23.04.12
AKADEMIA WIEDZY KRESOWEJ, KLUB MUZYKI I LITERATURY, WROCŁAW

Spotkałem się z kolejną bystrą i chłonną grupą młodzieży z LO przy ul.Tęczowej i opowiadałem jej o dziejach Kresów, ich skomplikowanej historii, położeniu geograficznym, ludności, religiach, życiu obyczajowym, relacjach między poszczególnymi mniejszościami etnicznymi. Potem uczniowie zadawali pytania, a na koniec najbardziej dociekliwi i spragnieni pogębionej wiedzy otrzymali książki wraz z dedykacjami.

Tego typu debaty historyczne bardzo się przydają w zrozumieniu najnowszych zjawisk społecznych i politycznych. Następne spotkanie poświęcone będzie kulturze i nauce.
19.04.12
BIBLIOTEKA MIEJSKA, FILIA NR 1, ul. SZTABOWA
Ważny i interesujący wieczór literacki, połączony z promocją trylogii kresowej. Od 20 lat biblioteki miejskie we Wrocławiu - poza dwoma wyjątkami- nie zapraszają mnie na spotkania z literaturą kresową, mimo, iż jak słyszę dokoła i czytam w ogłoszeniach, spotkań takich odbywa się tu wiele. Ale na mnie nałożono szlaban, do którego - rzecz jasna - nikt się nie przyzna. Niepoprawni politycznie pisarze są niebezpieczni. Nie skarżę się, tylko odnotowuję fakt, dla historii. Już się do tego przyzwyczaiłem. A na zaproszenia z innych miejsc nie narzekam. Z tym większą ciekawością szedłem na Sztabową.

Nie byłem pewien, czy zjawi się ktokolwiek, ponieważ utraciłem żywy kontakt ze swoimi czytelnikami w bibliotekach wrocławskich. Jednak zostałem bardzo przyjemnie zaskoczony. Sala wypełniona po brzegi, zainteresowanie ogromne, dyskusja dynamiczna i twórcza. Jak widać, nie da się odizolować pisarza od czytelników. Spotkałem też jednego z bohaterów mojej książki, z Buczacza.
.jpg)
Panie bibliotekarki bardzo miłe, sympatyczne. Czytelników jest tu wielu. Ta filia cieszy się dużą popularnością. Nie dziwię się, przyjazny klimat, życzliwe otoczenie, słowem jest się z czego radować. Po wykładzie o Kresach dużo pytań, a potem dedykacje i rozmowy kuluarowe. Dobrze i ciepło wspominam ten dzień. Dziękuję dzielnym paniom za tak sprawne przygotowanie promocji.

Gratuluję kierownictwu zdolności organizacyjnej, nawet kapryśny mikrofon nie był w stanie przeszkodzić w wielogodzinnym spotkaniu.
26.03.12
WOJEWÓDZKA BIBLIOTEKA PUBLICZNA

W Bibliotece Wojewódzkiej we Wrocławiu spotkałem się ze środowiskiem szlachty polskiej i miłośnikami kultury kresowej. Przybyło wielu zacnych i godnych Wrocławian, zjawili się nawet czytelnicy z Legnicy.

Wśród obecnych zauważyłem Kornela Morawieckiego, Hanię Łukowską - Karniej, dwie legendy „Solidarności Walczącej”, prezesa stowarzyszenia szlachty polskiej we Wrocławiu, Mieczysława Kopcia h. Kroje, dr Danutę Nespiak, Annę Fastnacht-Stupnicką, autorkę ważnej dla Kresowian książki o Polakach, którzy po II wojnie zostali we Lwowie, prof. Dorotę Heck, Michała Kwileckiego, inicjatora tej debaty, Marka Natusiewicza...

Pani Prof. Heck z Uniwersytetu Wrocławskiego po otwarciu spotkania przez prezesa Kopcia, opowiedziała rzeczowo o mojej twórczości.

Hania i Kornel
W swoim wystąpieniu skupiłem się tym razem na prezentacji socjologii kresów, ich wielokulturowości.

Dwie i pół godziny żywej, twórczej rozmowy o Polsce, bogactwie duchowym II RP i aksjologii tamtego świata. Pytań było bardzo wiele, więc debata stała się dla mnie niezwykle interesująca.

Prezes polskiej szlachty
Pod koniec, jak zwykle, czas na dedykacje.
Michał Kwilecki
16.03.12
WOŁÓW

W Wołowie, na Dolnym Śląsku, odbyła się 16.03.12 konferencja popularnopnaukowa, poświęcona problematyce kresowej. Inicjatorem i jednym z organizatorów tej konferencji był p. Henryk Bajewicz, prezes Stowarzyszenia Kresowego "Podkamień", człowiek wielkiehgo serca, prawy i rzetelny badacz zbrodni popełnionej przez UPA na Polakach mieszkających lub przebywających w dniach 12-16 marca 1944 r, w Podkamieniu, w woj. tarnopolskim.

W klasztorze Dominikanów schroniło się wówczas wielu uciekinierów z Wołynia, a także okoliczna ludność. Ukraińscy bandyci wymordowali w Podkamieniu w klasztorze i mieście kilkaset osób. Debata dotyczyła właśnie tego tragicznego aktu ludobójstwa. Z referatem wystapił prof. Bogusław Paź z Uniwersytetu Wrocławskiego, a mnie poproszono, bym opowiedział jak w moich powieściach kresowych odbija sie moja osobista i mojej rodziny biografia.

Na konferencję przybyły życzliwe dla tej inicjatywy władze miasta i starostwa, współorganizatorzy z Biblioteki Pedagogicznej, mieszkańcy wywodzący się z ziemi brodzkiej. Wołów szuka prawdy o tamtym czasie i pragnie ocalić od zapomnienia kawałek historii swoich obywateli. To jedno z najważniejszych miejsc Dolnego Sląska, w którym pamięć, wolność i prawda budują szacunek dla człowieka.

Rozmawiałem z wieloma Kresowianami, którzy opowiadali mi, że te spotkania mają dla nich ogromną wartość, wskazują bowiem, że ich tragedia nie została zapomniana, że są ludzie, którzy dbają o prawdę i nie pozwalają zapomnieć o jednej z najokrutniejszych zbrodni UPA. Podkamień to była piękna miejscowość, wspominają, wracają do niej myślami, tam trwało ich życie i tam zostawili swoich bliskich. Tam są groby ich rodzin.

Dodam, że mieszkał tam przez długi czas i pracował jeden z największych powojennych polskich pisarzy, Leopold Buczkowski. O nim będziemy mówić za rok.
07.03.12
AKADEMIA WIEDZY KRESOWEJ,
KLUB MUZYKI I LITERATURY

Moi dzielni studenci z LO przy ul. Tęczowej we Wrocławiu.
Po zajęciach w Akademii Wiedzy Kresowej. Wspaniała, wrażliwa młodzież.

Miałem wykład o dramacie polskich Kresów.
Historii uczy ich świetny pedagog, prof. Pieńkowski.

27-28.02.2012
UNIWERSYTET MK W TORUNIU
Przez dwa dni przebywałem na zaproszenie Uniwersytetu MK w Toruniu na wykładach poświęconych biografii pisarza i jej wpływom na twórczość w` kontekście trylogii kresowej.

Oba wykłady miały charakter seminaryjny. Zostali na nie zaproszeni głównie profesorowie z wydziału polonistyki, doktoranci i żywo zainteresowani tematem studenci.

Wprowadzenie do dyskusji miała Pani Prof. Grażyna Halkiewicz-Sojak, dzięki której staraniom do tych seminariów doszło.

Spotkania były niezwykle żywe i bardzo dla pisarza interesujące. Niektórzy czytelnicy z pierwszego seminarium przybyli na drugie, do Dworu Artusa, by kontynuować debatę o kulturze Kresów

No i rzecz jasna pojawiły się książki, a wraz z nimi dedykacje. Owocem szczególnym tych spotkań okazała się inicjatywa studentów, by zorganizwać w nowym roku akademickim konferencję popularno-naukową poświęconą Kresom. Gratuluję młodzieży inicjatywy i twórczej odwagi.

Miłą niespodzianką był widok pisarza, znajomego sprzed 30-tu lat, J. L. Ordana.
Gospodarze zadbali też o doskonałe warunki odpoczynku.
18.02.2012
OSTROPOLSCY

Stary, rycersko-szlachecki ród Ostropolskich wywodzący się mniej więcej z XIV w. z Kresów, z dwu regionów, stanisławowskiego i tarnopolskiego, dochował się potomków, którzy od wielu lat co roku spotykają się we Wrocławiu i budują drzewo genelogiczne.

Kilkakrotnie zapraszali mnie, bym opowiedział o historii Kresów i losie Kresowian w oparciu o moje powieści. Zwykle po spotkaniu trwała dyskusja i pytania o nowe moje książki. W tym roku było podobnie.
16.02.2012
MIEJSKA BIBLIOTEKA PUBLICZNA, FILIA 53, PRZY UL. HERCENA WE WROCŁAWIU
Trzygodzinne, kameralne, ale bardzo twórcze, żywe spotkanie w bliotece przy ul. Hercena we Wrocławiu, zorganizowane przez "Solidarność" biblioteczką, a w szczególnści przez p. Beatę Kryg.

Po wykładzie o sensie i znaczeniu kultury, o roli polskich Kresów w budowanu tożamosci narodowej, toczyła się ciekawa i barwna dyskusja m. in. o kłamliwych współczesnych elitach władzy, o tym, jak się nie dać ogłupiającej propagandzie mediów, o potrzebie i niezbędności w życiu publicznym zasad i norm moralnych.

Gratuluję organiztorom :)
15.12.2011
AKADEMIA WIEDZY KRESOWEJ
Drugie spotkanie z młodzieżą 17 LO we Wrocławiu z cyklu wykładów poświęconych polskim Kresom. Tym razem rozmawialiśmy o literaturze, sztuce i nauce na Kresach.

Dopiero gdy się spojrzy na zjawisko w panoramicznym ujęciu, widać jak wielką twórczą energią dysponowały Kresy przez 6 wieków obecności twórców i uczonych na tej polskiej ziemi. W literaturze pojawili się wtedy najwięksi polscy poeci, pisarze, artyści, uczeni. Ze Lwowa bierze swój początek polski sport, a szczególnie piłka nożna, pierwsze polskie organizacje sportowe.

Ze Lwowa wywodzi się harcerstwo. Na Kresach wydobywa się po raz pierwszy naftę. Z Kresów pochodzi najwybitniejszy polski trener. Kazimierz Górski i pierwszy polski kosmonauta, Hermaszewski.

Można by mnożyć dobra, które dla Rzeczypospolitej uczyniły Kresy. One w głównym stopniu kształtowały naszą tożsamość narodową. I one budowały w nas poczucie przynależności do wielkiej kultury europejskiej.

Gdy rozmawiałem o tym z młodzieżą 17 LO we Wrocławiu, widziałem te bystre oczy i mądre, uważne spojrzenia. A jeden z uczniów zaskoczył mnie wyznaniem, że przeczytał moją powieść, tom I z trylogii kresowej, "Ukraińskiego kochanka", i że to był jego samodzielny wybór, wzruszył mnie mocno, co naturalnie skrzętnie ukryłem. Nie wiem natomiast, czy nie przeraził się, że istnieje jeszcze tom II i III-ci.
12.12.2011
MIEJSKA BIBLIOTEKA PUBLICZNA W KĘDZIERZYNIE -KOŹLU
Po raz kolejnych, chyba już czwarty, gościłem w tej bibliotece. Zawsze mogę liczyć na wiernych czytelników, którzy wiedzą, że ostatnie moje powieści, które piszę, przenoszą ich do jednej z najpiękniejszych, najbardziej magicznych, ale też najbardziej dramatycznych krain świata.

Myślę o Kresach. Istotnie, fenomem na skalę światową. Przed 1939 r. II RP liczyła ok. 30 nacji. A ile kultur, języków, religii, obyczajów? Jak sobie układały relacje poszczególne nacje?

12 milionów Rusinów-Ukraińców, Żydów, Białorusinów, Niemców, Litwinów, Rosjan, Ormian, Turków, Tatarów, Karaimów, Łemków, Bojków, Hucuów,Czechów, Słowaków, Austriaków, Rumunów, Greków, Gruzinów itp,itd. Państwo polskie musiało mądrze sprawować rządy, skoro przez 20 lat nie doszło do większych napięć. Naturalnie, pamiętamy z lat 1920-1939 terror ukraińskich nacjonalistów.

Wiemy o protestach przedstawicieli innych nacji, jednak nie dochodziło do większych tragicznych wydarzeń, które by spowodowały klęskę, nieszczęście, czy załamanie struktur państwowych.

Ludy mieszały się, powstawały mieszane małżeństwa, przyjaźnie, sympatie, młodzi kochali się, łąc zyli rodziny, ludzie uczyli się wzajemnie od siebie szacunku i zrozumienia. Współpraca, lokalne więzi, wspólne interesy były ważniejsze od konfliktów. Dopiero wojna zniszczyła wszystko.

Napad Niemców, potem Sowietów i wreszcie ludobójstwo, jakiego dokonały bandy UPA/OUN na Polakach, Żydach, Ormianach, ale także na samych Ukraińcach ... spowodowały wielkie spustoszenie materialne i duchowe. O tym wszystkim są moje książki. I o tym rozmawialiśmy też w bibliotece. Na spotkanie przyszło wielu Kresowian. Przewodzi im znakomity prezes Witold Listowski, inicjator ważnych przedsięwzięć społecznych i kulturowych w regionie.
23.11.2001
AKADEMIA WIEDZY KRESOWEJ
Dzisiaj, 23.11.2011, rozpoczęła działalność pierwsza w Polsce Akademia Wiedzy Kresowej w Klubie Muzyki i Literatury we Wrocławiu.

Miałem zaszczyt wygłosić wstępny wykład pt "Wiedza o Kresach jako akt samopoznania umysłu". Słuchaczami była młodzież LO nr. 17 we Wrocławiu z prof. Robertem Pieńkowskim. LO nr 17 we Wrocławiu słynie m.in. z rzetelnego i twórczego traktowania dziejów Rzeczypospolitej. Szkołą kieruje dyr. Roman Kowalczyk, otwarty na nowe inicjatywy.

W trakcie wykładu zwracałem uwagę na dwie linie rozwoju człowieka, jedną idącą ze strony genetyki i drugą, idącą ze strony kultury. Obie są bardzo ważne. Jeśli zrozumiemy, na co mamy w naszym życiu wpływ, a na co nie mamy, albo mamy bardzo ograniczony, łatwiej będzie nam funcjonować w życiu społecznym. Mówiłem też o tym, iż badanie własnej przeszłości, staje się w gruncie rzeczy badaniem naszej przydatności dla czasów współczesnych. W tym kontekście Kresy jawią się, jako wielkie wyzwanie umysłu. Kto nie pojmie roli Kresów w budowaniu tożsamości narodowej, ten będzie miał ogrome kłopoty z identyfikacją.
Młodzież z uwagą słuchała wykładu, a potem zadwała pytania.

Zapraszam dyrekcje szkół, prof. języka polskiego i historii z Wrocławia i okolic na nasze zajęcia. Dzięki spotkaniom w A.W.K. poznamy lepiej samych siebie. I łatwiej siebie zrozumiemy

10.11.2011
TYNIEC MAŁY - BIBLIOTEKA
Byłem w tej bibliotece kilka lat temu. Ludzi mnóstwo, miła atmosfera, ciekawa rozmowa o książkach.

Tym razem spotkanie mocno kameralne, ale i sympatyczne, choć bez takiego rozmachu organizacyjnego jak w Bielanach, raczej skromne, no, ale z ciastkami i herbatą. Były chyba jakieś kłopoty komunikacyjne. Zaskakującym dla mnie akcentem okazało się spotkanie z dawnym znajomym z "Solidarności" chłopskiej z 1980 r., kiedy byłem w tej organizcji doradcą i przez pewien czas rzecznikiem praswym. No, a teraz ten znajomy jest sołtysem wsi, bardzo aktywnym, działa w stowarzyszeniach społecznych, ciekawa, twórcza postać.
Przez dwie godziny rozmawialiśmy o książkach, Lwowie, Tarnopolu, Wołyniu i Stanisławowie, a więc, rzecz jasna, o polskich Kresach. Bo sporo mieszkańców tej wsi wywodzi się w swoich korzeniach właśnie z ziemi kresowej. Pamięć trwa. I dobrze, że się o własnej historii nie zapomina. A moje książki, które zdobyły czytelniczki, pewnie zostaną dla przyszłych pokoleń. Co za pewność! Nie?!
09.11.2011
BIELANY - SPOTKANIE W BIBLIOTECE
To było już kolejne spotkanie z czytelnikami w gminie Kobierzyce. Dzięki inicjatywie p. kierownik biblioteki z Gminnego Centrum Kultury i Sportu, Pani Ewie Gacek, od kilku lat mam okazję do wieczorów autorskich i licznych rozmów o książce, teatrze, muzyce, plastyce, słowem o literaturze i sztuce.
W tej gminie ceni się kulturę. Przykładem tego może być m.in. niedawno oddany do użytku nowy budynek w Bielanach, w którym właśnie byłem, a bibliotekę prowadzi Pani Damiana Nowak. Budek pełen pomieszczeń dla działań kulturotwórczych, kółek zainteresowań, tańców, nauki języka itp. Tam, odbyłem spotkanie i o nim słów kilka. W liście do P. Damiany napisałem m.in.

"To była duża przyjemność spotkać się z Państwem, rzeczowa, mądra i dynamiczna dyskusja, wiele pytań, sporo młodzieży, intelektualna radość".

Istotnie tak było. Na sali zjawiła się lokalna inteligencja, nauczyciele, bibliotekarze, instrukorzy, mieszkańcy Bielan i okolic, kresowiacy, młodzież szkolna.
Rozmawialiśmy głównie o kulturze Kresów i i ich dramatycznej historii. A przyczynkiem do dyskusji była moja nowa powieść z cyklu trylogii kresowej " Ślepcy idą do nieba".
Zauważyłem ogromne pragnienie poszukiwaniami prawdy o naszej historii. Debata trwała trzy godziny, co świadczy o jej temperaturze i była utrzymana na wysokim poziomie merytorycznym. Mile mnie zaskoczyła młodzież szkolna, który była starannie przygotowna, notowała przebieg dyskusji i zadawała mądre, ważne pytania.
Oby więcej było tak świetnie przygotowanej do debat społeczości lokalnych.
20/21.09.11
NIEZWYKŁE SPOTKANIE W MUCHOWIE

Jest w Muchowie, koło Jawora pałac z pięknym otoczeniem, parkiem, fosą, a niedaleko atrakcyjna górką, na która turyści się wspinają.

Mnie zaprosili uczniowie Technikum Elektroenergetycznego z Legnicy, którzy ukończyli szkołę w 1967 r. Dziś stateczni, poważni panowie, inżynierowie, szefowie firm, doradcy.

A ja niegdyś byłem ich polonistą. No i postanowili mi przypomnieć dawne stare czasy, a to, jak stawiałem na jednej lekcji jednemu uczniowi 10 ocen niedostatecznych, co by dziś zostało uznane za maltretowanie i znęcanie psychiczne.

A to, jak musieli wkuwać lektury, bo potrafiłem spytać, na której stronie jakiegoś dzieła bohater rozbiera się do naga, a na której tylko częściowo.

A to jak robiłem dyktando i kazałem im nawzajem sobie sprawdzać teksty. Uczyłem prawdziwej współpracy, współdziałania, ostrych sporów, debaty, samodzielnego myślenia. Przygotowywałem do czasów, które nadejdą. Trochę o tym wiedzieli. Słowem, jak to przy takiej okazji, wspominków było wiele.

Ucieszyłem się z tego spotkania, bo potwierdziło ono, że surowy nauczyciel nie musi być zapomniany. Oto dalsze fotki z tego spotkania. Pozdrowienia, Panowie. I dużo zdrowia życzę.
11.09.11
KORFANTÓW
Stowarzyszenie Kresowian z Korfantowa już po raz kolejny zorganizowało dla swoich członków, ale też dla licznych gości z innych regionów, spotkanie poświęcone polskim ziemiom kresowym. Występowało wielu mówców.
.jpg)
Nie była to typowa konferencja, raczej biesiada w dawnym stylu, gdy się zejdą rodacy i debatują o swoim życiu, historii, obyczajach i kulturze. Mnie przypadł w udziale krótki wykład o strukturze ludności na Kresach, a potem przy stoliku z książkami rozmowy o literaturze i jej znaczeniu dla rozwoju człowieka i kraju.

Szkoda, że zabrakło młodzieży. Ale tradycja spotkań trwa i chwała organizatorom.
MUZEUM W PISZU
7.09.11

Dla autora to sama radość spotkać tak chłonne umysły. Nigdy tam nie byłem, nikogo osobiście nie znałem, a gdy przyszedłem, poczułem się jak u siebie w domu.

Serdeczna, życzliwa atmosfera. Z okazji promocji moich książek przygotowana specjalna wystawa z motywami kresowymi, starannie wyeksponowana.

Sala widowiskowa wypełniona. Eleganckie damy, dostojni panowie, młodzież, inteligencja, nauczyciele, studenci, pracownicy placówek kultury.

Nie sądziłem, że książki kresowe zainteresują tak liczne grono. A zainteresowały. Ci, którzy chcieli, mogli je nabyć.

Dyskusja była gorąca i trwała długo, a później, ma się rozumieć, kuluarowe rozmowy. Przyjazny, pełen godności i poszukiwań sensownej drogi rozwoju Pisz. 
PRABUTY
8/9.09.11

Pierwsza po prawej dr Lucyna Kulińska
Z Mazur wybrałem się do województwa pomorskiego. Co za niezwykłe miasto - Prabuty!

Już sama nazwa budzi szacunek. Kiedy prezes lokalnego stowarzyszenia Kresowian, Andrzej Mosiejczyk, namawiał mnie, bym się nie wahał odbyć tej dalekiej podróży, przyznaję, nie byłem pewien, czy zdobędę się na odwagę.

To kawał drogi, nieznany teren, żadnej pewności, że znajdzie się choć jeden czytelnik. A na dodatek konferencja kresowa. Dla kogo? A okazało się, że konferencja ta, a także spotkania i rozmowy z czytelnikami, przerosły wszelkie oczekiwania.
Na konferencji wystąpili: dr Lucyna Kulińska, ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, ksiądz Władysław Łukasiewicz, który przyjechał specjalnie z Ukrainy oraz młody mieszkaniec miasta, miłośnik piłki nożnej, Andrzej Ochał, który opowiadał o związkach, jakie mają Prabuty ze Lwowem, a dokładniej mówiąc, z klubami piłkarskimi stolicy Kresów, szczególnie z Pogonią. Piękne, mądre wystąpienie.

Najpierw jednak uwaga skierowana była na dr Kulińską i ks. Tadeusza. Oba wykłady były interesujące i zyskały uznanie publiczności.

Ja opowiadałem o nauce i kulturze na Kresach, a potem z czytelnikami o konkretnych książkach kresowych. Zdumiewające, że na sali widowiskowej Domu Kultury w pełni zajętej, przeważała młodzież. To fenomen. Nigdzie nie widziałem na spotkaniach kresowych tak dużo młodzieży. Zwykle przychodzi starsze i średnie pokolenie, a tu taka niespodzianka.

Inną niespodzianką był ciekawy i sprawnie zagrany spektakl teatralny "Super Nowa z Obrzynowa" pt. "Bieda z nędzą", zrealizowany przez jeden z zespołów wiejskich.
No i lokalna władza, mądra, odważna, potrafi szanować tradycję i umie dobrze ją spożytkować w nowych czasach. To sztuka, której na ogół władza dziś nie zna. Energiczny burmistrz, ceniony wśród lokalnej społeczności gospodarz, z wykształcenia historyk, humanista, Bogdan Pawłowski, pokazał prawdziwą klasę człowieka, który umie rozumnie wiązać historię ze współczesnością. Choć sam z urodzenia nie jest Kresowianinem, w duchu jest nim w całej pełni. Jak każdy, kto wie coś o Polsce.

Złożyliśmy też kwiaty na symbolicznej kresowej mogile, na cmentarzu, uczestniczyliśmy w Mszy Św. i radowaliśmy się przyjaznymi, życzliwymi spojrzeniami.

