabierają w ten sposób barwności, a proste przekleństwo często dobitniej opisuje konkretne zjawiska w III RP niż głęboka analiza. Srokowski barwny świat żulików ukazuje nie gorzej niż mistrz tematu, Marek Nowakowski.

Krasnale a sprawa polska

Jednym z symboli współczesnego Wrocławia są niewielkie figurki krasnali, rozsiane po całym mieście. W powieści Stanisława Srokowskiego stają się one alegorią współczesnej elity. Kolba, jeden z bohaterów i przywódca wrocławskiego „ludu bożego”, czyli wspominanych żulików, ironicznie mówi: A wiem skądinąd, że Kresowianie prosili o to, petycje słali, i nic, kurwa. Powiem ci January, że to sprawa głębsza. Ta hołota pamięć kastruje. Amputuje nam dzieje. Obcina historię. Bo w historii Kresów zobaczyliby ludzie wielkie postacie, heroiczne postawy. Godność bracie, honor i dumę by zobaczyli. A tego tym kurduplom brakuje. Więc się boją konfrontacji, tchórzliwe gnomy. Dlatego skrzatom pomniki stawiają.

 Czy wrocławianie, dumni ze swoich krasnali, poradzą sobie z taką oceną swojej atrakcji turystycznej? 

 Anna Zechenter (Portal Arcana)

28.12.12  

POWIEŚĆ O SKUNDLONYM POKOLENIU
 
Wszelkie podobieństwa nazw, nazwisk, zdarzeń i miejscowości do nazw, nazwisk, zdarzeń i miejscowości wymienionych w powieści, poza nazwiskami historycznymi i miejscowościami realnymi, są przypadkowe. Taka standardowa, często wykorzystywana przez pisarzy formułka znajduje się na czwartej stronie najnowszej książki Stanisława Srokowskiego pt. „Barbarzyńcy u bram”. I jak to często bywa, formułka jest tylko wygodnym alibi na wypadek, gdyby ktoś, rozpoznawszy się na kartach powieści, zażądał satysfakcji na sali sądowej.

Nie rozumiem dlaczego wydawca, umieszczając na niektórych portalach internetowych fragmenty powieści, zdecydował się upublicznić sceny opisujące elity III RP. Karykatura establishmentu jest tylko tłem dla akcji właściwej. Akcji rozgrywającej się we wrocławskich knajpach i melinach. Akcji, na którą składają się przede wszystkim pełne goryczy rozmowy w atmosferze nasączonej alkoholem, której bohaterami nie są elity władzy, ale osoby – z ludzkiego punktu widzenia – przegrane.

Większość bohaterów świata wykreowanego przez Srokowskiego ma swoje pierwowzory w rzeczywistości. I niejedna sytuacja opisywana w książce wydarzyła się naprawdę. Autor opisuje świat, który doskonale zna. Postacie, z którymi – jak się wydaje – jest lub był w bliskich relacjach. A jednak jest to literatura przepełniona goryczą. Polska XXI wieku, rządzona przez łajdaków, chyli się ku upadkowi. Pozytywni bohaterowie, nie mogąc znieść ciężaru rzeczywistości, uciekają w alkohol. A ci z nich, którzy jakoś ułożyli sobie życie, nie potrafią im pomóc. Świat realny przeplata się miejscami z zagadkowym światem magicznym (trochę jak w „Mistrzu i Małgorzacie” Bułhakowa), co dodatkowo zagęszcza atmosferę powieści.

Głównym bohaterem książki jest Maks Kolba – brudny, zionący alkoholem, z zaniedbanym zarostem, który mamrocząc coś pod nosem chwiejnym krokiem przemierza wrocławski Rynek w poszukiwaniu kogoś, kto dorzuciłby mu się do butelki wódki. Żul, jak określiłoby większość mijających go ludzi. Ale Kolba nie jest zwykłym żulem. Jest wybitnym intelektualistą cytującym z pamięci Simone Weil i św. Tomasza z Akwinu, pisarzem trwoniącym swój nieprzeciętny talent, doskonałym obserwatorem rzeczywistości. Jest wreszcie byłym działaczem opozycji antykomunistycznej, jednym z pierwszych wrocławskich drukarzy podziemnych i bardzo ważną postacią w strukturach radykalnego nurtu opozycji antykomunistycznej. Dzięki wątkom retrospektywnymi (będącymi zresztą niezłą lekcją historii dla pokolenia nie pamiętającego lat 70. i 80.) możemy po części prześledzić drogę, która zaprowadziło go na dno. Choć ja czuję lekki niedosyt – mogłoby być ich trochę więcej (kto wie, może autor pokusi się o napisanie powieści poświęconej tylko biografii postaci, na której wzorował Maksa Kolbę?)

Kolba w długich monologach, które wygłasza przed swoimi przyjaciółmi, niezwykle celnie opisuje rzeczywistość, często bezlitośnie punktując ludzi dawnej „Solidarności”. Przywołajmy tylko jeden, bardzo ogólnikowy, fragment jego wypowiedzi: Skundliło się moje pokolenie, spodliło się, bracie. Dało się przekabacić fałszerzom, dupy dało hienom. Poszło na pasku obcych. Nie dźwignęło ciężaru wolności. Oto nasz problem, kurwa. O tym trzeba pisać, nie o kombatantach. Zajęło się to pokolenie gromadzeniem dóbr, szmalu, posadami, wysokimi stołkami, a naród, kurwa, poniżony i upokorzony, dławi się w tej pierdolonej wolności. A to gówno, bracie, nie wolność. Skundlenie, jakiego świat nie widział. Odrażający zapach zgnilizny i zdrady. Parszywe spapranie elit. I chichot historii.

