KORFANTÓW

  Ostatnie pokolenie Kresowian powoli schodzi ze sceny. Coraz więcej pożegnań i coraz więcej chorób. Dlatego każde spotkanie z ludźmi ze Lwowa, Stanisławowa, Tarnopola, Wołynia, z tamtych wsi, miast i miasteczek, to prawdziwy wgląd w najnowszą historię Polski, opowiadaną przez świadków.
 
Widok ogólny
 
Ci sterani życiem ludzie, mający dziś siedemdziesiąt kilka i osiemdziesiąt lat, to skarb dla nauki, kapitał wiedzy i doświadczenia. Tylko oni mogą jeszcze w żywym słowie zaświadczyć o bogactwie duchowym, pięknie polskiej kresowej ziemi, nieludzkich mordach i ludobójstwie, jakiego dokonała UPA. Dlatego ważne każde spotkanie z nimi, każda rozmowa i każdy ich gest. Na szczęście jest jeszcze trochę tych spotkań. Istnieją bowiem organizacje kresowe, często spychane na krawędzie życia publicznego, bez swoich siedzib i stałych miejsc narad, a jeśli już dysponują jakimiś lokalami, to te lokale są w stanie opłakanym. 
 
Z drugiej strony sali
Organizacje kresowe na ogół nie otrzymują dotacji ani innego wsparcia od lokalnych władz, nie mówiąc o ministerstwach. Traktowane są jak piąte koło u wozu, bez należytego szacunku i uznania. A komu jak komu, a właśnie Kresowianom należy się hołd szczególny, bo to oni przeszli przez największe piekło wojny i oni utracili cały dobytek, pozostali często bez rodziców, braci i sióstr, krewnych, którzy zginęli pod toporami bandytów z UPA. 
Oni ocalają pamięć Kresów.  A władza, która tego nie rozumie i zaniedbuje te środowska, jest władzą głupią i prymitywną, bo zaniedbuje historię własnego narodu. 
  

Przemawia Witold Listowski, obok prezes Kresowian, Białowąs w Korfantowie
5 września Kresowianie zebrali się w Domu Kultury w Korfantowie, w województwie opolskim. Uczestniczyli w Mszy św, złożyli hołd pomordowanym, a potem rozmawiali o swoim życiu, dziejach swoich rodów i o swoim własnym losie. Były to poruszające wyznania, znakomity materiał na film, ale reżysera nie było, prasy i radia też, bo idiotyczna poprawność polityczna nie pozwala im mówić całej prawdy o Kresach i ludobójstwie. 

 
Stanisław Jastrzębski, autor książek kresowych 
 Mnie też poproszono, bym opowiedział o swoich książkach, jak powstają i o czym  mówią. Toteż wystąpiłem z krótką opowieścią.
 
Stanisław Srokowski

Spotkaniu towarzyszyła wystawa z miejsc zbrodni, a prezes TMLiKPW z Kędzierzyna  Koźla, Witold Listowski,  przyniósł wiadomość, iż dojrzała myśl, by Kresowianie powołali do życia swoją partię polityczną. To dobry pomysł, o ile zostanie mądrze i bez waśni doprowadzony do realizacji. Tego życzę. O idei niebawem napiszę w dziale KRESY. Zaś panu Białowąsowi, organizatorowi tego spotkania gratuluję dobrej organizacji.
  
  Pomnik pomordowanych Polaków 


WSZECHPOLACY

22 sierpnia zaprosiła mnie we Wrocławiu Młodzież Wszechpolska na spotkanie poświęcone kulturze na Kresach.
 
Od czasu do czasu docierały do mnie informacje, jaka to straszna ta młodzież, z fobiami i wszelkimi pretensjami do świata. A tu się okazuje, że to kulturalne dziewczyny  i sympatyczni chłopcy, uczniowie szkół średnich i studenci o dużej wiedzy, wrażliwi, dociekliwi i zatroskani o Polskę i jej losy.

Kiedy opowiadałem o wielkich twórcach i ich udziale w kształtowaniu polskiej duchowości, słuchali bardzo uważnie, a potem zadawali sensowne pytania i dociekali prawdy o Kresach. Ale oni, tak jak zdecydowana większość polskiej młodzieży, potrzebują wiedzy o najnowszej naszej historii, a szczególnie o historii Kresów, bez której nie sposób dokładnie i dogłębnie zrozumieć współczesnego życia.
  
Wracałem z przekonaniem, że to spotkanie było pożyteczne i dla nich i dla mnie. Dla nich, bo poznali jakby u źródeł to wszystko, co powinni młodzi ludzie wiedzieć o własnych dziejach, a dla mnie, bo przekonałem się naocznie, jak fałszywy obraz jej się maluje. To wrażliwi, niespokojni, jak inni młodzi, poszukiwacze prawdy. I oby nadal tej prawdy poszukiwali. 
 

PIELGRZYMKA KRESOWIAN- JASNA GÓRA 2010
Na pierwszym planie zawsze aktywna  i pełna uroku delegacja z Bytomia 

Przy stoisku książek pojawili się autorzy( Stanisław Jastrzębski, autor wielu ważnych książek kresowych) i księgarze 

Wydawcy i pracownicy księgarń 

Obok sali JPII pielrzymka z Azji 
 
Z Azji też ciągną w stronę Jasnej Góry zakonnice 

Tymczasem na sali obrad coraz więcej Kresowian  

Stanisław Srokowski obok pani sprzedającej wydawnictwa religijne

Na pielgrzymkę Kresowian na Jasną Górę 4.07.2010 r. przybyło  z całego świata blisko 500 osób. Odbyła się Msza Św. celebrowna m.in. przez ks. Tadeusza Isakowicza -Zaleskiego, który wygłosił piękne i poruszające kazanie.  

Ks. Tadeusz w otoczniu miłośniczek Jego książek
 
Zjawiły się muzyczne zespoły młodzieżoweRaz jeszcze księgarze, wydawcy i autorzy 

 Niestety, organizatrzy nie stworzyli warunków do debaty, co chwilę przerywając mówcom w najciekawszych momentach, a sami tracili czas niepotrzebnymi wtrętami i uwagami, cenzurując wypowiedzi.  

Piękne dziewczyny za chwile wystąpią na scenie 
 Sprawiali wrażenie, jakby się bali, że świat usłyszy prawdę. Gdzie jak gdzie, ale w środowiskach Kresowian tego jeszcze nie było.
Czyżby wirus poprawności politycznej i tutaj zajrzał. Niepotrzebnie po raz kolejny powtarza się tezę, że nas Kresowian i naszych potomków jest obecnie ok. 15 mil. Bo nie jest to prawdą. 

Znakomity reżyser telewizyjny, Maciej Wojciechowski, szuka dla siebie obrazów
 Podobnie rzecz wygląda z uchwałami. Organizatorzy nie pilnują podjętych uchwał. Dotyczy to lektur szkolnych, nauki historii i odkłamywania najnowszych dziejów. Już po raz trzeci albo i czwarty podejmuje się te same uchwały, których się potem nie realizuje. Rok temu prezes Kongresu Kresowian ogłosił potrzebę powołania politycznej partii kresowej. W tym roku nie rozliczył się w podjętych wcześniej zobowiań. 

Frekwencja dopisała
  A w góle to czas najwyższy postawić działalność środowisk kresowych na konkretne pragmatyczne cele. Ten krytyczny akcent nie odbiera ogromnego poświęcenia organizatorów, by pielgrzymka się odbyła, ale istota tkwi w poszukiwaniu prawdy, a nie wprowadzania uczestników w świat działań  pozornych. Powinna się odbyć wielka debata Kresowian o nas samych, naszej sytuacji i muszą być podjęte konkretne postanowienia, muszą być konretni ludzie za nie odpowiedający i za rok rozliczający się z podjętych zobowiań. Czas zacząć publiczną poważną rozmowę, w której wezmą udział wszyscy, bez wyjątku i ograniczeń zainteresowane osoby. Moje łamy są otwarte. Inne też powinny być użyteczne. 
 

Znakomita malarka, Adela Wiśniewska i Stanisław Srokowski

ARTYSTKA PIĘKNEJ WRAŻLIWOŚCI 

 Po pielgrzymce zobaczyłem wraz z żoną w Częstochowie czarującą wystawę malarstwa Adeli Wiśniewskiej.
 
Umiejętność tworzenia nastroju 

Już wcześniej znałem z katalogów kilka jej ciekawych obrazów, ale dopiero ekspozycja kilkudziesięciu prac uzmysłowiła mi, z jak wytrawną, wymakowaną i pełną inwencji twórczej mamy do czynienia artystką.

 
Artystka i  autoportret 
Jej pastele i kwiaty nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. 
 
Obrazy skłaniają do zadumy i rozmów  
Wiśniewska zauroczyła mnie jednak przede wszystkimi świetnymi portretami, ale też pejżażami przypominającymi klimat malarstwa impresjonistycznego, z własnym, oryginalnym klimatem.
 

Żywa wymiana zdań 
Dodajmy, że malarka wywodzi się ze środowiska kresowego. 
  
  Autoportret sam w sobie pełen uroku; te barwy, kompozycja, klimat, refleksja 
 
 
 No i znowu porażająca uroda pejzaży. Chciałoby się mieć w domu takie perełki

SPOTKANIE W NYSIE 

Absolwenci polonistyki WSP w Opolu  z 1960 roku spotkali się 27 - 28. 06.2010 r. w  Nysie.
Stanisław Srokowski przybył drugiego dnia. Kilka godzin spędzonych razem z koleżankami i kolegami, których nie widziało się pół wieku, było silnym przeżyciem. Wiele mieliśmy sobie  do powiedzenia. Następne spotkanie za rok. Poniżej kilka zdjęć: 

Janek Lechwar i Jadwiga Klich ( Rusałka), obecnie Berlin

Janek Lechwar, Kornelia Czaja( Kalina), Stanisław Srokowski 

  Boguś Możejko, Kalina i Stanisław Srokowski w domu Kornelii


ŚLUB


Niedługo po obronie doktoratu, Łukasz wziął ślub. Naturalnie, w naszej rodzinie to ważne wydarzenie. Wybranką Łukasza została absolwentka socjologii, Joanna Kupczak. Wesele odbyło się 26.06.2010, a ślubu osobiście udzielał w ogrodach Ossolineum prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz. Atmosfera była podniosła, choć nie bez akcentów młodzieżowej swawoli i wdzięku. A oto fotki:
   Matka pana młodego, z lewej, i  jej siostra z Grecji,  Giorgia
Kuzynka Alina z córką Justyną 

Wnuczka( po prawej) Stanisława Srokowskiego i jej kolega, Miłosz, i rzecz jasna, inni wspaniali goście


Panna młoda i pan młody 

W oczekiwaniu na ślub 

Ostatnie chwile przed przysięgą, napięcie rośnie 

Prezydent Wrocławia czyni honory gospodarza
 
 Ceremonia nakładania obrączek 

Podpisywanie ślubnych dokumentów 

Życzenia i gratulacje od prezydenta 

Zaczyna się zabawa, która trwa do białego rana. Na pierwszym planie wnuczka pisarza, Ania 

Matka pana młodego odstawia pusty kilich. Ale butelka wciąż pełna

DOKTORAT ŁUKASZA 

Na prośbę wielu czytelników podaję też informacje o niektórych moich prywatnych spotkaniach. Powiadają mi czytelnicy, że ubarwiają one moją  biografię. Niechaj tak będzie. O ile, rzecz, jasna, mają  dla mnie, większą wartość. Nieraz ważne daty wyznaczają naszą przyszłość. Właśnie mój syn, Łukasz, trzy lata po skończeniu studiów socjologicznych, obronił 16.06.2010 na Uniwersytecie Wrocławskim doktorat, którego tematem była kultura zarządzania. Naturalnie, dla całej rodziny, to pełen napięcia i oczekiwań dzień. Byliśmy przy nim, towarzyszyliśmy mu i dodawaliśmy otuchy. Pomogło, choć pewnie bardziej pomogła solidna praca i dobra obrona tej pracy. Czasami ojciec powinien się egoistycznie pochwalić sukcesami syna. I właśnie się chwalę, bo jestem z niego dumny. I chcę, by wszyscy o tym wiedzieli. Obronił pracę z wyróżnieniem. A poniżej kilka fotek z obrony. 
     Komisja się zbiera, w środku propomotor p. prof. dr hab Patrzałek 

Łukasz oczekuje na swoje pięć minut

Wielka radość po obronie

Kochana dziewczyna, Asia, składa gratulacje 

No i ojciec sie przyłącza. Widać tę radość, nie :) 

KONFERENCJA NAUKOWA NA UNIWERSYTECIE WROCŁAWSKIM  

Widok ogólny sali

Z inicjatywy dr hab. Bogusława Pazia odbyła się w dniach
20.06.2010 - 22.06.2010 w pięknej sali Oratorium Marianum bardzo ważna międzynarodowa konferencja naukowa, poświęcona badaniom prawdy historycznej i politycznej na przykładzie  ludobójstwa na Kresach południowo wschodnich. W konferencji uczetniczyli znakomici uczeni z Polski i zagranicy, m.in. prof. Czesław Partacz, dr Lucyna Kunicka, dr Rudling z Uniwersytetu Alberta, prof. Ihor Iliuszyn z Ukrainy, dr Adolf Kondracki z Ukrainy, pani Ewa Siemaszko, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Jako pierwszy wystąpił z referatem Stanisław Srokowski, mówiący o wielkości, kulturze i dramacie polskich Kresów. Frekwencja dopisała, choć ze względu na egzaminy, za mało pojawiło się młodzieży. Można też było obejrzeć wstrząsający film pt. "Zapomnij o Kresach", przygotowany przez redakcję "Wiedzę i życie - inne oblicza historii".  