Harcerze prezentowali nasze książki. Wracałem pełen wrażeń.
MBP GIŻYCKO
7.09.11
Bardzo sympatyczne i dociekliwe grono czytelników. Sporo pań, wiele z nich czytało już moje książki, ale jedna oznajmiła po wykładzie, że trylogia kresowa jest tak okrutna, iż ona jej całej nie przeczyta. 
Ta wypowiedź jeszcze bardziej pobudziła uczestników debaty do sporów o sens literatury obrazującej dramat ludobójstwa. Na szczęście owa pani była w odosobnieniu.
Czytelnicy potwierdzili, że trudne książki pokazujące tragedię Polaków są niezbędne dla zrozumienia naszej historii i czasów współczesnych. Obiecaliśmy sobie następne spotkanie.
6.09.11
OLSZTYN
KAWIARNIA LITERACKA
Z dużą ciekawością jechałem na spotkanie do Olsztyna. Pierwszy raz tam byłem.

Rozmowa o Kresach i ich znaczeniu dla Polski odbyła się w Kawiarni Literackiej.

Spotkanie zaaranżował red. nacz. "Debaty", znakomitego, kulturotwórczego pisma olsztyńskiego, Dariusz Jarosiński, który też wspomógł mnie w pokonywaniu licznych tras i wskazywał najbardziej atrakcyjne miejsca regionu. Dyskutantów i czytelników nie zabrakło.

Zamieszczam tu pamiątkowe zdjęcie najbardziej aktywnych uczestników. Spotkanie odbyło się z okazji promocji nowej książki "Ślepcy idą do nieba".

Z radością przywitałem się z dawno niewidzianym świetnym olsztyńskim poetą i prozaikiem, Erwinem Krukiem. Poznałem też osobiście kilku zacnych profesorów tamtejszych uczelni oraz historyków z IPN.

Po dyskusji w Kawiarni toczyły się też długie rozmowy kuluarowe. W sumie ponad 4 godziny uczty duchowej. Dobre, miłe i ważne wspomnienia.
***
I na koniec relacja prasowa
http://www.olsztyn24.com/news/14408-kresowa-trylogia-w-ksiaznicy.html
Oto kwiatek postępowego dziennikarstwa. Widać oświecony umysł żurnalistki i praworządną linię ideologiczną redakcji. I co najcenniejsze: gazeta wykryła w moim umyśle ( a także niemal u wszystkich dyskutantów) potwora nacjonalizmu, a nie daj Boże, i faszyzmu. Zgroza!!! Dzielna redakcja. Towarzysze czuwają!!! Pewnie po takim pasztecie już żadna biblioteka nie odważy się demona zła zapraszać na spotkania :)
***
6.09.11
DOBRE MIASTO
Przez tydzień gościłem na Warmii i Mazurach. Przepiękne krajobrazy, cudowni, gościnni ludzie. Kilka dni nocowałem w leśniczówce, w Lipowie.
Długie leśne spacery, rozmowy z sarnami i ptakami.

A potem poranki literackie, wieczory autorskie, konferencje popularno-naukowe. Gospodarze w leśniczówce zadbali o zdrowe, smaczne posiłki. A organizatorzy spotkań twórczych spisali się na medal. Poniżej zdjęcia z Biblioteki Publicznej w Dobrym Mieście, sala pełna czytelników, ważna, ciekawa dyskusja, chłonne umysły, sporo młodzieży. Duże brawa dla pań bibliotekarek i tamtejszego koła miłośników książek.

Trzeba dodać, że debaty literackie wspomogła zasadniczo Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Olsztynie. Dziękuję za zaproszenia.

9.07.11
WOŁÓW, TEATR KRESOWY
Odwiedziłem Wołów, gdzie oglądałem spektakl pt. "Ballada o Wołyniu" Teatru Nie Teraz z Tarnowa. Wyreżyserował go Tomasz A. Żak, a zespół zaprosił znakomity prezes stowarzyszenia Kresowian z Podkamienia, Henryk Bajewicz.

To pierwszy znany mi poważny i ekspresyjny obraz sceniczny tragedii kresowej. Inscenizator wykorzystał autentyczne wspomnienia kobiety z Wołynia, fragmenty prozy Odojewskiego, dokumenty historyczne, książkę Doncowa oraz apokalipsę wg. św. Jana. Ta rozmaitość gatunków, języków i stylów stała się dużym wyzwaniem dla reżysera i aktorów. Głównie ciężar niosły na sobie trzy młode artystki. Spektakl utrzymany w pierwszej części w dość konwencjonalnej i statycznej formie przekazywał widzom obrazy grozy i przerażenia, chwilami zbyt amatorsko potraktowane. W drugiej części nastąpiło ożywienie, akcja potoczyła się żwawiej, pojawiły się pieśni, sceny obyczajowe, zmienił się rytm spektaklu. Przedstawienie nabrało barwy i tempa.

Wydaje się jednak, że wstępna propozycja, recytowanie nazwisk zamordowanych dzieci w monotonnym rytmie nazbyt się wydłużyło. I chyba lepiej by było, gdyby dwie osoby tu występowały, na przemian kobieta i mężczyzna, a nie jedna. W W sumie jednak przedstawienie uznać należy za dobry początek obrazowania dramatu kresowego na polskiej scenie.

Polscy artyści przez długie lata nie dojrzeli bowiem do zaprezentowania największej tragedii Polaków w dziejach Rzeczpospolitej, a jednej z dziesięciu najbardziej krwawych scen ludobójstwa na świecie. A władze komunistyczne, a teraz w wolnej( ?) Polsce nie sprzyjały i nadal nie sprzyjają takim inicjatywom, boją się ich. Tym większe słowa uznania dla ekipy wykonawców za ich odwagę i siłę wyrazu.

Na zdjęciu STS z reżyserem, po prawej, po przedstawieniu. Publiczność dopisała i była niezwykle poruszona. Oczekiwała na spotkanie z zespołem teatralnym i na dyskusję o tym ciekawym i ważnym dla kultury wydarzeniu. Niestety, program takiej dyskusji nie przewidywał. A szkoda.
03.07.11
Jasna Góra
Przez dwa dni przebywałem w Częstochowie. Pierwszego dnia spacery po mieście i prywatne rozmowy. A w niedzielę udział w Światowym Zjeździe Kresowian na Jasnej Górze. W Auli O. Kordeckiego podpisywałem książki.

Ważne dla Kresowian spotkanie, jednak zbyt ceremonialne i mało merytoryczne. Słowo "światowy" nijak do tego spotkania nie pasuje, bowiem gości z zagranicy było niewielu. Najpierw ksiądz Tadeusz Isakowicz- Zaleski wygłosił piękną i mądrą homilię, a potem zebrani przeszli do miejsca przeznaczenia.

Zjawiło się sporo młodzieży i przedstawicieli organizacji młodzieżowych. To duża zaleta Zjazdu. Ale wadą było zbyt natarczywe trzymanie się mikrofonu przez organizatorów, co skutkowało tym, że zabrakło czasu dla ważnych głosów.

Jeszcze większą wadą okazały się puste obietnice i uchwały z ubiegłego roku, z realizacji których nie usłyszeliśmy sprawozdania. Bo i cóż z tego, że co roku uchwala się najprzeróżniejsze dokumenty, z których potem nic nie wynika. Nie są to najlepsze skojarzenia. Przypominają niezbyt dobre czasy.

Pojawił się chyba też wątpliwy projekt, choć do mnie nie dotarł, ale mówili mi o tym inni, tworzenia partii Kresowian. Boję się, że to kolejne przedwyborcze puste hasło. Sprawdzimy to za rok. Ale słomiany zapał nas pogrąża. Tą sprawą i innymi zajmę się w osobnym liście do Kresowian. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że Kresowianie przyjeżdżają na Jasną Górę, by pochylić głowę przed Świętym Obrazem, podziękować za ocalenie i pomodlić się za ofiary ukraińskiego ludobójstwa.
26.06.2011
SPOTKANIE TOWARZYSKIE PO 50 LATACH
Od lewej: Ania Lechwar, Bronka Tytlarz, Stasia Denys-Sochacka, Boguś Morejko, Jasio Kluska, Janek Lechwar
Spotkałem się z grupą koleżanek i kolegów ze studiów w Opolu, ale spotkanie odbyło się w Nysie. Niektórych z nich nie widziałem 50 lat. I zastanawiałem się, czy przypomnimy sobie siebie.

Przy obiedzie, od lewej: Bronka Tytlarz, Boguś Morejko, kelnerka, Janek Lechwar, Stanisław Srokowski, Stasia Denys-Sochacka, Jasio Kluska
Miałem kłopot z rozpoznaniem tylko jednej koleżanki. Czyli z moją pamięcią nie jest najgorzej. A pamięć jest ważna dla rozumienia naszego życia.

Od lewej: Bronka Tytlarz, Boguś Morejko, Janek Lechwar
Gościnnymi gospodarzami okazali się Kornelia Czaja oraz Ania i Jan Lechwarowie. Odbyliśmy wiele ciekawych rozmów, pojawiły się naturalnie wspomnienia, bo jakże by inaczej, było trochę nostalgii, trochę dobrotliwej uszczypliwości.

Od lewej: Stasia Denys-Sochacka, Ania Lechwar, Kornelia Czaja, Bronka Tytlarz, Boguś Morejko
Wszyscy chcieliśmy tego spotkania i cieszyliśmy się z niego jak dzieci. Ale pytanie ogólniejsze: dlaczego chcemy się spotykać po 20, 30, a nawet po 50 latach? Co ludzi ciągnie do takich spotkań? Bo to nie tylko nasza grupa się spotyka. Jak słyszę, spotykają się absolwenci liceów, a nawet podstawówek po pół wieku? Co to za magia? Jak to wytłumaczyć? Szukamy potwierdzenia naszej młodości? A może upewniamy się, czy naprawdę istnieliśmy? Bo ktoś to przecież musi potwierdzić, nie? :)

Od lewej: Boguś Morejko, Janek Lechwar, Stanisław Srokowski
25.06.2011
WROCŁAW, ZAKRZÓW
NOCE KOŚCIOŁÓW - kościół w dzielnicy Wrocławia, Zakrzów, w trakcie mojego wystąpienia. Niestety, dano mi krótki czas i jedno tylko pytanie.

Jak na mój temperament kresowy, czułem niedostatek. Formuła spotkania nie przewidywała dyskusji, sporu. a szkoda, bo aż się prosiło, by się nie zgodzić z propagandą sukcesu, jaką uprawiał jeden z panelistów. Na szczęście wielu ludzi, którzy podchodzili później do mnie, było krytycznie nastawionych wobec takiej postawy.

Najważniejsze, że wątek pamięci narodowej pojawił się i miał swoje znaczenie. Widziałem w kręgu wiernych także miłą moją znajomą Panią Elżbietę. Mam nadzieję, że skomentuje to wydarzenie. Spotkania ubarwił zespół wokalno-muzyczny z Białorusi, "Krasowianka".
24.06.2011
OLEŚNICA

Europejskie Dni Dziedzictwa Chrześcijaństwa - NOCE KOŚCIOŁÓW. To inicjatywa wrocławskiego katolickiego radia "Rodzina".

Realizowana w trzech krajach, w Polsce, Czechach i na Ukrainie. Miałem zaszczyt wygłosić dwa wykłady. Na terenie Polski panele dyskusyjne odbyły się m.in. we Wrocławiu, Kudowie Zdr, Oleśnicy, Kłodzku, Wałbrzychu, Świdnicy...

Pierwszy raz wystąpiłem w kościele p.w. Jana Apostoła w Oleśnicy. Cały, duży kościół pełen ludzi. Obok mnie wystąpili: Krzysztof Świderek-konsul polski na Ukrainie, Jan Andrzej Dąbrowski- z Kolegium Europy Wschodniej, a spotkanie prowadziła red. Grażyna Orłowska- Sondej. Wystąpił też polski zespół wokalno - muzyczny z Białorusi "Kresowianka". Mówiliśmy o Kresach i Dolnym Śląsku. Wciąż niestety niektórzy szefowie wpływowych organizacji nie chcą mówić prawdy o Kresach, wiją się jak piskorze, by nie powiedzieć np. że Kresy stały się miejscem straszliwego ludobójstwa, dokonanego przez UPA na Polakach, ale i innych nacjach, w tym także na samych Ukraińcach. A prawdy nie wolno zatajać.

Mówiłem więc o tym, co się na Kresach działo naprawdę.
20.06.11
BIELAWA
Wykład w Bielawie o kształtowaniu charakterów i postaw życiowych na przykładzie historii Kresów. Mówiłem jak splatają się różne kultury, obyczaje, religie, jak wygląda struktura ludności w II RP.

A obok mnie w Muzeum uważnie i czujnie wszystkiemu przysłuchiwał się z boku towarzysz Lenin. Nie wiem, niestety, o czym myślał.

Miałem po wykładzie uczucie niedosytu, brakowało mi dyskusji, ale mili organizatorzy co chwilę przypominali mi, że jeszcze minuta a odjedzie mój autobus do Wrocławia.

I chcąc nie chcąc, pożegnałem się z interesująca grupą czytelników. Przy okazji tego spotkania odbyła się też promocja drugiej edycji "Ukraińskiego kochanka", który właśnie wszedł do księgarń.
15.06.11
LĄDEK ZDRÓJ
Tym razem otrzymałem zaproszenie z Lądka Zdroju na spotkanie z czytelnikami. Moment zawsze miły dla autora - składanie dedykacji. W tym przypadku zdarzyła się sytuacja wyjątkowa. Po wysłuchaniu wystąpienia, podszedł do mnie autentyczny lwowiak, p. Bronisław, miłośnik sztuk pięknych i wręczył mi namalowany przez siebie obraz. Na co ja odwdzięczyłem się książką. To jest właśnie ta chwila.
13.06.11
UWAGA: WROCŁAWSKI DEBIUT!!!
Zapamiętajmy to nazwisko: NATALIA MOLENDA. Uczennica szkoły średniej. Chodzi do liceum. 13.06. odbyła się w Klubie Muzyki i Literatury we Wrocławiu promocja jej debiutanckiej książki "Anarion".

Prezentowałem młodziutką autorkę, która odznacza się interesującym talentem, wrażliwością na takie wartości jak prawda, pamięć i miłość.

To dobry początek dla dalszej twórczej drogi. Na spotkanie przybyła całkiem spora grupa czytelników.

Książki rozeszły się błyskawicznie. A rozmowa z autorką dała okazję, do poznania jej warsztatu literackiego.

Mamy więc we Wrocławiu nową pisarkę. Nie wątpię, że jeszcze o niej usłyszymy. Cenię sobie każdy nowy głos, który wzbogaca nasze życie duchowe.
KUDOWA ZDRÓJ - LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCE
10.06.11
Z okazji Dnia Nauki dwukrotnie spotkałem się z młodzieżą licealną w Kudowie Zdroju. Opowiadałem o rozwoju człowieka poprzez naukę i kulturę, a szczególnie poprzez literaturę i sztukę. Zainteresowanie tematem było duże.

Odkryłem kilka talentów literackich. Otrzymałem już pierwsze listy z próbkami pisarskimi. Wiem, że w tej szkole działa aktywnie Kółko Literackie. To sensowne organizowanie zajęć poza lekcjami.

O innych zagadnieniach naukowych mówili specjaliści z matematyki, finansów, przyrody. Zderzenie odmiennych punktów widzenia. Pochwalam takie praktyki. Brawo LO w Kudowie Zdr.!

30.05.2011
POD NAMIOTEM PRAWDY -SOLIDARNI 2010, WARSZAWA

To było niezwykłe i wyjątkowe spotkanie.

Prowadził red. Tomasz Kwaśnicki, z portalu kresy.pl, który czyni wiele dobrego dla prawdy
30.05.2010 zostałem zaproszony do wygłoszenia miniwykładu Pod Namiotem Prawdy - SOLIDARNI 2010 w Warszawie. Ale miniwykład zamienił się w wykład ponieważ zainteresowanie było spore i razem z dyskusją i rozmowami kuluarowymi trwał blisko 2 godziny. Mówiłem o Polsce, Ukrainie, Niemczech, Rosji, historii, Kresach, prawdzie i solidarności.

Nowe dla mnie doświadczenie. Zwykle spotykam się ze słuchaczami w pomieszczeniach zamkniętych. A tu chodnik, ulica, ludzie w ruchu, autobusy, wszystko blisko Pałacu Prezydenckiego, obok Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Obok mnie urocza i elegancka pani Ania Orłowska, organizatorska spotkań.
I w tych warunkach, bez specjalnej reklamy, zjawiło się ponad 30 osób, nie licząc przechodniów, którzy się zatrzymywali, wysłuchiwali jakiegoś fragmentu i szli dalej.

Po spotkaniu rozmowa miłym, sympatycznym rzecznikiem prasowym Solidarnych 10, Samuelem Pereirą.
Filmy niebawem ukażą się na Youtube, zrealizowane przez ekipę Solidarni 2010. Zapraszam do oglądania.

Ten uniesiony palec, to nie żadna groźba, tylko znak: Wy macie racje! Bądźcie nadal dzielni i nieustraszeni!
Wielu słuchaczy mówiło mi potem, że ludzie czekają na prawdę o Polsce. A Kresy to Polska.
28.05.2011
WROCŁAW, AULA PAPIESKIEGO WYDZIAŁU TEOLOGII
.jpg)
Zostałem zaproszony na wydarzenie artystyczne pt. "Wieczory Tumskie". Organizuje je od lat p. Stanisław Rybarczyk. Zaprasza artystów, naukowców, twórców kultury.

Tym razem także mnie ten zaszczyt spotkał. Wygłosiłem wykład "Wielkość i dramat polskich Kresów". Mówiłem o tym, jak ważne są Kresy dla budowania polskiej tożsamości narodowej. I jak neleż cenić pamięć, jako ścieżkę do prawdy.

Duża sala wypełniła się słuchaczami. Po wykłdzie odbył się koncert znakomitej wokalistki, solistki Teatru Warszawskiego, Jadwigi Teresy Stępień.

Co za temperamet! A jaki głos! Dopiero po koncercie, gdy odbyliśmy krótką rozmowę, dowiedziałem się, że Jej rodzina pochodzi z Kresów, a Ona sama jest zachwycona Kresami, śpiewając pieśni skomponowane przez Ignacego J. Paderewskiego, wielkiego Kresowianina, męża stanu, premiera II RP, a także innych, pomniejszych kompozytorów.

Pełna uroku osobistego artystka bisowała, porywając słuchaczy m.in. takimi pieśniami jak "Kłótnico śmiała", "Latawica", "Siwy koniu" i "Piosenka dudarza".
Po wykładzie i koncercie znaleźliśmy chwilę czasu na pogawędkę ze słuchaczami i czytelnikami moich książek. Wzruszający moment.
26.05.2011
W KŁODZKU

Początek spotkania, część sali.
26.05. 2011 r. w trakcie konferencji popularno naukowej w Kłodzku mówiłem o strukturze ludności na Kresach, o rozwoju szkolnictwa i czytelnictwa wśród różnych grup etnicznych.

Prezes Szewczyk po lewej
Pierwsza wystąpiła prof. Lucyna Kulińska, mówiąc o ludbobójstwie, jakiego dokonali ukraińscy nacjonaliści na naszych braciach, siostrach i całych rodzinach, a po dyskusji braliśmy udział w Mszy Św, w czasie której piękne i mądre kazanie wygłosił ks. biskup świdnicki, Ignacy Dec.

Chwila czasu na rozmowę z czytelnikami; autografy
Nigdy jeszcze nie słyszałem, by hieracha kościoła rzymsko-katolickiego w Polsce z taką głęboką wiedzą, rzetelnością i prawdą mówił o dramacie Polaków na Kresach. Wreszcie po latach otwiera się szerzej drzwi do wciąż zakazanej historii.

W kościele
Nie robią tego uniwersytety, szkoły, dobrze więc, że czyni to Kościół. To wielkie wsparcie dla okaleczonych, schorowanych i nieustannie poniżanych przez własne państwo obywateli polskich z tamtej naszej przez wieki ziemi.

Kapłani i ministranci
Po uroczystościach kościelnych odbyło się odsłonięcie pomnika ofiar tej straszliwej zbrodni. Przybyło wielu mieszkańców miasta, a także delegacje z trzech województw, katowickiego, opolskiego i dolnośląskiego.

Poczty sztandarowe, młodzież
Należy pogratulować prezesowi Odziału TMLiKPW w Kłodzku, panu Szewczykowi, który przez lata namawiał lokalne władze, by oddać cześć pomordowanym rodakom na Kresach. I upamiętnić ich los. Trzeba też uznać dobrą wolę tych władz, miejskich, powiatowych, gminnych, które pokazały, że można bez lęków i tchórzostwa, jakie wciąż widać np. w Warszawie, czcić pamięć Polaków wyrżniętych przez bandy UPA na odebranych nam polskich ziemiach.

Za chwilę zostanie odsłonięty pomnik
Ważny i wielki dzień Kłodzka.

Bez strażaków nie ma uroczystości
19.05.2011
W BYTOMIU
Na zaproszenie p. Danuty Skalskiej udałem się do Bytomia. Pełna sala ludzi. Co za elegancja, styl, szyk!?!. Zupełnie jak na Kresach.

Damy i panowie ze Lwowa i okolic, Stanisławowa, Tarnopola, sami krajanie i ich bliscy. Opowiadałem o strukturze ludności na Kresach, o nacjach i językach, nauce i oświacie, młodzieży i czytelnictwie.

Po wykładzie długa rozmowa o pamięci, prawdzie, poszukiwaniu sensu w życiu. Ludzie chcą wiedzieć, jaka była nasza historia. Co straciliśmy, dlaczego polski Lwów skazany jest na powolna agonię. Wspaniałe, zabytkowe kamienice popadają w ruinę. Niszczy się polską pamieć. Blisko 70% polskich zbiorów z Ossolineum w wilgoci i stęchliznie. To Kresowian boli.

Dedykacje i rozmowy z czytelnikami
A na placach dawnych polskcih miast wyrastają jak grzyby po deszczu pomniki zbrodniarzy, Bandery, Szuchewycza i innych,którzy mordowali naszych braci, dzieci.

Nawet stawia się pomniki zbrodniczej Dywizji SS Galizien. I to w środku Europy. A Europa milczy!!!!!!!!! To tak jakby pomniki stawiać Hitlerowi.

Poznałem osobiście Krysię, z mojego gniazda rodzinnego. Przyjechała specjalnie na spotkanie z Pyskowic. Jej rodzina wywodzi się z naszej wsi. A Krysia pomaga mi w zbieraniu wywiadów z rodakami.
O tym Polacy nie mogą zapomnieć. O tym rozmawiają. Ale też rozmawiają o tym, co się dzieje na Śląsku i mają obawy, w jakim kierunku pójdą procesy zapoczątkowane przez przedstawicieli tzw. narodowości śląskiej. Dużo pytań, dużo refleksji, a przy okazji debaty, poznałem też członków dalszej rodziny. Miły akcent.
13.05.2011
WROCŁAW, KLUB MUZYKI I LITERATURY

Sympatyczne, kameralne spotkanie. Miła, domowa atmosfera.

Rozmowa o Polsce, Ukrainie, Rosji, Kresach, literaturze.

Wiele pytań, wspomnień, relacji z Kołomyi, Lwowa, Stanisławowa.

Trochę faktów z życia w przedwojennej Rzeczypospolitej. Ile np. było kościołów, cerkwi, czasopism, szkół, miast. Jedna z miłośniczek Kresów przypięła mi piękny biało czerwony, moherowy kotylion - :)

Mówiliśmy o tym, kto nabywał ziemię, kto chodził do liceów, a kto na studia itp. Ilu było Polaków. Żydów, Niemców, Białorusinów. I że nie było drugiego takiego kraju jak Polska, wielonarodowa, wielojęzyczyna i bogata duchowo. A na końcu były autografy, rozmowy kuluarowe. Ponad dwie dobre, sensowne godziny.
10.05.2011
KRAKÓW, KLUB DZIENNIKARZA
"POD GRUSZKĄ"

Pełna sala ludzi
Spotkanie z Czytelnikami w Krakowie, promocja III tomu trylogii kresowej "Ślepcy idą do nieba".

Początek spotkania
Znakomita organizacja. Pełna sala ludzi. Niezwykle żywa, ciekawa dyskusja.

Pierwsze pytania
Wiele pytań o Kresy, zatroskanie dewastacją polskiej architektury, niszczniem pomników pamięci narodowej, polskich mogił, cmentarzy.
Korespondent z Kijowa, p. Eugeniusz Tuzow-Lubański
Pytania o stan naszego państwa, o politykę wobec sąsiadów, szczególnie wobec Ukrainy i Rosji.