I książkę o skundlonym pokoleniu, nie o kombatantach, napisał Srokowski.

Powieść „Barbarzyńcy u bram” nie jest lekturą lekką, łatwą i przyjemną. Jakkolwiek książka napisana jest bardzo sprawnie i czyta się ją jednym tchem, to zmusza czytelnika do refleksji. I niekoniecznie musi to być refleksja przyjemna. Autor nie pozostawia suchej nitki na elitach III RP, ale nie oszczędza też środowiska, z którego sam się wywodzi – radykalnego nurtu opozycji, który po 1989 r. został całkowicie zepchnięty na boczny tor życia politycznego. To bicie się we własną pierś – czy zrobiliśmy wystarczająco dużo, aby zapobiec roztrwonieniu ideałów „Solidarności”? – jest zjawiskiem chyba dość rzadkim wśród pisarzy, nazwijmy to, antysalonowych. Tylko czy spodoba się czytelnikom? 


Grzegorz Kowal 
(Portal Ludzi Solidarnych 10 Milionów)


 

 

http://10milionow.pl/grzegorz-kowal/wpis/i,804,powiesc-o-skundlonym-pokoleniu.html  


27.12.12  

Przeczytałam "Barbarzyńców u bram". Książka brzmi jak ostrzeżenie.Diagnoza naszego społeczeństwa przerażająca i boleśnie prawdziwa.
Smutny to obraz polskiej rzeczywistości.Daje do myślenia,jak idziemy.Okładka książki przewrotna.
Podziwiam głębokie filozoficzne spojrzenie, umiejętne wplatanie historii,fantazję i ironię w określaniu postaci,nazewnictwo,wielopłaszczyznową kompozycję literacką.Trochę dużo w niej tego "jebanego " języka i pijaństwa, ale Autor wie,co robi.
Jest jak Czarnoksiężnik wkładający przenikliwe zwierciadło pomiędzy ludzi.
Mam nadzieję,że motto z Kartezjusza nie zrealizuje się na Autorze, a książka stanie się najbardziej poczytną powieścią współczesną, czego życzę. Gratuluję odwagi.
 Grażyna  
*** 
Po „Barbarzyńcach” człowiek czuje się oczyszczony

Autor niezwykle plastycznie maluje obraz Polski, Polaków; tych prawdziwych, tych "o mało co", tych z przeszłości, których nikt już nie chce ,bo ich świata już nie ma a oni… oni jeszcze są. I wiedzą rzeczy niesamowite: piękne straszne... prawdziwe. Oni są uosobieniem dziecka zabitego przed narodzeniem, dziwnego tworu, jakim jest Polska powojenna. Ale oni są i domagają się prawdy o sobie i o tej Polsce, która była, i która mogłaby być. Są zepchnięci na każdy możliwy margines życia, nie umieją się odnaleźć w nieprawdziwej teraźniejszości. Autor celnie opisuje oportunistów, których wszędzie pełno; w obecnej Polsce żyje im się wygodnie, a inni musza się dostosować do ich zachcianek. Tak, oportunista nie ma celu w życiu. Ma zachcianki, które mogą się zmieniać w zależności od "koniunktury". Ale może się przestraszyć... prawdy. Prawdy natrętnej, uporczywie powtarzanej, nieśmiertelnej... I wtedy muszą zdecydować, kim są, czego bronią i czy iluzja, w której żyją i zmuszają innych do tego samego - jest naprawdę tego warta.

Stanisław Srokowski jest Kresowiakiem. Żyje w kraju swoim. I nieswoim. Widzi wszystko z oddalenia… I płacze. Krzyczy. Maluje zdecydowanymi pociągnięciami pędzla.. pióra. Maluje rzeczywistość, która nas otacza, a która jest fikcja. Maluje Kresy, które żyją w nas. Maluje prawdę, fałsz, a wszystko zdecydowanie… Po lekturze „Barbarzyńców” człowiek czuje się oczyszczony. Zaniepokojony i olśniony. Dziękuję Panu z całego serca. Również w imieniu mojej półtorarocznej córki.

Jestem Gdańszczanka. Dwanaście lat żyłam I pracowałam w Anglii I we Włoszech. W zawodzie – jestem biotechnologiem. Gdy wyjeżdżałam z Polski, nie znałam jej prawdziwej historii, choć od małego wiedziałam, co to Lwów, Wilno, co to Kresy… Gdańsk. Gdańsk zawsze kochałam I uznałam za swój. Historia była mi bliska, myślałam, że ją znam. Nie rozumiałam za to tzw. polityki. Wyjechałam w 2000 roku. Trafiłam na ludzi z Kresów, którzy znali prawdziwą historię, np. na s. p. rotmistrza, Witolda Deimela, przewodniczącego Maczkowców. Zaczęłam czytać wszystko, co się dało. Wspomnienia Sybiraków, przedwojennych attache’ wojskowych, straty polskiej kultury i sztuki, wspomnienia wołyńskie, agitki komunistyczne przedwojenne, Szyszko-Bohusz, Anders, Piłsudski, Garliński, Jonkajtys-Luba, Bergman, Beck, Berendt, Antoni Szymański, Beata Obertyńska, Hanka Ordonówna… tylu innych. Sprawy taktyki I strategii wojskowej interesowały mnie od zawsze, ale Diariusz I Teki Jana Szembeka… o nich nie wiedziałam. O całej tej fali historii, która nie wiem, czy w całości przedrze się do współczesnych młodych. No bo jak wymazać tą, która była I jest jedyna właściwa?