Słuchaczy przybywa 

Z lewej dr hab. Bogusław Paź, obok Stanisław Srokowski 

Występuje ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski 

Na mównicy dr Lucyna Kulińska, pierwszy z lewej prof. Czesław Partacz
 
Prof. Sholon Newman z Bostonu  

Prof. Adolf Kondracki z Kijowa 

Ewa Siemaszko z Warszawy 

Legendarny komandor rajdów katyński, wielki miłosnik Kresów, Wiktor Węgrzyn i Stanisław Srokowski 

Z prawej prof. Leszek Jazownik z Zielonej Góry z córką 

Pani prezes Stowarzyszenia Huta Pieniacka, Małgorzata Kola 

BIBLIOTEKA MIEJSKA WE WROCŁAWIU, FILIA NR 23, BULWAR IKARA  
  Stanisław Srokowski zaczyna spotkanie 
 
 
Inne ujęcie 

18.06.2010 r. odbyło się kameralne, ale za to bardzo interesujące, pełne pytań i problemów  spotkanie poświęcone literaturze kresowej. Autor ironizował, iż stał się  pisarzem elitarnym, ponieważ na jego wieczory przychodzą ludzie spragnieni specjalnej potrawy duchowej, mający wysokie wymagania wobec dzieł twórczych i dyskutujący o etyce, filozofii i pięknie. Poniżej kilka migawek z  tego spotkania. 
 
Zainteresowane twarze czytelników
 


Rozgorzała dyskusja, występuje red. Janusz Telejko z radia "Rodzina" 
 
Kierowniczka biblioteki, p. Urszula Bielecka, czyta wiersze autora 
Rozmowy kuluarowe z pisarzem 

Pytań nie brakuje 

Kolejni rozmówcy 

I pogawędka z jednym z najwierniejszym czytelnikiem, który przypomniał autorowi spotkanie sprzed dwudziestu lat 
 
  A wszystko fotografował  pracownik biblioteki. Dziękujemy za zdjęcia
 
KONFERENCJA POPULARN0-NAUKOWA DLA MŁODZIEŻY

WE WROCŁAWIU 



11.06.2010 r. odbyła się w Centrum Wspierania Organizacji Pozarządowych we Wrocławiu ciekawa i ważna  konferencja dla młodzieży z Dolnego Śląska pod hasłem: "KRESY, JAKICH NIE ZNAMY". Brało w niej udział Towarzystwo Miłośników Kultury Kresowej. Referaty wygłosili ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski i Stanisław Srokowski. Przybyła młodzież z Dolnego Śląska wraz ze swoimi opiekunami. Organizatorzy rozdali też dyplomy laureatom konkursu na wspomnienia kresowe. Młodzież zbierała materiał o Kresach w rozmowach ze swoimi babkami, dziadkami i innymi członkami rodzin. Inicjatywa godna upowszechnienia we wszystkich szkołach i na uczelniach wyższych.  

    
Obok młodzieży pojawili się Kresowianie 

Rejestrowała wszystko czujna kamera 

Na pierwszym planie reżyser, Maciej Wojciechowski; po prawej organizatorka, Beata Gołaszewska
 Młodzież Urodziwa młodzież w czasie przerwy 

Od lewej: Stanisław Srokowski, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski 

Prowadząca konferencją, dr Barbara Wiśniewska-Paź z córką

KLUB MUZYKI I
LITERATURY, WROCŁAW, 28.05.2010 

    Niezwykłe spotkanie z okazji promocji nowej powieści Srokowskiego  pt. Zdrada". Obok wiernych czytelników z Wrocławia, pojawili się dawni uczniowie autora z Technikum Elektroenergetycznego w Legnicy, mieszkający obecnie w Polkowicach, Głogowie, Ziemnicach k. Kunic, Legnicy, Lubinie, Jaworze, Pile... Niektórzy z nich zajmowali lub zajmują ważne stanowiska w elektroenergetyce, budownictwie i innych branżach gospodarki. Spotkali się ze swoim nauczycielem po 43 latach. Były to wzruszające i ważne chwile. Dyskusja o książce, Kresach, pamięci i prawdzie trwała blisko 3 godziny. Ujawniła się przy okazji okrutna rzeczywistość; Srokowski, jako nauczyciel, był bardzo surowy. Ale jak widać, jakoś to nie przeszkodziło, by uczniowie wyszli na ludzi :). Zdjęcia przysłali Zbigniew Mysiakowski i Marek Lewański.

  Inżynierowie, technicy, szefowie firm z książkami literackimi. Od lewej - Mieczysław Hipp i Jakub Lemański 

Janek Szymański i Marek Lewański 

Zbigniew Mysiakowski, Edward Janczewski, Henryk Jadwiszczak 


Na spotkanie przybył też Tadeusz Warsza z Londynu, niegdyś Solidarność Walcząca 

Spacer po mieście. Obok autora Władysław Błaszczyk, z tyłu  Antoni Dębosz, budowlaniec, buduje obecnie Bibliotekę Uniwersytecką 

Chwila przed spotkaniem w KMiL 

 Rozmowa przy kawie, od lewej Mieczysław Hipp, Jakub Lemański i Antoni Dębosz
 

 Rozmowa przy kawie. Od prawej Marek Lewański,  Jan Szymański, Edward Janczewski, Władysław Błaszczyk 
 
Wspólne zdjęcie 

Rozmowa w Rynku
 
 Jeszcze jedno wspólne zdjęcie 

DZIERŻONIÓW 

Znakomicie przygotowane spotkanie (27.05.2010)  z młodzieżą Gimnazjum nr 1. 

Pełna sala słuchaczy 

Młodzież w spektaklu o Szarych Szeregach. 

Skupienie i uwaga 

Pani dyrektor szkoły w rozmowie z gościem 

W bibliotece szkolnej 

Wystąpienie autora 

Grupa młodzieży, która marzy o odwiedzeniu dawnych polskich ziem kresowych. Z tyłu autor 

I jeszcze jedno ujęcie 

PYSKOWICE, k. GLIWIC

24.05.2010 spotkanie z krajanami z Kresów. Miłą niespodzianką była dalsza rodzina. Trochę młodzieży.
 
Początek spotkania 

Najmłodsze czytelniczki i autor

Pani Beata, doktorantka,  z autorem. Przygotowuje pracę o książkach kresowych Srokowskiego 


Rodzina Srokowskich i inne rodziny 

Wspomnienia kresowe

ZABRZE

 Miejska Biblioteka Publiczna w Zabrzu zaprosiła mnie 29.04.2010 r. na rozmowy o literaturze kresowej. W gronie kilkunastosobowym odbyła się ciekawa dyskusja.
 
Początek spotkania 

    Żywa rozmowa 

Kwiat od bibliotekarki 

Najwytrwalsi zbierają autografy 

Nawet telewizja się zjawiła

INTAKUS, WROCŁAW 

W klubie Intakus, we Wrocławiu, odbyło się 25 marca 2010 r. kameralne spotkanie z młodzieżą. Poniżej najmłodszy uczestnik z matką i ojcem. Tak się zaczyna wychowanie dzieci. Brawo, młodzi!
 
  

 WOŁÓW

  12.03.2010 r w Wołowie odbyło się bardzo ciekawe i dobrze przygotowane spotkanie Kresowian. Zorganizował je prezes stowarzyszenia, które dba o pamięć pomordowanych rodaków w Podkamieniu, Henryk Bajewicz, niestrudzony i ofiarny miłośnik Kresów i kultury kresowej. 
 
    Dzięki niemu i wsparciu mądrego i życzliwego ludziom starosty wołowskiego, Macieja Nejmana, a także mieszkańców okolicy, udało się zanteresować w budynku starostwa debatą kresową ponad stu gości, w tym sporą grupę młodzieży. 
 
     O Podkamieniu ciekawie mówił prezes Bajewicz, prezentując potem film ze świadkami historii. Był to czas skaładania znaków pamięci o pomordowanych naszych braciach i siostrach, i przypominania, że tej jednej z najstraszliwszych zbrodni w dziejach człowieka dokonali faszyści ukraińscy spod znaku UPA/OUN, Badera i Szuchewycz, niedawno wyniesieni przez prezydenta Juszczenkę na cokoły bohaterów. Wstyd i hańba, iż mordercy stają się dziś bohaterami. O tym też rozmawiano w Wołowie.  
  
 Młodzież uważnie słuchała, by wyciągać wnioski i przekazywać je innym. Starosta pięknie mówił o potrzebie kształtowania wrażliwości moralnej na ludzką krzywdę i upamiętniania miejsc kaźni. Niebawem w Wołowie rozpocznie się podsumowanie konkursu w szkołach, który zaświadczy o tym, że mlodzież pragnie poznać własne dzieje. Władze lokalne dołożą starań, by z młodzieżą tą spotkali się świadkowie historii, pisarze, twórcy, którzy znają tę problematykę. A w debacie padały opinie, że ważne są biblioteki pełne książek o polskich Kresach, pokazujące prawdę i oświetlające ten dramatyczny czas. 
  

   Referaty wygłosili ksiądz Tadeusz Isakowicz - Zaleski i Stanisław Srokowski.

A po debacie chwila odpoczynku w dobrym towarzystwie.


RÓD OSTROPOLSKICH 

    Po raz drugi miałem zaszczyt uczestniczyć w rodzinnym spotkaniu rodu Ostropolskich. To stary kresowy, rycersko-szlachcecki ród, sięgający korzeniami co namniej  XVI w. W tym bowiem czasie, z nadania królewskiego, rycerze zasłużeni dla dworu otrzymywali ziemie, czasami całe wioski na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej. W ten sposób rozrastały się gałęzie tego rodu i Ostropolscy osiadali głównie w województwie tarnopolskim i stanisławowskim. 
         Ostropolscy - panowie
    Od kilku lat członkowie tego rodu spotykają się systematycznie we Wrocławiu. To piękna idea, poznawanie swoich śródeł, dociekanie początków i rozwoju. Znakomity przykład dla młodych, dzieci i wnuków, którzy poczują się lepiej i pewniej, znając historię własnej rodziny. 
    Na ogół  są to spotkania kameralne. Raz przychodzi 10 osób, a raz 20, różnie. Najstarszy, senior rodu, Pan Zachary,  obchodzi właśnie 91 rocznicę. 
 urodzin. Dużo zdrowia!
  
    Okrągły stół 
   6.03.2010 r. niemal przez dwie godziny rozmawiałem z państwem Ostropolskimi i ich krewniakami o Kresach, naszych losach i prezentowałem swoje książki "Nienawiść", "Ukraińskiego kochanka" i "Zdradę". Z satysfakcją stwierdziłem, że Ostropolscy pragną przekazać wiedzę o Kresach poprzez literaturę swoim dzieciom i wnukom. Dlatego książki szybko znikły. Miłe, ciepłe spotkanie z uroczymi damami i panami, dla których indywidualna historia rodu jest równocześnie historią zbiorowej pamięci. 
      
  Wspólne zdjęcie na schodach restauracji "Galicja" 
     Ważne, że Ostropolscy nie zapominają o średnim i młodym pokoleniu. Obiecaliśmy sobie spotkanie za rok. 

W ŻARACH


   Kresowianie zbierają się 

   Dla uczczenia pamięci ofiar mordów dokonanych 28.02.1944 r. na mieszkańcach wsi Huta Pieniacka przez bandy UPA i odział dywizji SS Galizien zostałem zaproszony przez środowisko kresowe do Żar, by porozmawiać o źródlach zła i zastanowić się nad tym, jak złu przeciwdziałać.
     
   Przypomnijmy, że 66 last temu do Huty Pieniackiej w województwie tarnopolskim wtargnęły uzbrojone po zęby grupy ukraińskich faszystów i wymordowały niemal całą wieś, w sumie ponad 1200 osób. Zbrodniarze spalili kościół, zamknęli w stodołach ludzi, podpalili stodoły i ludzie ginęli w płomieniach. A ci, ktorzy chcieli uciec, zostali rozstrzelani lub zamordowani siekierami. 
 
   Opisuję m.in. i tę tragedię w najnowszej powieści "Zdrada", drugim tomie "Ukraińskiego kochanka". Wielu czytelników przyszło, by spotkać się z autotem i porozmawiać o  inspiracjach twórczych i współczesnej literaturze. Ale główny nurt debaty dotyczył historii, polskiej tradycji na Kresach, jej bogactwa i upadku.
 
   Przemawia rodak z Hnilcza, Franciszek Sługocki   
 Na spotkanie przybyło ponad 60 Kresowian i ich rodzin, zjawił się nawet rodak z mojej wsi, Franiciszek Sługocki, który opowiadał o swoim losie  i o tym, jak ocalał z ognia, gdy i naszą wieś banderowcy spalili.
   