Dedykacje
Poważna, głęboka, pełna troski i odpowiedzialności dysja. Wielu czytelników ze Lwowa, Stanisławowa, Podola i Pokucia.
Wsłuchiwanie się w głosy czytelników
Wielu czytelników starszego pokolenia, ale też sporo średniego i młodszego. Korespondent z Kijowa, nauczyciele, studenci.

Rozmowa z czytelniczką
Powieść błyskawicznie znikała.

Spotkanie z p. prof. Lucyną Kulińską
A potem dedykacje, kuluarowe rozmowy, wspomnienia.
Dziękuję, Kraków -:)
Trochę uśmiechu
15.04.2011
SPÓŁDZIELCZY DOM KULTURY, DZIERŻONIÓW, OSIEDLE JASNE 20
Zaprosił mnie na spotkanie p. Edward Bień, niestrudzony bojownik o sprawy kresowe, wierny dawnej, wielkiej Ojczyźnie, pamięta o Lwowie, Tarnopolu, Wołyniu i Stanisławowie, a przede wszystkim o ziemi pokuckiej, skąd pochodzi.

Początek wykładu
Zaprosił do Spółdzielczego Domu Kultury, w którym rządzi nie kto inny, tylko Jarosław Kresa, chcąc nie chcąc, też coś wspólnego mający, przynajmniej językowo, z Kresami.
Stawiła się dużą grupa miłośników dawnych polskich ziemi, starsze pokolenie, ale też przybyło trochę młodzieży z gimnazjum ze swoją panią.

Przez blisko trzy godziny rozmawialiśmy o tym, co jest nam bliskie, co czujemy i co już na zawsze w nas pozostanie, o wielkiej miłości i oddaniu, o przywiązaniu do tamtych krajobrazów, rzek, jezior, pól, lasów, dworków, zamków i pałaców, do tamtej kultury i nauki.

Wspominaliśmy, jak mieszkali i żyli nasi dziadowie i pradziadowie, jakie ludy osiedlały się w naszych wsiach, miastach i miasteczkach, jak się łączyły rody i rodziny, jakie wyznawano religie i jakimi władano językami. Pytań było wiele i wciąż pojawiały się nowe.

Autor miał okazję poznać swoich najwierniejszych czytelników. Jeden z nich zaskoczył informacją, że pożycza I tom kresowy "Ukraińskiego kochanka" wszystkim swoim sąsiadom i doliczył się już ich dwudziestu ośmiu. A w kolejce zapisują się nowi. Hadko było słuchać takich słów.

Autor i organizator spotkania, Edward Bień, tego dnia pokazywał ważne i piękne zdjęcia ze swojego i nie tylko swojego dawnego regionu. Wystawa wbudziła radość i stała się lekcją poglądową nie tak dawn jeszcze historii.
Kierownik placówki zdumiał mnie rozgległością swoich działań. W tym Domu Kultury nie można się nudzić. A prze wszystkim zaskoczył wiadomością, że mieszkał w Dzierżonowie gruziński oficer, podpułkownik, który w polskim mundurze bronił Warszawy.

Autor w towarzystwie najwierniejszego czytelnika i p. Biena, pomysłodawcy książki o ziemi stanisławowskiej
Nazywał się Walerian Tewzadze. I takich gruzińskich oficerów, którzy walczyli po polskiej stronie było wielu, dzielnych, oddanych, walecznych. A później żył skromnie w Dzierżoniowie. Tutaj o nim się pamięta, wspomina, ma swoją tablicę pamiątkową.

Autor i kierownik SDK, p. Jarosław Kresa.
Otrzymałem lokalne pismo, "Twoja Spółdzielnia", w którym znalazłem rzeczowy artykuł Jarosława Kresy, opowiadający historię dzielnego gruzińskiego oficera.

Właśnie na tym zdjęciu widzimy czytelnika, który pokazuje zapisane nazwiska swoich sąsiadów, czytających moje powieści.

No, a po spotkaniu pora na dedykacje i dalsze już prywatne rozmowy. Wyjechałem, pełen dobrych wrażeń.
30.03.2011
KLUB "GAZETY POLSKIEJ" W CZĘSTOCHOWIE
Zaprosiła mnie przewodnicząca Klubu, p. Agnieszka Łuczak. Spotkanie obyło się w auli kościoła parafialnego NMP. Towarzyszyła mu zaiste dziwna atmosfera. Ale dowiedziałem się o wszystkim później.

Chętnych do rozmów nie brakuje
Aula wypełniała się słuchaczami, przybywało coraz więcej ludzi, a ja w tym czasie miałem krótką rozmowę ze znajomym, poza osiedlem.

Pani Agniesza zajęta książkami
Gdy wracałem, nie znając dobrze miasta, błądziłem trochę po licznych uliczkach. W pewnym momencie zauważyłem, że posuwa się za mną młody człowiek, ale nie wzbudziło to we mnie najmniejszego zdziwienia. Zawsze ktoś idzie za nami lub przed nami.

Czas dla fotografa
Szkopuł w tym, że gdy ja kluczyłem po osiedlu, ten młody człowiek też kluczył. Gdy ja przystwałem, on też przystawał i udawał bardzo zajętego jakąś wystawą, sklepem, czy witryną. Gdy ja ruszałem, on podążał za mną. I powtarzało się to kilka razy.

Widok ogólny sali
Pomyślałem, że jakiś nieśmiały miłośnik moich książek. Szedł za mną do kościoła, a potem nagle znikł. I tu zaczął się akt drugo spektaklu.

Pisarz wykłada
Gdy rozpocząłem wykład o polskich Kresach i ich obecności w kulturze narodowej, organizatorka spotkania, p. Agnieszka, otrzymała wiadomość, że jacyś dwaj dżentelmeni zatrzymują przed kościołem udających się na debatę ludzi i zawracają do domu, z informacją, że pisarza nie ma, a dyskusja się nie odbędzie. Dla uwiarygodnienia słów, machali odpowiednimi papierami.

Pani Agnieszka wyszła i widziała tę scenę. Spytała, dlaczego to czynią, ale nie doczekała się odpowiedzi, bo jeden szybko zniknął, a po nim drugi. W auli słuchacze nic o tym nie wiedzieli. Dowiedzieli się po spotkaniu. Dyskusja była bardzo ciekawa, żywa, dynamiczna. Organizatorzy zapewnili miłośnikom książek tomy mojej trylogii. Naturalnie, nie zabrakło autografów i rozmów kuluarowych.

Pisarz przed końcem wykładu
24.03.2011
STUDENCI HISTORII I NIE TYLKO

7.04.2011
W ZAKONIE AUGUSTIANÓW W KRAKOWIE
Rozmowę o literaturze, pamięci, Kresach i lwowskiej szkole matematycznej z młodzieżą licealną i studencką zorganizował brat Piotr.

Brat Piotr
Napierw w kaplicy modlitwa, piękne śpiewy i muzyka, a później kameralne spotkanie. Dla mnie to zupełnie nowe doświadczenie. Nie znałem tak zorganizowanych grup i to moja strata. Okazuje się, że przy zakonie może istnieć wspólnota świeckich, młodych ludzi, którzy mają w sobie wiele entuzjazmu, radości życia, poszukują trwałych wartości, są szczerzy, otwarci, pragną czynić dobro dla siebie i dla innych, rozwijają talenty twórcze, uczą się, studiują, bawią się i mają czas na modlitwę, refleksję filozoficzną, zadumę.

Młodzież, autor i zakonnicy
Oto jak może się rozwijać pełnia ludzkiej natury... W poszanowaniu praw boskich i godności człowieka... No i właśnie w tej grupie opowiadałem o swoich historiach kresowych, ale też o tym, jak rozumieć sens życia w naszym trudnym świecie... Obiecaliśmy sobie dalsze kontakty...
24.03.2011
STUDENCI HITORII I NIE TYLKO
Zaprosiłem do Klubu Muzyki i Literatury we Wrocławiu na kameralną konferencję, poświęconą Kresom, studentów historii U.Wr. Przybyła też grupka miłośników Lwowa.

Starsi mają swoje zdanie
Opowiadałem o przedwojennych miastach i miasteczkach kresowych, o nauce i literaturze, językach, religiach i nacjach, o znaczeniu Kresów dla polskiej i światowej kultury, a także o ludobójstwie, jakiego dokonali ukraińscy nacjonaliści spod znaku OUN i UPA.

Czujne spojrzenia i zagadkowe uśmieszki
Wiedza na ten temat wciąż jest nikła i zagłuszana. A prawda wymaga nieustannej pracy. Pożytkiem takich spotkań jest to, że w każdej małej społeczności znajdzię się kilka śmielszych umysłów, które pragną drążyć problem głebiej. I tym razem też tak się stało.
No i autografy
17.03.2011
STUDENCI GŁOGOWA
Początek wykładu
Niezwykła to była przygoda intelektualna. Miałem wykład dla studentów PWSZ w Głogowie na temat "Biografia twórcza w kontekście książek kresowych".

Pierwsze rzędy
Opowiadałem o znaczeniu Kresów dla polskiej i światowej kultury, a także o tym, w jakich okolicznościach powstawały moje książki, jakie były ich źródła twórcze i przyczyny psychologiczne tworzenia.

Trudne pytania
Studenci nie tylko bardzo uważnie słuchali, ale w drugiej części spotkania zadawali wiele mądrych i dociekliwych pytań. Dla autora zawsze jest ważne, czy spotyka się z ludźmi, którzy znają już jego twórczość, czy dopiero pragną ją poznać.
.jpg)
Studentka, która szuka korzeni swojego rodu
Studenci w Głogowie zaskoczyli mnie znajomością moich powieści kresowych, a także rzeczowym podejściem do zjawisk kulturowych, umiejętnością analizy poszczególnych wątków literakich, a nade wszystko wrażliwością i taktem oraz entuzjazmem, z jakim debatowali o powiązaniach bieżącego życia społecznego z polską historią.
Wykładowca odpowiada
Widać było twórczy niepokój i poszukiwanie sensu w wyborach wartości.
Wspólne zdjęcie
Pewnie nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie wielomiesięczna praca dydaktyczna p. dr Sławomiry Lisewskiej, a także innych wykładowców, którzy przyczynili się do chłonności młodych umysłów.

I jeszcze jedno wspólne zdjęcie
Zresztą, wielu wykładowców uczestniczyło w spotkaniu.

Organizatorzy: z lewej dr Sławomira Lisewska, autor, z prawej dyr. biblioteki, Urszula Zięba
Pisarz i panie organizatorki debaty, z lewej dr Sławomira Lisewska, z prawej dyr Biblioteki, p.
Debata trwała dość długo i pewnie trwałaby jeszcze, gdyby nie nadszedł czas pożegnania. Z satysfakcją umieszczam Głogów na mojej prywatnej mapie światłych i poszukujących studentów. Mogą się z powodzeniem mierzyć ze studentami tak renomowanych uczelni jak wyższe szkoły w Krakowie, Warszawie, czy Wrocławiu.
OSTROPOLSCY
Po raz trzeci rozmawiałem 12.03.2011 r. z dwoma rodami Ostropolskich o Kresach. Rozmowa przeobraziła się w biesiadę z suto zastawionym stołem. Biesiadników zbyt wielu nie było, ale ważne, że Ostropolscy spotykają się co roku, wzmacniając więzy rodzinne. Już mają swoją stronę internetową. Teraz pracują nad drzewem genealogicznym. Do starszego pokolenia powoli zbliżają się też młodsi i sztafeta biegnie dalej.
KUDOWA ZDRÓJ
18.01.2011
Ludzie poszukują prawdy. Chcą wiedzieć, co w naszym życiu ma sens, a co prowadzi na manowce. By dojść do prawdy, trzeba się uczyć, a przynajmniej mieć dobre chęci. Dlatego tak ważne jest, by w każdej lokalnej społeczności pojawiła się grupa ludzi, która pragnie rozjaśnić mapę własnego regionu, miasta, miasteczka, wsi. Taka grupa ludzi znajduje się np. Kudowie Zdroju. Tam nieustannie coś się dzieje. A to festiwal Moniuszkowski, a to koncerty zdrojowe, a to sesje popularno naukowe, a to nowe inicjatywy Muzeum Kultury Ludowej. Od kilku lat ukazuje się „Pamiętnik Kudowski”, którego założycielem jest Bronisław Kamiński, dyrektor Muzeum i niestrudzony inicjator wielu nowych poczynań.
Prof. Bogdan Sujak
Bardzo ciekawą inicjatywą jest tzw. „Skrzynia Czasu”. Cóż to takiego? Otóż władze miasta i społecznicy doszli do wniosku, że należy przesłać do przyszłych pokoleń jakby list z wieku XXI. Wrzuca się więc do tej Skrzyni informacje o dokonaniach Kudowian początku XXI wieku , a za sto lat Skrzynia ta zostanie otwarta i nowi Kudowianie będą mieli jakby lustro, w którym odbije się nasz czas. Znakomity pomysł, wielka lekcja prawdy. Można będzie porównać to, co się zmieniało przez 100 lat, a co trwa niezmienne. Wielka szkoła pamięci i wyobraźni.
Najnowszym dziełem dyrektora Kamińskiego i Muzeum Kultury Ludowej oraz Biblioteki Miejskiej, Zespół Szkół a także Urzędu Miasta była Sesja poświęcona współczesnym zjawiskom kulturowym i cywilizacyjnym.

Organizatorzy pragnęli rzucić snop światła, co się ważnego dzieje w nauce, kulturze i życiu społecznym. To, co mnie zachwyciło, to fakt, że to młodzież szkolna w dużym stopniu wzięła sprawy w swoje ręce. I uczniowie wygłaszali referaty. O tym, czego oczekują od ludzi dorosłych? Jak wygląda świat widziany w telewizji? Czym żyje młodzież kudowska? Co ją niepokoi i jakie ma nadzieje? A także, jakie obserwuje postawy w życiu młodych katolików? Bardzo ważny wątek. Szczególnie w dobie odchodzenia od wiary młodego pokolenia. Tutaj młodzi nie bali się mówić, jak wiara i problemy religijne kształtują ich życie. Czym jest odwaga w głoszeniu własnych przekonań.
Był to przykład, jak mądrze i spokojnie można rozmawiać o najważniejszych sprawach człowieka, jego życiu duchowym, religijnym i społecznym. Młodzi zaimponowali dorosłym. I to wielki owoc tej konferencji. Oby ten przykład był upowszechniany.
Organizatorzy, z prawej dyr. Kamiński
Druga część sesji poświęcona była cywilizacji i kulturze. Prof. Bogdan Sujak ciekawie mówił o tym, ku czemu zmierza świat, dyr. Kamiński interesująco opowiadał o neoliberalizmie i społeczeństwie obywatelskim. Mnie zaś przypadł zaszczyt mówienia o drogach człowieka w literaturze polskiej początków XXI wieku. Skupiłem się na krótkiej analizie następujących tendencji: wędrówka jako filozofia życia, pamięć jako wartość uniwersalna, poszukiwanie Boga jako głębia ludzkiej egzystencji i postawa obywatelska jako znamię demokracji.

Stanisław Srokowski
Najbardziej fascynujące są trzy z nich, mianowicie analiza pamięci narodowej, ponieważ trzeba wiedzieć, co się zdarzyło z nami, Polakami, nie tak dawno, w czasie wojny i po wojnie, gdy niszczono naszą pamięć narodową i eliminowano ludzi, którzy walczyli o prawdę i ciągłość historyczną państwa. Uważam też za centralny punkt życia ludzkiego odniesienie do Boga. Bez tego nie da się pojąć, jaki ma sens ludzka egzystencja, jeśli nie wejrzymy w takie pojęcia jak Bóg, nieskończoność, zbawienie i wieczność.I po trzecie, postawa obywatelska. To wymóg naszego czasu. Dla niej charakterystyczny jest wiersz Jarosław Marka Rymkiewicza, którego pierwsze zwrotki brzmią:
Ojczyzna jest w potrzebie – to znaczy: łajdacy
Znów wzięli się do swojej odwiecznej tu pracy
Polska – mówią – i owszem to nawet rzecz miła
Ale wprzód niech przeprosi tych których skrzywdziła
Polska – mówią – wspaniale lecz trzeba po trochu
Ją ucywilizować – niech klęczy na grochu
Niech zmądrzeje niech zmieni swoje obyczaje
Bo z tymi moherami to się żyć nie daje
Dwie Polski – ta o której wiedzieli prorocy
I ta którą w objęcia bierze car północy
Dwie Polski – jedna chce się podobać na świecie
I ta druga – to ta którą wiozą na lawecie….
Rozmowy w Kudowie ożywiły publiczną dyskusję o naszym życiu i sensie poszukiwania prawdy. A najnowszą inicjatywą dyr. Kamińskego jest zbudowanie w Kudowie czegoś na kształt panoramy, a wewnątrz byłby wielki obraz pod nazwą „Kazanie Jezusa na Górze”. Pomysł śmiały i nowatorski. I ma w mieście coraz więcej zwolenników. Ściągałby turystów z całego świata. Oby stał się ciałem.
ZŁOTORYJA - MIEJSKA BIBLIOTEKA PUBLICZNA 12.01.2011

Zaprosiła mnie na spotkanie z czytelnikami p. dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Złotoryi, p. Aneta Wasilewska, a inicjatorów tego spotkania było więcej, wymienię tylko najważniejszych, żarliwy popularyzator języka esperanto, Adam Pleśnar z Wrocławia, prezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Złotoryjskiej, Aleksander Borys oraz pani prezes Towarzystwa Kresowiaków w tym mieście, Danuta Sosa. Miasto szczyci się wieloma zabytkami, choćby takimi jak Ratusz, Kościół Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, Kościół św. Jadwigi, Kościół św. Krzyża. Można obejrzeć jeszcze dawną kopalnię złota, Basztę Kowalską i Rezerwat przyrody Wilcza Góra.

Jeden z inicjatorów, Adam Pleśnar, wielki wielbiciel esperanta
Od 1992 r. działa tam Polskie Bractwo Kopaczy Złota. W tym roku organizuje Mistrzostwa Świata w Płukaniu Złota. Działa też prężne Towarzystwo Miłośników Ziemi Złotoryjskiej, które wydaje własny miesięcznik, „Echo Złotoryi”. Funkcję redaktora naczelnego pełni Robert Pawłowski, młody człowiek, pełen zapału i energii. Sporo tam atrakcyjnych materiałów.

Dedykacje, z prawej inicjatorka główna tego spotkania, przewodnicząca koła Kresowian, Danuta Sosa
No, a biblioteka? Biblioteka zwykle skupia inteligencję miasta, najświatlejsze głowy. To takie centrum umysłu. Tak też jest w Złotoryi. Pani Aneta pracuje tam trzy lata i dała placówce wiele dynamiki. Ożywiła ją. A to ważne, bo odpływa z bibliotek młodzież gimnazjalna i licealna. Trzeba bić na alarm. Jak młodzież nie czyta, to robi się mroczno. I przyszła Polska będzie mroczna. Bo bez czytania nie ma postępu, oświaty, kultury, dobrej gospodarki, itp. Potrzebne są większe nakłady na książki. A tymczasem rząd podnosi podatki. Zgroza! A przecież im większa kultura, tym bogatsze i ciekawsze życie, lepiej i pełniej rozwijają się narody i państwa. Atak na książkę jest atakiem na człowieka.

Sala biblioteczna na spotkaniu autorskim wypełniła się po brzegi, zabrakło nawet miejsc. Bo i temat, którego się podjąłem, był dla mieszkańców Złotoryi ważny. Mówiłem o wielkości i dramacie polskich Kresów. A wielu mieszkańców tego miasta ma korzenie kresowe, podobnie jak na całym Dolnym Śląsku. Mówiłem więc, co zawdzięczamy Kresom. Najpiękniejsze i największe idee narodowe z tej ziemi wychodziły. Największe umysły stamtąd się wywodziły lub tam tworzyły, Mikołaj Rej, Adam Mickiewicz, Słowacki, Moniuszko i Fredro, Orzeszkowa i Sienkiewicz, Kraszewski i Staff, Kasprowicz i Leśmian, Parandowski i Brzechwa, Makuszyński i Schulz, Conrad Korzeniowski i Lem, Wańkowicz i Miłosz, Herbert i Konwicki, Iwaszkiewicz i Mackiewicz… Listę by można ciągnąć.

Pani dyr. Biblioteki, Aneta Wasilewska i autor
Tam powstała słynna lwowska szkoła matematyczna, która budowała teoretyczne fundamenty dla współczesnej cywilizacji, komórki i Internetu. Świat zna dokonania Stefana Banach, Stanisław Ulama i prof. Steinhausa...
A nasi wielcy kapłani, jak Piotr Skarga, biskupi, ojcowie Kościoła: –Albin Dunajewski, Jan Puzyna, Adama Stefan Sapieha, Henryk Gulbinowicz, późniejszy metropolita wrocławski, setki innych purpuratów, kapłanów, zakonników, świętych i błogosławionych.
A malarze, muzycy, aktorzy, potężna armia twórców.
I przyszła wojna, zagłada Polski i Polaków na Kresach. Nie tylko Niemcy i Sowieci, ale i Ukraińcy. Bandy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii wymordowały ponad 200 tyś, Polaków, ale też setki tysiące Żydów, Ormian, Czechów, Rosjan, a także samych Ukraińców, którzy nie ugięli się przed faszystowską siłą.
Dodajmy, że było wielu wspaniałych Ukraińców, którzy ratowali Polaków.
A dzisiaj mordercom stawia się na Ukrainie pomniki. Skandal! A Europa nie reaguje.

I o tym właśnie rozmawialiśmy w Złotoryi. Pretekstem do tych rozmów były moje ostatnie dwie książki kresowe: „Ukraiński kochanek” i „Zdrada”. Było wiele pytań, żywa, długa i porywająca dyskusja, i wszyscy poczuliśmy, że jesteśmy sobie winni takie rozmowy. Bo one nie tylko przypominają nasze dzieje, ale pozwalają poszukiwać prawdy.

Autor wpisuje się do księgi pamiątkowej
A prawda o ludobójstwie na Kresach wciąż jest przemilczana i skrywana. Dlatego tak ważne są takie spotkania jak w Złotoryi; serdeczne, mądre i spokojne rozmowy. Dzięki nim, stajemy się trochę lepsi. A jeśli tego przyczyniają si książki, to dobry znak dla autora i czytelnika.
UNIWERSYTET
WROCŁAWSKI
HISTORYCZNE
KOTROWERSJE
Studenckie Koło Historyków im. K. Maleczyńskiego zorganizowało 10.12.2010 roku sensowny i ciekawy panel dyskusyjny poświęcony trudnym tematom w historii najnowszej. Panel wpisał się w ogólnopolską konferencję młodych nakowców Instytutu Historycznego. To było ciekawe i ważne dla mnie wydarzenie, sądzę też, że było ważne także dla studentów. Zaprosili oni do dyskusji:prof. Krzysztofa Kawalca, prof. Krzysztofa Ruchniewicza, reżysera, Grzegorza Brauna, no i mnie.

Paneliści, prowadziła dr Katarzyna Uczkiewicz
Zderzenie odmiennych punktów widzenia zawsze pobudza umysł i rozwija wyobraźnię, aktywizuje inteligencję i zbliża do prawdy. W tym przypadku pojawiły się trzy rodzaje wyobraźni i trzy typy myślenia o sprawach trudnych, nieraz bolesnych i dramatycznych. Historycy trzymali się głównie akademickich rygorów, byli oschli i dość zamknięci w swoim doktrynalnym myśleniu, za to twórcy mogli sobie pozwolić na rozwinięcie skrzydeł.
Toteż Braun opowiadał głównie o ograniczeniach i zakłamaniach współczesnej rzeczywistości, widząc to, i słusznie, w kontekście wciąż mocno zakorzenionej w naszych placówkach badawczych i naukowych kadry z mentalnością i nawykami wyniesionymi z systemu komunistycznego. A jeśli nawet pojawia się nowa generacja, to wpada ona w czarną dziurę, jak to określił, politycznej poprawności i zamiast poszukiwać prawdy naukowej, usługuje bieżącm władcom masowej wyobraźni, politykom i dyrygentom medialnego rażenia. Efekty ich pracy są mizerne, ponieważ nie dociekają oni prawdy, a chcą się przypochlebić swoim mocodawcom, instytucjom i oranizacjom, które fundują stypendia i piszą swoje dysertacje zgodnie z oczekiwaniami mecenasów. A to już nie ma nic wspólnego z nauką. A raczej z działalnościa usługową.