Do Polski wróciłam. Mam małe dziecko, ukochane. Chcę, żeby było prawdziwym, szczęśliwym człowiekiem, który nie musi przepraszać za to, że żyje I kim jest. Ona jest Polka. Gdzie będzie Polska, ta prawdziwa, jak ona dorośnie? Boje się. Gdzie będziemy wtedy żyć? W zawodzie, bez koneksji, w Polsce pracować na dłuższą metę nie dam rady.

Z całego serca dziękuję Panu za książkę.

Maria Smolińska

**** 

 Wioletta Sieczkowska-Kos : Fantastyczny ironia z pseudo inteligencji, kształtowanej po 89r. Kapitalne postrzeganie polskiej rzeczywistości, politycznych  nonsensów i politycznych rozgrywek. Ostatnio tak się ubawiłam przy Fredrze. No i te nazwiska, nazwy Klubów i Nagród- po prostu majstersztyk. Gratuluję i czekam na ciąg dalszy. Gwarantowany sukces książki za treść i przepiękny język. Pana link polecam już dziś znajomy.

***

Anna Tomala: Bardzo zachęcający tekst. Czekam na ukazanie się Pana powieści, niewątpliwie potrzebna. Właśnie przed chwilą wpadłam na poezje Goszczyńskiego "Do ludu moskiewskiego" - fragment: „O, przeklęty czarci ród waszych panów, waszych carów, że zbydlęcił taki lud ! Jak-że to siłą czarów”....

***

Marek Rapnicki: Drogi Panie Stanisławie! Fragment, który przeczytałem, czyta się jednym tchem, jest smaczny i czytelny. Natomiast zastanawiam się, czy metoda satyryczna, prześmiewcza, wystarcza; mówiąc inaczej: czy przypadkiem kaliber tematu - wypalenie duchowe i moralne, osaczające nas zewsząd, w centrali i na prowincji - nie domaga się formy śmiertelnie poważnej, realistycznej. Czy Polska po prostu nie woła o nowego Prusa i nowego Żeromskiego, jakkolwiek nie podkreślalibyśmy wad tego drugiego.

 ***
Sławomir Błażewicz: Fragment przeczytałem. Zapowiada się bardzo interesująco.

***

Małgorzata Samborska: …coś mi się zdaje, że był Pan gdzieś ukryty na tajnym spotkaniu niemiłościwie nam panujących... książka będzie rewelacyjna! Język miłości i NWO po europejsku dokładnie oddaje rzeczywistość! Prawdę mówiąc, dobrze byłoby, gdyby duchy historii ożyły w muchach, kogutach, świecach i wszystkim, co pomogłoby powstrzymać to barbarzyństwo!

***  

...przeczytałam jednym tchem. I tak mi szkoda, że zanim ta książka się ukaże, miną wieki :( Jest bardzo "na czasie" i bardzo "niewygodna". Pióro - doskonałe! ... Czy nie będzie niegrzecznie z mojej strony jeśli powiem, że robi Pan "kawał dobrej roboty"? Proszę na siebie uważać. Tęgie głowy mają zawsze pod górkę. Z wyrazami szacunku. Agnieszka Habdas

   ***

Kresy Portal : „Kogut, świeczka i mucha zaintrygowały... z radością odnalazły również wątek kresowy. Poza tym świetnie się to czyta. Opis stanu intelektualnego elit prawdziwy. Na podstawie tego fragmentu można odnieść wrażenie, że zarysowany został taki prosty podział na stadną i konformistyczną elitę oraz prawy i patriotyczny zaścianek. Kresy.pl stoją po stronie zaścianka, ale diagnoza prof. Pszczoły, mówiącego o formacji obskuranckiej, kombatanckiej i paralitycznej, wydaje się w wielu punktach prawdziwa. Tzn strasznie dużo u nas (w zaścianku) sekciarstwa, a co za tym idzie ludzi niezrównoważonych psychicznie, na dodatek ci, którzy wydają się zrównoważeni, zachowują się tak, jakby samo żywienie uczuć patriotycznych ich nobilitowało, zwalniając tym samym z odpowiedzialności za skuteczne działanie.

***  
Iwona Rękawiecka: Czytam i muszę to jednoznacznie stwierdzić, żadnego "druzgotania" nie będzie:) GENIALNE, panie Stanisławie. Po prostu.

***

Ada Kluzek: ... rewelacyjnie irytująca retoryka profesora, a jednak tak nadciągająca ze wszystkich stron, że mogłaby służyć nieomal za podręcznik.

***

Dominika Gwiazda: Przeczytałam, i podoba mi się bardzo. Z zadowoleniem ogłosić muszę przynależność do grupy "bękartów ciemności" (spodobało mi się to określenie hi hi), ciemnogrodu, wstecznictwa i ogólnie mówiąc "elementu wywrotowego" :)))

***

Dziękuję, panie Stanisławie, za możliwość zapoznania się z fragmentem Pana książki. Pięknie obnażony mechanizm oddziaływania na ludzi. Od dzisiejszego dnia życzliwszym okiem spojrzę na muchy :). Sylwia Gramowska