   Najwięcej żalu ludzie mają - i słusznie - do tego, co się obecnie dzieje na Ukrainie, a przede wszystkim do prezydenta, który odszedł, Juszczenki,  który wyniósł do chwały największych zbodniarzy tamtych czasów, Banderę i Szuchewycza, czyniąc z nich bohaterów narodowch. A cóż to są za boterowie, których ręce ociekają niewinną krwią? Mają być przykładem dla ukraińskiej młodzieży i wskazywać drogę, jak mordować?  To bardzo zła droga. To jakby stawiać pomniki Himlerowi, Gebbelsowi i Hitlerowi w Berlinie, pod którymi kwiaty składa prezydent kraju.
   
   Niedługo wszystkie delegacjez zagraniczne świata będą miały duży problem z przyjazdem na Ukrainę, bowiem każe się pewnie im pochylać głowę przed mordercami. Do tego nie wolno dopuścić.
 
    W Żarach przewodniczy Kresowianom świetny organizator, zacny i miły człowiek, pełen pasji dla sprawy polskiej, pan Józef Tarniowy. Zaimponował mi opowieścią o bydynku, który należy do Kresowian. Sami Kresowianie postawili go niemal od fundamentów. Dostali ruinę i odbuwali własnymi siłami. Teraz tam odbywają się przeglądy rękodzielnictwa, spotkania, narady, dysusje, festiwale piosenek, jest na miejscu księgozbór kresowy, mała biblioteczka, miejsce na odpoczynek, pogawędkę i pracę z młodzieżą. 
  
   Pierwszy od lewej prezes Józef Tarniowy, obok autor
    Spotkanie trwało blisko 2 godziny. Miałem też okazję wraz z dawnymi żołnierzami AK i członkami samoobrony wsi, która odpierała ataki band UPA, uczesniczyć w składaniu kwiatów pod pomnikiem pomordowanych. Zadbane, dobrze ustuowae, tuż koło nowego kościoła, miejsce pozwala przypominać,  jaka była droga przyjazdu na te ziemie.

    Wracałem obdarowany pięknymi albumami z grafiką Stanisława Górala, pod silmym wrażeniem sprawności organizacyjnych Kresowian i poczuciem, że dzięki takim ludziom jak pan Tarniowy i jego koledzy, pamięć o Kresach nie zaginie.    

 


  W SYCOWIE  
Widok ogólny sali
 
   W sobotę, 30.01.2010 Syców zamienił się na jeden wieczór w stolicę Kresów. Zjechały tam polskie zespoły artystyczne i folklorystyczne z wielu krajów Europy Wschodniej, Litwy, Białorusi i Ukrainy, przybyli też rodacy z Anglii, Francji i Ameryki. Ogromna sala OSIR-u wypełniła się po brzegi. Chyba z siedemset osób słuchało występów i podziwiało młodych i nie tylko młodych artystów.

 
 
  Największe uznanie i szacunek zdobył przedstawiciel bodajże Polaków z Żytomierza i okolic, wygłaszając piękną  starodawną polszczyzną przemówienie, które mowę widowni odebrało.

 
   Wystawa poświęcona Kresom

   Opowiadał, czym jest dla niego stara Ojczyzna, jak bardzo za nią tęskni i jak ciągle pracuje, by jego dzieci były wychowywane w polskim duchu. Padł w końcu na kolana, dziękując gospodarzom i przybyłym gościom za to, że on sam i jego zespół mógł się zaprezentować. I powiedział, że Polska jet najwyższą wartością, dla której warto żyć.

 
 Wierne czytelniczki i autor  

 Wzruszenie nawet posłom towarzyszyło, a jak wiadomo, to twardzi ludzie.  
 
Nowe czytelniczki
 
   Przybyli, a jakże by inaczej, panie i panowie z ministerstw i wysokich instytucji z Warszawy.  I też wyrażali swój zachwyt dla tego, co się dzieje w Sycowie. 

 
 Dedykacje
   
A to już siódme spotkanie. Były też atrtakcje garmażerajne, kuchnia kresowa, ch
leb ze smalcem, barszcz z uszkami i wiele innych smakołyków.

 
    Przyszli czytelnicy 

   Nie zabrakło okolicznościowej wystawy zdjęć młodzieży pracującej przy odbudowie cmentarzy i fotosów ekipy telewizyjnej z Wrocławia, która już setki razy odwiedziła Kresy. 

   Wasz skromny sługa też miał swój kącik, przy którym książki podpisywał.
   
Kuchnia kresowa

A na koniec dzieliśmy się opłatkiem, składając wzajmnie sobie życzenia. A było komu składać. Posłom, pracownikom ministerstw, stowarzyszeń kresowych, kapłanom, biskupom kilku wyznań 
i mieszkańcom Dolnego Śląska.

   Bardzo pożyteczne, mądre i ciekawe spotkania. Należą się szczere gratulacje władzom miasta, burmistrzowi, jego pracownikom  i licznym służbom porządkowym.
Za rok kolejne spotkanie.
   
    W BYTOMIU
   
We czwartek, 21.01.2010, zaproszony przez p. Danutę Skalską, odbyłem spotkanie literackie w środowisku kresowym  Bytomia. Jak zwykle, sala wypełniona po brzegi, mimo mrozów. Panie i panowie eleganccy, nastrój niemal świąteczny, a jakże, wszakże to lwowiacy i nie tylko, mieszkańcy Lwowa,  Stanisławowa, Kołomyi, Buczacza i innych kresowych ziem. Zawsze tu czuje się szczerą gościnność, dobry styl i szyk oraz duży głód wiedzy w każdym przejawie kulturalnego życia. 



  Pani Danuta Skalska ze "Zdradą"


   Po spotkaniu zostali czytelnicy, z którymi kontynuowaliśmy dyskuję. Niestety, za późno wyjęliśmy aparaty i nie możemy pokazać całej sali
    
   Pani Danuta wiele tu robi pożytecznych rzeczy, spotkania z pisarzami, występy kabaretów, wieczorki muzyczne,  wystawy, mimo, iż jest zaganiana bez reszty, jako społecznica,  radna i redaktorka regularnej i bezcennej kresowej audycji radiowej w rozgłośni Polskiego Radia w Katowicach, nadawanej co niedzielę rano. Ciągle ma czas jeszcze dla licznej rodziny kresowej. 
   Przy Moniuszki 13 można zjeść też dobry obiad i napić się gorącej herbaty. 
    Toteż, gdy tam przyjeżdżam, natychmiast zjawia sie przede mną, a czemuż by nie, talerz z lwowskimi pierogami i inne smakołyki. No, a potem robota, czyli dwu albo i trzygodzinna rozmowa o książce. 
   Tym razem prezentowałem drugi tom "Ukraińskiego kochanka", czyli "Zdradę". Sporo osób kupiło ją i było o czym debatować. Zastanawialiśmy się, czy warto dziś rozmawiać o Kresach. I czy słuszne są opinie polityków, by do Kresów nie wracać, a najlepiej w ogóle o tym nie mówić, bo drażnimy Ukraińców. A po co mamy drażnić, skoro jesteśmy strategicznymi partnerami i powinniśmy siedzić cicho pod miotłą. Kresowanie pod miotłą?! Już nie takich rad nie słuchaliśmy. Toteż przejmujmy się tym, co się na Ukrainie dzieje. Bardzo się martwimy, że  odradzają się tam partie, które głosza chwałę ideologii faszystwskiej i wynoszą na ołtarze największych morderców i zbrodniarzy, Szuchewycza, Lebed'ia, Kłaczkywskiego i Banderę. Właśnie tego ostatniego, Stepana Banderę,  prezydent Ukrainy, jakby na złość Polakom, w ostatnich dniach swego urzędowania mianował bohaterem Ukrainy. Oto do czego doprowadziła strusia polityka prezydenta Kaczyńskiego i polskiego rządu. Policzek dla Polski. 
 

 
  Pan Mirek ze swoją małżonką. Był pierwszym, który roztaczał przede mną kilka lat temu panoramę działań bytomskich kresowian

   Rozmawialiśmy więc, czy powinniśmy głośno mówić o zbrodniach ludobójstwa, czy też zamknąć usta i dać mówić zbrodnarzom i ich mocodawcom. Dla mnie sprawa jasna jak słońce. Należy mówić prawdę i tylko prawdę. Bo szanujemy naród ukraiński. I jemu należy się prawda,  tak samo, jak naszemu narodowi. W świetle prawdy lepiej się oddycha, lepiej się żyje i lepiej się wzajemnie rozumie.

 Autor podpisuje "Zdradę"

 Przemilczanie, kłamstwa i obłuda prowadzą tylko do nieufności, złudzeń i nowych zbrodni.


    Już przez czterdzieści kilka lat władze sztucznie  budowały przyjaźń ze Związkiem Radzieckim.  I co z  tego wyszło, wiemy. Nie chcemy tak budowanej przyjaźni. Chcemy przyjaźni prawdziwej, opartej o potrzeby i pragnienia narodów. Opartej o prawdę. Dramat, obłuda, cynizm i fałsz służą złej sprawie. A każdemu narodowi, powtarzam,  należy się prawda. Rosji, Ukrainie, Polsce, Litwie, wszystkim. Nawet gorzka i ciężka prawda jest lepsza od kłamstwa. 

   Dlatego warto i należy mówić o tym, co się stało na Kresach. Jakie one były, jak się tam żyło, jak się mieszały nacje, religie, kultury, obyczaje, języki i style. Jak powstawała najwybinietniejsza polska literatura, nauka i sztuka. Jakie to potężne umysły tam wyrastały.  Jak budowano wzajemny szacunek i uznanie, nawet, jeśli narastały napięcia i konflity. Bo nie ma innej drogi, tylko poszanowanie dla każdego narodu i każdego człowieka.  To banał, ale banał, którego nam często brakuje.
     Należy też pamiętać, że Kresy są kluczem do współczesności. Jeśli chcemy zrozumieć, co się dziś dzieje w Polsce, z nami, jako z narodem, a także  na Ukrainie, i po części w całej Europie, bez Kresów tego się nie da zrozumieć. Dlatego Kresy stanowiły i zawsze stanowić będą dla ludzi myślących fundament dla pojęcia i ogarnięcia istniejących i przyszłych problemów Polski. 
   

    Także "Ukraińskiego kochanka" czytelnicy poszukują. Można jeszcze zdobyć... 

   Dlatego każda nowa książka o Kresach to nowe światło rzucone na polskie i nie tylko polskie życie. W tym duchu mówiliśmy także o "Zdradzie". Że otwiera ona nową perspektywę dla powikłanych, bolesnych i dramatycznych losów ludzkich. 
    Mam nadzieję, że niebawem, gdy tylko czytelnicy przeczytają powieść, zechcą się podzielić z autorem i innymi czytelnikami swoimi opiniami, wrażeniami i przeżyciami. A my te opinie i przeżycia tutaj zamieścimy.  Czekam i pozdrawiam.
     

   WKĘDZIERZYNIE - KOŹLU
   
     Po raz kolejny, tym razem 14 12 09, Miejska Biblioteka Publiczna zaprosiła mnie na spotkanie autorskie. Prezentowałem drugi tom sagi kresowej.  Po "Ukraińskim kochanku" opowiadałem o "Zdradzie". 
   Mówiłem, jakie były źródła tej książki, kiedy i w jakich okolicznościach powstała, jak wpłynęły na to moje osobiste losy, historia mojej rodziny, mojego regionu i mojej wsi, a także opowieści i zwierzenia osób, które przeżyły ludobójstwo dokonane na Polakach, Czechach, Ormianach, a także samych Ukraińcach, którzy nie chcieli się poddać represjom i terrorowi OUN i UPA.


 Początek spotkania. 

   Choć moja książka jest powieścią i rządzi się prawami gatunku, to ten gatunek rozpycha, by zrobić w nim miejsce dla żywych świadków wydarzeń.  Bowiem oni w mojej książce też występują. I o nich właśnie mówiłem. O tych, co przeżyli, a później mi bardzo  dokładnie zrelacjonowali, w jaki sposób zostali uratowani. 
   Dyskusja była żywa i długa, i trwałaby pewnie jeszcze dłużej, bo pytań nie brakowało, ale czas naglił, niemal trzy godziny prysnęły jak bańka mydlana.


  Sala powoli się napełnia

   Jednym z wątków tej dyskusji była rola Armii Krajowej w ocalaniu Polaków przed rzezią. Wciąż o tym za mało wiemy. Szczególnie o wywiadzie i kontrwywiadzie polskim. A był on  jednym z najlepszych w czasie wojny. Niekórzy znawcy przedmiotu powiadają nawet, że był najlepszy w Europie. Jeśli się tego nie wie, trudno dokładnie zrozumieć niektóre partie mojej książki.  Na szczęście, akurat w tym środowisku wiedza o AK nie była mała. Mówiliśmy więc o historii, ale także o współczesności. O tym, jak historia jest odbierana, jaką ma dla nas wartość.  I jak wpływa na bieżące życie.
 

Autor

   Mówiłem o tym, że bez Kresów nie jesteśmy w stanie zrozumieć bieżących wydarzeń politycznych w Polsce, na Ukrainie, czy w Niemczech, słowem, w Europie.
   Dlatego bardzo się ucieszyłem, że na sali znalazła się pewna urocza studentka, która podjęła w swojej pracy magisterskiej tematykę kresową. Nie boi się, jak często boją się tego nasi uczeni, profesorowie, rektorzy i dziekani.
    Poprawność polityczna bowiem zniewala umysły i zabija prawdę.  
   Poprawność polityczna dokonuje gwałtu na szczerości i uczciwości ludzkiej.
   Demoralizuje i fałszuje rzeczywistość.
   Poprawność polityczna, ponura i gnuśna, zabija rozwój osobowości, zniekształca  świadomość, czyni z nas niewolników.