Widok sali
Ja natomiast zwróciłem uwagę na samo zjawisko prawdy historycznej, jako kategorii niezwykle ważnej, a bardzo często najważniejszej w rozumieniu naszej współczesnej rzeczywistości społecznej, politycznej, psychologicznej i mentalnej. Mówiłem o ukrywaniu i zakłamywaniu prawdy w kontekście ludobójstwa dokonanego przez UPA/OUN na Polakach, Żydach, Ormianach i samych Ukraińcach w czasie II Wojny Światowej. O tym, jak brak wiedzy na ten temat, amputacja pamięci narodowej, odbijają się na naszym zbiorowym życiu; żyjemy w zakłamaniu i nie rozumiemy wielu podstawowych wspóczesnych zjawisk i procesów, np. relalcji polsko - ukraińskich, polsko - rosyjskich i polsko-niemieckich.

Widok ogólny sali
Brak prawdy tworzy z nas społeczeństwo nie tylko niedouczone, ale chore, kalekie i niezdolne do poważniejszej refleksji historycznej.
Studenci zadawali ważne pytania, było dużo, właśnie, kontrowersji, bo i taki był temat. I zdawało się, że należy za to studentom podziękować i pogratulować, tym bardziej, że sala wykładowa była niemal pełna, blisko 100 osób.
Ale okazało się, że dziekan, o ile się nie mylę, Wydziału Historycznego, mąż nauki, który powinien być dumny, że ma tak ambitnych i samodzielnuhych studentów, zaczął pod koniec dyskusji strasznie się dąsać, że zostali zaproszeni nie ci paneliści, którzy powinni być zaproszeni, poza jednym, naturalnie, prof. Ruchniewieczem, który wykazał się nadzwyczajną czujnością ideową i mówił tak, jak należy, czyli zgodnie z poprawnością polityczną.

Grzegorz Kowal, jeden z organizatoróów
Postawa godna podziwu! Uniwersytety w krajach demokracji są atonomicznymi ośrodkami nauki i poszukiwanie prawdy jest ich obowiązkiem.
No, cóż, my z Braunem zostalismy napiętnowani wręcz jak odszczepieńcy. Prawdziwe nieszczęście! Żądaliśmy jakiejś prawdy, kiedy wszyscy wiedzą, że nie ma żadnej prawdy. No i w tym duchu wygłosił ów mąż tyradę, a biednych organizatorów musiał ogarnąć strach, bo skoro przełożony tak wykłada, to znaczy, że pewnie tak być musi.
Otóż wywoływanie strachu i paraliżowanie wolnej myśli, to stara, obrzydliwa metoda ochrony własnych interesów, które nie mają nic wspólnego z nauką. A Uniwersytet Wrocławski, który już co najmniej dwukrotnie się w ostatnim czasie skompromitował, raz odwołując prof. Marczaka ze stanowiska, dlatego tylko, że zaprosił na konferencję nie tego,co trzeba i drugi raz, kiedy rektor uczelni odwołał międzynarodową konferencję poświęconą Kresom, powinien dbać o dobre imię.
Tej plamy nie da się szybko zmyć.
Gdy więc studenci robią wszystko, co mogą, by Uniwersytet okryć sławą, ruga się ich publicznie. Zgroza! Mam nadzieję, że ten smutny incydent nie odbierze studentom historii sił i odwagi do badania i analizowania trudnych kart polskiej i europejskiej historii. Bo w nich nadzieja, od nich teraz zależy, w jakim kierunku pójdzie nauka.
PARYŻ
18.10.2010
SPOTKANIE Z MŁODZIEŻĄ
To była duża satysfakcja i radość intelektualna. Nie znałem do tej pory zbyt dobrze francuskiej młodzieży, a także młodych ludzi z poskich domów, chodzących w Paryżu do elitarnego wielonarodowego liceum w centrum miasta.

Od razu pytania
Nadarzyła się jednak okazja, gdy zostałem zaproszony przez dyrekcję szkoły i panie profesorki na spotkanie literackie. Zjawili się głównie uczniowie ze starszych klas licealnych, ale też niemała grupa z klas niższych, ponieważ - jak mi oznajmiła jedna z opiekunek - chcieli ze mną porozmawiać o tajemnicach warsztatu pisarskiego. To miał być jeden z tematów dyskusji.

Natomiast w trakcie wykładu, opowiadałem młodzieży o tym, jak powstawała polska liteatura na przestrzeni dziejów, ze szczególnym uwzględnieniem Romantyzmu i pisarzy kresowych, biorąc także pod uwagę - by temat widzieć w szerszej pespektywie - rozwój pisarstwa w starożytnej Grecji i Rzymie. Słowem, temat rzeka.

Dedykacje
To, co mnie zdumiało i mile zaskoczyło, to wysoki poziom wiedzy, jaką dysponowali uczniowie tego liceum. Czegokolwiek bym nie trącił, greckiej mitologii, tragików, astronomii, geografii, kultury rzymskiej, czy polskich poetów romantycznych, potrafili aktywnie reagować, odpowiadać rzeczowo na pytania i jasno formułować myśli.

Składanie dedykacji i rozmowy z licealistami
Często dopytywali o istotę twórczości, jej rozliczne formy i postaci. Opowiadali też, że sami próbują sił twórczych, piszą dzienniki, pamiętniki i wiersze. Być może, mówiąc kolokwialnie, wyrośnie nam na parskim bruku nowy Mickiewiecz, Norwid, czy Słowacki. Duże wrażenie robił sam gmach szkoły, ogromny budnek, z niezliczoną ilością klas i korytarzy, z międzynarodowym gwarem językowym, bowiem w tym gmachu uczy się też młodzież władająca innymi językami. Polacy nie zawiedli.
Na dodatek wykazali się, rzadką dzisiaj u nas w kraju, kulturą bycia, elegancją i dobrymi manierami. Wracałem zbudowany.

Od lewej: Krzysztof Umiastowski, Krystyna Orłowicz, Stanisław Srokowski
Dodam, że moja opiekunka, pani Krystna Orłowicz, goszcząc w swoim domu, zaimponowała mi znakami i symbolami patriotycznymi, w postaci flagi i orła, które wiszą na ganku nie tylko z okazji święta, ale na co dzień, widoczne na całą najbliższą okolicę. To się nazywa szacunek dla tradycji. Tylko się uczyć od P. Krystyny.

BRZEG
24.10.2010

W województwie opolskim działa kilka silnych ośrodków kresowych. Jednym z bardziej aktywnych jest ośrodek w Brzegu, którego od lat mocą twórczą jest Pani Alicja Zbyrt.

Dzięki jej inicjatywie i pomocy władz lokalnych, ale i wojewódzkich, co jakiś czas odbywają się spotkania i debaty Kresowian. Ostatnie takie spotkanie miało miejsce 24.10.2010 w pięknym Zamku Piastów Śląskich. Widownia wielkiej sali wypełniona była do końca.
Pocieszający jest fakt, że obok starszych Kresowian, zjawiło się sporo młodzieży, a uczniowie szkoły podstawej prezentowali widowiska z tematyką lwowską.
Pani Alicja Zbyrt, prezes TMLiKPW w Brzegu
W trakcie zjadu twórczość swoją prezentowali m.in. wielki miłośnik i popularyzator Kresów,prof. Stanisław Nicieja, Tadeusz Bednarczuk i Stanisław Srokowski.

Od prawej: Stanisław Srokowski i prof. Stanisław Nicieja
Prof. Nicieja opowiadał ciekawie o wielkich nekropoliach lwowskich oraz o zamkach, pałacach i dworkach na Kresach. Ja opowiadałem o trylogii, szczególnie o "Ukraińskim kochanku" i "Zdradzie" oraz o nowej powieśći, czyli III części sagi kresowej "Ślepcy idą do nieba", która ukaże się w księgarniach przed końcem roku.
Dzieci prezentujące widowisko obyczajowe
Na zakończenie konferencji gospodarze zaprosili nas do sali uczt, gdzie można było pobiesiadować przy pierogach lwowskich, słodyczach i kanapkach. Wiele niegdyś nawiązanych znajomości, umocniło się, pojawiło się też wiele nowych. Mądra, dobrze zorganizowana i cenna inicjatywa.
LEGNICA
21.10.2010

Duszpasterstwo Ludzi Pracy, a personalnie, pan Andrzej Potycz, zaprosili mnie do Legnicy na wykład pt. "Polityka a prawda".

Andrzej Potycz robi wiele dobrego dla ludzi, którzy szukają wyższych wartości w życiu. Organizuje spotkania, dyskusje, rozmowy o palących problemach Polski i świata.

Stworzył swoisty salon intelektualny w Legnicy i dba o jego ciągły rozwój. Nie boi się spraw trudnych i tzw. kontrowersyjnych.

I słusznie, bowiem prawdy poszukujemy także w sporze, debacie publicznej.

I tak się dzieje właśnie w Legnicy.

Już w klasztorze i kaplicy u Franciszkanów przy ul. Rataja 23, raz gościłem i prezentowałem swoją powieść "Ukraiński kochanek", mówiąc też o ludobójstwie na Kresach.

Tym razem dzieliłem się ze swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi narastającej agresji w życiu publicznym i fali kłamstw w polityce światowej i polskiej. Zdumiałem się i, prawdę mówiąc, wzruszyłem, widząc pośród słuchaczy także swoich dawnych uczniów z Technikum Elektroenergetycznego przy ul. Lampego. Dali dowód, że nie zapomnieli czytać i ustawili się w kolejce po autografy. Udowodnili, że nawet po czterdziestu kilku latach można pamiętać o swoim surowym nauczycielu. Ja tu mówię o uczniach, a to paniska dzisiaj, inżynierowie, magistrzy, dyrekorzy, biznesmeni poważni, aż strach pytać:). Dzięki, chłopaki, żeście przyszli.
.jpg)
Po spotkaniu usłyszałem wiele pytań i poznałem sposoby argumentacji swoich interlokutorów.

Ludzie są uczuleni na zło, które nas osacza, a przede wszystkim na zalew chamstwa, prymitywizmu i cynizmu politycznego.

Warto o tym rozmawiać. I w Legnicy o tym się mówi.

Ważnym efektem tych debat są relacje dziennikarskie, pewien rodzaj sprawozdania, zamieszczanego w legnickim dodatku do tygodnika "Niedziela", solidnie przygotowywanego przez Adama Maksymowicza.
Takie zsumowanie doświadczeń pomaga lepiej zrozumieć sens wykładów.

PARYŻ
KONFERENCJA POPULARNO NAUKOWA
17.10.2010

Widok ogólny sali
To były piękne dni, jak powiadają słowa piosenki. 
Niemal tydzień w Paryżu, wspaniałe gościnne przyjęcie przez pomysłodawców konferencji popularno naukowej, zorganizowanej przez stowarzyszenie "Kresy", któremu przewodzi niestrudzona działaczka polonijna, pani Krystyna Orłowicz.

Przewodnicząca stowarzyszenia "Kresy", Krystyna Orłowicz, otwiera konferencję
Wiele ona robi dla polskiej kultury oraz środowisk polskich na Litwie, Białorusi i Ukrainie. Jeździ tam z darami dla dzieci, tworzy pomoc charytatywną, jest pełna poświęcenia, oddania i miłości dla sprawy polskiej.

Wystąpienie Stanisława Srokowskiego
Jej energii starczyłoby dla obdarowania wielu osób. Nie ustaje w budowaniu pomostów między Polakami w różnych zakątkach świata. Nie ma dla siebie czasu, a zawsze znajduje czas dla innych. Jej dom pod Paryżem stanowi polską wysepkę, wyraźnie oznaczony na ganku flagą i białym orłem.
Autor cytuje wielkich pisarzy
Wypróbowana, szlachetna postać. Nigdy nie zawodzi, służy zawsze radą i nakreśla wciąż nowe kierunki aktywnej działalności. Zaprasza pisarzy, artystów, twórców kultury.

Dedykacje dla p. Barbary, z zarządu "Kresów"
Tym razem zaproponowała temat "Kultura i dramat polskich Kresów". Konferencja zgromadziła polską inteligencję Paryża oraz rdzennych Francuzów. Zwykle debata trwa kilkadziesiąt minut, a po moim wystąpieniu debata i kuluarowe rozmowy trwały ponad cztery godziny.
Dedykacje i rozmowy z czytelnikami
Spotkanie odbyło się w zabytkowym Domu Kombatantów Polskich i Ich Rodzin, przy ul. Legendre 20, w sali niemal królewskiej, wspaniale urządzonej, pięknej i ozdobionej płaskorzeźbami, portetami i ilustracjmi. Niegdyś zbierały się w niej tajne ugrupowania wolnomularzy.

Autor wśród paryskich czytelników
Na spotkaniu zjawiła się wybitna polska artystka, Lutka Ogorzelec, której oryginalne prace podziwia cały świat, od Europy, przez Amerykę, aż do Azji. Mieszka w Paryżu, ale podróżuje po wszystkich kontynentach. Szkoda, że jej doświadczenie i wiedza nie mogą być wykorzystane we Wrocławiu, gdzie ukończyła WSSP. Przydałby się tej uczelni taki wykładowca, zastrzyk nowej energii, tym bardziej, że na jej pracach wzorują się dziś już dziesiątki młodszych od niej artystów, czasami, niestety, robiąc plagiaty.
Lutka Ogorzelec z prawej
Ku miłemu zaskoczeniu przybył na spotkanie też mój dawny uczeń z Legnicy, Zbyszek Mysiakowski, a szczególną satysfakcję sprawił polski konsul w Paryżu, pan Mikołaj Kwiatkowski, bardzo aktywnie uczestnicząc w dyskusji.

Konsul, p. Mikołaj Kwiatkowski
Chciałbym podziękować za wielką serdeczność księdzu rektorowi Seminaire Polonaise, Józefowi Grzywaczewskiemu, który mnie gościł i obdarzał troskliwą opieką.

Dedykacje
Dziękuję naturalnie pani Krystynie Orłowicz, bez której konferencja by się nie odbyła, a także jej przyjaciółce, Francuzce, madame Ewelinie, która roztaczała w trudnych momentach strajków nade mną opiekę.
Dedykacje
Kłaniam się również pierwszemu prezesowi "Kresów", panu Krzysztofowi Umiastowskiemu, bez którego nie pokonałbym krętych ścieżek Paryża w dniach strajków.
Autor i p. Krzysztof Umiastowski
Miałem też okazję bywać w prywatnych domach Paryżan i tą drogą ślę im podziękowania i pozdrowienia.
Rozmowa z tłumaczką, p. Stanisławą Michalkiewicz
WOŁÓW
01.10.2010

W Wołowie odbyła się ciekawa konferencja popularno naukowa pt. "Poznajemy swoje korzenie", w trakcie której omawialiśmy problematykę kresową. Przewodniczyli: Dariusz Chmura oraz Henryk Bajewicz. Sala w Liceum Ogólnokształcącym wypełniła się po brzegi. Przybyło blisko 150 słuchaczy, w tym wielu Kresowian, ale co najważniejsze, dopisała młodzież oraz nauczyciele historii i języka polskiego.
(1).jpg)
Starosta, Maciej Nejman
Dużym zainteresowaniem cieszyło się wystąpienie księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który mówił o ludobójstwie na Kresach. Wystąpili też Aleksander Orłowski, który opowiadał o akcji "Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia", Henryk Bajewicz, prezes Stowarzyszenia Kresowego Podkamień" - "Pamiętajmy o Podkamieniu", Antonina Piasecka, świadek tragedii, wspominała swoje przeżycia, Grażyna Orłowska - Sondej mówiła o wyjazdach na Kresy, ks. Anatol Szpak przedstawił sytuację kościoła rzymsko katolickiego na Ukrainie.
.jpg)
Uczennica przy książkach
Po przerwie oglądaliśmy film poświęcony działalności opozycji solidarnościowej, z udziałem Edwarda Ziętka i Antoniego Opackiego oraz słuchaliśmy ciekawej relacji Dariusza Chmury na temat mapy pochodzenia mieszkańców powiatu wołowskiego.
Ja z kolei opowiadałem o nauce i kulturze przedwojennej Polski.

Stanisław Srokowski
Okazuje się, że wystarczy jeden albo dwu aktywnych ludzi, by zdarzyło się coś ważnego.Dużą rolę odegrał w tej konferencji Henryk Bajewicz. Inicjatorom przedsięwzięcia, lokalnym władzom, dyrektorce liceum, stowarzyszeniom kresowym, należy pogratulować dobrej organizacji i wciągania do świata prawdy i wiedzy młodego pokolenia.
DWÓR BINISZEWICZE
Nazywany jest też Muzeum Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. To jedyne prywatne muzeum kresowe, który zdołałem obejrzeć. Zbudowała je wielka miłośniczka Kresów, córka rodu kresowego, Aleksandra Biniszewska. Tak się nasyciła opowieściami babci, która utraciła dwór pod Stanisławowem, że postanowiła postawić taki sam na ziemi mazowieckiej, w pięknej okolicy wsi Kuklówka, nieopodal Warszawy.

Słuchała wspomnień babci i kreśliła na papierze kształt budowli. Aż wyszedł z tego imponujący dwór.

I w tym dworze Pani Ola zorganizowała muzeum. Można tam przeżyć niezwykłe chwile wzruszenia, kiedy się spogląda na panoramę Lwowa, oryginalne pamiątki po Piłsudskim, obrazy malarzy kresowych, stare zdjęcia, dokumenty i okazałą, siedmiotysięczną bibliotekę z unikalnymi zbiorami.
Ambasador rosyjski z gronem współpracowników Ambasady
W tym muzem odbywają się koncety i prezentacja twórczości wielu artystów polskich i zagranicznych.

Leonid Wołod'ko, piosenkarz
25.09.2010 odbył się koncert muzyczny i wieczór poświęcony kulturze rosyjskiej. To jeden z cyklu wieczorów, w trakcie których pani Ola prezentuje kulturę ludów zamieszkujących polskie Kresy. Była już prezentacja Ormian. Ateraz przyszła kolej na Rosjan. Zjawił się nawet ambasador rosyjski i chyba ponad 100 gości z wielu miast kraju, Warszawy, Krakowa, Wrocławia...

Anna Milewska i Marek Barbasiewicz
Wystąpił z piosenkami poetów Moskwy i Piotrogradu ceniony w kołach muzycznych bard, Leonid Wołod'ko, który zauroczył publiczność, a po nim polscy aktorzy, Anna Milewska i Marek Barbasiewicz z piękną recytacją rosyjskich wierszy.

Biblioteka
I ja miałem szczęście
promować dwa tomy z trylogii kresowej, "Ukraińskiego kochanka" i "Zdradę", ponieważ, jak zauważyła gospodyni, w tych powieściach znaleźć można silnie rozbudowny wątek rosyjski. Po prezentacji książek, podpisałem nadesłane przez wydawcę egzemplarze, wysuchując także ciekawych opinii o wcześniejszych moich książkach.

Aleksandra Biniszewska żegna gości
Podbudowany tymi opiniami, wracałem z przekonaniem, że warto o Kresach opowiadać, bo wciąż to żywa opowieść i chętnie słuchana.

Stanisław Srokowski
Nie obyło się, rzecz jasna, bez poczęstunku i smaków rosyjskiej kuchni.
KORFANTÓW
Ostatnie pokolenie Kresowian powoli schodzi ze sceny. Coraz więcej pożegnań i coraz więcej chorób. Dlatego każde spotkanie z ludźmi ze Lwowa, Stanisławowa, Tarnopola, Wołynia, z tamtych wsi, miast i miasteczek, to prawdziwy wgląd w najnowszą historię Polski, opowiadaną przez świadków.

Widok ogólny
Ci sterani życiem ludzie, mający dziś siedemdziesiąt kilka i osiemdziesiąt lat, to skarb dla nauki, kapitał wiedzy i doświadczenia. Tylko oni mogą jeszcze w żywym słowie zaświadczyć o bogactwie duchowym, pięknie polskiej kresowej ziemi, nieludzkich mordach i ludobójstwie, jakiego dokonała UPA. Dlatego ważne każde spotkanie z nimi, każda rozmowa i każdy ich gest. Na szczęście jest jeszcze trochę tych spotkań. Istnieją bowiem organizacje kresowe, często spychane na krawędzie życia publicznego, bez swoich siedzib i stałych miejsc narad, a jeśli już dysponują jakimiś lokalami, to te lokale są w stanie opłakanym.

Z drugiej strony sali
Organizacje kresowe na ogół nie otrzymują dotacji ani innego wsparcia od lokalnych władz, nie mówiąc o ministerstwach. Traktowane są jak piąte koło u wozu, bez należytego szacunku i uznania. A komu jak komu, a właśnie Kresowianom należy się hołd szczególny, bo to oni przeszli przez największe piekło wojny i oni utracili cały dobytek, pozostali często bez rodziców, braci i sióstr, krewnych, którzy zginęli pod toporami bandytów z UPA.
Oni ocalają pamięć Kresów. A władza, która tego nie rozumie i zaniedbuje te środowska, jest władzą głupią i prymitywną, bo zaniedbuje historię własnego narodu.

Przemawia Witold Listowski, obok prezes Kresowian, Białowąs w Korfantowie
5 września Kresowianie zebrali się w Domu Kultury w Korfantowie, w województwie opolskim. Uczestniczyli w Mszy św, złożyli hołd pomordowanym, a potem rozmawiali o swoim życiu, dziejach swoich rodów i o swoim własnym losie. Były to poruszające wyznania, znakomity materiał na film, ale reżysera nie było, prasy i radia też, bo idiotyczna poprawność polityczna nie pozwala im mówić całej prawdy o Kresach i ludobójstwie.

Stanisław Jastrzębski, autor książek kresowych
Mnie też poproszono, bym opowiedział o swoich książkach, jak powstają i o czym mówią. Toteż wystąpiłem z krótką opowieścią.

Stanisław Srokowski
Spotkaniu towarzyszyła wystawa z miejsc zbrodni, a prezes TMLiKPW z Kędzierzyna Koźla, Witold Listowski, przyniósł wiadomość, iż dojrzała myśl, by Kresowianie powołali do życia swoją partię polityczną. To dobry pomysł, o ile zostanie mądrze i bez waśni doprowadzony do realizacji. Tego życzę. O idei niebawem napiszę w dziale KRESY. Zaś panu Białowąsowi, organizatorowi tego spotkania gratuluję dobrej organizacji.
Pomnik pomordowanych Polaków
WSZECHPOLACY
22 sierpnia zaprosiła mnie we Wrocławiu Młodzież Wszechpolska na spotkanie poświęcone kulturze na Kresach.

Od czasu do czasu docierały do mnie informacje, jaka to straszna ta młodzież, z fobiami i wszelkimi pretensjami do świata. A tu się okazuje, że to kulturalne dziewczyny i sympatyczni chłopcy, uczniowie szkół średnich i studenci o dużej wiedzy, wrażliwi, dociekliwi i zatroskani o Polskę i jej losy.

Kiedy opowiadałem o wielkich twórcach i ich udziale w kształtowaniu polskiej duchowości, słuchali bardzo uważnie, a potem zadawali sensowne pytania i dociekali prawdy o Kresach. Ale oni, tak jak zdecydowana większość polskiej młodzieży, potrzebują wiedzy o najnowszej naszej historii, a szczególnie o historii Kresów, bez której nie sposób dokładnie i dogłębnie zrozumieć współczesnego życia.
Wracałem z przekonaniem, że to spotkanie było pożyteczne i dla nich i dla mnie. Dla nich, bo poznali jakby u źródeł to wszystko, co powinni młodzi ludzie wiedzieć o własnych dziejach, a dla mnie, bo przekonałem się naocznie, jak fałszywy obraz jej się maluje. To wrażliwi, niespokojni, jak inni młodzi, poszukiwacze prawdy. I oby nadal tej prawdy poszukiwali.
PIELGRZYMKA KRESOWIAN- JASNA GÓRA 2010
Na pierwszym planie zawsze aktywna i pełna uroku delegacja z Bytomia

Przy stoisku książek pojawili się autorzy( Stanisław Jastrzębski, autor wielu ważnych książek kresowych) i księgarze

Wydawcy i pracownicy księgarń

Obok sali JPII pielrzymka z Azji
Z Azji też ciągną w stronę Jasnej Góry zakonnice

Tymczasem na sali obrad coraz więcej Kresowian

Stanisław Srokowski obok pani sprzedającej wydawnictwa religijne
Na pielgrzymkę Kresowian na Jasną Górę 4.07.2010 r. przybyło z całego świata blisko 500 osób. Odbyła się Msza Św. celebrowna m.in. przez ks. Tadeusza Isakowicza -Zaleskiego, który wygłosił piękne i poruszające kazanie.