***

Hanna Domańska : Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam Pańską stronę internetową. "Barbarzyńcy u bram" to niezwykły fragment Pana pracy. Wstrząsający! Poruszył Pan tę kwestię, którą od dłuższego czasu obserwuję i która mnie również bardzo boli. Wymazywanie polskości pod pozorem poprawności wszelkiej. Nie umiem tego wszystkiego wytłumaczyć ,nie jestem specjalistką, ale to, o czym Pan pisze, czuję i gorąco popieram dalszą pracę nad książką. Obawiam się, że będzie Pan miał ogromne trudności, by całe dzieło mogło się przedrzeć w dzisiejszej Polsce. Jednak musi ono pojawić się jak najszybciej. Czy mogę udostępnić na swojej tablicy link do Pańskiej strony ? Chciałabym, by jak największa ilość moich znajomych mogła się zapoznać z treścią "Barbarzyńców u bram" Oraz Pańską twórczością. Pozdrawiam bardzo serdecznie. Hanna

***

...  tekst przeczytałam z zainteresowaniem. Podoba mi się. To świetne satyryczne spojrzenie na różnego rodzaju skrzywienia w naszej współczesnej rzeczywistości. Pozdrawiam. Stanisława Galica Górkiewicz

***

 Jest mi niezwykle miło, że zechciał Pan podzielić się ze mną fragmentem swego dzieła. Przeczytałam  z wielkim zainteresowaniem i westchnieniem :"Boże, a jednak od czasu do czasu można sięgnąć po utwory odkłamujące naszą rzeczywistość". Wielu jest dziś profesorów Pszczół, pań Jeżozwierz i Stulgęb ,którzy nie tylko męczą, ale i nużą odbiorcę swoim bełkotem. Dobrze, że znalazł się przynajmniej jeden pan Srokowski. Życzę szybkiego wydania książki. Z chęcią ją przeczytam. Ola Kamińska

5.12.10

Andrzej Prokopowicz: Z zainteresowaniem przeczytałem "Barbarzyńcy u bram"... Trochę skojarzyło mi się to z "Mistrzem i Małgorzata". Jeżeli prawda będzie ukrywana to kamienie będą mówić a muchy i koguty działać. Pozdrawiam i życzę sukcesów.

***

...  tekst przeczytałam z zainteresowaniem. Podoba mi się. To świetne satyryczne spojrzenie na różnego rodzaju skrzywienia w naszej współczesnej rzeczywistości. Pozdrawiam. Stanisława Galica Górkiewic

Z dyskusji  na stronie „wNas.pl”( zachowujemy styl, język, składnię,  interpunkcję autorów. Jedni się podpisują pod tekstami, inni nie. Oto ich  opinie:

***

Boże, jaką pustką od tego kawałka wieje.....

***

i jaką porażającą grozą skoro nad Polską krążą takie widma jak redaktor mulat i jemu podobni, czytałam inny niesamowity fragment, gdzie tacy redaktorzy jak ten snują wizje zniszczenia społeczeństwa, autorowi zazdroszczę literackiego, ostrego pazura, czekam na książkę, takiej jadowitej, świetnej literatury jak ta mi brakuje... marzenia, II rok, studentka.

***

Jestem w lepszej sytuacji. Właśnie "Barbarzyńców" już mam i czytam. Nie wiem, dlaczego zaczyna się o tej powieści mówić, jako o satyrze na Polskę. Nie zgadzam się z taką interpretacją. To dramatyczna, a może lepiej powiedzieć, wstrząsająca opowieść o tragedii naszego życia, o tym, jacy jesteśmy i co się z nami dzieje. Diagnoza ponura i ciemna, choć niemało tu świetnej groteski.. Może to właśnie ta książka rozpocznie debatę o nas, samych i naszej kondycji, pogłębioną i zdecydowaną, bo brakuje nam takiej debaty. Nie publicystycznej, tylko głębszej, filozoficznej... Pewne jej tony dostrzegam u prof. Legutki... Bartek  

 ***

Co tam filozofia? We Wrocławiu już kipi - już poszukuje sie pierwowzorów - bo to książka z kluczem - I te postaci jak ulał - pasują do znanych tutaj bożyszczów - no, narozrabiał autor narozrabiał - barbarus - pokąsał i pogryzł,- a ludek się jeży - niezła chryja!!! oj, chryja! Stary Wiarus 

***

Kurwa pierdolę kurwa co to kurwa jest kurwa. czy autor kurwa tego popierdolonego testovirona na youtubie się kurwa na oglądał? Mam mu kurwa płacić, że będzie spuszczał się tymi pustymi bluzgami? Pierdolę kurwa i nie kupię tego pustego jak kurwa kurewstwa.

***

No, to już książka komuś za skórę zalazła, niezły początek. Jeszcze jej nie ma, a padł blady strach! Co do Gościa Starego Wiarusa, to przesadzasz Pan, żaden Wrocław, to warszawka gra główną rolę. Nie umiesz pan czytać tego mulata czy jak mu tam i jego pomylonego mózgu. Wypisz wymaluj a szubrawiec, cynik i kłamca ze stolicy. Aż boję się wymieniać nazwisko, bo prokurator na mnie siądzie. Karol

***

nie wiem co powiedzieć te aluzje to jakby znak cenzury w polsce bo normalnie to się wali z grubej rury a tutaj autor przebiera się w kostiumy literackie charakterystyczne dla reżimów tak robił mrożek  gombrowicz bulhakow mnie ciągnie taka maskarada jest coś z błysku fantazji a fantazja to sztuka może iść tropem sztuki imaginacji

***

Tego autora warto czytać. Mądry człowiek - ważne książki. AI

***

Znam głębokie i wstrząsające powieści i opowiadania kresowe. Srokowskiego. Nie ma w Polsce drugiego pisarza, który by sięgał tak mrocznych obszarów i tak ogromnego dramatu ludzkiego, jak ludobójstwo na Kresach. Pióro znakomite. Wie, jak pisać, jak wstrząsnąć sumieniami, Nie znam natomiast jego nowej książki. Ale ten fragment bardzo mnie intryguje, nowe spojrzenie na nasze realia, ostry głos w sprawach naszego polskiego bytu. Jako wieloletni nauczyciel mam problemy z przekazywaniem wiedzy młodzieży, jaka jest ta nasza obecna Polska. Czuję, że "Barbarfzyńcy" otworzą mi drzwi. Idę po powieść. Dziekuję redakcji za pokazanie tego jadowitego fragmentu. Świetny!!! Szkoda, że tak mało?!