Sala z boku

   Dlatego każdy czyn, każda decyzja, która łamie zasady poprawności, jest abslutnie mądra i godna najwyższego szacunku. Ta studentka już na taki szacunek zasłużyła. Choćby przez sam wybór tematu. Bo nie uległa presji środowiska. Udowodniła, że ma charakter. I szuka prawdy. 
   Niestety, tego charakteru brakuje wielu uczonym i rektorom szkół. Niedawno mieliśmy taki przypadek, gdy rektor Uniwersytetu Wrocławskiego odwołał konferencję naukową zaprojektowaną przez znakomitego znawcę Kresów, dra Pazia. Konferencja nie odbyła się, a rektor swoją decyzją ośmieszył siebie i uczelnię. Składałem w tej sprawie protest.
   Wpisał się bowiem w takie myślenie, jakie zaprezentował  pewien polski wybitny reżyser. Opowiadał o nim na spotkaniu w Kędzierznie - Koźlu jeden z dyskutantów. Otóż na pytanie, dlaczego nie robi filmów kresowych, ów wybitniak odrzekł:
   - Coś pan?! Co by na to powiedział nasz wschodni sąsiad?
   Takie to mamy wybitności. 
   Nie ma więc polskich kresowych filmów, nie ma sztuk teatralnych, widowisk telewizyjnych. I nie ma obrazów tej zatopionej w niepamięci polskiej Atlantydy. 
   Nie wspominam o tchórzostwie polityków, bo to oni sami sobie zarzucili pętlę poprawności politycznej i teraz się w niej duszą. A może się nawet wstydzą. Jeśli rzecz jasna, mają jakieś poczucie wstydu, w co wątpię, bo pewnie nie mają.
   Na szczęście znajdują się jeszcze niezależne umysły i godne postawy uczonych.  Obserwowaliśmy je niedawno w Zielonej Górze, na tamtejszym Uniwersytecie, gdzie prof. Leszek  Jazownik zorganizował świetną konferencję naukową poświęconą pamięci narodowej. Podobnie się działo na Politechnice Wrocławskiej. To świadczy o prawdziwym poszukiwaniu prawdy. I godnej postawie uczonych.

 Sala z prawej strony, ostatni po lewej, prezes Witold Listowski
 
  Każde miejsce, w którym się mówi pełnym głosem o polskich Kresach jest miernikiem rzetelności i logicznego myślenia.
   Na szczęście są jeszcze takie biblioteki, domy kultury, regionalne  stowarzyszenia, studenckie korporacje, szkoły, kluby, domy parafialne i kościoły, w których prawda brzmi jasno i prosto. I nie boi się obcych ambasadorów. 
   Do takich placówek należy biblioteka w Kędzierzynie - Koźlu. 
   No, ale tam działa prężne środowisko kresowe, ktremu przewodzi znakomity, otwarty i mądry prezes, Witold Listowski. Tam też są wrażliwe i otwarte na świat bibliotekarki.   
  Spotkanie zostało niezwykle starannie przygotowane, z pięknymi, osobistymi zaproszeniami i małym kiermaszem książek, na którym czytelnicy mogli nabyć ostatnią moją powieść. I ci, którzy chcieli, nie mieli z tym żadnego kłopotu. 
   Wracałem usatysfakcjonowny, że mogłem szczerze i długo porozmawiać. To dla autora duża wartość



W ŁOSIOWIE

     Zaprosiła mnie 10 12 09 r. biblioteka w Łosiowie, koło Brzegu. Wiele się tu robi dla sprawy kresowej. Jest nawet lokalny zespół ludowy, piosenki, występy, wspomnienia. 
     Pani bibliotekarka powoli gromadzi książki z tematyką kresową, sama układa wiersze, przygotowuje okolicznościowe uroczystości. 
     Słowem, robi dużo ważnych i  ciekawych rzeczy.
     W wielu domach zamieszkują ludzie stamtąd, pamiętają swoje strony. Wypędzeni z własnych chat, przez lata wspominają dawną ziemię, pola, lasy, sady, pachnące owoce, cudowne światło, strumyki,  świat dzieciństwa. 
     O swoich przodkach, dziadach i pradziadach powinny pamiętać też dzieci, synowie, wnuki. Ale czy pamietają?  
     Nie bardzo.
     By im przypomnieć, czym były dla Polski Kresy, organizatorzy poprosili mnie, bym opowiedział o wielkości i pięknie zagarnionej nam ziemi. 
     Przyszli na spotkanie gimnazjaliści, ale nie widać było wielkiej pasji. Mało się dotąd interesowali życiem swoich antenatów. Czeka ich jeszcze  wiele pracy, by poznać choćby kawałek dziedzictwa własnych przodków. Nie radzą sobie z historią rodziny. To duży problem dla identyfikacji. Wieloletnie zaniedbania szkoły, programów nauczania, ale też matek i ojców, którzy za rzadko rozmawiają z dziećmi o przeszłości, owocuje niewiedzą. Nie rozwija się wrażliwości na własny los.  
     Łosiów tylko unaocznił mi to, co wiem skądinąd, że przed historykami, pedagogami, politykami i ludźmi kultury stoi wielkie pole do zaorania. I zasiania zdrowego ziarna.
     Może ten początek w Łosowie stanie się bodźcem do zmian na lepsze, tak bardzo potrzebnych w rozwoju psychicznym, duchowym i intelektualnym młodego pokolenia.
     Jeśli dzieci ze wsi mają rywalizować z dziećmi z miasta, jeśli mają się dostać na studia i iść dalej, przede wszystkim muszą poznać historię swoich rodów. To znaczy, muszą chcieć poznawać, rozumieć i wyciągać wnioski z własnego życia i jego ograniczeń. 
     Dlatego tak ważne są spotkania młodzieży z pisarzami, aktorami, muzykami, odkrywcami. By jej wyobraźnia rozwijała się, a pamięć utrwalała dobro wspólne.
     Miłe wrażenie robi zadbana i czysta stacja kolejowa w Losiowie. Tam miałem krótką i pocieszającą przed odjazdem pociągu rozmowę z jedną z gimnazjalistek, która skwitowała spotkanie z młodzieżą: " Fajne było!". Chodzi jednak nie tylko o to, by było fajne, ale przede wszystkim o to, by słuchacze po takim spotkaniu porozmawiali ze swoimi rodzicami o dawnych czasach.
Wtedy ładna i zadbana stacja stanie się jeszcze bardziej ładna  i jeszcze bardziej zadbana.    


"LIRYKI" W KLUBIE MUZYKI I LITERATURY WE WROCŁAWIU

     Tym razem wystąpiłem 8 grudnia 2009 r. przed czytelnikami jako poeta. To mi się zdarza niezwykle rzadko. W ciągu dwudziestu pięciu lat opublikowałem tylko dwie książki poetyckie, "Miłość i śmierć", przed pieciu laty oraz "Liryki", w tym roku.
     Muzy pchnęły mnie ostatnio w stronę prozy. Uznały, że powinienem się zająć  problematyką kresową, jako że jestem jednym z ostatnich polskich pisarzy, którzy ludobójstwa doświadczyli na własnej skórze.  I oddelegowały mnie, bym o tym ludobójstwie opowiadał. A przy okazji, bym przypomniał, jak wielką, piękną i magiczna krainą były polskie Kresy. 


 Autor i słuchacze w Klubie Muzyki i Literatury

     Najnowszy tomik poetycki zaś stał się pretekstem do spotkania z przyjaciółmi, znajomymi i koneserami mojej poezji. Wiem, że wiersze nie są chlebem powszechnym. I być nie mogą.  Smakują je bowiem umysły szczególnie wrażliwe, niepokorne, poszukujące metafizyki i nowego spojrzenia na świat.
      Proza bowiem, najprościej mówiąc, opowiada o rzeczywistości, którą widzimy i o której coś wiemy, ale nie rozumiemy jej do końca. Zaś poezja objawia nam prawdę, której nie widzimy, ale pragniemy ją poznać. Dzięki temu wiemy, że istnieje jeszcze inna rzeczywistość niż ta, którą obserwujemy gołym okiem. Potęgą poezji jest metafora, która przesuwa granice naszego poznania. Dzięki niej, nagle przekraczamy horyzonty, których bez poezji nigdy byśmy nie przekroczyli. W tym względzie poezja zbliża się do magii, mistyki i metafizyki. Czasami też do religii. 


 Tłumacz esperanta, Andrzej Kraszewski i słuchacze   

Wiedząc to, z tym większym podziwem patrzyłem, jak wypełnia się Klub Muzyki i Literatury i zjawiają się dawni i nowi moi czytelnicy. 
     Od dawna próbowałem zdefiniować świat, w którym spędziłem młodość i całe swoje życie dorosłe. Czym on był i jakimi szczególnymi cechami się odznaczał. Nie chodzi mi o nazwanie systemu. Bo on został nazwany. I na ogół rozpoznany. Mnie interesowały immanentne cechy tego świata i w czym się najbardziej przejawiały.
     I u początku swojej poetyckiej drogi doszedłem do wniosku, że dwa postawowe kryteria charakteryzowały ów świat. Pierwszym był stosunek do języka, a drugim do ceremonii. Gdy się obie te cechy odsłoni i pokaże się w karykaturalnym świetle, system nie jest w stanie się obronić Gdy więc w końcu lat pięćdziesiątych zacząłem pisać wiersze, zająłem się głównie językiem. Tak się dobrze okoliczności zbiegły, że mniej więcej w tym samym czasie tą samą problematyką zajął się Tymoteusz Karpowicz, najniezwyklejszy i najbardziej oryginalny poeta polski. On wyczuł i pojął, że w świecie, w którym żyjemy, całe zło zaczyna się od języka i w języku się kryje. 


Autor podpisuje książkę 

     Język zaczyna służyć kłamstwu, a nie prawdzie. Wolność stawała się niewolą, piękno brzydotą, a sprawiedliwość niesprawiedliwością.    
     Dlatego doświadczenie Karpowicza i dla mnie stało się bardzo ważne. Karpowicz stawiał światu poetycką diagnozę, wskazując, że prawdy należy szukać w języku. Na polskiej scenie poetyckiej pojawiło się więcej poetów z takimi zamysłami. Byli to: Ryszard Krynicki, Stanisław Barańczak, Krystyna Miłobędzka i paru innych. 
     Poezja lingwistyczna rozsadzała system od środka. System był jednoznaczny, toporny i gnuśny, a poezja lingwistyczna finezyjna, wręcz chirurgiczna i pokazywała świat wieloznaczny i akcjologicznie bogaty. 


Po spotkaniu towarzyska rozmowa z autorem i tłumaczem, z prawej, przyjaciel pisarza,  legenda "Solidarności Walczącej", Kornel Morawiecki   

  Z takim światem system nie był w stanie sobie poradzić.
     Nie miał intelektualnych narzędzi, by nas rozbroić.
     Dlatego poezja lingwistyczna rozlała się jak rzeka po umysłach poetów i czytelników. I postawiła wymagania cenzurze, jakim cenzura nie była w stanie poradzić. 
     Natomiast drugą immanentną cechą systemu było zrytualizowanie ceremonii świeckich  i nadanie im charakteru sakralnego, w którym miejsce Boga, zajmował wódz, albo na niższym  piętrze lokalny kacyk, czy  watażka, a obok cały dwór.  Wystarczyło w literaturze uczynić z tego groteskę, satyrę, czy żart, a  system walił się jak domek z kart. Nie wytrzymywał potęgi śmiechu. Dawałem wyraz takim obrazom w kilku powieściach, np. w "Ladacznicy i chłopcach", "Śnie Belzebuba", w czy "Płonącym motylu".


Z lewej, żona pisarza, Maria i jej przyjaciółka, Hania Łukowska- Karniej

     I o tym właśnie opowiadałem na spotkaniu.
     Wśród licznych słuchaczy widziałem zadumanego Kornela Morawieckiego, legendarnego twórcę "Solidarności Walczącej", zatroskanego  czymś Janusza Dobrosza, byłego marszałka Sejmu, Adama Peśnara, bojownika o język esperanto dla Europy i swiata, i wiele innych znakomitości. Adam Pleśnar ponadto w sposób krotochwilny czytał moje teksty, wydobywając z nich satyryczny i groteskowy ton.
    