Ks. Tadeusz w otoczniu miłośniczek Jego książek
Zjawiły się muzyczne zespoły młodzieżowe
Raz jeszcze księgarze, wydawcy i autorzy
Niestety, organizatrzy nie stworzyli warunków do debaty, co chwilę przerywając mówcom w najciekawszych momentach, a sami tracili czas niepotrzebnymi wtrętami i uwagami, cenzurując wypowiedzi.

Piękne dziewczyny za chwile wystąpią na scenie
Sprawiali wrażenie, jakby się bali, że świat usłyszy prawdę. Gdzie jak gdzie, ale w środowiskach Kresowian tego jeszcze nie było.
Czyżby wirus poprawności politycznej i tutaj zajrzał. Niepotrzebnie po raz kolejny powtarza się tezę, że nas Kresowian i naszych potomków jest obecnie ok. 15 mil. Bo nie jest to prawdą.

Znakomity reżyser telewizyjny, Maciej Wojciechowski, szuka dla siebie obrazów
Podobnie rzecz wygląda z uchwałami. Organizatorzy nie pilnują podjętych uchwał. Dotyczy to lektur szkolnych, nauki historii i odkłamywania najnowszych dziejów. Już po raz trzeci albo i czwarty podejmuje się te same uchwały, których się potem nie realizuje. Rok temu prezes Kongresu Kresowian ogłosił potrzebę powołania politycznej partii kresowej. W tym roku nie rozliczył się w podjętych wcześniej zobowiań.

Frekwencja dopisała
A w góle to czas najwyższy postawić działalność środowisk kresowych na konkretne pragmatyczne cele. Ten krytyczny akcent nie odbiera ogromnego poświęcenia organizatorów, by pielgrzymka się odbyła, ale istota tkwi w poszukiwaniu prawdy, a nie wprowadzania uczestników w świat działań pozornych. Powinna się odbyć wielka debata Kresowian o nas samych, naszej sytuacji i muszą być podjęte konkretne postanowienia, muszą być konretni ludzie za nie odpowiedający i za rok rozliczający się z podjętych zobowiań. Czas zacząć publiczną poważną rozmowę, w której wezmą udział wszyscy, bez wyjątku i ograniczeń zainteresowane osoby. Moje łamy są otwarte. Inne też powinny być użyteczne.

Znakomita malarka, Adela Wiśniewska i Stanisław Srokowski
ARTYSTKA PIĘKNEJ WRAŻLIWOŚCI
Po pielgrzymce zobaczyłem wraz z żoną w Częstochowie czarującą wystawę malarstwa Adeli Wiśniewskiej.

Umiejętność tworzenia nastroju
Już wcześniej znałem z katalogów kilka jej ciekawych obrazów, ale dopiero ekspozycja kilkudziesięciu prac uzmysłowiła mi, z jak wytrawną, wymakowaną i pełną inwencji twórczej mamy do czynienia artystką.

Artystka i autoportret
Jej pastele i kwiaty nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie.

Obrazy skłaniają do zadumy i rozmów
Wiśniewska zauroczyła mnie jednak przede wszystkimi świetnymi portretami, ale też pejżażami przypominającymi klimat malarstwa impresjonistycznego, z własnym, oryginalnym klimatem.

Żywa wymiana zdań
Dodajmy, że malarka wywodzi się ze środowiska kresowego.

Autoportret sam w sobie pełen uroku; te barwy, kompozycja, klimat, refleksja
No i znowu porażająca uroda pejzaży. Chciałoby się mieć w domu takie perełki
SPOTKANIE W NYSIE
Absolwenci polonistyki WSP w Opolu z 1960 roku spotkali się 27 - 28. 06.2010 r. w Nysie.
Stanisław Srokowski przybył drugiego dnia. Kilka godzin spędzonych razem z koleżankami i kolegami, których nie widziało się pół wieku, było silnym przeżyciem. Wiele mieliśmy sobie do powiedzenia. Następne spotkanie za rok. Poniżej kilka zdjęć:

Janek Lechwar i Jadwiga Klich ( Rusałka), obecnie Berlin

Janek Lechwar, Kornelia Czaja( Kalina), Stanisław Srokowski

Boguś Możejko, Kalina i Stanisław Srokowski w domu Kornelii
ŚLUB
Niedługo po obronie doktoratu, Łukasz wziął ślub. Naturalnie, w naszej rodzinie to ważne wydarzenie. Wybranką Łukasza została absolwentka socjologii, Joanna Kupczak. Wesele odbyło się 26.06.2010, a ślubu osobiście udzielał w ogrodach Ossolineum prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz. Atmosfera była podniosła, choć nie bez akcentów młodzieżowej swawoli i wdzięku. A oto fotki:
Matka pana młodego, z lewej, i jej siostra z Grecji, Giorgia
Kuzynka Alina z córką Justyną

Wnuczka( po prawej) Stanisława Srokowskiego i jej kolega, Miłosz, i rzecz jasna, inni wspaniali goście

Panna młoda i pan młody

W oczekiwaniu na ślub

Ostatnie chwile przed przysięgą, napięcie rośnie

Prezydent Wrocławia czyni honory gospodarza
Ceremonia nakładania obrączek

Podpisywanie ślubnych dokumentów

Życzenia i gratulacje od prezydenta

Zaczyna się zabawa, która trwa do białego rana. Na pierwszym planie wnuczka pisarza, Ania

Matka pana młodego odstawia pusty kilich. Ale butelka wciąż pełna
DOKTORAT ŁUKASZA
Na prośbę wielu czytelników podaję też informacje o niektórych moich prywatnych spotkaniach. Powiadają mi czytelnicy, że ubarwiają one moją biografię. Niechaj tak będzie. O ile, rzecz, jasna, mają dla mnie, większą wartość. Nieraz ważne daty wyznaczają naszą przyszłość. Właśnie mój syn, Łukasz, trzy lata po skończeniu studiów socjologicznych, obronił 16.06.2010 na Uniwersytecie Wrocławskim doktorat, którego tematem była kultura zarządzania. Naturalnie, dla całej rodziny, to pełen napięcia i oczekiwań dzień. Byliśmy przy nim, towarzyszyliśmy mu i dodawaliśmy otuchy. Pomogło, choć pewnie bardziej pomogła solidna praca i dobra obrona tej pracy. Czasami ojciec powinien się egoistycznie pochwalić sukcesami syna. I właśnie się chwalę, bo jestem z niego dumny. I chcę, by wszyscy o tym wiedzieli. Obronił pracę z wyróżnieniem. A poniżej kilka fotek z obrony.
Komisja się zbiera, w środku propomotor p. prof. dr hab Patrzałek

Łukasz oczekuje na swoje pięć minut

Wielka radość po obronie

Kochana dziewczyna, Asia, składa gratulacje
.jpg)
No i ojciec sie przyłącza. Widać tę radość, nie :)
KONFERENCJA NAUKOWA NA UNIWERSYTECIE WROCŁAWSKIM

Widok ogólny sali
Z inicjatywy dr hab. Bogusława Pazia odbyła się w dniach 20.06.2010 - 22.06.2010 w pięknej sali Oratorium Marianum bardzo ważna międzynarodowa konferencja naukowa, poświęcona badaniom prawdy historycznej i politycznej na przykładzie ludobójstwa na Kresach południowo wschodnich. W konferencji uczetniczyli znakomici uczeni z Polski i zagranicy, m.in. prof. Czesław Partacz, dr Lucyna Kunicka, dr Rudling z Uniwersytetu Alberta, prof. Ihor Iliuszyn z Ukrainy, dr Adolf Kondracki z Ukrainy, pani Ewa Siemaszko, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Jako pierwszy wystąpił z referatem Stanisław Srokowski, mówiący o wielkości, kulturze i dramacie polskich Kresów. Frekwencja dopisała, choć ze względu na egzaminy, za mało pojawiło się młodzieży. Można też było obejrzeć wstrząsający film pt. "Zapomnij o Kresach", przygotowany przez redakcję "Wiedzę i życie - inne oblicza historii".

Słuchaczy przybywa

Z lewej dr hab. Bogusław Paź, obok Stanisław Srokowski

Występuje ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Na mównicy dr Lucyna Kulińska, pierwszy z lewej prof. Czesław Partacz
Prof. Sholon Newman z Bostonu
.jpg)
Prof. Adolf Kondracki z Kijowa

Ewa Siemaszko z Warszawy

Legendarny komandor rajdów katyński, wielki miłosnik Kresów, Wiktor Węgrzyn i Stanisław Srokowski

Z prawej prof. Leszek Jazownik z Zielonej Góry z córką

Pani prezes Stowarzyszenia Huta Pieniacka, Małgorzata Kola
BIBLIOTEKA MIEJSKA WE WROCŁAWIU, FILIA NR 23, BULWAR IKARA 
Stanisław Srokowski zaczyna spotkanie
Inne ujęcie
18.06.2010 r. odbyło się kameralne, ale za to bardzo interesujące, pełne pytań i problemów spotkanie poświęcone literaturze kresowej. Autor ironizował, iż stał się pisarzem elitarnym, ponieważ na jego wieczory przychodzą ludzie spragnieni specjalnej potrawy duchowej, mający wysokie wymagania wobec dzieł twórczych i dyskutujący o etyce, filozofii i pięknie. Poniżej kilka migawek z tego spotkania.
Zainteresowane twarze czytelników

Rozgorzała dyskusja, występuje red. Janusz Telejko z radia "Rodzina"
Kierowniczka biblioteki, p. Urszula Bielecka, czyta wiersze autora
Rozmowy kuluarowe z pisarzem

Pytań nie brakuje

Kolejni rozmówcy

I pogawędka z jednym z najwierniejszym czytelnikiem, który przypomniał autorowi spotkanie sprzed dwudziestu lat
A wszystko fotografował pracownik biblioteki. Dziękujemy za zdjęcia
KONFERENCJA POPULARN0-NAUKOWA DLA MŁODZIEŻY
WE WROCŁAWIU
11.06.2010 r. odbyła się w Centrum Wspierania Organizacji Pozarządowych we Wrocławiu ciekawa i ważna konferencja dla młodzieży z Dolnego Śląska pod hasłem: "KRESY, JAKICH NIE ZNAMY". Brało w niej udział Towarzystwo Miłośników Kultury Kresowej. Referaty wygłosili ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski i Stanisław Srokowski. Przybyła młodzież z Dolnego Śląska wraz ze swoimi opiekunami. Organizatorzy rozdali też dyplomy laureatom konkursu na wspomnienia kresowe. Młodzież zbierała materiał o Kresach w rozmowach ze swoimi babkami, dziadkami i innymi członkami rodzin. Inicjatywa godna upowszechnienia we wszystkich szkołach i na uczelniach wyższych.

Obok młodzieży pojawili się Kresowianie

Rejestrowała wszystko czujna kamera

Na pierwszym planie reżyser, Maciej Wojciechowski; po prawej organizatorka, Beata Gołaszewska
Młodzież Urodziwa młodzież w czasie przerwy

Od lewej: Stanisław Srokowski, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Prowadząca konferencją, dr Barbara Wiśniewska-Paź z córką
KLUB MUZYKI I
LITERATURY, WROCŁAW, 28.05.2010
Niezwykłe spotkanie z okazji promocji nowej powieści Srokowskiego pt. Zdrada". Obok wiernych czytelników z Wrocławia, pojawili się dawni uczniowie autora z Technikum Elektroenergetycznego w Legnicy, mieszkający obecnie w Polkowicach, Głogowie, Ziemnicach k. Kunic, Legnicy, Lubinie, Jaworze, Pile... Niektórzy z nich zajmowali lub zajmują ważne stanowiska w elektroenergetyce, budownictwie i innych branżach gospodarki. Spotkali się ze swoim nauczycielem po 43 latach. Były to wzruszające i ważne chwile. Dyskusja o książce, Kresach, pamięci i prawdzie trwała blisko 3 godziny. Ujawniła się przy okazji okrutna rzeczywistość; Srokowski, jako nauczyciel, był bardzo surowy. Ale jak widać, jakoś to nie przeszkodziło, by uczniowie wyszli na ludzi :). Zdjęcia przysłali Zbigniew Mysiakowski i Marek Lewański.

Inżynierowie, technicy, szefowie firm z książkami literackimi. Od lewej - Mieczysław Hipp i Jakub Lemański

Janek Szymański i Marek Lewański

Zbigniew Mysiakowski, Edward Janczewski, Henryk Jadwiszczak

Na spotkanie przybył też Tadeusz Warsza z Londynu, niegdyś Solidarność Walcząca

Spacer po mieście. Obok autora Władysław Błaszczyk, z tyłu Antoni Dębosz, budowlaniec, buduje obecnie Bibliotekę Uniwersytecką

Chwila przed spotkaniem w KMiL

Rozmowa przy kawie, od lewej Mieczysław Hipp, Jakub Lemański i Antoni Dębosz
Rozmowa przy kawie. Od prawej Marek Lewański, Jan Szymański, Edward Janczewski, Władysław Błaszczyk
Wspólne zdjęcie

Rozmowa w Rynku
Jeszcze jedno wspólne zdjęcie
DZIERŻONIÓW
Znakomicie przygotowane spotkanie (27.05.2010) z młodzieżą Gimnazjum nr 1.

Pełna sala słuchaczy

Młodzież w spektaklu o Szarych Szeregach.

Skupienie i uwaga

Pani dyrektor szkoły w rozmowie z gościem

W bibliotece szkolnej

Wystąpienie autora

Grupa młodzieży, która marzy o odwiedzeniu dawnych polskich ziem kresowych. Z tyłu autor

I jeszcze jedno ujęcie
PYSKOWICE, k. GLIWIC
24.05.2010 spotkanie z krajanami z Kresów. Miłą niespodzianką była dalsza rodzina. Trochę młodzieży.
Początek spotkania

Najmłodsze czytelniczki i autor

Pani Beata, doktorantka, z autorem. Przygotowuje pracę o książkach kresowych Srokowskiego

Rodzina Srokowskich i inne rodziny

Wspomnienia kresowe
ZABRZE
Miejska Biblioteka Publiczna w Zabrzu zaprosiła mnie 29.04.2010 r. na rozmowy o literaturze kresowej. W gronie kilkunastosobowym odbyła się ciekawa dyskusja.
Początek spotkania

Żywa rozmowa

Kwiat od bibliotekarki

Najwytrwalsi zbierają autografy

Nawet telewizja się zjawiła
INTAKUS, WROCŁAW
W klubie Intakus, we Wrocławiu, odbyło się 25 marca 2010 r. kameralne spotkanie z młodzieżą. Poniżej najmłodszy uczestnik z matką i ojcem. Tak się zaczyna wychowanie dzieci. Brawo, młodzi!
WOŁÓW
12.03.2010 r w Wołowie odbyło się bardzo ciekawe i dobrze przygotowane spotkanie Kresowian. Zorganizował je prezes stowarzyszenia, które dba o pamięć pomordowanych rodaków w Podkamieniu, Henryk Bajewicz, niestrudzony i ofiarny miłośnik Kresów i kultury kresowej.

Dzięki niemu i wsparciu mądrego i życzliwego ludziom starosty wołowskiego, Macieja Nejmana, a także mieszkańców okolicy, udało się zanteresować w budynku starostwa debatą kresową ponad stu gości, w tym sporą grupę młodzieży.

O Podkamieniu ciekawie mówił prezes Bajewicz, prezentując potem film ze świadkami historii. Był to czas skaładania znaków pamięci o pomordowanych naszych braciach i siostrach, i przypominania, że tej jednej z najstraszliwszych zbrodni w dziejach człowieka dokonali faszyści ukraińscy spod znaku UPA/OUN, Badera i Szuchewycz, niedawno wyniesieni przez prezydenta Juszczenkę na cokoły bohaterów. Wstyd i hańba, iż mordercy stają się dziś bohaterami. O tym też rozmawiano w Wołowie.

Młodzież uważnie słuchała, by wyciągać wnioski i przekazywać je innym. Starosta pięknie mówił o potrzebie kształtowania wrażliwości moralnej na ludzką krzywdę i upamiętniania miejsc kaźni. Niebawem w Wołowie rozpocznie się podsumowanie konkursu w szkołach, który zaświadczy o tym, że mlodzież pragnie poznać własne dzieje. Władze lokalne dołożą starań, by z młodzieżą tą spotkali się świadkowie historii, pisarze, twórcy, którzy znają tę problematykę. A w debacie padały opinie, że ważne są biblioteki pełne książek o polskich Kresach, pokazujące prawdę i oświetlające ten dramatyczny czas.

Referaty wygłosili ksiądz Tadeusz Isakowicz - Zaleski i Stanisław Srokowski.

A po debacie chwila odpoczynku w dobrym towarzystwie.
RÓD OSTROPOLSKICH
Po raz drugi miałem zaszczyt uczestniczyć w rodzinnym spotkaniu rodu Ostropolskich. To stary kresowy, rycersko-szlachcecki ród, sięgający korzeniami co namniej XVI w. W tym bowiem czasie, z nadania królewskiego, rycerze zasłużeni dla dworu otrzymywali ziemie, czasami całe wioski na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej. W ten sposób rozrastały się gałęzie tego rodu i Ostropolscy osiadali głównie w województwie tarnopolskim i stanisławowskim.
Ostropolscy - panowie
Od kilku lat członkowie tego rodu spotykają się systematycznie we Wrocławiu. To piękna idea, poznawanie swoich śródeł, dociekanie początków i rozwoju. Znakomity przykład dla młodych, dzieci i wnuków, którzy poczują się lepiej i pewniej, znając historię własnej rodziny.
Na ogół są to spotkania kameralne. Raz przychodzi 10 osób, a raz 20, różnie. Najstarszy, senior rodu, Pan Zachary, obchodzi właśnie 91 rocznicę.
urodzin. Dużo zdrowia!

Okrągły stół
6.03.2010 r. niemal przez dwie godziny rozmawiałem z państwem Ostropolskimi i ich krewniakami o Kresach, naszych losach i prezentowałem swoje książki "Nienawiść", "Ukraińskiego kochanka" i "Zdradę". Z satysfakcją stwierdziłem, że Ostropolscy pragną przekazać wiedzę o Kresach poprzez literaturę swoim dzieciom i wnukom. Dlatego książki szybko znikły. Miłe, ciepłe spotkanie z uroczymi damami i panami, dla których indywidualna historia rodu jest równocześnie historią zbiorowej pamięci.

Wspólne zdjęcie na schodach restauracji "Galicja"
Ważne, że Ostropolscy nie zapominają o średnim i młodym pokoleniu. Obiecaliśmy sobie spotkanie za rok.
W ŻARACH
Kresowianie zbierają się
Dla uczczenia pamięci ofiar mordów dokonanych 28.02.1944 r. na mieszkańcach wsi Huta Pieniacka przez bandy UPA i odział dywizji SS Galizien zostałem zaproszony przez środowisko kresowe do Żar, by porozmawiać o źródlach zła i zastanowić się nad tym, jak złu przeciwdziałać.

Przypomnijmy, że 66 last temu do Huty Pieniackiej w województwie tarnopolskim wtargnęły uzbrojone po zęby grupy ukraińskich faszystów i wymordowały niemal całą wieś, w sumie ponad 1200 osób. Zbrodniarze spalili kościół, zamknęli w stodołach ludzi, podpalili stodoły i ludzie ginęli w płomieniach. A ci, ktorzy chcieli uciec, zostali rozstrzelani lub zamordowani siekierami.

Opisuję m.in. i tę tragedię w najnowszej powieści "Zdrada", drugim tomie "Ukraińskiego kochanka". Wielu czytelników przyszło, by spotkać się z autotem i porozmawiać o inspiracjach twórczych i współczesnej literaturze. Ale główny nurt debaty dotyczył historii, polskiej tradycji na Kresach, jej bogactwa i upadku.

Przemawia rodak z Hnilcza, Franciszek Sługocki
Na spotkanie przybyło ponad 60 Kresowian i ich rodzin, zjawił się nawet rodak z mojej wsi, Franiciszek Sługocki, który opowiadał o swoim losie i o tym, jak ocalał z ognia, gdy i naszą wieś banderowcy spalili.
Najwięcej żalu ludzie mają - i słusznie - do tego, co się obecnie dzieje na Ukrainie, a przede wszystkim do prezydenta, który odszedł, Juszczenki, który wyniósł do chwały największych zbodniarzy tamtych czasów, Banderę i Szuchewycza, czyniąc z nich bohaterów narodowch. A cóż to są za boterowie, których ręce ociekają niewinną krwią? Mają być przykładem dla ukraińskiej młodzieży i wskazywać drogę, jak mordować? To bardzo zła droga. To jakby stawiać pomniki Himlerowi, Gebbelsowi i Hitlerowi w Berlinie, pod którymi kwiaty składa prezydent kraju.
Niedługo wszystkie delegacjez zagraniczne świata będą miały duży problem z przyjazdem na Ukrainę, bowiem każe się pewnie im pochylać głowę przed mordercami. Do tego nie wolno dopuścić.
W Żarach przewodniczy Kresowianom świetny organizator, zacny i miły człowiek, pełen pasji dla sprawy polskiej, pan Józef Tarniowy. Zaimponował mi opowieścią o bydynku, który należy do Kresowian. Sami Kresowianie postawili go niemal od fundamentów. Dostali ruinę i odbuwali własnymi siłami. Teraz tam odbywają się przeglądy rękodzielnictwa, spotkania, narady, dysusje, festiwale piosenek, jest na miejscu księgozbór kresowy, mała biblioteczka, miejsce na odpoczynek, pogawędkę i pracę z młodzieżą.

Pierwszy od lewej prezes Józef Tarniowy, obok autor
Spotkanie trwało blisko 2 godziny. Miałem też okazję wraz z dawnymi żołnierzami AK i członkami samoobrony wsi, która odpierała ataki band UPA, uczesniczyć w składaniu kwiatów pod pomnikiem pomordowanych. Zadbane, dobrze ustuowae, tuż koło nowego kościoła, miejsce pozwala przypominać, jaka była droga przyjazdu na te ziemie.
Wracałem obdarowany pięknymi albumami z grafiką Stanisława Górala, pod silmym wrażeniem sprawności organizacyjnych Kresowian i poczuciem, że dzięki takim ludziom jak pan Tarniowy i jego koledzy, pamięć o Kresach nie zaginie.
W SYCOWIE 
Widok ogólny sali
W sobotę, 30.01.2010 Syców zamienił się na jeden wieczór w stolicę Kresów. Zjechały tam polskie zespoły artystyczne i folklorystyczne z wielu krajów Europy Wschodniej, Litwy, Białorusi i Ukrainy, przybyli też rodacy z Anglii, Francji i Ameryki. Ogromna sala OSIR-u wypełniła się po brzegi. Chyba z siedemset osób słuchało występów i podziwiało młodych i nie tylko młodych artystów.

Największe uznanie i szacunek zdobył przedstawiciel bodajże Polaków z Żytomierza i okolic, wygłaszając piękną starodawną polszczyzną przemówienie, które mowę widowni odebrało.

Wystawa poświęcona Kresom
Opowiadał, czym jest dla niego stara Ojczyzna, jak bardzo za nią tęskni i jak ciągle pracuje, by jego dzieci były wychowywane w polskim duchu. Padł w końcu na kolana, dziękując gospodarzom i przybyłym gościom za to, że on sam i jego zespół mógł się zaprezentować. I powiedział, że Polska jet najwyższą wartością, dla której warto żyć.

Wierne czytelniczki i autor
Wzruszenie nawet posłom towarzyszyło, a jak wiadomo, to twardzi ludzie.
Nowe czytelniczki
Przybyli, a jakże by inaczej, panie i panowie z ministerstw i wysokich instytucji z Warszawy. I też wyrażali swój zachwyt dla tego, co się dzieje w Sycowie.

Dedykacje
A to już siódme spotkanie. Były też atrtakcje garmażerajne, kuchnia kresowa, chleb ze smalcem, barszcz z uszkami i wiele innych smakołyków.

Przyszli czytelnicy
Nie zabrakło okolicznościowej wystawy zdjęć młodzieży pracującej przy odbudowie cmentarzy i fotosów ekipy telewizyjnej z Wrocławia, która już setki razy odwiedziła Kresy.
Wasz skromny sługa też miał swój kącik, przy którym książki podpisywał.