***

Zgadzam się z AL, tego pisarza trzeba czytać. Od lat nie należy do żadnych koterii. Wybrał własną, daleką od modnych nurtów drogę i samotnie po niej kroczy. Raz byłem na spotkaniu w Łodzi. Zrównoważony, elegancki, z ogromną wiedzą o Kresach, opowiadał, jak ambasador sowiecki ingerował niegdyś u wydawcy, by zablokować jego książkę o wypędzonych z Podola. Teraz też nie ma lekko. Wciąż napadają na niego, że dźwiga ten ciężar kresowy, autentycznie, prawdziwie. Nowa powieść dla mnie zaskoczeniem. Wręcz szok. Uderza w rdzeń naszego czasu. Dlatego AL ma racę, Mądry człowiek, ważne książki. Kazimierz R.

***

jestem wściekła, ganiałam z wywieszonym językiem po szczecinie, by kupić dla siebie i dwu koleżanek pod choinkę "barbarzyńców" i ani egzemplarza nie uświadczysz, coś z rozpowszechnianiem kiepsko, a tak się napaliłam na powieść uwielbiam groteskę, gorzki mroczny humor, jak w tym odcinku, i co, chyba powieszę wydawcę, została mi księgarnia internetowa, ale to już inna bajka...jaga (nie baba)

***

Mam inne zdanie. To książka o wykluczeniu całych obszarów społecznych z życia publicznego i destrukcji sumień oraz o utracie złudzeń. Srokowski jak chirurg odsłania warstwę po warstwie chory organizm i pokazuje zło. Totalne obnażenie systemu deprawacji. Tak to widzę. Przeszkadzają mi nieco przekleństwa, choć rozumiem ich językową konieczność, ale moje tradycyjne ucho z trudem to przyjmuje. U Wildsteina tez to razi. Kolega twierdzi, że tak musi być, bo inaczej zostanie stępione ostrze pisarstwa. Nie jestem przekonany. W każdym razie jest o czym debatować. Mocna i ważna rzecz! Nareszcie. Marian.

***

JA TAM NIE PRZEPADAM ZA MAGICZNĄ LITERATURĄ WOLĘ BRUTALNY TWARDY REALIZM TEN KAWAŁEK MNĄ JEDNAK TĄPNĄŁ. KUREWSKO SILNE MAREK

***

Przeczytałam całość. Jestem pod wrażeniem. Najważniejsze przesłanie autora: Świat bez Boga nikczemnieje, zapada się w pustkę, karłowieje. I to jest największa tragedia naszego czasu. Świąt bez boga - straszna pustynia.

***

to rozliczenie z postkomuną i różowymi widać jak na dłoni w tym urywku

***

Super!! Boki zrywać.

***

1. Przepraszam Państwa bardzo, ale nie idea książki, jej treść jest najważniejsza, lecz forma, struktura, metaforyka, język, styl - i pytanie, czy odnawia gatunek, czy też nie. 2. Kompletnie nie ma znaczenia biografia, wygląd autora, sposób zachowania itp. 3. Odrzucam w dyskusji napastliwość, tendencyjność, rynsztokowe zapisy. 4. Na podstawie fragmentu nie można wydawać opinii o całości. Jednak fragment bardzo dużo mówi o wyobraźni autora, o kunszcie literackim. W tym kontekście "Barbarzyńcy" są utworem, który - mogę nazwać, a czytałem całość - poszukującym, odbiegającym od ponurego realizmu, od schematu. To coś więcej. .Proza wysoce kreacyjna, o dość skomplikowanej strukturze, ze sporym ładunkiem metaforycznym. Niestety, za mocno eksponuje wątki romantyczne, cierpiętnicze.. I bez tego jej ostrze jest wyraźne. Dla mnie najważniejsza odnowa, odświeżenie narracji, wzbogacenie palety środków ekspresyjnych. Coś między Schulzem a Gombrowiczem. Bogdan J. . .

***

E tam e tam profesorskie mądrości Tylko przeżycie się liczy przy czytaniu emocje doznania namiętności Ja się wściekałam, ze śmiechu płakałam do łez gniew i bunt na podłą rzeczywistość i lęk i entuzjazm i radość że koś tak samo widzi jak ja. Ela 

***
 

"Barbarzyńcy" to śmiertelnie poważna sprawa. Pierwsza współczesna polska powieść katastroficzna. Srokowski jednoznacznie pokazuje koniec świata "Solidarności", jako ruchu i solidarności, jako wartości. Żegna się z porządkiem, który budził nadzieję. Nie ma już nadziei. A dokładniej mówiąc, nie ma nadziei w zbiorowości. Jest nadzieja w indywidualnym człowieku, w odradzaniu jednostki, w jej duchowości. Z tego fundamentu, wydaje się dowodzić pisarz - i tylko z tego,- może się odrodzić nowy sens życia, Przypomnę, że przed wojną katastrofistami byli poeci, Józef Czechowicz, Sebyła, po trosze też Miłosz. Srokowski do nich nie nawiązuje, jego ciemny świat, choć pisany nieraz szyderczym piórem, wywodzi się wprost ze Starego Testamentu, z Księgi Rodzaju, zniszczenia Sodomy i Gomory, I zapowiada nową erę, która nadchodzi. Ernest B.