Krotochwilny Adam Pleśnar i Maria Ganaciu-Srokowska     


    Pięknie i przekonująco wystąpił tłumacz moich wierszy, Andrzej Kraszewski, który przełożył książkę na esperanto.
     Opowiadał ze znawstwem o roli i odpowiedzialności translatorskiej.
     Po dwu godzinach spotkania wypiliśmy po lapmce wina i już w grupach rozmawialiśmy o poezji i bieżącym życiu     
 

"ZDRADA" W KRAKOWIE

      19.11.09 po południu wyjechałem do Krakowa. Na dworcu czekał już na mnie brat Piotr, zakonnik, moje odkrycie literackie, niezwykle ciekawy młody poeta, drążący problematykę metafizyczną, zafascynowany Kresami i dociekliwie badający ich glebę kulturową i skomplikowaną historię. Pisze coraz ciekawsze, mądre i głębokie wiersze. O specyficznej, delikatnej urodzie. Wprawdzie ma już za sobą miniaturową książeczkę, niemal nie zauważalny debiut, ale prawdziwy żar poetycki dopiero przed nami.  Ciekawa, niespokojna i dramatyczna osobowość.
     Przyszedł po mnie w habicie, pięknie wyglądał, jak św. Franciszek, uśmiechnięty, ale i czupurny, z tkwiącymi w głębi charakteru cechami sarmackimi.
     Towarzyszyli mu student i licealistka, z którymi był na jakichś uroczystościach zakonnych. Zawieźli mnie do klasztoru, zostawiłem tam swoje rzeczy i Piotr porwał mnie na spacer i dłuższą rozmowę na  Kazimierzu.  Przed północą zjawiliśmy się znowu w klasztorze i po pół godzinie rozstaliśmy się. Otrzymałem wygodną celę, surową, ale z łazienką i wszelkimi higienicznymi wygodami.
     Rano zjedliśmy śniadanie i poszedłem na spotkanie z p. Maćkiem, reżyserem telewizyjnym, który zaprowadził mnie do Liceum Sztuk Plastycznych. W klasie ponad 60 uczniów, przyszli artyści, więc mówiłem głównie o literaturze i sztuce Kresów, odwoływałem się także do sztuki współczesnej. Słuchali bardzo uważnie, a pani dyrektor powiedziała potem, że to było jedno z najważniejszych spotkań, w jakim uczestniczyła od lat. Miło to było usłyszeć, próżność autora została zaspokojona.  Na pamiątkę podarowała mi miniaturową płaskorzeźbę. A p. Maciej wszytko to zarejestrował na taśmie.
***
Po spotkaniu p. Maciej zaprowadził mnie do hotelu Wit Stwosz, zarezerwowanego przez wydawnictwo "Arcana". Po krótkim odpoczynku poszedłem do Klubu "Pod Gruszką", gdzie się miała odbyć promocja mojej nowej powieści kresowej "Zdrada"   
     Czekała już pani prezes wydawnictwa, Zuzanna Dawidowicz, którą dopiero miałem okazję poznać osobiście. Czekał też prof. Maciej Urbanowski z UJ. Sala powoli się napełniała. A kiedy prof. Ubranowski  zaczął prezentować moją sylwetkę twórczą i opowiadał o książce,  pojawiło się więcej słuchaczy. W sumie przybyło blisko 40 osób, głównie inteligencja krakowska, artyści i poeci, np. autorka pięknych wierszy, Elżbieta Wojnarowska, także piosenkarka i powieściopisarka, kilku profesorów, w tym prof. Lucyna Kulińska, znakomita znawczyni problematyki kresowej. Było kameralnie, ale czuło się, że ci, co przyszli, mają coś ważnego do powiedzenia. 
     Ja głównie mówiłem o wadze i znaczeniu Kresów dla pamięci narodowej, trochę też o źródłach literackich „Zdrady”. 
   
     Profesor Ubranowski, w swojej poważnej i głębokiej analizie  zwrócił uwagę na trzy ważne elementy książki:
że jest to powieść nowego typu, jak ją nazwał, "naturalizmu magicznego", w której realia świata naturalnego przeplatają się ze sferą magiczną tego świata; 
że postać, zachowanie i los jednego z bohaterów, a przede wszystkim jego śmierć, księdza Roberta, przywołują przed oczy postawę, zachowanie i śmierć Chrystusa. Czyli Chrystus ciągle się w nas odradza i ciągle umiera. 
I po trzecie dostrzegł żywą, wartką akcję i walory
emocjnalne utworu.     
     Wiele uwagi poświęcił też strukturze powieści, jej elementom konstrukcyjnym i znaczeniu głównych postaci Kasi i Mitii w kształtowaniu świata przedstawionego. Było to dla mnie pierwsze, ważne odczytanie zarówno "Zdrady", jak i całej, jak na razie, dygolii kresowej.
      
    Potem nastąpiła żywa dyskusja, było dużo pytań i dużo odpowiedzi. Zwracałem uwagę, że moja powieść, choć pozornie wywodzi się z nurtu historycznego, dotyka żywo świata współczesnego i kładłem nacisk na to, by zrozumieć silny zwiazek, w jakim Kresy się łączą z problemami życia współczesnego. Nie można bowiem bez Kresów zrozumieć wielu konfliktów rozdzierających nasze społeczeństwo, nie można też pojąć relacji międzynarodowych zachodących dziś  między Polakami, Ukraińcam, Niemcami, Rosjanami,  Żydami itp, itd. Nie można realnie i rzetelenie wytłumaczyć działań i zachowań arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego bez wejścia w głąb problematyki ludobójstwa na Kresach.  Słowem, Kresy są także kluczem dla realiów współczesnej Europy.

Już po oficjalnym zakończeniu spotkania, trwały dalsze dysputy i dociekanie prawdy o Kresach. W sumie, dla autora,  owocne, ważne i głębokie przeżycie. 

Dalsza część wieczoru upłynęła mi na długiej rozmowie z bratem Piotrem. Następnego dnia byłem już we Wrocławiu.        

Cierpki smak literatury

W ostatni piątek 20 listopada w restauracji „Pod gruszą” w Krakowie odbyło się spotkanie autorskie, którego gościem był dobrze znany wszystkich miłośnikom Kresów pisarz Stanisław Srokowski. Podczas spotkania, oprócz dyskusji na temat literatury i historii, padło również wiele gorzkich słów pod adresem dzisiejszej polityki pamięci Polski i Ukrainy.

Celem spotkania zorganizowanego przez wydawcę "Zdrady" Wydawnictwo Arcana, poza dyskusją na temat nowej książki S. Srokowskiego, było także podjecie refleksji na temat zbrodni dokonanych przez Ukraińców na Polakach (oraz innych nacjach) w okresie II wojny światowej i stosunku obu narodów do tych wydarzeń.

Sam autor, jak podkreślił, wierzy w możliwość, a nawet konieczność rozmowy z drugą stroną i budowania dobrych relacji na prawdzie jako jedynym trwałym fundamencie.

Istnieje znacząca różnica w postawie względem ludobójstwa na Kresach u różnych części ukraińskiego społeczeństwa (ważny jest podział geograficzny) i należy to wykorzystać. Nacjonalistycznych nastrojów używa się do politycznej gry, co powoduje wzrost niechęci do Polaków w zachodnich obwodach oraz nacisk na dalsze fałszowanie historii. Jednoznaczna postawa polskich władz mogłaby stać się jasnym sygnałem, iż nie ma przyzwolenia na zapomnienie o polskich ofiarach na Kresach, a jednocześnie odporem dla narastającej fali ekstremizmu.

Gość spotkania, sam pochodzący z okolic Tarnopola i uratowany z masakry przez Ukrainę, której imię i nazwisko zachował wciąż w pamięci, wielokrotnie w czasie rozmowy przekonywał do porozumienia z Ukraińcami. O obliczu narodu ukraińskiego nie może stanowić faszyzująca mniejszość chwaląca zbrodniarzy, zamiast ludzi, którzy ratowali innych.

Honorowanie Ukraińców ratujących wówczas Polaków, Żydów czy Ormian jest jednak trudne ze względu na niechęć samych zainteresowanych - nadal kieruje nimi obawa nie tylko przed napiętnowaniem przez nacjonalistów, ale także o bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich.

Padło także pytanie o rolę literatury - samemu autorowi często stawia się zarzut zbyt brutalnego opisu rzeczywistości, jako można było usłyszeć na spotkaniu, krytycy niekiedy nie mogą wręcz przez książkę przebrnąć, ponieważ jest ona dla nich zbyt traumatyczna. Nie da się jednak mówić o rzeczach strasznych bez strasznych słów i obrazów, a problemy narosłe między Polakami i Ukraińcami powinny zostać wyartykułowane bez zbędnych eufemizmów.

Nowa powieść Stanisława Srokowskiego, ukazująca trudne losy przedstawicieli różnych narodów na Kresach Wschodnich, na pewno pomoże zrozumieć obecne zapętlenie stosunków polsko-ukraińskich. Kontynuuje ona główne motywy "Ukraińskiego kochanka", jednocześnie zapowiadając dalszy rozwój sagi.

Mateusz Kędzierski

 

Już niedługo na łamach Kresów.pl recenzja nowej powieści Stanisława Srokowskiego

 

Zapraszamy na stronę Wydawnictwa Arcana: www.arcana.pl

 

 

 
(kresy.pl)



SPOTKANIE W BYSTRZYCY OŁAWSKIEJ

     14.11.09 odbyło się w Bystrzycy Oławskiej zebranie założycielskie nowego stowarzyszenia kresowego, Towarzystwa Miłośników Ziemi Podhajeckiej, a więc i mojej ziemi. Zaproszony, przyjechałem, by wziąć w nim udział. 

Wójt gminy Oława, Ryszard Wojciechowski, otwiera spotkanie
     
     W Hali Sportowej zjawiło się blisko 100 ludzi, inteligencja miejska i wiejska, radni, sołtysi, ludzie kultury, chłopi, studenci. 

Ludzi przybywa 
     Po części ceremonialnej wystąpili goście. Mówiłem o wielkości Kresów, ich nauce i kulturze. Byłem zaskoczony odzewem na to wystąpienie. Mędrcy od spraw wiejskich powiadają, że ludziom na wsi nic się nie chce, niewiele robią, mało czytają, nie chodzą do kina, ani do teatru, słowem niczym się nie interesują. Ale takie opinie, to opinie psu na budę, rzut kulą w płot. Niczego nie wyjaśniają.

 
Wystąpienie Stanisława Srokowskiego

Ludzie na wsi, tak jak i w mieście, mają swoje pasje, nadzieje, marzenia, tylko znacznie trudniejszy dostęp do nauki i kultury.
 
     Uczestnicy spotkania reagują żywo na wystąpienia 
    
I właśnie po moim wystąpieniu o tym mi mówili. Opowiadali, że brakuje im ksiażek kresowych w bibliotekach,  chcieliby je czytać, bo wywodzą się z Kresów. Chcieliby poznawać filmy kresowe, których brakuje, dzieła dokumentalne, pamiętniki, wspomnienia, dzienniki. Chcieliby się spotykać z autorami, z księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim, reżyserami filmów dokumentalnych o Kresach, z autorami wspomnień. Chcieli by ich synowie i wnukowie pamiętali o dawnej ojczyźnie i ich miejscach urodzenia.  I pytali, czy mógłbym im ułatwić spotkania z twórcami. Odpowiadałem, że tak, mógłbym ułatwić takie spotkania, tylko z inicjatywą muszą wystąpić konkretne placówki, biblioteki, domy kultury, parafie, księża, sołtysi, wójtowie, radni itp, itd. 

Rozmowa z Czytelnikiem - fotki ze spotkania przysłał Xawery Piśniak
    
     I tutaj powtarzam, jeśli spłynie do mnie taka prośba, postaram się ją spełnić. Duże pole do popisu ma teraz też Towarzystwo, bo to jedno z jego głównych zadań. Zobaczymy, czy je spełni. 
     
KSIĄŻNICA PODLASKA I STUDENCI
czyli BIAŁYSTOK I OKOLICE
    
     09.11.09
     Książnica Białostocka zaprosiła mnie na wieczór poświęcony memu przyjacielowi, świetnemu poecie, Wiesławowi Kazaneckiemu. Właśnie minęła 20-ta rocznica jego śmierci. Przy okazji odbyłem kilka spotkań w terenie i rozmawiałem na Uniwersytecie Białostockim ze studentami o polskich Kresach i Wojaczku.
     Każde z tych spotkań miało inny charakter. Uczniowie liceów i gimnazjów pytali głównie o techniki pisarskie, źródła twórcze, ale też o mity greckie, ich pochodzenie i znaczenie, uświadamiając mi, że wielu z nich czerpie z nich wiedzę o starożytnej Grecji, czytając moje opracowania, właśnie - "Mity greckie", "Przygody Odyseusza", "Wojnę trojańską", czy  "Bajki Ezopa." Mile byłem zaskoczony, że kilku z nich zna moje ostatnie wiersze z tomiku "Liryki". Jakaś specjalna młdzież! Natomiast studenci dopytywali o drogę twórczą Wojaczka, jego dziwne zachowania i sens wierszy. Ale też dociekali, jakie znacznie miały Kresy.
     Najważniejszy wieczór jednak przebiegał w samej Książnicy, bardzo starannie, pięknie i wzruszająco przygotowany przez dyrektora Książnicy, Janka Leończuka i jego pracowników. Przybyła na spotkanie małżonka poety i jego dwaj synowie. Jeden z tej okazji przygotował bardzo ciekawy albym ze zdjęciami ojca. Drugi zaś wspaniały koncert słowno muzyczny. Łukasz Kazanecki to czystej wody talent, uzdolniony kompozytor i wykonawca. Była to wielka uczta duchowa.
     Mnie przypadła w udziale opowieść o naszej wspólnej z Kazaneckim młodości, pierwszych porywach poetyckich, licznych spotkaniach, dyskursach literakich i nocnych spacerach po Opolu, Gdańsku, Warszawie, Łodzi, Lubinie i innych miastach. I po raz pierwszy objawiłem w Białymstoku, że Kazanecki należał do założonego przez mnie po stanie wojennym ekskluzywnego Tajnego Bractwa Literackiego, które składało się z tylko z 7 członków. Wywołało to w rodzinie i wśród białostoczan prawdziwe zdumienie. 
     Janek Leńczuk, sam wysmakowany i o dużej wrażliwości poeta, jeden z najciekawszych w swojej generacji, czyni cuda, by pamięć o Kazaneckim trwała; wydaje jego książki, urządza sesje i pielęgnuje pamięć. Po takich czynach poznaje się charaktery piękne i osobowości nietuzinkowe.
     Nisko się kłaniam, wprawiony w podziw i zauroczony gościnnością.
  