Kuchnia kresowa
A na koniec dzieliśmy się opłatkiem, składając wzajmnie sobie życzenia. A było komu składać. Posłom, pracownikom ministerstw, stowarzyszeń kresowych, kapłanom, biskupom kilku wyznań
i mieszkańcom Dolnego Śląska.
Bardzo pożyteczne, mądre i ciekawe spotkania. Należą się szczere gratulacje władzom miasta, burmistrzowi, jego pracownikom i licznym służbom porządkowym.
Za rok kolejne spotkanie.
W BYTOMIU
We czwartek, 21.01.2010, zaproszony przez p. Danutę Skalską, odbyłem spotkanie literackie w środowisku kresowym Bytomia. Jak zwykle, sala wypełniona po brzegi, mimo mrozów. Panie i panowie eleganccy, nastrój niemal świąteczny, a jakże, wszakże to lwowiacy i nie tylko, mieszkańcy Lwowa, Stanisławowa, Kołomyi, Buczacza i innych kresowych ziem. Zawsze tu czuje się szczerą gościnność, dobry styl i szyk oraz duży głód wiedzy w każdym przejawie kulturalnego życia.
Pani Danuta Skalska ze "Zdradą"

Po spotkaniu zostali czytelnicy, z którymi kontynuowaliśmy dyskuję. Niestety, za późno wyjęliśmy aparaty i nie możemy pokazać całej sali
Pani Danuta wiele tu robi pożytecznych rzeczy, spotkania z pisarzami, występy kabaretów, wieczorki muzyczne, wystawy, mimo, iż jest zaganiana bez reszty, jako społecznica, radna i redaktorka regularnej i bezcennej kresowej audycji radiowej w rozgłośni Polskiego Radia w Katowicach, nadawanej co niedzielę rano. Ciągle ma czas jeszcze dla licznej rodziny kresowej.
Przy Moniuszki 13 można zjeść też dobry obiad i napić się gorącej herbaty.
Toteż, gdy tam przyjeżdżam, natychmiast zjawia sie przede mną, a czemuż by nie, talerz z lwowskimi pierogami i inne smakołyki. No, a potem robota, czyli dwu albo i trzygodzinna rozmowa o książce.
Tym razem prezentowałem drugi tom "Ukraińskiego kochanka", czyli "Zdradę". Sporo osób kupiło ją i było o czym debatować. Zastanawialiśmy się, czy warto dziś rozmawiać o Kresach. I czy słuszne są opinie polityków, by do Kresów nie wracać, a najlepiej w ogóle o tym nie mówić, bo drażnimy Ukraińców. A po co mamy drażnić, skoro jesteśmy strategicznymi partnerami i powinniśmy siedzić cicho pod miotłą. Kresowanie pod miotłą?! Już nie takich rad nie słuchaliśmy. Toteż przejmujmy się tym, co się na Ukrainie dzieje. Bardzo się martwimy, że odradzają się tam partie, które głosza chwałę ideologii faszystwskiej i wynoszą na ołtarze największych morderców i zbrodniarzy, Szuchewycza, Lebed'ia, Kłaczkywskiego i Banderę. Właśnie tego ostatniego, Stepana Banderę, prezydent Ukrainy, jakby na złość Polakom, w ostatnich dniach swego urzędowania mianował bohaterem Ukrainy. Oto do czego doprowadziła strusia polityka prezydenta Kaczyńskiego i polskiego rządu. Policzek dla Polski.
Pan Mirek ze swoją małżonką. Był pierwszym, który roztaczał przede mną kilka lat temu panoramę działań bytomskich kresowian
Rozmawialiśmy więc, czy powinniśmy głośno mówić o zbrodniach ludobójstwa, czy też zamknąć usta i dać mówić zbrodnarzom i ich mocodawcom. Dla mnie sprawa jasna jak słońce. Należy mówić prawdę i tylko prawdę. Bo szanujemy naród ukraiński. I jemu należy się prawda, tak samo, jak naszemu narodowi. W świetle prawdy lepiej się oddycha, lepiej się żyje i lepiej się wzajemnie rozumie.

Autor podpisuje "Zdradę"
Przemilczanie, kłamstwa i obłuda prowadzą tylko do nieufności, złudzeń i nowych zbrodni.
Już przez czterdzieści kilka lat władze sztucznie budowały przyjaźń ze Związkiem Radzieckim. I co z tego wyszło, wiemy. Nie chcemy tak budowanej przyjaźni. Chcemy przyjaźni prawdziwej, opartej o potrzeby i pragnienia narodów. Opartej o prawdę. Dramat, obłuda, cynizm i fałsz służą złej sprawie. A każdemu narodowi, powtarzam, należy się prawda. Rosji, Ukrainie, Polsce, Litwie, wszystkim. Nawet gorzka i ciężka prawda jest lepsza od kłamstwa.
Dlatego warto i należy mówić o tym, co się stało na Kresach. Jakie one były, jak się tam żyło, jak się mieszały nacje, religie, kultury, obyczaje, języki i style. Jak powstawała najwybinietniejsza polska literatura, nauka i sztuka. Jakie to potężne umysły tam wyrastały. Jak budowano wzajemny szacunek i uznanie, nawet, jeśli narastały napięcia i konflity. Bo nie ma innej drogi, tylko poszanowanie dla każdego narodu i każdego człowieka. To banał, ale banał, którego nam często brakuje.
Należy też pamiętać, że Kresy są kluczem do współczesności. Jeśli chcemy zrozumieć, co się dziś dzieje w Polsce, z nami, jako z narodem, a także na Ukrainie, i po części w całej Europie, bez Kresów tego się nie da zrozumieć. Dlatego Kresy stanowiły i zawsze stanowić będą dla ludzi myślących fundament dla pojęcia i ogarnięcia istniejących i przyszłych problemów Polski.

Także "Ukraińskiego kochanka" czytelnicy poszukują. Można jeszcze zdobyć...
Dlatego każda nowa książka o Kresach to nowe światło rzucone na polskie i nie tylko polskie życie. W tym duchu mówiliśmy także o "Zdradzie". Że otwiera ona nową perspektywę dla powikłanych, bolesnych i dramatycznych losów ludzkich.
Mam nadzieję, że niebawem, gdy tylko czytelnicy przeczytają powieść, zechcą się podzielić z autorem i innymi czytelnikami swoimi opiniami, wrażeniami i przeżyciami. A my te opinie i przeżycia tutaj zamieścimy. Czekam i pozdrawiam.
WKĘDZIERZYNIE - KOŹLU
Po raz kolejny, tym razem 14 12 09, Miejska Biblioteka Publiczna zaprosiła mnie na spotkanie autorskie. Prezentowałem drugi tom sagi kresowej. Po "Ukraińskim kochanku" opowiadałem o "Zdradzie".
Mówiłem, jakie były źródła tej książki, kiedy i w jakich okolicznościach powstała, jak wpłynęły na to moje osobiste losy, historia mojej rodziny, mojego regionu i mojej wsi, a także opowieści i zwierzenia osób, które przeżyły ludobójstwo dokonane na Polakach, Czechach, Ormianach, a także samych Ukraińcach, którzy nie chcieli się poddać represjom i terrorowi OUN i UPA.

Początek spotkania.
Choć moja książka jest powieścią i rządzi się prawami gatunku, to ten gatunek rozpycha, by zrobić w nim miejsce dla żywych świadków wydarzeń. Bowiem oni w mojej książce też występują. I o nich właśnie mówiłem. O tych, co przeżyli, a później mi bardzo dokładnie zrelacjonowali, w jaki sposób zostali uratowani.
Dyskusja była żywa i długa, i trwałaby pewnie jeszcze dłużej, bo pytań nie brakowało, ale czas naglił, niemal trzy godziny prysnęły jak bańka mydlana.

Sala powoli się napełnia
Jednym z wątków tej dyskusji była rola Armii Krajowej w ocalaniu Polaków przed rzezią. Wciąż o tym za mało wiemy. Szczególnie o wywiadzie i kontrwywiadzie polskim. A był on jednym z najlepszych w czasie wojny. Niekórzy znawcy przedmiotu powiadają nawet, że był najlepszy w Europie. Jeśli się tego nie wie, trudno dokładnie zrozumieć niektóre partie mojej książki. Na szczęście, akurat w tym środowisku wiedza o AK nie była mała. Mówiliśmy więc o historii, ale także o współczesności. O tym, jak historia jest odbierana, jaką ma dla nas wartość. I jak wpływa na bieżące życie.

Autor
Mówiłem o tym, że bez Kresów nie jesteśmy w stanie zrozumieć bieżących wydarzeń politycznych w Polsce, na Ukrainie, czy w Niemczech, słowem, w Europie.
Dlatego bardzo się ucieszyłem, że na sali znalazła się pewna urocza studentka, która podjęła w swojej pracy magisterskiej tematykę kresową. Nie boi się, jak często boją się tego nasi uczeni, profesorowie, rektorzy i dziekani.
Poprawność polityczna bowiem zniewala umysły i zabija prawdę.
Poprawność polityczna dokonuje gwałtu na szczerości i uczciwości ludzkiej.
Demoralizuje i fałszuje rzeczywistość.
Poprawność polityczna, ponura i gnuśna, zabija rozwój osobowości, zniekształca świadomość, czyni z nas niewolników.

Sala z boku
Dlatego każdy czyn, każda decyzja, która łamie zasady poprawności, jest abslutnie mądra i godna najwyższego szacunku. Ta studentka już na taki szacunek zasłużyła. Choćby przez sam wybór tematu. Bo nie uległa presji środowiska. Udowodniła, że ma charakter. I szuka prawdy.
Niestety, tego charakteru brakuje wielu uczonym i rektorom szkół. Niedawno mieliśmy taki przypadek, gdy rektor Uniwersytetu Wrocławskiego odwołał konferencję naukową zaprojektowaną przez znakomitego znawcę Kresów, dra Pazia. Konferencja nie odbyła się, a rektor swoją decyzją ośmieszył siebie i uczelnię. Składałem w tej sprawie protest.
Wpisał się bowiem w takie myślenie, jakie zaprezentował pewien polski wybitny reżyser. Opowiadał o nim na spotkaniu w Kędzierznie - Koźlu jeden z dyskutantów. Otóż na pytanie, dlaczego nie robi filmów kresowych, ów wybitniak odrzekł:
- Coś pan?! Co by na to powiedział nasz wschodni sąsiad?
Takie to mamy wybitności.
Nie ma więc polskich kresowych filmów, nie ma sztuk teatralnych, widowisk telewizyjnych. I nie ma obrazów tej zatopionej w niepamięci polskiej Atlantydy.
Nie wspominam o tchórzostwie polityków, bo to oni sami sobie zarzucili pętlę poprawności politycznej i teraz się w niej duszą. A może się nawet wstydzą. Jeśli rzecz jasna, mają jakieś poczucie wstydu, w co wątpię, bo pewnie nie mają.
Na szczęście znajdują się jeszcze niezależne umysły i godne postawy uczonych. Obserwowaliśmy je niedawno w Zielonej Górze, na tamtejszym Uniwersytecie, gdzie prof. Leszek Jazownik zorganizował świetną konferencję naukową poświęconą pamięci narodowej. Podobnie się działo na Politechnice Wrocławskiej. To świadczy o prawdziwym poszukiwaniu prawdy. I godnej postawie uczonych.

Sala z prawej strony, ostatni po lewej, prezes Witold Listowski
Każde miejsce, w którym się mówi pełnym głosem o polskich Kresach jest miernikiem rzetelności i logicznego myślenia.
Na szczęście są jeszcze takie biblioteki, domy kultury, regionalne stowarzyszenia, studenckie korporacje, szkoły, kluby, domy parafialne i kościoły, w których prawda brzmi jasno i prosto. I nie boi się obcych ambasadorów.
Do takich placówek należy biblioteka w Kędzierzynie - Koźlu.
No, ale tam działa prężne środowisko kresowe, ktremu przewodzi znakomity, otwarty i mądry prezes, Witold Listowski. Tam też są wrażliwe i otwarte na świat bibliotekarki.
Spotkanie zostało niezwykle starannie przygotowane, z pięknymi, osobistymi zaproszeniami i małym kiermaszem książek, na którym czytelnicy mogli nabyć ostatnią moją powieść. I ci, którzy chcieli, nie mieli z tym żadnego kłopotu.
Wracałem usatysfakcjonowny, że mogłem szczerze i długo porozmawiać. To dla autora duża wartość.
W ŁOSIOWIE
Zaprosiła mnie 10 12 09 r. biblioteka w Łosiowie, koło Brzegu. Wiele się tu robi dla sprawy kresowej. Jest nawet lokalny zespół ludowy, piosenki, występy, wspomnienia.
Pani bibliotekarka powoli gromadzi książki z tematyką kresową, sama układa wiersze, przygotowuje okolicznościowe uroczystości.
Słowem, robi dużo ważnych i ciekawych rzeczy.
W wielu domach zamieszkują ludzie stamtąd, pamiętają swoje strony. Wypędzeni z własnych chat, przez lata wspominają dawną ziemię, pola, lasy, sady, pachnące owoce, cudowne światło, strumyki, świat dzieciństwa.
O swoich przodkach, dziadach i pradziadach powinny pamiętać też dzieci, synowie, wnuki. Ale czy pamietają?
Nie bardzo.
By im przypomnieć, czym były dla Polski Kresy, organizatorzy poprosili mnie, bym opowiedział o wielkości i pięknie zagarnionej nam ziemi.
Przyszli na spotkanie gimnazjaliści, ale nie widać było wielkiej pasji. Mało się dotąd interesowali życiem swoich antenatów. Czeka ich jeszcze wiele pracy, by poznać choćby kawałek dziedzictwa własnych przodków. Nie radzą sobie z historią rodziny. To duży problem dla identyfikacji. Wieloletnie zaniedbania szkoły, programów nauczania, ale też matek i ojców, którzy za rzadko rozmawiają z dziećmi o przeszłości, owocuje niewiedzą. Nie rozwija się wrażliwości na własny los.
Łosiów tylko unaocznił mi to, co wiem skądinąd, że przed historykami, pedagogami, politykami i ludźmi kultury stoi wielkie pole do zaorania. I zasiania zdrowego ziarna.
Może ten początek w Łosowie stanie się bodźcem do zmian na lepsze, tak bardzo potrzebnych w rozwoju psychicznym, duchowym i intelektualnym młodego pokolenia.
Jeśli dzieci ze wsi mają rywalizować z dziećmi z miasta, jeśli mają się dostać na studia i iść dalej, przede wszystkim muszą poznać historię swoich rodów. To znaczy, muszą chcieć poznawać, rozumieć i wyciągać wnioski z własnego życia i jego ograniczeń.
Dlatego tak ważne są spotkania młodzieży z pisarzami, aktorami, muzykami, odkrywcami. By jej wyobraźnia rozwijała się, a pamięć utrwalała dobro wspólne.
Miłe wrażenie robi zadbana i czysta stacja kolejowa w Losiowie. Tam miałem krótką i pocieszającą przed odjazdem pociągu rozmowę z jedną z gimnazjalistek, która skwitowała spotkanie z młodzieżą: " Fajne było!". Chodzi jednak nie tylko o to, by było fajne, ale przede wszystkim o to, by słuchacze po takim spotkaniu porozmawiali ze swoimi rodzicami o dawnych czasach.
Wtedy ładna i zadbana stacja stanie się jeszcze bardziej ładna i jeszcze bardziej zadbana.
"LIRYKI" W KLUBIE MUZYKI I LITERATURY WE WROCŁAWIU
Tym razem wystąpiłem 8 grudnia 2009 r. przed czytelnikami jako poeta. To mi się zdarza niezwykle rzadko. W ciągu dwudziestu pięciu lat opublikowałem tylko dwie książki poetyckie, "Miłość i śmierć", przed pieciu laty oraz "Liryki", w tym roku.
Muzy pchnęły mnie ostatnio w stronę prozy. Uznały, że powinienem się zająć problematyką kresową, jako że jestem jednym z ostatnich polskich pisarzy, którzy ludobójstwa doświadczyli na własnej skórze. I oddelegowały mnie, bym o tym ludobójstwie opowiadał. A przy okazji, bym przypomniał, jak wielką, piękną i magiczna krainą były polskie Kresy.

Autor i słuchacze w Klubie Muzyki i Literatury
Najnowszy tomik poetycki zaś stał się pretekstem do spotkania z przyjaciółmi, znajomymi i koneserami mojej poezji. Wiem, że wiersze nie są chlebem powszechnym. I być nie mogą. Smakują je bowiem umysły szczególnie wrażliwe, niepokorne, poszukujące metafizyki i nowego spojrzenia na świat.
Proza bowiem, najprościej mówiąc, opowiada o rzeczywistości, którą widzimy i o której coś wiemy, ale nie rozumiemy jej do końca. Zaś poezja objawia nam prawdę, której nie widzimy, ale pragniemy ją poznać. Dzięki temu wiemy, że istnieje jeszcze inna rzeczywistość niż ta, którą obserwujemy gołym okiem. Potęgą poezji jest metafora, która przesuwa granice naszego poznania. Dzięki niej, nagle przekraczamy horyzonty, których bez poezji nigdy byśmy nie przekroczyli. W tym względzie poezja zbliża się do magii, mistyki i metafizyki. Czasami też do religii.

Tłumacz esperanta, Andrzej Kraszewski i słuchacze
Wiedząc to, z tym większym podziwem patrzyłem, jak wypełnia się Klub Muzyki i Literatury i zjawiają się dawni i nowi moi czytelnicy.
Od dawna próbowałem zdefiniować świat, w którym spędziłem młodość i całe swoje życie dorosłe. Czym on był i jakimi szczególnymi cechami się odznaczał. Nie chodzi mi o nazwanie systemu. Bo on został nazwany. I na ogół rozpoznany. Mnie interesowały immanentne cechy tego świata i w czym się najbardziej przejawiały.
I u początku swojej poetyckiej drogi doszedłem do wniosku, że dwa postawowe kryteria charakteryzowały ów świat. Pierwszym był stosunek do języka, a drugim do ceremonii. Gdy się obie te cechy odsłoni i pokaże się w karykaturalnym świetle, system nie jest w stanie się obronić Gdy więc w końcu lat pięćdziesiątych zacząłem pisać wiersze, zająłem się głównie językiem. Tak się dobrze okoliczności zbiegły, że mniej więcej w tym samym czasie tą samą problematyką zajął się Tymoteusz Karpowicz, najniezwyklejszy i najbardziej oryginalny poeta polski. On wyczuł i pojął, że w świecie, w którym żyjemy, całe zło zaczyna się od języka i w języku się kryje.
.jpg)
Autor podpisuje książkę
Język zaczyna służyć kłamstwu, a nie prawdzie. Wolność stawała się niewolą, piękno brzydotą, a sprawiedliwość niesprawiedliwością.
Dlatego doświadczenie Karpowicza i dla mnie stało się bardzo ważne. Karpowicz stawiał światu poetycką diagnozę, wskazując, że prawdy należy szukać w języku. Na polskiej scenie poetyckiej pojawiło się więcej poetów z takimi zamysłami. Byli to: Ryszard Krynicki, Stanisław Barańczak, Krystyna Miłobędzka i paru innych.
Poezja lingwistyczna rozsadzała system od środka. System był jednoznaczny, toporny i gnuśny, a poezja lingwistyczna finezyjna, wręcz chirurgiczna i pokazywała świat wieloznaczny i akcjologicznie bogaty.

Po spotkaniu towarzyska rozmowa z autorem i tłumaczem, z prawej, przyjaciel pisarza, legenda "Solidarności Walczącej", Kornel Morawiecki
Z takim światem system nie był w stanie sobie poradzić.
Nie miał intelektualnych narzędzi, by nas rozbroić.
Dlatego poezja lingwistyczna rozlała się jak rzeka po umysłach poetów i czytelników. I postawiła wymagania cenzurze, jakim cenzura nie była w stanie poradzić.
Natomiast drugą immanentną cechą systemu było zrytualizowanie ceremonii świeckich i nadanie im charakteru sakralnego, w którym miejsce Boga, zajmował wódz, albo na niższym piętrze lokalny kacyk, czy watażka, a obok cały dwór. Wystarczyło w literaturze uczynić z tego groteskę, satyrę, czy żart, a system walił się jak domek z kart. Nie wytrzymywał potęgi śmiechu. Dawałem wyraz takim obrazom w kilku powieściach, np. w "Ladacznicy i chłopcach", "Śnie Belzebuba", w czy "Płonącym motylu".

Z lewej, żona pisarza, Maria i jej przyjaciółka, Hania Łukowska- Karniej
I o tym właśnie opowiadałem na spotkaniu.
Wśród licznych słuchaczy widziałem zadumanego Kornela Morawieckiego, legendarnego twórcę "Solidarności Walczącej", zatroskanego czymś Janusza Dobrosza, byłego marszałka Sejmu, Adama Peśnara, bojownika o język esperanto dla Europy i swiata, i wiele innych znakomitości. Adam Pleśnar ponadto w sposób krotochwilny czytał moje teksty, wydobywając z nich satyryczny i groteskowy ton.