 ***

straszna książka straszny autor a polska rzeczywistość w niej - jakaś paranoja

***

Sądząc po fragmencie to wypociny sfrustrowanego pisarczyka, którym kieruje wola władzy i panowania jego osobistej opcji politycznej. Brak skomplikowania - czystej wody socrealizm, a elementy realizmu magicznego (gdzie mu do iberoamerykańskich pisarzy!) to ornament dla przykrycia przypominającej socrealizm struktury.

***

Odważna książka z wysokiej półki. Wchodzi pod skórę jak drzazga. Tragiczny obraz polskiej rzeczywistości pokazany w historycznej perspektywie w sposób ironiczny, z ostrą groteską i fantazją. Przeraźliwy smutek wyzierający z postaci każe się zastanowić nad sensem ludzkiej egzystencji, w której rozmyły się wartości duchowe, a prym wiodą barbarzyńcy. Barbarzyńcą może stać się każdy, kto da upust ciemnym żądzom, zatraci się w materialnych dążeniach, nie zbuduje sumienia w oparciu o zasady, nie obudzi Boga w sobie. To wołanie pisarza o opamiętanie. Zwrócenie uwagi na współczesny język, który może służyć niecnym celom, gdzie pod płaszczykiem słów o miłości i integracji unieważnia się zło. Pokazanie moralnej degrengolady elit rządzących, trwanie w pijanym amoku postaci z różnych środowisk jest przeklinaniem świata, w którym trudno się odnaleźć, a co dopiero zaufać, gdy wszyscy się zdradzają, inwigilują i wzajemnie sobą manipulują. W tym strasznym mroku chwilami ma się wrażenie, że ocalenie autor widzi w sztuce, w niepoprawnych artystach, którzy ze względu na swoją wrażliwość widzą więcej i jak delikatne kwiaty na skale szukają porozumienia ze światem.

 "ŚLEPCY IDĄ DO NIEBA" 

   ( powieść. t. III trylogii)   


 Słyszę jak biją kresowe dzowny
   
 
To słowa jednego z bohaterów najnowszej powieści Stanisława Srokowskiego "Ślepcy idą do nieba". Polskość - ujmowana w kontekście historycznym, symbolicznym, duchowym i religijnym, a jednocześnie wymykającym się wszelkim definicjom - jest głównym tematem tej książki. Wydaną przez „Arcana” najnowszą powieść Stanisława Srokowskiego przesyca tajemnica i niezwykła poezja, na planie fabularnym zaś poprzez osadzenie akcji w realiach historycznych poznajemy historię Kresów, ich ducha, piękno i ogromną tragedię, jaka stała się ich udziałem. 
Dzięki dynamicznie poprowadzonej narracji, zbudowaniu wyrazistych postaci i nakreśleniu obrazu skomplikowanych relacji między nimi powieść czyta się jednym tchem, „mimochodem” przyswajając sobie sporą ilość wiedzy na temat historii Kresów, działań OUN-UPA, ludobójczej akcji wymierzonej w Polaków.
W powieści Stanisława Srokowskiego wspólnotę buduje nie tylko czas i przestrzeń, lecz także, a może przede wszystkim, jedność ducha. Stąd też Kresy żyją, dusze zmarłych towarzyszą żywym, są blisko nich, przeszłość nie mija - jest zapisana na wieczność. "Nasze życie nie zatraca się w niebycie. Trwa w innej postaci" - mówi Anna, jedna z bohaterek "Ślepców". Inna powieściowa postać, Artur, ujmuje to w słowach najpiękniejszych: "Słyszę, jak biją kresowe dzwony".
Akcja powieści rozgrywa się na dwóch planach - metafizycznym i konkretnym. Plan fabularny mówi o rzezi wołyńskiej oraz o upadku Powstania Warszawskiego. Opisuje konkretne wydarzenia tych najboleśniejszych i niezabliźnionych ran polskiej historii. Stanisław Srokowski opiera się na dokumentach, przytacza treść niektórych z nich, jednocześnie tworząc w warstwie fabularnej barwne postaci mieszkańców II Rzeczypospolitej, których wojna zmusza do dokonywania niemożliwych wyborów, ale nie jest w stanie zawładnąć nimi całkowicie ani zniszczyć ich człowieczeństwa.
Drugi plan powieści to tajemnicza wędrówka ślepców, którym "mordercy wypalili oczy ogniem i wykłuli igłami" (czytelne odwołanie do rzezi wołyńskiej), ale „nie zabrali im oni patrzenia”. Wędrujący w korowodzie ślepców przypominają postaci ze świata legend i baśni - szalone, tajemnicze, czasem karykaturalne, wręcz groteskowe, a jednocześnie pełne godności i powagi zawartej w symbolice, która jest ich udziałem.
Na pierwszy rzut oka trudno sobie wyobrazić coś bardziej szalonego niż wędrówka na wpół obłąkanych ślepców przez pustynię. W miarę zagłębiania się w fabułę powieści coraz mocniej zaczynamy się zastanawiać, który z planów narracji jest tym rzeczywistym. Życie „konkretne”, ziemskie rządzi się tak okrutnymi prawami i przynosi tyle niezrozumiałego bólu i niesprawiedliwości, że trudno nie uznać go za absurd. W tym natomiast, co z początku wydaje się niedorzecznością, stopniowo odkrywamy prawdziwy wymiar rzeczywistości. Wędrówka grupy ślepców w stronę
mitycznego Zamku, o którym nawet nie wiadomo, czy rzeczywiście istnieje, czy nie jest jedynie obiektem pragnień i wiary, wydaje się absurdem. Tymczasem okazuje się, że to właśnie ślepcy wiedzą, dokąd zmierzają, to oni umieją zachowywać się godnie, to oni - mimo kalectwa - potrafią sobie nawzajem pomagać, wreszcie - to ślepcy widzą naprawdę, bo "patrzenie jest głębiej, nie w oczach".
Kim są owi "ślepcy"? Do końca nie wiemy. Być może są duchami pomordowanych w czasie ludobójstwa na Wołyniu, wszystkich, którzy kiedykolwiek zginęli za Polskę, tych, którzy pozostali poza jej granicami, na Kresach, bądź szerzej - ludzkości zmagającej się z trudami wędrówki po "martwym i zimnym świecie", ze swoimi ograniczeniami, z bólem, zdradą i samotnością. "Dużo jest ślepców na tej ziemi. Całe gromady takich jak my. Szli, idą i będą iść" - mówią sami o sobie.
Wędrówka ślepców może przywoływać na myśl losy Polaków zesłanych w głąb Syberii czy Kazachstanu, ale i kojarzyć się z przejściem Izraelitów przez pustynię. Podobnie jak naród wybrany poprzez cierpienie, na drodze wyzbycia się wszystkiego, co złe bądź niepotrzebne, poprzez konieczność dokonania aktu wiary, oparcia się na Bogu i skierowania na Niego swojego wzroku, miał dojrzeć i w ten sposób stać się godnym wejścia do Ziemi Obiecanej, tak i tytułowi "ślepcy" osiągają duchową dojrzałość, idąc przez świat i jego ciemność kierowani wewnętrznym wzrokiem.
W końcu nadchodzi czas, kiedy - przytaczając słowa występującej w powieści wiedźmy - "patrzenie wyłania się ze środka i pokazuje nam kawałek świata". Okazuje się, że to właśnie ślepcy dotknęli prawdy, dostrzegli właściwy wymiar rzeczywistości, którego nie sposób zobaczyć inaczej, jak tylko "okiem wewnętrznym" - sercem. Osiągnęli cel. Dotarli na Zamek. Tam już czekali ich bliscy, ich ukochany ksiądz - proboszcz jednej z wołyńskich parafii i wszyscy, którzy tę samą wędrówkę odbyli przed nimi. "I poczuli, jak silny wiatr odrywa ich od ziemi...".