 DLACZEGO POWINNO POWSTAĆ MUZEUM KRESÓW    
     WSCHODNICH? 

     Pod takim tytułem odbyła się 5.11.09 konferencja na Politechnice Wrocławskiej zorganizowana przez grupę studentów związanych z pismem "Fronda" oraz  przez Wrocławską Inicjatywę Historyczną. 
     Do wygłoszenia referatów zostali zaproszeni ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski,  prof. Zdzisław Julian Winnicki z UWr, reżyser filmów telewizyjnych, Maciej Wojciechowski i Stanisław Srokowski. 

Wielka sala powoli się zapełnia

     Niestety, ksiądz Tadeusz zachorował i nie mógł przybyć. Poprosił, bym ja go zastąpił. Wprawdzie księdza Tadeusza zastąpić się nie da, ale opowiedziałem o ludobójstwie dokonanym przez OUN/UPA na Polakach, Żydach, Ormianach, Czechach i samych Ukraińcach, którzy nie poddali się terrorowi oraz o wielkości nauki i kultury kresowej. Konferencję prowadzili prof. Andrzej Wojciechowski oraz dr Wojciech Myślecki. Aulę uczelni wypełnili studenci oraz Kresowianie, a także inne osoby zainteresowane tematyką kresową.

Pani Dominika Arendt-Wittchen

 z WIH informuje w sprawach organizacyjnych

     Po interesujących wystąpieniach prof. Winnickiego i Macieja Wojciechowskiego, skupiłem uwagę na budowaniu przez ponad 600 lat polskiej tożsamości narodowej na Kresach, mówiłem o wielkich pisarzach i uczonych, wspominając także o Lwowskiej Szkole Matematycznej, w której prym wiedli profesorowie Stefan Banach, Hugo Steinhaus, Stanisław Ulam i Jan Łukasiewicz. 
To dzięki nim polska nauka sięgnęła po międzynarodowe laury. A polscy poeci, pisarze, zaczynając od Mikołaja Reja, przez Mickiewicza, Słowackiego, Fredrę, Sienkiewicza, Schulza aż po Konwickiego, Miłosza, Herberta i Zagajewskiego czerpali całymi garściami swoje duchowe bogactwo z ziemi kresowej.
     Kresy budowały polską tożsamość.
     Dzięki nim identyfikujemy się z wysoką i pełną uniwersalnej metaforyki polską kulturą.
     Straszliwa wojna  i przerażające akty ludobójstwa dokonywane przez faszystowskie bandy OUN/UPA spowodowały
wymordowanie 200 tyś. Polaków i przyczyniły się do wypędzenia ocalałej ludności polskiej ze swojej ziemi.

Słuchacze z uwagą słuchali referatów
 
     O tym  i o roli Armii Krajowej w obronie polskiej ludności
mówili dyskutanci, których było wielu i każdy miał coś ważnego do powiedzienia.
 
KRESOWIANIE BUDUJĄ WROCŁAW
 
     W 1947 roku wygnańcy z Kresów stanowili blisko 25% ludności Wrocławia, lecz profesorowie, intelektualiści i artyści kresowi, głównie ze Lwowa i Wilna aż w blisko 70% stali się budowniczymi nowego miasta. To oni wiedli prym w przywracaniu miastu polskiego charakteru. To oni uruchamiali wrocławskie uczelnie, teatry, filharmonie, szkoły, muzea i galerie sztuki.
     Prof. Stanisław Kulczyński, jeden z ostatnich rektorów Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, został pierwszym rektorem Uniwersytetu Wrocławskiego i Politechniki Wrocławskiej. A prorektorem został prof. Edward Sucharda, ostatni rektor Politechniki Lwowskiej. 

Stanisław Srokowski opowiada o Kresach, obok prof. Andrzej Wiszniewski i prof. Winnicki

     Pierwszym wojewódzkim konserwatorem zabytków we Wrocławiu został Jerzy Guttler ze Lwowa. A na czele Wrocławskiej Dyrekcji Odbudowy stanął Józef Rybicki, architekt ze Lwowa.  
     Podjęli tu pracę też prof. Włodzimierz Trzebiatowski, chemik ze Lwowa, wspomniany wcześniej wybitny matematyk, Hugo Steinhaus z Lwowskiej Szkoły Matematycznej, prof. Jan Trzynadlowski, lwowiak, historyk literatury, Eliasz Kuziemski, aktor, Ryszard Natusiewcz, architekt z Grodna,,
Do Wrocławia sprowadziła się nie tylko ocalała lwowska elita, profesorowie, lekarze, prawnicy, wyżsi urzędnicy, artyści, ale też kolejarze, tramwajarze, gazownicy, kolejarze i elektrycy.
     Zjawiła się tu Anna Kowalska, pisarka, Tymoteusz Karpowicz, największy oryginalny poeta powojenny.
     Klimat Lwowa stanowiły we Wrocławiu powstające kawiarenki, restauracje, kabarety, teatr, aktorzy. Tutaj znalazły się: Panorama Racławicka, Ossolineum – wydawnictwo i biblioteka, pomnik Fredry,
powstało Towarzystwo Miłośników Lwowa, a nazwy ulic przypominały ulice lwowskie - Ruska, Kurkowa, Plac Strzelecki. Tutaj powstało pismo "Semper Fidelis".
     Bardzo różnie Lwowiacy starali się oswoić Wrocław, poczynając od małych przedmiotów życia codziennego, a kończąc na sprawach zasadniczych.
     Słynna była jadłodajnia "U Fonsia" przy ul. Szewskiej, która nie miała nawet szyldu. Ale można było w niej zjeść pierogi lwowskie, później, nie wiadomo dlaczego, nazwane ruskimi, gołąbki, studzininę i mamałygę.
 Wszyscy więc w metaforycznym, kulturowym i duchowym sensie wywodzimy się z Kresów. I dbać powinniśmy o zasoby i pamięć kresową.
     Cycero powiadał: 
     „Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci.”  
     A Tadeusz Kotarbiński wyznawał: 
     „Przeszłość zachowana w pamięci staje się teraźniejszością”.
     Zaś kardynał Stefan Wyszyński pisał:
     „Gdy gaśnie pamięć ludzka, dalej mówią kamienie.”
Co zrobić, by nie mówiły tylko kamienie?
 A czy Państwo, jako organizacja narodu i jego instytucje, mają
obowiązek dbania o pamiętać narodową, o pamięć 
Kresów? O to, co nas rozwijało? I nadal rozwija.  Czy mają obowiązek pamiętania o wielkim dramacie, jakim się stało  ludobójstwo dokonane przez faszystowskie organizacje ukraińskie?
      Czy możemy sobie pozwolić na wymazywaniu śladów z naszej historii, które kształtowały pokolenia? Czy mamy pozwolić, by wyrywano z programów szkolnych lektury, które budowały tradycję? Czy Kresy nadal stanowią o tożsamości Polaków? Identyfikacja z tą poważną i wielką częścią naszej historii i kultury to obowiązek zarówno instytucji państwowych jak i organizatorów życia publicznego.
     Warto zapytać, czy polskie uczelnie, uniwersytety, instytuty i katedry wystarczająco dbają o potencjał naukowy w tej dziedzinie? 
     I czy na władzach publicznych nie ciąży odpowiedzialność za stan naszej wiedzy o życiu i kulturze Kresów.
     Konferencja na Politechnice szukała na te pytania odpowiedzi. 
Wyniki konferencji zostaną podane do publicznej wiadomości. 
A fakt, że Muzeum Kresów do tej pory jeszcze nie powstało, zakrawa na skandal. I stawia polskie władze w bardzo złym świetle. 


     KŁODZKIE ROZMOWY 

     28.10.09 Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna w Kłodzku zaprosiła mnie na rozmowy o Kresach. W kameralnym, ale za to bardzo interesującym kręgu osób powspominaliśmy sobie dawne czasy. Szczególnie miłym zaskoczeniem był dla mnie pewien elegancki pan, który przychodził, jak to nazwał, na moje tajne komplety w Legnicy, gdzie w latach 1960-1968 r. byłem nauczycielem, a on  uczniem w innej niż maja szkole. Ale otrzymał poufną wiadomość od mojego kolegi, że może go mnie zarekomendować. I zarekomendował. Powiadał, jak to omawialiśmy już poza lekcjami niektóre wybrane książki i jak je po swojemu interpretowaliśmy. 
     Ja sam już szczegółów tamtych tajnych spotkań nie pamiętam, ale on, młodszy, pamięta. Dzięki niemu ożywiła się i moja pamięć. 
     Takie to nieraz mamy niespodzianki w trakcie wieczorów autorskich. 
     Nawiasem mówiąc w Kłodzku uświadomiłem sobie, że nie było mnie w tej bibliotece blisko 30 lat. 
     Ale wróciłem i poczułem się jak w rodzinie. Miłe!

     AKADEMIA OBYWATELSKA

     Młodzież akademicka z Duszpasterstwa "Dominik"
przy kościele Dominikanów we Wrocławiu ( Plac Dominikański 2) zaprosiła mnie 27.10.09 na dyskusję o polskich Kresach, ich wielkości i dramacie. Osobiście zaproszenie przysłał aktywnie tam działający, student wrażliwy, z wyobraźnią, szukający prawdy w nauce i życiu
publicznym, Marcin Niewiadomy.
 
     Działa on w Akademii Obywatelskiej, która jest miejscem spotkań młodych ludzi, studentów różnych wrocławskich uczelni, zainteresowanych sprawami społeczno-polityczno-historycznymi.  Ideą tych spotkań jest propagowanie aktywnej postawy oraz kształtowanie własnych poglądów, składających się na definicję współczesnego patriotyzmu. Działalność Akademii ma również na celu krzewienie ideałów państwa obywatelskiego.

     Akademia Obywatelska nie jest związana z żadną partią polityczną i stara się stworzyć niezależne forum dyskusji na aktualne tematy. Dzięki zaciekłym dyskusjom młodezież uczy się otwartości na cudze poglądy, wyrażania swoich oraz , w razie potrzeby, bronienia ich, jak mi napisał p. Marcin.

     Studenci spotykają się w każdy wtorek o godzinie 20,00 w Duszpasterstwie Akademickim "Dominik" przy placu Dominikańskim 2 ( wejście od strony ulicy Klemensa Janickiego).

      Dyskusja była bardzo żywa, pytań wiele, a ja mówiłem o kulturze i nauce Kresów, ale też o ludobójstwie dokonanym przez faszystowskie ukraińskie organizacje OUN/UPA na bezbronnej ludności polskiej, ormiańskiej, czeskiej... oraz na uczciwych, niosących sąsiadom pomoc Ukraińcach. 
     Ważne kazało się też to, że nie zabrakło ludzi starszych na spotkaniu.  



Marcin Niewiadomy(z lewej) w towarzystwie koleżanki i kolegi prezentuje moją kresową powieść


Sala pełna słuchaczy



Autor brata się ze studentami

    
     PAMIĘĆ CZASU ZAGŁADY 
 

     Pod takim hasłem 13-14 października 2009 została zorganizowana na Uniwersytecie Zielonogórskim konferencja naukowa. Patronat nad nią objęli: rektor, prof. zw. dr hab. Czesłw Osękowski, wojewoda lubuski, Helena Hatka, marszałek lubuski, Marcin Jabłoński, prezydent miasta, Janusz Kubicki. 

     Już zestaw patronów świadczy o powadze i randze przedsięwzięcia. Zaś przemyślany, bogaty i bardzo ciekawy program przygotował ze swoim zespołem prof. dr hab. Leszek Jazownik, dyr Instytutu Filologii Polskiej. Z referatami wystąpiło blisko dwudziestu badaczy, m.in. dr Anita Kucharska-Dziedzic, która mówiła o literaturze emigracyjnej, dr Maria Jazownik, dwukrotnie występująca, raz analizująca obraz wojny w wierszach poetów zielonogórskich, a raz obraz dzieci w opowiadaniach z tomu "Nienawiść" Stanisława Srokowskiego, dr Anna Podemska-Kałuża, przedstawiająca świadectwo samotności narodu żydowskiego podczas Holocaustu, ks. dr Grzegorz Chojnacki, opowiadający o autobiograficznych pismach Edydy Stein. 

Stanisław Srokowski zabiara głos w dyskusji po wystąpieniu ks. Isakowicza-Zaleskiego( siedzi za stołem, obok prof. dr hab. Leszek Jazownik)

     W programie wystąpili też prof. dr hab. Katarzyna Węgrowska,  prof. dr hab. Bernadetta Nitschke,  prof. dr hab Leszek Jazownik, dr Rafał Ciesielski,  mgr Marta Wiatrzyk- Iwaniec,  mgr Renata Chrzan,  prof. dr hab. Małgorzata Mikołaczak, mgr Dorota Poślednia, mgr Małgorzata Budzik, dr Dorota Szagun, Józef Maciejewski, Henryk Szylkin... 