Krotochwilny Adam Pleśnar i Maria Ganaciu-Srokowska
Pięknie i przekonująco wystąpił tłumacz moich wierszy, Andrzej Kraszewski, który przełożył książkę na esperanto.
Opowiadał ze znawstwem o roli i odpowiedzialności translatorskiej.
Po dwu godzinach spotkania wypiliśmy po lapmce wina i już w grupach rozmawialiśmy o poezji i bieżącym życiu
"ZDRADA" W KRAKOWIE
19.11.09 po południu wyjechałem do Krakowa. Na dworcu czekał już na mnie brat Piotr, zakonnik, moje odkrycie literackie, niezwykle ciekawy młody poeta, drążący problematykę metafizyczną, zafascynowany Kresami i dociekliwie badający ich glebę kulturową i skomplikowaną historię. Pisze coraz ciekawsze, mądre i głębokie wiersze. O specyficznej, delikatnej urodzie. Wprawdzie ma już za sobą miniaturową książeczkę, niemal nie zauważalny debiut, ale prawdziwy żar poetycki dopiero przed nami. Ciekawa, niespokojna i dramatyczna osobowość.
Przyszedł po mnie w habicie, pięknie wyglądał, jak św. Franciszek, uśmiechnięty, ale i czupurny, z tkwiącymi w głębi charakteru cechami sarmackimi.
Towarzyszyli mu student i licealistka, z którymi był na jakichś uroczystościach zakonnych. Zawieźli mnie do klasztoru, zostawiłem tam swoje rzeczy i Piotr porwał mnie na spacer i dłuższą rozmowę na Kazimierzu. Przed północą zjawiliśmy się znowu w klasztorze i po pół godzinie rozstaliśmy się. Otrzymałem wygodną celę, surową, ale z łazienką i wszelkimi higienicznymi wygodami.
Rano zjedliśmy śniadanie i poszedłem na spotkanie z p. Maćkiem, reżyserem telewizyjnym, który zaprowadził mnie do Liceum Sztuk Plastycznych. W klasie ponad 60 uczniów, przyszli artyści, więc mówiłem głównie o literaturze i sztuce Kresów, odwoływałem się także do sztuki współczesnej. Słuchali bardzo uważnie, a pani dyrektor powiedziała potem, że to było jedno z najważniejszych spotkań, w jakim uczestniczyła od lat. Miło to było usłyszeć, próżność autora została zaspokojona. Na pamiątkę podarowała mi miniaturową płaskorzeźbę. A p. Maciej wszytko to zarejestrował na taśmie.
***
Po spotkaniu p. Maciej zaprowadził mnie do hotelu Wit Stwosz, zarezerwowanego przez wydawnictwo "Arcana". Po krótkim odpoczynku poszedłem do Klubu "Pod Gruszką", gdzie się miała odbyć promocja mojej nowej powieści kresowej "Zdrada"
Czekała już pani prezes wydawnictwa, Zuzanna Dawidowicz, którą dopiero miałem okazję poznać osobiście. Czekał też prof. Maciej Urbanowski z UJ. Sala powoli się napełniała. A kiedy prof. Ubranowski zaczął prezentować moją sylwetkę twórczą i opowiadał o książce, pojawiło się więcej słuchaczy. W sumie przybyło blisko 40 osób, głównie inteligencja krakowska, artyści i poeci, np. autorka pięknych wierszy, Elżbieta Wojnarowska, także piosenkarka i powieściopisarka, kilku profesorów, w tym prof. Lucyna Kulińska, znakomita znawczyni problematyki kresowej. Było kameralnie, ale czuło się, że ci, co przyszli, mają coś ważnego do powiedzenia.
Ja głównie mówiłem o wadze i znaczeniu Kresów dla pamięci narodowej, trochę też o źródłach literackich „Zdrady”.
Profesor Ubranowski, w swojej poważnej i głębokiej analizie zwrócił uwagę na trzy ważne elementy książki:
że jest to powieść nowego typu, jak ją nazwał, "naturalizmu magicznego", w której realia świata naturalnego przeplatają się ze sferą magiczną tego świata;
że postać, zachowanie i los jednego z bohaterów, a przede wszystkim jego śmierć, księdza Roberta, przywołują przed oczy postawę, zachowanie i śmierć Chrystusa. Czyli Chrystus ciągle się w nas odradza i ciągle umiera.
I po trzecie dostrzegł żywą, wartką akcję i walory
emocjnalne utworu.
Wiele uwagi poświęcił też strukturze powieści, jej elementom konstrukcyjnym i znaczeniu głównych postaci Kasi i Mitii w kształtowaniu świata przedstawionego. Było to dla mnie pierwsze, ważne odczytanie zarówno "Zdrady", jak i całej, jak na razie, dygolii kresowej.
Potem nastąpiła żywa dyskusja, było dużo pytań i dużo odpowiedzi. Zwracałem uwagę, że moja powieść, choć pozornie wywodzi się z nurtu historycznego, dotyka żywo świata współczesnego i kładłem nacisk na to, by zrozumieć silny zwiazek, w jakim Kresy się łączą z problemami życia współczesnego. Nie można bowiem bez Kresów zrozumieć wielu konfliktów rozdzierających nasze społeczeństwo, nie można też pojąć relacji międzynarodowych zachodących dziś między Polakami, Ukraińcam, Niemcami, Rosjanami, Żydami itp, itd. Nie można realnie i rzetelenie wytłumaczyć działań i zachowań arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego bez wejścia w głąb problematyki ludobójstwa na Kresach. Słowem, Kresy są także kluczem dla realiów współczesnej Europy.
Już po oficjalnym zakończeniu spotkania, trwały dalsze dysputy i dociekanie prawdy o Kresach. W sumie, dla autora, owocne, ważne i głębokie przeżycie.
Dalsza część wieczoru upłynęła mi na długiej rozmowie z bratem Piotrem. Następnego dnia byłem już we Wrocławiu.
Cierpki smak literatury
W ostatni piątek 20 listopada w restauracji „Pod gruszą” w Krakowie odbyło się spotkanie autorskie, którego gościem był dobrze znany wszystkich miłośnikom Kresów pisarz Stanisław Srokowski. Podczas spotkania, oprócz dyskusji na temat literatury i historii, padło również wiele gorzkich słów pod adresem dzisiejszej polityki pamięci Polski i Ukrainy.
Celem spotkania zorganizowanego przez wydawcę "Zdrady" Wydawnictwo Arcana, poza dyskusją na temat nowej książki S. Srokowskiego, było także podjecie refleksji na temat zbrodni dokonanych przez Ukraińców na Polakach (oraz innych nacjach) w okresie II wojny światowej i stosunku obu narodów do tych wydarzeń.
Sam autor, jak podkreślił, wierzy w możliwość, a nawet konieczność rozmowy z drugą stroną i budowania dobrych relacji na prawdzie jako jedynym trwałym fundamencie.
Istnieje znacząca różnica w postawie względem ludobójstwa na Kresach u różnych części ukraińskiego społeczeństwa (ważny jest podział geograficzny) i należy to wykorzystać. Nacjonalistycznych nastrojów używa się do politycznej gry, co powoduje wzrost niechęci do Polaków w zachodnich obwodach oraz nacisk na dalsze fałszowanie historii. Jednoznaczna postawa polskich władz mogłaby stać się jasnym sygnałem, iż nie ma przyzwolenia na zapomnienie o polskich ofiarach na Kresach, a jednocześnie odporem dla narastającej fali ekstremizmu.
Gość spotkania, sam pochodzący z okolic Tarnopola i uratowany z masakry przez Ukrainę, której imię i nazwisko zachował wciąż w pamięci, wielokrotnie w czasie rozmowy przekonywał do porozumienia z Ukraińcami. O obliczu narodu ukraińskiego nie może stanowić faszyzująca mniejszość chwaląca zbrodniarzy, zamiast ludzi, którzy ratowali innych.
Honorowanie Ukraińców ratujących wówczas Polaków, Żydów czy Ormian jest jednak trudne ze względu na niechęć samych zainteresowanych - nadal kieruje nimi obawa nie tylko przed napiętnowaniem przez nacjonalistów, ale także o bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich.
Padło także pytanie o rolę literatury - samemu autorowi często stawia się zarzut zbyt brutalnego opisu rzeczywistości, jako można było usłyszeć na spotkaniu, krytycy niekiedy nie mogą wręcz przez książkę przebrnąć, ponieważ jest ona dla nich zbyt traumatyczna. Nie da się jednak mówić o rzeczach strasznych bez strasznych słów i obrazów, a problemy narosłe między Polakami i Ukraińcami powinny zostać wyartykułowane bez zbędnych eufemizmów.
Nowa powieść Stanisława Srokowskiego, ukazująca trudne losy przedstawicieli różnych narodów na Kresach Wschodnich, na pewno pomoże zrozumieć obecne zapętlenie stosunków polsko-ukraińskich. Kontynuuje ona główne motywy "Ukraińskiego kochanka", jednocześnie zapowiadając dalszy rozwój sagi.
Mateusz Kędzierski
Już niedługo na łamach Kresów.pl recenzja nowej powieści Stanisława Srokowskiego
Zapraszamy na stronę Wydawnictwa Arcana: www.arcana.pl
(kresy.pl)
SPOTKANIE W BYSTRZYCY OŁAWSKIEJ
14.11.09 odbyło się w Bystrzycy Oławskiej zebranie założycielskie nowego stowarzyszenia kresowego, Towarzystwa Miłośników Ziemi Podhajeckiej, a więc i mojej ziemi. Zaproszony, przyjechałem, by wziąć w nim udział.
.jpg)
Wójt gminy Oława, Ryszard Wojciechowski, otwiera spotkanie
W Hali Sportowej zjawiło się blisko 100 ludzi, inteligencja miejska i wiejska, radni, sołtysi, ludzie kultury, chłopi, studenci.

Ludzi przybywa
Po części ceremonialnej wystąpili goście. Mówiłem o wielkości Kresów, ich nauce i kulturze. Byłem zaskoczony odzewem na to wystąpienie. Mędrcy od spraw wiejskich powiadają, że ludziom na wsi nic się nie chce, niewiele robią, mało czytają, nie chodzą do kina, ani do teatru, słowem niczym się nie interesują. Ale takie opinie, to opinie psu na budę, rzut kulą w płot. Niczego nie wyjaśniają.
Wystąpienie Stanisława Srokowskiego
Ludzie na wsi, tak jak i w mieście, mają swoje pasje, nadzieje, marzenia, tylko znacznie trudniejszy dostęp do nauki i kultury.

Uczestnicy spotkania reagują żywo na wystąpienia
I właśnie po moim wystąpieniu o tym mi mówili. Opowiadali, że brakuje im ksiażek kresowych w bibliotekach, chcieliby je czytać, bo wywodzą się z Kresów. Chcieliby poznawać filmy kresowe, których brakuje, dzieła dokumentalne, pamiętniki, wspomnienia, dzienniki. Chcieliby się spotykać z autorami, z księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim, reżyserami filmów dokumentalnych o Kresach, z autorami wspomnień. Chcieli by ich synowie i wnukowie pamiętali o dawnej ojczyźnie i ich miejscach urodzenia. I pytali, czy mógłbym im ułatwić spotkania z twórcami. Odpowiadałem, że tak, mógłbym ułatwić takie spotkania, tylko z inicjatywą muszą wystąpić konkretne placówki, biblioteki, domy kultury, parafie, księża, sołtysi, wójtowie, radni itp, itd.

Rozmowa z Czytelnikiem - fotki ze spotkania przysłał Xawery Piśniak
I tutaj powtarzam, jeśli spłynie do mnie taka prośba, postaram się ją spełnić. Duże pole do popisu ma teraz też Towarzystwo, bo to jedno z jego głównych zadań. Zobaczymy, czy je spełni.
KSIĄŻNICA PODLASKA I STUDENCI
czyli BIAŁYSTOK I OKOLICE
09.11.09
Książnica Białostocka zaprosiła mnie na wieczór poświęcony memu przyjacielowi, świetnemu poecie, Wiesławowi Kazaneckiemu. Właśnie minęła 20-ta rocznica jego śmierci. Przy okazji odbyłem kilka spotkań w terenie i rozmawiałem na Uniwersytecie Białostockim ze studentami o polskich Kresach i Wojaczku.
Każde z tych spotkań miało inny charakter. Uczniowie liceów i gimnazjów pytali głównie o techniki pisarskie, źródła twórcze, ale też o mity greckie, ich pochodzenie i znaczenie, uświadamiając mi, że wielu z nich czerpie z nich wiedzę o starożytnej Grecji, czytając moje opracowania, właśnie - "Mity greckie", "Przygody Odyseusza", "Wojnę trojańską", czy "Bajki Ezopa." Mile byłem zaskoczony, że kilku z nich zna moje ostatnie wiersze z tomiku "Liryki". Jakaś specjalna młdzież! Natomiast studenci dopytywali o drogę twórczą Wojaczka, jego dziwne zachowania i sens wierszy. Ale też dociekali, jakie znacznie miały Kresy.
Najważniejszy wieczór jednak przebiegał w samej Książnicy, bardzo starannie, pięknie i wzruszająco przygotowany przez dyrektora Książnicy, Janka Leończuka i jego pracowników. Przybyła na spotkanie małżonka poety i jego dwaj synowie. Jeden z tej okazji przygotował bardzo ciekawy albym ze zdjęciami ojca. Drugi zaś wspaniały koncert słowno muzyczny. Łukasz Kazanecki to czystej wody talent, uzdolniony kompozytor i wykonawca. Była to wielka uczta duchowa.
Mnie przypadła w udziale opowieść o naszej wspólnej z Kazaneckim młodości, pierwszych porywach poetyckich, licznych spotkaniach, dyskursach literakich i nocnych spacerach po Opolu, Gdańsku, Warszawie, Łodzi, Lubinie i innych miastach. I po raz pierwszy objawiłem w Białymstoku, że Kazanecki należał do założonego przez mnie po stanie wojennym ekskluzywnego Tajnego Bractwa Literackiego, które składało się z tylko z 7 członków. Wywołało to w rodzinie i wśród białostoczan prawdziwe zdumienie.
Janek Leńczuk, sam wysmakowany i o dużej wrażliwości poeta, jeden z najciekawszych w swojej generacji, czyni cuda, by pamięć o Kazaneckim trwała; wydaje jego książki, urządza sesje i pielęgnuje pamięć. Po takich czynach poznaje się charaktery piękne i osobowości nietuzinkowe.
Nisko się kłaniam, wprawiony w podziw i zauroczony gościnnością.
DLACZEGO POWINNO POWSTAĆ MUZEUM KRESÓW
WSCHODNICH?
Pod takim tytułem odbyła się 5.11.09 konferencja na Politechnice Wrocławskiej zorganizowana przez grupę studentów związanych z pismem "Fronda" oraz przez Wrocławską Inicjatywę Historyczną.
Do wygłoszenia referatów zostali zaproszeni ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, prof. Zdzisław Julian Winnicki z UWr, reżyser filmów telewizyjnych, Maciej Wojciechowski i Stanisław Srokowski.

Wielka sala powoli się zapełnia
Niestety, ksiądz Tadeusz zachorował i nie mógł przybyć. Poprosił, bym ja go zastąpił. Wprawdzie księdza Tadeusza zastąpić się nie da, ale opowiedziałem o ludobójstwie dokonanym przez OUN/UPA na Polakach, Żydach, Ormianach, Czechach i samych Ukraińcach, którzy nie poddali się terrorowi oraz o wielkości nauki i kultury kresowej. Konferencję prowadzili prof. Andrzej Wojciechowski oraz dr Wojciech Myślecki. Aulę uczelni wypełnili studenci oraz Kresowianie, a także inne osoby zainteresowane tematyką kresową.

Pani Dominika Arendt-Wittchen
z WIH informuje w sprawach organizacyjnych
Po interesujących wystąpieniach prof. Winnickiego i Macieja Wojciechowskiego, skupiłem uwagę na budowaniu przez ponad 600 lat polskiej tożsamości narodowej na Kresach, mówiłem o wielkich pisarzach i uczonych, wspominając także o Lwowskiej Szkole Matematycznej, w której prym wiedli profesorowie Stefan Banach, Hugo Steinhaus, Stanisław Ulam i Jan Łukasiewicz.
To dzięki nim polska nauka sięgnęła po międzynarodowe laury. A polscy poeci, pisarze, zaczynając od Mikołaja Reja, przez Mickiewicza, Słowackiego, Fredrę, Sienkiewicza, Schulza aż po Konwickiego, Miłosza, Herberta i Zagajewskiego czerpali całymi garściami swoje duchowe bogactwo z ziemi kresowej.
Kresy budowały polską tożsamość.
Dzięki nim identyfikujemy się z wysoką i pełną uniwersalnej metaforyki polską kulturą.
Straszliwa wojna i przerażające akty ludobójstwa dokonywane przez faszystowskie bandy OUN/UPA spowodowały
wymordowanie 200 tyś. Polaków i przyczyniły się do wypędzenia ocalałej ludności polskiej ze swojej ziemi.

Słuchacze z uwagą słuchali referatów
O tym i o roli Armii Krajowej w obronie polskiej ludności
mówili dyskutanci, których było wielu i każdy miał coś ważnego do powiedzienia.
KRESOWIANIE BUDUJĄ WROCŁAW
W 1947 roku wygnańcy z Kresów stanowili blisko 25% ludności Wrocławia, lecz profesorowie, intelektualiści i artyści kresowi, głównie ze Lwowa i Wilna aż w blisko 70% stali się budowniczymi nowego miasta. To oni wiedli prym w przywracaniu miastu polskiego charakteru. To oni uruchamiali wrocławskie uczelnie, teatry, filharmonie, szkoły, muzea i galerie sztuki.
Prof. Stanisław Kulczyński, jeden z ostatnich rektorów Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, został pierwszym rektorem Uniwersytetu Wrocławskiego i Politechniki Wrocławskiej. A prorektorem został prof. Edward Sucharda, ostatni rektor Politechniki Lwowskiej.

Stanisław Srokowski opowiada o Kresach, obok prof. Andrzej Wiszniewski i prof. Winnicki
Pierwszym wojewódzkim konserwatorem zabytków we Wrocławiu został Jerzy Guttler ze Lwowa. A na czele Wrocławskiej Dyrekcji Odbudowy stanął Józef Rybicki, architekt ze Lwowa.
Podjęli tu pracę też prof. Włodzimierz Trzebiatowski, chemik ze Lwowa, wspomniany wcześniej wybitny matematyk, Hugo Steinhaus z Lwowskiej Szkoły Matematycznej, prof. Jan Trzynadlowski, lwowiak, historyk literatury, Eliasz Kuziemski, aktor, Ryszard Natusiewcz, architekt z Grodna,,
Do Wrocławia sprowadziła się nie tylko ocalała lwowska elita, profesorowie, lekarze, prawnicy, wyżsi urzędnicy, artyści, ale też kolejarze, tramwajarze, gazownicy, kolejarze i elektrycy.
Zjawiła się tu Anna Kowalska, pisarka, Tymoteusz Karpowicz, największy oryginalny poeta powojenny.
Klimat Lwowa stanowiły we Wrocławiu powstające kawiarenki, restauracje, kabarety, teatr, aktorzy. Tutaj znalazły się: Panorama Racławicka, Ossolineum – wydawnictwo i biblioteka, pomnik Fredry,
powstało Towarzystwo Miłośników Lwowa, a nazwy ulic przypominały ulice lwowskie - Ruska, Kurkowa, Plac Strzelecki. Tutaj powstało pismo "Semper Fidelis".
Bardzo różnie Lwowiacy starali się oswoić Wrocław, poczynając od małych przedmiotów życia codziennego, a kończąc na sprawach zasadniczych.
Słynna była jadłodajnia "U Fonsia" przy ul. Szewskiej, która nie miała nawet szyldu. Ale można było w niej zjeść pierogi lwowskie, później, nie wiadomo dlaczego, nazwane ruskimi, gołąbki, studzininę i mamałygę.
Wszyscy więc w metaforycznym, kulturowym i duchowym sensie wywodzimy się z Kresów. I dbać powinniśmy o zasoby i pamięć kresową.
Cycero powiadał:
„Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci.”
A Tadeusz Kotarbiński wyznawał:
„Przeszłość zachowana w pamięci staje się teraźniejszością”.
Zaś kardynał Stefan Wyszyński pisał:
„Gdy gaśnie pamięć ludzka, dalej mówią kamienie.”
Co zrobić, by nie mówiły tylko kamienie?
A czy Państwo, jako organizacja narodu i jego instytucje, mają
obowiązek dbania o pamiętać narodową, o pamięć
Kresów? O to, co nas rozwijało? I nadal rozwija. Czy mają obowiązek pamiętania o wielkim dramacie, jakim się stało ludobójstwo dokonane przez faszystowskie organizacje ukraińskie?
Czy możemy sobie pozwolić na wymazywaniu śladów z naszej historii, które kształtowały pokolenia? Czy mamy pozwolić, by wyrywano z programów szkolnych lektury, które budowały tradycję? Czy Kresy nadal stanowią o tożsamości Polaków? Identyfikacja z tą poważną i wielką częścią naszej historii i kultury to obowiązek zarówno instytucji państwowych jak i organizatorów życia publicznego.
Warto zapytać, czy polskie uczelnie, uniwersytety, instytuty i katedry wystarczająco dbają o potencjał naukowy w tej dziedzinie?
I czy na władzach publicznych nie ciąży odpowiedzialność za stan naszej wiedzy o życiu i kulturze Kresów.
Konferencja na Politechnice szukała na te pytania odpowiedzi.
Wyniki konferencji zostaną podane do publicznej wiadomości.
A fakt, że Muzeum Kresów do tej pory jeszcze nie powstało, zakrawa na skandal. I stawia polskie władze w bardzo złym świetle.
KŁODZKIE ROZMOWY
28.10.09 Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna w Kłodzku zaprosiła mnie na rozmowy o Kresach. W kameralnym, ale za to bardzo interesującym kręgu osób powspominaliśmy sobie dawne czasy. Szczególnie miłym zaskoczeniem był dla mnie pewien elegancki pan, który przychodził, jak to nazwał, na moje tajne komplety w Legnicy, gdzie w latach 1960-1968 r. byłem nauczycielem, a on uczniem w innej niż maja szkole. Ale otrzymał poufną wiadomość od mojego kolegi, że może go mnie zarekomendować. I zarekomendował. Powiadał, jak to omawialiśmy już poza lekcjami niektóre wybrane książki i jak je po swojemu interpretowaliśmy.
Ja sam już szczegółów tamtych tajnych spotkań nie pamiętam, ale on, młodszy, pamięta. Dzięki niemu ożywiła się i moja pamięć.
Takie to nieraz mamy niespodzianki w trakcie wieczorów autorskich.
Nawiasem mówiąc w Kłodzku uświadomiłem sobie, że nie było mnie w tej bibliotece blisko 30 lat.
Ale wróciłem i poczułem się jak w rodzinie. Miłe!
AKADEMIA OBYWATELSKA
Młodzież akademicka z Duszpasterstwa "Dominik"
przy kościele Dominikanów we Wrocławiu ( Plac Dominikański 2) zaprosiła mnie 27.10.09 na dyskusję o polskich Kresach, ich wielkości i dramacie. Osobiście zaproszenie przysłał aktywnie tam działający, student wrażliwy, z wyobraźnią, szukający prawdy w nauce i życiu
publicznym, Marcin Niewiadomy.
Działa on w Akademii Obywatelskiej, która jest miejscem spotkań młodych ludzi, studentów różnych wrocławskich uczelni, zainteresowanych sprawami społeczno-polityczno-historycznymi. Ideą tych spotkań jest propagowanie aktywnej postawy oraz kształtowanie własnych poglądów, składających się na definicję współczesnego patriotyzmu. Działalność Akademii ma również na celu krzewienie ideałów państwa obywatelskiego.
Akademia Obywatelska nie jest związana z żadną partią polityczną i stara się stworzyć niezależne forum dyskusji na aktualne tematy. Dzięki zaciekłym dyskusjom młodezież uczy się otwartości na cudze poglądy, wyrażania swoich oraz , w razie potrzeby, bronienia ich, jak mi napisał p. Marcin.
Studenci spotykają się w każdy wtorek o godzinie 20,00 w Duszpasterstwie Akademickim "Dominik" przy placu Dominikańskim 2 ( wejście od strony ulicy Klemensa Janickiego).
Dyskusja była bardzo żywa, pytań wiele, a ja mówiłem o kulturze i nauce Kresów, ale też o ludobójstwie dokonanym przez faszystowskie ukraińskie organizacje OUN/UPA na bezbronnej ludności polskiej, ormiańskiej, czeskiej... oraz na uczciwych, niosących sąsiadom pomoc Ukraińcach.
Ważne kazało się też to, że nie zabrakło ludzi starszych na spotkaniu.

Marcin Niewiadomy(z lewej) w towarzystwie koleżanki i kolegi prezentuje moją kresową powieść

Sala pełna słuchaczy

Autor brata się ze studentami
PAMIĘĆ CZASU ZAGŁADY
Pod takim hasłem 13-14 października 2009 została zorganizowana na Uniwersytecie Zielonogórskim konferencja naukowa. Patronat nad nią objęli: rektor, prof. zw. dr hab. Czesłw Osękowski, wojewoda lubuski, Helena Hatka, marszałek lubuski, Marcin Jabłoński, prezydent miasta, Janusz Kubicki.
Już zestaw patronów świadczy o powadze i randze przedsięwzięcia. Zaś przemyślany, bogaty i bardzo ciekawy program przygotował ze swoim zespołem prof. dr hab. Leszek Jazownik, dyr Instytutu Filologii Polskiej. Z referatami wystąpiło blisko dwudziestu badaczy, m.in. dr Anita Kucharska-Dziedzic, która mówiła o literaturze emigracyjnej, dr Maria Jazownik, dwukrotnie występująca, raz analizująca obraz wojny w wierszach poetów zielonogórskich, a raz obraz dzieci w opowiadaniach z tomu "Nienawiść" Stanisława Srokowskiego, dr Anna Podemska-Kałuża, przedstawiająca świadectwo samotności narodu żydowskiego podczas Holocaustu, ks. dr Grzegorz Chojnacki, opowiadający o autobiograficznych pismach Edydy Stein.

Stanisław Srokowski zabiara głos w dyskusji po wystąpieniu ks. Isakowicza-Zaleskiego( siedzi za stołem, obok prof. dr hab. Leszek Jazownik)
W programie wystąpili też prof. dr hab. Katarzyna Węgrowska, prof. dr hab. Bernadetta Nitschke, prof. dr hab Leszek Jazownik, dr Rafał Ciesielski, mgr Marta Wiatrzyk- Iwaniec, mgr Renata Chrzan, prof. dr hab. Małgorzata Mikołaczak, mgr Dorota Poślednia, mgr Małgorzata Budzik, dr Dorota Szagun, Józef Maciejewski, Henryk Szylkin...

Od lewej: prof. dr hab. Leszek Jazownik, Stanisław Srokowski, poeta- Henryk Szylkin, poeta - Janusz Koniusz
Mówili interesująco o Herbercie, mitach, polityce historycznej, internetowych źródłach informacji, poetach i prozaikach podejmujących tematykę wojenną, łagrach, wygnaniach, pamiętnikach, pamięci.

W palmiarni Uniwersytetu Zielonogórskiego, organizatorzy, referenci i uczestnicy
Dla mnie nowością była wiadomość, że literatura piękna staje się i będzie coraz bardziej stawać się przedmiotem badań i analiz historyków, jako jedna z form narracji swego czasu.
Miałem też zaszczyt otwierać pierwszy dzień konferencji referatem: "Wielkość i dramat polskich Kresów".
Drugiego dnia konferencja zaczęła się od wystąpienia ks. Tadeusza Isakowicza- Zaleskiego.
Razem też odbyliśmy wieczór autorski z pełną salą Kresowian i ich rodzin, w trakcie którego trwała żywa dyskusja o potrzebie mówienia prawdy i konieczności badań źródeł i przebiegu ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich faszystów na Polakach, Żydach, Ormianach, Czechach podczas wojny.