Agnieszka Żurek
„Nasz Dziennik”, 4 stycznia 2012 roku. 

***

ŚLEPCY  IDĄ DO NIEBA” 

Stanisław Srokowski od lat opowiada w swoich książkach o wielkości i dramacie polskich Kresów. O tym jak one wyglądały, o miłości, obyczajach, nacjach,  językach i religiach.  Opowiada o Lwowie, Stanisławowie, Tarnopolu, Wilnie, Wołyniu, Kołomyi, o wielu miastach, miasteczkach i wsiach. Niestety, dzisiaj zapominamy o naszych wielkich Kresach, a młode pokolenie niewiele o nich wie.  A gdy nie pamiętamy o przeszłości, gubimy się w chaosie i bezradności dnia dzisiejszego. Nie potrafimy rozeznać się w symbolach i znakach czasu. Jan Paweł II mówił 6 czerwca 1991 r. w Olsztynie: „Prawda jest dobrem dla człowieka… Drugi człowiek ma prawo do prawdy”.    

 Srokowski opowiada trudną prawdę w takich książkach jak „Duchy dzieciństwa”, „Repatrianci”, „Nienawiść” ( wyróżniona nagrodą im. Mackiewicza), „Ukraiński kochanek” i  „Zdrada”. Mówili o nich krytycy: „Autor napisał powieść bardzo oryginalną i mądrą, najlepszą i najciekawszą w swoim dorobku” (J. „Termer ),  „…wartość powieści da się porównać z najlepszymi dokonaniami (W.  Sadowski). „Lament, który głoszą  (bohaterowie)… jest sam w sobie jednym z najpiękniejszych trenów, jakie zna literatura polska” (T. Miłkowski). „Powieść Srokowskiego przypomina „Chłopów” Reymonta(S. Stanik). Piękny i wstrząsający epos” (K. Masłoń). „Tom chwalę, bo wysoko cenię ( Wł. Odojewski). 

Teraz  wchodzi na rynek  nowa powieść  Srokowskiego pt. „Ślepcy idą do nieba”.  To  historia człowieka, przeciwko któremu sprzysiągł się cały świat, ludzie i los.  Pisarz  z ogromną pasją i determinacją  podąża śladami wolności i  prawdy.  Stworzył  nowe, bulwersujące  obrazy,  pełne niezwykłego  blasku i dzikiej  fantazji.

„Ślepcy…”  pozwalają  lepiej zrozumieć   naszą zafałszowaną historię.  Obok świata autentycznych wyrazistych  postaci, przesuwają się  przed  naszymi oczami  zjawy, fantasmagorie i widma  zaklęte w polskim przeznaczeniu.  Z  wyczuciem smaku  autor ocala to, co wydawało się  raz na zawsze utracone.  Polskie Kresy jawią się w nowym, odkrywczym świetle.  A  maestria literacka upomina się o metafizyczne spojrzenie w głąb ludzkiej natury. „Ślepcy…” to  znakomity prezent  dla ludzi wrażliwych,  poszukujących dzieł wartościowych  i niezwykłych.                                                                                

  Ania Kuśniarek


................................................................................................................................................