Od lewej: prof. dr hab. Leszek Jazownik, Stanisław Srokowski, poeta- Henryk Szylkin, poeta - Janusz Koniusz

     Mówili interesująco o Herbercie, mitach, polityce historycznej, internetowych źródłach informacji, poetach i prozaikach podejmujących tematykę wojenną, łagrach, wygnaniach, pamiętnikach, pamięci. 

W palmiarni Uniwersytetu Zielonogórskiego, organizatorzy, referenci i uczestnicy

     Dla mnie nowością była wiadomość, że literatura piękna staje się i będzie coraz bardziej stawać się przedmiotem badań i analiz historyków, jako jedna z form narracji  swego czasu. 
     Miałem też zaszczyt otwierać pierwszy dzień konferencji referatem: "Wielkość i dramat polskich Kresów".
     Drugiego dnia konferencja zaczęła się od wystąpienia ks. Tadeusza Isakowicza- Zaleskiego. 

     Razem też odbyliśmy wieczór autorski z pełną salą Kresowian i ich rodzin, w trakcie którego trwała żywa dyskusja o potrzebie mówienia prawdy i konieczności badań źródeł i przebiegu ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich faszystów na Polakach, Żydach, Ormianach, Czechach podczas wojny. 

Po konferencje pogaduszki przy wodzie minerelanej    

W sumie konferencja naukowa ściągnęła na UZ setki słuchaczy. A Uniwersytet dał przykład, jak mądrze, sprawnie, na wysokim poziomie i bez strachu budować tak wielkie dzieło. 

     PIĘĆ SPOTKAŃ
   
PIERWSZE
   
Trzeciego dnia pobytu na ziemi lubuskiej, 16.09.2009, odbyłem trzy spotkania literackie, w Gminnej Bibiotece w Brodach, w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Szprotawie i Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Zielonej Górze.
     Każde z tych spotkań miało inny charakter i inny smak. W Brodach zjawiła się młodzież, choć też chcieli przyjść dorośli, Kresowianie,  ale równocześnie odbywała się urocztość dla seniorów i nie dotarli. 
     Dlatego rozmawiałem głównie z młodzieżą, gimnazjalistami i opowiadałem im o helleńskiej literaturze, mitach greckich i wpływie starożytnej Grecji na rozwój polskiej nauki i kultury.     
     Młodzież okazała się wrażliwa, ciekawa świata, uważna,  choć dość nieśmiała. Za to kierowniczkę biblioteki rozsadzała energia, była pełna pomysłów i nowych idei. O swoich Kresowianach i ich tęsknocie za wspomnieniami z dawnych dni obiecała nie zapomnieć. 

    DRUGIE 

    W Szprotawie prezentowałem dla dorosłych czytelników  swoje książki kresowe i rozmowa trwałaby cały dzień, gdyby nie nowe obowiązki. Wielu obecnych już znało moje książki i dyskusja z nimi była samą intelektualną rozkoszą. To byli życzliwi, choć bardzo wymagający czytelnicy. Jeden z nich, starszy, mądry i doświadczony pan, władał biegle pięcioma językami i zadziwiał głęboką znajomością kresowej problematyki. Sam zresztą pisze.
     Inni też znakomicie znali się na rzeczy. Przeżyli swoje, wielu z nich straciło najbliższych, zamordowanych przez UPA, wielu cudem uniknęło śmierci. Rozmowa była długa, szczera i pełna pytań.
     Autor, który ma takie audytorium wie, że jego książki zostaną dokładnie prześwietlone. Nie może w nich być kłamstwa historycznego, jeśli zajmuje się historią. Dlatego każdy głos byl dla mnie ważny.
     Z dużą satysfakcją wracam do tego spotkania. Poznałem ludzi wielkiego rozumu i o szerokim spojrzeniu na świat.  Bardzo mnie wzbogaciła rozmowa w Szprotawie. 

     TRZECIE 
  
     Trzecie spotkanie miało charakter kameralny.Przyszła do Biblioteki Wojewódzkiej  inteligencja zielonogórska, profesorowie, pisarze, zjawili się też moi dwaj kuzyni, których dawno nie widziałem, sprawili mi dużą radość. 
     Rozmawialiśmy o Kresach, ludobójstwie, jego przyczynach i skutkach, o tym, jak idee faszystowskie odbijają się czkawką na dzisiejszej Ukrainie. I jak niebezpiecznie zarażana jest nimi ukraińśka młodzież.


Nie obyło się bez pytań o słynny rajd śladami Bandery. Dyskusja była niezwykle dynamiczna, głęboka i dociekliwa. Autor zostal poddany prawdziwej wiwisekcji, ale jakoś wyszedł z boju nieporaniony. Dobry,
cenny czas dla dialogu pełnego kultury, ale też ostrych sądów.


Stanisław Srokowski na tle plakatu 

     CZWARTE  

     Czwarte spotkanie na ziemi lubuskiej odbyłem 16.10.2009 w Miejsko-Gminnej Bbliotece Publicznej w Iłowej Żagańskiej. Wypełniona po brzegi sala nie mieściła słuchaczy. Nie wiedziałem, czy się radować, czy skarżyć na los, że mam do czynienia z blisko 200 osobową grupą dorodnej i pełnej temperamentu, rozbrykanej młodzieży, która jak wiadomo, nie znosi nudnego gadulstwa tzw. prelegentów i potrafi porządnie im dopiec.
     Mój aniosł stróż, Pani Dorota Kaczmarek, z WiMBP z Zielonej Góry, patrzyła na całą sytuację z zaskoczeniem, a na mnie pewnie  ze współczuciem, spodziewając się najgorszego, że mogę, na przykład, ze strachu dać nogę i będzie po wszystkim.  Bo kto utrzyma w ryzach takie stado młodości.

Autor odpowiada na pytania
 
     Okazało się, że ten, na pozór nieokiełznany żywioł, to inteligentna i wrażliwa młodzież, która mi zaimponowała i zanim powstał pomysł, by zbiec, już byłem w ogniu krzyżowych i wcale sensownych pytań. Niemal dwie godziny zleciały, jak z bicza trzasnął. Literatura, źródła twórczości, metody pisarskie, rodzaje i gatunki, życie a dzieło,  wszystko ich interesowało.  I to wcale nie moja zasługa. To naturalna potrzeba poznawania nieznanego im świata. 
     Mój anioł stróż uspokoił się. Pot nie zlewał mi czoła, a organizatorzy z ulgą odetchnęli, że nie doszło do linczu na pisarzu. 


Skupienie i uwaga młodzieży w Iłowej

     PIĄTE 
     
     Ostatnią rozmowę tego dnia miałem w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy w Lubsku. Dla odmiany niewielka, sympatyczna salka, nieduża grupa słuchaczy i krótkie spotkanie. Rozmawialiśmy o wyborze wartości w życiu ludzkim, czym jest nasza pamięć i doświadczenie historyczne. Wydawało się, że to były pojęcia ważne dla młodych umysłów.
     Biblioteka czyni wiele dobrego dla miasta, ma nawet własną gazetę,  urządza świetne wystawy, robi dużo. 
     Przy okazji podziękowania dla Pani Doroty, mojej opiekunki i dyrekcji WiMBP w Zielonej Górze za sprawną organizację, takt, znakomite przyjęcie, posiłki i noclegi. Długo się pamięta takie dni.  
     
 
    W WOŁOWIE    

     Z inicjatywy starosty wołowskiego, Macieja Nejmana, posła, Marka Skorupy i środowisk kresowych została zorganizowana 23.10.09 r. w budynu Starostwa konferencja poświęcona Kresom i ich tragedii. Z referatami wystąpili: ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który mówił o ludobójstwie, dr Bogusław Paź  z Uniwersytetu Wrocławskiego, który mówił o kłamstwie i jego odmianach oraz prokurator Przemysław Cieślik z IPN, który złożył relację  z postępu prac dotyczących zbrodni ukraińskich nacjonalistów.
     Mnie przypadła rola pisarza, który opowiada o swoich książkach, o tym, jak powstają, z jakich źródeł się biorą i jaki świat przedstawiają. Szczególną uwagę zwróciłem na to, że historii nie należy odkładać na bok, bo się jej nie da odłożyć. Ona bowiem w nas żyje i ciągle poraża swoimi zbrodniami. Do dziś Kresowianie budzą się zlani potem, gdy we śnie widzą wciąż te same sceny gwałtów, mordów i bestialskich rzezi. 
     Trzeba pogratulować władzom starostwa, że z sumienną odpowiedzialnością traktują swoich mieszkańców, budując tożsamość regionu w opraciu o prawdę historyczną. To bezcenna rzecz. Jak się chce, to można to zrobić.       

    ZNAKOMITA   ORGANIZACJA 

    Niezwykle starannie, wręcz wzorcowo zostało przygotowane 17.09.09 spotkanie w Centrum Kultury w Kobierzycach, koło Wrocławia, poświęcone Kresom, ich wielkiej kulturze i dramatowi.  Pełna sala ludzi, blisko 150 osób,  lokalne władze,  Kresowianie i ich rodziny, ale także miłośnicy książek kresowych z innych regionów. Przybyli, by przypomnieć sobie dawne czasy, historię ich ziemi, by posłuchać pisarza, ale także artystów i zespoły ludowe. Opowiadałem o Kresach, ich wielkości i pięknie, ale też o ludobójstwie dokonanym na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów spod znaku UPA i OUN. Co mnie zdumiało i wzruszyło, to fakt, że problematyka kresowa tak badzo ważna jest dla wielu czytelników.  Książki, które moi wydawcy z tej okazji dostarczyli, "Nienawiść"" oraz "Ukraiński kochanek" zniknęły błyskawicznie. Głód prawdy jest ogromny.
     Redaktor Grażyan Orłowska- Sondej pokazała fragmenty ciekawych  reportaży spod Lwowa, Wilna i Białorusi. I zrelacjonowała swoje podróże po starych śladach polskiej kultury, których, niestety, na Wschodzie jest coraz mniej.  
     Urocze panie i panowie  z zespołu ludowego z wigorem i długo śpiewali lwowskie piosenki. A znakomici artyści, duet małżeński, Dorota Ujda-Jankiewicz, sopran  i Andrzej Jankiewicz, tenor, dali popis wirtuuzerii, wykonując arie operowe Moniuszki( Kresowianina), budząc zachwyt u publiczności.  
      Brawom nie było końca. Atmosefra wspaniała, a dyrektor Centrum Kultury poinformował zebranych, że to już drugie takie spotkanie i zaczyna się tutaj budowanie pięknej kresowej tradycji, a on dołoży wszelkich starań, by za rok mieszkańcy Kobierzyc i okolic znowu mogli się spotkać.  
      Słowa szczególnego uznania należą się pani Ewie Gacek, kierowniczce biblioteki w Kobierzycach, bezpośredniej organizatorce, za tak znakomicie przygotowane popołudnie. 
      Goście z podziwem wyrażali się o gospodarzach. Mogli do woli wspominać i na nowo przeżywać dawne czasy. A dla wielu z nich była to też okazja do odświeżenia znajomości.
      Następne spotkanie, tylko bardziej kameralne, ale bogate treściowo,  miało miejsce w Tyńcu Małym. Wracałem urzeczony gościnnością i  determinacją ludzi kultury w tej gminie, by siać ziarno wiedzy o literaturze, polskiej historii i pomagać zrozumieć współczesność.  

       OAZA WOLNOŚCI 
 
       Długą i burzliwą dyskusję miałem w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Polanicy, gdzie najrozmaitszymi innowacjami i pomysłami może się pochwalić dyrektorka tej biblioteki, pani Krystyna Dzieczkaniec. Na powitanie autora przygotowała bogatą informację, wiadomości  o książkach, fotografie okładek,  biografię twórczą, wystawę powieści, słowem pełna wiedza i  perfekcja. A po spotkaniu rozgorzała jak za najlepszych czasów prawdziwa dysputa. Nie było zmiłuj się. Prawda w całej jaskrawości. Dyskutantów było wielu. Opowiadali o swoich przeżyciach na Kresach,  straszliwych mordach, ale też o pięknie ziemi kresowej oraz o wrażeniach z lektury moich książek, "Nienawiści" i "Ukraińskiego kochanka".  Dawno nie miałem tak szczerej, sięgającej w głąb dziejów dyskusji.  
       W czasie, gdy niektóre uniwersytety odwołują konferencje naukowe, poświęcone Kresom, bo się boją, Bóg wie, czego, Polanica zajaśniała jak wielka, biała gwiazda. Oaza wolności. Po takim spotkaniu rośnie w człowieku wiara w ludzi i sens pracy twórczej. 



Głównym punktem spotkania Oddziału wrocławskiego UPR, była prelekcja Pana Stanisława Srokowskiego – jednego z najodważniejszych polskich pisarzy, opisujących wydarzenia mające miejsce na kresach wschodnich, w latach 40’ XX w. oraz skutki, jakie za sobą niosły.