Po konferencje pogaduszki przy wodzie minerelanej
W sumie konferencja naukowa ściągnęła na UZ setki słuchaczy. A Uniwersytet dał przykład, jak mądrze, sprawnie, na wysokim poziomie i bez strachu budować tak wielkie dzieło.
PIĘĆ SPOTKAŃ
PIERWSZE
Trzeciego dnia pobytu na ziemi lubuskiej, 16.09.2009, odbyłem trzy spotkania literackie, w Gminnej Bibiotece w Brodach, w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Szprotawie i Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Zielonej Górze.
Każde z tych spotkań miało inny charakter i inny smak. W Brodach zjawiła się młodzież, choć też chcieli przyjść dorośli, Kresowianie, ale równocześnie odbywała się urocztość dla seniorów i nie dotarli.
Dlatego rozmawiałem głównie z młodzieżą, gimnazjalistami i opowiadałem im o helleńskiej literaturze, mitach greckich i wpływie starożytnej Grecji na rozwój polskiej nauki i kultury.
Młodzież okazała się wrażliwa, ciekawa świata, uważna, choć dość nieśmiała. Za to kierowniczkę biblioteki rozsadzała energia, była pełna pomysłów i nowych idei. O swoich Kresowianach i ich tęsknocie za wspomnieniami z dawnych dni obiecała nie zapomnieć.
DRUGIE
W Szprotawie prezentowałem dla dorosłych czytelników swoje książki kresowe i rozmowa trwałaby cały dzień, gdyby nie nowe obowiązki. Wielu obecnych już znało moje książki i dyskusja z nimi była samą intelektualną rozkoszą. To byli życzliwi, choć bardzo wymagający czytelnicy. Jeden z nich, starszy, mądry i doświadczony pan, władał biegle pięcioma językami i zadziwiał głęboką znajomością kresowej problematyki. Sam zresztą pisze.
Inni też znakomicie znali się na rzeczy. Przeżyli swoje, wielu z nich straciło najbliższych, zamordowanych przez UPA, wielu cudem uniknęło śmierci. Rozmowa była długa, szczera i pełna pytań.
Autor, który ma takie audytorium wie, że jego książki zostaną dokładnie prześwietlone. Nie może w nich być kłamstwa historycznego, jeśli zajmuje się historią. Dlatego każdy głos byl dla mnie ważny.
Z dużą satysfakcją wracam do tego spotkania. Poznałem ludzi wielkiego rozumu i o szerokim spojrzeniu na świat. Bardzo mnie wzbogaciła rozmowa w Szprotawie.
TRZECIE
Trzecie spotkanie miało charakter kameralny.Przyszła do Biblioteki Wojewódzkiej inteligencja zielonogórska, profesorowie, pisarze, zjawili się też moi dwaj kuzyni, których dawno nie widziałem, sprawili mi dużą radość.
Rozmawialiśmy o Kresach, ludobójstwie, jego przyczynach i skutkach, o tym, jak idee faszystowskie odbijają się czkawką na dzisiejszej Ukrainie. I jak niebezpiecznie zarażana jest nimi ukraińśka młodzież.

Nie obyło się bez pytań o słynny rajd śladami Bandery. Dyskusja była niezwykle dynamiczna, głęboka i dociekliwa. Autor zostal poddany prawdziwej wiwisekcji, ale jakoś wyszedł z boju nieporaniony. Dobry,
cenny czas dla dialogu pełnego kultury, ale też ostrych sądów.

Stanisław Srokowski na tle plakatu
CZWARTE
Czwarte spotkanie na ziemi lubuskiej odbyłem 16.10.2009 w Miejsko-Gminnej Bbliotece Publicznej w Iłowej Żagańskiej. Wypełniona po brzegi sala nie mieściła słuchaczy. Nie wiedziałem, czy się radować, czy skarżyć na los, że mam do czynienia z blisko 200 osobową grupą dorodnej i pełnej temperamentu, rozbrykanej młodzieży, która jak wiadomo, nie znosi nudnego gadulstwa tzw. prelegentów i potrafi porządnie im dopiec.
Mój aniosł stróż, Pani Dorota Kaczmarek, z WiMBP z Zielonej Góry, patrzyła na całą sytuację z zaskoczeniem, a na mnie pewnie ze współczuciem, spodziewając się najgorszego, że mogę, na przykład, ze strachu dać nogę i będzie po wszystkim. Bo kto utrzyma w ryzach takie stado młodości.

Autor odpowiada na pytania
Okazało się, że ten, na pozór nieokiełznany żywioł, to inteligentna i wrażliwa młodzież, która mi zaimponowała i zanim powstał pomysł, by zbiec, już byłem w ogniu krzyżowych i wcale sensownych pytań. Niemal dwie godziny zleciały, jak z bicza trzasnął. Literatura, źródła twórczości, metody pisarskie, rodzaje i gatunki, życie a dzieło, wszystko ich interesowało. I to wcale nie moja zasługa. To naturalna potrzeba poznawania nieznanego im świata.
Mój anioł stróż uspokoił się. Pot nie zlewał mi czoła, a organizatorzy z ulgą odetchnęli, że nie doszło do linczu na pisarzu.

Skupienie i uwaga młodzieży w Iłowej
PIĄTE
Ostatnią rozmowę tego dnia miałem w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy w Lubsku. Dla odmiany niewielka, sympatyczna salka, nieduża grupa słuchaczy i krótkie spotkanie. Rozmawialiśmy o wyborze wartości w życiu ludzkim, czym jest nasza pamięć i doświadczenie historyczne. Wydawało się, że to były pojęcia ważne dla młodych umysłów.
Biblioteka czyni wiele dobrego dla miasta, ma nawet własną gazetę, urządza świetne wystawy, robi dużo.
Przy okazji podziękowania dla Pani Doroty, mojej opiekunki i dyrekcji WiMBP w Zielonej Górze za sprawną organizację, takt, znakomite przyjęcie, posiłki i noclegi. Długo się pamięta takie dni.
W WOŁOWIE
Z inicjatywy starosty wołowskiego, Macieja Nejmana, posła, Marka Skorupy i środowisk kresowych została zorganizowana 23.10.09 r. w budynu Starostwa konferencja poświęcona Kresom i ich tragedii. Z referatami wystąpili: ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który mówił o ludobójstwie, dr Bogusław Paź z Uniwersytetu Wrocławskiego, który mówił o kłamstwie i jego odmianach oraz prokurator Przemysław Cieślik z IPN, który złożył relację z postępu prac dotyczących zbrodni ukraińskich nacjonalistów.
Mnie przypadła rola pisarza, który opowiada o swoich książkach, o tym, jak powstają, z jakich źródeł się biorą i jaki świat przedstawiają. Szczególną uwagę zwróciłem na to, że historii nie należy odkładać na bok, bo się jej nie da odłożyć. Ona bowiem w nas żyje i ciągle poraża swoimi zbrodniami. Do dziś Kresowianie budzą się zlani potem, gdy we śnie widzą wciąż te same sceny gwałtów, mordów i bestialskich rzezi.
Trzeba pogratulować władzom starostwa, że z sumienną odpowiedzialnością traktują swoich mieszkańców, budując tożsamość regionu w opraciu o prawdę historyczną. To bezcenna rzecz. Jak się chce, to można to zrobić.
ZNAKOMITA ORGANIZACJA
Niezwykle starannie, wręcz wzorcowo zostało przygotowane 17.09.09 spotkanie w Centrum Kultury w Kobierzycach, koło Wrocławia, poświęcone Kresom, ich wielkiej kulturze i dramatowi. Pełna sala ludzi, blisko 150 osób, lokalne władze, Kresowianie i ich rodziny, ale także miłośnicy książek kresowych z innych regionów. Przybyli, by przypomnieć sobie dawne czasy, historię ich ziemi, by posłuchać pisarza, ale także artystów i zespoły ludowe. Opowiadałem o Kresach, ich wielkości i pięknie, ale też o ludobójstwie dokonanym na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów spod znaku UPA i OUN. Co mnie zdumiało i wzruszyło, to fakt, że problematyka kresowa tak badzo ważna jest dla wielu czytelników. Książki, które moi wydawcy z tej okazji dostarczyli, "Nienawiść"" oraz "Ukraiński kochanek" zniknęły błyskawicznie. Głód prawdy jest ogromny.
Redaktor Grażyan Orłowska- Sondej pokazała fragmenty ciekawych reportaży spod Lwowa, Wilna i Białorusi. I zrelacjonowała swoje podróże po starych śladach polskiej kultury, których, niestety, na Wschodzie jest coraz mniej.
Urocze panie i panowie z zespołu ludowego z wigorem i długo śpiewali lwowskie piosenki. A znakomici artyści, duet małżeński, Dorota Ujda-Jankiewicz, sopran i Andrzej Jankiewicz, tenor, dali popis wirtuuzerii, wykonując arie operowe Moniuszki( Kresowianina), budząc zachwyt u publiczności.
Brawom nie było końca. Atmosefra wspaniała, a dyrektor Centrum Kultury poinformował zebranych, że to już drugie takie spotkanie i zaczyna się tutaj budowanie pięknej kresowej tradycji, a on dołoży wszelkich starań, by za rok mieszkańcy Kobierzyc i okolic znowu mogli się spotkać.
Słowa szczególnego uznania należą się pani Ewie Gacek, kierowniczce biblioteki w Kobierzycach, bezpośredniej organizatorce, za tak znakomicie przygotowane popołudnie.
Goście z podziwem wyrażali się o gospodarzach. Mogli do woli wspominać i na nowo przeżywać dawne czasy. A dla wielu z nich była to też okazja do odświeżenia znajomości.
Następne spotkanie, tylko bardziej kameralne, ale bogate treściowo, miało miejsce w Tyńcu Małym. Wracałem urzeczony gościnnością i determinacją ludzi kultury w tej gminie, by siać ziarno wiedzy o literaturze, polskiej historii i pomagać zrozumieć współczesność.
OAZA WOLNOŚCI
Długą i burzliwą dyskusję miałem w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Polanicy, gdzie najrozmaitszymi innowacjami i pomysłami może się pochwalić dyrektorka tej biblioteki, pani Krystyna Dzieczkaniec. Na powitanie autora przygotowała bogatą informację, wiadomości o książkach, fotografie okładek, biografię twórczą, wystawę powieści, słowem pełna wiedza i perfekcja. A po spotkaniu rozgorzała jak za najlepszych czasów prawdziwa dysputa. Nie było zmiłuj się. Prawda w całej jaskrawości. Dyskutantów było wielu. Opowiadali o swoich przeżyciach na Kresach, straszliwych mordach, ale też o pięknie ziemi kresowej oraz o wrażeniach z lektury moich książek, "Nienawiści" i "Ukraińskiego kochanka". Dawno nie miałem tak szczerej, sięgającej w głąb dziejów dyskusji.
W czasie, gdy niektóre uniwersytety odwołują konferencje naukowe, poświęcone Kresom, bo się boją, Bóg wie, czego, Polanica zajaśniała jak wielka, biała gwiazda. Oaza wolności. Po takim spotkaniu rośnie w człowieku wiara w ludzi i sens pracy twórczej.
Głównym punktem spotkania Oddziału wrocławskiego UPR, była prelekcja Pana Stanisława Srokowskiego – jednego z najodważniejszych polskich pisarzy, opisujących wydarzenia mające miejsce na kresach wschodnich, w latach 40’ XX w. oraz skutki, jakie za sobą niosły.
Historia zawsze oddziałuje na współczesność. Aby zrozumieć dzisiejszy świat, należy zrozumieć historię. A co kształtuje dzisiejszy świat? Nie tylko teraźniejszość. Dzisiejszy świat jest pełen następstw tego, co wydarzyło się dawno temu. Niektórzy mają inny pogląd. Historię Kresów traktują jak zatopioną Atlantydę, do której lepiej nie wracać. Prawdą jest, że Kresy miały i wciąż mają, ogromny wpływ na historię Polski. Tworzyły się tam prądy intelektualne, naukowe, literackie, artystyczne itp. „Kresy budowały VII wieków naszej kultury” – jak zaznaczył prelegent. Należy zadać sobie pytanie – „Kim byśmy dzisiaj byli, gdyby nie Kresy oraz ludzie, zamieszkujący je w tamtych czasach?” Na koniec tego akapitu – jako ciekawostka – terminu „kresy” użyto po raz pierwszy dopiero w 1854 r. i dokonał tego jeden z popularnych w tamtych czasach pisarzy.
Kresy cechowała multikulturowość. Pan Stanisław przywołał swoje wspomnienia z okolic Tarnopola, gdzie wychowywał się jako dziecko. Używano tam kilku języków, stykały się ze sobą różne nacje i religie. Pomimo tego, był tam niesamowity spokój. Dominowało myślenie „Nie ważne – Polak, Żyd czy Ukrainiec – mieszka tutaj, więc jest tubylcem…”. Doświadczył tego sam prelegent oraz jego rodzice i dziadkowie, którzy mu o tym opowiadali.
Jaki jest udział Kresów w kształtowaniu naszej kultury? Ogromny. Pochodzi stamtąd m.in. wiele kolęd i modlitw. Żyło tam również wielu poetów i pisarzy. Na przykład – Adam Mickiewicz, który zaszczepił ogromne poczucie wolności w Polsce oraz dumę narodową, honor… Zagrzewająca do walki twórczość Mickiewicza oraz innych literatów-patriotów, była jedną z przyczyn powstań i zrywów narodowych. Społeczeństwo, co niektórzy mylnie uważają za właściwe, nie może się od tego odciąć. Bo społeczeństwo, które odcina się od źródła swojej kultury i tradycji – jest chore. „Historia kształtuje naszą rzeczywistość”. Aleksander Fredro, napisał kiedyś, że należy mieć honor i dystans do siebie. Pamiętajmy o tym. Pozostali twórcy, zamieszkujący Kresy to m.in. Konopnicka, Parandowski, Iwaszkiewicz, Rodziewiczówna oraz Słowacki.
Wśród japońskiej inteligencji przeprowadzono sondę – Kogo najbardziej cenisz wśród Polaków? Dominowały odpowiedzi: Chopin oraz Józef Łukaszewicz oraz Banach – wybitni, na skalę światową, matematycy. Skąd pochodzili – z Kresów. Podobnie zresztą jak wielu wybitnych ludzi – z dosłownie każdej dziedziny, czy to monarchów, pisarzy, malarzy, muzyków…
Zasmucające jest to, że Polacy nie zdają sobie sprawy z tego, jaki wpływ Kresy wywarły i wywierają na dzisiejszą Polskę. Sam Józef Piłsudski powiedział ”Polska jest jak obwarzanek, pusta w środku, pełna po brzegach…”, mając oczywiście na myśli Kresy.
Cały czas, mówiąc o naszych dawnych ziemiach, przywracaliśmy pozytywne wspomnienia, które napawają nas radością i dumą. Niestety nie zawsze Polakom żyło tam się dobrze. Miały tam miejsce niewyobrażalnie dramatyczne wydarzenia, najprawdopodobniej najgorsze w dziejach całej Polski. Wydarzenia te, p. Stanisław opisał w swojej najnowsze książce „Ukraiński kochanek”, używając w niej klarownego języka, by dotrzeć zarówno do młodszego, jak i do starszego pokolenia. Jest w niej mowa o zbrodniach, dokonanych na Polakach, ale nie tylko... Jedno z ludobójstw, miało miejsce w 1915 r. Dokonali tego Turcy na... Turkach i Grekach, drastycznymi metodami, mającymi na celu spowodowanie jak największego cierpienia, którymi chełpili się oprawcy. Wymordowano wtedy około 15 milionów ludzi. W książce znajdują się również drastyczne opisy oraz zdjęcia, powodujące, że niektóre strony po prostu się opuszcza…
Informacje o tragicznych wydarzeniach docierały do rodziny p. Stanisława powoli, w dużych odstępach czasu. Jako dziecko i osoba, która wychowała się w sielskim pokoju – nie wiedziała co to znaczy „zabić”, a tym bardziej „okrutnie zabić”. Dopiero po jakimś czasie, gdy dochodzące wiadomości były bogatsze w szczegóły, jakimi metodami znęcano się i zabijano ludzi – p. Stanisław kojarząc przedmioty takie jak siekiera, czy piła, którą często po prostu krojono ludzi – zaczął bać się, wiedząc co wkrótce może czekać jego i jego rodzinę. „Śmierć szła do nas falami”
Pierwszy incydent, jaki zdarzył się w rodzinnej miejscowości prelegenta, miał miejsce w październiku 1943 r., kiedy dwóch mężczyzn przyjechało po księdza proboszcza, jak tłumaczyli – w sprawach urzędowych. Nie zastali go, więc zabrali jego siostrzeńca, 18 letniego chłopaka. Z tej wyprawy już nie wrócił.
[Uwaga, opis drastycznych scen! Jeśli masz słabe nerwy – nie czytaj!]
Założyli mu pętle na szyję i ciągnęli go tak aż do lasu. Ofiara szybko po ruszeniu powozu, złapała pętle, dzięki czemu przeżyła. Po przybyciu do lasu, tam przywiązali go do drzewa i znęcali się nad nim. Rozpalili ognisko pod jego stopami, a gorące i żarzące się węgielki, przykładali mu do oczu. Odcięli język, ręce… A potem całego go podpalili. Żywcem. Nie mieli żadnych zahamowań. Żadnych.
[Koniec drastycznych scen]
Pan Stanisław, zobaczywszy przywiezione ciało jego starszego rówieśnika, co było niesamowicie okrutnym widokiem – przeraził się i zrozumiał, co się dzieje.
W lutym 1944 r. rodzina oraz sąsiedzi Pana Stanisława otrzymali wiadomość, że niedawno cała, duża wieś została napadnięta i wymordowana. Wykorzystano do tego wszystkie stodoły we wsi, w których palono ludzi na żywca, po 10, 20, 50 osób… Fala mordów zbliżała się coraz szybciej do Tarnopola, w którego okolicach mieszkał wtedy nasz prelegent.
W sierpniu 1944 r. ukraińska przyjaciółka matki Pana Stanisława, przekazała im wiadomość „Dziś przyjdą nas mordować w nocy”. Bez wahania, zaproponowała całej jego rodzinie, że ukryje ich na noc w swojej stodole. Byli tam bezpieczni, ponieważ ukraińskich zabudowań, jak i samych Ukraińców wówczas nie palono. Kiedy przyszła tam fala mordów, okrutni oprawcy, szukali ludzi wszędzie – nawet w obornikach, przeszukując je widłami. Bo takimi sposobami, ludność próbowała przetrwać. Kiedy ocaleni wyszli ze schronienia, im oczom ukazał się okropny widok – wszystko spalone, jeszcze dymiące się, umierające zwierzęta i ludzie. Jedna z ocalałych mieszkanek, zobaczywszy to, osiwiała, choć nie była w podeszłym wieku.
Teraz zajmijmy się źródłem ukraińskiego faszyzmu, jego założeniami i przede wszystkim – skalą mordów. Wodzem ukraińskich faszystów, którzy stanowili, mogłoby się wydawać - jedynie 1% społeczeństwa ukraińskiego, był Dmytro Doncow, który tłumaczył Mussoliniego na język ukraiński. Był również zachwycony Hitlerem i jego polityką. Chciał wprowadzić podobne zmiany na Ukrainie. Faszyści mordowali Polaków w czterech województwach, łącznie pozbawiając życia około 200 000 naszych rodaków. Zabijano ich na 360 sposobów. Trzy, okrutne metody, opisano poniżej:
[Uwaga, opis drastycznych i obrzydliwych scen! Jeśli masz słabe nerwy – nie czytaj!]
1) Wiązano ofiarę do stołu bądź pala. Nacinali jej skórę, co traktowano jako zabawę. Następnie zranione miejsca posypywano solą, by jeszcze bardziej wzmocnić cierpienia. Dokonywali tego ojcowie, na oczach swoich synów, by ci uczyli się od nich, jak należy postępować. Jako dowód bohaterstwa traktowano przyniesienie całych płatów skóry ofiary do faszystowskiego „zwierzchnika”.
2) Mordercy wpadali do domu rodziny, spożywającej niedzielny, uroczysty obiad. Odcinali głowy córkom, synom, potem ojcowi. Na końcu wkładali jedną z odciętych głowę do talerza i kazali ją jeść matce.
3) Piłowano ludzi na pół. Żywcem.
[Koniec drastycznych opisów]
„Jeśli nie będziemy o tym mówić – to to się powtórzy” – powiedział prelegent. Należy o tym mówić, tępić to, jednak nie zarzucając tego potomkom zbrodniarzy, ponieważ oni nie mieli na to wpływu. Świadomość Polaków o tych wydarzeniach jest porażająco niska – zaledwie 14% Polaków wie o zbrodniach dokonanych na ich przodkach, przez ukraińskich faszystów.
Obecnie na Ukrainie kwitnie faszyzm. Faszystowskie organizacje mają wpływ na politykę Ukrainy, stawiane są tam pomniki zbrodniarzom… Prelegent zwrócił uwagę na dwa systemy wartości – dla jednego zabójca jest bohaterem, bo ratował naszych rodaków, a dla drugich – jest zbrodniarzem, bo zabijał naszych rodaków… W Sejmie pojawiła się inicjatywa, by uchwalić ustawę, jednoznacznie potępiającą zbrodnie dokonane w tamtych czasach. Jednak posłowie oraz Marszałek Sejmu nie mieli wystarczająco odwagi, by uczcić pamięć katowanych Polaków oraz potępić ich oprawców. „To, bardzo delikatnie mówiąc, jest hańba!” Należy sobie postawić pytanie – Czy „poprawność” polega na zapomnieniu zbrodni…? Książka prelegenta, którą wszystkim polecam, opowiada o problemie, z którym należy się zmierzyć. I to jak najszybciej. Pokolenia, pamiętające tamte czasy – niestety wymierają. A kto potem będzie o tym mówił? A, że historia lubi się powtarzać… Nasz prelegent, nie potrafi milczeć o tych wydarzeniach. Mówi o nich bez względu na „poprawność” i stosunki z innymi państwami. I właśnie tym pisze swoje książki…
Kolejną część spotkania wypełniła interesująca dyskusja, podczas której prelegent przybliżył jeszcze poniższe wątki:
Faszyści mordowali również swoich rodaków, którzy nie chcieli „walczyć” oraz utrzymywali kontakty z Polakami, czy to były małżeństwa polsko-ukraińskie czy wspólna pomoc. „Bohaterem” był każdy, kto mordował na polecenie zwierzchników. Opracowano wówczas „Dekalog ukraińskiego nacjonalisty”. Oto przytoczony punkt nr 8: „Nienawiścią będziesz traktował każdego, kto nie jest Ukraińcem”.
Organizacją broniącą Polaków przed mordami była Armia Krajowa, która zaczęła działać dopiero w 1943 roku, kiedy to „najgorsze było już za nami”. Działała ona głównie w większych miastach, a napady i mordy odbywały się zazwyczaj na wsiach, gdzie zbrodniarze nie obawiali się obrońców. Armia Krajowa była słabsza od wroga, ale pomimo tego robiła co mogła. Walczyła z honorem. Zupełnie inaczej niż ukraińscy nacjonaliści. AK wydało nawet rozkaz, by nie mordować dzieci, kobiet i starców pod żadnym pozorem. Sami faszyści byli zaskoczeni. Istniała również „Samoobrona Chłopska”, która zrzeszała prostych chłopów, którzy brali co mieli pod ręką – widły oraz kosy i walczyli.
Wszyscy doszli do wniosku, że w dzisiejszych czasach przedmiotem debaty publicznej jest samolot prezydenta i premiera. A o sprawach tak wielkiej wagi wciąż się milczy.
Celem ukraińskich nacjonalistów było wymordowanie całego narodu polskiego. Niszcząc przy tym nasze domy, a nawet drzewa, by nie pozostał po nas ani jeden ślad. Zbrodnie te trwały do 1947 roku, jednak terror psychiczny, jaki im towarzyszył, niektórych nęka do dziś. Przykładem jest poniższa sytuacja z lat 70’: Kobieta widzi na ulicę byłego zbrodniarza-faszystę, obecnie przemianowanego na komunistę. Idzie na milicję, by to zgłosić. Okazuje się, że to wysoko postawiony agent SB. A takich przypadków było więcej. Kobieta, zgłaszająca to, zniknęła bez śladu…
Zainteresowanych tematyką Kresów zaproszono na spotkanie z księdzem Isakowiczem – Zaleskim, które poświęcone będzie jego najnowszej książce „Przemilczane ludobójstwo na Kresach" oraz "Moje życie nielegalne". Odbędzie się ono w czwartek, 30 października, o godzinie 17:00, w klubie Literatury i Muzyki, na pl. Kościuszki 9 we Wrocławiu.
Marcin Malik (15:59)
***
Nazywam się Marcin Malik, mam 16 lat i mieszkam we Wrocławiu. Interesuję się polityką, ekonomią, podróżami, tzw. „rozwojem osobistym”, technologią informacyjną i nauką.
(Blog roku 2008)
Powrót do strony głównej