OPINIE CZYTELNIKÓW I KRYTYKÓW: 
 
   

Szanowny Panie!
Pańska książka jest znakomita...oddaje ducha tamtych straszliwych dla Polski dni... jakże się cieszę z elementów stanisławowskich... Odnajduję w tych okruchach to, o czym opowiadał mi Ojciec...
Ponieważ mam tak dramatycznie mało czasu...(jak każdy pewnie z nas), to recenzje napiszę dopiero w czerwcu...Proszę o wybaczenie i serdecznie pozdrawiam
Andrzej Leja

    

    Od dawna oczekiwana nowa powieść Stanisława Srokowskiego z serii powieści kresowych "Ślepcy idą do nieba" już w księgarniach, Empikach i księgarniach internetowych. 
    
   TOM II SAGI KRESOWEJ "ZDRADA"

  



"ZDRADA"
- NOWA POWIEŚĆ

   JUŻ W W KSIĘGARNIACH, także internetowych. 

   "Zdrada" to drugi tom "Ukraińskiego kochanka", sagi kresowej Stanisława Srokowskiego, dzieła monumentalnego i pełnego dramatyzmu, w którym indywidualne losy bohaterów splatają się z wielką historią europejską. A przejmujące wątki miłosne w żywej narracji odsłaniają głębię ludzkich przeżyć i tajemnicę ludzkiego losu.

   O pierwszym tomie " Ukraińskim kochanku" pisali m.in.:
"Piękny i wstrząsający epos..." – Krzysztof Masłoń, "Rzeczpospolita";"

Polecam wszystkim doskonałą powieść Stanisława Srokowskiego, świetnie oddaje klimat Kresów Południowo-Wschodnich"(...)
- ks. T. Isakowicz- Zaleski;

"Nie powinno jej zabraknąć w żadnej bibliotece publicznej. Nie pozwólmy znowu doprowadzić do sytuacji, w której wychowały się trzy pokolenia bez pamięci."
- Czesław Starosta, "Gość Niedzielny";
"Srokowski napisał świetną książkę: dobrze skonstruowaną, dramatyczną, wciągającą" - Marcin Hałaś, "Gazeta Polska";

"Piękna w swym tragizmie opowieść o końcu świata Kresów. Narracja fabularna misternie splata się z wstrząsającym opisem rzeczywistości historycznej"
- Magdalena Ślusarska, historyk kultury, UKSW, "Rzeczpospolita";

"Tom chwalę, bo wysoko cenię.",
Włodzimierz Odojewski."

   "Zdrada" znakomicie kontynuuje główne wątki "Ukraińskiego kochanka". Roztacza bogatą panoramę Kresów z ich wielką kulturą i okrutnymi dramatami. Srokowski sięga do głębokich warstw historii, by unaocznić sens pamięci. W powieści jak w zwierciadle odbijają się polskie losy, zadry narodowe, postawy heroiczne, przekleństwa i mity. Piękny i tragiczny wątek miłosny, przypomina najciekawsze obrazy literatury europejskiej. Znakomitą, pełną napięcia fabułę wspierają realne wydarzenia, dokumenty, fakty, opowiadania i relacje świadków, a przede wszystkim wstrząsające obrazy dzikiego okrucieństwa, w jakim pogrąża się człowiek i świat.

   W powieści mieszają się wydarzenia realne z fikcją literacką, postaci historyczne z twórczą imaginacją, dzięki czemu narracja zyskuje na kolorycie i sile wyrazu.

   Miłośnicy historii odkryją uroki i piękno polskich ziem kresowych. A miłośnicy literatury współczesnej doznają wstrząsu w obcowaniu z dziełem niezwykłym, przerażającym i okrutnym, uderzającym prawdą naszych czasów.

Każdy wrażliwy czytelnik znajdzie ważny  dla siebie obraz, barwą postać i smak dobrej literatury.

Książkę można zamówić w najbliższej księgarni
lub pod adresem: www.piotr@arcana.pl

Cena ok. 30,00 zł.

(Na podstawie noty wydawniczej J.K.)

   Na rynku księgarskim ukazała się książka poetycka, dwujęzyczna – "Liryki (Lirikoj). To zbiór dawnych i nowych wierszy. Szczególną uwagę zwracają strofy stanu wojennego, których nie mógł autor w tamtych czasach drukować. Uderza dyscyplina intelektualna i oryginalna metaforyka. Poznając te wiersze, wchodzimy w świat trudnych wyborów i dramatycznych sytuacji. Jakby się na nowo otwierała epoka ciemności i grozy. Na szczęście Srokowskiemu nie brakuje też finezyjnego humoru i lekkości pióra.

   Główny nurt poetycki, to, jakbyśmy dawniej powiedzieli, wiersze obywatelskie, od których tak bardzo nasza kultura odwykła, a szkoda. Srokowski przywraca należny im blask. Dlatego nabierają one dziś szczególnej ekspresji i mocy.

   Wciąż zaskakują na nowo odkrywane wiersze z nurtu lingwistycznego, owe szarady językowe, głęboko kryjące istotne treści społeczne i polityczne. W latach sześćdziesiątych czytało się je z wypiekami na twarzy. Dziś fascynują jasną wyobraźnią, wyrafinowaną estetyką i wieloznacznością metaforyczną. Polecam książkę nauczycielom, bibliotekarzom, polonistom, studentom, licealistom i młodym poetom.

A.L.

"LIRYKI" - "LIRIKOJ"

Powrót do strony głównej