Historia zawsze oddziałuje na współczesność. Aby zrozumieć dzisiejszy świat, należy zrozumieć historię. A co kształtuje dzisiejszy świat? Nie tylko teraźniejszość. Dzisiejszy świat jest pełen następstw tego, co wydarzyło się dawno temu. Niektórzy mają inny pogląd. Historię Kresów traktują jak zatopioną Atlantydę, do której lepiej nie wracać. Prawdą jest, że Kresy miały i wciąż mają, ogromny wpływ na historię Polski. Tworzyły się tam prądy intelektualne, naukowe, literackie, artystyczne itp. „Kresy budowały VII wieków naszej kultury” – jak zaznaczył prelegent. Należy zadać sobie pytanie – „Kim byśmy dzisiaj byli, gdyby nie Kresy oraz ludzie, zamieszkujący je w tamtych czasach?” Na koniec tego akapitu – jako ciekawostka – terminu „kresy” użyto po raz pierwszy dopiero w 1854 r. i dokonał tego jeden z popularnych w tamtych czasach pisarzy.

Kresy cechowała multikulturowość. Pan Stanisław przywołał swoje wspomnienia z okolic Tarnopola, gdzie wychowywał się jako dziecko. Używano tam kilku języków, stykały się ze sobą różne nacje i religie. Pomimo tego, był tam niesamowity spokój. Dominowało myślenie „Nie ważne – Polak, Żyd czy Ukrainiec – mieszka tutaj, więc jest tubylcem…”. Doświadczył tego sam prelegent oraz jego rodzice i dziadkowie, którzy mu o tym opowiadali.

Jaki jest udział Kresów w kształtowaniu naszej kultury? Ogromny. Pochodzi stamtąd m.in. wiele kolęd i modlitw. Żyło tam również wielu poetów i pisarzy. Na przykład – Adam Mickiewicz, który zaszczepił ogromne poczucie wolności w Polsce oraz dumę narodową, honor… Zagrzewająca do walki twórczość Mickiewicza oraz innych literatów-patriotów, była jedną z przyczyn powstań i zrywów narodowych. Społeczeństwo, co niektórzy mylnie uważają za właściwe, nie może się od tego odciąć. Bo społeczeństwo, które odcina się od źródła swojej kultury i tradycji – jest chore. „Historia kształtuje naszą rzeczywistość”. Aleksander Fredro, napisał kiedyś, że należy mieć honor i dystans do siebie. Pamiętajmy o tym. Pozostali twórcy, zamieszkujący Kresy to m.in. Konopnicka, Parandowski, Iwaszkiewicz, Rodziewiczówna oraz Słowacki.

Wśród japońskiej inteligencji przeprowadzono sondę – Kogo najbardziej cenisz wśród Polaków? Dominowały odpowiedzi: Chopin oraz Józef Łukaszewicz oraz Banach – wybitni, na skalę światową, matematycy. Skąd pochodzili – z Kresów. Podobnie zresztą jak wielu wybitnych ludzi – z dosłownie każdej dziedziny, czy to monarchów, pisarzy, malarzy, muzyków…

Zasmucające jest to, że Polacy nie zdają sobie sprawy z tego, jaki wpływ Kresy wywarły i wywierają na dzisiejszą Polskę. Sam Józef Piłsudski powiedział ”Polska jest jak obwarzanek, pusta w środku, pełna po brzegach…”, mając oczywiście na myśli Kresy.

Cały czas, mówiąc o naszych dawnych ziemiach, przywracaliśmy pozytywne wspomnienia, które napawają nas radością i dumą. Niestety nie zawsze Polakom żyło tam się dobrze. Miały tam miejsce niewyobrażalnie dramatyczne wydarzenia, najprawdopodobniej najgorsze w dziejach całej Polski. Wydarzenia te, p. Stanisław opisał w swojej najnowsze książce „Ukraiński kochanek”, używając w niej klarownego języka, by dotrzeć zarówno do młodszego, jak i do starszego pokolenia. Jest w niej mowa o zbrodniach, dokonanych na Polakach, ale nie tylko... Jedno z ludobójstw, miało miejsce w 1915 r. Dokonali tego Turcy na... Turkach i Grekach, drastycznymi metodami, mającymi na celu spowodowanie jak największego cierpienia, którymi chełpili się oprawcy. Wymordowano wtedy około 15 milionów ludzi. W książce znajdują się również drastyczne opisy oraz zdjęcia, powodujące, że niektóre strony po prostu się opuszcza…

Informacje o tragicznych wydarzeniach docierały do rodziny p. Stanisława powoli, w dużych odstępach czasu. Jako dziecko i osoba, która wychowała się w sielskim pokoju – nie wiedziała co to znaczy „zabić”, a tym bardziej „okrutnie zabić”. Dopiero po jakimś czasie, gdy dochodzące wiadomości były bogatsze w szczegóły, jakimi metodami znęcano się i zabijano ludzi – p. Stanisław kojarząc przedmioty takie jak siekiera, czy piła, którą często po prostu krojono ludzi – zaczął bać się, wiedząc co wkrótce może czekać jego i jego rodzinę. „Śmierć szła do nas falami”

Pierwszy incydent, jaki zdarzył się w rodzinnej miejscowości prelegenta, miał miejsce w październiku 1943 r., kiedy dwóch mężczyzn przyjechało po księdza proboszcza, jak tłumaczyli – w sprawach urzędowych. Nie zastali go, więc zabrali jego siostrzeńca, 18 letniego chłopaka. Z tej wyprawy już nie wrócił.

[Uwaga, opis drastycznych scen! Jeśli masz słabe nerwy – nie czytaj!]

Założyli mu pętle na szyję i ciągnęli go tak aż do lasu. Ofiara szybko po ruszeniu powozu, złapała pętle, dzięki czemu przeżyła. Po przybyciu do lasu, tam przywiązali go do drzewa i znęcali się nad nim. Rozpalili ognisko pod jego stopami, a gorące i żarzące się węgielki, przykładali mu do oczu. Odcięli język, ręce… A potem całego go podpalili. Żywcem. Nie mieli żadnych zahamowań. Żadnych.

[Koniec drastycznych scen]

Pan Stanisław, zobaczywszy przywiezione ciało jego starszego rówieśnika, co było niesamowicie okrutnym widokiem – przeraził się i zrozumiał, co się dzieje.

W lutym 1944 r. rodzina oraz sąsiedzi Pana Stanisława otrzymali wiadomość, że niedawno cała, duża wieś została napadnięta i wymordowana. Wykorzystano do tego wszystkie stodoły we wsi, w których palono ludzi na żywca, po 10, 20, 50 osób… Fala mordów zbliżała się coraz szybciej do Tarnopola, w którego okolicach mieszkał wtedy nasz prelegent.

W sierpniu 1944 r. ukraińska przyjaciółka matki Pana Stanisława, przekazała im wiadomość „Dziś przyjdą nas mordować w nocy”. Bez wahania, zaproponowała całej jego rodzinie, że ukryje ich na noc w swojej stodole. Byli tam bezpieczni, ponieważ ukraińskich zabudowań, jak i samych Ukraińców wówczas nie palono. Kiedy przyszła tam fala mordów, okrutni oprawcy, szukali ludzi wszędzie – nawet w obornikach, przeszukując je widłami. Bo takimi sposobami, ludność próbowała przetrwać. Kiedy ocaleni wyszli ze schronienia, im oczom ukazał się okropny widok – wszystko spalone, jeszcze dymiące się, umierające zwierzęta i ludzie. Jedna z ocalałych mieszkanek, zobaczywszy to, osiwiała, choć nie była w podeszłym wieku.

Teraz zajmijmy się źródłem ukraińskiego faszyzmu, jego założeniami i przede wszystkim – skalą mordów. Wodzem ukraińskich faszystów, którzy stanowili, mogłoby się wydawać - jedynie 1% społeczeństwa ukraińskiego, był Dmytro Doncow, który tłumaczył Mussoliniego na język ukraiński. Był również zachwycony Hitlerem i jego polityką. Chciał wprowadzić podobne zmiany na Ukrainie. Faszyści mordowali Polaków w czterech województwach, łącznie pozbawiając życia około 200 000 naszych rodaków. Zabijano ich na 360 sposobów. Trzy, okrutne metody, opisano poniżej:

[Uwaga, opis drastycznych i obrzydliwych scen! Jeśli masz słabe nerwy – nie czytaj!]

1) Wiązano ofiarę do stołu bądź pala. Nacinali jej skórę, co traktowano jako zabawę. Następnie zranione miejsca posypywano solą, by jeszcze bardziej wzmocnić cierpienia. Dokonywali tego ojcowie, na oczach swoich synów, by ci uczyli się od nich, jak należy postępować. Jako dowód bohaterstwa traktowano przyniesienie całych płatów skóry ofiary do faszystowskiego „zwierzchnika”.

2) Mordercy wpadali do domu rodziny, spożywającej niedzielny, uroczysty obiad. Odcinali głowy córkom, synom, potem ojcowi. Na końcu wkładali jedną z odciętych głowę do talerza i kazali ją jeść matce.

3) Piłowano ludzi na pół. Żywcem.

[Koniec drastycznych opisów]

„Jeśli nie będziemy o tym mówić – to to się powtórzy” – powiedział prelegent. Należy o tym mówić, tępić to, jednak nie zarzucając tego potomkom zbrodniarzy, ponieważ oni nie mieli na to wpływu. Świadomość Polaków o tych wydarzeniach jest porażająco niska – zaledwie 14% Polaków wie o zbrodniach dokonanych na ich przodkach, przez ukraińskich faszystów.

Obecnie na Ukrainie kwitnie faszyzm. Faszystowskie organizacje mają wpływ na politykę Ukrainy, stawiane są tam pomniki zbrodniarzom… Prelegent zwrócił uwagę na dwa systemy wartości – dla jednego zabójca jest bohaterem, bo ratował naszych rodaków, a dla drugich – jest zbrodniarzem, bo zabijał naszych rodaków… W Sejmie pojawiła się inicjatywa, by uchwalić ustawę, jednoznacznie potępiającą zbrodnie dokonane w tamtych czasach. Jednak posłowie oraz Marszałek Sejmu nie mieli wystarczająco odwagi, by uczcić pamięć katowanych Polaków oraz potępić ich oprawców. „To, bardzo delikatnie mówiąc, jest hańba!” Należy sobie postawić pytanie – Czy „poprawność” polega na zapomnieniu zbrodni…? Książka prelegenta, którą wszystkim polecam, opowiada o problemie, z którym należy się zmierzyć. I to jak najszybciej. Pokolenia, pamiętające tamte czasy – niestety wymierają. A kto potem będzie o tym mówił? A, że historia lubi się powtarzać… Nasz prelegent, nie potrafi milczeć o tych wydarzeniach. Mówi o nich bez względu na „poprawność” i stosunki z innymi państwami. I właśnie tym pisze swoje książki…

Kolejną część spotkania wypełniła interesująca dyskusja, podczas której prelegent przybliżył jeszcze poniższe wątki:

Faszyści mordowali również swoich rodaków, którzy nie chcieli „walczyć” oraz utrzymywali kontakty z Polakami, czy to były małżeństwa polsko-ukraińskie czy wspólna pomoc. „Bohaterem” był każdy, kto mordował na polecenie zwierzchników. Opracowano wówczas „Dekalog ukraińskiego nacjonalisty”. Oto przytoczony punkt nr 8: „Nienawiścią będziesz traktował każdego, kto nie jest Ukraińcem”.

Organizacją broniącą Polaków przed mordami była Armia Krajowa, która zaczęła działać dopiero w 1943 roku, kiedy to „najgorsze było już za nami”. Działała ona głównie w większych miastach, a napady i mordy odbywały się zazwyczaj na wsiach, gdzie zbrodniarze nie obawiali się obrońców. Armia Krajowa była słabsza od wroga, ale pomimo tego robiła co mogła. Walczyła z honorem. Zupełnie inaczej niż ukraińscy nacjonaliści. AK wydało nawet rozkaz, by nie mordować dzieci, kobiet i starców pod żadnym pozorem. Sami faszyści byli zaskoczeni. Istniała również „Samoobrona Chłopska”, która zrzeszała prostych chłopów, którzy brali co mieli pod ręką – widły oraz kosy i walczyli.

Wszyscy doszli do wniosku, że w dzisiejszych czasach przedmiotem debaty publicznej jest samolot prezydenta i premiera. A o sprawach tak wielkiej wagi wciąż się milczy.

Celem ukraińskich nacjonalistów było wymordowanie całego narodu polskiego. Niszcząc przy tym nasze domy, a nawet drzewa, by nie pozostał po nas ani jeden ślad. Zbrodnie te trwały do 1947 roku, jednak terror psychiczny, jaki im towarzyszył, niektórych nęka do dziś. Przykładem jest poniższa sytuacja z lat 70’: Kobieta widzi na ulicę byłego zbrodniarza-faszystę, obecnie przemianowanego na komunistę. Idzie na milicję, by to zgłosić. Okazuje się, że to wysoko postawiony agent SB. A takich przypadków było więcej. Kobieta, zgłaszająca to, zniknęła bez śladu…
Zainteresowanych tematyką Kresów zaproszono na spotkanie z księdzem Isakowiczem – Zaleskim, które poświęcone będzie jego najnowszej książce „Przemilczane ludobójstwo na Kresach" oraz "Moje życie nielegalne". Odbędzie się ono w czwartek, 30 października, o godzinie 17:00, w klubie Literatury i Muzyki, na pl. Kościuszki 9 we Wrocławiu.
Marcin Malik (15:59)
*** 

Nazywam się Marcin Malik, mam 16 lat i mieszkam we Wrocławiu. Interesuję się polityką, ekonomią, podróżami, tzw. „rozwojem osobistym”, technologią informacyjną i nauką. 
(Blog roku 2008)



                                 





Powrót do strony głównej